homosovieticus
20.04.06, 11:52
"Urągaliśmy pospołu z tępym tłumem cichej cnocie. Hołd składaliśmy Głupocie
oraz jej byczemu czołu" - napisał Baudelaire w "Rachunku sumienia o północy".
Właśnie minęła Wielkanoc, poprzedzona jak zwykle przez Wielki Tydzień, w
którym wielu ludzi dokonuje rachunku sumienia. Ten rachunek rozmaicie
wygląda, również dlatego, że człowiek jest jednością duszy i ciała. Jeśli
zatem, dajmy na to, politykuje, to jego sumienie politykuje także i nie
sprawiają mu żadnego dyskomfortu hołdy składane Głupocie albo i uczestnictwo
w stadnym urąganiu. Żeby bowiem sumienie cokolwiek wyrzucało, to - po
pierwsze - trzeba w ogóle je mieć. Tymczasem wielu ludzi, a zwłaszcza kolegów-
dziennikarzy, sumienia swoje wypuściło w arendę za 30 lub więcej srebrników,
toteż jedynym źródłem orientacji moralnej jest dla nich zachowanie stada.
Stado w prawo - i oni w prawo. Stado w lewo - i oni w lewo. W tej sytuacji
wzrasta rola Przewodnika Stada. Nic zatem dziwnego, że jest on bardziej
zazdrosny o swoje przywództwo niż dominujący pawian o swoje samice i
przeciwko każdemu, kogo podejrzewa o naruszenie swego monopolu, od razu
nadstawia bycze czoło.
W tygodniu poprzedzającym Wielki Tydzień i w samym Wielkim Tygodniu
doświadczyłem tego na własnej skórze, gdy przy pomocy kilku słów prawdy
targnąłem się na sanctissimum. Tym bardziej czuję się zobowiązany do
podziękowania tym kolegom-dziennikarzom, którzy wypowiadając się na mój temat
w telewizyjnych dyskusjach zachowali chwalebny obiektywizm. Jest ich niestety
tak niewielu, że mogę wyliczyć ich na palcach jednej ręki: Rafał A.
Ziemkiewicz, Bronisław Wildstein i Krzysztof Skowroński. Chciałbym jeszcze
oddać sprawiedliwość i wyrazić uznanie dla Ryana Lucasa, warszawskiego
korespondenta agencji Associated Press. Spośród trzech dziennikarzy, którzy w
ogóle zadali sobie trud, by wysłuchać, co mam do powiedzenia, on jeden
zachował się profesjonalnie. Ponieważ nie słyszał mego felietonu, zapytał
mnie, czy rzeczywiście powiedziałem to, tamto i owo, następnie poprosił o
komentarz, a na koniec, z amerykańską bezpośredniością zapytał "czy jest pan
antysemitą?" Odpowiedziałem na to, że według tradycyjnej definicji - to nie,
ale pod definicję, według której "antysemityzmem" jest każda krytyka Żydów,
to już podpadam. Obawiałem się, że pan Lucas, choćby z powodu nieporozumień
językowych coś poprzekręca, ale nie - w jego depeszy wszystkie moje
odpowiedzi zostały słowo w słowo wiernie przytoczone. Na tym tle postępowanie
dziennikarzy Polsatu czy TVN 24, którzy przyjechali do mnie "po komentarz", a
następnie z mego krótkiego komentarza nadali wyrwane z kontekstu pojedyncze
zdanie, wygląda szalenie nieprofesjonalnie. O innych szkoda nawet mówić. O
tym, że w ogóle nie słyszeli mego felietonu, świadczy choćby to, że za Radą
Etyki Mediów powtarzali fałszywą informację, iż został on nadany 27 marca,
podczas kiedy nadałem go dopiero 29 marca, na cztery godziny przed emisją na
antenie Radia Maryja o godz. 20.50. Nie przeszkadzało im to oczywiście
piętnować mnie, jeden przez drugiego, za "haniebny" postępek, bacznie
rozglądając się, czy aby Wielki Brat obserwuje. Najwyraźniej orientowali się
na urągające stado, a stado z kolei - na Największego Barana. Byłoby więc nad
czym się zastanawiać w Wielkim Tygodniu, gdyby nie to, że sumienia, jak już
wcześniej wspomniałem, zostały powypuszczane w arendę, więc nie ma nawet
czego rachować, poza oczywiście uciułanymi srebrnikami, również w
postaci "Fryderyków", "Totusów", "św. Jerzych" i tym podobnych kadzideł, przy
pomocy których "towarzystwo" utrzymuje się w stanie permanentnego
oszołomienia. Ale to dobre samopoczucie być może wkrótce się skończy, bo w
Wielkim Tygodniu dotarł do mnie z wyrazami poparcia również milionowy głos
Milczącej Większości nie tylko przez telefon, ale przede wszystkim - przez
internet. Był to głos protestu przeciwko poniżaniu narodowej godności,
przeciwko służalczości, płaszczeniu się i nadskakiwaniu. Ten protest będzie
narastał. Caveant consules!
Tymczasem "consules" też mieli swój Wielki Tydzień, który pewnie trochę się
przeciągnie. Mam oczywiście na myśli przesilenie polityczne po upadku wniosku
o samorozwiązanie Sejmu. W Wielkim Tygodniu ważyły się losy państwa - czy
zostanie zawrócone na drogę "kontynuacji", czy wkroczy na drogę reformy. W
pierwszym przypadku chodzi o pokusę budowania IV Rzeczypospolitej - ale z
razwiedką na czele. W drugim - o podjęcie ryzyka przebudowy, dysponując
opornymi i niesprawnymi narzędziami. Niezależnie od obiektywnych uwarunkowań
tego ryzyka, w ostatnich dniach ujawniła się jeszcze jedna, niekorzystna
okoliczność. Ambicjom przebudowy państwa powinna towarzyszyć trochę większa
odwaga, podczas gdy zobaczyliśmy raczej jej przeciwieństwo. Tymczasem nawet
pan Zagłoba, kiedy został obrany regimentarzem, powiedział do rycerstwa, że
tak jak on ma prawo wymagać od nich wiary i karności, tak oni mają prawo od
niego oczekiwać męstwa. Niestety, zamiast męstwa otrzymaliśmy
pokaz "babstwa". Daleko z tym nie zajedziemy!
Stanisław Michalkiewicz