tematyk
28.04.06, 05:34
Historia rozmowy, której nie będzie
W dzisiejszym numerze "Rzeczpospolitej" miał się ukazać wywiad, jakiego
udzielił nam prezydent Lech Kaczyński. Tekst jednak się nie ukaże. Czytelnikom
i opinii publicznej jesteśmy więc winni kilka zdań wyjaśnienia.
Do Pałacu Prezydenckiego zostaliśmy zaproszeni 4 kwietnia. Właśnie minęło sto
dni prezydentury Lecha Kaczyńskiego. 3 kwietnia do redaktora naczelnego
Grzegorza Gaudena zadzwonił rzecznik prezydenta Maciej Łopiński w sprawie
wywiadu, o który prosiliśmy w grudniu ubiegłego roku.
Rozmowa z prezydentem, którą przeprowadził Grzegorz Gauden oraz dziennikarze
działu krajowego Małgorzata Subotić oraz Piotr Śmiłowicz, trwała rekordowo
długo, ponad dwie i pół godziny - obsłudze prasowej prezydenta skończyła się
nawet kaseta magnetofonowa i znacznej części rozmowy urzędnicy nie zarejestrowali.
Ponieważ rozmowa miała miejsce w gorących dniach, gdy coraz głośniej mówiło
się o możliwej koalicji PiS i Samoobrony, poprosiliśmy prezydenta o zgodę na
opublikowanie fragmentu rozmowy już następnego dnia. Komentarz Lecha
Kaczyńskiego do aktualnych wydarzeń politycznych byłby formą zaanonsowania
wywiadu, który - jak się spodziewaliśmy - opublikujemy w ciągu kilku
następnych dni.
Prezydent wyraził zgodę na taki scenariusz, mieliśmy jedynie autoryzować treść
fragmentu rozmowy. Niestety, dosłownie kilka minut przed wysłaniem gazety do
drukarni Pałac Prezydencki wycofał zgodę na publikację. - Pan prezydent
doszedł jednak do wniosku, że publikowanie tego fragmentu rozmowy, bez
kontekstu całości, nie będzie dobre. Dlatego nie życzy sobie, by fragment w
ogóle się ukazał - mówił pracownik biura prasowego.
Po dwóch dniach pracy nad obszernym materiałem, gdy tylko prezydent wrócił z
podróży do Iraku, wysłaliśmy do Pałacu tekst całej rozmowy z prośbą o autoryzację.
Dotychczasowe doświadczenia z publikowaniem wywiadów z najważniejszymi
politykami pozwalały sądzić, że tekst wywiadu otrzymamy po dwóch, trzech
dniach. Stało się jednak inaczej.
Przez prawie trzy tygodnie niemal codziennie dzwoniliśmy do rzecznika
prezydenta i biura prasowego, aby dowiedzieć się, kiedy dostaniemy autoryzację
tekstu. Odpowiedzi stawały się coraz bardziej wymijające, w ostatni
poniedziałek zadzwoniliśmy więc do ministra Łopińskiego.
Powiadomiliśmy go, że decydujemy się na napisanie tekstu o tym, jak robiliśmy
wywiad z głową państwa. Minister prosił, byśmy wstrzymali tekst i obiecał, że
następnego dnia otrzymamy autoryzowany wywiad. Tak się rzeczywiście stało.
Jest to jednak zupełnie inny wywiad niż ten, który wysłaliśmy do autoryzacji.
Inna jest kolejność pytań. W trakcie autoryzacji dokonano ingerencji w ich
treść. Niektóre skreślono w ogóle, inne znacząco przeredagowano. Zmieniona
jest struktura rozmowy. Odpowiedzi na niektóre pytania są tak rozszerzone, że
stają się w zasadzie monologami.
Prawo do autoryzacji nie oznacza prawa do tak daleko posuniętych zmian.
Wywiad, który otrzymaliśmy z Pałacu Prezydenckiego, nie jest wywiadem, pod
którym mogłyby się podpisać osoby, które go przeprowadziły. To produkt
Kancelarii Prezydenta.
Dlatego podjęliśmy decyzję o nieopublikowaniu wywiadu z prezydentem.
Lech Kaczyński prawie nie udziela wywiadów prasowych. To jego wybór. Trudny do
zrozumienia przez wyborców i polityków.
Redakcja