a.adas
28.04.06, 11:20
Na marginesie "afery" z wywiadem Jaśnie Nam Panującego Pod Prezydenta dla
Rzepy tak się kolejny raz zastanawiam po co komu w ogóle ta autoryzacja?
Zwłaszcza w przypadku polityków.
Żeby do druku nie poszło głupstwo? To może trzeba się było zastanowiać przed
wypowiedzią? A nie dopiero po? Może wywiady radiowe i telewizyjne live też by
należało zacząć autoryzować? No to proszę przyjać odpowiednią ustawę! Panuje
tu cokolwiek dziwna dysproporcja... jak w dawnych czasach? Liczy się to co
zostało napisane, reszta jest nieprawdą... do szybkiego sprostowania???
Przecież to teoretycznie proste, umawiasz się na wywiad (możesz chyba
odmówić?), przygotowywujesz do niego (obydwie strony!), dziennikarze włączają
swój magnetofon, Ty swego "michnika". I już. Jak nie chcesz się o czymś
wypowiadać, to nie lejesz wody, nie bajerujesz tylko prosisz o czas na
sprawdzenie.
Autoryzacja (a już na pewno w przypadku polityków) jest czymś skrajnie
niepoważnym. Więcej, jest kłamstwem maskującym niewiedzę, niekompetencję, brak
obycia itp. Nie wiem dlaczego "wywiadowani" mają być dodatkowo chronieni. Bo
wtedy nie muszą myśleć?
PS Nie jestem ani dziennikarzem, ani politykiem. Jedynie czytelnikiem i wyborcą...