s.berkowicz
16.05.06, 11:49
Trudno się doprawdy nie wzruszyć, czytając historię 16-letniej Kasi ze wsi
Zbiczno w województwie kujawsko-pomorskim. Zupełnie nie rozumiem,
dlaczego "Gazeta Wyborcza" tak ciekawy materiał wykorzystała jedynie w
dodatku stołecznym - postawa małej bohaterki zdecydowanie zasługuje na
szersze spopularyzowanie.
Otóż Kasia w ostatnią niedzielę przyjechała do Warszawy na zakupy, ale kiedy
już przyjechała, to dowiedziała się o manifestacji przeciwko ministrowi
Giertychowi. I z miejsca, poniechawszy sklepowych półek, pognała
manifestować, po drodze odbierając SMS od przyjaciół i przyjaciółek ze
Zbiczna, którzy też by chcieli wyjść przeciwko Giertychowi na ulice, ale, jak
żali się nasza bohaterka, nie mogą, bo nie podobałoby się to księdzu i
rodzicom.
Od drałowania za flagami zjednoczonej Europy oraz transparentami
wyobrażającymiGiertycha z wąsami Hitlera (coś się dziateczkom pokiełbasiło -
akurat Hitlera nie można nazwać wrogiem zjednoczonej Europy, prędzej
pierwszym praktykiem tej idei) Kasia dorobiła się bąbli na nogach, no i
straciła okazję nabycia wymarzonych ciuszków, ale jest szczęśliwa: "czuję, że
wzięłam udział w czymś ważnym dla nas wszystkich".
"Przyszłam na manifestację - objaśnia inna 16-latka - bo jestem otwarta na
różne poglądy i taka chcę pozostać. Nie chcę, by w szkole narzucano mi, w co
mam wierzyć".
Tu wreszcie dotykamy sedna problemu: faktycznie, mówienie dzieciom, w co mają
wierzyć, mówienie im, że w ogóle mają w coś wierzyć, trąci faszyzmem. Chyba,
że mają wierzyć w otwartość na różne poglądy i w europejskie flagi.
Najciekawsze, że jak wynika z tej i innych relacji, wielu uczniów na
manifestację przeciwko swojemu zwierzchnikowi przyprowadzili sami
nauczyciele. Wielkie brawa. Buntujcie, szanowni pedagodzy, podopiecznych
dalej, i uczcie ich demokracji. Tylko niech się potem żaden nie zdziwi, kiedy
za próbę niedemokratycznego zrobienia kartkówki uczniowie założą mu na głowę
kosz do śmieci.
Rafał A. Ziemkiewicz