Gość: Pr.Oszołom z RM
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
14.01.03, 11:37
W rankingu polskich dokonań minionego roku poczesne miejsce zajmują wybory
samorządowe. Po pamiętnej awarii systemu komputerowego i solidnym zamieszaniu
przy zliczaniu wyników emocje już nieco opadły. Analiza oficjalnych
protokołów Państwowej Komisji Wyborczej (www.pkw.gov.pl) zmusza jednak
do refleksji.
W gąszczu najróżniejszych statystyk próżno by szukać rubryki uwzględniającej
głosy nieważne. Zainteresowanym rezultatami wyborów do sejmików województw
wystarczyć musi procent głosów ważnych - stanowiących 85,57 proc.
Do oceny skali tego zjawiska brakuje nam punktu odniesienia. Spróbujmy zatem
we własnym zakresie wykonać proste działanie arytmetyczne. Ogółem do urn
trafiło 13 048 721 kart. Po odjęciu
11 165 501 głosów ważnych okazuje się, że w skali kraju głosy nieważne
wyniosły 1 883 220, co jakoś zupełnie nie interesuje mediów.
Dla porównania warto przypomnieć sytuację z ostatnich wyborów
parlamentarnych, kiedy to Platformie Obywatelskiej wystarczyło 1 651 099
głosów, by stać się drugą siłą w parlamencie, zaraz po SLD. Na LPR głosowało
wówczas
1 025 148 polskich wyborców.
Gdyby zachodziło nawet najmniejsze podejrzenie sfałszowania ubiegłorocznych
wyników, PKW na pewno podjęłaby przewidziane prawem działania. Skoro tego nie
czyni, to jedynym rozsądnym wytłumaczeniem masowej indolencji wyborców wydaje
się powszechna epidemia wtórnego analfabetyzmu, wykluczająca zrozumienie
prostych instrukcji głosowania drukowanych na każdej karcie wyborczej.
Eksperci twierdzą, że głównym sprawcą wtórnego analfabetyzmu jest nałogowe
oglądanie TV, utrzymujące się w Polsce na poziomie co najmniej 4 godzin
dziennie.
Jeśli zatem nie zredukujemy drastycznie czasu spędzanego przed telewizorami,
wynik czerwcowego referendum nie powinien być dla nas zaskoczeniem.