Dodaj do ulubionych

Co z tą Gilowską?

23.06.06, 23:31
Sama słyszałam na własne uszy to o czym pisze GW na swoim portalu:

"Według niej (Gilowskiej), udało jej się ustalić, że zarzuty mogą dotyczyć
okresu 1987-1989. Wówczas - jak powiedziała - była "gospodynią domową z
doktoratem". Nie była przesłuchiwana, nie ubiegała się też o paszport ani
stypendium. (...)

Jeśli coś jest w moich papierach, są to "fałszywki" - oświadczyła Gilowska.
Zaznaczyła też, iż chciałaby jak najszybszego wyjaśnienia tej sprawy i jest
zwolennikiem "pokazania wszystkich papierów". "Niech nie będzie takich
gier!" - oświadczyła.

Nooo... ale czy fałszywka jest ten oto fragment z jej strony internetowej?!

"Od 1985 r. zatrudniona w KUL w reaktywowanej Sekcji Ekonomii Wydziału Nauk
Społecznych. Od 1986 r. zatrudniona wyłącznie w KUL (przejście z UMCS do KUL
na mocy porozumienia obydwu pracodawców). Staże w: Heinz-Schwarzkopf–Stiftung
w Hamburgu (lipiec 1987, lipiec 1988, lipiec 1989); w Raiffeisen Landesbank
(Lintz, sierpień 1989), (...)

Co tu jest grane?!
Obserwuj wątek
    • sawa.com I jeszcze coś! Rokita i Tusk wyrażali swoje 23.06.06, 23:37
      współczucie Gilowskiej z usmiechem na ustach. Bilo z ich twarzy zadowolenie!
      Jestem jednak przekonana, ze to Bóg im to zesłaL ten prezent. Nie maczali w tej
      awanturze palców. Wygłupili sie tylko z tym podejrzenie, ze Gilowska
      została "wyautowana" przez walki wewnatrz pisu.
      • nurni Re: I jeszcze coś! Rokita i Tusk wyrażali swoj 23.06.06, 23:40
        sawa.com napisała:

        > współczucie Gilowskiej z usmiechem na ustach. Bilo z ich twarzy zadowolenie!
        > Jestem jednak przekonana, ze to Bóg im to zesłaL ten prezent. Nie maczali w
        tej
        >
        > awanturze palców. Wygłupili sie tylko z tym podejrzenie, ze Gilowska
        > została "wyautowana" przez walki wewnatrz pisu.

        Dokladnie tak. Co do kazdego zdania.
    • nurni Re: Co z tą Gilowską? 23.06.06, 23:40
      sawa.com napisała:

      > Co tu jest grane?!


      Piszesz w innym miejcu ze nie wykladala by sie tak glupio.
      Zyta wyraznie mowi : ze 'NIE UBIEGALAM SIE" o paszport. Z drugiej strony byla.

      Jej wizerunek nie pasuje mi do kapusia wiec sprobuje ja wytlumaczyc. "Nie
      ubiegalam sie" oznacza wlasnie to co oznacza. "Nie ubiegalam sie".


      ja o swoj paszport tez sie nie ubiegalem (1989) no chyba ze zlozenie wniosku
      oznacza cos wiecej poza zloeniem wniosku. Moze ubiegalem sie - choc o tym nie
      wiem.
      • sawa.com Re: Co z tą Gilowską? 23.06.06, 23:48
        nurni napisał:

        > sawa.com napisała:
        >
        > > Co tu jest grane?!
        >
        >
        > Piszesz w innym miejcu ze nie wykladala by sie tak glupio.
        > Zyta wyraznie mowi : ze 'NIE UBIEGALAM SIE" o paszport. Z drugiej strony byla.
        >
        > Jej wizerunek nie pasuje mi do kapusia wiec sprobuje ja wytlumaczyc. "Nie
        > ubiegalam sie" oznacza wlasnie to co oznacza. "Nie ubiegalam sie".
        >
        >
        > ja o swoj paszport tez sie nie ubiegalem (1989) no chyba ze zlozenie wniosku
        > oznacza cos wiecej poza zloeniem wniosku. Moze ubiegalem sie - choc o tym nie
        > wiem.

        Czy złożenie wniosku nie jest ubieganiem się? Za misterne róznice, zeby sie
        utrzymac na powierzchni prawdy.
        Było też: "nie ubiegałam się o staże" Moze rzeczywiście zaproponowano jej?

        Jednak jak dotąd jest to niewyjasniona sprzecznośc. Pani profesor powinna
        wyspać sie dobrze i jutro to wyjasnić. Usmiechając sie przy tym.
        • nurni Re: Co z tą Gilowską? 23.06.06, 23:55
          sawa.com napisała:

          > nurni napisał:
          >
          > > sawa.com napisała:
          > >
          > > > Co tu jest grane?!
          > >
          > >
          > > Piszesz w innym miejcu ze nie wykladala by sie tak glupio.
          > > Zyta wyraznie mowi : ze 'NIE UBIEGALAM SIE" o paszport. Z drugiej strony
          > byla.
          > >
          > > Jej wizerunek nie pasuje mi do kapusia wiec sprobuje ja wytlumaczyc. "Nie
          >
          > > ubiegalam sie" oznacza wlasnie to co oznacza. "Nie ubiegalam sie".
          > >
          > >
          > > ja o swoj paszport tez sie nie ubiegalem (1989) no chyba ze zlozenie wnio
          > sku
          > > oznacza cos wiecej poza zloeniem wniosku. Moze ubiegalem sie - choc o tym
          > nie
          > > wiem.
          >
          > Czy złożenie wniosku nie jest ubieganiem się? Za misterne róznice, zeby sie
          > utrzymac na powierzchni prawdy.
          > Było też: "nie ubiegałam się o staże" Moze rzeczywiście zaproponowano jej?

          No..... juz widzisz?

          Mozna sie tak glupio wylozyc ?


          > Jednak jak dotąd jest to niewyjasniona sprzecznośc. Pani profesor powinna
          > wyspać sie dobrze i jutro to wyjasnić. Usmiechając sie przy tym.

          Nie watpie ze tak bedzie :)


          Zostawiam sobie jednak kilka procent na przypuszczenie ze cos jednak jest na
          rzeczy.
          Nie z tym paszportem czy stazami - tu Zyta jest rozbrajaca.

          Trzeba to wyjasnic i kropka.
          Mnie tez zdziwlo ze taka postac nie wyjezdzala za granice w ramach czy to jakis
          praktyk czy chocby by zobaczyc Paryz. Tak to powiedziala jakby nigdy nie miala
          paszportu.... Oczywisty nonsens.

          "NIE UBIEGALAM SIE" ....... wszystko wyjasnia.
          W innym miejscu mowi o tym ze nie byla dla SB interesujaca.
          • maureen2 Re: Co z tą Gilowską-staże 24.06.06, 06:47
            na konferencji powiedziała też,że wyjeżdżała ze studentami za granicę,lipiec to
            okres wakacji.
      • camille_pissarro Re: Co z tą Gilowską? 23.06.06, 23:49
        A ja o swój (1986) sie ubiegałem wyłącznie przez złożenie wniosku bez żadnych
        extra świadczeń ;).
        Suponuję , że i Zyta miała właśnie to na mysli.
        • nielubiegazety2 Ja nawet nie próbowałem :))) 23.06.06, 23:52

    • echo_o To nie ten trop, Sawo... 23.06.06, 23:53
      To by było zbyt proste jak na dzisiejszą dramaturgię i sekwencję czasową
      jej 'przypadku' (upadku), by Zyta umieszczała na swojej witrynie corpus delicti
      swojego kłamstwa lustracyjnego.
      Doszukujesz się armaty w subtelnościach leksykalnych figura z jej dzisiejszej
      konferencji (podpowiadaczy multum dziś tego pokroju na FK, co chwytają się tych
      kotwic).

      To nie to, nie tak.

      Jak ?

      Nie wiem...

      Żaden ze mnie strateg, tymbardziej analityk.
      Pozazmysłowo tego tez nie ogarniam.
      Czas, czas, biorę czas !
      • sawa.com Re: To nie ten trop, Sawo... 24.06.06, 00:06
        echo_o napisała:

        > To by było zbyt proste jak na dzisiejszą dramaturgię i sekwencję czasową
        > jej 'przypadku' (upadku), by Zyta umieszczała na swojej witrynie corpus
        delicti
        >
        > swojego kłamstwa lustracyjnego.

        Też tak nie sądzę.

        Świadczyloby to jej wielkiej naiwności i pogubieniu się... a gra przecież w
        ekstra klasie (politycznej).
        Z drugiej strony jednak... jesli sie weźmie pod uwagę, że wiedziała o tym od 13
        czerwca. To taki najazd aż dwóch lokomotym moze w głowie zrobić zupełną miazgę
        z mózgu.

        Myślę, ze za jej upadkiem jednak stoją Ci, którzy stracili szanse na zarabianie
        krocie przez to, ze to ona człowiek, uczciwy i kompetentny znalazła sie w MF.
    • echo_o Sama zobacz, jakie to genialne w swojej... 24.06.06, 00:14
      ...prostocie:

      wiadomosci.onet.pl/1345096,11,item.html
      Powtarzam: nie wiem co z Tą Zytą Gilowską...

      Jeśli mają spadać kolejne figury z cokołów, to:

      www.republika.pl/epet/przybora/przy_niebudzcie.htm
      • nurni Re: Sama zobacz, jakie to genialne w swojej... 24.06.06, 00:21
        echo_o napisała:

        > ...prostocie:
        >
        > wiadomosci.onet.pl/1345096,11,item.html


        to po prostu tandetne.

        TYTUL NOTATKI:

        "Gilowska wyjeżdżała na staże, a na konferencji temu zaprzeczyła"

        Tekst:

        ""Nigdy nie ubiegałam się o paszport, nie prosiłam o paszport, nie ubiegałam
        się o stypendium, nie ubiegałam się o staż" - dodała"

        Jeszcze brakuje dowodu na to ze 20 letnia studentka Zyta pobierala stypendium.
        Pobierala a wiec "Klamala".

        Bo (patrz ponownie tytul) Glowska pobierala stypendium a na konferencji temu
        ZAPRZECZALA".

        Chyba PAP wciaz nie zawlaszczony. Bo jesli to nie manipulator tam dziala to
        jakis dupek.
        • echo_o Dlatego napisałam:genialna prostota.Załamuję się! 24.06.06, 00:24
        • basia.basia Re: Sama zobacz, jakie to genialne w swojej... 24.06.06, 00:36
          nurni napisał:

          >
          > TYTUL NOTATKI:
          >
          > "Gilowska wyjeżdżała na staże, a na konferencji temu zaprzeczyła"
          >
          > Tekst:
          >
          > ""Nigdy nie ubiegałam się o paszport, nie prosiłam o paszport, nie ubiegałam
          > się o stypendium, nie ubiegałam się o staż" - dodała"
          >


          Czy chodzi Ci o to, że ona wcale nie powiedziała, że nie jeździła itd.?
          Powiedziała, że to nie ona sama zabiegała o wyjazdy, staże itd. Była zapraszana
          lub wysyłała ją uczelnia i wówczas uczelnia wszystko załatwia.

          Tak?

          "Nigdy nie ubiegałam się o paszport, nie prosiłam o paszport, nie ubiegałam
          się o stypendium, nie ubiegałam się o staż" - dodała"

          za pomocą donosicielstwa?
          • nurni tak 24.06.06, 00:40

            • basia.basia Re: tak 24.06.06, 00:43
              nurni napisał:

              >

              To muszę przyznać, że czułam że coś śmierdzi ale nie pokapowałam, że podlegam
              manipulacji:( No, nie jestem taka bystra jak Zyta:)
        • peer2 Re: Sama zobacz, jakie to genialne w swojej... 24.06.06, 07:53
          "Gospodyni domowa" wysyłana na staże? Genialne. Zdumiewające, że ktoś jej
          wierzy i próbuje tłumaczyć kłamstwa tego kalibru.
      • basia.basia Re: Sama zobacz, jakie to genialne w swojej... 24.06.06, 00:30
        echo_o napisała:

        > ...prostocie:
        >
        > wiadomosci.onet.pl/1345096,11,item.html
        > Powtarzam: nie wiem co z Tą Zytą Gilowską...
        >
        > Jeśli mają spadać kolejne figury z cokołów, to:
        >
        > www.republika.pl/epet/przybora/przy_niebudzcie.htm

        Nie mogę tego pojąć! Ona nie jest głupia! Wręcz przeciwnie, jest wyjątkowo
        bystra! A tu podaje się za kurę domową (po doktoracie, bronionym w 1981 roku)
        odchowującą może dziecko? Ale dziecko ma dzisiaj 31 lat, więc w latach 87-89
        chłopak nie potrzebował niańczenia! Urlop macierzyński wykluczony.
        A te wyjazdy, ciągle lipiec? Bez paszportu? Co to było? Ze studentami to staż?
        Czyj staż? Wakacyjny staż ze studentami?
        • deszcz.jesienny Re: Sama zobacz, jakie to genialne w swojej... 24.06.06, 00:34
          basia.basia napisała:


          > A te wyjazdy, ciągle lipiec? Bez paszportu? Co to było? Ze studentami to staż?
          > Czyj staż? Wakacyjny staż ze studentami?


          Tak Basiu, to możliwe :-)
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=44117982&a=44120798
    • deszcz.jesienny Re: Co z tą Gilowską? 24.06.06, 00:33
      sawa.com napisała:


      > "Według niej (Gilowskiej), udało jej się ustalić, że zarzuty mogą dotyczyć
      > okresu 1987-1989. Wówczas - jak powiedziała - była "gospodynią domową z
      > doktoratem". Nie była przesłuchiwana, nie ubiegała się też o paszport ani
      > stypendium. (...)

      >
      > Nooo... ale czy fałszywka jest ten oto fragment z jej strony internetowej?!
      >
      > "Od 1985 r. zatrudniona w KUL w reaktywowanej Sekcji Ekonomii Wydziału Nauk
      > Społecznych. Od 1986 r. zatrudniona wyłącznie w KUL (przejście z UMCS do KUL
      > na mocy porozumienia obydwu pracodawców). Staże w: Heinz-Schwarzkopf–Stif
      > tung
      > w Hamburgu (lipiec 1987, lipiec 1988, lipiec 1989); w Raiffeisen Landesbank
      > (Lintz, sierpień 1989), (...)
      >
      > Co tu jest grane?!
      >

      Nie jestem pewna, ale skoro to były staże (zauważ - co roku w lipcu),
      to paszport mogła załatwiać jej uczelnia. Znam takie przypadki.
      Nie sądzę, by kłamała.
      • basia.basia Re: Co z tą Gilowską? 24.06.06, 00:42
        deszcz.jesienny napisała:

        >
        > Nie jestem pewna, ale skoro to były staże (zauważ - co roku w lipcu),
        > to paszport mogła załatwiać jej uczelnia. Znam takie przypadki.
        > Nie sądzę, by kłamała.

        Ja też znam. Paszportów nie mieliśmy w domach. Pracownicy wyższych uczelni mogli
        być zapraszani przez zagraniczne uczelnie czy instytucje tylko za pośrednictwem
        ich macierzystych pracodawców i wtedy wszystko było załatwiane w trybie
        urzędowym a nie prywatnie. Uczelnia załatwiała sprawy paszportowe. To był inny
        tryb.
        • deszcz.jesienny Re: Co z tą Gilowską? 24.06.06, 00:45
          basia.basia napisała:

          > deszcz.jesienny napisała:
          >
          > >
          > > Nie jestem pewna, ale skoro to były staże (zauważ - co roku w lipcu),
          > > to paszport mogła załatwiać jej uczelnia. Znam takie przypadki.
          > > Nie sądzę, by kłamała.
          >
          > Ja też znam. Paszportów nie mieliśmy w domach. Pracownicy wyższych uczelni
          mogl
          > i
          > być zapraszani przez zagraniczne uczelnie czy instytucje tylko za
          pośrednictwem
          > ich macierzystych pracodawców i wtedy wszystko było załatwiane w trybie
          > urzędowym a nie prywatnie. Uczelnia załatwiała sprawy paszportowe. To był inny
          > tryb.


          Dokładnie Basiu. Cieszę się, że i Ty też to wiesz.
          To jedyne możliwe wytłumaczenie.
          Zresztą taki paszport słuzbowy był tzw. wielokrotny, co oznacza,
          że za każdym następnym razem był uczelni wydawany bez problemów.
          Paszporty prywatne były najczęściej jednokrotne.
          • echo_o Z Waszej wymiany zdań wnioskuję, że jesteście.. 24.06.06, 00:47
            • deszcz.jesienny Re: Z Waszej wymiany zdań wnioskuję, że jesteście 24.06.06, 00:51

              Co wnioskujesz?????
            • basia.basia Re: Z Waszej wymiany zdań wnioskuję, że jesteście 24.06.06, 00:55
              gorsza połowa:)
            • echo_o Too fast poszło, cd: 24.06.06, 00:57
              że jesteście może, Miłe moje, ciutek starsze ode mnie, a z całą pewnością o
              stokroć lepiej zorientowane w meandrach formalności paszportowych (swoją drogą
              śmiesznie to brzmi w tym wypadku, w tamtych czasach). Jednak i bez tego wstępu
              wiadomo, że na uczelniach zagranicznych terminowali 100% czyści (w wiadomym
              sensie tego słowa) abiturienci czy absolwenci czy też po prostu stypendyści
              różnej maści (status).

              Nie mogę uwierzyć, że Zyta Gilowska podłożyłaby się w tak trywialnie wręcz
              dosłowny sposób:
              - umieszczając tak szczegółowe CV na swojej stronie www
              - akcentując ten właśnie (wyjazdowy) temat na dzisiejszej konferencji prasowej

              Jedno jest dla mnie pewne:

              Nikomu, jak Zycie Gilowskiej i PiSowi nie powinno zależeć na prześwidrowaniu do
              trzewi tej sprawy. I nie chodzi tu o pokazową akcję.
              Chodzi o mój głos w przyszłych wyborach parlamentarnych...

              • echo_o Dopowiadam: 24.06.06, 01:03
                > Jedno jest dla mnie pewne:

                > Nikomu, jak Zycie Gilowskiej i PiSowi nie powinno zależeć na prześwidrowaniu
                do trzewi tej sprawy.


                Powinno zależeć także, a może przede wszystkim, by raz i do końca wyjaśnić
                sprawy na linii PO-PiS (co po dzisiejszych reakcjach liderów tej pierwszej
                partii zyskuje na szczególnym znaczeniu)


                > I nie chodzi tu o pokazową akcję.
                > Chodzi o mój głos w przyszłych wyborach parlamentarnych...


                Ewentualnie bezgłos, bo na PO nie zagłosuję przecież...
                • deszcz.jesienny Re: Dopowiadam: 24.06.06, 01:09
                  echo_o napisała:

                  >
                  > Powinno zależeć także, a może przede wszystkim, by raz i do końca wyjaśnić
                  > sprawy na linii PO-PiS (co po dzisiejszych reakcjach liderów tej pierwszej
                  > partii zyskuje na szczególnym znaczeniu)


                  Bo ja wiem, czy w tej sprawie jest co wyjaśniać?
                  Dzisiejsze reakcje mówią JEDYNIE o liderach tej partii
                  łącznie z tym, co rozumieją przez słowo "przyjaciel".
                  I tyle.


                  > > I nie chodzi tu o pokazową akcję.
                  > > Chodzi o mój głos w przyszłych wyborach parlamentarnych...
                  >
                  >
                  > Ewentualnie bezgłos, bo na PO nie zagłosuję przecież...
                  • echo_o Re: Dopowiadam: 24.06.06, 01:12
                    deszcz.jesienny napisała:


                    > Bo ja wiem, czy w tej sprawie jest co wyjaśniać?
                    > Dzisiejsze reakcje mówią JEDYNIE o liderach tej partii
                    > łącznie z tym, co rozumieją przez słowo "przyjaciel".
                    > I tyle.


                    Wyjaśniać jest co.
                    To się nazywa: PRAWDA dlaczego (tak naprawdę) nie doszło do POPiS...

                    • deszcz.jesienny Re: Dopowiadam: 24.06.06, 01:15
                      echo_o napisała:

                      > deszcz.jesienny napisała:
                      >
                      >
                      > > Bo ja wiem, czy w tej sprawie jest co wyjaśniać?
                      > > Dzisiejsze reakcje mówią JEDYNIE o liderach tej partii
                      > > łącznie z tym, co rozumieją przez słowo "przyjaciel".
                      > > I tyle.
                      >
                      >
                      > Wyjaśniać jest co.
                      > To się nazywa: PRAWDA dlaczego (tak naprawdę) nie doszło do POPiS...
                      >
                      >
                      Ta prawda jest chyba trochę bardziej skomplikowana, niż to się może
                      na pierwszy rzut oka wydawać. Jeśli chcesz znać TYLKO JEDEN wiążący powód,
                      to jestem PEWNA, że nie uda się go ustalić. Z prostej przyczyny - było ich
                      kilka.
                      • echo_o Re: Dopowiadam: 24.06.06, 01:23
                        deszcz.jesienny napisała:

                        > Jeśli chcesz znać TYLKO JEDEN wiążący powód,
                        > to jestem PEWNA, że nie uda się go ustalić. Z prostej przyczyny - było ich
                        > kilka.


                        ```````````````````````````````````````````

                        Aż taką pierwiastką nie jestem, by oczekiwać jednej przyczyny.
                        Marzy mi się jednak ostateczne uporządkowanie (choćby w mojej głowie) tego
                        wątku w polskiej historii.
                        Marzenia czasami się spełniają...
                        Dziękuję Wam za rozmowę, dobranoc :)
                        • basia.basia histroia nidoszłego POPiS-u 24.06.06, 02:18
                          echo_o napisała:

                          > Aż taką pierwiastką nie jestem, by oczekiwać jednej przyczyny.
                          > Marzy mi się jednak ostateczne uporządkowanie (choćby w mojej głowie) tego
                          > wątku w polskiej historii.
                          > Marzenia czasami się spełniają...
                          > Dziękuję Wam za rozmowę, dobranoc :)

                          Wiem, że już poszłaś spać ale może jutro przeczytasz. Akurat w Europie jest
                          artykuł Bronisława Świderskiego, w którym krytykuje Eislera za jego książkę o
                          marcu`68. Za jednostronność oraz marny warsztat historyczny. Piszę o tym
                          dlatego, że on tam robi cenną uwagę o tym, że historia podlega interpretacji
                          i często jej ogląd zależy o relacjonującej osoby oraz od tego czy relacja
                          nastąpiła wkrótce po wydarzeniach czy po długim dystansie (daje prykład, że
                          często zmieniamy swoje oceny po latach, bo jesteśmy dojrzalsi, wypływają
                          nieznane wcześniej informacje, zmieniamy poglądy i sympatie). Historyk powinien
                          zdobyć jak najwięcej informacji, konfrontować je ze sobą, wszystko ocenić
                          krytycznie i dopiero wtedy może ustalić co się stało czy działo.
                          Więc kiedy się rozważa dlaczego nie doszło do koalicji POPiS trzeba pamiętać jak
                          wyglądała kampania wyborcza i wszystko co się potem działo - co kto mówił, jak
                          się zachowywał, jak się te zachowania zmieniały. Mam na myśli główne osoby dramatu:)

                          Ja jestem doć dociekliwa i jak mnie coś wciągnie to czytam wszystko co się da,
                          słucham i ... wychodzi mi, że:

                          1. Było wiadomo, że będzie POPiS. Wszystkie sondaże na to wskazywały (zawsze PO
                          pierwsze). Od jakiegoś momentu były tak dobre, że się na FK ekscytowaliśmy i
                          liczyliśmy mandaty, bo była duża nadzieja i prawdopodobieństwo, że będzie dużo
                          ponad 230, więc zmieni się konstytucję, zrobi się JOW-y itd.)
                          2. Odpadł Cimoszewicz i nagle Lechowi (pewniakowi) wyrósł poważny konkurent.
                          Typowaliśmy kto wejdzie do drugiej tury i ja wygrałam, bo jedyna wyprorokowałam,
                          że Cimoszko nie ma szans i w drugiej będą Lech i Tusk.
                          3. Rozległ się alarm i w PiS postanowiono ratować sytuację wszelkimi metodami.
                          Tam się liczono z przegraną w wyborach parlamentarnych - to było raczej pewne -
                          ale zwycięstwo Lecha uważano za oczywiste a tu taki pasztet.
                          I zaczęła się bezpardonowa ofensywa na wszystkich frontach, by wygrać
                          przynajmniej Lecha. Zagrywki były wyjątkowo wredne ale skuteczne. I aż tak, że
                          wygrali obydwa mecze. I tu się zaczęły schody. Zwycięzca uznał, że przeciwnik
                          leży to znaczy, że jest słaby i można go dalej kopać. Wszystkie poprzednie umowy
                          poszły precz. My dyktujemy warunki, my rządzimy a wy macie słuchać czyli damy
                          wam trochę stołków ale jak będziecie grzeczni i nie będziecie marudzić.
                          4. Zwycięzca zaczął się dławić zwycięstwem, bo pokonany rywal nie dał się kopać.
                          Rywale przemienili się we wrogów. Zaszły rzeczy nieodwracalne. Klapa. Jednak
                          klapę trzeba jakoś uzasadnić, bo naród bardzo zawiedziony i dalej chce popisu.
                          Ktoś zawsze musi być winien, więc następna ofensywa i zaczął się festiwal
                          szkalowania PO i wmawiania narodowi, że PO nigdy nie chciało tej koalicji,
                          bo tak naprawdę oni chcą konserwować to co było, bo po cichu to z komuchami
                          trzymają. Że oni to liberałowie czytaj libertyni i w ogóle samo zło a tylko my
                          was kochamy i rozumiemy. Itd. itp.
                          5. PO bronił się bez ikry i beznadziejnie. Oni byli jakby ogłupiali, wydawało
                          się im, być może, że naród takich farmazonów nie kupi. Naiwność. Kupił. I teraz ma:(

                          Mogłabym napisać jeszcze wiele niepochlebnych opinii o sposobie prowadzenia
                          kampanii przez PO. Sami się przyczynili do swojej klęski ale uważam, że od
                          początku stroną atakującą był PiS. Robił to w sposób wyjątkowo wredny, nie
                          licząc się z tym, że z rywalem za chwilę ma współpracować dla dobra państwa.
                          Narzucił styl, który jest kontynuowany do dziś. Insynucje, pomówienia, kłamstwa,
                          cynizm, małość, ... Dno.



                          • echo_o Re: histroia nidoszłego POPiS-u 24.06.06, 11:23
                            basia.basia napisała:


                            > Wiem, że już poszłaś spać ale może jutro przeczytasz.


                            No i przeczytałam :)
                            Dziękuję za wnikliwą analizę Twojej oceny fiaska POPiS.
                            Zgadzam się oczywiście w 100% co do przyjętego przez ciebie założenia. Historia
                            jest procesem, pojawianiem się nowych wątków, dokumentów, świadków wydarzeń,
                            okoliczności pobocznych, etc. Pewne wydarzenia muszą dojrzeć jak wino,
                            by 'wytrącić' czystą esencję prawdy, choć i ta przecież ZAWSZE będzie podlegać
                            INTERPRETACJI w zależności od poglądów osoby, która ją analizuje. Dojrzewaniu,
                            ewolucji podlegamy także my sami - ziarnka w trybach historii. Czy to zwykli
                            obserwatorzy. Czy bezpośredni jej uczestnicy. Wreszcie WSZYSCY my - jej
                            beneficjenci.

                            Opowiedziałaś mi, Basiu wnikliwą chronologię 'swojej' historii upadku projektu
                            POPiS. W wielu wątkach (przedwyborczy krajobraz polityczny Polski i oto
                            podwójne wybory: prezydenckie i parlamentarne i w tym dżentelmeńska umowa na
                            POPiS, nadzieje wyborców obu formacji, a potem już wiadomo co - wynik wyborów
                            nie taki, jaki zakładała PO i stało się to, co się musiało, tak teraz
                            przeczuwam, stać...) zgadzam się. Jednak nie będę polemizować z Twoją
                            interpretacją, bo jestem 'w drodze'. Dlatego napisałam o poszukiwaniu 'swojej
                            historii'. Myślę, że nie wszystko zostało odsłonięte z rozmów powyborczych.
                            I to miałam na myśli...
                    • basia.basia Re: Dopowiadam: 24.06.06, 01:27
                      echo_o napisała:

                      > deszcz.jesienny napisała:
                      >
                      >
                      > > Bo ja wiem, czy w tej sprawie jest co wyjaśniać?
                      > > Dzisiejsze reakcje mówią JEDYNIE o liderach tej partii
                      > > łącznie z tym, co rozumieją przez słowo "przyjaciel".
                      > > I tyle.
                      >
                      >
                      > Wyjaśniać jest co.
                      > To się nazywa: PRAWDA dlaczego (tak naprawdę) nie doszło do POPiS...
                      >
                      >

                      Uważacie, że oni obydwaj są godni potępienia? Mam inne zdanie choć kibicuję
                      Zycie z powodu tego, co ją dzisiaj spotkało. Lubię ją ale... w sprawie
                      rozdźwięku w PO i jej odejścia uważałam (i uważam), że to ona popełniła błąd
                      i nie potrafiła się do tego przyznać. Co więcej uniosła się honorem i wystąpiła
                      z partii, choć osobiście swój honor troszkę ubrudziła. Głupio wyszło. Darowałam
                      jej, bo polityk nie musi być aniołem i lubię ją ale nie zapomniałam.
                      Rokita podtrzymał kontakt z nią i dlatego jak zaczęły krążyć pogłoski, że
                      Lubińska będzie wyautowana i może Zyta wejdzie za nią to pytany o to
                      odpowiedział, że z Zytą rozmawiał i go zapewniła, że ona nigdy przenigdy nie
                      weszłaby do tego rządu. W 2 tyg. później stało się.
                      Od tego czasu Tusk i Rokita mieli wiele okazji, by stwierdzić, że Zyta zdradziła
                      wiele swoich ideałów, postępuje wbrew sobie itd. Krytykowali ją. A ona
                      tłumaczyła, że sytuacja polityczna (ulubione "nie ma woli politycznej") nie
                      pozwala na to co ona by chciała ale ona marzy i wierzy, że KIEDYŚ jej marzenia
                      się spełnią.

                      Są różne możliwości. Jest też taka, że Zyta zostanie oczyszczona ale do rządu
                      nie wróci za to wróci do PO (tego bym chciała). Być może miny Tuska i Rokity
                      znacą: "przyjdzie koza do woza".
                      • deszcz.jesienny Re: Dopowiadam: 24.06.06, 10:59
                        basia.basia napisała:


                        > Uważacie, że oni obydwaj są godni potępienia?


                        To za mocne słowo, Basiu.
                        Ja jedynie nie chciałabym mieć takich przyjaciół.


                        >Mam inne zdanie choć kibicuję
                        > Zycie z powodu tego, co ją dzisiaj spotkało. Lubię ją ale... w sprawie
                        > rozdźwięku w PO i jej odejścia uważałam (i uważam), że to ona popełniła błąd
                        > i nie potrafiła się do tego przyznać. Co więcej uniosła się honorem i
                        wystąpiła
                        > z partii, choć osobiście swój honor troszkę ubrudziła. Głupio wyszło.


                        Mam nieco inny ogląd tej sprawy i sama zachowałabym się w podobnej
                        sytuacji analogicznie jak Zyta.


                        >Darowałam
                        > jej, bo polityk nie musi być aniołem i lubię ją ale nie zapomniałam.


                        Nie było jej czego "darowywać". Zrobiono wiele szumu wokół niczego.
                        Miała wyrzucić z pracy tę dziewczynę w ciąży, gdy dowiedziała się,
                        ze zostanie jej synową? A co z przepisami pracy?


                        > Rokita podtrzymał kontakt z nią i dlatego jak zaczęły krążyć pogłoski, że
                        > Lubińska będzie wyautowana i może Zyta wejdzie za nią to pytany o to
                        > odpowiedział, że z Zytą rozmawiał i go zapewniła, że ona nigdy przenigdy nie
                        > weszłaby do tego rządu. W 2 tyg. później stało się.


                        Zyta po tej aferze nie miała już żadnego obowiązku lojalności
                        i dokładnego informowania o swoich zamiarach.



                        > Od tego czasu Tusk i Rokita mieli wiele okazji, by stwierdzić, że Zyta
                        zdradziła
                        > wiele swoich ideałów, postępuje wbrew sobie itd. Krytykowali ją.


                        A jakie mieli ku temu podstawy? Jakie ma się podstawy po temu, by oceniać
                        czy ktoś zdradza swoje własne ideały? Jakie podstawy ma PRZYJACIEL,
                        by robić to wciąż publicznie?


                        >A ona
                        > tłumaczyła, że sytuacja polityczna (ulubione "nie ma woli politycznej") nie
                        > pozwala na to co ona by chciała ale ona marzy i wierzy, że KIEDYŚ jej marzenia
                        > się spełnią.


                        Zbyt łagodnie. Nie powinna się w ogóle z tego tłumaczyć tym chłystkom :-)


                        > Są różne możliwości. Jest też taka, że Zyta zostanie oczyszczona ale do rządu
                        > nie wróci za to wróci do PO (tego bym chciała). Być może miny Tuska i Rokity
                        > znacą: "przyjdzie koza do woza".

                        Być może nie wróci, bo już teraz wlaśnie to zadeklarowała.
                        Miny Tuska i Rokity mogą dokładnie to wlaśnie znaczyć :-)
                        Dlatego właśnie są to dla mnie mali ludzie.
                        Boże mnie chroń przed takimi przyjaciółmi!
              • deszcz.jesienny Re: Too fast poszło, cd: 24.06.06, 01:07
                echo_o napisała:

                > że jesteście może, Miłe moje, ciutek starsze ode mnie, a z całą pewnością o
                > stokroć lepiej zorientowane w meandrach formalności paszportowych (swoją
                drogą
                > śmiesznie to brzmi w tym wypadku, w tamtych czasach).


                Dlaczego śmiesznie? Nie podejrzewam, by w mojej rodzinie znaleźli się
                donosiciele. Dziś trochę mitologizuje się tę niemozność wyjazdów w tamtych
                czasach. Owszem, często paszportów odmawiano, ale to nie znaczy, że każdy, kto
                wyjeżdżał, musi być z góry podejrzany :-)


                >Jednak i bez tego wstępu
                > wiadomo, że na uczelniach zagranicznych terminowali 100% czyści (w wiadomym
                > sensie tego słowa) abiturienci czy absolwenci czy też po prostu stypendyści
                > różnej maści (status).


                Myślę, ze również zdarzali się tacy profesorowie :-)


                > Nie mogę uwierzyć, że Zyta Gilowska podłożyłaby się w tak trywialnie wręcz
                > dosłowny sposób:
                > - umieszczając tak szczegółowe CV na swojej stronie www
                > - akcentując ten właśnie (wyjazdowy) temat na dzisiejszej konferencji prasowej


                Ja też uważam, że to niemożliwe.
                Po protu powiedziała prawdę.
                Nie starała się o paszport, bo załatwiała to za nią uczelnia.
                Najpewniej zresztą leżał w szufladzie dziekanatu.

                > Jedno jest dla mnie pewne:
                >
                > Nikomu, jak Zycie Gilowskiej i PiSowi nie powinno zależeć na prześwidrowaniu
                do
                >
                > trzewi tej sprawy. I nie chodzi tu o pokazową akcję.
                > Chodzi o mój głos w przyszłych wyborach parlamentarnych...


                Nie mam zbyt wiele zaufania do polityków, ale w tej sprawie jestem dziwnie
                spokojna :-)
              • basia.basia Re: Too fast poszło, cd: 24.06.06, 01:11
                echo_o napisała:

                > że jesteście może, Miłe moje, ciutek starsze ode mnie, a z całą pewnością o
                > stokroć lepiej zorientowane w meandrach formalności paszportowych

                pewnie i jedno i drugie:)

                Wypełnianie kwestionariusza paszportowego to była droga przez mękę.
                Chcieli wiedzieć o wiele więcej niż teraz. Pytali o krewnych za granicą
                i takie różne. Ciekawe by było rucić okiem teraz na taki dokument.



                > Nie mogę uwierzyć, że Zyta Gilowska podłożyłaby się w tak trywialnie wręcz
                > dosłowny sposób:

                To nieprawdopodobne. Ja tego wszystkiego słuchałam i jak teraz sobie przypominam
                to taki był kontekst. Tzn. ona ujęła to w ten sposób: nie działałam w podziemiu,
                nie udzielałam się politycznie, nie było żadnego powodu, by SB się mną
                interesowała, system mi się nie podobał czemu dawałam wyraz w relacjach
                prywatnych. Wobec tego nie miałam kłopotów paszportowych - nie musiałam czynić
                "zabiegów", by na paszport zasłużyć - zabiegać o to czy owo.
                Jedyne o co zabiegała to rosołowe z kością (to jej słowa).

                • echo_o Re: Too fast poszło, cd: 24.06.06, 01:18
                  basia.basia napisała:

                  > To nieprawdopodobne. Ja tego wszystkiego słuchałam i jak teraz sobie
                  przypomina
                  > m
                  > to taki był kontekst. Tzn. ona ujęła to w ten sposób: nie działałam w
                  podziemiu
                  > ,
                  > nie udzielałam się politycznie, nie było żadnego powodu, by SB się mną
                  > interesowała, system mi się nie podobał czemu dawałam wyraz w relacjach
                  > prywatnych. Wobec tego nie miałam kłopotów paszportowych - nie musiałam czynić
                  > "zabiegów", by na paszport zasłużyć - zabiegać o to czy owo.
                  > Jedyne o co zabiegała to rosołowe z kością (to jej słowa).
                  >

                  ```````````````````````````````````````````

                  Otóż to.
                  Zyta z nieudawaną naturalnością (dopadłam w pracy TV i oglądałam tę konferencję
                  na bieżąco) opowiadała (to właściwe słowo) o sobie i o tamtym okresie.
                  Ona się nie potrafi reżyserować...

                  Co do kulinariów zapamiętam jej kwestię na zakończenie konferencji, w której
                  stwierdziła, że jak się gotuje rosół to najpierw na powierzchnię wypływają
                  szumowiny, które należy zebrać, by uzyskać pięknym złoty i do strawienia wywar.
                  Zyta rzekła, że jesteśmy obecnie w Polsce we wstępnej fazie gotowania rosołu i
                  że jest cała 'ZA' by szumowiny wypłynęły, że źle się stało, że ów rosół
                  bulgocze w kotle od kikunastu lat.
                  To też ważna deklaracja...
                  • deszcz.jesienny Re: Too fast poszło, cd: 24.06.06, 01:22

                    A ja myślę, że wszystkie trzy mamy też instrument poznawczy nie do przecenienia.
                    To się nazywa intuicja i spostrzegawczość :-)

                    Dumna z Was i siebie mowię Wam dobranoc :-))



                    echo_o napisała:

                    >
                    > Otóż to.
                    > Zyta z nieudawaną naturalnością (dopadłam w pracy TV i oglądałam tę
                    konferencję
                    >
                    > na bieżąco) opowiadała (to właściwe słowo) o sobie i o tamtym okresie.
                    > Ona się nie potrafi reżyserować...
                    >
                    > Co do kulinariów zapamiętam jej kwestię na zakończenie konferencji, w której
                    > stwierdziła, że jak się gotuje rosół to najpierw na powierzchnię wypływają
                    > szumowiny, które należy zebrać, by uzyskać pięknym złoty i do strawienia
                    wywar.
                    > Zyta rzekła, że jesteśmy obecnie w Polsce we wstępnej fazie gotowania rosołu
                    i
                    > że jest cała 'ZA' by szumowiny wypłynęły, że źle się stało, że ów rosół
                    > bulgocze w kotle od kikunastu lat.
                    > To też ważna deklaracja...
                    • basia.basia Dobranoc:) 24.06.06, 01:30
                      deszcz.jesienny napisała:

                      >
                      > A ja myślę, że wszystkie trzy mamy też instrument poznawczy nie do przecenienia
                      > .
                      > To się nazywa intuicja i spostrzegawczość :-)

                      uhu hu:)))))
                      • deszcz.jesienny Re: Dobranoc:) 24.06.06, 01:38
                        basia.basia napisała:

                        > deszcz.jesienny napisała:
                        >
                        > >
                        > > A ja myślę, że wszystkie trzy mamy też instrument poznawczy nie do przece
                        > nienia
                        > > .
                        > > To się nazywa intuicja i spostrzegawczość :-)
                        >
                        > uhu hu:)))))

                        No cóż, Basiu - przecież w końcu ktoś nam to musiał powiedzieć :-))))))))

                        Dobrej nocy :-)
          • basia.basia Re: Co z tą Gilowską? 24.06.06, 00:52
            deszcz.jesienny napisała:


            >
            > Dokładnie Basiu. Cieszę się, że i Ty też to wiesz.
            > To jedyne możliwe wytłumaczenie.
            > Zresztą taki paszport słuzbowy był tzw. wielokrotny, co oznacza,
            > że za każdym następnym razem był uczelni wydawany bez problemów.
            > Paszporty prywatne były najczęściej jednokrotne.

            Tak jest. Znam sytuację w szkołach artystycznych - paszporty odbierało
            się w Pagarcie i tam się oddawało.
            • deszcz.jesienny Re: Co z tą Gilowską? 24.06.06, 00:54
              basia.basia napisała:


              > Tak jest. Znam sytuację w szkołach artystycznych - paszporty odbierało
              > się w Pagarcie i tam się oddawało.

              A ja wiem skądinąd, iż nie dotyczyło to wyłącznie uczelni.
              Pagart załatwiał także paszporty artystom wyjeżdżającym na tournee :-)

              • basia.basia Re: Co z tą Gilowską? 24.06.06, 00:55
                deszcz.jesienny napisała:

                > basia.basia napisała:
                >
                >
                > > Tak jest. Znam sytuację w szkołach artystycznych - paszporty odbierało
                > > się w Pagarcie i tam się oddawało.
                >
                > A ja wiem skądinąd, iż nie dotyczyło to wyłącznie uczelni.
                > Pagart załatwiał także paszporty artystom wyjeżdżającym na tournee :-)
                >


                Tak, tak. Słyszałam opowieści kto się tam kręcił:)
          • camille_pissarro Co tu jest do dociekania ?? 24.06.06, 00:52
            Pracowałem w w czasie PRL'u w firmie, miałem wyrobiony paszport słuzbowy, jak
            wyjeżdżałem na szkolenie załóżmy do U.K. , szło sie do okreslonego działu
            personalnego dostawalo się ten sam słuzbowy paszport, odbierało diety i
            wszystko.Podejrzewam , że podbne zasady obowiazywały na uczelniach pracowników
            naukowych....
            • basia.basia Re: Co tu jest do dociekania ?? 24.06.06, 00:58
              camille_pissarro napisał:

              > Pracowałem w w czasie PRL'u w firmie, miałem wyrobiony paszport słuzbowy, jak
              > wyjeżdżałem na szkolenie załóżmy do U.K. , szło sie do okreslonego działu
              > personalnego

              gdzie?

              dostawalo się ten sam słuzbowy paszport, odbierało diety i
              > wszystko.Podejrzewam , że podbne zasady obowiazywały na uczelniach pracowników
              > naukowych....

              szło bezszmerowo dopóki esbecja się delikwentem nie zainteresowała i wtedy był
              zapraszany do wydziału paszportowego w celu... rozmowy z której coś wynikło lub
              nie. A jak bezszmerowo to paszport był do odebrania i już.
              • deszcz.jesienny Re: Co tu jest do dociekania ?? 24.06.06, 01:10
                basia.basia napisała:


                > szło bezszmerowo dopóki esbecja się delikwentem nie zainteresowała i wtedy był
                > zapraszany do wydziału paszportowego w celu... rozmowy z której coś wynikło
                lub
                > nie. A jak bezszmerowo to paszport był do odebrania i już.


                Dokładnie. A w końcu nie wszystkimi się interesowała.
              • camille_pissarro Re: Co tu jest do dociekania ?? 24.06.06, 18:51
                > gdzie?

                :-) czuję się lekko zażenowany tą publiczną wiwisekcją , nie byłem w kręgu
                zainteresowań służb ,poniewaz pracowałem w dziale informatycznym..Podejrzewam
                natomiast , ze mogę ( ale nie muszę być zarejestrowany ) , ubiegałem się
                bowiem o paszport i w latach 1986-1987 przebywałem czasowo w USA.

                ad2) miale kolegów , którzy pracowali na uczelni wyjeżdżali , na konferencje ,
                zagraniczne staże ( była taka zasada , ze bardzo dobry , ceniony pracownik
                naukowy wyjeżdżał -w wiekszości przypadków krajem docelowym byly Stany
                Zjednoczone i tam nawiązywal kontakty i załatwiał wyjazd kolejnemu , niektórzy
                zostawali w wiekszości , niektórzy wracali ) , nie znam przypadków aby ktos był
                ciagany , a wydział był na cenzurowanym , pracował tu J.Onyszkiewicz,
                J.Narozniak ( znany doktor , przez , ktorego o mało co nie wybuchl strajk
                generalny . Oczywista , nie wszyscy musieli się spowiadać , ale stosunki
                interpersonalne były tu naprawdę świetne.Trudno mi oceniac jak było na innych
                uczelniach.
          • zwykly2 Re: Co z tą Gilowską? 24.06.06, 00:57
            To było gdzieś od roku 1985.., już był pewien luz, uczelnie mogły wysyłać swych
            pracowników, bez podtekstów lub z podtekstami. Zycie wierze. Tylko kto jest tą
            szują w PO, Chlebowski? Proszę o sylwetkę, kto może?
            P.S. Zyta to nie jest Pani z mojej bajki.
            • sawa.com Przeczytałam Waszą inteligentną konwersację 24.06.06, 07:09
              i sama nie wiem...
              Jednak pani profesor będzie musiała coś powiedzieć na temat swoich wyjazdów by
              wyjaśnić tę sprzeczność jaka sie pojawiła między tym co można było zrozumieć
              słuchając jej relacji na konferencji a tym co jest ogłoszone na stronie
              internetowej.
              • peer2 Re: Przeczytałam Waszą inteligentną konwersację 24.06.06, 07:31
                Ładnie ją bronicie. Paszport dostała bez problemów i wcale go nie chciała, tak?
                Siłą Zytę na staż wyznaczyli i siłą jej paszport wcisnęli?
                Tylko jak wytłumaczycie jej stwierdzenie, że była "gospodynią domową z
                doktoratem"- że jeździła do Niemiec obiady gotować?
                Biedna Zyta pogubiła się troszkę i zaczęła mijać się z prawdą.
                PS Takiej obrony kłamstwa to nawet fani największego PZPRowskiego betonu
                przeprowadzić nie potrafią.
                • deszcz.jesienny Re: Przeczytałam Waszą inteligentną konwersację 24.06.06, 10:45
                  peer2 napisał:

                  > Ładnie ją bronicie.

                  Nie tyle bronimy, co poważnie traktujemy to, co mowi.



                  > Paszport dostała bez problemów i wcale go nie chciała, tak?
                  >
                  > Siłą Zytę na staż wyznaczyli i siłą jej paszport wcisnęli?


                  Czy powiedziała coś takiego?
                  Ja jedynie słyszałam, że o paszport się "nie starała".
                  Owszem, zapewne dostawała go bez najmniejszych problemów.


                  > Tylko jak wytłumaczycie jej stwierdzenie, że była "gospodynią domową z
                  > doktoratem"- że jeździła do Niemiec obiady gotować?


                  Najnormalniej w swiecie. Prawdopodobnie był to czas, gdy nie pracowała
                  intensywnie naukowo. Prawdopodobnie habilitację robiła jakoś później.
                  Prawdopodobnie nie pisała też żadnych artykułów czy prac naukowych.
                  Dla naukowca pracującego na uczelni, jest to okres stracony.
                  Masz ochotę, to prześledź dokładnie kiedy zdobywała kolejne stopnie
                  i tytuły naukowe.

                  Nie wiadomo jaki charakter miały te staże.
                  Może właśnie była na naukowym urlopie bezpłatnym, bo przygotowywała
                  habilitację? Nie mam pojęcia, ale jest to możliwe.
                  Wtedy jest się zatrudnionym na etacie, ale nie prowadzi się
                  zajęć dydaktycznych. Staże mogły być potrzebne jej samej do pracy,
                  albo był to wymóg uczelni.


                  > Biedna Zyta pogubiła się troszkę i zaczęła mijać się z prawdą.
                  > PS Takiej obrony kłamstwa to nawet fani największego PZPRowskiego betonu
                  > przeprowadzić nie potrafią.


                  Wystarczy wiedzieć cokolwiek o tamtych czasach, jak również o specyfice
                  pracy nauczyciela akademickiego. Tobie jednak łatwiej jest najwidoczniej
                  żonglować oskarżeniami i posądzać Zytę o "pogubienie się", bez najmniejszej
                  orientacji w tych sprawach.
                  Jeśli się kogoś ocenia i próbuje zrozumieć to, co on mowi, to dobrze jest
                  załozyć na wstępie, że ten ktoś nie musi być idiotą większym, niż my sami :-)

                  • peer2 Re: Przeczytałam Waszą inteligentną konwersację 24.06.06, 10:49
                    Czyli, co nie kłamała, tylko nie dopowiedziała całej prawdy?
                    A z tym nie staraniem się o paszport to dziwna sprawa: inni się o niego
                    starali, a nie dostawali; natomiast Zyta się nie starała, a dostała. Proszę bez
                    ściemniania.
                    Była na etacie, ale nie pracowała; nie prowadziła badań, ale jeździła na staże;
                    była pracownikiem naukowym, ale uważała się za gospodynię domową - coraz
                    ciekawsza ta Twoja argumentacja.
                    • deszcz.jesienny Re: Przeczytałam Waszą inteligentną konwersację 24.06.06, 11:11
                      peer2 napisał:

                      > Czyli, co nie kłamała, tylko nie dopowiedziała całej prawdy?

                      Powiedziała CAŁĄ PRAWDĘ,, tylko Ty masz poroblem z dokładnym
                      zrozumieniem jej słów. Polemizujesz nie z nimi, ale ze swoją
                      własną, niedokladną ich interpretacją.
                      Ludzi nauki, a szczególnie ci, którzy zajmują się naukami ścislymi,
                      mowią bardzo precyzyjnie. Ty to interpretujesz natomiast dosyć
                      ... bałaganiarsko :-)

                      > A z tym nie staraniem się o paszport to dziwna sprawa: inni się o niego
                      > starali, a nie dostawali; natomiast Zyta się nie starała, a dostała. Proszę
                      bez
                      >
                      > ściemniania.

                      Cieżko rozumujesz i potwornie upraszczasz :-)
                      Nie dostawali ci, którzy byli uznani za w jakiś sposób niebezpiecznych
                      czy choćby kłopotliwych dla systemu. Przecież nie było tak,
                      że w ogóle nikt z kraju nie wyjeżdżał. Wręcz przeciwnie.
                      W latach, o których mówimy, wyjeżdżało się już na tzw "saksy",
                      więc nie mitologizuj.
                      Ktoś wysyłany sluzbowo NIE MUSIAŁ się starac o paszport,
                      bo załatwiała to za niego delegująca go instytucja.
                      Zostało tu już w tym wątku wyraźnie powiedziane przez kilka osób.
                      Co tu tak trudno jest zrozumieć?
                      Może po prostu czas, byś zrewidował trochę swoje wyobrażenie o wyjazdach
                      od polowy lat 80-tych, hę?

                      > Była na etacie, ale nie pracowała; nie prowadziła badań, ale jeździła na
                      staże;
                      >
                      > była pracownikiem naukowym, ale uważała się za gospodynię domową - coraz
                      > ciekawsza ta Twoja argumentacja.

                      Tak, to możliwe, choć może za trudne do zrozumienia :-)
                      Napisałam już - mogła na przyklad być w tym czasie na tzw. urlopie naukowym.
                      Miała prawo do rocznego naukowego urlopu płatnego i nawet do trzech lat
                      naukowego urlopu bezpłatnego. Korzystał z tego niemal każdy naukowiec.
                      Mój mąż np. w czasie takiego urlopu był na stażu na uniwersytecie oksfordzkim.
                      Zyta żartobliwie powiedziała o tym okresie, że była "godpodynią domową".
                      W tym sensie była, bo nie prowadziła zajęć dydaktycznych, nie przychodziła na
                      uczelnię, a pracowała nad czymś (habilitacja?) w domu.
                      Jeszcze raz pytam - co tu niezrozumiałego?
                      • peer2 Re: Przeczytałam Waszą inteligentną konwersację 24.06.06, 11:57
                        Jeśli powiedzenie całej prawdy polegało na zatajeniu informacji o stażach,
                        fakcie zatrudnienia i tym podobnych- ro naprawdę nie mamy o czym polemizować.
                        Oświadczenie Zyty, "że nie starała się o paszport, staże" i tym podobne, gdy
                        tym czasem wyjeżdzała bez problemów na staże, nie wydaje mi się powiedzeniem
                        całej prawdy. Wiele osób chciało by się tak "nie starać...".Wyjazdy na Zachód
                        to był jednak jakiś przywilej, a nie kara.
                        Pojęcie "gospodyni domowa" - w przypadku osoby zatrudnionej na etacie na
                        uczelni i jeżdzącej co roku na staże, jest cóż "szalenie nieprecyzyjne", a
                        nie "żartobliwe".
                        A teraz możesz podać mi źródła informacji, jakoby Zyta przebywała na urlopie w
                        latach 1987-89? Z jej życiorysu nic takiego nie wynika...
                        • deszcz.jesienny Re: Przeczytałam Waszą inteligentną konwersację 24.06.06, 12:09
                          peer2 napisał:

                          > Jeśli powiedzenie całej prawdy polegało na zatajeniu informacji o stażach,
                          > fakcie zatrudnienia i tym podobnych- ro naprawdę nie mamy o czym polemizować.


                          Faktycznie nie mamy.
                          Też to właśnie zauważyłam :-)


                          > Oświadczenie Zyty, "że nie starała się o paszport, staże" i tym podobne, gdy
                          > tym czasem wyjeżdzała bez problemów na staże, nie wydaje mi się powiedzeniem
                          > całej prawdy. Wiele osób chciało by się tak "nie starać...".Wyjazdy na Zachód
                          > to był jednak jakiś przywilej, a nie kara.
                          > Pojęcie "gospodyni domowa" - w przypadku osoby zatrudnionej na etacie na
                          > uczelni i jeżdzącej co roku na staże, jest cóż "szalenie nieprecyzyjne", a
                          > nie "żartobliwe".
                          > A teraz możesz podać mi źródła informacji, jakoby Zyta przebywała na urlopie
                          w
                          > latach 1987-89? Z jej życiorysu nic takiego nie wynika...
    • renebenay Re: Co z Polska 24.06.06, 07:53
      Ja tam nie zamierzam tej pani krytykowac bo dla jej dobra mysle ze,bardzo dobrze
      zrobila odchodzac z tego koszmarnego rzadu ktory staje sie w oczach Europy coraz
      bardziej niechciany w spotkaniach i kooperacji.Politycy europejscy boja sie o
      swoje reputacje bo nie wiadomo co blizniacy nowego strzela a nie mowiac juz o
      premierze i jego kilku wicepremierow.
    • dr.szfajcner Dobry dowcip zrobil Olszewski! 24.06.06, 12:23
      sawa.com napisała:

      > Sama słyszałam na własne uszy to o czym pisze GW na swoim portalu:

      > Co tu jest grane?!

      Olszewski zrobil niezly kawal tym, ktorzy go oskarzali
      o opieszalosc lustartorska.
      He!he!
      Teraz niektorzy chca doniesc na niego do prokuratora.
      za lustrowanie!
      Podoba mi sie ten misiu!!!!!
    • sawa.com Wyjasnienie samej Gilowskiej 24.06.06, 18:39
      Mnie przekonuje. Może dlatego, że wcześniej panie już podobnie to wyjasniały w
      tym watku.

      _________________________________________
      Gilowska: nie mówiłam, że nie wyjeżdżałam

      Pytana o wyjazdy zagraniczne w latach 80. wyjaśniła, że wyjeżdżała za granicę,
      ale były to wyjazdy grupowe i formalności załatwiały służby uniwersyteckie
      Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

      "Wyjeżdżałam w ramach wyjazdów grupowych studentów i pracowników organizowanych
      przez KUL i wtedy nie musiałam się o nic ubiegać. Wszystko załatwiały stosowne
      służby KUL, tam odbierałam paszport i tam oddałam paszport" - powiedziała.

      "Nie mówiłam [na konferencji prasowej w piątek - PAP], że nie wyjeżdżałam.
      Powiedziałam, że nigdy nie ubiegałam się o paszport, ani o stypendium, ani o
      staż, ani o żadne dobro, które było wówczas dostępne na rynku reglamentowanym
      przez SB" -dodała.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka