esterka2006
08.08.06, 00:08
,,Wyszyński uważał, że KOR działa na zlecenie zewnętrzne, że jego cele są
sprzeczne z polskim interesem narodowym i dlatego trzeba odciąć KOR od
„Solidarności”. W przedstawionym tu fragmencie książki śledzimy misterną grę
wokół wizyty „Solidarności” w Watykanie, zabiegi Prymasa, by Papież Jan Paweł
II nie patrzył sytuację kraju oczami ośrodka krakowskiego, czyli de facto
KOR-u. Dowiadujemy się o dwuznacznej roli ks. Stanisława Dziwisza. Widać też,
że za najbardziej niebezpiecznych dla Polski Prymas uznawał Jacka Kuronia i
Karola Modzelewskiego (określał go mianem „złego ducha”). Jasno rysuje się
postać ks. Henryka Jankowskiego, który walczył z wpływami KOR-u, za to mniej
jasno Lecha Wałęsy, który nie potrafił wyplątać się z KOR-owskiej matni.
Dodajmy, że obawy Prymasa były jak najbardziej słuszne – to radykalizm KOR-u
doprowadził w dużej mierze do stanu wojennego, a jego późniejsza rola i
podstępne opanowanie podziemnej „Solidarności” tylko potwierdziło oceny
Prymasa. Niestety, Kard. Stefan Wyszyński zmarł w maju 1981 roku, nie mógł
więc zapobiec realizacji planów KOR-u. Inni gracze na polskiej scenie byli na
to za słabi.''
www.myslpolska.icenter.pl/index.php?menu=historia&nr=2005090418073
Prymas Wyszyński był wyjątkowo mądrym człowiekiem i poznał się na KOR-ze
błyskawicznie. Szkoda, ze Wałęsa skumał się z doradcami KOR.