Gość: Posłaniec Warm.
IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl
23.02.03, 19:38
Wczoraj w dzienniku telewizyjnym poinformowano o skazaniu trzech morderców na
karę dożywotniego więzienia. Twarzy skazańców nie pokazano ich nazwisk nie
wymieniono. Wtedy pomyślałem sobie, w jakim kraju żyjemy? Czy rzeczywiście w
państwie prawa?
Przypomnijmy: że telewizja publiczna pod koniec roku we wszystkich programach
informacyjnych pokazała zdjęcie i podała pełne dane personalne księdza, który
ponoć miał zgwałcić 17-letnią dziewczynę w Stanach Zjednoczonych, Jak
zakończyła się ta sprawa, jednak telewizja już nie poinformowała.
Lokalna „Gazeta Olsztyńska”, także już w tytule podała, że ksiądz został
aresztowany za próbę gwałtu. Potem do sprawy wrócono, jednak także nic w
pełni informując ojej toku. Do naszej redakcji dzwoniły niektóre osoby
pytając, jak się sprawa toczy, bo informacje w prasie świeckiej są mało
wiarygodne. Stąd postanowiłem poinformować o dalszych losach ks. Romana.
Ks. abp Metropolita Warmiński wysiał swojego przedstawiciela do Stanów
Zjednoczonych. Poniższe informacje podaję zgodnie z jego relacją a także
taśmą video, którą przywiózł ze sobą.
Sprawa ks. Romana rzeczywiście zbulwersowała miejscową Polonię, ale
jednocześnie ją zintegrowała. Po zapoznaniu się z tokiem sprawy, to Polacy
mieszkający w USA zebrali kwotę wynoszącą pot miliona dolarów, aby wpłacić
kaucją. W ten sposób ks. Roman opuścił więzienie. Będzie odpowiadał przed
sądem z wolnej stopy. Ponadto wynajęto adwokata, który tę sprawę prowadzi.
Ks. Romana poddano długim przesłuchaniom policyjnym. O całym mniejlub
bardziej wymyślonym wydarzeniu policję nie poinformowała 17-letnia
dziewczyna, ani jej opiekunka. Zrobiły to osoby trzecie. Ksiądz Roman nie
znał języka angielskiego, podpisał zeznania których nic rozumiał. Nie było
żadnego tłumacza przysięgłego, a rolę tłumacza pełnił jeden z policjantów.
Wiadomo, że każda policja chce osiągnąć sukces. Prawdopodobnie, gdyby nie ten
podpis, dziś żadnej sprawy by już nie było.
Ks. Roman odwiedził 17-letnią dziewczynę na prośbę psychologa. W mieszkaniu w
tym czasie była opiekunka dziewczyny, jej babka. Trzeba wprost napisać, że
matka dziewczyny nie wypełnia swojej funkcji, o ojcu już nie wspominając.
Prawną opiekunką dziecka jest jej babcia. Podczas rozmowy księdza z
dziewczyną była cały czas obecna w domu. Gdy wychodziła, drzwi do pokoju
wnuczki pozostawały otwarte. Nawet przez pewien czas uczestniczyła w rozmowie
księdza z dziewczyną, gdyż przyniosła zrobioną kawę. Jak sama stwierdza
opiekunka, codziennie modli się za ks. Romana, bo został skrzywdzony, przez
kogoś, kto jest nienormalny, on cierpi niewinnie.
Opiekunka dziecka wprost stwierdza: „To jest nienormalne dziecko". Bardzo
często kłamie. Chodzi do szkoły specjalnej. Leczy się psychiatrycznie. W
szkole ma wiele problemów. Babcia dziewczynki jest kobietą niezmicrnic
religijną, nie ukrywa swoich kłopotów z wnuczką. Jest faktycznie jedynym
świadkiem całego spotkania i wyklucza jakiekolwiek czyny, o które publicznie
został oskarżony ks. Roman.
Odbyła się już jedna rozprawa sadowa. Obrońca wniósł o oddalenie powództwa,
ale nie zgodzi! się na to prokurator i policja. Będą więc następne sprawy
sądowe. System sądownictwa amerykańskiego nie zawsze jest zrozumiały dla
Polaków, ale trzeba mieć nadzieje, że prawda zwycięży. W Stanach
Zjednoczonych od kilku lat trwa kampania wymierzona w Kościół katolicki,
biskupów i księży; Sensacyjna prasa i telewizja nie szukają prawdy, lecz
sensacji, nie patrzą jak można zniszczyć niewinnego człowieka.
W sprawie ks. Romana nie wydaje wyroków, ale już od pierwszych sensacyjnych
relacji telewizyjnych i prasowych cala sprawa wydawała mi się niewiarygodna.
Po zapoznaniu się z rozmową nagraną z opiekunką 17-latki, tym bardziej
dochodzę do wniosku, że wszystko to było wielce naciąganą historią. Odebrano
w Polsce dobre imię księdzu, narażono na ciężkie przeżycia psychiczne jego
matkę i rodzeństwo. Telewizja nie sprostowała żadnych fałszywie podanych
informacji. Wierzę w to. że cala sprawa zakończy się uniewinnieniem ks.
Romana, choć niewątpliwie jego błędem, było podpisanie dokumentów, których
nic rozumiał. Ale był poddany psychicznemu terrorowi, wielogodzinnym
przesłuchaniom, uwierzył policjantom. Przeżył dużo. Piszę o tym, aby uczulić,
że nie należy oceniać ludzi tylko na podstawie sensacyjnych telewizyjnych i
prasowych.
Ks. Jan Rosłan