rekontra
01.09.06, 07:47
Jak święci staruszkowie mitologię pisali - kto by przypuszczł, że taki będzie
tytuł artykułu w Życiu?
Koniec monopolu wyborczej, koniec z kneblowaniem inaczej myślących. Nastąpił
przełom. Z jednej strony Dziennik, Życie Warszawy i Dziennik Polski, a z
drugiej strony Gazeta Wyborcza i Rzeczpospolita. Dokonał się wyraźny podział
i wiadomo, że tylko jedna strona może zwyciężyć w walce o prawdę.
"
Działalność mitotwórcza środowiska „Gazety Wyborczej” opierała się na
zreinterpretowanym na nowo schemacie manichejskim. Naprzeciwko siebie stały w
nim dwie siły. Siła jasności, przebaczenia, pojednania, honoru, której
wyznawcy z obrzydzeniem odrzucali wszelką myśl o samej możliwości poznania
skomplikowanych losów opozycji czy też dowiedzenia się, kto był kapusiem, a
kto nie. Z drugiej strony, znajdowali się wyznawcy sił zła: szambonurki,
gnojki, oszołomy (by posłużyć się dzisiejszym językiem przeciwników
lustracji), które domagały się normalnych badań historycznych nad
zgromadzonym i zabezpieczonym archiwum SB. Badań, które pozwoliłyby
wyeliminować z życia publicznego zdrajców, oszustów, ludzi uwikłanych w
zadawnione zależności, ale też umożliwiłyby stworzenie w końcu normalnej
historii Solidarności, opartej nie tylko na ułomnej ludzkiej pamięci, ale też
na dokumentach, także tych stworzonych przez ideowych i politycznych jej
przeciwników."
www.zw.com.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_a_ListNews1&news_cat_id=2051&news_id=93974
"Liczbę obelg, jaka spadła w ostatnich dwóch dniach na dziennikarzy Życia
Warszawy, innych mediów i historyków IPN-u, trudno nawet
zliczyć. „Szambonurki”, „gnojki”, „dranie” „nieświęci młodziankowie z prasy,
radia i telewizji” – to te pikantniejsze z nich, którymi posługiwali się Adam
Michnik i Andrzej Celiński. Inni komentatorzy z grona dawnej opozycji, a
przynajmniej jakoś powiązani z „GW”, byli ostrożniejsi, ale też nie
pozostawili na materiale o Jacku Kuroniu suchej nitki. Zarzucali mu i
poszukiwanie sensacji (czemu niewątpliwie przysłużył się, niezbyt szczęśliwie
dobrany tytuł), i opluwanie („obrzucanie g…” – jak malowniczo ujął to Maciej
Kuroń), i nawet (to już w sumie nudne) niszczenie bohaterów. Nikt tylko nie
zarzucił materiałowi kłamstwa, nikt nie wskazał, że materiały upublicznione
przez Życie Warszawy, a w całości przez „Arcana”, są nieprawdziwe,
nierzetelne lub sfabrykowane."