Dodaj do ulubionych

sąsiad Kazachstanu

10.09.06, 16:30
Wyobraźmy sobie taką mapę, na której Polska jest sąsiadem Kazachstanu. Od
wieków... Po przegranej wojnie musiała zrzec się swoich kresów wschodnich,
na których zamieszkiwali Polacy. Stosunki były napięte. Sytuację pogorszył
fakt, że w Kazachstanie rządy przejął krwawy dyktator, nazwijmy go Dżingis
Chan, który wygnał większość Polaków, a tym, którzy się ostali, narzucił
swoją wersję historii. Wedle Dżingis Chana Kazachstan był odwieczną ofiarą
imperialnych zakusów Polski, która grabiła jego terytoria, wyzyskiwała i
polonizowała Kazachów. Ci Polacy, którzy chcieli pozostać w poszerzonym
Kazachstanie, musieli dowieść swojego kazachskiego pochodzenia. Lęk przed
wygnaniem i utratą mienia sprawiał, że posyłali swoje dzieci do kazachskich
szkół, choć w domu czytali po kryjomu Adama Mickiewicza i słuchali polskiego
radia.

Od czasu do czasu uciekali przez zieloną granicę do Polski, gdzie czekała ich
lepsza przyszłość. W Polsce utrwalił się system swobód demokratycznych i
doszło do cudu gospodarczego. Sąsiad Kazachstanu znalazł się na ustach
całego świata. Miał nadwyżki budżetowe, elitarne uniwersytety, najlepszą
drużynę piłkarską, produkował najszybsze samochody i budował najlepsze
autostrady. O wyjeździe do Polski marzyli nie tylko Polacy, ale i rdzenni
Kazachowie, którzy potrafili sklecić parę słów po polsku i stracili wiarę w
potęgę Dżingis Chana.

Dyktator nie rozumiał znaków czasu. Gospodarka kulała. Wydawało mu się, że
uzdrowi ją podobnie jak dokonywał swoich podbojów - na rozkaz. Nie bardzo mu
to jednak wychodziło. W Kazachstanie brakowało wszystkiego. Mięso, cukier i
ocet można było dostać tylko na kartki. Ludzie żyli coraz krócej i nie było
pieniędzy nawet na utrzymanie armii.

Przyciśnięty do muru Dżingis Chan musiał znaleźć wyjście. Zaczął po cichu
zezwalać Polakom na opuszczanie Kazachstanu. Wyjeżdżali masowo, a on kazał
sobie wypłacać miliardy dolarów. Politykę Warszawy, która chcąc nie chcąc
wspierała tyrana, krytykowali obrońcy praw człowieka. Ich zdaniem Polska
przedłużała panowanie despoty, który nie przebiera w środkach gnębiąc Polaków
i demokratyczną opozycję.

Tymczasem w Kazachstanie wrzało. Fala protestów i niezadowolenia zagroziła
sternikowi narodu, który w imię jego ocalenia użył wojska i czołgów. Swoich
politycznych przeciwników pozbawił kazachskiego obywatelstwa i wydalił ich z
kraju. Większość wylądowała w Polsce, która zapewniła im prawo pobytu i
opiekę socjalną. Zamożny sąsiad mógł sobie na to pozwolić.

W taki to sposób w Polsce doszło do powstania kazachskiej mniejszości. Jej
istnienia początkowo nikt nie zauważał, nawet ona sama siebie nie zauważała,
gdyż Kazachowie od wieków chętnie się polonizowali. Byli dumni z tego, że
ich dzieci mówią płynnie po polsku i że mogą kształcić się na słynnych
polskich uczelniach. Dopiero po upadku Dżingis Chana, któremu nie udała się
reforma gospodarki, o jej istnieniu dowiedział się świat. W Kazachstanie
doszła do władzy demokratyczna opozycja, która chcąc wynagrodzić kazachskiej
polonii lata prześladowań i kłamstw na jej temat w podręcznikach szkolnych
pisanych przez Dżingis Chana przyznała jej prawo do dwóch mandatów poselskich
w kazachskim sejmie.

Był to złoty okres pojednania polsko-kazachskiego. Polska nie tylko wyrzekła
się swoich roszczeń terytorialnych wobec w Kazachstanu, ale w zamian za dwa
polonijne mandaty w wysokiej izbie w Ałma Acie przyrzekła otoczyć opieką
kazachską mniejszość nad Wisłą....

Ale wrzenie w Kazachstanie nie ustawało. Po krótkotrwałym okresie rządów
opozycji demokratycznej władzę w Ałma Acie przejęła inna opozycja. Jakiś
czas potem obaliła ją jeszcze inna i potem jeszcze inna, także demokratyczna
opozycja, w której łonie jednak coraz donośniej pobrzmiewały głosy epigonow
Dżingis Chana. W podsycaniu antypolskich nastrojów celowała koalicyjna
partia Kazachska Rodzina. "Polacy znowu nas gnębią", skarżył się w telewizji
niejaki Dobroszajew. "Wyłudzili od nas dwa mandaty w Ałma Acie i ani im w
głowie, żeby przyznać chociaż jeden na Wiejskiej", argumentował.

Stosunki z Kazachstanem znowu stawały się napięte...


Obserwuj wątek
    • wartburg4 zdaje się, że Kazachstan jednak się opamiętał 10.09.06, 21:38
      Kaczyński zapewnił Merkel w Finlandii, że nikt nie kwestionuje przywilejów
      wyborczych mniejszości niemieckiej.
      • janbezziemi Re: zdaje się, że Kazachstan jednak się opamięta 10.09.06, 22:04
        Moze zaczyna mysleć, ale naraża sie LPR. Z SO Leppera juz ma na pienku.
        Niezle...Ale o Kazachstanie historia zzawila, musze spokojniej przetrawic.
        • mgr.imprezio Powazniejszy konflikt mamy z UBekistanem! 10.09.06, 22:09

        • wartburg4 Re: zdaje się, że Kazachstan jednak się opamięta 10.09.06, 22:16
          janbezziemi napisał:

          > ...Ale o Kazachstanie historia zzawila, musze spokojniej przetrawic.

          Pewnie masz rację:) Jak na to forum chyba zbyt zawiła. Niemniej życzę
          przyjemnego trawienia.
      • daktylek Re: zdaje się, że Kazachstan jednak się opamięta 10.09.06, 22:19
        W odróżnieniu od LPR, Kaczyński umie liczyć - to są dwa głosy dla PiS.
        • wartburg4 Re: zdaje się, że Kazachstan jednak się opamięta 10.09.06, 22:33
          To prawda, że umie nieźle liczyć, ale jeszcze lepiej psuć...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka