janbezziemi
19.09.06, 14:59
Każdy ciągnie w swoją stronę. Minister finansów Stanisław Kluza, nie chcąc
zrażać koalicjantów PiS-u, znalazł w projekcie przyszłorocznego budżetu
dodatkowo 7 mld zł. Nie ma jednak wątpliwości, że są to pieniądze wirtualne i
prędzej czy później trzeba się będzie z nich rozliczyć. Mimo tej manipulacji
i tak pieniędzy jest za mało. Szef Samoobrony Andrzej Lepper żąda zwiększenia
wydatków na paliwo i obowiązkowe ubezpieczenia dla rolników, na pensje dla
służby zdrowia i budżetówki oraz na retencję, czyli budowę zbiorników
wodnych. Wtóruje mu lider LPR Roman Giertych, który obiecał nauczycielom, że
ich pensje wzrosną od 1 stycznia 2007 r. o 7 proc., a z projektu budżetu
wynika, że realnie zmaleją o 2 proc. Prawo i Sprawiedliwość chce natomiast
zwiększyć wydatki na obronę narodową, bezpieczeństwo publiczne i na
administrację. Tymi problemami ma dzisiaj zająć się rząd. Trudno jednak
oczekiwać, że ministrowie dojdą do porozumienia. Awantura o budżet przeniesie
się do parlamentu.Na wszystko brakuje pieniędzy, ale nie na państwowe urzędy.
Idea taniego państwa ostatecznie legła w gruzach. Lech Kaczyński dostanie na
Kancelarię Prezydenta 11 proc. więcej niż w tym roku. Premier na swoją o
blisko 6 proc. więcej. A Senat aż o 21,3 proc. Nie pożałowano także pieniędzy
na Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, która otrzyma ich 13 proc. więcej.
Dodać do tego trzeba wydatki na urzędy, których przedtem nie było. Na
przykład Centralne Biuro Antykorupcyjne dostanie 120 mln zł. Kłopot w tym, że
minister Kluza oparł swoje wyliczenia na zbyt optymistycznych prognozach.
Jest np. bardzo wątpliwe, że tempo wzrostu gospodarczego utrzyma się na
dotychczasowym poziomie (powyżej 5 proc.). Z całego świata płyną bowiem
sygnały, że gospodarka zwalnia. Ten proces na pewno nie ominie naszego kraju.
Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan twierdzi też, że nie uda
się zrealizować prognozy wpływów z VAT. Według ekspertów tej organizacji,
mogą być one niższe nawet o 2 mld zł. Nie wiadomo też jeszcze, co będzie z
projektem zwiększenia akcyzy na olej opałowy i gaz płynny. Koalicjanci,
zatroskani o głosy wyborców, mogą tej podwyżki nie poprzeć. Andrzej Lepper ma
na wszystko jedno rozwiązanie. Skoro produkt krajowy brutto rośnie, można
zwiększyć wydatki – twierdzi. Nie jest to jednak takie proste. Komisja
Europejska wszczęła już bowiem wobec Polski procedurę nadmiernego deficytu
sektora finansów publicznych. Jeżeli się jej nie podporządkujemy, możemy
stracić fundusze strukturalne. Jeszcze gorzej byłoby, gdyby dług publiczny
przekroczył 60 proc. PKB (obecnie jest 53 proc.). Wówczas, zgodnie z
konstytucją, deficyt musi być zredukowany do zera. Ucierpiałoby na tym
mnóstwo ludzi, zwłaszcza ubogich. Lekarstwem na te problemy ma być powrót do
rządu prof. Zyty Gilowskiej. Jest ona postrzegana jako twardy negocjator,
który może się przeciwstawić populistycznym żądaniom. Wydaje się jednak mało
prawdopodobne, żeby mogła wrócić do swoich koncepcji naprawy finansów
publicznych. Rząd przyjął już autopoprawkę i wycofał się z propozycji
zmniejszenia składek na ZUS. Dzięki temu w kasie państwa pozostało 12 mld zł.
Upadła więc sztandarowa obietnica Zyty Gilowskiej, że będzie zmniejszała
pozapłacowe koszty pracy. Trudno też sobie wyobrazić, żeby w nieodległym
czasie udało się zrealizować inną koncepcję byłej wicepremier, czyli objęcie
przez państwo kontroli nad pieniędzmi funduszy i agencji. Pracodawcy obawiają
się natomiast, że dziurę w budżecie rząd będzie chciał załatać ściąganiem ze
spółek skarbu państwa zwiększonej dywidendy. W tym roku zabrano firmom 3 mld
zł. W przyszłym ma być 4 mld zł. To znacznie pogorszy sytuację
przedsiębiorstw, bo zabraknie im pieniędzy na rozwój. „Zastanawiamy się –
napisała w komunikacie Konfederacja Pracodawców Polskich – gdzie obiecywane
przez rząd zmiany, które miały wesprzeć polską przedsiębiorczość”.
(n.p. "Tr."). CIEKAWE!!!!
"Nigdy tak wielu nie było manipulowanych przez tak nielicznych"- ALDOUS
HUXLEY