a.adas
25.09.06, 00:40
Tak to się ułożyło, że to on decyduje o przyszłości polskiej sceny politycznej
na najbliższe... no właśnie... może i lata. W zasadzie musi zdecydować - PO
czy PiS, do której partii się przykleić w najbliższych wyborach (czy będą za
miesiąc czy za trzy lata, to już gra mniejszą rolę)
PO
Plusem jest to, że partie się wzajemnie uzupełniają pod względem elektoratu, a
Platforma nie bedzie próbować ograniczać wpływów PSL po wioskach. Problemem
jest "niespójność programowa", tylko która strona będzie mieć z tym większy
problem? Chyba jednak wyborcy prędzej PO niż PSL - co jak co, chłopi liczyc
potrafią, byle rachunki się zgadzały, to pójdą z każdym.
Podpięcie się pod PO rodzi kilka problemów. Po pierwsze, nie wiadomo jak
zareagują w takiej sytuacji posłowie PSL. Po drugie, nawet "zblokowana" z PSL
Platforma nie musi wygrać wyborów. A doły partyjne nie wybaczą Pawlakowi
opozycyjności, jeśli można było otrzymać posadki (około)rządowe od PiS. Z tym,
ze gdyby po wyborach był możliwy rząd PO, to tylko dzięki tym kilku procentom
głosów uzyskanym dzięki PSL, co wzmacnia pozycję Pawlaka.
PiS
W perspektywie nawet trzy lata ciepłych posadek, a kto wie jak po tym czasie
bedą wyglądać sondaże? Miliardy euro do rozdania, no i teka wicepremiera. Z
tym, ze Kaczyński na pewno bedzie grac na wchłonięcie PSL, a jeszcze
kilkanaście dni temu jawnie grał na rozbicie ludowców (PSL Piast).
Zdecydowanie łatwiej PSLowi zachować samodzielność przy PO.
W sumie to smutne, że karty w ręce ma najbardziej szkodliwa partia na
przestrzeni ostatnich 17 lat, (a przynajmniej pionierska w targowaniu się i
zawłaszczaniu)