Gość: 2003
IP: *.proxy.aol.com
03.04.03, 12:42
Do czego księdzu dziewczynka
Gdy duszpasterz bierze się za dobroczynność, to znak, że potrzebuje nowego
samochodu.
Chcesz wesprzeć szmalem schorowaną sierotę? Proszę bardzo, ale traktuj to
jako odruch serca, a nie sposób na podatek, bo darowizny na rzecz osób
fizycznych nie można odliczyć od podstawy opodatkowania. Pragniesz pomóc
zdychającej nauce?
Możesz odpisać od dochodu maksymalnie 15 proc. rocznych przychodów. Tylko
darowizny na kościelną działalność charytatywno-opiekuńczą nie są objęte
żadnymi ograniczeniami.
W 2001 r. łączna kwota odliczeń od dochodu z tytułu wszystkich darowizn
wynosiła 1 346 368 000 zł.
Ministerstwo Finansów nie wie, ile z tego to darowizny na Kościół katolicki.
Możemy się domyślać, że przy tak korzystnych przepisach znaczna część tej
gigantycznej kwoty wpłynęła właśnie do kieszeni czarnych.
Darowizny na rzecz Kościoła – jednej z bogatszych instytucji w RP – wydatnie
pomniejszają należności darczyńców wobec fiskusa, czyli zubożają budżet
państwa – jednej z biedniejszych firm w Pomrocznej. Teraz banał: gdyby
pieniądze te wpłynęły do państwowej kasy, byłoby więcej np. na zasiłki
przyznawane chorym i biedocie przez Ośrodki Pomocy Społecznej. Tymczasem w
komunikacie z 321. zebrania plenarnego Konferencji Episkopatu Polski biskupi
wyrażają ubolewanie, że poszerza się w Polsce margines biedy. Hipokryzja
Czerwonych Beretów sięga nieba.
Morze kasy
Pan Czesław mieszka w niewielkiej miejscowości w Wielkopolsce. Czworo dzieci.
14-letnia Marta choruje na zanik mięśni. Waży 20 kg. Bratu-bliźniakowi sięga
niewiele ponad pępęk. Na leczenie i rehabilitację dziewczynki potrzebna jest
kasa.
– W marcu 2002 r. właściciel pewnego biura podatkowego – mówi – powiedział,
że ksiądz Paweł Kubiak, proboszcz i kustosz Sanktuarium Maryjnego w Tursku,
jest jego znajomym i może mi założyć konto, na które ludzie będą wpłacać
darowizny.
Zgodziłem się. Konto zostało założone w PKO S.A. w Kaliszu. Co pewien czas
pytałem tego człowieka z biura podatkowego, czy są jakieś wpływy. Mówił: „nie
ma”. Dopiero na początku 2003 r. dostałem pierwsze pieniądze – 400 zł. Trochę
później przyjaciel dał mi cynk, że na konto Marty wpłynęło 50 tys. Od razu
pojechałem do księdza. Stwierdził: „nie, żadne pieniądze nie przyszły”. Coś
nie dawało mi spokoju. Naciskałem księdza, żeby ustanowił mnie pełnomocnikiem
konta. Argumentowałem, że wtedy nie będę musiał zawracać mu głowy, tylko po
prostu sprawdzę w banku. Zgodził się. Na koncie było 500 zł. Poprosiłem w
banku o wydanie historii konta. Okazało się, że duże kwoty zaczęły wpływać na
konto Marty już w ubiegłym roku. Niemal od razu ksiądz je wypłacał. Nie wiem,
co robił z pieniędzmi. Do mnie one nie trafiały.
Ochłapy dla Marty
Z dokumentów, które posiadamy, wynika, że pierwsza większa kwota wpłynęła na
konto 9 grudnia 2002 r. Ktoś wpłacił 15 tys. w gotówce. Już 11 grudnia ksiądz
Kubiak wypłacił całą sumę. 30 grudnia wpłynęło 55 tys. (przekaz międzybankowy
na 50 kafli oraz 5 patoli w gotówie). W sylwestra konto powiększyło się o 23
tys. 400 zł (wpłaty w gotówce). Rok 2002 ksiądz Kubiak mógł uznać za udany,
gdyż tylko na tym jednym interesującym nas koncie miał 78 tys. 564 zł i 82
gr. Kulminacja wpłat, jak wskazuje historia konta, przypadła na 30 i 31
grudnia. Wygląda na to, że dobrzy ludzie spieszyli się, by zdążyć przed
północą oznaczającą koniec nie tylko roku pańskiego, ale także podatkowego.
2 stycznia zarejestrowano wpływ 23 tys. 500 zł. Wszystko przekazy
międzybankowe. W sumie na koncie tego dnia było ponad 102 tys. Już 4 stycznia
ksiądz kustosz wypłacił 50 tys., trzy dni później wyciągnął 25 kafli, a 8
stycznia – 26,5 tys. Po wykonaniu tych operacji pozostało tylko pięć marnych
stówek. Właśnie te ochłapy z księżego stołu przypadły w udziale panu
Czesławowi i jego córce.
Bankowa tajemnica
Gdy ksiądz Kubiak dowiedział się, że Czesław zaczyna interesować się historią
operacji na koncie, natychmiast cofnął mu pełnomocnictwa.
– Chciałem, żeby ksiądz mi powiedział, od kogo pochodziły darowizny –
opowiada pan Czesław.
– Twierdził, że wszystkie przeznaczone były na Kościół, ale ja uważałem, że
takiej pewności mieć nie może. Przecież od roku rozprowadzałem apele z prośbą
o pomoc finansową. Był na nich numer konta założonego przez księdza dla
Marty. W tej sytuacji miałem prawo podejrzewać, że niektóre z wpłat były dla
córki. Ale ksiądz nie podał mi ani jednego nazwiska darczyńcy.
W zeszłym roku ksiądz Pawełek kupił sobie nowe autko. Skromny srebrny Nissan
Almera wart jakieś 50 tys. Marta napisała do księdza kustosza liścik: Ksiądz
zabrał mi pieniądze i kupił sobie samochód. Więc pieniądze i samochód należą
do mnie. Proszę mi je oddać, bo w przeciwnym razie idę na policję.
– Pojechaliśmy z dziećmi do kurii, żeby biskupa powiadomić o sprawie –
kontynuuje pan Czesław.
– Ale nie przyjęto nas. Byliśmy też u księdza Kubiaka. Nie wpuścił. Długo nie
dawaliśmy za wygraną i dzwoniliśmy do drzwi. W końcu wyłączył dzwonek.
Obraz z nieba
Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej w Tursku słynie z cudownego obrazu. Początki
były prozaiczne. 7 czerwca 1764 r. ludzie szli na nieszpory do pobliskich
Lenartowic. Patrzą, a tu z nieba obraz leci. Wolno. Majestatycznie jak
Columbia. Nie był to obrazek byle jaki. Przedstawiał Matkę Boską. Z nieba do
Turska przyleciał obraz stanowiący kopię podobizny austriackiej Matki Bożej z
Mariazell! Od razu cała okolica rzuciła się na kolana. Kult Matki Bożej
Turskiej – choć nie tak powszechny jak np. Czarnej Madonny z Częstochowy –
trwa do dziś. W czym zasługę ma i ksiądz Paweł Kubiak, który jest kustoszem
sanktuarium od 1993 r.
Księże serce
Kopnęliśmy się do Turska, żeby z księdzem kustoszem pogadać. Przyjął nas na
luzie. Koszula odpięta pod szyją, laczki, ciepły sweterek...
– Wszystkie wpłaty na konto były przeznaczone na sanktuarium – tłumaczy. –
Poza tymi 400 złotymi, które wypłaciłem panu Czesławowi. Wynikało to z
dopisków na przekazach bankowych. Jestem w stanie tego dowieść, ale panu nie
podam nazwisk darczyńców ani nazw firm, które reprezentowali. Konto zostało
założone z myślą o wpłatach na sanktuarium. Marta była dodatkowo. To był taki
odruch serca z mojej strony.
Z rozprowadzanego przez pana Czesława apelu o pomoc dla Marty wynika co
innego. Zwracam się z ogromną prośbą o udzielenie mi pomocy, ponieważ od 3
roku życia choruję na zanik mięśni (...). Mam obecnie 14 lat i chciałabym być
normalną i zdrową dziewczyną. (...) Wiem że jeśli nie będę miała ratunku to
niektóre funkcje mojego organizmu przestaną funkcjonować, a tylko fachowa
pomoc rehabilitacyjna może mi zapewnić sprawność fizyczną i długie lata
życia. (...) Korzystając z serdeczności księdza proboszcza Sanktuarium
Maryjnego w Tursku, podaję numer konta na którym zbierane są środki na pomoc
dla potrzebujących dzieci i proszę o pomoc. Z bożym błogosławieństwem. Dalej
następuje numer konta bankowego. Na końcu zaś stoi jak byk: Niniejszym
potwierdzam zgodność danych i oświadczam, że wszelkie przekazane środki na
powyższe konto darczyńcy mogą odpisać od swego dochodu. Środki te w całości
przekazywane są na potrzeby Marty dla której powyższe konto zostało
uruchomione. Pod tekstem podpis księdza Kubiaka oraz pieczęć sanktuarium
(patrz repr.).
Dobry brat
– Podpisałem ten apel – przyznaje kustosz. – Ale dopiero niedawno, kiedy
wiedziałem, że nie będzie na konto żadnych wpływów na rzecz Kościoła. To
prawda, że pieniądze wypłacałem wkrótce po ich wpłynięciu. Po prostu
zamieniałem złotówki na euro. W tej walucie trzymam oszczędności na innym
koncie, bo to korzystniejsze. Utrzymanie sanktuarium kosztuje masę pieniędzy.
Owszem, kupiłem sobie nowy wóz