piotr7777
10.01.07, 20:06
Bulwersującą sprawę prowadziła niedoświadczona asesorka, która na początku
wykazała się delikatnie mówiąc brakiem profesjonalizmu udzielając wywiadu
jednemu z tabloidów, który to tabloid od początku załozył winę oskarżonego.
Już samo to stawiało bezstronność pani asesor pod wielkim znakiem zapytania.
Oczywiście nie ma wątpliwości co do tego, że oskarżony dopuścił sie
zarzucanych mu czynów. Natomiast zastanawia mnie surowy jak na polskie
warunki wyrok. 8 lat kary za przestępstwo zagrożone w granicach od roku do 10
lat oznacza, że sąd uznał, że w sprawie niemalże nie występują okoliczności
łagodzące. A przecież takowe były - niekaralność oskarżonego, jego
wcześniejsze dokonania naukowe i zawodowe, podeszły wiek i stan zdrowia.
Jeśli pomimo tego wymierzono karę zmierzającą do ustawowego maksimum to można
założyć albo że sąd uznał czynyu oskarżopnego za szczególnie bestialskie i
społecznie szkodliwe albo że działał pod presją tzw. opinii społecznej.
I właściwie żle się stało, że nie pomyślano (jak w psrawie Rywina) o
przeniesieniu postępowania do sądu wyższej instancji albo chociaż o
trzyosobowym składzie sędziowskim. Tym bardziej, że wkrótce trybunał
Konstytucyjny rostrzygnie o konstytucyjności instytucji aseosra i wszystko
wskazuje na to, że instytucja to zostanie uznana za sprzeczną z ustawą
zasadniczą. A wtedy cały proces może zostać powtórzony.