Dodaj do ulubionych

Operacja na otwartym sercu - Guza

06.02.07, 23:05

Eugeniusza. Janecki zrobił ja bez znieczulenia.

mam na mysli Warto Rozmawiac z dnia wczorajszego, dzisiaj na Poloni powtorzone.

Co mial do powiedzenia E.Guz? - dzika lustracja:)
Obserwuj wątek
    • t-800 Re: Operacja na otwartym sercu - Guza 06.02.07, 23:05
      basia napisała:

      > Co mial do powiedzenia E.Guz? - dzika lustracja:)

      A tantiemy dla "GW" zapłacił?
      • basia Re: Operacja na otwartym sercu - Guza 06.02.07, 23:28
        t-800 napisał:

        > A tantiemy dla "GW" zapłacił?

        dobre :)

        ale, trzeba przyznac, twardy Guz, chociaz operacje przerwano.
        • minimal Re: Operacja na otwartym sercu - Guza 06.02.07, 23:30
          basia napisała:

          > t-800 napisał:
          >
          > > A tantiemy dla "GW" zapłacił?
          >
          > dobre :)
          >
          > ale, trzeba przyznac, twardy Guz, chociaz operacje przerwano.
          >
          >

          za slabe to bylo. osoby znajace temat w siodmym niebie. przecietny widz niczego
          nie zauwazyl. ale kierunek dobry.
          • basia Re: Operacja na otwartym sercu - Guza 06.02.07, 23:45
            minimal napisał:


            > za slabe to bylo. osoby znajace temat w siodmym niebie. przecietny widz niczego
            >
            > nie zauwazyl. ale kierunek dobry.

            eee, nocoty. Jak mozna bylo nie zauwazyc? Janecki delikatnie skalpelkiem nacial, spytal sie czy nie boli [o agentach cia], wiec wbil skalpelek glebiej. Fakt, krwi malo bylo, tetnicy nie ruszono.
            • minimal Re: Operacja na otwartym sercu - Guza 06.02.07, 23:46
              basia napisała:

              > minimal napisał:
              >
              >
              > > za slabe to bylo. osoby znajace temat w siodmym niebie. przecietny widz n
              > iczego
              > >
              > > nie zauwazyl. ale kierunek dobry.
              >
              > eee, nocoty. Jak mozna bylo nie zauwazyc? Janecki delikatnie skalpelkiem
              nacial
              > , spytal sie czy nie boli [o agentach cia], wiec wbil skalpelek glebiej.
              Fakt,
              > krwi malo bylo, tetnicy nie ruszono.
              >

              jak dla mnie za malo juchy, ale jak wspomnialem kierunek dobry. jeszcze pare
              takich akcji i "autorytety moralne" zaczna sie bac pojawiac na wizji hihhi :)
    • tomek6665 Re: Operacja na otwartym sercu - Guza 07.02.07, 06:25

      <<powrót

      Wszystko


      *CODZIENNIE I PRZEZ CAŁY CZAS*

      Kończymy, powiedział Igrek i runął kolanami na walizkę, która nie chciała się
      domknąć. – Co ty tam masz? – spytałem. A Igrek, nie przerywając ugniatania,
      powiedział: – Wszystko. Igrek ma 31 lat i wyjeżdża stąd na zawsze. Mam go
      podwieźć na lotnisko, bo Igrek nie ma samochodu, a „przecież nie będę jechał z
      tymi tobołami autobusem”. Jak nie będzie, to nie będzie.

      Przez całą drogę Igrekowi nie zamykały się usta. – Wiesz – mówił – tu jest
      ciasny łeb, ukiszony mózg, bracie. Popatrz na tych wszystkich facetów, na tych
      narcystycznych kretynów, na tych zakompleksionych nieudaczników. Skąd oni są?
      Kim są? Jakim cudem przeniknęli nam do życia? Przecież to jest najgorsze, co w
      tym narodzie. Agresywny kołtun, Dulska, Nikodem Dyzma i co tam jeszcze chcesz.
      Pozoranci pierwszej próby. Do tego rozmodleni, wiedzą tylko tyle, ile im
      proboszcz powiedział. Że, bracie, liść konopi to jest emblemat zbrodni, mówią.
      Albo że w kondomie są takie dziury, że wirusy przechodzą przez nie jak mrówka
      przez moją, nie przymierzając, obrączkę. No i ten, proszę ja ciebie,
      bazyliszek, który zjada teorię ewolucji na śniadanie i nawet nie ma wzdęcia.
      Czy ja muszę się z tym zmagać?

      Igrek jest impulsywny i sfrustrowany, łatwo się irytuje, nie rozumie, że może
      mu to wszystko, gdyby tylko chciał, zwisać dorodnym kalafiorem. Jest
      rewolucjonistą, który jak machnie dwie albo trzy lufy dla odprężenia, chce
      prowadzić cały bar na barykady, a na trzeźwo pocą mu się ze złości ręce.
      Załamuje je potem z byle powodu, nawet z takiego, że jak otwierają kilka
      kilometrów drogi, natychmiast zjawia się tam jeden z tych niewielkich wrogów
      Igreka i chwiali się sukcesem. – Ku.. – wrzeszczy wtedy Igrek, nie
      przebierając w słowach – po co on tam pojechał?! Po co gada te bzdury jak
      z „Misia”? Czy on potem, jak patrzy rano w lustro, widzi tam tego błazna, czy
      już nic nie widzi?! Czasem mówiłem Igrekowi, żeby sobie wypił waleriany, albo
      coś w tym guście, bo mu żyłka pęknie, ale on tylko zapalał papierosa i klął
      dalej.

      – Bo wiesz – ciągnął Igrek, gdy byliśmy już na Okęciu – to jest, stary, jak ze
      ścianą. Zejdź mi z drogi, mówisz jej, a ona stoi dalej w najlepsze i ani
      drgnie. Z nimi nie ma dyskusji, nie może być, bo to są nadajniki. Paranoicy,
      bracie, mówię ci, że paranoicy, przeżarci nienawiścią i agresją! Zaglądanie
      uczennicom do brzuchów, wsadzanie do pierdla politycznych wrogów, grzebanie
      ludziom w sumieniach, sercach, pościeli, a nawet w pamięci to jest, kochany,
      pryszcz. Tam – Igrek zarzuca łbem, wskazując inne piętro problemu – trzeba
      szukać, w tej namiętności do wyobrażeń, w miłowaniu małego formatu umysłowego,
      w ślepej wierze, że istnieje szablon istnienia, a wszyscy są tacy sami. Trzeba,
      mój drogi, szukać w tym lesie, w którym ci dorośli skauci rżną finką na drzewie
      napis: „Zakaz życia”. A ja chcę, bracie, właśnie pożyć.

      Z tarasu widokowego pomachałem Igrekowi białą chusteczką. Leć, przyjacielu,
      gdzie chcesz, to leć. Niech ci się wiedzie. Żyj. Niedługo się spotkamy.


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka