witek.bis
09.03.07, 11:12
Pani Joanna Lichocka-Bichniewicz upierała się wczoraj w Skanerze politycznym,
ze kiedy Grzegorz Żemek oskarżał PC i Kaczyńskich, to był niewiarygodny, bo
mógł sobie wtedy łgać. Jednak kiedy ten sam Żemek oskarżał "Jana Weiherta" i
"Marcina Waltera", to wiarygodny był, bo zeznając przed komisją weryfikacyjną
musiał mówić prawdę, a za łgarstwa groziło mu 8 lat więzienia. Wierzę na
słowo, że komisja weryfikacyjna rzeczywiście przesłuchała Żemka i że za
fałszywe zeznania groziło mu tyle a tyle lat odsiadki. Dlaczego miałbym nie
wierzyć? Pani Lichockiej-Bichniewicz za wprowadzanie w błąd 8 lat więzienia
nie grozi, ale i tak zakładam, że mówiła prawdę. Ale w takim razie dlaczego w
raporcie rewelacje Żemka znajdują odbicie jedynie w załączniku nr 9, w którego
nagłówku czytamy: "Zeznania Grzegorza Żemka, Sąd Okręgowy w Warszawie sygn.
akt VIIIK37/98 t. IV, akta tajne Przesłuchanie Grzegorza Żemka"? Po co
dołączono do raportu taki aneks, skoro wiadomo, że podczas zeznań w sądzie
Żemek mógł łgać ile wlezie?