Gość: OzRM
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
27.11.01, 12:09
W naszej obecnej kulturze zachodniej dochodzi do jakiegoś wielkiego zawirowania
socjalno-moralnego w dziedzinie seksu. Z jednej strony wybuchł, gdzieś w latach
70-tych, wielki proceder pedofilii, w tym w postaci specjalnej "turystyki
pedofilskiej", co zdawało się prowadzić do uznania pedofilii za
coś "normalnego". Z drugiej strony niektórzy ludzie, w tym dziennikarze, polują
na osoby publiczne, uwikłane w skandale, żeby ich zniszczyć na forum publicznym
i przy okazji dobrze zarobić. Podobnie, z jednej strony szeroko uprawomocnia
się homoseksualizm, a z drugiej zarzuca się go licznym osobom żyjącym w
celibacie, również z motywów religijnych. Trudno to wszystko wytłumaczyć. Jedno
jest pewne: upadek moralny kultury.
Troska czy przewrotność?
Owi nieszczęśni "łowcy skandali" obyczajowych napadają najchętniej na ludzi,
którzy coś znaczą w życiu publicznym: polityków, urzędników, aktorów, uczonych,
kapłanów. Czyni się to na większą skalę w USA, Anglii, Francji, Belgii, Italii,
a ostatnio także w Polsce. Do nas już dociera barbarzyńskie
amerykańskie "prawo" poniewierania każdą osobą oficjalną.
Tropiciele pedofilii wytwarzają szczególną atmosferę wokół dzieci. Tutaj poluje
się często na osoby bardziej religijne, kapłanów, zakonników. Wystarczy, że
dziecko wyjdzie z katechezy ostatnie lub zapłakane, by można było oskarżyć
katechetę o molestowanie seksualne. W niektórych krajach, np. w USA, nawet nie
potrzeba dowodów, wystarczy skarga dziecka na katechetę. W Ameryce oskarżają
duchownych katolickich najczęściej Żydzi, którzy dominują w środowisku
prawniczo-sądowniczym. Tak przynajmniej mówią polscy duchowni pracujący w USA,
choć boją się powtarzać to głośno. Sprawa z domniemanym molestowaniem dziecka
nie kończy się na samym sądzie: żąda się zapłaty za szkody moralne, nawet do
wysokości kilku milionów dolarów (płacą kurie biskupie) i wszystko rozgłasza
się w mediach. W ogóle wystarczy dziecko pogłaskać, przywitać serdecznie, dać
cukierka czy obrazek, pozwolić mu przytulić się, nie mówiąc już o pocałowaniu.
Za wszystko może być wysoka kara.
Na oskarżenia o pedofilię narażone są głównie znaczące osoby duchowne:
popularni katecheci, wzięci wychowawcy, biskupi katoliccy. Zarzuty takie nie
ominęły nawet ks. kard. Josepha L. Bernardina, w swoim czasie przewodniczącego
Episkopatu USA. Liczono na wielkie miliony dolarów. Ks. kardynał ledwo się
wybronił, choć niedługo potem przypłacił całą sprawę zawałem serca. Sprawa ks.
kard. Bernardina ma coś z tonacji polowania na polskie "odszkodowania" w
przypadku Jedwabnego.
Tak więc nie brak oskarżeń fałszywych. Ale ewentualnie i w prawdziwych nie
chodzi ani o dzieci, ani o moralność lecz o wyłudzenie pieniędzy, o zniszczenie
bardziej wpływowych działaczy kościelnych, o odstraszenie innych od pracy nad
młodzieżą, a przede wszystkim o kompromitowanie Kościoła katolickiego, zgodnie
zresztą z programem masonerii. Trzeba zauważyć, że już i w Polsce większość
księży nie chce pracować wśród młodzieży, żeby się nie narażać na różne krytyki
pod tym względem.
W USA bywają przypadki zgoła terrorystyczne. W latach 80. zdarzyło się, że
pewien biskup pomocniczy został oskarżony o pedofilię z czasów, gdy był
katechetą. Miał proces już jako biskup. Przegrał. Kuria musiała zapłacić trzy
miliony dolarów "moralnego" odszkodowania. Dopiero po 10 latach sumienie
ruszyło kobietę, którą miał rzekomo skrzywdzić jako dziecko. Wyznała, że to nie
była prawda, a do fałszywych oskarżeń namówił ją pewien prawnik. Przeprosiła.
Ks. biskup mówił: - Co mi z tego przyznania, zniszczyła mi zdrowie, życie,
większość ludzi uwierzyła w kłamstwo, być może ktoś przez to odszedł od
Kościoła, inni osłabli w moralności.
Podobnych przypadków było więcej. Nieskodyfikowane sądownictwo amerykańskie
bywa bardzo nieudolne i niesprawiedliwe. Fałszywym oskarżycielom nie można nic
zrobić. Odpowiadają, że bronili moralności.
Przemoc w rodzinie
Ataki są rozszerzane także na tradycyjne życie małżeńskie i rodzinne. Głosi
się - za Freudem - że głównym źródłem wykroczeń i zboczeń seksualnych jest
religia chrześcijańska. Wyśmiewa się tradycyjną naukę moralną, obowiązującą
przede wszystkim katolików, a więc: dziewictwo, celibat, czystość seksualną, a
także sakrament małżeństwa, jego nierozerwalność, wierność, jedyność partnera,
późne zaczynanie życia seksualnego, niestosowanie antykoncepcji (producenci
tych środków zarabiają miliardy dolarów), wstrzemięźliwość.
Trzeba pamiętać, że u podstaw takich poglądów leży teza Żyda austriackiego,
Zygmunta Freuda (zm. w 1939 r.), według którego popęd seksualny jest źródłem
całego, nieświadomego i świadomego, życia psychicznego. Jednocześnie znajduje
się on w stałym konflikcie z tradycyjną moralnością chrześcijańską. Według
Freuda, wszelkie tłumienie swobody i opanowywanie popędu seksualnego powoduje
zboczenia oraz indywidualną i społeczną patologię. W konsekwencji
chrześcijańska "ekonomia popędu seksualnego", zwłaszcza jej zakazy i nakazy,
jest w dużej mierze odpowiedzialna za zło w rodzinie: za brak miłości, za
przemoc, agresję, zwyrodnienia seksualne. Stąd i u nas w Polsce sączy się
powoli pogląd, że za wszelkie zło w rodzinach, za przemoc i zboczenia,
odpowiada w dużej mierze katolicka etyka seksualna, rzekomo błędna i
przestarzała.
Zresztą, ataki na religię suną niemal ze wszystkich stron. Neurobiolog, uczony
żydowski z Uniwersytetu Kalifornijskiego, Eric Altschuler dowodzi, że biblijna
Księga Ezechiela zrodziła się z "padaczki skroniowej" proroka ("Gazeta
Wyborcza", 16.11.2001). Inny przykład. Dokument "Opcja 2001 - przyszłość
polskich służb specjalnych" odrzuca etykę "jakiejkolwiek grupy wyznaniowej",
zwłaszcza katolickiej, "watykańskiej" i zabrania przyjmować do tych służb
katolików, bo przekonania religijne nie pozwolą "na realizację powierzonych
zadań" ("Nasz Dziennik", 26.10.2001). Czyżby autorzy dokumentu sugerowali, że
wywiad złożony z katolików nie zechce zabijać ludzi skrycie? Min. Zbigniew
Siemiątkowski, odpowiedzialny za ten tekst, powinien natychmiast zwolnić jego
autorów i sam odejść ze stanowiska, zanim "nauczą" nas, katolików polskich,
nietolerancji i nierównouprawnienia. Nowy rząd wraca do praktyk PZPR?
Jednak etyka chrześcijańska
Oczywiście, wykroczenia i przestępstwa na tle seksualnym wszędzie się zdarzają.
Dziś jest ich może nawet więcej niż kiedyś, wyjąwszy okresy wojen. Sprzyja temu
współczesna cywilizacja hedonistyczna, a w niej media, filmy, sztuka,
literatura, ogólny klimat moralny. Wszakże trzeba osądzać surowo nie tylko
poszczególnych dewiantów, lecz także i te czynniki, które zamiast tworzyć
kulturę, często sieją spustoszenie moralne. Przede wszystkim należy wykluczyć
motyw finansowy, atak na religię jako taką oraz nadawanie sprawom publicznego,
światowego wręcz rozgłosu. Czy naprawdę chciałbyś, żeby ktokolwiek z drogich ci
ludzi został ogłoszony przed całym światem jako przestępca i zboczeniec,
dlatego, że nie mógł zapłacić kilku milionów dolarów? Wprawdzie dziś kształtuje
się taka postać kultury, gdzie wyżej stawia się prostytutki i "prostytutów" niż
bohaterów, ale jest to ciężka choroba naszej cywilizacji, która świadczy o
nadchodzącej śmierci europejskiego Zachodu.
Jednak ciągle jeszcze i w takiej kulturze niszczenie ludzi publicznym
oskarżeniem jest możliwe. Rozgłaszający światu fałszywe pomówienia jawią się
nam jako terroryści duchowi. Przypomnijmy sobie, co zrobił młodszy syn Noego,
Cham, gdy jego ojciec upił się winem i leżał nagi w namiocie. Cham rozgłosił to
innym jako widowisko. Dopiero dwaj inni synowie "przykryli nagość ojca" (Rdz 9,
18-27). Trzeba mieć na względzie życie człowieka, dobro wychowawcze i pedagogię
społeczną (por. Cz.S. Bartnik, Pedagogia narodowa Prymasa Stefana Wyszyńskiego,
Lublin 2001). A temu nie służy wywlekanie wszelkich osobistych brudów na scenę
publiczną. Lud