Dodaj do ulubionych

Nocna zmiana

05.06.07, 08:57
Jak się wam film podobał ?? Ciekawie wygląda zderzenie tego co było z tym co
jest obecnie. Szczególnie zaskakujące okazują sie być poglady głoszone przez
niektórych polityków wtedy i dziś vide Pan Niesiołowski :))
Co sądzicie o tym co mówił Jacek Kuroń ? Dla mnie jego wystąpienie jest bardzo
zastanawiające. Z jednej strony facet budzi szacunek tym co zrobił w walce z
komuną, a z drugiej strony wciska społeczństwu takie kity.
Moim zdaniem ten film pokazuje kim tak naprawdę są ci, którzy teraz tak walczą
z lustracją i ci którzy chcą teraz "bronić demokracji" przed Kaczyńskimi.
Obserwuj wątek
    • hummer Mało było o Marcinkiewiczu 05.06.07, 08:57
      Premierze na IV lata. Prezydencie Warszawy.
      • bazyl328 Re: Mało było o Marcinkiewiczu 05.06.07, 09:08
        Gdy kręcono ten film, to o Marcinkiewiczu nikt jeszcze nie słyszał, on wtedy nie
        był nawet "politycznym bobasem" :))
        • m.rycho Re: Mało było o Marcinkiewiczu 05.06.07, 09:10
          Ten film to po prostu propagandowy kit zrobiony przez zawodowego kłamcę.
          Pokazuje tyle prawdy o tamtych wydarzeniach co "Stawka większa niż życie" o
          Abwehrze.
          • mistrz_cietej_riposty Re: Mało było o Marcinkiewiczu 05.06.07, 09:13
            taaak? nie bądź śmieszny :)

            żydo-komuna kóra wystawiła durnia na przywódcę robiła co chciała - jej czasy
            dobiegły końca!
          • remekk Re: Mało było o Marcinkiewiczu 05.06.07, 09:23
            m.rycho napisał:

            > Ten film to po prostu propagandowy kit zrobiony przez zawodowego kłamcę.
            > Pokazuje tyle prawdy o tamtych wydarzeniach co "Stawka większa niż życie" o
            > Abwehrze.
            Czyli jak wnioskuję z Twojego postu - wiekszośc to kłamstwa .
            Wymień nam z łaski swojej owe kłamstwa ... .
        • hummer Re: Mało było o Marcinkiewiczu 05.06.07, 09:10
          bazyl328 napisał:

          > Gdy kręcono ten film, to o Marcinkiewiczu nikt jeszcze nie słyszał, on wtedy ni
          > e
          > był nawet "politycznym bobasem" :))

          Skoro ty słyszałeś to może wyjaśnisz dlaczego najlepszy rząd upadł? :)
          • bazyl328 Re: Mało było o Marcinkiewiczu 05.06.07, 09:20
            hummer napisał:

            >
            > Skoro ty słyszałeś to może wyjaśnisz dlaczego najlepszy rząd upadł? :)
            >

            Obejrzyj film to będziesz wiedział dlaczego rząd Olszewskiego upadł ;)
            • hummer Re: Mało było o Marcinkiewiczu 05.06.07, 09:55
              bazyl328 napisał:

              > hummer napisał:
              >
              > >
              > > Skoro ty słyszałeś to może wyjaśnisz dlaczego najlepszy rząd upadł? :)
              > >
              >
              > Obejrzyj film to będziesz wiedział dlaczego rząd Olszewskiego upadł ;)

              Mnie bardziej ciekawi dlaczego upadł rząd Marcinkiewicza. Gospodarka w rozkwicie. Zero problemów, zero strajków i nagle pach. Ten Pan nie jest już premierem. Może kiedyś taki film powstanie?
              • bazyl328 Re: Mało było o Marcinkiewiczu 05.06.07, 09:59
                hummer napisał:
                >
                > Mnie bardziej ciekawi dlaczego upadł rząd Marcinkiewicza. Gospodarka w rozkwici
                > e. Zero problemów, zero strajków i nagle pach. Ten Pan nie jest już premierem.
                > Może kiedyś taki film powstanie?
                >

                Może i powstanie, nie wiem, ale my tutaj nie o tym dyskutujemy.

                EOT
      • 1normalnyczlowiek To ci,którzy oblali maturę, też piszą na FK??? 05.06.07, 09:40
        hummer napisał: Mało było o Marcinkiewiczu

        ---> Najpierw zdobądź jakiekolwiek wykształcenie i wiedzę, a dopiero później
        zabieraj głos. Wolność słowa, to również wolność od głupoty.
    • remekk Re: Nocna zmiana 05.06.07, 09:05
      Kuroń w latach najgorszego zamordyzmu stalinowskiego wspierał ten system -
      degenerując jednocześnie polską młodzież .
      Potem korzystjąc z pozycji jaka sobie i swojej frakcji "wynegocjował" opluwał
      tych co w latach stalinoizmu walczyli z tym systemem z bronia w ręku ... .
      • wos9 Re: Nocna zmiana 05.06.07, 09:28
        Żadne - nawet najbardziej "czerwone" harcerstwo nie degenerowało
        młodzieży. Tak może napisać tylko człowiek, który nigdy nie był harcerzem, a o
        harcerstwie Kuronia nic nie przeczytał.
        I robisz za duży przeskok - do lat 50-tych do okrągłego stołu". A w tzw.
        międzyczasie Kuroń przesiedział za działalność opozycyjną 7 lat w więzieniu,
        podczas gdy wielu, bardzo wielu innych dzisiejszych jego opluwaczy spokojnie w
        tym czasie się uczyło, robiło kariery...
        To, co powiedział w tym filmie o lustracji w wykonaniu Macierewicza,
        potwierdziłby zapewne i przy obecnej koncepcji realizowanej - nomen omen -
        przynajmniej przy współpracy tegoż Macierewicza.
        • scoutek Re: Nocna zmiana 05.06.07, 09:39
          wos9 napisała:
          > To, co powiedział w tym filmie o lustracji w wykonaniu Macierewicza,
          > potwierdziłby zapewne i przy obecnej koncepcji realizowanej - nomen omen -
          > przynajmniej przy współpracy tegoż Macierewicza.

          pamietam jak Jacek Kuron plakal (!!!), gdy dowiedzial sie, ze na swojej liscie
          Macierewicz umiescil niewinna Grazyne Staniszewska, w glowie mu sie nie moglo
          pomiescic jak mozna bylo tak skrzywdzic znana opozycjonistke
          • wos9 Re: Nocna zmiana 05.06.07, 10:00
            scoutek napisała:

            > wos9 napisała:
            > > To, co powiedział w tym filmie o lustracji w wykonaniu Macierewicza,
            > > potwierdziłby zapewne i przy obecnej koncepcji realizowanej - nomen omen
            > -
            > > przynajmniej przy współpracy tegoż Macierewicza.
            >
            > pamietam jak Jacek Kuron plakal (!!!), gdy dowiedzial sie, ze na swojej
            liscie
            > Macierewicz umiescil niewinna Grazyne Staniszewska, w glowie mu sie nie moglo
            > pomiescic jak mozna bylo tak skrzywdzic znana opozycjonistke
            >
            Bo to żadnemu przyzwoitemu człowiekowi nie mogło się pomieścić w głowie.
            Szalony z nienawiści człowiek układał tę listę.
        • 1normalnyczlowiek Kuroń nie był bezinteresowny - więc zmyślał 05.06.07, 09:56
          wos9 napisała:
          > To, co powiedział w tym filmie o lustracji w wykonaniu Macierewicza,
          > potwierdziłby zapewne i przy obecnej koncepcji realizowanej - nomen omen -
          > przynajmniej przy współpracy tegoż Macierewicza.

          ---> J.Kuroń tak wtedy mówił o "liście Macierewicza":
          "Stek kłamstw...", "... znajdźmy tych sędziów, którzy rozstrzygną kto był a kto
          nie był agentem ..."

          A jak było naprawdę widzimy tu:

          "W ostatni czwartek, po tygodniowej zwłoce, opublikowano projekt ustawy
          uchwalonej przez komisję pod przewodnictwem posła Pęka. W opinii potocznej
          komisja ta miała zajmować się przygotowaniem ustawy lustracyjnej. W istocie jej
          projekt, ma na celu uniemożliwienie lustracji i co więcej, wprowadzenie na nowo
          cenzury uniemożliwiajacej podawanie informacji o agenturalnej przeszłości ludzi
          aspirujacych do najwyższych urzędów Rzeczpospolitej. Przesądza o tym art. 31 p.
          3. i 4. projektu ustawy, nakładający kary więzienia, - nawet do 10 lat - za
          publikowanie informacji o agenturze.

          Oznacza to, że ustawa przygotowana przez p. Pęka, Lityńskiego i innych
          koncentruje się na ochronie dobrego imienia donosicieli, zamiast chronić interes
          państwa, i obywateli. Należy się spodziewać, że komunistyczny sejm uchwali tę
          ustawę a UOP i policja, gdzie wciąż dominują pracownicy b. SB z radością zaczną
          wsadzać do więzienia wszystkich, którzy ośmielą się przypominać zbrodniczą
          przeszłość dzisiejszych dygnitarzy.

          Tak to zabezpieczają się byli komuniści i ich sojusznicy w przeddzień wejścia
          Polski do NATO i uwolnienia się od gorsetu sowieckich zakazów i nakazów.
          Póki więc jeszcze ustawy tej nie uchwalono, publikujemy dane zawarte w tzw.
          "liście Macierewicza" i tzw. "liście Milczanowskiego".

          Obie te nazwy są oczywiście umowne.

          Ta pierwsza jest w istocie listą powstałą na zadanie uchwały sejmu z 28 maja
          1992 r. Minister Antoni Macierewicz był jej wykonawcą i po dostarczeniu przezeń
          pierwszej partii nazwisk został wraz z całym rządem odwołany przez koalicję
          strachu składajacą się z SLD-UW i PSL przy wsparciu Lecha Wałęsy.

          Na liście tej znalezli się tylko ci ówczesni dostojnicy, którzy odnotowani byli
          z całkowitą pewnością w archiwach MSW jako tajni współpracownicy Urzędu
          Bezpieczeństwa lub Służby Bezpieczeństwa.

          Inaczej wygląda sprawa z tzw. "listą Milczanowskiego". O jej istnieniu
          wiedzieli tylko zaufani ludzie spośród polityków, "okrągłego stołu", którym dane
          te pokazywał Milczanowski. "

          " Tymczasem po porównaniu tych list okazuje się, że 90% nazwisk przekazanych
          przez Macierewicza znajduje się także na liście Milczanowskiego. Różnica zaś
          wynika stąd, że Macierewicz potrafił zmusić pracowników wywiadu do przekazania
          danych z ich archiwów, tak więc na jego liście znaleźli się także donosiciele z
          wywiadu. Podkreślmy, że nie chodzi tu o obywateli innych krajów pracujących dla
          wywiadu PRL, lecz o tajnych współpracowników wywiadu związanego z sowietami,
          którymi byli tylko polscy obywatele zajmujący obecnie wysokie stanowiska. "

          www.polonica.net/Konfidenci.htm
          ---> Czy osoba aspirująca do miana dziennikarki jest zwolniona z obowiązku
          dochowania rzetelności w ocenie faktów?
        • remekk Re: Nocna zmiana 05.06.07, 12:36
          > Żadne - nawet najbardziej "czerwone" harcerstwo nie degenerowało
          > młodzieży.
          No pewnie werbowanie młodziezy pod szczytnymi hasłami harcerstwa do popierania
          zbrodniczego systemu to czysta moralnośc - "moralnego" ałtoriteta .
          Kiedy ta frakcja pokłóciła się o łup z wczorajszymi towarzyszami - rzeczywiscie
          działał w opozycji doznając wiele krzywd typowych dla tego plugawego systemu .
          Choc moim zdaniem epatowanie tym co zrobili mu współwiężniowie z trybuny
          sejmowej nie było w dobrym tonie .
          Kuroń z powodu swej działalnosći opozycyjnej - nie robił kariery , nie uczył się
          ale poetm "wynegocjował" swojej frakcji taka pozycje , ze sam został pomimo
          kompletnego braku kompetencji ministrem .
          Tak jak oplucie prawdziwych bohaterów przez osobe zaangażowanąratak tez obrona
          SBków była kontynuacją jego wczesniejszych "negocjacji" ... .
    • mistrz_cietej_riposty Re: Nocna zmiana 05.06.07, 09:11
      bardzo odbry program!

      super... teraz wiem że Kuroń , Geremek , Wałęsa to zwykłe SZM.....TY!!!!

      ZDRAJCY NARODU!!!!!
    • 3promile Re: Nocna zmiana 05.06.07, 09:18
      "(...)Dla kontrastu jako gorącego zwolennika rządu przedstawiono Jarosława
      Kaczyńskiego. W rzeczywistości dążył on do poszerzenia koalicji rządowej o tzw.
      "Małą koalicję" (UD, KLD, PPG), przez co był skonfliktowany z Olszewskim. Gdy
      misję sformowania nowego rządu otrzymała Hanna Suchocka Jarosław Kaczyński
      czynił starania o wejście Porozumienia Centrum do koalicji rządowej. Nie udało
      się to ze względu na osobę Adama Glapińskiego, której nie chciała zaakceptować
      nowa premier. Nie mniej jednak kwestia ta doprowadziła do ostatecznego
      poróżnienia Kaczyńskiego z Olszewskim i były premier odszedł z partii.(...)"
    • rydzyk_smigly Okiem świadka, bez propagandowego kaczego picu 05.06.07, 09:26
      i przekłamań.
      kuczyn.com/papers/sluzba/opowiesc_20051005.pdf
      • 3promile Re: Okiem świadka, bez propagandowego kaczego pic 05.06.07, 09:29
        Daj spokój, Kuczyński jest z układu! Przecież pan Kaczyński chciał, tylko że mu
        nie pozwolili! Ostatnio też chciał, i znowu klops. Ciekawe, że nikt nie zapyta,
        dlaczego Kaczyński po raz drugi zrobił wszystko, co w jego mocy, żeby ustawę
        uwalono, a on potem mógł powiedzieć, że chciał dobrze, ale mu nie pozwolili?
      • kiko5 Tak, to przecież film - reportaż o kulisach 05.06.07, 09:33
        i prawdziwych intencjach!!
        To niezbity dowód na to - kto jest kto!!
        • 1tomasz1 Re: Tak, to przecież film - reportaż o kulisach 05.06.07, 09:36
          he i oni się dali sfilmować jak knują??? Byli aż tacy naiwni? I do tego komu się
          dali sfilmować... Kurskiemu. hmmmmm ;))))
          • rydzyk_smigly Kur...ski wykorzystał 05.06.07, 09:38
            w dużej części filmu materiały nagrywane przez kancelarię Wałęsy. Tam nie ma
            nic tajemnego, jest tylko odpowiedni montaż - jak to u Kur....skiego. Jak
            widać - ciemny lud kupił.
            • 1tomasz1 Re: Kur...ski wykorzystał 05.06.07, 09:42
              I dali mu te supertajne materiały dotyczące zamachu stanu i obalenia najlepszego
              rządu III (tfu) RP????
        • rydzyk_smigly Naturalna blondynka czy tleniona? nt 05.06.07, 09:39

        • kiko5 Re: Tak, to przecież film - reportaż o kulisach 05.06.07, 09:40
          Przerażeni widmem lustracji i dekomunizacji targowiczanie zawarli pakt z
          diabłem , no i udało się porządzić jeszcze lat naście. Teraz znowu
          propagandowa hucpa i teatr nienawiści w wielu aktach i na różne sposoby się
          odbywa. A wszystko po to, by utrzymać stare układy , uniknąć kompromitacji
          i zachować władzę!
          • 1tomasz1 Re: Tak, to przecież film - reportaż o kulisach 05.06.07, 09:43
            A teraz mi wyjaśnij dlaczego Kaczyńscy nie chcą lustracji?
            • kiko5 Re: Tak, to przecież film - reportaż o kulisach 05.06.07, 10:06
              coś ci się myli....
              • 1tomasz1 Re: Tak, to przecież film - reportaż o kulisach 05.06.07, 10:07
                kiko5 napisała:

                > coś ci się myli....

                Co?
      • kon.by.sie.usmial Re: Okiem świadka, bez propagandowego kaczego pic 05.06.07, 10:02
        rydzyk_smigly napisała:
        > i przekłamań.
        > kuczyn.com/papers/sluzba/opowiesc_20051005.pdf

        Opowieść o upadku rządu Jana Olszewskiego
        DWUDZIESTY DRUGI KWIETNIA 1992 roku, wtorek.
        Przed południem rozpoczęło się w Urzędzie Rady Ministrów ostatnie - jak się
        okazało -
        zebranie liderów dziesięciu partii (siedmiu należących do koalicji rządowej - i
        trzech do
        tak zwanej małej koalicji utworzonej przez Unię Demokratyczną, Kongres
        Liberalno-
        Demokratyczny i Polski Program Gospodarczy). Trwało, przy drzwiach zamkniętych,
        do
        czwartej, bez przecieku. - Skoro trwa tak długo, mimo że poprzedniego dnia
        ustalono, iż
        trzeba ostatecznie przesądzić o losie wielkiej koalicji, to - myślałem - może
        coś wyjdzie.
        Byłem w domu; koło czwartej wezwano mnie do siedziby UD. Ktoś, otwierając mi
        drzwi,
        powiedział krótko - "klops".
        Jan Olszewski zaprzepaścił wyjątkową szansę, jaką było zawiązanie pod jego
        kierownictwem koalicji dziesięciu partii. Była to jedyna okazja utworzenia w
        ówczesnym
        parlamencie stabilnej większości dla sprawniejszego rządzenia krajem. Olszewski

        zaprzepaścił, bo bał się utraty samodzielności na rzecz nowych koalicjantów i
        na rzecz
        Jarosława Kaczyńskiego, swego wcześniejszego protektora z Porozumienia Centrum.
        Był
        to lęk przesadny, silnie podtrzymywany przez bliskich premierowi ludzi. (...)
        Unia wyrusza na wojnę
        DWUDZIESTY TRZECI MAJA, sobota.
        Zebrało się prezydium Unii Demokratycznej (...). Członkom prezydium brzmiało
        jeszcze
        w uszach "pożegnalne" przemówienie Jana Parysa w Sejmie, mającym zaraz potem
        głosować nad dymisją ministra, a jeszcze bardziej wystąpienie Olszewskiego,
        który
        wniosek o dymisję Parysa uzasadniał. Oba wystąpienia były bardzo agresywne wobec
        Wałęsy. Mazowiecki dopatrzył się w nich lekceważenia interesów państwa i
        przewidywał, że teraz prezydent będzie energiczniej dążył do obalenia rządu.
        Dodał, że
        ZChN rozważa cofnięcie poparcia dla Olszewskiego, jeżeli konflikt z Belwederem
        będzie
        się zaostrzał.
        Jednak, gdy kilka dni później Wałęsa cofnął zaufanie rządowi, ZChN pozostało
        przy
        premierze. Był więc pat, sytuacja niejasna i wobec tego brakowało jasności w
        naszych
        głowach. Unia nie miała dobrego ruchu. Lityński powiedział jednak, że po
        przemówieniu
        Olszewskiego musimy zgłosić wniosek o odwołanie rządu. - Musimy - tłumaczył -
        zrobić
        to, zanim podobny wniosek zgłosi prezydent, żeby uniknąć wrażenia "małpowania"
        Wałęsy i zarzutu, że zachowujemy się jak jego dworacy. Na to zawsze byliśmy
        uczuleni
        (...).
        DWUDZIESTY CZWARTY MAJA, niedziela.
        Jak zwykle o godzinie jedenastej, w ratuszu na placu Bankowym rozpoczęły się
        obrady
        Rady Unii Demokratycznej, podczas których miała być podjęta uchwała o tym, że
        rząd
        Olszewskiego powinien ustąpić. Spotkanie miało też zademonstrować, że Mazowiecki
        pozostaje niekwestionowanym liderem partii i jej ewentualnym kandydatem na
        premiera.
        W czwartek zaprosiłem do siebie do domu Halla i Syryjczyka, żeby przedyskutować
        mowę Mazowieckiego, uchwałę Rady i inne sprawy. Projekt uchwały według ustaleń z
        tego spotkania przygotował Hall i po przeróbce, jaką mi zlecono, zatwierdziło
        prezydium.
        W Sejmie tymczasem trwał burzliwy tydzień. Jego osią był konflikt rządu z
        prezydentem.
        Po niekorzystnym dla Parysa orzeczeniu komisji sejmowej pod przewodnictwem
        Bentkowskiego, Parys złożył dymisję. Olszewski przyjął ją jednak z grymasami, by
        wiedziano, że ugina się przed belwederskim dyktatem. Potem ujawnił się trwający
        już
        jakiś czas spór o traktat polsko-rosyjski, który Wałęsa miał podpisać w
        Moskwie. Spór
        ten z winy rządu i prezydenta nabrał posmaku gorszącej afery rozgrywanej na
        oczach
        świata. Krótko mówiąc - między Alejami Ujazdowskimi a Belwederem trwała kanonada
        na całego.
        DWUDZIESTY SIÓDMY MAJA, środa.
        Zebrało się najpierw prezydium Unii, a potem - drugi raz od powołania - Rada
        Małej
        Koalicji. Radę Koalicyjną poprzedziło zebranie Klubu Unii. (...) Obrady klubu
        otworzył
        Geremek. Postawił trzy pytania: czy wnosimy o odwołanie rządu, czy można będzie
        powołać nowy rząd, jakie zajmiemy stanowisko w sprawach budżetu? W tej ostatniej
        sprawie przeważył pragmatyzm - głosujemy za budżetem. W sprawie odwołania rządu
        głosy były podzielone (...). W głosowaniu zdecydowana większość klubu poparła
        zgłoszenie wniosku o wotum nieufności, według schematu "za budżetem, przeciw
        rządowi" (...).
        DWUDZIESTY ÓSMY MAJA, czwartek.
        Dzień, który przeszedł do historii. Tego dnia szef Unii Polityki Realnej poseł
        Janusz
        Korwin-Mikke, oryginał, bardzo inteligentny, ale często zachowujący się
        niemądrze,
        zgłosił projekt uchwały o ujawnieniu agentów UB i SB, Sejm zaś projekt
        uchwalił, nie
        dopuściwszy, w atmosferze tumultu, do debaty. Zaskoczenie było zupełne, kluby
        przeciwne uchwale nie zdążyły uzgodnić stanowisk ani się zmobilizować. W Unii
        dominował sprzeciw wobec uchwały, ale na przykład Hall, który ją krytykował,
        oddał
        głos co prawda wstrzymujący się, ale robiący quorum. Tymczasem projekt
        przeszedł przy
        prawie pustej sali. Wystarczyło, żeby jeszcze trzech posłów nie głosowało i
        historia
        potoczyłaby się inaczej.
        Nagle znaleźliśmy się w Polsce u progu dekomunizacji. W następnych dniach
        rzeczywiste problemy kraju zeszły na daleki plan. Jeden z czytelników, dzwoniąc
        do
        "Telefonicznej opinii publicznej" w "Gazecie Wyborczej", powiedział z
        przenikliwą
        trafnością, że było to tak, jakby wrzucono granat do szamba. Po przegłosowaniu
        uchwały
        z galerii dla wyższych urzędników zbiegł Naimski, szef UOP, mówiąc głośno do
        towarzyszącego mu mężczyzny: "to jest to", po czym niemal pobiegli do wyjścia.
        DWUDZIESTY DZIEWIĄTY MAJA, piątek,
        o 9 rano zebrało się prezydium UD, a potem Rada Koalicyjna. Po obradach
        prezydium,
        gdy w klubowym pokoju zostali Mazowiecki, Konopka i ja, obecny też Rokita
        powiedział, że udało mu się przez kogoś zaufanego dostać (...) projekt ustawy
        dekomunizacyjnej, opracowany w gabinecie Macierewicza. Był to wydruk
        komputerowy,
        bez dwóch ostatnich stron. Treść porażała - na zawsze pozbawieni mieli być
        wszelkich
        stanowisk państwowych wszyscy, którzy kiedykolwiek pełnili najmniejsze choćby
        funkcje kierownicze w PZPR, ZSL, SD, ZMP, ZMS, ZMW i tak dalej. To mogła być
        czwarta część Polski albo i więcej.
        Powiedziałem, że ten materiał powinien zostać bez zwłoki ogłoszony. Rokita się
        od razu
        zgodził, pod warunkiem pełnej dyskrecji, jeśli chodzi o źródło. Mazowiecki się
        wahał.
        Sądził, że publikacja dokumentu zaogni sytuację i popchnie rząd oraz
        Macierewicza do
        pójścia na całego. Uległ jednak po dłuższych naciskach wszystkich obecnych.
        Wyrwałem
        prawie dokument Rokicie z rąk i od razu go wepchnąłem głęboko za pazuchę. (...).
        Umówiłem się koło "Gazety", by nie kojarzono dokumentu z moją obecnością (...).
        Dokument wydrukowano w poniedziałek jako sensację dnia, na pierwszej stronie, z
        komentarzem.
        TRZYDZIESTY MAJA, sobota.
        Sytuacja była coraz paskudniejsza, położenie Unii i Małej Koalicji się
        komplikowało. W
        piątek po zebraniu Rady Koalicyjnej wysmażono w końcu wniosek o dymisję rządu i
        Rokita złożył go marszałkowi Zychowi. Kości zostały rzucone. Złożenie wniosku
        skonsolidowało jednak partie rządowe, mimo że niektóre dopiero co same
        energicznie
        premiera podkopywały. Zadecydowała zapewne wola, żeby inicjatywy nie oddać Unii.
        Sześć partii rządowych, które rozlazły się już po kątach, zebrało się więc, by
        ustalić
        wspólne stanowisko w głosowaniach nad budżetem i nad wnioskiem o odwołanie
        rządu.
        Premier Olszewski natomiast, czując, że zagrożenie jest tuż, nasilił próby
        kupienia KPN.
        Konfederacja postawiła dobrze pomyślane dla jej interesu warunki. Zażądała
        Ministerstwa Obrony dla Moczulskiego oraz Sprawiedliwości i Łączności, do tego
        12
        stanowisk wiceministerialnych, w tym urzędu sportu i turystyki (wpływ na
        młodzież),
        posady likwidatora RSW i szefa Komitetu do spraw Niepełno
        • kon.by.sie.usmial Re: Okiem świadka, bez propagandowego kaczego pic 05.06.07, 10:09
          Niepełnosprawnych. (...)
          W sobotę wieczorem zadzwonił Mazowiecki, żebym do niego przyjechał. Ściągnął też
          Jacka Ambroziaka, bo będąc poza tym polityczno-sejmowym kotłem, mógł mieć inne
          spojrzenie. Mazowiecki chciał wiedzieć, co ma robić, czy naciskać Wałęsę, żeby
          energiczniej obalał rząd, czy nie, a jeśli tak, to jakie działania mu podsunąć.
          (...)
          Atmosfera była ciężka. Byliśmy zmęczeni tygodniami jałowych rozmów i
          przygnębieni wzbierającą falą dekomunizacyjnej, brudnej piany. Uchwała o
          agentach wzburzyła Mazowieckiego jak żadna sprawa od dawna. Sejm jawił mu się
          jako rozszalałe, niemądre zbiorowisko, które daje się zmanipulować byle
          dziwakowi. Wyczuwałem, jakby Mazowiecki zaczął poważnie rozpatrywać wariant
          prezydent - premier, jako ostateczną zaporę przed sejmową "szajbą". Nawet go o
          to wprost zapytałem, ale nie dał jasnej odpowiedzi, co znaczy, że podejrzewałem
          trafnie. Rysowały się dwa wyjścia. Po pierwsze nierobienie niczego, przegranie
          wniosku o odwołanie rządu i przygotowanie Unii na przyjęcie tej porażki. Już
          zresztą doświadczenia z przyjmowaniem porażek mieliśmy. Można było ją potem
          zdyskontować, gdyby rząd dalej brnął w ślepą uliczkę. "Podwariantem" było
          wycofanie wniosku o dymisję rządu, jeśli Olszewski zrekonstruowałby gabinet,
          dobierając KPN. Można by powiedzieć, że wniosek stracił rację bytu - tak
          sugerował Mazowiecki, bo rząd zyskał większość. Wtedy - mówił też - można by
          głosować przeciwko budżetowi według schematu - budżet niezły, ale rząd jeszcze
          gorszy, bo z dodaniem KPN.
          Drugim wyjściem było namówienie Wałęsy na proponowane przez szefa PSL spotkanie
          dwóch "trójek" (UD - KLD - PPG i ZChN - PSL - PL), ale wtedy byłoby pewne, że
          Mazowiecki rządu tworzył nie będzie, iż znajdziemy się w pozycji
          podporządkowanej Belwederowi, czyli zaczniemy przybliżać się do
          wariantu "prezydent - premier". Dalsze rozmowy z poszczególnymi partiami były
          bezcelowe. Rozmawiały już wszystkie ze wszystkimi na wszystkie tematy, i
          zaczynało to budzić mdłości, bo codziennie prawie trzeba było zmieniać poglądy.
          Nie zdecydowaliśmy, które wyjście przyjmujemy. Zadecydował sam Mazowiecki;
          został w Warszawie do poniedziałku, by rozmawiać z Wałęsą. W sobotę, gdy od
          niego wychodziłem, szepnął mi, zachowując dyskrecję wobec Ambroziaka, by może
          zatrzymać druk dekomunizacyjnej ustawy w "Gazecie", bo jest szansa zablokowania
          uchwały o agentach. Mylił się, a ja tekstu nie wycofałem.
          TRZYDZIESTY PIERWSZY MAJA, niedziela.
          Około drugiej zjawił się przed naszym domem R. z "Gazety". Chciał się upewnić,
          że materiał, który dostali w sobotę, jest prawdziwy. Powiedziałem mu, że
          pochodzi od Rokity i że ma to zachować tylko dla siebie, ujawniając jedynie, iż
          materiał ma ode mnie (...). Powiedział, że wydrukują pełny tekst ustawy z
          informacją na pierwszej stronie i z komentarzem Ewy Milewicz, czyli maksymalny
          akord. PIERWSZY CZERWCA, poniedziałek.
          W "Gazecie Wyborczej" na pierwszej stronie projekt ustawy dekomunizacyjnej,
          pomysł z domu wariatów albo wprost od bolszewików. "Najjaśniejsza" okazywała
          się nie taka jasna, a na dodatek zaczynało jej brzydko pachnieć
          z "najjaśniejszego ust pąkowia". A tu jeszcze Tymiński ściągał do kraju, żeby,
          jak zapowiadał, "rozstawiać chorągwie do ostatecznej walki z udokomuną, a
          wiadomości o Polsce czerpał telepatycznie przez czwarty wymiar". Jak niewiele
          trzeba, żeby ogłupić tłumy ludzi? Przecież setki tysięcy głosowało
          na "porąbanego", jak mawiała slangiem młodzieżowym Natalia, moja
          najmłodsza córa. Rano Mazowiecki był u Wałęsy, ale przez telefon nie chciał
          wiele powiedzieć. Rozmowa była lepsza niż w czwartek, gdy był u prezydenta z
          Janem Krzysztofem Bieleckim, co zostało mu wciśnięte przez liberałów i
          niektórych naszych unionistów z Prezydium. Prezydent powiedział, że pójdzie na
          konwent seniorów i będzie domagał się dymisji rządu. (...) Chciał przeciągnąć
          na swoją stronę KPN, ale tutaj kłodą był Moczulski domagający się dla siebie
          stanowiska ministra obrony. Wałęsa gotów był pójść nawet na to. - Na cztery
          miesiące, Panie Tadeuszu - mówił Mazowieckiemu podczas jednego z ich spotkań.
          (...) Mazowiecki zgadza się na Pawlaka. Zbliżamy się do wydarzenia, które
          zadecydowało o upadku rządu Olszewskiego, do zgody Unii na Pawlaka jako
          ewentualnego następnego premiera. Podsumujmy to, co wydarzyło się wcześniej. Po
          utworzeniu Małej Koalicji Wałęsa zaczął wskazywać na Mazowieckiego jako na
          jednego z kandydatów na przyszłego premiera. Żeby jednak mieć furtkę w innym
          kierunku, a właściwie we wszystkich kierunkach, dodał do towarzystwa
          Andrzeja Olechowskiego. Sądzę, że Wałęsa chciał tym ruchem przybliżyć do siebie
          Unię, w której nurt zwolenników Mazowieckiego był silny, i całą małą koalicję,
          w której z kolei Unia odgrywała główną rolę. Powstanie małej koalicji
          dostarczyło prezydentowi kawałka twardego gruntu, na którym można było
          przygotować rozstrzygającą ofensywę przeciwko Olszewskiemu. Wcześniej był
          bezradny. Wystawienie Mazowieckiego - o którym Wałęsa być może myślał poważnie
          jako następcy Olszewskiego - dało korzystny dla prezydenta rezultat. Mała
          Koalicja zbliżała się do Belwederu, teraz popychana też przez osobiste
          zainteresowanie lidera Unii. Pokusa ponownego kierowania rządem na pewno nie
          przysłaniała Mazowieckiemu wszystkiego - co się wkrótce okazało - ale miała
          swoje znaczenie. Po zbliżeniu do siebie małej koalicji - a było ono tak
          szybkie, że odczuwaliśmy niesmak, niezręczność sytuacji, niepokój, czy aby nie
          zostaniemy prezydenckimi satelitami -
          Wałęsa zaczął przekonywać do obalenia rządu także KPN i SLD. Żeby jednak mieć
          pewność powodzenia, trzeba było wyrwać choćby jedną cegłę z fundamentu
          podtrzymującego rząd Olszewskiego. Cegłą najwątlejszą, najłatwiejszą do
          obruszenia,
          było niewątpliwie PSL, kierowane przez złaknionego władzy, młodego, ambitnego
          polityka, grające na wszystkie strony - obrotowe, jak mawiano - i skłonne do
          współpracy
          z Belwederem.
          Zabiegi Wałęsy wokół PSL nasiliły się po jego powrocie z Moskwy, gdzie
          towarzyszył
          mu Bronisław Geremek. Wśród identyfikującego się z Geremkiem nurtu w Unii pomysł
          sojuszu z PSL dla obalenia - wyjątkowo przez ten nurt niecierpianego - rządu
          Olszewskiego (i w tym kontekście kandydatura Pawlaka na premiera) pojawił się
          podczas
          dramatycznego posiedzenia prezydium 9 maja. Doszło na nim do ostrej
          kontrowersji o
          osobę Mazowieckiego jako kandydata na premiera. Pawlaka miał zaproponować
          Rokita,
          ale w niezręczny sposób wyprzedził go Frasyniuk i sprawa spaliła wtedy na
          panewce. Jest
          mało prawdopodobne, by nie była uzgodniona z Geremkiem, bo wtedy Rokita
          uzgadniał
          z nim ważne posunięcia. Nie można też wykluczyć - choć dowodu na to nie ma - że
          podczas podróży do Moskwy Geremek i Wałęsa rozmawiali o wykorzystaniu PSL i
          Pawlaka jako dźwigni wysadzającej rząd Olszewskiego. Ze względu na ostrą wtedy
          kontrowersję w kierownictwie Unii co do osoby Mazowieckiego jako kandydata na
          stanowisko premiera niepokoiła nas obecność Geremka w delegacji jadącej z
          Wałęsą (...).
          Gdy we wtorek, 2 czerwca, spotkaliśmy z Pawlakiem i Mikołajem Kozakiewiczem,
          marszałkiem Sejmu poprzedniej kadencji, członkiem władz PSL, Kozakiewicz
          wspominał o jakiejś rozmowie Pawlaka i Geremka już po zakończeniu wizyty
          moskiewskiej.
          W poniedziałek 1 czerwca rząd rozmawiał z KPN. Moczulski wiedząc, jak bardzo
          Olszewskiemu trzeba wsparcia, stawiał twarde warunki. Żądał trzech stanowisk
          ministerialnych, trzynastu wiceministrów, zgody na "otwarty budżet", czyli na
          druk
          pustych pieniędzy, i tak dalej. Mówił, że albo rząd przyjmie wszystkie jego
          warunki, albo
          upadnie. Chyba chciał upadku. Gdyby Olszewski przyjął warunki, zostałby
          zakładnikiem
          KPN. (...) Dla małej koalicji był to dzień minorowy. Coraz wyraźniej rysowała
          się
          perspektywa porażki wniosku o odwołanie rządu. MSW zaprzeczyło, jakoby projekt
          ustawy dekomunizacyjnej opublikowany przez "Gazetę" pochodził od niego. Bardzo
          • kon.by.sie.usmial Re: Okiem świadka, bez propagandowego kaczego pic 05.06.07, 10:24
            miękko zaprzeczyło. Mazowiecki był na konferencji intelektualistów w Poznaniu.
            Piotr Konopka zaś w Radomiu, w swoim okręgu poselskim. I tam dopadł go telefon
            Mikołaja Kozakiewicza. Nieoczekiwanie podjął on myśl, by, się spotkać, która
            padła już kilka tygodni wcześniej w jakiejś ich luźnej rozmowie. Umówili się na
            wtorek, na godzinę wpół do ósmej wieczorem w "Larsie", na ulicy Długiej. Ze
            strony PSL miała być silna reprezentacja: Pawlak, Łuczak i on. Uprzedziliśmy,
            że Mazowieckiego nie będzie, ale nie zrezygnowali, co znaczyło, że się im do
            czegoś bardzo śpieszy.
            DRUGI CZERWCA, wtorek. Około szóstej po południu Mazowiecki wrócił z Poznania i
            zdecydował, że idzie na spotkanie. Wyglądało ono poważnie, a sytuacja była
            podbramkowa. Moczulski w dalszym ciągu gadał w URM i choć nie zanosiło się na
            zgodę, to tak zupełnie nie można było wykluczyć, że poprze rząd. O dziewiątej
            wieczorem miała się spotkać z premierem koalicja rządowa i zdecydować, czy
            przyjmuje warunki KPN. Zdesperowana, przyciśnięta do muru mogła je przyjąć, a w
            końcu Moczulski też mógł pójść na kompromis. I oto tuż a pięć dwunasta rysowała
            się szansa wyłuskania PSL i obalenia rządu. Mazowiecki, który jeszcze parę dni
            wcześniej wahałby się z poparciem Pawlaka jako kandydata na premiera po to
            tylko, by obalić Olszewskiego, przestał mieć wątpliwości po sejmowym tumulcie,
            w którym przegłosowano ujawnianie "agentów". To był moment, od którego obalenie
            rządu stało się dla niego celem najważniejszym. Emocja brała się
            przypuszczalnie stąd, że wiedział, jak wątpliwe materiały zamierza się
            ujawniać, jak bardzo może to zatruć atmosferę w kraju i skrzywdzić ludzi.
            Na ulicę Długą przyjechaliśmy punktualnie. W restauracji nikogo z PSL nie było.
            Gdy czekając, spacerowaliśmy po ulicy, nadjechał Jerzy Osiatyński z przyjęcia w
            belgijskiej rezydencji, wydawanego na cześć goszczącego w Polsce królewskiego
            brata, księcia Liege. Na przyjęciu Mieczysław Wachowski powiedział
            Osiatyńskiemu, że PSL jest już przez Wałęsę "ugadane" na wyjście z koalicji. W
            tym momencie pojawił się Kozakiewicz, a Osiatyński jako "nadwyżkowy" wrócił do
            Belgów. Podczas gdy czekaliśmy na Pawlaka, a czas płynął, w swobodną początkowo
            rozmowę wplatała się sztywność. Coś było nie tak. Wreszcie zjawiła się
            sekretarka lidera PSL. Zostawiła Kozakiewiczowi pieniądze, bo to oni
            zapraszali, poszeptała mu do ucha i odjechała. Marszałek spurpurowiał, pot mu
            się zaperlił na czole, usiadł i solidnie się jąkając, zaczął nieskładnie
            tłumaczyć, że Pawlak nie przyjedzie. Szef PSL sądził, że na spotkaniu jest
            drugi garnitur unijny i po prostu je "olewał" Jednak w chwilę potem przyjechał,
            dowiedziawszy się zapewne od sekretarki, że w Larsie nie czeka na niego
            drugi garnitur, lecz sam Mazowiecki. Pawlak mówił językiem ezopowym, nie
            postawił wprost swej kandydatury na premiera, ale jego półsłówka były
            przejrzyste. Proponował koalicję dwu wspomnianych wyżej trójek z "PSL w roli
            głównej". Był krótko, przeprosił i pojechał na spotkanie koalicji rządowej z
            premierem. Dopiero po jego wyjściu przekazaliśmy Kozakiewiczowi otwartym
            tekstem nasze stanowisko: - Jeżeli Wałęsa wystawi Pawlaka, to poprzemy
            powierzenie mu misji, ale pod warunkiem, że będą głosowali za odwołaniem rządu
            Olszewskiego. - Nie będzie tak - powiedział Mazowiecki - że ktoś wkłada
            kasztany do ognia, a ktoś inny je wyjmuje.
            TRZECI CZERWCA, środa.
            O dwunastej rozpoczęło się posiedzenie prezydium UD, przy małej frekwencji.
            Tego dnia Wałęsa energicznie ugniatał PSL, "Solidarność", a także SLD, by
            głosowały za odwołaniem rządu, a kandydatura Pawlaka na premiera stała się
            jednym z głównych tematów. Próbowano też zablokować wykonanie uchwały o
            agentach, ale bez skutku. Chrzanowski, który dopiero wrócił z zagranicy i
            został zaskoczony faktem, że dekomunizacji nie zaczyna się ustawą, po krótkich
            wahaniach podpisał uchwałę, i już nic nie stało na przeszkodzie, by listy z MSW
            trafiły do Sejmu. Wieczorem rozeszły się pogłoski, że zostały dostarczone do
            gabinetu marszałka. Podczas posiedzenia prezydium pomysł, by poprzeć misję
            rządową Pawlaka, ostro zaatakował Hall, który był przeciwny składaniu obietnic
            poparcia jego kandydatury na funkcję premiera. Hall mówił, że będzie to
            rozwiązanie niepoważne, a zarazem wymowne, pokazujące bezradność
            posolidarnościowej klasy politycznej, która trzy lata po obaleniu komunizmu
            oddaje władzę w ręce wychowanka satelickiej wobec PZPR partii. Było jednak
            oczywiste, że jeżeli wniosek o odwołanie rządu ma być uchwalony, innego wyjścia
            nie ma. Prezydium - przy zadowolonych uśmieszkach Rokity, którego koncepcja się
            właśnie materializowała - ustaliło, że zaproponuje podczas posiedzenia
            rady małej koalicji, mającej się odbyć zaraz potem, by rozmawiać z Pawlakiem i
            zapewnić, że dostanie poparcie dla misji tworzenia rządu, jeśli Wałęsa go
            zgłosi. Rada koalicji wbrew obawom o stosunek liberałów do kandydatury Pawlaka
            okazała się bardzo zgodna. (...) Ostatecznie ustalono następującą
            formułę: "Jeżeli Wałęsa wysunie Pawlaka jako kandydata na premiera, to koalicja
            trzech będzie głosowała za powierzeniem mu tej misji, co nie oznacza, że
            automatycznie wejdzie do tworzonego przez niego rządu". Stanowisko rady
            koalicyjnej przekazano Pawlakowi jeszcze tego
            dnia. Tak więc ładunek wybuchowy pod rządem został podłożony, a lont zapalony.
            Następnego dnia miało się okazać, czy odpali. Następnego dnia, to znaczy
            czwartego
            czerwca, dokładnie w trzecią rocznicę zwycięskich dla obozu "Solidarności", dla
            drużyny
            Lecha Wałęsy, wyborów do kontraktowego Sejmu.
            Bum!!
            CZWARTY CZERWCA, czwartek.
            Wszyscy interesujący się polityką wiedzieli, że będzie to ważny dzień. Miało być
            głosowane odwołanie Rady Ministrów, a już od samego rana potwierdziły się
            pogłoski z
            wieczora poprzedniego dnia, że u marszałka są koperty z listami "agentów",
            adresowane
            do kierowników klubów parlamentarnych. Nikt jednak nie przewidywał, że będzie to
            dzień tak dramatyczny, najbardziej dramatyczny od przejęcia władzy przez
            solidarnościową formację, być może dzień pogrzebu tej formacji.
            Otwarcie sesji Sejmu obserwowałem w domu w telewizji, przeczytawszy w
            telegazecie
            trącące histerią oświadczenie Wałęsy na temat teczek. Wyglądało, jakby Wałęsa
            bał się,
            co też może być opublikowane o nim samym. O tym, że z wydarzeń grudniowych 1970
            roku nie wyszedł czysty, że ugiął się przed bezpieką, napisał sam w swojej
            książce
            jeszcze przed upadkiem komunizmu. Czyżby to była tylko część, nieodsłaniająca
            kart
            najgorszych? Dramatyczny był epizod z czarną teczką Tymińskiego podczas drugiej
            tury
            wyborów prezydenckich 1990 roku. Groził on, że ujawni, iż Wałęsa był przez
            kilka lat
            agentem SB. Parę dni przed rozstrzygającym głosowaniem ze sztabu wyborczego
            Wałęsy
            i z Porozumienia Centrum dochodziły do nas w Aleje Ujazdowskie sygnały skrajnego
            zaniepokojenia tą groźbą. Choć przed chwilą byliśmy przeciwnikami, ba! -
            wrogami,
            oczekiwano jakiejś pomocy. Wydaje mi się, że były nawet konsultacje z ówczesnym
            ministrem spraw wewnętrznych Krzysztofem Kozłowskim z sugestiami, by Tymińskiemu
            uniemożliwić spełnienie zapowiedzi. Nie sądzę, by minister cokolwiek
            przedsięwziął.
            Wkrótce zresztą Tymiński przycichł co do czarnej teczki i potem już nią nie
            wymachiwał.
            Kozłowski, informując wtedy premiera, powiedział w mojej obecności, że chodzi o
            sprawę agenta "Bolka", którym we wczesnych latach siedemdziesiątych podobno miał
            być Wałęsa. Jednak niezbitych dowodów na to nie miał. Jedno jest pewne, ówcześni
            sojusznicy Wałęsy, Porozumienie Centrum, Kaczyńscy, wszyscy wiedzieli o
            poszlakach
            zaciemniających biografię przyszłego prezydenta. Nie przeszkadzało im to
            zupełnie
            forsować na najwyższe stanowisko w państwie osoby, którą półtora roku później
            okrzyknęli agentem.
            Debata sejmowa miała się zacząć od budżetu, a tu zaraz przy omawianiu porządku
            dziennego poseł Marek Dziubek z PC zaproponował,
            • kon.by.sie.usmial Re: Okiem świadka, bez propagandowego kaczego pic 05.06.07, 10:26
              zaproponował, by w nowym, pierwszym punkcie
              przegłosować postanowienie, iż wniosek o odwołanie Rady Ministrów będzie
              rozpatrzony po ujawnieniu "agentów". Nie sądzę, by Porozumienie Centrum,
              zgłaszając
              taki wniosek, liczyło, że to ujawnienie przechyli szalę na korzyść rządu.
              Chodziło raczej o uwypuklenie, iż rząd jest obalany, bo ujawnił "agentów". To
              było stwarzanie podstawy do propagandowej ofensywy, która zaczęła się już
              następnego dnia salwami dziennika "Nowy Świat", w duchu Piotra Wierzbickiego,
              choć już bez niego, bo nieco wcześniej podziękowano mu za kierowanie pismem.
              Wniosek Dziubka upadł i zaraz potem upadł wniosek następny, żeby zarządzając
              tajność obrad, ujawnić wobec Izby zawartość kopert z "agentami". Upadek tych
              dwu wniosków dowodził, że mina podłożona pod rząd jest sprawna, iż antyrządowa
              koalicja skonstruowana na podstawie kontraktu z PSL działa jak należy. Po tych
              głosowaniach nie miałem wątpliwości, że rządu Olszewskiego już właściwie nie ma.
              Potem wrócono do debaty budżetowej, lecz uwagę wszystkich przyciągały teczki. W
              kuluarach sejmowych wrzało jak w ulu. Kierownicy niektórych klubów, otrzymawszy
              materiały z "agentami" pod rygorem tajemnicy państwowej, natychmiast się tą
              tajemnicą
              podzielili ze swymi kolegami, i wkrótce zaroiło się od nazwisk. Rozeszły się też
              pogłoski, że oprócz listy dla "sejmowych oficerów" jest także lista
              dla "generalicji" -
              marszałków, prezydenta i prezesa sądu najwyższego, na której znajduje się pięć
              znakomitości z marszałkiem Sejmu i prezydentem. Kiedy to się działo, spokojnie
              uzupełniałem w domu notatki z poprzednich dni, gdy nagle podano przez radio, że
              Wałęsa nadesłał pilny list do marszałka, domagając się natychmiastowego
              odwołania
              premiera. Wniosek ten miał być głosowany jeszcze tego dnia. Działo się coś
              bardzo
              dramatycznego, więc natychmiast pojechałem do Sejmu. Była akurat przerwa w
              obradach; kuluary pełne, szum, grupki posłów, rozmowy pełne podniecenia,
              gdzieniegdzie sprzeczki, czasem soczyste, zwinne postacie dziennikarzy i
              dziennikarek podsuwające posłom mikrofony pod nos. W sali koktajlowej, w której
              też wyczuwało się emocje, spotkałem Mazowieckiego, który zdenerwowany tłumaczył
              Bronisławowi Komorowskiemu niesłuszność sztywnego podejścia Halla do misji
              Pawlaka. Było to już po zebraniu Klubu Unii, na którym Hall, wbrew
              przeważającej w klubie opinii, opowiedział się za lustracją, choć nie w takim
              stylu, jak to zrobił Macierewicz. Starcie
              musiało być niezwykle ostre, bo Hall powiedział nawet Mazowieckiemu rzecz
              niesłychaną: "Tadeuszu, nasze drogi się rozeszły". Nazwiska "agentów" były już
              znane,
              "tajemnicę państwową" powtarzali wszyscy.
              Wkrótce nie było rządu Jana Olszewskiego. Rząd ten był niestabilny od początku,
              a
              bardzo się do tego przyczynił sam premier oraz jego doradcy. Olszewski został
              wyniesiony przez koalicję pięciu partii zawiązaną dzięki decydującemu wkładowi
              Jarosława Kaczyńskiego, lidera Porozumienia Centrum. Widział on w Olszewskim
              narzędzie swego wpływu na bieg spraw w kraju, a także narzędzie swej osobistej
              wojny z
              prezydentem. Samo wymuszenie zgody na Wałęsie, by powierzył Olszewskiemu misję
              tworzenia rządu (pierwsze chyba wymuszenie personalne w karierze Lecha) było już
              salwą w tej drugiej wojnie na górze i zapowiadało groźny dla państwa konflikt.
              Konflikt
              niemający uzasadnienia w niczym innym niż tylko w urażonej ambicji dwu ludzi;
              prezydenta i jego najgorętszego do niedawna orędownika i najbliższego
              współpracownika. Premier postawiony, być może nawet wbrew swej woli, w
              konflikcie z
              Belwederem zrobił wszystko, by ten konflikt doprowadzić do wrzenia, do zerwania
              jakiejkolwiek współpracy między tymi członami władzy państwowej. Mało tego,
              ledwo
              desygnowany przez Sejm, zaczął lekceważyć opinie popierającej go koalicji i
              wszedł w
              ostry konflikt z kluczową jej postacią - liderem PC. Olszewski wbrew politycznej
              rzeczywistości, która go otaczała, chciał tworzyć rząd nieodzwierciedlający
              klucza
              partyjnego, rząd o pewnym dystansie do sił popierających go w parlamencie i -
              wobec tego - teoretycznie bardziej samodzielny. To była intencja nawet
              chwalebna, ale można ją było zrealizować tylko przy zgodzie koalicji rządowej
              na taką samodzielność rządu. Tej
              zgody nie było.
              Waldemar Kuczyński
              Pisane w toku wydarzeń od kwietnia do czerwca 1992 roku
              • m.rycho Re: Okiem świadka, bez propagandowego kaczego pic 05.06.07, 10:37
                remekk napisał:
                >Czyli jak wnioskuję z Twojego postu - wiekszośc to kłamstwa <
                Ten film to wybrane pod określoną koncepcję urywki i niedopowiedzenia.Każdy
                materiał archiwalny można tak zmontować ,że będzie uzasadniał konkretną tezę a
                przy okazji autorowi nie można zarzucić kłamstwa bo pojedyncze urywki są
                prawdziwe.
                To było normalne odwołanie rządu który nie miał większości ,nie było w tym nic
                dramatycznego.Sceny były kręcone za wiedzą uczestników i jak widać nie obawiali
                się pokazywać swoich twarzy i wypowiedzi.Przy okazji taśm Begerowej mogliśmy
                zobaczyć mały wycinek "kuchni" politycznej i dlatego robienie sensacji z targów
                politycznych jest tanią propagandą.

                "Głupi odrzuca to co widzi i trzyma się tego co myśli"
                • bazyl328 Re: Okiem świadka, bez propagandowego kaczego pic 05.06.07, 11:15
                  Nawet jeśli przyjmiemy że to była normalna wymiana rządu, to nalezy zwrócic
                  uwagę na jak dalekie kompromisy musiały pójść partie postsolidarnościowe, żeby
                  doprowadzić do tej zmiany. Pytanie brzmi dlaczego były skłonne zaakceptować
                  Pawlaka, dlaczego zdecydowały się na ten "gangsterski chwyt" ? Dobre pytania w
                  trakcie debaty sejmowej zadał wtedy Niesiołowski:

                  "W imię czego odwołujecie ten rząd, co macie do zaproponowania ?"

                  No i ostatnie 15 lat pokazały co ci panowie mieli do zaproponowania - układy,
                  korupcję, przekręty i sitwę która rozkradała Polske.
      • 1normalnyczlowiek Powołujesz się na osobę nienawidzącą Polaków 05.06.07, 11:36
        rydzyk_smigly napisała: Okiem świadka,bez propagandowego kaczego picu
        > i przekłamań.

        ---> ... więc do wszystkiego, cokolwiek on napisał, trzeba podchodzić z dużym
        dystansem.
    • goldenwomen2 Film mowi sam za siebie 05.06.07, 09:43
      co tu komentowac? "aktorzy" jacy sa i byli wszyscy widza,"obroncy demokracji'
      rowniez.
      • kon.by.sie.usmial Re: Film mowi sam za siebie 05.06.07, 09:57
        film zostal pociety i zmontowany przez Kurskiego. Nie jest to bezstronny zapis
        wydarzen.
        • kon.by.sie.usmial Re: Film mowi sam za siebie 05.06.07, 09:58
          kon.by.sie.usmial napisał:

          > film zostal pociety i zmontowany przez Kurskiego. Nie jest to bezstronny
          zapis
          > wydarzen.

          na przyklad
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=63665786&a=63667004
        • 1tomasz1 Re: Film mowi sam za siebie 05.06.07, 09:59
          Tak się zastanawiam czy osoby, które mają zrobić coś złego, robią to w swietle
          reflektorów i przed kamerą? ;)
          • bazyl328 Re: Film mowi sam za siebie 05.06.07, 10:08
            1tomasz1 napisał:

            > Tak się zastanawiam czy osoby, które mają zrobić coś złego, robią to w swietle
            > reflektorów i przed kamerą? ;)

            Odpowiedzią na twoje pytanie może być to co powiedział wtedy Waldemar Pawlak:

            "Ale to taki gangsterski chwyt..." - powiedział to gdy zaproponowano mu fotel
            premiera ;)
          • kiko5 Re: Film mowi sam za siebie 05.06.07, 10:09
            w amoku i paraliżującym lęku Złe się lęgło.....
            • scoutek Re: Film mowi sam za siebie 05.06.07, 10:10
              kiko5 napisała:

              > w amoku i paraliżującym lęku Złe się lęgło.....

              ty, dziecko, forum o poezji gdzie indziej
            • 1tomasz1 Re: Film mowi sam za siebie 05.06.07, 10:11
              Inaczej mówiąc, byli to skrajni idioci, którzy planowali zamach stanu i
              zaprosili jeszcze Kurskiego z kamerę, żeby się uwiecznić? :)))))
    • szlachcic Re: Nocna zmiana 05.06.07, 10:14
      - dlaczego Polska jako jedyny kraj zwleka do dzis z lustracja i odsunieciem od
      funkcji skompromitowanych - mija juz 18 lat, wszystkie kraje dawno to zrobily
      - dlaczego Walesa umacnial lewa noge
      - czy tak sie dymisjonuje rzad
      - dlaczego PO blisko dzis do komunistow

      odpowiedzcie sobie na te pytania kierujac sie filmem badz nie
      w sumie to nie ma wiekszego znaczenia
      fakty sa jakie sa
    • wbrew1 Re: Nocna zmiana_fałsz i obłuda, 05.06.07, 10:37
      Czytajcie, czytajcie, kiedyś przecież musicie przejrzeć na oczy, a wtedy
      zobaczycie całą prawdę i tylko prawdę.
      Olszewski nigdy nie był i nigdy nie byłby żadnym zbawcą. Dostrzegł to w tamtym
      czasie nawet Jarosław Kaczyński i skonfliktował się z nim.
      Tak oto opisuje całą tą sprawę z rządem Olszewskiego, wielokrotnie już
      wychwalany na tym forum przez zwolenników prawicy, Rafał Ziemkiewicz w Rzepie:

      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/opinie_070604/opinie_a_1.html
      RAZ

      Irytująca legenda marnego rządu

      To, że dopiero dziś, po tylu latach, podejmujemy rozliczenia, które należało
      przeprowadzić natychmiast po odzyskaniu wolności, w istotnym stopniu wynika z
      błędów popełnionych przez Jana Olszewskiego - twierdzi
      publicysta "Rzeczpospolitej"
      Uchwała lustracyjna, zaproponowana w maju 1992 roku przez prezesa mającej
      wówczas trzech posłów Unii Polityki Realnej i przyjęta przez zaskoczenie dzięki
      nieobecności na sali większości posłów lewicy i Unii Demokratycznej, wydaje się
      dziś, po 15 latach, największym prezentem, jaki mógł Jan Olszewski otrzymać od
      historii. Co prawda, jak wiadomo od jego byłych współpracowników, Olszewski od
      samego początku deklarował, że przeprowadzenie lustracji to jedno z kluczowych
      i najpilniejszych zadań jego gabinetu, ale ilekroć pojawiały się konkretne
      propozycje, odkładał je na bliżej nieokreśloną przyszłość. Mówi to wszystko o
      osobowości najbardziej kontrowersyjnego premiera III RP - jeśli tak podchodził
      do sprawy priorytetowej, na cóż mogły liczyć te, które zaliczał do mniej
      pilnych?

      Prawdziwa przyczyna upadku

      Popularna do dziś na prawicy legenda głosi, że gabinet Olszewskiego obalony
      został wskutek obronnej reakcji zagrożonej w swych interesach agentury, którą
      chciał ujawnić. Jak widać, może i chciał, ale nic by w tym kierunku nie zrobił,
      gdyby nie został postawiony przed faktem dokonanym (chyba że przyjąć tezę,
      jakoby Korwin-Mikke był inspirowany przez Macierewicza, ale nic jej nie
      potwierdza). Nie mówilibyśmy dziś o liście Macierewicza, "nocy teczek"
      czy "nocnej zmianie", co najwyżej o premierze, który zmarnował wszystkie
      szanse, bo nie był w stanie się zdecydować na żaden z możliwych wariantów.
      Rząd, który był pierwszym gabinetem wolnej Polski pochodzącym z w pełni
      demokratycznych wyborów, nigdy nie miał za sobą parlamentarnej większości.
      Wotum zaufania otrzymał dzięki jednorazowemu poparciu PSL, ale dokooptowanie
      partii Pawlaka do koalicji nie było możliwe, ponieważ uczestniczyły w niej
      konkurencyjne PSL-owskie ugrupowania postsolidarnościowe. Wejście do rządu KPN
      Olszewski odrzucił, ponieważ warunkiem było oddanie Ministerstwa Obrony
      Leszkowi Moczulskiemu, a ten nie cieszył się jego zaufaniem, między innymi
      dlatego, że umieszczony był na tajnej wówczas (lecz premierowi przekazanej)
      liście agentów SB, zwanej listą Milczanowskiego. Porozumienie z Unią
      Demokratyczną i Kongresem Liberalno-Demokratycznym także nie wchodziło w grę,
      ponieważ Olszewski się nie godził na pozostawienie wpływu na gospodarkę
      Leszkowi Balcerowiczowi. Na tym tle zaognieniu uległ konflikt Olszewskiego z
      Kaczyńskim, który nad takim sojuszem usilnie pracował na zapleczu, perswadując
      premierowi, że i tak nie kontroluje resortów, którymi UD i KLD były
      zainteresowane. Osiągnął tyle, że Olszewski podjął kilkumiesięczne rozmowy,
      dziś już wiemy, że tylko dla odwleczenia sprawy.

      Nie chciał, nie mógł, nie potrafił

      Konflikt z prezesem Porozumienia Centrum, któremu skądinąd zawdzięczał
      premierostwo, mógł, teoretycznie, zbliżyć Olszewskiego do Wałęsy. Ten ostatni
      mimocałej dzielącej ich niechęci był gotów do podjęcia gry; dał temu wyraz w
      sławnej rozmowie z Macierewiczem, pouczając go publicznie, że oczekuje po nim
      wykonania uchwały lustracyjnej "w sposób odpowiedzialny". Wydaje się oczywiste,
      że Wałęsa czekał, na co zdecyduje się rząd - czy lista agentów uderzy w UD, czy
      w KPN - i zamierzał odpowiednio do tego reagować. Tego, że lista uderzy we
      wszystkich, Wałęsa, ani w ogóle nikt, nie brał pod uwagę. A można to było
      przewidzieć, obserwując półroczny upór Olszewskiego, aby nie wybrać żadnej z
      realnie istniejących możliwości działania.
      Owa "koalicja strachu" i połączenie sił obrońców agentury z różnych stron (choć
      nie wolno zapominać, że znaleźli się wśród nich także ludzie kierujący się
      znacznie szlachetniejszymi pobudkami), tak ważne dla legendy, były więc dziełem
      samego rządu. Olszewski miał czas na to, żeby do jej powstania nie dopuścić,
      żeby "rozegrać" jej późniejszych uczestników i postawić ich po różnych stronach
      barykady. Miał możliwość wykreowania linii podziału na scenie politycznej i
      realną szansę, by zrealizować znaczną część postulatów programowych
      centroprawicy, która - jeśli zsumować wyniki - uzyskała przecież w wyborach
      poparcie większości społeczeństwa. Niestety, Jan Olszewski bardziej nadawał się
      na pomnik Ostatniego Prawego Polaka niż na polityka.

      Dobra zła legenda

      Nie zaprzeczę, że legenda "nocnej zmiany" miała w ostatnim 15-leciu swój wymiar
      pozytywny. Noc 4 czerwca stanowiła swoisty test prawdy - zresztą nie tylko dla
      polityków, także np. dla mediów. To, co wtedy zobaczyli Polacy, było pierwszą
      szczeliną w uładzonym wizerunku III RP jako wielkiego narodowego sukcesu, w
      cukierkowym micie pojednania "ludzi z różnych stron historycznego podziału"
      i "specyficznie polskiej syntezy orientacji niegdyś konkurencyjnych".
      Szczeliną, która z czasem urosła na tyle, aż zdumione społeczeństwo zajrzało
      przez nią za kulisy Rywinlandu, dostrzegło oligarchię kolesiów i niekończące
      się afery. Mimo wszystko zawsze reagowałem na krzewienie tej legendy z
      irytacją. Stała się ona na długie lata celebrowaniem prawicowego
      nieudacznictwa, ogólnej niemożności wszystkiego i tak typowej po tej stronie
      sceny politycznej nieumiejętności sensownego współdziałania. Ostatecznie
      przecież ciągnący się latami proces "jednoczenia centroprawicy" nie przyniósł
      niczego poza kompromitacją. To, że u władzy pojawili się ludzie, którzy nie
      uważają Adama Michnika i Bronisława Geremka za swoich mentorów, zawdzięczamy
      poddaniu skłóconego prawicowego drobiazgu hegemonii najpierw Krzaklewskiego, a
      potem Kaczyńskiego.
      Ta kilkunastoletnia prawicowa niemożność odbiła się na Polsce - w chwilach
      decydujących po prostu zabrakło jej głosu polityków realizujących inne wartości
      od uznawanych za jedynie słuszne przez salon. To, że dopiero dziś, po tylu
      latach, podejmujemy rozliczenia, które należało przeprowadzić natychmiast po
      odzyskaniu wolności, w istotnym stopniu wynika też z błędów popełnionych przez
      Jana Olszewskiego. Fakt, że potem został on tak malowniczo obalony, iż można
      było świętować kolejne rocznice tego wydarzenia, nie zmienia ogólnego bilansu
      jego rządu.

      Rafał A. Ziemkiewicz

      I to by było na tyle.
      Reszta jest tylko mitem, nieudanie dorabianym, dzisiaj to nawet przez
      ówczesnych prawicowych przeciwników Olszewskiego, jak chociażby JK.
      A propos,
      wczoraj w TV widziałem moralizującego Jana Parysa z zatroskaną miną o rząd
      Olszewskiego. Bredził coś o rozkradaniu Polski przez kolejne lata.
      Dla mnie jest ciekawe czy On już oddał to co ukradł z Polsko-Niemieckiego
      Pojednania, bo przez to okradł również mojego ojca, który za tyranie w III
      Rzeszy przez prawie 5 lat, otrzymał nawet nie jedną dziesiątą premii Parysa.
      Taka jest ta ich moralność.

    • elfhelm Film to klasyczna propaganda 05.06.07, 11:18
      Prawie jak Urban w stanie wojennym.

      A odwołanie mizernego i niekompetentnego rządu Olszewskiego to był sukces Polski.
      • bazyl328 Re: Film to klasyczna propaganda 05.06.07, 11:28
        elfhelm napisał:

        > Prawie jak Urban w stanie wojennym.
        >
        > A odwołanie mizernego i niekompetentnego rządu Olszewskiego to był sukces Polsk
        > i.

        Łatke mierności i niekompetencji a nawet śmieszności przyklejono temu rządowi
        już po tym jak został odwołany. Niestety ta propaganda dobrze się utrwaliła w
        głowach wielu ludzi. Widać to bardzo dobrze na przykładzie rządu Pawlaka, który
        należałoby nazwać groteskowym w sytuacji gdy Olszewskiego nazywa się śmiesznym.
        Ale jakoś nikt tak rządu Pawlaka nie nazwał.
        • woda.woda Mylisz się. 05.06.07, 11:31
          > Łatke mierności i niekompetencji a nawet śmieszności przyklejono temu rządowi
          > już po tym jak został odwołany.

          Rząd był niestabilny, nie miał poparcia w parlamencie, premier był
          niezdecydowany a ministrowie nieustannie się kłócili.

          Na twoje nieszczęście żyją jeszcze ludzie, którzy to dobrze pamiętają.
          • scoutek Re: Mylisz się. 05.06.07, 11:33
            woda.woda napisała:
            > Rząd był niestabilny, nie miał poparcia w parlamencie, premier był
            > niezdecydowany a ministrowie nieustannie się kłócili.


            wszyscy wiedza, ze Olszewski nic innego nie robil tylko gadal
            te wieczne narady i zastanawiania sie nad wszystkim trwaly godzinami
            • wos9 A to, że Kaczyński - wówczas przeciwnik Olszewskie 05.06.07, 11:51
              go i jeden ze sprawców odwołania tego nieudolnego rządu - teraz go chwali
              wynika z faktu, że Olszewski już mu nie może mu w niczym zagrozić.
              A do rozgrywki propagandowej pasuje jak ulał. Dlatego powtórzono ten film
              z... 1994 roku.
        • iothe Re: Film to klasyczna propaganda 05.06.07, 12:14
          Nazywanie uchwały Sejmu RP o odwołaniu rządu zamachem stanu jest śmieszne - podobnie można by powiedzieć o odowołaniu rządu Suchockiej głosami SLD, PSL i... NSZZ Solidarność. Razem z SLD głosowali wtedy m.in Bogdan Borusewicz i Jan Rulewski.
          • 1tomasz1 Re: Film to klasyczna propaganda 05.06.07, 12:15
            A co powiedzieć o odwołaniu rządu Marcinkiewicza? ;)
          • wos9 Re: Film to klasyczna propaganda 05.06.07, 12:36
            iothe napisała:

            > Nazywanie uchwały Sejmu RP o odwołaniu rządu zamachem stanu jest śmieszne -
            pod
            > obnie można by powiedzieć o odowołaniu rządu Suchockiej głosami SLD, PSL i...
            N
            > SZZ Solidarność. Razem z SLD głosowali wtedy m.in Bogdan Borusewicz i Jan
            Rulew
            > ski.
            >
            Dokładnie!
            >
            >
          • elfhelm Borusewicz chyba za odwołaniem, Rulewski nie 06.06.07, 21:35
            na 26 posłów "S" 6 było przeciw lub wstrzymało się od głosu (m. in. Arkuszewski,
            Marek Zieliński, Rulewski), 2 nie pojawiło się na głosowaniu
    • 1normalnyczlowiek Re: Nocna zmiana 05.06.07, 11:58
      Lech Wałęsa do Macierewicza: "Za plecami czuję oddech niezadowolenia..."
      ---> Kto stał za plecami Prezydenta RP i okazywał swoje niezadowolenie z powodu
      perspektywy ujawnienia listy agentów? Pewnie jakaś ekspedientka ze sklepu. :)))

      L. Wałęsa: "...dla Polski nic nie ma nie ...";
      "...z moralnego punktu widzenia, słuszna, jeśli jednak nie umożliwimy
      rozstrzygania przez sądy, jeśli zrobimy to źle, to się pogrążymy ..."
      "To zbyt skomplikowana sprawa, by Sejm a nawet Prezydent decydował kto jest
      agentem..."
      "...jak nie przejdzie, to będziemy w bardzo trudnej sytuacji..."

      ---> Jak on bał się o ciężką dolę agentów... :)))
      • wos9 Re: Nocna zmiana 05.06.07, 12:07
        Ale jednocześnie powiedział, że sam - gdyby chciano mu dać taką możliwość -
        nie podjąłby się decydowania, co może ujawnić, a czego - nie. I nie dlatego, że
        by się bał.
        Obecny prezydent jakoś się podjął w sprawie "agentów" WSI...
      • 1normalnyczlowiek Nocna zmiana - Nic dodać nic ująć.:))) 05.06.07, 12:30
        Niesiołowski: "...ta uchwała przynosi nam zaszczyt..."
        "...sędziowie, czasami tez konfidenci..."
        "rząd odejścia od grubej kreski...";
        "...wszystko się stabilizuje, nie rośnie inflacja..."
        "Polska tego błędu politycznego wam nie zapomni..."

        Krzysztof Wyszkowski (wtedy doradca Olszewskiego):
        "Poprzednicy nic nie zrobili, by ujawnić agenturę i by przeszkodzić bogacić się
        postkomunie..."

        J.Hennelowa (UD): "...jak jest ta uchwała do pogodzenia z ustawą o policji?"

        Jerzy Ciemniewski (UD): "...została podjęta uchwała sejmowa niezgodna z prawami
        człowieka, niezgodna z prawem..."

        Jan Maria Rokita (UD): "...to przyniesie totalna wojnę wszystkich ze wszystkimi"

        J.K.Bielecki: "...nie odbiorę koperty, bo nieprofesjonalnie przygotowano
        materiały..."
        L.Wałęsa (wycofane z serwisu TV): "...podpisałem 3 albo 4 dokumenty..."

        Tomasz Tywonek: "...teczek było dużo, akta, fundusz operacyjny. Do stycznia 1991
        niszczono akta MSW - w szczególności niszczono akta dotyczące Okrągłego Stołu"

        Kazimierz Switoń: "Na drugiej liście jest Prezydent, jako agent"

        Jacek Kuroń: "Stek kłamstw"; "Znajdźmy tych sędziów"; "To jest dyktat..."
        A.Kwaśniewski: "...rząd beznadziei..."

        A.Macierewicz (do Wałęsy): "Zrobimy tak, by sami się usunęli"

        JKM: "Niech agenci wstaną i wyjdą"
        ---> I dlaczego nie wyszli i do dziś psują Polskę???
    • remekk obrońcy "demokracji" 05.06.07, 15:45
      • remekk Re: obrońcy "demokracji"są tak bardzo sfrustrowani 05.06.07, 15:46
        tym ,ze dzis nie moga tak skutecznie zwlaczac "faszyzmu" jak wtedy .
        To przekłada się na agonalny wrzask ubekistanu ... .
        • 1normalnyczlowiek11 LiDer programowy również wrzeszczy 05.06.07, 15:51
          remekk napisał: obrońcy "demokracji"są tak bardzo sfrustrowan

          > tym ,ze dzis nie moga tak skutecznie zwlaczac "faszyzmu" jak wtedy .
          > To przekłada się na agonalny wrzask ubekistanu ... .

          ---> A Olejarski i Napierniczak mu wtórują. :)))
    • remekk "Nocna zmian" , Stolzmann przeprasza 05.06.07, 16:21
      orlegniazdo.org/modules/mP3/
      mocne rzezczy !!!!
      • kiko5 agonalny wrzask ubekistanu ... . 05.06.07, 16:45
        podoba mi sie to sformułowanie!
        • remekk Re: agonalny wrzask ubekistanu ... . 05.06.07, 17:49
          Dobre .
          Nie moje . Zapamiętane , z któregos z forów ... .
          • off_nick Re: agonalny wrzask ubekistanu ... . 05.06.07, 17:55
            czy to nie uczennice są autorkami?

            my-uczennice-vii-liceum.atspace.com/

            remekk napisał:

            > Dobre .
            > Nie moje . Zapamiętane , z któregos z forów ... .
    • mike.recz Manipulacja, propaganda i skandal - L.Wałęsa 05.06.07, 16:48
      Znaleźli się jednak tacy kontestatorzy, którzy niezbyt wykazali się w ówczesnym
      zwycięstwie, może poczuli się trochę odsunięci na bok, i zadbali o to, żeby ten
      dzień kojarzył się nam fatalnie. Dzień, który stał się nocą. Nocą teczek. Trzy
      lata po finezyjnym zwycięstwie załatwili nam marny spektakl w imię obrony
      słabego, upadającego rządu, który na dobrą sprawę nigdy nie powstał, bo ciągle
      miotał się sam ze swoją słabością. Był słabym mniejszościowym nieudolnym
      rządem. Na tej słabości buduje się jego siłę i legendę, że był prześladowany i
      zniszczony. Przecież zawsze swoją nieudolność można wytłumaczyć działaniem sił
      tajemnych.

      To cała perfidia także dzisiejszej propagandy rządowej. Jej dobitnym przykładem
      jest pokazany 4 czerwca przez tzw. telewizję publiczną paszkwil Kurskiego
      pt. "Nocna zmiana". Dziwię się, że jemu, po tych wszystkich manipulacjach z
      Wermachtem, obrażaniem Polaków („ciemny lud”) i innymi ktoś jeszcze wierzy.
      Skąd miał materiał na film? Przypomnę. Kazałem filmować swój każdy krok, bo
      dochodziły z różnych stron sygnały, że szykowany jest zamach na Urząd
      Prezydenta. Przy kamerach nie mogli mi nic zrobić. Gdybym toczył inną grę, jak
      manipulatorsko pokazuje Kurski, to nie godziłbym się na kamery! I na skutek
      takich manipulacji wysyłają ludzi pod mój dom, żeby nękać i niszczyć. W 1980 i
      1989 nie było ich ze mną! Niech wiedzą, że wtedy, bez ich pomocy, walczyliśmy o
      to, żeby nawet tacy, jak oni mogli swobodnie protestować. A głównym ich
      inspiratorem jest Wyszkowski, który za chwilę przegra kolejną sprawę sądową ze
      mną o zniesławienie. Bo ja wierzę w takie, demokratyczne i prawne metody, a nie
      manipulatorstwo!
      wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,8907943,wiadomosc.html?P%5Bpage%5D=1
      • andrze.n bolek, bolek, ty juz nic nigdy nie wtmyslisz ))) 05.06.07, 18:01
        img479.imageshack.us/my.php?image=jaruzelwachowwalesawitaur6.jpg
        • andrze.n boisz sie tego zdiecia? wszyscy o tym wiedza 05.06.07, 18:05
          tak bardzo, ze interweniowales w ImageShack, skad je zdieto.....biedny bolku twe czasy sie skonczyly, ciesz sie synami, ktorzy na twoj "wzor" cwaniakuja (oficjalnie juz mozna korzystac z ukladow)...
          img479.imageshack.us/my.php?image=jaruzelwachowwalesawitaur6.jpg
          • mike.recz JPII ma fotkę z Castro i co z tego. 05.06.07, 18:08
            img479.imageshack.us/my.php?image=jaruzelwachowwalesawitaur6.jpg

            Tutaj jakiś cybmał wrzucił napisy nad głowami.
      • remekk Re: Manipulacja, propaganda i skandal - L.Wałęsa 05.06.07, 18:04
        > zwycięstwie, może poczuli się trochę odsunięci na bok, i zadbali o to, żeby
        ten
        Większośc z tych , którzy nie byli zfrakcji negocjującej pod stołemz
        SB "poczuli sie troche odsunięci" . Najbardziej zdumieni komitywa z UBekami
        zszokownai byli co stracili zdrowie lub wręcz najblizszych w komunistrycznych
        katowniach .
        > słabego, upadającego rządu, który na dobrą sprawę nigdy nie powstał, bo
        ciągle
        > miotał się sam ze swoją słabością. Był słabym mniejszościowym nieudolnym
        > rządem.
        Przypomne tylko iz ten rząd miał najlepsze wyniki gospodarcze (nie licząc
        obecnego) , że powstrzymano wiele złodziejskich "prywatyzacji" (nie mylic z
        prywatyzacja bez cudzysłowia) , unimozliwiono zakłądanie mafijnych SBcko-
        KGBowskich spólek w sowieckich bazach ,że chciał zrobic porządek i był ku temu
        na dobrej drodze ... .
        > pt. "Nocna zmiana". Dziwię się, że jemu, po tych wszystkich manipulacjach z
        > Wermachtem,
        Ogłoszenie o tym iz przodek Tuska słuzył w wehrmachcie to manipulacja .
        Twierdzenie Tuska iz jako historyk Gdańska - nie wiedział o tym o czy wiedzieli
        wszytscy wokół to oczywiście nie jest manipulacja ... .
        > takich manipulacji wysyłają ludzi pod mój dom, żeby nękać i niszczyć. W 1980
        i
        > 1989 nie było ich ze mną! Niech wiedzą, że wtedy, bez ich pomocy, walczyliśmy
        o
        >
        > to, żeby nawet tacy, jak oni mogli swobodnie protestować
        Gwiazda czy Walentynowicz - tym ososbom wał nie może postawic
        podobnych "zarzutów" a mówią zdecydowanie o tym dlaczego wał tak "skutecznie" -
        "walczył" ... .
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka