Gość: OzRM
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
05.12.01, 11:23
W ciągu ostatnich kilku dni, jak co roku od kilku lat, na ulicach polskich
miast pojawiły się krasnoludki. Z wyjątkiem wzrostu, zazwyczaj słusznego,
charakteryzują się wszystkimi krasnoludkowymi atrybutami: czerwonym płaszczem
lamowanym białym futerkiem, takąż samą czapką z pomponem, siwym włosem i
zarostem, spomiędzy którego błyskają czerstwe, rumiane policzki.
Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, iż krasnoludki owe bezczelnie
nazywają się Świętymi Mikołajami. Jest to kłamstwo, któremu należy dać
zdecydowany odpór, kłamstwo tym groźniejsze, że rosnąca część populacji już w
nie wierzy. Tymczasem krasnoludek prawem kaduka podszywa się pod świętego, z
którym nic go nie łączy.
Święty Mikołaj jest postacią historyczną. Żył na początku czwartego wieku w
Azji Mniejszej (tereny obecnej Turcji) i był biskupem Miry. Brał udział w
Soborze Powszechnym w Nicei w 325 r. jako przeciwnik arianizmu. Tradycja głosi,
iż prowadził życie pełne niezwykłej pobożności, miłosierdzia i troski o
bliźnich - nie tylko o ich rozwój duchowy, ale także materialne potrzeby.
Podania wskazują liczne przypadki pomocy udzielanej potrzebującym w niezwykle
dyskretny sposób, by nie urazić czy zawstydzić obdarowanego. Początki kultu
świętego biskupa obserwujemy już w VI w. na całym Wschodzie, skąd w dziesiątym
i jedenastym stuleciu rozpowszechnia się on na Zachód. W 1087 r., gdy Mira
została zajęta przez muzułmanów, kupcy włoscy przewieźli relikwie św. Mikołaja
do Bari w południowych Włoszech. Złożono je w specjalnie dla tego celu
zbudowanym kościele, który wkrótce stał się znanym sanktuarium.
Święty Mikołaj nie nosi czerwonego płaszcza i czapki, lecz biskupi ornat i
mitrę, zaś jego dłoń dzierży pastorał; nie jeździ zaprzężonymi w renifery
saniami, lecz chodzi na piechotę i nie mieszka w żadnej Laponii, lecz - jak
wszyscy święci - w Niebie!
Tymczasem Krasnoludek to protestancka odpowiedź na katolicką legendę (nie
jedyna zresztą, wystarczy wspomnieć zrodzoną w środowisku amerykańskich
purytanów hecę, mającą na celu ośmieszenie uroczystości Wszystkich Świętych,
zwaną Halloween). Santa Claus powstał również w Ameryce Północnej jako
synkretyczna hybryda - efekt skojarzenia tradycji chrześcijańskiej z pogańską,
czyli św. Mikołaja z wyciągniętym ni w pięć, ni w dziewięć ze śmietnika
historii skandynawskim Thorem - bożkiem nagrody i kary, przemierzającym niebo w
rydwanie ciągniętym przez kozły.
Dlatego też nie dajmy się oszukać Krasnoludkowi, który notabene powinien
kojarzyć się nam równie niemiło z Dziadkiem Mrozem (przy okazji wychodzi na jaw
prymitywizm sowieckiej propagandy - totalny brak kreatywności kazał im nawet
symbole importować z Ameryki). Nie pozwólmy do głów i serc naszych dzieci
wprowadzić zamętu, wśród którego łatwo będzie z nich wyrugować religię,
tradycję i niepowtarzalność własnej kultury.
Jeżeli więc 6 grudnia w drzwiach naszych mieszkań pojawi się Krasnoludek,
przegońmy go precz! I czekajmy dalej na Świętego Mikołaja - przyjdzie na pewno!
Oczywiście, pod warunkiem, że byliśmy grzeczni...
Oszołom z Radia Maryja