Gość: Andrzej
IP: *.proxy.aol.com
11.12.01, 22:18
Włodzimierz Cimoszewicz - Czyścioszek"
Kiedy premierem kolejnego rządu postkomunistycznego został Włodzimierz
Cimoszewicz, powitano go z niezwykłym entuzjazmem na łamach Michnikowej Gazety
Wyborczej (8 lutego 1995), pisząc m.in.: (..) Cimoszewicz (SLD) uważany jest za
najbardziej wiarygodnego, niezależnego w poglądach polityka lewicy. Jako
minister sprawiedliwości w rządzie Pawlaka wsławił się akcją "Czyste ręce" (..).
Kilka miesięcy przedtem na łamach tej samej Gazety Wyborczej (z 9-10 września)
ukazał się wspólny tekst Cimoszewicza i Michnika: O prawdę i pojednanie,
powszechnie uznany nawet w części środowisk Unii Wolności za próbę
uwiarygodnienia postkomunistów jako autentycznych uczestników dialogu i działań
pojednawczych. Dwuznaczne moralnie było przyjęte w artykule akceptowanie przez
obu autorów - postkomunisty i byłego opozycjonisty - rzeczywistości powojennej
jako naszego wspólnego dziedzictwa, kładzenie na jednej szali represji
stalinowskich i antypepeerowskich działań podziemia, działań opozycji i tych,
co popierali system komunistycznej władzy. Przypomnę charakterystyczny zwrot z
tego tekstu: (..) Wpływaliśmy wszyscy na bieg wydarzeń. Jedni z nas
wielokrotnie zmuszani byli do dokonywania trudnego, nieraz opłacanego
represjami i cierpieniami osobistego wyboru zaangażowania w opozycji. Inni
akceptowali realia systemu monopartyjnego i czynili to, co słusznie lub
niesłusznie uważali za dobre dla Polski, za możliwe lub po prostu za
nieuchronne (...). Autorzy sugerowali wprost, że to, co robione było w PZPR
przez tych "innych", było czynione jako dobre dla Polski, a nie na
przykład "dobre" dla własnego awansu czy kariery.
Takie wybielanie postaw byłych komunistów okazało się trudne do przełknięcia
nawet dla części politycznych przyjaciół Michnika ze środowisk związanych
z "unitami", i to nawet tych, którzy przełknęli już niejedną "żabę". Piotr
Nowina Konopka protestował przeciw stawianiu na równi bitych i bijących,
dążeniu do pojednania d... z batem (Gazeta Wyborcza 19 IX). Józefa Hennelowa
sprzeciwiła się uznawaniu jako wspólnego dziedzictwa licznych powojennych
wydarzeń, choćby takich, jak manifest PKWN, wyroki śmierci, zniszczenie AK,
interwencja w Czechosłowacji w 1968 roku, strzelanie do robotników Wybrzeża
etc. (Tygodnik Powszechny 17 IX). Bezimienny czytelnik, telefonujący do Gazety
Wyborczej ( 13 IX), stwierdził zaś wprost: (...) Jeżeli rodziny księdza
Popiełuszki, Grzegorza Przemyka, górników z kopalni " Wujek ", "Lubina ", ofiar
Katynia, Października, Radomia, przebaczą czerwonym oprawcom, to wtedy ja z
tymi komuchami mogę zasiąść do stołu (...). Najbardziej znamienny był fakt, że
wspólny tekst byłego opozycjonisty Michnika i ówczesnego wicemarszałka Sejmu z
ramienia SLD Cimoszewicza ukazał się akurat w momencie, gdy postkomunista
Cimoszewicz zdecydował się osobiście wesprzeć prezydencką kampanię Aleksandra
Kwaśniewskiego.
Przyciągnął "unitów"
Publikacja tego typu tekstu, współfirmowanego przez Michnika, i to na łamach
GW, służyła w tej sytuacji "oczyszczaniu" postkomunistów i to zarówno
Cimoszewicza, jak i Kwaśniewskiego, ułatwiała przyciągnięcie części głosów ze
środowisk "unickich" do kandydatury Kwaśniewskiego. Szczególnie mylące było
przedstawianie Cimoszewicza i związanych z nim środowisk postkomunistycznych
jako autentycznych rzeczników prawdy i pojednania. Warto to wszystko
przypomnieć po tym, jak przez wiele miesięcy obserwowaliśmy faktyczną praktykę
rządów premiera Cimoszewicza. Gdy mogliśmy wciąż naocznie przekonywać się, jak
za rządów Cimoszewicza - najbardziej wiarygodnego i niezależnego
przedstawiciela lewicy, awansują najgorsi, "bierni, mierni, ale wierni"
komunistyczni przeciwnicy jakiegokolwiek pojednania, poza własnym "pojednaniem"
z różnymi synekurami (toteż jakby w ramach nowej specjalnej nieustającej,
akcji "Czyste ręce", czyli wszystko dla swoich, po oczyszczeniu stanowisk z
osób krnąbrnych, choćby takich, jak rzecznik całkowitego rozliczenia długów
PZPR i SdRP w województwie gdańskim - Marek Biernacki).
"Hańba rodzinna"
Niewiele osób, czytających we wrześniu 1995 "płomienne" wystąpienie
Cimoszewicza i Michnika zwróciło uwagę na pewną bardzo znaczącą cechę, łączącą
obu autorów apelu. Otóż obaj apelujący mieli w swych rodzinach własną "hańbę
domową" czy raczej "hańbę rodzinną", której przypominanie bardzo ich
rozsierdziło, ale też i łączyło w ataku na wszystkich skłonnych
do "rozgrzebywania przeszłości". Adam Michnik miał hańbę brata - kapitana
Stefana Michnika, stalinowskiego mordercy sądowego, odpowiedzialnego za wydanie
szeregu wyroków śmierci na polskich patriotów (niektórych zrehabilitowano
pośmiertnie). Włodzimierz Cimoszewicz miał pamięć o hańbie ojca - pułkownika
Cimoszewicza - szefa Informacji Wojskowej Akademii Technicznej. Ojciec
Cimoszewicza został pozbawiony uprawnień kombatanckich 7 paździenika 1994 r. ze
względu na służbę w Informacji Wojskowej w latach 1945-1947 oraz za
uczestniczenie w likwidacji podziemia w okresie 1945-1946, co stwierdzono na
podstawie wypisu z zeszytu ewidencyjnego Centralnego Archiwum Wojskowego i
zaświadczenia nr 15/76, wydanego przez JW nr 2375 (według artykułu Ryszarda
Tola: Czas odwetu, publikowanego w ukazującej się na warszawskim Bemowie
Gazecie Lokalnej nr 2/104 z lutego 1996 roku).
Dla was wybawcami byli naziści
W październiku 1991 roku doszło do publicznego ujawnienia sprawy przeszłości
ojca Cimoszewicza. Poseł OKP Jan Beszta-Borowski stwierdził wręcz, że ojciec
Włodzimierza Cimoszewicza był członkiem "organizacji przestępczej" - Informacji
Wojskowej. Według Beszty-Borowskiego: Szef Informacji Wojskowej w Wojskowej
Akademii Technicznej o nazwisku Cimoszewicz miał zwyczaj rozmawiania z ludźmi,
trzymając w ręku pistolet i obracając nim na palcu cynglowym. Znany jest fakt
śmierci jednego z podwładnych w wyniku takich rozmów (cyt. za Gazetą Wyborczą z
11 października 1991 r.). Oświadczenie posła Beszty-Borowskiego wywołało
gwałtowną publiczną ripostę ze strony Włodzimierza Cimoszewicza. Nazwał Besztę-
Borowskiego załganym łobuzem, a w innym tekście (w Gazecie Współczesnej)
stwierdził m.in.: Rozumiem, że dla Borowskiego, jego szefów i was, nierozumnych
dziennikarzy, babrzących się w takich prowokacjach, wybawcami byli naziści,
skoro ci, którzy z nimi walczyli, zasługują na miano oprawców. Po wojnie mój
ojciec przez 30 lat służył w Wojsku Polskim, w tym także w kontrwywiadzie,
instytucji, jaka jest zawsze i w każdej armii. Wy którzy opluwacie Go dzisiaj,
możecie powołać się tylko na fakt służby w tej formacji. Nie przytaczacie, bo
nie możecie przytoczyć, żadnych prawdziwych zarzutów, dotyczących Jego
postępowania. "Dowody" Borowskiego są łgarstwem (cyt. za: Piotr Jakucki:
Pułkownik Cimoszewicz, Gazeta Polska, 4 listopada 1993)
Oburzony stwierdzeniami W. Cimoszewicza, poseł Beszta Borowski skierował
przeciwko niemu skargę do sądu, przedstawiając dowody prawdziwości swych
zarzutów pod adresem ojca Cimoszewicza. W osobnym liście do Gazety Lokalnej
(por. nr 14-15 z 1992 roku) poseł Jan Beszta-Borowski przytoczył uzupełniające
dane na temat życiorysu ojca Cimoszewicza jeszcze przed objęciem funkcji szefa
Informacji Wojskowej na WAT. Pisał: (...) Oto przyszły pułkownik Cimoszewicz w
czasie wybuchu wojny w 1939 roku, mając lat 22, nie uczestniczy w obronie
Polski, nie jest żołnierzem Armii Polskiej, broniącej ojczyzny przed dwoma
najeźdźcami. Przeciwnie - już w październiku 1939 r. jest "poborcą dostaw
obowiązkowych w wołkowyskim Rejnopolnamzakie. Czyli jest na służbie jednego z
zaborców - bolszewików. Rekwirował płody rolne od polskich rolników na rzecz
najeźdźcy. Jakucki w cytowanym wcześniej artykule powoływał się na zeznania
świadka Romualda U., który zapamiętał M. Cimoszewicza jako "seksota" (tajnego
agenta) komisarza kadr, ówczesnego naczelnika kad