michall2
05.09.07, 07:24
Pamiętacie kultowe „Opowiadania o Leninie”, wydane w Polsce z różą
na okładce. Autorstwa podobno Michała Zoszczenki. Uważane za szczyt
artystyczny politycznego lizusostwa, albo szczyt artystycznej parodii
politycznego lizusostwa.. Dziś napiszę dla Was podobne „Opowiadania o
Jarosławie”. Tak jakby napisał je dziś publicysta proPiSowski Michał Karnowski.
LAMPA
Od najmłodszych lat Jarek był bardzo uważnym chłopcem. Miał zawsze
czyste paznokcie i porządek w piórniku. Jego młodszy trochę brat Lech
zazdrościł mu tego. Podobnie jak wszystkie dziewczynki i chłopcy w ich szkole
i w całej dzielnicy.
Pewnego wieczora ojciec Jarka i Lecha chciał jak co dzień zapalić
swoją ulubioną lampę, by przeczytać przy niej „Trybunę Ludu”. Rubrykę sportową
rzecz jasna, bo w tamtych mrocznych czasach polscy patrioci czytali w
„Trybunie Ludu” jedynie rubrykę sportową. Jarek już od najmłodszych lat nie
cierpiał „Trybuny Ludu” i nieraz psocił, chowając ją przed ojcem. Ojciec
gniewał się wtedy, ale krótko, bo Lech szybko ukrytą, ulubioną gazetę
znajdował. A mama podawała potem herbatę z konfiturami, jak w każdym
prawdziwym polskim domu.
Gdzie jest lampa? – zmarszczył brwi ojciec przyzwyczajony do tej
pory do znikania gazet – Lech szukaj!
Znający każdy zakamarek domu Lech długo nie mógł odnaleźć.
Wreszcie w koszu na śmieci, pod starymi notatkami mamy odnalazł szczątki
ulubionej lampy ojca. Zamarł. Do tej pory chowanie ociekającej komunistyczną
propagandą gazety uchodziło Jarkowi na sucho. Ale teraz Jarek zbił lampę.
Lampę ojca. Lampę, którą ojciec dostał z okazji 25-lecia nienagannej pracy w
resorcie. Lampę nagrodę.
Lech drżał i drżał. Nie słyszał coraz bardziej głośnych ponagleń
ojca. Ocknął się, kiedy ujrzał nad sobą wysoką postać, kiedy ojcowskie palce
uwolniły go od dowodu zbrodni.
-Jarek? – zapytał retorycznie ojciec, choć każdy w okolicy wiedział, że do
takich czynów zdolny jest tylko Jarek.
-Dlaczego zbiłeś moją ulubioną lampę? – zapytał ojciec, patrząc w
przepojone samym dobrem lico Jarka. Jarek milczał. Ojciec zapytał jeszcze
trzykrotnie, po czym odpiął pasa i po staropolsku jął garbować skórę Jarka. Po
każdym razie pytał: „Dlaczego zbiłeś?” Jarek dumnie milczał. Ojciec bił. Im
mocniej bił, tym mocniej Jarek nie płakał.
Wykonywanie kary przerwała mama. Przestań, bo jeszcze wyrośnie nam
na Ziobrę, albo Romana Giertycha, westchnęła. Ojciec zapiął pasa i zamknął się
w swoim gabinecie. Siedział po ciemku.
Jarek w milczeniu poszedł spać. Lech wrócił do kosza na śmieci.
Uważnie przestudiował zbite szczątki. „O ku..” zaklął jak chłopcy na
podwórku. Pobiegł do gabinetu i poprosił ojca do przedpokoju. W świetle
niezbitej lampy pokazał mu mały, uwidoczniony dopiero po zbiciu napis, czarno
na białym pisało: „Sdiełano w CCCP”. Ojciec złapał się za głowę i zapłakał. Po
cichu wszedł do pokoju i ucałował, śpiącego snem sprawiedliwego, Jarka.
Wtedy wszyscy zrozumieli, że mały Jarek widzi to, czego inni,
nawet mędrcy, dostrzec nie potrafią.
U FRYZJERA
Wszyscy zamarli, kiedy do małego zakładu fryzjerskiego przy ulicy
Belwederskiej wśliznęła się znana z telewizji postać. Szef i jedyny pracownik
w jednym Fryzjerze z wrażenia przerwał golenie.
- Niech pan nie przerywa, klienci czekają – mruknął Jarosław i skromnie usiadł
na ostatnim krzesełku. W kolejce zaszemrało.
-Chętnie pana przepuszczę – rzekł przymilnie Pierwszy w kolejce, człowiek o
fałszywym licu wyborcy Platformy Obywatelskiej. Dziękuję, poczekam – odparł
skromnie Jarosław.
-Za komuny takich kolejek nie było – burknął spasiony mężczyzna z świadectwami
nomenklatury na tępej mordzie.
-Rozbijemy i ten układ. Jeszcze jedną kadencję i kolejki u fryzjerów znikną –
odparował skromnie Jarosław.
-Może jednak pan teraz – zaproponował Fryzjer ocierając brzytwę.
-Absolutnie nie – usłyszeli z ust Jarosława-jestem takim samym kolejkowiczem
jak inni. Żadnych układów.
Przez chwilę wszyscy milczeli, tylko z radia płynęły antypaństwowe hip-hopowe
przekleństwa.
-Mógłby pan coś z tym zrobić – zwrócił uwagę Jarosławowi Fryzjer –Nie dość, że
muszę płacić ZAiKsowi miesięczne tantiemy za wykorzystywanie muzyki w
zakładzie, to jeszcze w tych radiach takie świństwa nadają.
-Zobowiążę tę czarną Elkę do ostatecznego rozwiązania problemu rozgłośni
radiowych, zlikwidujemy ten układ - obiecał Jarosław.
-Jakiż z pana skromny człowiek, nie to co nasi przywódcy kawiorowej lewicy –
rzekł nomenklaturowiec – Skoro nie chce pan być obsłużony poza kolejką, to ja
pójdę gdzie indziej. Niech pan nie czeka, bo Polska czeka na pana!
Wyszli za nim wszyscy kolejkowicze, poza Wyborcą Platformy Obywatelskiej. Bo
jego nienawiść do reform przeważyła nad miłością do Polski. Fryzjer zauważył
to i obciął go wyjątkowo szpetnie, tak na Schetynę.
Kiedy Jarosław został sam z fryzjerem wyjął zza pazuchy kota Alika.
-Tradycyjnie, grzywka na prawo? – zapytał Fryzjer.
-Tradycyjnie. Tylko niech pan tyle żelu nie daje, bo potem koty na podwórku
wyzywają go od pedała – rzekł skromnie Jarosław.
gadzinowski.bloog.pl/?ticaid=64687