Gość: Kagan
IP: *.vic.bigpond.net.au
02.01.02, 09:11
... czyli fragment z ksiazki, do ktorej sie obecnie NIE przyznaje.
Zobaczmy wiec, dlaczego?
Stanisław Lem "Czas nieutracony" - tom II "Wśród umarłych"
Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1957 str. 215-216
Rozdział “Karol Włodzimierz Wilk”
Wrzesien trzydziestego dziewiatego roku byl niezwykle piekny. W mglach litych
jak pary krzepnacego metalu otwieraly sie swity na niebo bez chmur i ptakow,
naciagane basowymi strunami bombowcow. W dlugich czerwonych wieczorach
odpelzaly wstecz dzwona pocietych arrnii, a nocami trzepotaly u horyzontow
luny. Odwr6t zlobil sobie liczne koryta w terenie podgorskim. Dniem i noca
szosa bierzyniecka wyrzucala pospiesznie maszerujace kolumny, przemieszane z
kuchniami, wozami wojskowymi i chlopskimi, armaty, podwody zawalone dobytkierm,
oblepione cywilami auta i dorozki.. Rowy woko1 rniasteczka wypelnily lsniace
samochody, porzucone z braku benzyny. Jakis czas ceny nerwowym oscylowaniem
odzwierciedlaly tempo wedrowki, ale gdy zjawily sie niepociete banknoty
piecsetzlotowe zgubione przez jakies uciekajace mininisterstwo, prowiant znikl,
jakby go ziemia pochlonela. Ulice kipialy od uciekinier6w, w ciagu minut
opracowujacych recepty zbawienia: marszruty na Rumunie, na Wegry, powr6t na
zach6d lub dalsza wedrowke na wsch6d. Poszukiwano przewodnik6w na szlaki
karpackie. Od si6dmego wrzesnia Wilk nie pracowal. Pan Glyga poszedl do wojska.
Po dwu tygodniach wybral sie Karo1 do Bierzynca, zeby rozejrzec sie i
zorientowac w sytuacji. Wracal do Nieczaw p6znym wieczorem, szosa wiodaca obok
kosciola. Na wschodzzie sciana stal las, z ktorego, wychodzila na swiat
ciemnosc. Na zachodzie palila sie niska purpura, poprzedzielana
bliskimi.wierzbami,.czarnymi jak nie dopalone glownie na ognistym tle.
Z kosciola plynela muzyka. Ktos gral na organach nieumiejetnie i nier6wno.
Melodia rwala sie, miechy rzezily tracac dech. Karol mimo woli zwolnil kroku.
Naprzeciw maszerowal zwarty oddzial wojska z glosnym spiewem. W ostatnich
czasach byla to rzecz niezwykla. Glos organ6w topil sie w goracym ch6rze
glosow, tylko jakas wysoka piszczalka przebijala sie'poprzez
krzykliwe: "Maryska, moja Maryska, chodze ze mna spac do lozka!" Gdy Wilk
zr6wnal sie z czolem kolumny, ktos zawolal z szeregu:
- Hej, co, to za wies?
Nie odpowiedzial od razu.
- To hajdamaka! Bij cepa! - rozleglo sie w szeregach. Z boku nadchodzil oficer,
w rzemieniach, w chropowatym helmie, wielki i ciemny na tle luny zachodu.
- Spokoj! – krzyknal wydluzajac krok. – Polak? – spytal Karola.
- Polak.
Piesn buchnela z nowa sila. Szly ostatnie szeregi, nie tak rowne jak u czola.
Spiewali bardzo glosno, tak ze nie wiadomo bylo czy graja jeszcze organy
ksiedza Mazuly. Karol ruszyl dalej, prosto w czerwony zach6d, kt6ry dlugo nie
gasnal, choc zapadla noc. Bielunska szkola podchorazych szla do Rumunii i
p1onace wsi ukrainskie oswietlaly slady jej przemarszu.
(Koniec fragmentu)
Przeczytajmy jeszcze raz!
"Bielunska szkola podchorazych szla do Rumunii i p1onace wsi ukrainskie
oswietlaly slady jej przemarszu".
Pytanie: czym zajmowali sie polscy podchorazacy we wrzesniu r. 1939?
Odpowiedz: paleniem wsi ukrainskich.
Jedyny komentarz, to chyba, ze:
1. Nikt NIE kazal Lemowi pisac az takich paszkwili (por. np. Putrament).
2. Gdyby to pisal jakis grafoman, to mozna by machnac reka. Ale to sie
naprawde bardzo dobrze czyta, bo mlody Lem byl rzeczywiscie znakomitym
stylista i jeszcze lepszym narratorem...
Kagan
02/01/2002