Gość: ANDRZEJ
IP: *.lomza.sdi.tpnet.pl
11.09.03, 10:50
To co stało się w Toruniu jest pośrednio wynikiem bolesnego zjawiska w
szkołach - dyrektorzy tych szkół ( poza wyjątkami) są zainteresowani nie
uczniami i nauczycielami, ale swoją kieszenią. Zatrudniają rodziny,
znajomych, nadużywają stanowiska do wyciągania pieniędzy z placówek
szkolnych. Zwalniają pedagogów lub wprowadzają atmosferę strachu i zagrożenia
utraty pracy. Nauczyciele często są pomiędzy młotem a kowadłem. Dla swych
znajomych i bliskich dyrektorzy wymagają procedury awansu zawodowego tylko na
papierze. Efekt - wielu nauczycieli to ludzie z przypadku, bez serca
pedagogicznego, niedouczeni i niewykwalifikowani. Co ma zrobić normalny
nauczyciel " spoza układu znajomości dyrekcji" gdy widzi jakikolwiek problem?
Zgłasza go, ale dyrekcji nie jest to na rękę -częsta odpowiedź to "jak się
nie potrafi samemu rozwiązać problemu to proszę się zwolnić" Kuratoria
są "bezsilne" lub im też się nie chce walczyć z układami. Tłumaczą, że
dyrektor ma prawa, że dopiero jak coś konkretnie się stanie to się zajmą.
Mamy państwo w państwie. Przerażające jest jednak to, że w tych przypadkach
wąskie grono bezdusznych i skorumpowanych dyrektorów wpływa na rozwój setek
tysięcy dzieci i młodzieży.
Dużo mówi się dziś o korupcji. Ale nie doczekaliśmy się jakoś żadnego
rozporządzenia w sprawie zakazu np zatrudniania własnych dzieci w placówce,
którą się zarządza. Ministerstwo Edukacji na ten temat milczy, mimo
zgłaszanych sygnałów. Czyżby nie było tym zainteresowane?
Jeżeli znacie takie przypadki piszcie. Mam nadzieję, że Wasze informacje
pozwolą dziennikarzom odsłonić kolejny mroczny aspekt naszej oświaty i może
pod presją mediów w tym temacie coś się zmieni