Gość: Badacz
IP: *.gen.twtelecom.net
11.09.03, 22:03
Stany Zjednoczone Ameryki, lata dwudzieste minionego
wieku. Zdeprawowane w katolickiej obłudzie rodziny
włoskich emigrantów zakładają mafię – wielką,
rozbudowaną organizację przestępczą. Wkrótce dzieli
się ona na mafię nowojorską, która wspiera partię
demokratyczną (de facto ją współtworzy), oraz mafię
chicagowską, finansującą republikanów. Korupcja sięga
szczytów. Na liście płac mafii jest większość
policjantów, sędziów, prokuratorów, działaczy
związkowych, dziennikarzy i znamienitych polityków. W
końcu Cosa Nostra jest już tak silna, że sama ich
mianuje. Marzy jej się nawet fotel prezydenta – do
czego podobno o mały włos nie doszło. A rezultat:
rozwój hazardu, prostytucji; wprowadzenie na rynek
narkotyków; bezkarne strzelaniny na ulicach;
porachunki przestępców w biały dzień; zabicie
niepokornego komendanta policji...
Mafia potrafi sparaliżować całe sektory gospodarki,
zarabiając m.in. na upadłości przedsiębiorstw. Mnożą
się milionowe afery. Idiotyczny zakaz handlu alkoholem
jest źródłem bajecznych fortun przestępców. Ci bowiem
w ilościach przemysłowych sprowadzają go z Kanady i
Meksyku lub sami produkują we własnych gorzelniach.
Jak dowodzą dzisiaj historycy – ustawa o prohibicji
została kupiona przez mafię w amerykańskim Kongresie.
Pokłosiem czasów bezprawia w USA jest wielki kryzys
gospodarczy lat trzydziestych. Firmy padają jedna po
drugiej, pół Ameryki głoduje, bezrobocie przekracza 20
procent. Pewny chleb mają tylko przestępcy,
malwersanci i duchowni. Mafia tryumfuje i karmi się
totalną rozpierduchą. Tymczasem zdezorientowani i
zrozpaczeni Amerykanie nie wiedzą, na kogo głosować w
kolejnych wyborach. Jak na demokratów (lewicę) – to
większe wpływy będzie miał capo di tutti capi z Nowego
Jorku; jak na republikanów (prawicę) – to do głosu
dojdzie Al Capone z Chicago. Tak źle, tak niedobrze –
różnicy dla przeciętnego wyborcy nie ma żadnej.
Co Wam to wszystko, Kochani, przypomina?
Przenieśmy się do współczesnej „drugiej Japonii”, nad
Wisłę. Jak widać, nie tylko gospodarczo, ale i
społecznie jesteśmy o 70 lat za Ameryką. Właśnie
dogoniliśmy ich Wielki Kryzys. Aktualnie rządzi nami
mafia przywódców tzw. lewicy demokratycznej, bowiem
zdezorientowani wyborcy po raz kolejny wybrali
mniejsze zło. Co to zmieniło? Ano to, że jedna
organizacja i jej strefa wpływów zastąpiła drugą. Dla
przeciętnego zjadacza polskiego chleba nie oznacza to
dokładnie NIC. Różnicę stanowią niuanse w świadomości,
która podpowiada, że teraz moje podatki zjadają ci z
tak zwanego lewa. Ktoś powie: głosowałem na SLD
przeciwko nieudacznikom z AWS, a poza tym jestem
lewicowiec i, wybierając, nie miałem wyboru. Skąd
mogłem przewidzieć, że po przykościelnych niedorobach
przyjdą prokościelni aferzyści?