ydorius
10.01.02, 13:08
Nie pierwszy raz, czytając forum, spotkałem się z takim postawieniem sprawy.
Jak ktoś ma "lewackie" przekonania, nie kryje sympatii do socjalistów, lub
chociażby krzywi się na słowo "Rydzyk" napisane nawet w korespondencji
dotyczącej zbierania grzybów - to zaraz jest nierobem, który tylko czycha, jak
tu napaść na państwową kasę i ją wydoić.
Czy (moi na przykład) adwersarze uważają, że jestem "lewakiem" po tym, jak już
wrócę z całodziennego oczekiwania na zasiłek? Jestem lewakiem, bo blisko mi
już do emerytury i już się uśmiecham do (mizernej, ale darmowej!) emerytury,
którą szykuj mi ZUS?
Większość ludzi z "lewymi" przekonaniami pracuje dużo zarabia i płaci podatki
(również duże). Skąd więc te "nieroby" i "darmozjady". Czyżby projekcja? A
może księża tak zamotali w głowach, że nie sposób sobie wyobrazić "społecznej
wrażliwości" bez zaślinionego wizją bogactwa wspólnego, żałosnego stworzenia?
Idea chrześcijaństwa nie kłóci się bynajmniej ze społeczną sprawiedliwością. W
jednej z moich ulubionych książek występuje jezuita-socjalista. I zupełnie
dobrze wychodzi mu tłumaczenie tej "antynomii".
pozdrawiam,
.y.