Gość: Rzepa
IP: *.localdomain / *.kim.pl
11.12.03, 01:53
Różne typy populizmu
Jeden z propagandzistów SLD, zapraszany do mediów jako
przedstawiciel "lewicowej prasy", stwierdził niedawno w telewizji Puls, że
Kwaśniewska pozwoli nam wyjść z "politycznego magla". Ten sam człowiek po
dojściu Millera do władzy opowiadał, że wreszcie prawdziwi, "zawodowi"
politycy przywrócą godność tej profesji. Jego zachowanie reprezentuje
charakterystyczną dla zwolenników Kwaśniewskiej ewolucję. Po ostatnich
wyborach głosili oni chwałę politycznego profesjonalizmu, wcielanego jakoby
przez SLD. Coraz szerzej ujawniane kolejne wpadki, skandale i afery tej
partii powodowały, że zaczynali oni mówić o chorobach dręczących polską
klasę polityczną. Zabieg polegał na tym, że kiedy nie można było już ukryć
owych afer, wyjściem idealnym było odpowiedzialność za nie uogólnić. Winni
nie byli więc konkretni politycy, konkretne ugrupowanie, którego związki ze
światem biznesu, doświadczenia i skład personalny wyjątkowo predestynowały
do działania wbrew regułom demokratycznego państwa, winna okazywała się cała
klasa polityczna. Niestety, ten sposób mówienia przejmowany był przez media,
co powodowało postępujące odrzucenie polityki w ogóle i polityków jako
takich. A to stanowi charakterystyczny rys populizmu.
Można przyjąć, że klasa polityczna III RP nie należy do szczególnie udanych.
Nie stanowi jednak żadnej zwartej całości. Politycy i ugrupowania różnią się
między sobą. Fakt, że część polityków jest skorumpowana, nie znaczy, że
skorumpowani są wszyscy. Jeśli niektóre partie zasadniczo naruszają
standardy demokracji i państwa prawa, nie znaczy to, że jesteśmy w stanie
wymyślić inny model funkcjonowania demokracji niż partyjny. Po prostu należy
odrzucić złych polityków i złe partie i odwołać się do lepszych. I co
najważniejsze, należy stworzyć ścisły system kontroli polityków, oparty na
jasno sprecyzowanych zasadach i obyczajach.
Niebezpieczeństwo uogólnienia nieprawości konkretnych polityków i partii
prowadzi do odrzucenia polityki jako takiej. Korzystają na tym populiści, a
więc politycy pozbawieni skrupułów, dla których celem jest wyłącznie władza
i którzy dla jej zdobycia gotowi są na wszystko. Deklarują, że wystarczy im
zaufać, oni zaś potrafią już rozprawić się z całym politycznym bagnem i
przywrócić nam sprawiedliwość. A gwarantem prawdziwości ich deklaracji są
oni sami.
Model kandydatury Jolanty Kwaśniewskiej jest klarownym populizmem. W dużej
mierze populistyczny charakter miał również wizerunek jej męża. Nad
wykreowaniem go pracował długo sztab Kwaśniewskiego i zdominowane przez jego
towarzyszy media. Uzupełniał on, a z czasem zdominował wizerunek prezydenta.
Jednak Kwaśniewski jest politykiem. Można odnosić się do jakichś jego
działań, wystąpień, wypowiedzi. Nie ma takiej możliwości w wypadku jego żony.
Kwaśniewska mówi: zaufajcie mi, zaufajcie mojemu uśmiechowi, mojemu dobremu
sercu i pięknym kreacjom, a ja uszczęśliwię was. Czystszego populizmu ze
świecą by szukać. Znamienne, że szefową nieoficjalnego sztabu wyborczego
Kwaśniewskiej została była redaktor "Twojego Stylu" Krystyna Kaszuba. We
współczesnej polityce ogromną rolę odgrywa opakowanie, czyli wizerunek
medialny. W wypadku Kwaśniewskiej mamy jednak do czynienia wyłącznie z
wizerunkiem.
Kwaśniewska i inni
Kandydaturę Kwaśniewskiej należy rozpatrywać w szerszym kontekście
politycznym. Jedną z niewielu trwałych koniunktur ostatnich czasów jest
spadek popularności SLD. Można być pewnym, że do najbliższych wyborów
parlamentarnych tendencji tej nic nie odwróci; co najwyżej, może ona ulec
osłabieniu lub zatrzymaniu. Wzrost notowań PO można uznać w dużej mierze za
premię dla lidera opozycji, który stał się alternatywą dla zbankrutowanej
partii rządzącej. Wszystko wskazuje więc, że SLD - UP przegra wybory 2005.
Ale SLD to nie tylko partia polityczna. To dominujący w Polsce koncern
gospodarczo-polityczno-medialny. Kwaśniewski może być niechętny Millerowi i
jego ekipie, która pozbawiła go wpływów w SLD, ale zrobi wszystko, aby
uratować interesy owego koncernu, w którym ma - metaforycznie rzecz biorąc,
choć chyba nie tylko - wielkie udziały. W obecnej sytuacji najlepszym
rozwiązaniem byłoby powołanie nowej partii, która stałaby się arką
postkomunistów i ich interesów w nowych czasach.
Jej rzecznicy próbują budować ją na podobnej zasadzie co kandydatura
Kwaśniewskiej. W wyborach do Parlamentu Europejskiego już za pół roku
wystartować miałaby pod patronatem prezydenta "Lista Obywatelska", a więc
zestaw osobistości podobno spoza obecnego układu politycznego. W
rzeczywistości ma być ona budowana na fundamencie
Stowarzyszenia "Ordynacka". Stowarzyszenie to łączy nie tylko studenckie
zaangażowanie w PRL-owski układ władzy. Jest to lobby wspólnych interesów, o
którym jego działacze mówią bez żenady, że służy popieraniu karier swoich
członków. Jego wiceprzewodniczącym nadal pozostaje Włodzimierz Czarzasty,
którego udział w aferze Rywina, a szerzej w próbie podporządkowania SLD
całego rynku mediów elektronicznych, jest pozadyskusyjny. W jego składzie są
tacy "pozapolityczni" działacze, jak Józef Oleksy, Wiesław Kaczmarek, Marek
Siwiec itd.
Dotąd Ordynacka była zapleczem SLD (tak jak SZSP-ZSP był zapleczem PZPR),
teraz część jej działaczy chciałaby, aby go zastąpiła. Publicysta "GW" Paweł
Wroński stwierdził, analizując tę operację, że o ile SLD można było zarzucić
nieprawe pochodzenie i kontynuację PZPR, o tyle nikt podobnych zarzutów
partii, która wypączkuje z Ordynackiej, postawić nie może. Takie tezy
świadczą już o sukcesie operacji. Można analizować ją jako klasyczny zabieg
marketingowy. W towarze tracącym popularność producenci zmieniają detal i
pod nową nazwą, i w nowym opakowaniu promują go jako inną jakość. W ten
sposób środowisko najbardziej uwikłane w polskie życie polityczne i nadające
mu obecny kształt pojawia się jako zupełnie nowa grupa, która życie to ma
zasadniczo odmienić, a rządzący Polską postkomunistyczny układ występuje
jako nowa siła, która odrodzi nasz kraj. To w tym układzie wraz z mężem
funkcjonuje Jolanta Kwaśniewska. To jej kandydatura ma nie dopuścić, aby do
salonu "weszła hołota", jak ujęła to dziennikarka Janina Paradowska,
zaangażowana w lansowanie prezydentowej na prezydenta.
Jeśli "Lista Obywatelska" odniesie sukces w wyborach do Strasburga, może
zostać przekształcona w partię, która sukces ten powtórzy w najbliższych
wyborach parlamentarnych. Przy współpracy z Jolantą Kwaśniewską i pod
patronatem jej męża.
I odnajdziemy się w nowej rzeczywistości, która niczym istotnym nie będzie
różniła się od obecnej. Zaiste, wszystko musi się zmienić, aby wszystko
zostało po staremu.