a.adas
10.06.09, 16:05
Trochę zainspirował mnie wątek
OBOK,
choć do napisania podobnego tekstu przymierzałem się już wczoraj. Cóż,
sensacją dnia była Kotka, więc zapomniało mi się.
W cieniu fascynującego braterskiego starcia, szorstkiej przyjaźni na linii
Kaczyński-Ziobro, z mniejszym zainteresowaniem spotkał się wynik Jerzego Buzka
na Śląsku. Rzecz jasna nie we wszystkich środowiskach, już mi się zdarzyło
przeczytać/usłyszeć (Karnowski? chyba ktoś z Dziennika), że PO powinna
rozważyć ewentualne wystawienie Buzka w wyborach prezydenckich.
Tych głosów nie sposób traktować zbyt serio, bo dobiegają one głównie z grona
"sierot po POPiSie", i to raczej PiS niż PO. A to tacy ludzie co, jak
deklarują, "nigdy" nie zagłosują na Kaczyńskich, ale - co równie oczywiste -
zawsze będą przeciw Tuskowi. Więć z zaciśniętymi zębami postawią krzyżyk...
To jedna sprawa. Kolejna wygląda tak: Buzek to polityk tego rodzaju, co go się
dobrze wspomina, ha - lepiej ocenia niż wtedy, gdy miał władzę, ale gdyby miał
objąć poważne stanowisko... wątpię. Jeżeli "mój" głos decyduje o tym czy
będzie europarlamentarzystą, może nawet szefem izby, to chętnie zakreślę.
Prezydentem lub premierem? Zastanowię się trzy razy. Moim zdaniem zadziałałby
taki mechanizm.
No i bariera charakterologiczna. Kandydowanie w dzisiejszych czasach to pół
roku ciężkiej harówki. Atakowanie, bronienie się. Nawet zakładając, że PO
postawi na niego, obuduje go całym sztabem - nie widzę tego. Niech mi Buzek
wybaczy, ale jest ekskluzywniejszą wersją Cimoszewicza. A ten jak wiadomo pęka
w kluczowych chwilach. Choć notowania ma taaaaaaaaaaakie duże.