1.palnick1
17.07.09, 15:58
Niewypłacalność czeka nie tylko ZUS i Polaków ale mieszkańców
wszystkich krajów, w których obowiązuje tzw. bismarckowski system
emerytalny.
Zasada solidarności pokoleń (obecnie pracujący płacą na tych, którzy
pracowali wcześniej) przestaje funkcjonować. Ludzie żyją na
emeryturze 15-25 lat i kolejnym rządom zaczyna brakować pieniędzy na
wypłacanie świadczeń. W Europie rodzi się mało dzieci co jest
równoległą przyczyną erozji systemu. Wielu ekonomistów uważa, że
wystarczy podwyższyć wiek emerytalny do 70 lat i wszystko będzie
dobrze.
Prawda jednak jest taka, że wydłużenie obowiązku pracy przy
utrzymaniu obecnego systemu ubezpieczeń emerytalnych odwleka tylko
katastrofę w czasie. Poza tym, kto wsiądzie do samolotu pilotowanego
przez 70-latka?
Bankructwo ZUS-u jest przewidywane na rok 2035, trzeba zatem zacząć
myślec „out of the box”, i poszukać zupełnie innych rozwiązań.
Znając naszych ekspertów, zaczną oni majstrować przy systemie za
późno i będą wyważać dawno otwarte drzwi. Proponuję krótki przegląd
tego co zrobiono na świecie w systemach emerytalnych
odrzucających „bismarckowski” wzorzec.
Najlepszym tego przykładem jest oczywiście Chile, kraj który stał
się liderem w dziedzinie reformy emerytalnej. Jakkolwiek o emerytury
Chilijczyków w całości dbają prywatne towarzystwa, to jednak państwo
zadbało o nadzór nad systemem. Prowizje firm ubezpieczeniowych są
bardzo niskie a większość środków musi być inwestowana w rządowe
papiery wartościowe.
Reforma chilijska to pełna prywatyzacja oszczędności emerytalnych,
gdzie każdy obywatel ma własne konto, obowiązkowe, ale zwolnione od
podatku dopóki obywatel nie uzbiera sumy wystarczającej na emeryturę
(tym samym "zwalniając" państwo z obowiązku utrzymywania go jako
emeryta).
Jednocześnie państwo gwarantuje wszystkim obywatelom minimalną
emeryturę, bez względu na to jak im się powiodło w inwestowaniu
środków na ich indywidualnych kontach, ale tylko na tyle, na ile ich
prywatna emerytura nie wystarcza na to minimum socjalne. Wadą
systemu Chilijskiego jest to, że miliony mało zarabiających ukrywają
swoje dochody po to, żeby uzyskać minimalną emeryturę bez odkładania
oszczędności.
Reforma wzorowana na chilijskiej przeprowadzona została w
Argentynie, Peru i - od 1 lipca 1997 - roku w Meksyku.
Odmienna, anglosaska w stylu, reforma zrodziła się w Wielkiej
Brytanii i Nowej Zelandii. W latach osiemdziesiątych rząd Margaret
Thatcher pozwolił obywatelom na składanie ich środków emerytalnych
na konta prywatne, zamiast odprowadzania ich do państwowego systemu
ubezpieczeń społecznych, utrzymując przy tym uprzywilejowany status
podatkowy takich prywatnych kont emerytalnych. Jednocześnie każdy
obywatel ma zagwarantowaną minimalną emeryturę państwową, nie
poprzez dopłatę do prywatnego konta (jak w Chile), lecz poprzez
wypłacanie wszystkim (nawet bogatym) takiej emerytury socjalnej
bieżącego budżetu państwa.
Nowa Zelandia poszła jeszcze dalej, likwidując wszelkie przywileje
podatkowe kont emerytalnych i traktując je na równi z innymi
kontami, jednocześnie gwarantując wszystkim emerytom minimum
socjalne z bieżącego budżetu, ale tylko minimum socjalne.
Reasumując, pierwsza nadchodzący krach systemu emerytalnego
przewidziała Nowa Zelandia, gdzie pod koniec lat 80. emeryturę
zastąpiono zasiłkiem wypłacanym z budżetu obywatelom, którzy
ukończyli 68 lat. Państwo zrezygnowało z opodatkowania pracy
obowiązkowym ubezpieczeniem emerytalnym, zostawiając troskę o własną
przyszłość obywatelom.
Co zrobimy my Polacy?