zastepca.oszoloma.z.radia.m
29.12.03, 15:14
Im bliżej zakończenia negocjacji i rozstrzygnięcia, czy Polacy faktycznie
chcą wejścia do Unii Europejskiej na zasadach przez nią narzuconych, tym
bardziej atmosfera robi się nerwowa. W dniu 11 listopada, czyli w Święto
Niepodległości zawodowe "autorytety moralne" oraz garść innych obywateli III
RP podpisali apel, zwany "Wawelskim". Wśród jego sygnatariuszy znalazła się
laureatka Nagrody Nobla z 1996 roku w dziedzinie literatury, Wisława
Szymborska. Takie podpisy mają zwiększyć wagę apelu i nakłonić osoby
niezdecydowane, aby owczym pędem zwiększyły grono euroentuzjastów.
Wisława Szymborska ma w tym zakresie spore doświadczenie, albowiem podpisuje
różne apele już od półwiecza. Jeśli zatem podpisała i ten apel, warto
przyjrzeć się jej kwalifikacjom moralnym.
Przyszła poetka urodziła się w 1923 roku w Kórniku jako córka Wincentego
Szymborskiego, zarządcy dóbr Władysława Zamoyskiego i Anny z domu Rottermund.
O jej życiu w PRL-u wiadomo naprawdę niewiele, Szymborska otacza się bowiem
nimbem tajemniczości, a o sobie nie chce mówić. Nie wiadomo, czy to tylko
przekora, czy także niechęć wspominania wstydliwej przeszłości?
Poetka nie mówi prawdy
Zadebiutowała dość późno, bowiem miało to miejsce 14 marca 1945 roku, w
pisemku kierowanym przez komunistycznego propagandzistę nie najwyższych
lotów - Jerzego Putramenta. Jej ówczesne wiersze były ocenione jako bardzo
słabe, ale po przeróbkach, dokonanych w redakcji, co nieco jednak ukazało się
drukiem. Ich autorka zgłosiła się natychmiast po... honorarium. Później
jednak produkowała wiersze taśmowo, a w 1952 roku, podczas najczarniejszej
nocy stalinowskiej, ukazał się jej pierwszy tomik. Jakie czasy, takie
wiersze...
Kolejny tom, opublikowany w 1954 roku, gdy stalinizm nieco już tajał, jest
taki sam. Oto próbki jej ówczesnej twórczości:
Partia. Należąc do niej, z nią działać, z nią marzyć, z nią w planach
nieulękłych, z nią w trosce bezsennej - Wierz mi to najpiękniejsze, co się
może zdarzyć w czasie naszej młodości - gwiazdy dwuramiennej.
Były też wiersze do towarzysza Stalina, "Młodzieży budującej Nową
Hutę", "Robotnik nasz mówi o imperialistach", "Lenin"... Cała gama trujących
zachwytów, budzących dziś obrzydzenie, w dodatku wątpliwych pod względem
warsztatu, nie mówiąc o polocie. Co więc robi nasza bohaterka? Konsekwentnie
pomija ten okres milczeniem, korzystając z orwellowskiej formuły mówiącej, że
to, co nie nazwane, nie istnieje. Tego jednak nie da się wymazać z pamięci.
Dopiero w 1991 roku zaczęła nieśmiało nawiązywać do tamtej twórczości,
szukając jednak dla siebie (i swych "dzieł") usprawiedliwienia: "Należałam do
pokolenia, które uwierzyło. Ja uwierzyłam. Wypełniałam swoje 'wierszowane
zadania' z przekonaniem, że robię dobrze. Jest to najgorsze doświadczenie w
moim życiu".
Można powiedzieć, że każdy ma prawo do błędów. To prawda - miała je zatem i
Szymborska. Ale błędy należy naprawiać, należy głośno i wyraźnie się od nich
uwolnić. Na to już poetki nie było stać. Może brak odwagi w rozgrzebywaniu
przeszłości, która jest - jak już dobrze wiemy - bardziej ponura, może jednak
nostalgia za młodymi laty, okresem wzniesień i głębokiej wiary (choćby i w
Lenina czy Stalina)? Tego się niestety, od Szymborskiej dowiedzieć nie można.
Specyficzna wrażliwość moralna
Dziś poetka nie zamyka się w swej literackiej "twierdzy" i nie ogranicza swej
aktywności do poezji. Jest aktywna politycznie - służy swym nazwiskiem
konającej Unii Wolności (którą wspiera zresztą od początku). Z całkowitym
oddaniem poparła Adama Michnika i jego gazetę w walce z lustracją w 1992 roku.
Czy to tylko konsekwencje wstąpienia do PZPR pod koniec lat 40-tych? Wtedy
też dawała przykład innym, jako początkujący literat, opisując "egzamin
kandydata na członka":
Pytania brzmią ostro
ale tak właśnie trzeba
bo wybrałeś życie komunisty
i przyszłość czeka
twoich zwycięstw.
Wielbienie PZPR to była nie tylko bierna akceptacja zbrodniczego ustroju. To
była jego afirmacja, to był wybór drogi życia. Formalnie - była w partii dwie
dekady. Mentalnie - tkwi tam jeszcze znaczną częścią swej przeszłości, jeśli
nie chce się od niej zdecydowanie uwolnić. Swym krytykom z tych właśnie
pozycji dała zdecydowany "odpór", poetycko wyrażony w wierszu: "Pochwała
złego o sobie mniemania":
Nic bardziej zwierzęcego
niż czyste sumienie.
Sama zatem odrzuca taki wybór. Woli zachować takie sumienie, jakie ma.
Andrzej Szczypiorski (inny "autorytet" lewicy) tuż po przyznaniu jej Nagrody
Nobla napisał: "To wzorowa etycznie postawa wobec rzeczywistości, którą
poetka zawsze demonstrowała, nawet w najtrudniejszych czasach. Jest tak
suwerenna duchowo postacią, że nawet najostrzejszy krytyk niczego nie mógłby
wytknąć." Jak widać Towarzystwo Wzajemnej Adoracji istnieje i ma się dobrze.
Śmiać się czy płakać? Takie mamy obecnie "autorytety moralne", tak, jakby na
inne nie było nas stać. A przecież to nie wszystko.
Zabić księży!
O ile Apel Wawelski w sprawie poparcia integracji Polski z UE jest - jak na
razie - ostatnim takim aktem, podpisanym przez noblistkę, to warto
przypomnieć, jakie były jej początki w tym zakresie.
Pod koniec 1951 roku UB dokonało licznych aresztowań w Kurii Krakowskiej. Do
więzień trafiło kilkunastu księży, którym władze komunistyczne postawiły
fałszywe, na ogół kryminalno-polityczne zarzuty, ze szpiegostwem, dywersją i
zdradą włącznie. Na początku 1953 roku zapadły wyroki: trzy kary śmierci i
kary długoletniego więzienia. Księża byli torturowani, znęcano się nad nimi
również psychicznie, co było zresztą wówczas regułą i wszyscy o tym
wiedzieli. Gdy skazani oczekiwali w celi śmierci na wykonanie wyroku,
krakowscy literaci, którzy wierzyli w Stalina wiarą Szymborskiej,
uchwalili "Rezolucję Związku Literatów Polskich w Krakowie w sprawie procesu
krakowskiego". Warto przytoczyć jej treść, bo to rzadko dziś przypominany
dokument, oddający ducha tamtych czasów:
W ostatnich dniach toczył się w Krakowie proces grupy szpiegów amerykańskich
powiązanych z krakowską Kurią Metropolitarną. My zebrani w dniu 8 lutego 1953
r. członkowie krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich wyrażamy
bezwzględne potępienie dla zdrajców Ojczyzny, którzy wykorzystując swe
duchowe stanowiska i wpływ na część młodzieży skupionej w KSM działali wrogo
wobec narodu i państwa ludowego, uprawiali - za amerykańskie pieniądze -
szpiegostwo i dywersję.
Potępiamy tych dostojników z wyższej hierarchii kościelnej, którzy sprzyjali
knowaniom antypolskim i okazywali zdrajcom pomoc, oraz niszczyli cenne
zabytki kulturalne.
Wobec tych faktów zobowiązujemy się w twórczości swojej jeszcze bardziej
bojowo i wnikliwiej niż dotychczas podejmować aktualne problemy walki o
socjalizm i ostrzej piętnować wrogów narodu - dla dobra Polski silnej i
sprawiedliwej.
Wyobraźmy sobie dziś taką rezolucję, skierowaną przeciwko...sygnatariuszom
owych apeli i rezolucji. Ale byłby rejwach i oskarżenia o sianie nienawiści.
A krakowską rezolucję, domagającą się śmierci skazanych księży, podpisały 53
osoby. Była wśród nich Wisława Szymborska w towarzystwie między innymi:
Andrzeja Kijowskiego, Adama Włodka (jej pierwszego męża), Kornela Filipowicza
(późniejszego męża Szymborskiej), Władysława Machejka (współpracownik
gadzinowej prasy hitlerowskiej w Krakowie, po wojnie oficer Urzędu
Bezpieczeństwa), Jana Błońskiego...
** ** **
Dziś Szymborska promuje swym głośnym już nazwiskiem Unię Europejską. "My...
powinniśmy być w Europie obecni... Polska duchem i kulturą zawsze była w
Europie" - czytamy w Apelu Wawelskim. Przecieranie oczu ze zdumienia nic nie
da - tak, Szymborska podpisała to z całą świadomością, uważając, że ona też
zawsze była w Europie. Wtedy, za Stalina, i później, pozostając i działając w
PZPR, też. Ktoś więc tu się myli: albo ona, uchodząca za "Europejkę", albo
ci, którzy w partii n