Dodaj do ulubionych

Milej lektury:)))

20.12.05, 22:49
Był człowiek, który narzekał na swoje życie. Skarżył się, że jest mu ciężko,
bo mieszkanie niewygodne, za ciemne, za ciasne, że dochody za małe, że jego
rówieśnicy, którzy podobne szkoły ukończyli, zarabiają daleko więcej niż on.
Mówił, że innym jest łatwiej żyć, że lepiej dają sobie radę ze złymi ludźmi,
z trudnymi okolicznościami, że im wszystko układa się korzystnie, a jemu jest
źle i to z roku na rok coraz gorzej. Twierdził, że gdyby się urodził
kilkadziesiąt lat wcześniej albo
kilkadziesiąt lat później, to wtedy na pewno byłoby wszystko inaczej. Chodził
wciąż smutny, skwaszony, zniechęcony.

Razu pewnego, gdy spał, śniło mu się, że ktoś go budzi. Otworzył oczy i
zobaczył postać stojącą koło'jego łóżka. Chociaż nigdy Anioła nie spotkał,
wiedział, że to jest Anioł. Nie czul w sobie żadnego lęku. Anioł stał nad
nim, jakby czekając na jego przebudzenie. A gdy spostrzegł, że on już nie
śpi, łagodnym zapraszającym ruchem dał mu znak, aby wstał:

- Wstań proszę - powiedział.

Człowiek ów, wcale tym nie zdziwiony, podniósł się z łóżka. Stanął obok
tajemniczego gościa. Popatrzył pytająco na niego. A wtedy Anioł z uśmiechem
powiedział:

- Pójdź, proszę, ze mną.

Człowiek spytał go nieśmiało:

- Dokąd chcesz, żebyśmy poszli?

- Zaraz zobaczysz - odpowiedział Anioł.

Podążył więc za nim. Anioł wiódł go przez jego mieszkanie, wyprowadził go na
klatkę schodową i zaczął wstępować po schodach na górę. Człowiek wciąż nie
wiedział, dokąd idą i co to ma wszystko znaczyć, ale nie śmiał pytać. Był
tylko pewny, że to chodzi o jakąś bardzo ważną sprawę, która go bezpośrednio
dotyczy. Postępował w milczeniu za Aniołem coraz bardziej ciekawy, dokąd
wiedzie go ten wysłannik Boga. Szli długo po schodach, aż stanęli przed
drzwiami. W pierwszej chwili nie mógł
zorientować się, dokąd drzwi prowadzą, ale za moment poznał, że; to drzwi
wiodące na jego strych. Anioł otworzył drzwi i weszli do wnętrza. Wtedy
człowiek zobaczył, że to wcale nie jest strych jego domu. To była wielka
sala, pod której ścianami stały nagromadzone krzyże - tysiące, dziesiątki
tysięcy, nieprzeliczona ilość; krzyże były różne, dziwne: ogromne, małe i
całkiem maleńkie, proste i ozdobne, ze złota i z drewna, malowane, heblowane,
wysadzane drogimi kamieniami i całkiem zwyczajne,
cięte z brzozy. Przyglądał się uważnie tym krzyżom. Każdy z nich był inny.
Czasem zdawało mu się, że znalazł dwa identyczne, ale później zauważał, że
tak nie jest, że różnią się pomiędzy sobą przynajmniej jakimś szczegółem.

Po chwili człowiek przełamując nieśmiałość spytał Anioła:

- Skąd tu tyle krzyży? Po co tu stoją? Do kogo należą? Usłyszał jego głos:

- To są ludzkie krzyże.

- Ludzkie krzyże? - powtórzył człowiek, niewiele z tego rozumiejąc.

- Każdy musi jakiś nieść - mówił dalej Anioł.

- Ach tak. Teraz rozumiem, dlaczego tyle tych krzyży i dlaczego każdy z nich
jest inny. Ale po co przyszliśmy tutaj? Anioł o odpowiedział:

- Pan Bóg polecił mi, abym ciebie tu przyprowadził.

- Pan Bóg? - zdziwił się ów człowiek. - Dlaczego?

- Narzekasz na swój krzyż. Mówisz, że ci bardzo ciężko z nim iść. Bóg
zezwolił, abyś tu przyszedł i wybrał sobie inny krzyż, jaki tylko zechcesz, i
żebyś z tym nowym krzyżem szedł dalej przez życie nie narzekając.

Człowiek słuchał tego, co Anioł mówił, prawie nie wierząc swoim uszom. W
końcu powiedział:

- Czyż to jest możliwe, żeby Wielki Bóg chciał się zajmować takim człowiekiem
jak ja?

- Pan Bóg naprawdę przysłał mnie do ciebie - potwierdził Anioł.

- Będę mógł wybrać krzyż taki, jaki tylko zechcę? - spytał wciąż jeszcze
nieufny.

- Tak. Naprawdę - powtórzył Anioł jego słowa. - Możesz wybrać l taki krzyż,
jaki tylko zechcesz.

- I będę mógł z nim iść przez całe życie? - pytał człowiek, chcąc się upewnić.

- Tak. Będziesz mógł iść z nim, jeżeli tylko zechcesz, przez całe Twoje
życie - Odpowiedział mu Anioł.

Człowiek wiedział już, który krzyż wybierze. Piękny, złoty krzyż przyciągał
jego wzrok od pierwszej chwili. Pomyślał: "Wreszcie będę miał wspaniałe
życie". Spytał nieśmiało Anioła wskazując na ten krzyż:

- Czy mogę go wziąć? Anioł skinął głową:

- Tak.

Uradowany człowiek podbiegł do upatrzonego krzyża, objął go mocno, aby go
włożyć na swoje ramiona, ale nadaremnie. Nie potrafił go nawet, ruszyć. Krzyż
był bardzo ciężki. Mimo to człowiek nie chciał z niego zrezygnować. Wytężył
wszystkie siły. Nic nie pomogło. Krzyż nawet nie drgnął. Zaskoczony tym i
rozczarowany powiedział do Anioła:

- Za ciężki.

- Spróbuj znaleźć inny, który będzie lepszy dla ciebie - powiedział spokojnie
Anioł. Człowiek rozejrzał się po sali i skierował w stronę innego krzyża,
również złotego, choć nie tak dużego, który też wcześniej już spostrzegł.
Krzyż ten był wysadzany wspaniałymi kamieniami, ozdobiony wyszukanym
ornamentem. Podszedł do niego, z trudem położył go sobie na ramiona. Zrobił z
nim parę kroków i przekonał się, że niestety ten też jest za ciężki, a poza
tym dokuczliwie gniotą go w ramiona te
wspaniałe ozdoby i drogie kamienie, które go tak zachwycały. Odezwał się
trochę do siebie, trochę do Anioła:

- Jest niemożliwe, żebym mógł z nim iść dłuższy czas.

- Znajdziesz na pewno krzyż bardziej dla ciebie odpowiedni. Tylko nie
zniechęcaj się - pocieszył go Anioł.

Człowiek rozglądnął się w poszukiwaniu i po chwili podszedł do krzyża też
złotego, który był o wiele mniejszy. Faktycznie, był on również o wiele
lżejszy, ale za krótki. Gdy ułożył go sobie na ramionach i zaczął z nim iść,
krzyż ten tłukł go po nogach i plątał mu krok. Odłożył go na miejsce. Wziął
inny krzyż, ale ten mu też nie odpowiadał. Potem spróbował nieść inny i znowu
inny. Coraz bardziej nerwowo, już nie chodził, ale biegał po tej ogromnej
sali szukając krzyża dla siebie. Czas
płynął, a on wybierał i wybierał bez końca. Wciąż nie mógł znaleźć krzyża, z
którego byłby zadowolony. Bo były za długie albo za krótkie, za ciężkie, albo
zbyt uciskały go ozdoby, albo po prostu nie podobały mu się w kształcie lub
kolorze. Już zdawało mu się, że nie zdecyduje się na żaden, że nie znajdzie
dla siebie .odpowiedniego. Przyszło mu nawet do głowy, że może przez
zapomnienie czy przeoczenie nie zrobiono stosownego krzyża dla niego. I gdy
był na skraju rozpaczy, że będzie musiał wziąć
krzyż jaki bądź, pierwszy lepszy, wtedy wreszcie znalazł taki, który był
odpowiedni dla niego. Wszystko mu się w nim podobało: i ciężar, i długość,
kolor, ozdoby. Wszystko było takie, jak chciał. Był świetny, najlepszy.
Uszczęśliwiony podszedł z tym krzyżem do Anioła i powiedział:

- Znalazłem.

- Cieszę się, że znalazłeś - odrzekł Anioł.

Człowiek ów, jakby z obawy, by mu tego krzyża nie odebrano, powtórzył:

- Tak, ten mi odpowiada. Proszę , pozwól mi z tym krzyżem iść przez całe
życie. Anioł uśmiechnął się tajemniczo:

- Dobrze a potem dodał - A czy ty wiesz, że to jest twój krzyż? Człowiek
patrzył z niepokojem na Anioła nie rozumiejąc, o co chodzi. Wreszcie zapytał:

- Nie wiem, o czym mówisz? Wtedy Anioł powiedział mu wyraźnie:

- Ten krzyż, który znalazłeś, to jest twój krzyż. To jest ten sam, który od
początku życia niesiesz na swoich ramionach.

ks. M. Maliński



PS.Kazdy z Nas niesie Swoj krzyz i czasem nie warto go zmienac,bo nigdy nie
wiadomo na co mozemy traficsmile
Obserwuj wątek
    • cuski Naprawde fajne opowiadanko ! 21.12.05, 02:29
      Naprawde fajne opowiadanko !

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka