madohora Re: Moje zabobony 13.09.15, 22:40 Niejaki chłop miał się biedno i poszedl do lasa i myśli bez drogę, gdzieby pieniędzy pożyczyć. Wychodzi starzec i pokazał mu dużo pieniędzy. Ten strzelec - a był to sam djabeł, zgodził się dostawiać chłopu przez lat dziesięć po 100 rubli rocznie. Chłop obiecał mu po dziesięciu latach oddać głowę. Skończywszy się lat dziesięć, djabeł przychodzi po głowę. Chłop mu daje głowę kapusty; djabeł powiada: daj swoją głowę. Chłop powiada; idź do karczmy, skuś dwóch chłopów niech się biją; słuchaj, co będą mówić. Jak jeden drugiemu będzie przymierzał pięści i jak powie, że cię rznę w głowę - to ja ci dam swoją głowę a jak powie: ja cię rżnę w łeb toś przepadł. Więc tak się też stało. Chłop dał djabłu głowę kapusty, a djabeł ze złości wyrwał mu wszystką, kapustę i pokładł na kupę i przystąpić nikomu do niej nie dał aż zgniła Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 13.09.15, 23:01 Służba żołnierza przez siedem lat u djabła. Służył jeden żołnierz w wojsku 25 lat, a po skończonej służbie puszczony został do domu. Martwił się, gdzie się ma obrócić, co nie miał ni ojca l ni matki" ni żony, ni siostry, ni żadnej rodziny i mówi do siebie: żeby mi się trafiło choć do d j a b ł a, tobym poszedł służyć. A wtem pan jakiś idzie i mówi do niego: a możebyś ty poszedł do mnie służyć? A on odpowiada: no mogę iść służyć. Bierze go ów pan, wiezie aż do piekła, ażeby mu się podpisał na tę służbę swoją krwią. A on na tę służbę się podpisuje i umowę tak robią z sobą: żeby przez siedem lat ani nie umywał się, ani nie obłóczył, ani pazurów nie obrzynał, ani nosa nie ucierał, ani brody nie golił. Dał mu pan ściereczkę i mówił mu: że z tej ściereczki co będziesz chciał to będziesz miał - pieniądze i złoto. Przyszedszy on żołnierz z onego lasa, szed precz i trafił do jednej karczmy, która stała na trakcie. Do arendarza onej karczmy powiada: tak nakupmy różnych trunków, owsa, siana i przedajmy z tego to, czego z przejeżdżających kto żądać będzie. Za to, co sprzedawać będziemy, nie żądajmy pieniędzy, tylko jeno słowa: Bóg zapłać. Ów arendarz oddał mu osobną stancyją, a on przyjął kucharza i lokaja, żeby mu usługowali i nic nie robił, jeno w łóżku leżał a co mu brakowało, to tylko zatrząsł ową ściereczją i zaraz wszystko mieli i pieniądze i złoto i co trza im było. Przejeżdżali rozmaitego stanu osoby, kupowali owies, kupowali siano, pili trunki. Co kto chciał zapłacić, to arendarz nie chciał nic przyjąć, tylko dobre słowo. On żołnierz leżał przez te siedem lat! Ani się nie umywał, ani czesał, pazurów nie obrzynał i wytrwał w onej djabelskiej służbie. Tak po tych latach jeździli od jednego króla tacy rycerze, którzy szukali, eliby się taki nie nalaz, kto by im dał trzy cetnary złota. Przyjechali do tej karczmy, wypili wódki, owsa dla koni nabrali i pytają się arendarza: co się za to należy. A ów arendarz odpowiada: jest tu taki już siedem lat, co na to wszystko nakłada. Wtedy jeden najstarszy rycerz poszedł do niego. Wchodzi - zobaczył go i w tył się cofnął od niego. Ale przypomniawszy sobie, co mu król powiedział na wyjezdnem, że czyby to był dziad, czy żyd, czyby drab a, który mnich dałby trzy cetnary złota, to za tego córkę by swoją dał i pół królestwa, bo owemu królowi duchem potrzeba było tych trzech cetnarów, bo drugi król wypowiedział mu wojnę. On żołnierz zdjął z siebie portret i oddał owemu najstarszemu rycerzowi aby pokazał królowi i królewnie: czy się zgodzą na takiego zięcia. Król miał trzy córki - skoro mu portret owego żołnierza przywieźli ci wysłani rycerze, to go król pokazał każdej z osobna córce i pytał się jej, czy pójdzie za niego. Pierwsza mówi: że woli za śmierć iść jak za tego noska. Druga tak samo odpowiedziała. Trzecia mówi: ja pójdę za niego; łatwiej mi jednej zginąć, jak ojcu zginąć z żołnierzami i królestwem. Przyjechali ci rycerze po to złoto do owego żołnierza. On zatrząsł ściereczką i już jest złoto dla nich. Pożegnał się z arendadarzem i poszedł do tego pana, któremu tak wiernie służył. Panisko zaprowadziło go do piekła i oddało mu jego zapiskę i powiedziało: trza mu za to posłużyć, bo nam wiernie służył. Wtem się djabli zlecieli i z niego brzydotę oczyścili i stał się taki młody, jakby miał 18 lat. Poszedł do miasta, kupił konie, powóz i jedzie do swojej panny i napisał list do niej, aby wyjechała, bo on jedzie. I wyjechała ku niemu z całą paradą. A siostry jej wylazły na trzecie piętro przyglądać się jak to n o s e k wyglądać będzie. Jak zoczyły, że to taki galanty młodzieniec - to z żalu aż z trzeciego piętra poskakiwały i pozabijały się. Wtedy pan jego (djabeł), co on żołnierz mu przez siedem lat służył wiernie leci i mówi: - Jak się masz bracie. Ty masz jedną a ja dwie panny. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 11:32 Cudowna kieszeń i torba Żołnierz 25 lat w wojsku wysłużywszy, wychodził do domu i król dał mu na podróż trzy grosze. Wziął te pieniądze i idzie do domu. Przychodzi pod las, siedzą dwóch dziadków. Nadchodzi nad nich, proszą, go o opatrzność, a on im powiada: służyłem 25 lat w wojsku, król mi na drogę dał trzy grosze pieniędzy, ale dam wam jeden grosz, a sobie zostawię dwa. I dał owym dziadkom grosz i poszedł dalej drogą. Zachodzi wśród lasa, spotyka dziadków, proszą, go o opatrzność a on odpowiada: służyłem w wojsku 25 lat - dał mi król na drogę trzy grosze, dałem już grosz, a mam dwa, dam wam jeden, a sobie zostawię jeden u i tak zrobił. Dał im grosz, a sobie zostawił jeden i poszedł dalej lasem. Wychodzi z lasa na kraj (brzeg lasu), spotyka dwóch dziadków, proszą go o opatrzność. On powiada: służyłem królowi 25 lat w wojsku, dał mi król na drogę trzy grosze pieniędzy. Rozdałem ubogim dwa, dam wam i ten ostatni. Owi dziadkowie jak wzięli te trzy grosze od niego, mówią do siebie: trza wynagrodzić owemu żołnierzowi za to. Pytają, tedy żołnierza: co chce za tę jałmużnę? A on odpowiada: Ja nic nie chcę za to, tylko żebyście mi dali d w i e k i e s z e n i e: jedną, kieszeń, żeby była z tabaką i nigdy z niej nie ubywało, abym zawsze z niej zażywał, a drugą z p i e n i ę d z m i, żeby z niej nigdy nie ubywało, abym używał. Dawszy mu owi dziadkowie tak, jak im mówił, pożegnali go. Na odchodnem prosił ich jeszcze o taką torbę aby każdy kto mu będzie mówił na przekorę, na zawołanie: Marsz do torby! zaraz wlazł do tej torby! I dali mu taką, torbę. Tak więc żołnierz, poszedł w świat i zaszedł pod jedno miasto. Idzie pan na spacer, a on pyta się pana tego: "gdzie tu w mieście traktyjernia? A pan mu na to: tyś tam potrzebny jak dziura w moście. Zagniewał się i powiedział panu: Marsz do torby! I panisko jak niepyszne wlazło do torby. Dalej w drodze napotkał drugiego pana i spytał go, gdzie jest traktyjernia a ten pan powiada mu: tobie tam łajdaka do do traktyjernie. On rozgniewał się gorzej na niego i mówi: marsz do torby łajdaku! Wszedłszy do miasta napotkał jakiegoś chłopca i zapytał go o traktyjeryję. Chłopiec wskazał mu ją, on wyjął sześć dukatów z kieszeni i dał chłopcu za to. W chodzi do traktyiernie, woła o posiłek jaki. Szynkarka mu dać nie chce, że on niema czem płacić, a on wyjął tę kieszeń, uderzył nią o stół i wysypały się z niej pieniądze, którymi zapłacił za to, co wypił i zjadł. Przy tym stole siedzieli panowie i grali w karty. Widząc, że ten żołnierz ma tyla pieniędzy, mówią do siebie: trza go prosić do grania, to od głupiego weźniemy wszystko. Zawołali go do grania, on powygrywał wszystko - wnet ich konie z bryczkami. Zachciało mu się spać, więc z torby popuszczał tych panów, co mu nie cbcieli pokazać traktyjernie i kazał im pilnować, żeby go nikt nie nachodził. Kiedy się wyspał, kazał im iść do torby, a on poszedł na modlitwę. Modli się, a tu leci djabeł i mówi: co ty tu robisz, wynoś się, boś tu niepotrzebny. On do djabła: marsz do torby! Leci inny z kluczami djabeł, co siedział na pieniądzach w piwnicy i mówi: wynoś się, boś tu niepotrzebny! a on na to: Marsz do torby!" Kiedy się do woli wymodlił, kazał wszystkim wyleźć z torby, a kiedy wyszli kazał jednym trzymać, a drugim bić starego djabła i wołał na niego: "oddej klucz oo piwnicy. Djabeł oddał, a on wszystkich na wolność wypuścił z torby i był wielkim panem - z kluczami od skarbów. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 12:01 Głupi z trzech synów tani się z królewną Ubogi chłop miał trzech synów: dwóch mądrych a trzeci głupi. Król miał córkę; nie chciał jej wydać za mąż dopóty, dopóki' się do kogo nie rozśmieje. Różne stany tam przybywały ludu, od synów królewskich aż do biednego chłopa prostego. Ojciec mówi do tych mądrych synów Idźcie do króla, może by się do którego zaśmiała królewna, toby się ożenił i byłby panem. Wybierają się więc w drogę. Głupi mówi: i ja pójdę, ożenię się u króla. Ojciec powiada: ty gamoniu, tam lepsi są, a nic dokazać nie mogli. Głupi nie pyta, jeno wybierając się w drogę upiekł sobie placek tatarczany pokryjomu przed ojcem. Ci mądrzy poszli przód i napotkali na drodze dziadka, który ich prosił, aby mu co dali jeść. Oni odpowiadają: my sami mało mamy - poszli dalej. Głupi szedł za nimi później i napotkał tego samego dziadka. Dziadek mówi do tego głupiego: daj mi chłopcze co jeść bom głodny - A kiedy mój kochany dziadku, mam tylko placek bardzo suchy, to go nie zgryziecie. Tylko mi go daj, namaczam sobie go w wodzie i zjem. Rozłamał ten placek na dwie części, sobie zostawił połowę a dziadkowi dał połowę. Idą oba, zaszli do lasa, usiedli pod drzewem. Dziadek powiada: idź, nakop korzeni, a ja ci uplotę koszyczek, który ci będzie potrzebny. Kiedy koszyk skończył, dziadek powiada: choćbyś gdzie nocował! to strzeż koszyka, żeby nikt do niego nie zajrzał. u Rozeszli się potem obydwa. Zaszedł ten głupi do młyna na noc, a koszyk daje młynarce do schowania, ażeby nikt do niego nie zajrzał. Młynarka miała trzy córki, które z ciekawości gdy zajrzały do tego koszyka - tak przy nim stały do rana. Rano wstawszy podróżny, bierze koszyk, a młynarczanki trzymają się koszyka i idą, za nim. Przechodząc przez jedno miasto piekarz uderzył ich ozogiem i przyrósł do nich. Idą, dalej wszyscy, wyleciał kowalczyk, uderzył młotkiem, przyrósł młotek do piekarza, on do młotka i idą wszyscy a tak zaszli przed dwór królewski. Królewna stała na ganku, a gdy ich zobaczyła roześmiała się. Głupi powiada: ty panno moja" - a król mówi; A tyś mój zięć, dam swoją, córkę za ciebie! gdy mi wypełnisz to, co ja rozkażę. Jest u mnie taki wieprz jak go zabijesz, będziesz moim zięciem. Poszedł do chlewa - wieprz ogromny - myśli, jak go tu zabić. Usuwa się za próg, wieprz leci do niego, lecz że było ślisko, więc wieprz się rozdarł i zdechł. Król powiada: mam ja w swoim lesie takowych trzech wielkoludów, co mi ludzi pożerają jak ich zabijesz dam ci córkę. Głupi, zabrawszy się do lasa, chodzi po nim dzień, drugi; trzeciego dnia przed wieczorem spotyka tych wielkoludów. Jeden z nich niesie całego wołu, drugi całe drzewo na ogień, trzeci n rożen całego capa. Rozmawiają pomiędzy sobą gdzie będą, tego wołu piec. Chyba, powiadają pod tym samym świerkiem, gdzie zawsze. Gdy on to dosłyszał, poleciał , wlazł na tego świerka i siedział. Nabrał z sobą, wpierw kamieni, wziął dubeltówkę i myśli, jakby ich zdradzić. Cisnął kamieniem, uderzył najstarszego w głowę, a ten myśląc że to który z tych dwóch wielkoludów, co za nim postępowali, odwrócił się, wyrwał sośnicę i nią jak zamalował jednego z nich w głowę tak zabił; - i sam upad. Więc został się ino jeden. A ten głupi siedzi na owem drzewie i myśli, jakimby jeszcze sposobem tego ostatniego zgładzić ze świata. Wyładował sobie dubeltówkę, mierzył do niego i strzelił. Zabiwszy tego ostatniego wieloluda , siedzi na tym drzewie i boi się z niego złazić. Wystrzela jeszcze raz do tego wieloluda , czy też on się trafunkiem nie zataił; a kiedy się przekonał, że go zabił dopiero schodzi z tego drzewa i idzie do króla. Król przyjeżdża do lasa, widzi tych pobitych; obiecuje mu córkę za te rzeczy, ale powiada: "mam w swoim ogrodzie d z i e s i ę ć z aj ą c ów, jeżeli mi tych zająców będziesz pasł w lesie przez tydzień i nazad mi je przyniesiesz, dam tobie córkę. Głupi odpowiada że podejmuje się owej roboty. Wypuszczają zająców z ogrodu, on je zajmuje, żynie do lasa, a kiedy zagnał je tam , one się porozlatywały. Myśli, jakimby sposobem te zające zegnać do kupy. Miał z sobą p i s z c z a ł k ę, usiadł sobie na pniaku, zaczął grać na owej piszczałce, a zające się do niego pozlatywały i w kupie pasie dziesięć tych zająców jeden dzień. Drugiego dnia przysyłają po zająca na obiad do króla. Jak zagrał on na owej piszczałce, zające przyskoczyły wszystkie do niego; łapie jednego, daje na obiad. Z zająca odarli skórę, kładą, do garnka, gotują, a ugotowawszy stawiają mięso królowi. Głupi jak zagra na piszczałce, a tu mięso zrosło się w kupę, zając cap (łap) skórę na się i poleciał do lasa. Dnia trzeciego przychodzą po zająca do lasa. Jak zagrał na piszczałce, zające się do niego pozlatywały - daje jednego zająca na obiad do króla. Zająca zanoszą do domu, zabijają, skórę zdejmują a mięso krają. On zagrał na piszczałce, zając porwawszy się zrósł w kupę i poleciał do lasa. Ma wszystkich zająców, przepasł je przez cały tydzień. Wychodzi tydzień; ten głupi przygania owych zająców, oddaje królowi do ogrodu. No, już król nie ma w czym znaleść jakiego następnego podstępu, musiał sprawić wesele, wydaje swoję córkę za niego; a gdy się ożenił, bardzo mu się darzyło a żona się cieszyła. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 12:10 Pracowity parobek - i leniwa dziewka Kiedy Pan Jezus z śwjętym Piotrem i Pawłem chodzili po świecie spotkali parobka na polu orzącego, a był bardzo pracowity i porządny i poszli dalej. Przyszli do wioski na noc i proszą gospodarza o nocleg. Gospodarz odpowiada: moi panowie, mógłbym was przenocować ale mię wstyd, bo mam córkę próżniaka. Odpowiada święty Paweł: nie bój się, my cię nie obmówimy i tak zostali na nocleg, przenocowali się. Nazajutrz Pan Jezus powiada: A ten parobek pracowity, którego my spotkali orzącego, ten się ożeni z tą leniwą dziewczyną. Gdy Święty Piotr mówi: szkoda tak dobrego chłopaka, żeby sobie świat takim leniuchem zamotał. Pan Jezus powiada: jedno leniwe, drugie pracowite - a tak będzie dobrze. W rok potem parobek ten prosił o tę dziewczynę. Ojciec tej dziewczyny mówi do, niego: mój kochany, moja córka jest leniuch, to się nie naśmiewaj. Ojcze kochany, nie kpię, tylko ze szczerej ochoty proszę o nią. Tak zrobili zwiady (zaręczyny); na tych zwiadach piją wódkę a ta panna-młoda jak leży, tak leży za piecem. Co piją wódkę do niej, to się podniesie, wypije kieliszek i znów leży tak wciąż za tym piecem aż do wesela. Ledwo co do kościoła wstała, matka ją ubrała i powróciła od ślubu. Po weselu, na którem także za piecem spała, ten mąż zabrał ją, jako, swoją żonę do domu i kazał zrobić dla niej kołyskę i prosił swojej matki, żeby ją wciąż kołysała. Jedzenie takie jej dawał: małą kwatereczkę mleka, bułeczkę za grosz na śniadanie, toż samo na obiad i na kolacyją - i nic więcej. Jednego dnia mieli nawóz wozić w pole; ten leniuch - głodny - z tej kołyski bardzo rano wstał, umył się, uczesał i poszedł nakladać nawóz. Co kto raz włoży, to ów leniuch dwa albo trzy. Ów zięć poszedł do pana ojca - a ten mu daje Da wiana byka, który był rozbujny i nikomu się prowadzić nie dał. Wrócił więc ów zięć do domu i powiada, że nie mógł byka przyprowadzić. Żona jego (a dawny leniuch) powiada ja jego przyprowadzę. I tak poszła po tego byka, przyszła do swojego ojca. Oj, moja córko, rzecze ojciec, ty mu nie poradzisz. Mój ojcze kochany, ja robić nie umiała, a nauczyli mnie, to ja i byka zaprowadzę, tylko mu wprzódy nie dam jeść przez trzy dni. I po trzech dniach wzięła wiązkę siana na plecy, szła wprzódy - a byk za nią i jadł siano. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 12:18 Wybawienie królewny od złego ducha po jej śmierci Miał król córkę bardzo urodną i chciał ją wydać za mąż, lecz ta nie chciała iść za żadnego tylko umyśliła żyć w panieństwie. Razu jednego zachorowała bardzo ciężko, aż nadchodzi śmierć i ma królewna umierać. Przyzwała do siebie ojca i mówi mu: Ojcze kochany, ja umrę - a ty pochowasz mię w tym kościele i będziesz mi przysyłać po sto żołnierzy na każdą noc. Co przyszło tych sto żołnierzów na wartę do niej, to ona wychodziła z grobu i tych żołnierzy, co byli, zjadła, a kości w grobach zostawiła i zawsze przed północą uspokoiła się z tym wszystkiem. Myśli ów ojciec co by miał robić z tem... miał jednego winowajcę, więc umyślił, aby owego winowajcę do tego kościoła na noc puścić. l tak zrobili jak król kazał. Ten winowajca był to żołnierz stary, wysłużony - myśli, co by miał z tem robić? Miał przy sobie kredę trzech-królów wszedł na chór, opisawszy się kredą siedzi - spogląda - wychodzi królewna z grobu czarna - idzie do jednego ołtarza, światło rozburza; idzie do drugiego burzy światło i wszystkie rzeczy, które się tylko znajdowały w kościele. Spogląda nareszcie na kościół i obaczywszy owego żołnierza biegnie do niego. Nie mogła go schwytać, ani się tego miejsca ruszyć, bo ją opisał święconą kredą, to też stała jak wryta. On z daleka od niej siedzi - aż koguty pieją... Ona rozbielała na twarzy coraz lepiej, coraz lepiej - ze wszystkim wybielała. Ów żołnierz widząc, że ona wybielała ze wszystkiem, przystępuje do niej, żegna ją krzyżem świętym, bierze ją za rękę, prowadzi przed wielki ołtarz, pada na kolana, ona, przy nim i obydwoje klęczą aż do rana. Rano król zagląda ze swymi sługami do kościoła - dziw wielki stał się królowi, że córka żywa - czysta na twarzy. Uradowany z tego, bierze ją; i owego winowajcę i wielkie mu za to daje dobrodziejstwo. Królowa owa nie umarła, tylko była w zachwyceniu co miała dwa duchy a on ją od tego wybawił. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 12:27 Liść dębowy wskrzesaza do życia powieszonego żołnierza i zabitą królewnę Jedni młodzi żenili się i tak sobie przyrzekli przy ślubie: te które z nas wprzódy umrze, to pochować, a które zostanie żywe, to będzie trzy dni pokutować. Tak się też stało. Umarła żona wprzódy; ten mąż pokutował przez dwie nocy: trzeciej nocy klęczy na tym grobie, a tu idzie dusza bieleńka i mówi do niego: czegóż ty tu tak pokutujesz jak pies - Bo tak przyrzekliśmy sobie z żoną. Weź jeden liść dębowy, przyłóż na czole, drugi na piersiach. Tak też zrobił; liście przyłożył, a nieboszczka wstaje. Przyprowadził ją do domu, schował przed ludźmi, ale razu jednego mówi do siebie i do żony: A weźmy wszystko sprzedajmy, jedźmy w świat. Tak też zrobili. Wyjechali w drogę; zapomnieli świadectwa. Ten mąż i wrócił się do domu po świadectwo, a ona przystała do jednego oficera. Mąż powrócił, żony nie ma; ludzie mu powiedzieli, te tu jechało wojsko i ona przystała do jednego oficera. Kupił sobie konia i ubranie takie, jakie wojsko miało i pojechał tam. Wojsko wyszeregowało, on stanął w rzędzie. Oficer z jego żoną wziął się pod boki. Ona mówi do oficera: mój chłop jest tu w tym wojsku. No czekaj, ja go tu zdradzę. Przemówił (namówił) jednego żołnierza ten oficer dał mu pierścień, żeby włożył jemu w tłomok i tak się stało. Zrobili rewizyją , znaleźli pierścień, rzekli że go ukradł i osądzili powiesić tego żołnierza. Ten żołnierz prosił kolegę swego że jak mię powieszą i pogrzebią, weź liść dębowy a za dwa dni odkop mnie i jeden liść przyłóż do głowy a drugi na piersi, to ja ożyję a za to cię wydziedziczę (tu w znaczeniu wynagrodzę). Tak się stało. Powiesili, pogrzebali, żołnierz odkopał - i ten powieszony wstał. Miał król córkę bardzo chorą, której uczeni wyleczyć nie mogli. Ten żołnierz ogłosił że on wyleczy córkę królewską - i tam go wezwali. Kazał się zamknąć w pokoju, wziął noża, pannę zarznął, rozebrał wnętrzności, wyjął jej serce, odłączył które było przyrośnięte do boku, później wziął pozeszywał, liść dębowy przyłożył na głowę i piersi. l Panna ożyła, bardzo się cieszyła że zdrowa. On się położył spać a panna siadła do fortepianu i gra sobie dziwy wielkie. Kto tu tak gra pyta król, bieży, zagląda, pyta córki: czy jesteś zdrowa? - Tato kochany, jeszcze nigdy taka nie byłam zdrowa, jak dzisiaj. Ten król wyprawił wesele sute, doktora l córkę ożenił, dał mu połowę swoich majętności. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 12:35 Cudowność dwóch liści dębowych Zamożny kolonista miał córkę i służył u niego parobek, który z jego córką chciał się żenić. Kolonista nie chciał dać córki i przyszedł inny do niej, za którego ojciec jej dozwolił. Wyszły zapowiedzi i parobka, I służącego wyprawili po ludzi do takiej wsi, gdzie nigdzie tam krewnych i znajomych nie mieli. Parobek idzie i spotkał na drodze dziadka. Ten go zapytuje: gdzie ty idziesz. Idę do ludzi na wesele. Kiedy tam w tej wsi nie masz nikogo należącego do wesela - odpowie dziadek. Dał on dziadek parobkowi dwa liście dębowe i rzekł mu: co będziesz widział niepodobnego, to tylko trząśniej liść o liść, to będzie tak jak ty chcesz. Idź do tej wsi, obejdź do trzeciego razu, to wszyscy ludzie pójdą za tobą. Tak zrobił. Ludzie z tej wsi wszyscy idą na wesele, przyszli do rzeki, chłopi pozdejmowali spodnie, kobiety się pouginały; parobek trzasnął liść o liść i tak pouginanych prowadzi tych ludzi pod plebaniją. Ksiądz się dowiedział o takiej wielkiej sromocie, ślubu nie chciał dać. Na złość temu księdzu przyprowadzili muzykę blisko pod plebaniję i tym ludziom pouginanym do wpoły kazali tańcować, bo parobek trzasnął liść o liść. Drugiego dnia przed sąd wójta gminy zaprowadzili parobka i tych ludzi do kancelaryje. Pan pisarz siedział przy stole i pisał, kiedy ta hołota przybyła, pan pisarz wstał, zapalił sobie fajkę, kucznął, przypatrywał się... Parobek trzasnął liść o liść i pan pisarz jak kuczy tak kuczy... dopiero ksiądz tę sprawę rozsądził, kazał, aby się ten parobek ożenił - i tak się stało. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 12:49 Przemiana dziewczyny w kwiatek Ojcowie zaklęli swą córkę, żeby po nią zły przyszedł toby mu dali, bo już była dorosłą, a tu się jej nie trafiało za chłopa. Tak przy leciał zaraz tego wieczora z wódką, on zły; częstował ich wszystkich w domu. Córka ta przędła kądziel - nawlekła ściegi na nitkę, wraziła mu w ramię - a sama wzięła ten kłębek z niciarni i poszła za nim. On poleciał i wlazł do kocioła dziurką kluczową.; zaczął tam obrywać po ołtarzach firanki i palił na środku kościoła, a ona patrzyła na niego dziurką. Później przyszedł drugiego wieczora i powiaduje jej: Chytra Halino, powiedz coś widziała wczorajszego wieczora bo jak nie powiesz, to ci matka umrze! A niech umrze. Ano znowu trzeciego wieczora przyszedł i powiaduje: Chytra Halino, powiedz coś widziała tamtego wieczora, bo jak nie powiesz, to ci ojciec umrze! A niech umrze - ona odpowiadnje. I pomarli ojcowie. Tak co wieczór przychodził i zawdy jedno z jej familii umierało, aże i na nią przyszło. Ale zaczem umarła, to powiedziała ludziom, żeby pod wszystkie progi wykopali dziury i one po śmierci za warkocz pod te progi ciągnęli, a potem by ją ciągnęli na krzyżowe drogi ale żeby nie gościeńcem, jeno bez pole: kamień - nie kamień; błoto - nie błoto; ciernie - nie ciernie. Tak się tet stało. Na jej grobie wyrósł k w i a t. Razu jednego kole jej grobu jechał pan i ten kwiatek mu zapachniał kazał go forzmanowi urwać, a ten kwiatek mu powiaduje: nie rwij mię, boś mię tu nie sadził. Poszed tedy on forzman do pana i mówi mu, co to za rzecz jest z tym kwiatkiem. Bam pan poszed do tego kwiatka, a tu widzi taki śliczny kwiatek różowy i nic się nie pytał, jeno go urwał, włożył za pazuchę, a jak przyjechał do domu, tak go wstawił w szklankę i wlał wody do niego. Później jak jadł śniadanie, czy obiad, czy kolacyję to zawdy usnął przy tem śniadaniu, objedzie, kolacyi, jedzenie to kaś się podziało. Pan zaczął posądzać lokaja, te on mu zjada. Lokaj zaczął się wymawiać, że ja nigdy tego panu nie robił, to i teraz bym też nie zrobił. Tak mu pan kazał pilnować, co się to z tem zrobi. I ten lokaj pilnował - zobaczył jak ten kwiatek wyszed z szklanki, stał się panną i zjadała z talerzów wszystko. Później się czesała, spletła warkocz i wlazła nazad w szklankę i stała się kwiatkiem. Tak opowiedział panu to wszystko, a pan rzecze do niego: pilnuj, jak się będzie jeszcze pletła, to złap za warkocz, okroć wele ręki i trzymaj. Tak się tet słało. Panna owa stajała się różnem robactwem, żmijami, padalcami i nie chciała się stać panną prędko. Ale jak się stała panną, tak się ten pan ożenił z nią. Mieszkali ze sobą mieli dzieci. On zawdy bywał w kościele, a ona nie chodziła i zaczął jej wymawiać: że panowie ze sobą chodzą do kościoła - to taką, razą, to taką - a ty nie chcesz iść. Razu jednego wziął ją duchem do kościoła, a ona przed nim pożegnała się z czeladzią, ze wszystkimi. Jak weszli do kościoła, tak skądsić wziął się ten zły i powiaduje jej: Witajże chytra Halino, jużem se dziewięć par żelaznych butów zdar(ł), zaczem cię ja nalaz(ł), urwał jej głowę i poleciał. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 13:43 Żeniarczka chrzestnika Pana Jezusa z morską panną. Był sobie w jednem miejscu ojciec, któremu urodził się syn. On ojciec łaził po wsi za kumotrami, ale nie chciał mu nikt iść, co taki nędzny był. Przyszed więc do domu i płakał, a tu idzie do niego d w i e o s o b y i zaczęły się prosić za tych kumotrów. Poszli. wszyscy do chrztu i ochrzcili tego chłopca. Dali mu na imię Seweryś, a te dwie osoby to były: Pan Jezus i święty Pietr. Jak już odchodzili, to dali mu na pamiątkę uzdeczkę. Jak Seweryś podrósł, chował się grzecznie; rodzicowie cieszyli się nim. Rodzicowie w jeden dzień Poszli do miasta, a żyd chodził po wsi i Seweryś od niego kupił sobie r y b ę. Jak tę rybę przyniósł do, domu i zaczął się nią pieścić i głaskać, a tu z tej ryby stał się taki straszny i brzyćki robok, że nawet nie można było patrzeć na niego. Seweryś chciał go odegnać od siebie, ale robak od niego nikaj nie odszedł. Jak wrócilo rodzicowie do domu, to starsza siostra Seweryaiowa wyleciała do nich i powiedziała: jak wy tam wleziecie do izby, jak nasz Seweryś ma takiego strasznego robaka, aże strach na niego patrzeć. Kiedy przyszli do chaty rodzicowie, tak go wygnali z tym robakiem: idź, jużeś nie nasze dziecko, kiedyś się ty takich rzeczy chwycił . Na drogę dali mu uzdeczkę od chrzestnego ojca. Seweryś idzie drogą a tu sześcią koni panowie jechali, chciał se uzdeczkę przymierzyć, ale do żadnego z tych koni nie nadała. Ci panowie zdurnieli go jeszcze i poszedł sobie w świat. Idzie dalej, k o b y l i n a żarła pod lasem. Trza iść powiaduje sobie na wolą, Boską, może mi się ta uzdeczka nada na nią. Kobylina ta parszywą była; ciekło jej z nozdrzy a że nie można było porzić na nią, ale przymierzył uzdeczkę, nadała się na nią, jakby z niej była. Wsiadł na nią, kopnął ją w brzuch, a kobylina wkrótce zrobiła się pod nim spaśna że aż się trzęśli. Jak jechał bez ten las, patrzy, a tu leży piórko jakie takie śliczne, piękniuśkie, że aż mu się miło robiło jak patrzał na niego. Zlaz(ł) po to piórko, chce je brać, a tu kobyłka mówi do niego: Ej, Sewerysiu, nie bierz tego piórka, bo będziesz miał wieczną biedę z niem. Seweryś nic nie pytał, jeno schylił się i wziął je. Jedzie dajej, a tu leży warkocz; chciał go wziąść, a ta kobyłka mu powiaduje: Ej, Seweryś, nie bierz, o ten warkocz będziesz miał biedę. Seweryś koniecznie wziął ten warkocz. Jedzie, jedzie aże zajechał do jednego króla, ale nie wiedział, ze tu król mieszka; wjechał na podwórze i prosił o służbę. Jak go król zobaczył, to mu się tak Seweryś udał, że wziął go za pisarczyka do siebie. Ten Seweryś nikaj się nie uczył żadnego pisania, a lepiej od wszyćkich pisać umiał. Król kazał mu iść do jednego pokoju, żeby tam zawdy pisał. Seweryś usłuchnął króla, wyjął piórko i położył na stoliku. Od tego piórka taka straszna jasność biła, że co jeno tam lokaj przyszedł, to zawdy się dziwował, że we wszyćkich pokojach li tego króla nie było takiej jasności jak u Sewerysia. Poszedł do króla i powiaduje mu: najjaśniejszy królu, okropna jasność jest w pokoju u Sewerysia; ma jskieś piórko, kładzie je zawdy na stole i od niego ta jasność świeci. Król kazał przyprowadzić Sewerysia i spytał go się: skądeś ty tego piórka wziął? A on mu powiada kaj go nalazł i jak to było. Król rozgniewał się bardzo na niego i powiedział mu, że jak nie znajdzie tego samego p t a k a co z niego piórko jest, to go zaraz każe zgubić. Seweryś poszedł zaraz do tej kobyłki taki sturbowany i zaczął się z nią żegnać, a ona go się pyta: kaj on idzie? On jej opowiedział wszystko. Nie mówiłam ci Seweryś rzecze kobyłka, że będziesz miał biedę z tem piórkiem, ale idź jeszcze, powiedz królowi, żeby wystawił klatkę nad morze, iżby tam włożył cukru i różnej żywności, to ten ptaszek przyjdzie do niej, a ty pilnuj, jak wlezie, to go złap. Seweryś zrobił to wszystko, a król wystawił klatkę - i Seweryś złapał ptaszka, zaniósł go królowi i dał mu piórko z ptaszkiem. Poszedł potem do swojego pokoju za pisarczyka i zaczął warkocz wykładać na stolik tak, jak to piórko wprzódy, ale kiedy jeno położył go, to zawdy wele tego warkocza tyle dzwonków skądsik się wzięło, że jak zaczęły dzwonić, rzegotać, to jate g ł u c h był taki w jego pokoiku, te se trza było uszy zatkać. Co przyjdzie ten lokaj do pokoiku Sewerysia, to zawdy widzi ten warkocz jak podskakuje, więc oskarża Sewerysia przed królem, ze ma jakieś czarostwa. Król kazał przyprowadzić Sewerysia i powiaduje mu: jak mi ty łajdaku nie znajdziesz tej panny, co z niej ten warkocz, to i 24 godzin nie wyjdziesz, jeno cię każę powiesić. Seweryś okropnie się zmartwił, poszed zaraz do tej kobyłki, pożegnał się z nią, a ona się go pyta, kaj ma ón iść? Widzisz Sewerysiu, powiada kobyłka, nie mówiłam ci, że będziesz miał biedę z tym warkoczem! Idź do króla, przeproś go, niech wystawi nad morzem pokoik; niech w nim będzie łóżeczko, stoliczek, krzesełko, przerziatko, grzebień i ty pilnuj z daleka, jak panna przyjdzie z morza w ten pokoik to ty przyskocz zaraz, złap ją za warkocz, okręć wele ręki i nie puszczaj, choć się będzie stajać różnem robactwem, żabami, wężami, padalcami; a jak ci się stanie panną to ją weź, przyprowadź do króla. On to zrobił: przyprowadził pannę, a król nic mu nie mówił, jeno kazał mu se wziąść ją do swego pokoju. Panna ta była bardzo piękną; Seweryś chciał się ożenić z nią, a ona mu odpowiedziała: jak wyprowadzisz z morza d z i e w i ę ć k l a c z i d z i e s i ą, t e g o o g r a i te klacze wydoisz a od każdej klaczy garniec mleka wlejesz w kocioł, pod tym kotłem podpalisz, żeby się mleko tak zgotowalo, jaźe się będzie bałwanić - to dopiero twoją będę. Seweryś idzie sturbotany do swej kobyłki, żegna się z nią a ona go znowu pyta: kaj ma iść? Seweryś opowiedział jej wszystko o tej morskiej pannie a ona dała mu taką radę: Idź do króla, powiedz mu, żeby wziął dziewięć beczek świerkowej żywice i dziewięć skór końskich; niech te dziewięć skór włożą, na mnie, a za każdą razą" kiedy skórę końską, będą na mnie wkładać, to niech wyleją beczkę żywice. Jak to wszystko zrobią, to ty weź mnie nad morze a kiedy mnie na kraj morza zaprowadzisz, ja będę rżeć, aż wyleci do mnie z morza ogier, dopiero go złap na tę uzdeczkę i trzymaj. On będzie rżał dopóty, jaźe wszystkie dziewięć klacz do niego wyjdą I dopiero połap te klacze i zaprowadź do króla na podwórze. Zróbił Seweryś to wszystko i te klacze ma już u siebie, więc je zaprowadził do króla, potem wydoił, mleko wlał do kotła, ogień pod kocioł podłożył, a kiedy się mleko zaczęło bałwanić, to wskoczył do kotła i okąpał się. Z kąpieli wyszedł cały śliczny, bieluchny jak najśliczniejszy liliowy kwiat. Kiedy król zobaczył tego Sewerysia, zazdrość mu się zrobiła, że on taki jest piękny: więc rozebrał się, wlazł do kotła, a jak mleko dwa razy zabalwaniło się, rozgotował się całkiem. Seweryś po tylu biedach, zmartwieniach, ożenił się z tą morską panną i został królem w tern samem królestwie. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 14:42 Głupi żeni się z królewną Jeden człowiek miał obowiązek k a r b o w n i c t w a, a żona jego miała o b r z ą, d e k około swego gospodarstwa. Ci rodzice mieli dwóch synów: jednemu było Jędrzej a drugiemu Grześ. Jędruś był mądry a Grześ głupi. Ten mądry prosił rodziców, aby mu pozwolili iść na zarobek. Rodzice na to przystali. Poszedł więc i za pracę dostał zapłatę. Mając kilka złotych w kieszeni, poszedł do kowala, żeby mu zrobił s i e k i er k ę. Kowal mu zrobił siekierkę, a on zapłacił ta nią wziął ją do domu i często spoglądał na nią myśląc jakby głupiego brata wyprowadził z domu. Co zamyślał to i zrobił. Razu jednego wziąwszy siekierkę, wyprowadził głupiego brata do lasu. Tu zaciął drzewo na cztery kanty i rzekł do niego: Przy tern drzewie żegnam cię bracie, bo idę na zarobek; a ty idź bracie, gdzie cię Bóg obróci, a pamiętaj sobie: gdybyś wprzód przyszedł do tego drzewa, to czekaj na mnie, a jak ja wprzód powrócę, to będę czekał na ciebie. Tak się więc rozeszli. Mądry poszedł na lewo, a głupi na prawo. Głupi udał się na puszczę i napotkał tam d z i a d k a stojącego. Dziadek mówi do niego; gdzie ty idziesz młodzieńcze? Miałem brata w domu, odpowie głupi, wyprowadził mię do lasa i zaciął drzewo na cztery części i tam my się rozeszli; teraz nie wiem mój dziadusiu gdzie się udać? Dziadek odpowiada: Udaj się ty do owczarza, bo on nie ma nikogo, tylko sam musi paść owce; idź do niego i proś go o nocleg. Poszedł więc do owczarza i mówi: mój owczarzu, proszę cię przenocuj mnie." Owcarz odpowiada: nie mam gdzie cię nocować ale go wreszcie przenocował i kolacyją dał. Nazajutrz rano powiada on głupi do owczarza: Mój owcarzu, muszę tobie za nocleg pomóc o w i e c paść. I pasł je przez dwa dni. W piórwszy dzień do południa paśli oba; po południu głupi prosi owcarza żeby mu pozwolił samemu owce paść. Pozwolił, ale pod takim warunkiem, żeby tylko w tem miejscu pasł, gdzie mu pokaże. Tak on pasł te owce, aż tu do niego dziadek przychodzi i mówi: dlaczegóż tych owiec nie żeniesz na górę? Mój dziadusiu, kiedy mi gospodarz zakazał. Nie bój się, zeń te owce na górę jak owce pójdą na górę, to ty pójdziesz za niemi i wyjdzie tam do ciebie osoba. Ty jej nic nie daj; będzie chciała od ciebie b a t a - nie daj, a kiedy będzie się chciała bić - to się bij. Jak ją zabijesz, włóż rękę do jej kieszeni. Wyjmij z niej bryłkę złota i zanieś ją gospodarzowi, żeby kupił dzieciom swym ubranie i życia. Drugiego dnia - tak samo. - wyszła na tej górze osoba i chciała od niego czapki, lecz on jej nie dał; a jak powiedziała, żeby się z nią bił, tak on bił się i zabił ją. Wyjął jej z kieszeni bryłkę złota i oddał gospodarzowi. Gospodarz zaś kupił za nią, dla swoich dzieci odzienie i życia. Trzeciego dnia, kiedy pasł owce, wyszed do niego dziadek i mówi: dlaczego na tę górę owiec nie żeniesz. Mój dziadusiu, gospodarz mi zakazał. Ty się nie bój, puść owce na górę tam wyjdzie do ciebie osoba; będzie chciała od ciebie u b r a n ia, to jej nie daj; będzie ci dawała strzelbę, to nie bierz; będzie chciała się bić, to się bij. Jak ją zabijesz, to wym z kieszeni klucze, których będzie kilka i nie daj ich gospodarzowi, tylko schowaj dla siebie; odżeń owce, podziękuj owcarzowi, zabieraj się w swoją stronę. Więc on tak zrobił, jak mu przykazano: owce zagnał owcarzowi, płacy żadnej od niego nie przyjął, jeno kawałek chleba na drogę. Od owcarza wyszedł na puszczę i znów spotkał dziadka, który go się zapytał: gdzie teraz pójdziesz? Nie wiem mój dziadusiu, gdzie się teraz mam obrócić Dziadek powiada: Idź na tę górę, będą ta drzwi, weź te kluczyki, które masz i odemknij niemi. Poszedł na tę górę i zrobił tak, jak mu dziadek przykazał. Zobaczył tam w jaskini ubranie bardzo wspaniałe, ubrał się w nie, wsiadł na konia, wyjechał, a za nim wyjechało także wojsko niezliczone. Pojechał na drugą górę i tam zobaczyła go córka królewska. Z tej góry wrócił się na pierwszą, gdzie do jaskini zamknął wojsko to, które wpierw za nim wyjechało. Z tej góry zabrał się i poszedł do miasta królewskiego. Król miał córkę dorosłą; ta powiedziała ojcu, iż za żadnego bogatego nie pójdzie za mąż, tylko za dziada, który chodzi po mieście; a ten młodzieniec był tym dziadem. Tak więc poszła za tego dziada, a ojciec dał jej tylko folwark. Ci szlachcice, których ona nie chciała, wytoczyli królowi wojnę. Córka prosiła ojca, żeby dał jej mężowi broni, to pójdzie go bronić. Dał mu broni, która nie była przez pięć lat czyszczoną, bo król powiedział, że taki zięć to jeno myszy tłuc, a nie wojować. Z tą bronią wsiadł wraz z panem ojcem do powozu i kazał furmanowi jechać do r z e c z ki, gdzie się znajdowały z i a b y (żaby). Kiedy więc stanęli u tej rzeczki, wyszedł z powozu i strzelał do ziab. Pan ojciec się gniewal, że on, miasto go bronić od nieprzyjaciela, to strzelał do ziab. On na te gniewy odrzekł, kiedy się ojciec gniewa, to niech mi da konia, a ja pojadę od ojca precz. Dał mu ojciec konia starego, nieruchawego, siadł na konia zębami do tyłu, wziął ogon w zęby i jechał precz, dop6ki go ojciec mógł dojrzeć. Jak zniknął mu z przed oczu, obrócił się na koniu i jak naleźy jechał precz do gór, gdzie miał swoje wojsko. Przyjechawszy tam, odemknął drzwi, wyprowadził wojsko i jechał ojcu do obrony. Ojca obronił, kraj odebrał, wojsko odprowadził w górę i wrócił do pana ojca. Znowu sześci potentatów rzuciło się na pana ojca, żeby odebrać jego kraj. On jeszcze prosił ony, żeby ona szła do ojca swego, żeby mu dał broni na obronienie kraju. Ojciec na to odpowiada córce: idź precz, przeklęta córko, nie chcę cię widzieć z twoim mężem bo jak pojechał na wojnę ze mną, to bił ziaby, a nie wojował. Jednak, gdy córka zaczęła molestować ojca, tak dał broni, która nie była półtora roku czyszczoną, ale jej powiedział, żeby zięć z ojcem na wojnę nie jechał. Zięć się utrzymać nie mógł żeby z panem ojcem na wojnę nie jechał; poszedł do niego, wsiadł do powozu i kazał znów furmanowi jechać do r z e c z ki, gdzie się znajdowały z i a b y i tam strzelał do nich. Zniecierpliwiony ojciec chciał do zięcia strzelać, lecz ten powiedział do niego: A mój ojcze, bądź cierpliwy, daj mi konia, bym mógł od ciebie odjechać. Dał mu konia młodego, ale bardzo chorego. Zięć odjechał od niego - i pojechał do gór swoich, gdzie do j a s k i n i odemknął kluczami i stamtąd wyprowadził wojsko. Z tem wojskiem przybył na plac boju jak uderzył na nieprzyjaciela. W boju otrzymał ranę, więc przyszedł do króla jako zupełnie obcy i mówi: Daj mi co królu, zawinąć ranę i bo mi się krew leje. Król rozdarł połowę chusteczki i dał mu ją, aby sobie owinął ranę. Po skończonej wojnie, pisze król do wszystkich rycerzy: który był z was na wojnie i zwyciężył nieprzyjaciela, a w dowód tego pokaże mi połowę rozdartej mej chusteczki, którą mu dałem na owinięcie rany, ten dostanie pół królestwa ode mnie. Nikt z rycerzy nie mógł tej połowy chusteczki dostawić i dopiero on głupi zięć dostawił tę chusteczkę. Król ją przymierzył do swojej połowy, a ta się zaraz do niej nadała. Tak tedy król dotrzymał słowa. i oddał mu połowę swego królestwa. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 14:58 Pani tajenmicza z Sośnicy Była jedna sierota i ta miała macochę, która jej nigdy do kościoła pozwolić nie chciała. Jedną razą, sierota ta pasie bydło w lesie; stoi przy sośnie i płacze... Wtem z tej s o ś n i wychodzi pani i pyta się czego by płakała? .Chciałabym iść do kościoła," odpowie sierota, ale macocha mi nie daje. - A dzisiaj pójdziesz?/ Pójdę moja pani, ale kto będzie pasł bydło? i ubrania nie mam./ - Ja ubranie ci dam i bydło paść będę./ Tak, się sierota tutaj modliła gorąco aż tu macocha myśli sobie skąd by ta panna była na nabożeństwie zapytał jej, skądby była, ale ona wcale nic nie odpowiedziała i poszła do lasa. To przybiegła do sośni, rozebrała się pani podziękowała pięknie za ubranie, - i pogoniła bydło do domu. W drugą niedzielę tak samo się stało - leci sierotka do tej pani, która wyszła z sośnice i dała jej ubranie, i powiedziała, że ją jakiś pan wypytywał, skągdby była? Pani jej na to: i dzisiaj tak samo będzie, ale masz z sobą mydło, nici. Jak wyjdziesz z kościoła, to puścisz mydło to i nici i z nich zrobi ci się mgła, a ten pan za tobą nie trafi. Tak też zrobiła. Na trzecią niedzielę tak samo się stało. Szlachcic chciał się koniecznie dowiedzieć o tej tajemniczej pannie, więc przy wychodzie z kościoła. kazał rozlać kufę smoły, spodziewając się, że w tej smole ugrzęźnie trzewiczek onej panny. Tak się tet stało. Ono panisko zabrało z sobą ten trzewiczek, a dziewczyna uciekła o jednym trzewiku do sośni, i stąd jak zwykle, pognała bydło do domu. On pan kazał szukać panny o jednym trzewiczku - i służba jego szukała od domu do domu tej nieznanej panny. Kiedy tak wszędzie szukają, macocha te dziewczynie schowała za dom i przykryła ż ł o b e m. Gdy przyszli do macoszynego domu, wtenczas kogut zapiał: "K u kur y ku, p a n n a s kry t a n a c h l e w i k u. u Dziewczyna zlękła się, a wydobywszy się z pod żłoba, uciekła do lasa. Przez las jedzie powóz - dziewczyna płacze. "Czegóż ty płaczesz," zapytał się ktoś z wozu. "Chciałabym służby" odpowie dziewczyna. Wtem z powozu wychyliła się pani i kazała dziewczynie siąść z sobą. Ta dziewczyna służyła przez trzy lata u tej pani. Po trzech latach dała jej ta pani powóz, cztery konie, lokaja, kilka sztuk bydła i odprawiła ją z tym wianem do domu. Kiedy ten powóz telepał się po różnych drogach, to przed nim p i e s z k o t e m lecieli wołając: "Przed nią brzdęk, za nią brzdęk a we środku złoty pęk. Dziewczyna przyjechała do domu a macocha łasa aby i ona stała się tak bogata kazała jej wszystko opowiedzieć. Wysłała więc swoją córkę do lasa. Kiedy więc zaszła do lasa to znów powóz zajechał i pani tajemnicza zabrała, ją do służby, w której, znów całe trzy lata przebyła. Po trzech latach pani ta dała jej też kilka sztuk bydła bogate ubranie, powóz i odprawiła ją do domu. P i es i k o t leciały za nią, wołając: "Brzdęk przed nią - brzdęk za nią, a we środku węźa łeb. Kiedy powóz zatoczył się przed dom jej matki, ta czem prędzej wybiegła i zapytała się: "moja córko cóż ta masz?" - Córka wskazała na kufer wielki, a matka niecierpliwa zaczęła go otwierać. Wtem z tego kufra wydobyły się węże i matkę wraz z córką pożarły. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 15:10 Nauka czarów Pewien gospodarz parafii Kije chciał się wyuczyć czarów u o w c z a r z y. Ci dali mu taką radę: aby dostał s t r oj n i k a (czółko) od młoduchny, która już ślub wzięła i żeby w tym strojniku było d z i e w i ę ć szpilek; a oprócz tego p o w ą z k ę od cedzenia mleka. Gdy tego dostał i przygotował, owczarze kazali mu przyjechać do siebie i dodali mu rady, aby szedł na t r z y g r a n i c e o godzinie dziesiątej przed północą, a na północek zupełny, aby był w domu. Z tych trzech granic powinien przynieść drzewa o s i k o w e g o. Owczarze nauczyli go przytem jak się ma znajdować na tych granicach. Gdy przyszedł na te granice i nazbierał owego drzewa i z niem szedł tak w tym razie miał natarczywość od furmanów: wołali na niego, aby z drogi ustąpił. On nauczony, nie ustępował; tylko szedł prosto, aż go k o n i e po nogach deptały i dyszel pomiędzy nogi mu wchodził, a on nic nie pytał, szedł dalej i przyszedł na swoją granicę. Zdało mu się naraz, że drugi kolega wołał na niego co mieli razem te rzeczy robić. "Czekaj, " powiada, pójdziemy razem. Wtem o b ej r z a ł się na a tu c o ś u d e r z y go w pysk. Jak go coś potem pochwyci, uderzy o ziemię i tak go biło i co jeno weszło w niego. Gdy razu jednego leżał pod stodołą, coś go pochwycił i wrzuciło na wóz w gnojówkę i dusiło go w tej gnojówce, że go ledwie żona z drugim sąsiadem wyratowała. Potem jak mu się coś stało w głowę tak znowu poleciał na błoto i zaszedł na środek, gdzie na kępie położył się a wtem widzi przed sobą k o n i a okulbaczonego, a pysk u owego konia był c z ł e c z y. Żona jego zawoławszy do siebie drugiego sąsiada, pobiegła tam i zaledwie go z stamtąd wydobyła. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 15:26 Matka Boska uzdrawia syna zbójcy Był zbój w jednym lesie, miał pod ziemi nieznacznie chałupę, a o tym zbóju nikt nie wiedział. Kto jeno przechodził dróżką to każdego zabił. Wlekło się to tak przez piętnaście lat. Pan Jezus i Matka Boska nie mogli dobrem okiem patrzeć na te zabójstwa więc Matka Boska się przebrała, wzięła syneczka na rękę i szła tą drogą naumyślnie. Kiedy tak idzie, wychodzi chłop jakiś i przestrzega: a moja kobieto, nie chodźcie tą drogą, abo jak pójdziecie, to idźcie na prawą, stronę, a na lewą, nie chodźcie. Matka Boska odpowiaduje: a się ta nie boję; pójdę prosto; zabije mnie - to zabije. Poszła po lewej stronie, wlazła w pół drogi - a ten zbój mówi: stój! Matka Boska powiaduje do niego: żeby mi też pan pokazał, którędy tu mogłabym dojść do dworu, ale już wieczór, toby mnie też pan może przenocował u siebie? - Dobrze odpowie zbój. Zaprowadził ją, do swych pałaców i powiada żonie: aby tej kobiecie dać dobre wyspanie, bo ja pójdę do lasa. Zabrał się ten zbój i wyszedł, a zbójowa przywitała ochotnie Matkę Boską i rzecze do niej: witajcie babusiu, źleście trafili, żeście się spotkali z moim mężem, ale ja was już nie puszczę, bo ja bym śmierć połknęła od mego męża. Matka Boska powiaduje,: co będzie ze mną to będzie, każ już pójdę, kiedy mnie noc wielka zastała. On zbój miał jedynego syna, ale był połamany, więc zbójowa nagotowała wody; chce go skąpać i mówi do Matki Boskiej może byście, babuniu wiedzieli o kim, żeby mi tego syna wyprowadził (wyleczył) tobym ja mu dała pieniędzy i coby jeno chciał. Matka Boska mówi: to ja go wyprowadzę, ale mi trzeba innej wody przynieść. Usłuchała zbójowa, a Matka Boska wprzódy wyłożyła swego synaszka i okąpała a potem kazała zbójowej ażeby swego syna znów włożyła w tę wodę. Jak go zbójowa okąpała, a on majt z wody co był wpierw połamany. Jak chulnął z tej wody, skacze po izbie, kazał sobie ładować pieczenie. Temu synowi mianowało się: Ignac Tymczasem zbójowa zasiliła tę podróżną i kazała iść spać. Zbój przychodzi od inszego zabicia po północku i kołacze do tych swoich pokojów. Wstała zbójowa otworzyła mu, a on pyta się: jest tu ta kobieta bo ją trza z a b i ć. Ona odpowiaduje: nie mój mężu kochany, to lekarka jest nad wszystkich lekarzów; jeno kaj chodzili, to nikt Ignasiowi nie potrafił naraić, a ona go dopiero uzdrowiła. Ignasiu wstaj-no ty do mnie w te peda zbój, a Ignaś hajt na równe nogi z łóżka. No moja najdroższa lekarko, co będziesz pani żądać ode mnie , to bierz, bo u mnie beczkami pieniądze stoją. Nie chcę, mój panie, od ciebie ani grosza, za to com się posiliła trochę wdzięcznie d z i ę kuj ę i z tego miejsca występuję. Jak Matka Boska wystąłpiła z tego miejsca, to ją, odprowadził na drogę i rzekł kiedy moja lekarko nie chcesz ode mnie nic żądać, to za to pięknie d z i ę k u j ę i z takich szatańskich nieprzyjaźni już ustępuję. Tak jak Matka Boska poszła se już do nieba i zwlekło się już pół roku, to i ten syn już pomarł, a Matka Boska wzięła go se za stróża do swego synaszka, na pamiątkę, te się to o b Si kąp a l i. Zbój zaś pokutował ciężko za swoje grzechy, ale Pan Jezus wszystko mu darował (przebaczył). Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 15:44 Klementy złodziej oszukuje dibabła Wlazł Klementy na górę, wydarł w strzesze dziurę. Pan go się pyta: Co ty robisz? - Uczę si ę kraść. - Czy mi ukradniesz cztery konie, co ich pilnować będę ode czterech chłopów - Ukradnę panie Pan kazał mocno pilnować. Klementy przebrał się za babę, poszedł do stajnie, prosi o nocleg żeby ją nocować. Chłopi przyjeni taką babkę, a ona mówi tak do nich: moje chłopcy, możebyście wódki się napili? - No dejcie, to sie napijemy! Babka dała im miasto wódki, taki wody na spanie. Chłopy sie napili posnęły, babka złodziej-Klementy, koni wziął, pojechał precz. Rano pan poszedł do stajnie i patrzy - a tu koni nie ma. Wołać Klementego Ukradłeś, Klemeny, konie! - Ukradłem je panie. No, jeieliś taki złodziej, ukradniesz mi kufer, co będzie stał pod mojem łóżkiem?" - Ukradnę, panie. Pan kazał ośmiu chłopom pilnować tego kufra. Klementy przyszed w nocy, wykopał dół pod przycieś, włożył tam koński łeb. Chłopi przecięli siekierą ten łeb myśląc, że to głowa Klementego i poszli spać. Klementy przyszed, zabrał kufer. Wola pan Klementego i mówi do niego: kiedyś taki złodziej mam ja córkę w piekle, żebyś mi ty ją wykradł, tobym ci dał połowę swoich majętności. Klementy przyrzekł, że ją wykradnie. Wybrał się w podróż do piekła i wziął z sobą: kredy i wody święconej, łańcuch, tyczki, konia, wózek. Jedzie - leci z aj ą c i pyta się Klementego: "Gdzie ty jedziesz?" - "A co ci kpie do tego odpowie Klementy. Na to zając: "weź mię z sobą, mogę ci się na co przydać. Siadaj-Klementy jedzie dalej, wtem wyleciala w e w i ó r k a i mówi: czekaj, weź mię z sobą, mogę ci się na co przydać. Siadaj odpowie Klementy. Jedzie Klementy dalej, a tu leci mucha i mówi; weź mię z sobą, mogę ci się na co przydać. No to siadaj odpowie Klementy. Przyjechał pod piekło, mierzy ręką plac i mówi: A tu będzie kościół. Wyleciał djabeł i powiadnje: co ty tu chcesz? Będę kościół stawiać odpowie Klementy. Co chcesz, damy ci odpowie djabeł, ale tu kościoła nie stawiaj. No to zgoda. Mam ja tu siostrę w piekle, oddajcie mi ją to tu nie będę kościoła stawiał. Powiadaj, która twoja odpowie djabeł, to ci ją oddamy. Ja sam nie poznam, ale mam jeszcze tu siostrzyczkę, ta skoro padnie na głowę jednej z tych panien, które się tu w piekle znajdują to ta jest moją, siostrą." Wyleciała. m u c h a, padła na głowę jednej z panien, Klementy pannę zabiera i jedzie. Żal się zrobiło djabłu, więc goni Klementego , a skoro go dogonił, tak się do niego odzywa: Czekaj, będziemy na tę pannę grać tak: który pierwszy na tę górę wyskoczy, tego panna będzie. Klementy djabłu odpowie: ja nie wyskoczę, mam ja tu o j c a , który już żółty od starości i ten za mnie skakać będzie. Puścił więc Klementy z aj ą c a, ten wprzód od djabła na górę wyskoczył. Rozdałmy tem djabeł poleciał do piekła i opowiedział drugim towarzyszom, że zając stary przed nim wyskoczył na górę. Więc inny znów djabeł oświadczył swoim towarzyszom, ze pójdzie grać z Klementym na tę pannę. Kiedy dogonił Klementego powiada: Czekaj, będziemy na tę pannę grać. Który wprzód na to drzewo wyskoczy, to tego panna będzie. Ja nie wyskoczę, ale mam taką, m a t k ę, która wprzód na to drzewo wyskoczy." Klementy puścił w i e w i ó r k ę, a ta wprzód od djabła na to drzewo wyskoczyła, a więc drugi djabeł przegrał. Wyleciał z piekła trzeci djabeł i kiedy dogonił Klementego tak się odezwał: Czekaj, będziemy grać na tę pannę. Który wyżej tą z a w o r ą o d p i e kła frygnie, tego panna będzie. Klementy wziął zaworę do ręki, spojrzał w górę i mówi tak: bracie kowalu, wyciągnij rękę z nieba, weź tę zaworę żelazną, będziemy robić gwoździe i nimi djabłom w głowy wbijać. Przeląkł się ten trzeci djabeł i czmychnął na zawsze do piekła. Klementy oddał panu wybawioną z piekła; córkę, a pan dał mu ją za żonę i za nią połowę swych majętności. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 15:53 Mądry podział Pewien chłop miał się bardzo biedno, że nie miał co jeść, tylko za cały dobytek miał jednę gęś i tę upiekł, ale zaniósł ją potem do dworu na prezent panu. Pan był bardzo kontent z tego prezentu i powiada do chłopa: jest w moim domu sześć osób, podziel nas wszystkich bez krzywdy. Chłop dzieli tak: samemu panu głowa, bo pan jest głową domu; pani ogon, bo się jeno wałęsa po domu a dwiema synom po nóżce, żeby temi dróżkami biegali, któremi sam pan ubiega z gospodarką, dwiema córkom po skrzydełku, żeby porosły, za mąż wyszły, ojcu głowy nie kłopotały, a do mnie należy ten tułów bom biedny. Czym podzielił bez krzywdy zapytał chłop. Pan mówi: "bardzo dobrze" - udarował go potem zbożem i tem, co chłopu było potrzeba. Chłop drugi, bogaty, dowiedział się i upiekł pięknie 6 gęsi i poniósł do dworu w prezencie, myśląc, że i on dostanie zbożajak i ten biedny. Pan mówi do niego: "No, podziel nas temi gęsiami bez krzywdy. '" Chłop powiada: nieby było sześć gęsi, tobym każdemu dał jednę, ale pięć, to nie wiem jak dzielić. A Pan mówi: że trzeba iść po tamtego, który jedną gęsią wszystkich podzielił, a ty pięć podzielić nie umiesz. Posłano więc po biednego chłopa, który gdy przyszedł, tak te pięć gęsi podzielił: pan, pani i gęś to troje będzie przez krzywdy. Synowie oba i gęś, to troje będzie przez krzywdy. Córki obie i gęś, to troje będzie przez krzywdy. Ja jeden i dwie gęsi, to nas troje będzie przez krzywdy. Pan się bardzo z tego podziału ucieszył że ich wszystkich zarówno podzielił, obdarował biednego jeszcze bardziej, a bogatemu za łakomstwo kazał dać 10 rózek. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 16:20 O chłopie łgarzu Jeden pan przyszed do stodoły, kaj chłopi młócili, przyniós pełną czapkę pieniędzy i mówi: Jak kto to będzie łgał - ten będzie pieniądze brał. Czy prawda, panie? - prawda. Jeden z tych chłopów powiada: zrobiłem wysoką drabinę, wlazłem do nieba - Czy prawda, panie pyta- Prawda. Drugi: chcą mię z nieba koniecznie zepchnąć, jak zacząłem latać, szukać, znalazłem dużą kupę jęczmiennych plew, ukręciłem długi powróz, i spuszczałem się. Powróz był krótki, urwałem go u wierzchu, nadstawiłem u dołu, leszna mi go zabrakło i jakem upadł, tak wpadłem na trzy łokcie w ziemię; kręciłem się, wywieść nie mogłem; poleciałem do domu, przyniosłem rydla wykopałem dziurę. Czy prawda panie? Prawda. Trzeci chłop zaczął tak cyganić: pasłem pszczoły, przygnałem je do chlewa, uwiązałem na powrozie, został mi jeszcze jeden powróz. Zginęła mi jedna z tych pszczół, poleciałem na łąkę, ta jadła w takiej dużej trawie jak las; jak weznę kija - zabiłem ją, wziąłem siekiery rozćwiartowałem; mięso z tej pszczoły ważyło sto funtów. Sprzedałem mięso kupię sobie wieś. Czy prawda panie. Prawda. Czwarty chłop zaczął łgać: leciałem do lasa, zobaczyłem ptaki pieczone w wierzbie, chciałem włożyć rękę tam - nie mogłem, chciałem włożyć nogę - nie mogłem, włożyłem głowę - wyjąć nie mogłem; poleciałem do domu, przyniosłem siekierę wyrąbałem się. Czy prawda panie - Prawda. Piąty chłop tak zaś łgarstwo swe zakończył, wracałem do domu, widziałem co nieboszczyk ojciec pański tam na błoniu pasł świnie; ogromnie się zasmarkał. A pan uderzył go zaraz w twarz. Kłamiesz chłopie. Wygrałem panie, bo pan powiedział: że kto będzie łgał, ten będzie pieniądze brał. Ja łgał - to pieniądze moje. Tak ten pan dał chłopu pięniądze. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 16:26 O smoku w lesie Smokówce Był za dni dawnych s m o k w lesie Smokówce, leżącym pomiędzy lasem włościan wsi Rembów, a lasem wsi Lipy. Smok ów, wychodził z lasa i zjadał bydło, a gdy mu tego lub jakiej gadziny nie starczyło, to zastępował ludziom i tych zjadał. Ludzie z Rembowa zgromadzili się, uradzili między sobą, ażeby co dzień z kolei zaprowadzać bydlę jedno dla tego smoka, aby ludzi nie napastował. Gdy tedy kolej wypadła. na jednego biednego szewca, aby zaprowadził tam cały swój majątek - ostatnią krowę, szewc ów ulegając konieczności postanowił przy tej sposobności i smoka samego stracić. Postarał się o proch, zaprawił nim krowę, którą wpierw zabił i tak zaprawioną prowadzi przed ową jaskinię. Smok wychodzi z jaskini, zjada podprowadzoną krowę, potem bidy pić wodę do owej rzeki, którą dziś zowią S u c h ą-N i d ą. Gdy się już wody napił do lasu wraca do jaskini się kładzie się na leżysku. Wtem rozpękł się i dym okropny wyszedł z tego lochu. Przez kilka czasów ludzie bali się wchodzić do tego miejsca, nareszcie jeden odważny uzbroiwszy się dobrze wszedł tam - lecz nic już nie znalazł, tylko zapadlinę w tym miejscu, gdzie była jaskinia. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 16:34 O królu Kazimierzu Wielkim Król Kazimierz Wielki przejeżdżając po kraju, trafił na jednego malca, który ojcu swemu niósł obiad. Zapytuje się król. Cóż tam chłopcze niesiesz ojcu na obiad? Zgadnijcie! jak zgadniecie, to wam powiem. Król zgaduje: może kaszę, może kluski, może rosół, może mięso, a na ostatku powiada król to pewno p r a z u c h y. Zgadliscie" odpowiada chłopiec. Teraz chłopcze zgaduj po kolei kto ja jestem pyta się król. Chłopiec zgaduje: możeście ekumon, albo darczyńca albo sam pan i a może półkownik , albo jaki starszy. Nie. A przecieieście ta nie król bo nasz tatuś zabili wczoraj króla (królika) na obiad. Zgadłeś chłopcze. Chłopcze, czyśta nie widział gdzie zająca Widziałem, ale strasznie raźny. Król powiada: moje psy go złapią. Ej złapią go tam, złapią. Wasze psy takie cienkie, mają tatuś takiego g r u b e g o psa, co od razu zaźre donicę kapusty, a nie może zająca złapać." - "No, pokaż, kaj on (zając) siada?" zapytał król. Chłopak pokazał. Psy królewskie, c h a r t y, skoczyły i złapały zająca. Chłopak powiada: całujcie go w ... żeście go (po mojem pokazaniu) z bliska podeszli. Spodobał się on chłopak królowi, więc go zabrał z sobą na dwór i uczynił go wielkim panem. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 16:37 O kamieniu ze złotym napisem W dawnych czasach żyli w mieście Wiślicy księża, i tym było dozwolono od króla wieszać złodziejów na szubienicy na polu, które do dzisia-dnia nazywa się szubieniaca. A był jeden człowiek taki w tych czasach, co wyrobił kamienia. Potem sprowadził pisarza do tego kamienia, który wypisał z ł o t e m i l i t e r a m i na tym kamieniu te zdarzenia (wieszania P) i ten kamień w wodzie u t o p i ł w jeziorze, które znajduje się kole Wiślicy. Kto się puszcza wodą i da nurka, w tym jeziorze - ten znajduje ów kamień. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 16:39 N oc sre b rn a śniegiem , w ia tr m roźny dm ucha. N a sk rzy p ca ch zim y gra zaw ierucha, K łębam i śniegu w o k n a u derza, To coś zaszep ce, jakby z pacierza, To się rozjęczy n utą żałosną, Ja k b y tę sk n iła za cudną w iosną, To znów na chw ilę płacz sw ój uciszy I gw iazd m iljonem błyśnie w tej ciszy. Jak że to miło w wieczór zimowy W cieple zacisznej siedzieć alkowy; W piecu się ogień dopala właśnie, W ciemnej czeluści mignie, to zgaśnie, Sypie iskierki czerwone, złote, W sercach nieznaną budzi tęsknotę Za czemś minionem, za czemś dalekiem , Za dawnym światem , za dawnym wiekiem . Zimową nocą w alkow ie starej Um arłych czasów snują się m ary, W wielkim fotelu, z p rzed stu lat może, W słuchał się dziaduś w zam ieć na dw orze; Jak b y ustam i jakiegoś ducha Głos mu wichury gada do ucha, 0 tem , co było, co się prześniło, Co już — od kiedy! -— śpi pod m ogiłą... 1 nagle dziatw a przypadnie z w rzaw ą: — Powiedz nam, dziadziu, bajkę ciekaw ą! — Ja k szedł Twardow ski do piekieł bram y? — O, nie, dziadziusiu! Znamy to, znamy! — W ięc o Madeju, co zbrodnie know ał? — Ach, wiemy: M adej odpokutow ał! — To o Kopciuszku w zgrzebnej odzieży? — Napamięć umiem, niech dziadziuś wierzy! — No, to już nie wiem, co rzec w tej sprawie — Powiedz nam, dziadziu o... o W arszaw ie! Pochylił dziaduś głowę zmęczoną, Ale mu w oczach iskry zapłoną, Strudzone serce mocniej kołata, Bo swej młodości przypomniał lata: Jak to w ulicach starej W arszawy Gonił za widmem rycerskiej sławy, Ja k każda cegła, każdy głaz w murze W skrzeszały przeszłość w złocie, w purpurze Na szarej Wiśle, na mętnej fali Piosnka syreny ulata wdali, W zapadłych w ziemię lochach zwaliska Zly bazyliszek ślepiami błyska, Męczeńska Praga krw ią się zalała, W królewskim zamku łka Dama Biała... A nad główkami dzieciaków grona Cudowny Chrystus wznosi ram iona... Dali mu malcy myśl do gawędy: Starej Warszawy stare legendy... Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 16:57 Kościół NMP Przed latami, przed dawnemi, Pewien młynarz żył w tej ziemi, A gdzie mieszkał? Prosta sprawa: Tam gdzie stoi dziś Warszawa. Domek miał nad W isłą szarą, Cieszył się koników parą, Czwórką wołów pracowitych, Kur i kaczek rozmaitych W ielkiem m nóstwem ... A miał przytem Młyn zapchany zawsze żytem I pszenicą... Z tego zboża, Ani długo, ani krótko, M łynarz mąkę m ełł bielutką I sprzedaw ał aż za morza. Dobrze płacił cudzoziemiec, Anglik, Francuz, Szwed, czy Niemiec, Za tę mąkę życiodajną, T aką smaczną, choć zwyczajną. Polskie zboże żną parobcy, Polski m łynarz mąkę miele, z tej mąki mają obcy Pszenny kołacz na niedzielę. W ięc nasz młynarz, z łaski nieba, Ze się trudził najgoręcej, Miał dla siebie dosyć chleba, Miał dla biednych jeszcze więcej; A ponadto w kutej skrzyni Codzień się przybytek czyni. Srebrny talar przy talarze Leżą sobie w zgodnej parze, Złoty dukat przy dukacie Podzwaniają w cichej chacie. Aż talarów i dukatów Tyle razem się zebrało, Ile wiosną w łąkach kw iatów — I to jeszcze pewnie mało! Od Warszawy ku Gdańskowi Można niemi szlak wymościć... Więc bogactwa młynarzowi Mógłby książę pozazdrościć! Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 16:59 Szumi stary młyn nad rzeką I trajkoce i terkoce. Młynarz patrzy, hen, daleko I w źrenicach łza migoce. aka piękna, tak a młoda, Siedzi w izbie młynarzowa, Czemuż ćmi się jej uroda? Czemuż smutna, gdyby wdowa? Skąd ten sm utek i tęsknota? Skąd te w oczach srebrne łezki, Gdy w alkierzu tyle złota, Gdy tak jasny strop niebieski? Są na niebie dla nich chm urki: Ni im syna, ni im córki! I cóż przyjdzie z bogactw w domu, Choćbyś pereł wór zarobił, Gdy zostawić niema komu, Czego człek się pracą dobił. Nic dziwnego, że się łzami Zalewają młynarzowie, Boć są sami, zawsze sami, Czy w robocie, czy w alkowie! Czy dzień zwykły, czy to święto, Czy m rok idzie, czy blask świta, Nikt ich buzią uśmiechniętą Przez okienko nie powita. Rozchylając ustek wiśnie, Nie zagwarzy, jak to dzieci, I tatusia nie uściśnie, I do mamy nie przyleci Głucha cisza w długie noce I w dzień cisza na dom spada, Tylko stary młyn turkoce I z wiślaną falą gada. Gdybyż w domku życia kwiecie: Jedno dziecię! Jedno dziecię Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 17:01 Po robocie całodziennej, Hołd złożywszy świętym Pańskim , Spać się kładzie młynarz senny W swoim domku nadwiślańskim. A nim do snu się ułoży, Przed obrazem kornie klęka, Gdzie z Dzieciątkiem w glorji Bożej Przenajświętsza lśni Panienka. I tak blaga i tak prosi 0 dziecinę dla swej chaty, Ku niebiosom głos podnosi, 1 duch w niebo mknie skrzydlaty. Zda się, płynie w pozaświecie Swe zwierzając Bogu żale: Daj mi, Panie, małe dziecię, Bym je chował ku Twej chwale! Noc gwieździsta dookoła Szatą m roku świat osnuwa, A pod domkiem straż anioła Nad snem dobrych ludzi czuwa. Śpi nasz młynarz utrudzony A wtem: Boże! Jakież cuda! Czy to niebios sen wyśniony? Czy to tylko zmysłów złuda W płaszczu modrym, jak niebiosa, Cała w blaskach, gdyby zorza, Jasnooka, złotowłosa Przed nim staje M atka Boża! A gdy pada na kolana, W skroś radością wielką zdjęty, Głos Jej słyszy: „Wielbij Pana, Bo twój pacierz w niebo wzięty W zięty w niebo, usłyszany, Czlecze dobry, pracowity, Więc gdy wstanie świt różany I wyblyśnie na błękity, Idź po samym W isły brzegu Od swojego domku proga, A gdzie ujrzysz w zgórek w śniegu, Zbuduj kościół na cześć Boga. Bo ci mówię w tej godzinie I nasz Stwórca tak uczyni, Że nim jeden rok upłynie, Ochrzcisz synka w tej świątyni. W prawdzie, w szczęściu, w łasce Bożej, Mając w sercu cnót prom ienie, Twoje plemię się rozmnoży Po dziesiąte pokolenie." Cudna postać się rozpływa, Jak marzenie, jak mgła lekka, Młynarz ze snu się porywa, — A już niebo świt obleka Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 17:03 Idzie młynarz W isły brzegiem, W śpiewem ptaków ranek gwarny; Gdzież tu wzgórek kryty śniegiem, Gdy na świecie lipiec skwarny? Fale zboża wietrzyk wzdyma, Słonko parzy, świecąc cudnie Toć daleka jeszcze zima! Toć na śniegi mroźne grudnie! A le w wierze niepożytej Nie zawaha się na chwilę, Bo, co spojrzy na błękity, Coś mu w sercu szepce mile: Niech cię trudność nie przeraża, Kto nie sieje — ten nie zbiera, Szczera wiara cuda stwarza, Góry nosi w iara szczera! Ju ż przybliża się południe, N agle: istne dziwowiska ! Patrz, młynarzu, jakże cudnie Bliski wzgórek srebrem błyska Na szczyt wzgórza młynarz bieży I przyklęka oniemiały A tam śniegu obrus leży, Obrus śniegu, zimny, biały. Cud się spełnił z woli nieba, W ięc ku czci Jej nieustannej, Teraz prędko, prędko trzeba Stawiać kościół Marji Panny Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 17:05 Jakże pilnie się zwijają Młynarzowi robotnicy I Mija miesiąc — mury stają, Biegnie w niebo krzyż świątnicy. Mija drugi w pracy Bożej, — Już i wieża w górę pnie się; Każdy tydzień coś dołoży, Każdy tydzień coś przyniesie. M łynarz złota nie żałuje, Hojnie sypie dukatami, Sam pomaga, sam pilnuje, Sam się trudzi z murarzami! Aż przyjemnie patrzeć na to, Aż człekowi serce ro śn ie! Przeminęło śliczne lato, Jesień wiatrem łka żałośnie. Lecz robota wre na brzegu, Choć i deszcze z nieba cieką, Tam, gdzie widniał obrus śniegu, Na pagórku ponad rzeką. Mknie na W isłę pieśń radosna, Brzmi w tej pieśni Boża chwała, A gdy przyszła nowa wiosna I kwiatam i świat ubrała W pewien złoty blask poranny, W dzień Jej chwale poświęcony, Stanął kościół Marji Panny I zagrały z wieży dzwony. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 17:06 Od kościoła w dzień niedzieli Idzie orszak rozśpiewany, To nasz młynarz się weseli, Radby prawie skoczyć w tany. Uśmiechnięta m łynarzowa Dzieciąteczko śliczne tuli, — Niechże zdrowo im się chowa, Niech ich kocha jak najczulej! Wielkiem szczęściem błyszczą oczy, Duch wzwyż leci, szczęściem z d ję ty ... Tak się spełnił sen proroczy, W dawnych czasach w iary św iętej. .. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 17:28 A że człek był staroświeckiej wiary, Nigdy w bitw ę nie szedł bez kaplerza. Na kaplerzu, co lśnił z napierśnika, Swe Dzieciątko tuli Boża Macierz, Gdy w namiocie wojak się zamyka, Przed kaplerzem odmawia swój pacierz. W zlata w niebo duszą chrześcijańską, Zanim jutro skoczy w boje krwawe, I wspomina Farę Świętojańską, S tare Miasto i starą W arszawę Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 17:29 Tam, gdzie dom y stoją, ja k w o rd y n k u , A każdem u jakiś zna k dal snycerz, W kam ie nicy „P od n ie d źw ie d zie m " w R y n k u O w y dzielny p rz em ie szkiw ał ryce rz. W ida ć szarą w stęgę naszej W is ły Z okien jego izdeb ki podniebnej, T o słoneczne b laski na niej b ły s ły , T o ją księżyc o p rom ie nia sre brny. A ż tu kiedyś, w w iosenne św itanie , W pe łn ym k w ia tó w i piosenek m aju, W okna — trą b e k u d e rz y ło granie I k rz y k ludu : „W o jn a ! T u rc z y n w k r a ju !" Co tu myśleć, m ościpanie, d łu g o ! D źw ięczą szable, rżą bojo w e k o n ie ; W o ja k w ie rn y m b y ł ojczyzny sługą, W ięc, ja k inni, w a lczy w jej obronie Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 17:31 D ni ż o łn ie rs k ic h zm ienne są ko leje : Sława błyśnie, k u lk a żebra zmaca, T o się dobrze ry c e rz o w i dzieje, To się szczęście od niego odw raca. Pod srebrzystym cho rągw ianym p ta k ie m W mnogich w a lk a c h m ężnie się po tyka, A ż raz runął z ro z c ię ty m szyszakiem I w tu re c k ie poszedł, biedak, ły k a ! Jakże ciężko w pogańskiej n ie w o li Sw obodnem u c ie rp ie ć P o la k o w i; J a k to serce od p ę t w ra żych b o li, — Tego żadnem słow em nie w y p o w ie ! N ie c h b y raczej z a b iły go k u le , N iż m a szarpać p o n ie w ie rk a ta k a ; N ad B osforem , w d a le k im Stam bule, W u tra p ie n iu p łyn ą dni w ojaka . Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 17:32 Że P ola cy do k o n i zw yczajni, — N a ró d ziem ia n i n a ró d w o ja k ó w , — S łu ż y M a z u r p rz y su łta ń skie j stajni I ara b skich p iln u je ru m a kó w . K onie ścigłe, ja k w ia tr, a rozum ne, A ta k zw inne , ja k p a n ie n ka z tańca, — 0 , m ój B oże! daj, n im pójdę w trum nę, T a k im k o n ie m zdeptać łeb pohańca! O d ś w ita n ia już na służbie swojej, Co w o je n k ę na pam ięć przyw o dzi, R y c e rz k a rm i, czyści je i poi, Po p o d w ó rc u p a ła c o w y m w odzi. A b y ł jeden siw ek m ięd zy niem i, Co, ja k pies, się przypo do bać um ie, N a grzb ie t skoczysz — ledw o ty k a ziemi 1, ja k c z ło w ie k , glos lu d z k i rozum ie. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 17:33 I co w ieczór, gdzie je w ojak poi, A na placu p rzy stajennej studni, B o ż e ! C óżto za figura stoi? A ż się język w u sta ch onieśm iela! Aż, jak lodem , k re w się w żyłach ścina! To P an Jezus! To krzyż Z baw iciela! Splugaw iony rę k ą poganina! Na znak w zgardy zle niew iernych dłonie, Bijąc posąg ze złością p rze k lę tą , Do nóg Z baw cy przyw iązują k o n ie I śm igają biczem przez tw a rz św iętą. T ak codziennie o św icie i zm roku C zerń n a d k rzyżem zn ęca się szalenie, Aż łzy, zd a się, błyszczą w B ożem oku, A ż p ierś z drew n a podnosi w estch n ien ie. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 17:34 Ja k ż e płacze M azur p raw ow ity, Pełny w iary ry cerz chrześcijański, N ad bluźnierstw em , co bluzga w błęk ity , N ad P ostaci pohańbieniem P ańskiej! Niźli p a trz e ć n a te k rzy w d y Boże, Żywym ogniem w olałby się spalić, Aż już dłużej znieść m ęki nie m oże — I krzy ż m usi od w zgardy ocalić! W ięc, odziany łachm any nędznem i, W noc, co blaskiem gw iazd złotych nie płonie, P o d k rzy ż biegnie — w y d ziera go z ziem i — I w głąb studni k rz y ż cisk a: niech tonie! N iech on raczej zgnije w czystej w odzie, N iżby m iał się w zdrygać od k rzy w d w ielu, — O, Jezu sie! Ju ż e ś n a sw obodzie, Ju ż e ś te ra z w olny, Zbaw icielu! Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 17:36 Cicho, cicho niew olnik szczęśliw y N a sen w ra c a - już nic go nie boli, A w tem zarży a rab sk i koń siwy, Jego w ierny przyjaciel w niew oli. I n atchnienie w m yśl w ięźnia u derzy, Do po w ro tu m u drogę w skazuje, I arab czy k już bieży, już bieży, R ozdął ch rap y o g n iste: ste p czuje! D zień po dzionku, p rz e z k raje, p rz e z obce, D zielny rum ak, jak b u rza, p rz e la ta ; A ż graniczne w idnieją już kop ce I znajomy, rodzinny k ą t św iata. T w arz tu słońca, jak nigdzie, św ie tla n a, K w iaty p achną, że ty lk o je z b ie r a ć ! To ojczyzna! to P o lsk a k o ch an a! G dzie żyć m ilo i m iło um ierać Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 17:38 Siedzi w ojak w stary m dom u, w R ynku, Z o kna izby n a W isłę pogląda, 0 swym zbożnym w spom ina uczynku 1 krzyż tam ten w idzieć m u się żąda. Noc m u ow a p rz e d oczym a sta w a I ucieczka z k ra ju tu reck ieg o , — A ż tu krzykiem zahuczy W arszaw a I k u W iśle tłum y ludu biegą yjdzie w ojak z sw ojej kam ienicy I k u rz e c e p rz e c isk a się z tru d em : T łum n a R yn k u , tłu m w k ażd ej ulicy I p o b rzeże w ypełnione ludem . Z ło tem słońcem goreją n iebiosy N ad W arsz aw ą zatłoczoną ściśle, Z ew sząd sły c h ać zadziw ione głosy I w ołania: „C ud! cud! cud n a W iśle!" Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 17:40 A n a W iśle, w te j ran n ej godzinie, W b la sk a c h sło ń c a b łyszczący w spaniale, K rzy ż C h ry stu só w p rzeciw w odzie płynie I p o k o rn e całują go fale. W y szed ł b isk u p w p o złocistej szacie, S am p a n b u rm istrz i dosto jn a R ada, D źw ięczy m iasto w dzw onów m ajestacie I dzw onam i z m o d rem niebem gada. S e tk i łó d e k po rzece śmigają, L ecz d o płynąć nie m ogą do k rz y ż a ; Ju ż zbliżają się — w idać — zbliżają, I znów fala o d ep ch n ie je chyża. C zas u ciek a na m iejskim zegarze, K ończy słońce sw ój obieg pow rotny, Sił pró b u ją najlepsi w ioślarze — A krzyż płynie i płynie sam otny. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 17:41 K rzyż z niew o li poznał ż ołnie rz stary. Na brzeg biegnie, łz y radosne leje, I prz y k lę k a przed biskupem z F a ry I pow iada z T u recczyzny dzieje. W ięc mu biskup do ło d z i siąść każe, Sam z N ajśw iętszym siada S akra m entem ; 0 to ń biją w iosłam i żeglarze 1 już — już są przed O bliczem św iętem . A gdy w oja k w yciągnął swe dłonie, B y Chrystusa przycisnąć do łona, K rzyż k u jego p o c h y lił się stro nie I p a dł w swego ob rońcy ram iona. W idać z lica, że odtąd na w ie k i Chce być Jezus z ty m grodem w p rz y m ie rz u I szept w io n ą ł, ja k tchnienie, ta k le k k i: „B łog o sław ię cię, p o ls k i r y c e r z u ... Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 17:43 W całem m ieście grają w szystkie dzw ony, W szyscy ludzie w eseli i radzi I w triu m fie naród zgrom adzony K rz y ż C udow ny do F a ry prow adzi. Szumią z w ia tre m cechowe sztandary, Lśniąc, ja k k w ia ty , k o lo ra m i w iosny, A Chrystusa niesie w o ja k stary, T a k i dum ny i ta k i radosny Mnogie cuda warszawianom czyni Krzyż z figurą Zbawiciela świata. My na Jego opiekę się zdajem, Nic nam wrogi i nic nam złe mary, Póki czuwa nad miastem, nad krajem Nasz Pan Jezus Cudowny u Fary! Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 17:44 Biała Dama Stanisław August siadł na tronie, Głośne mu „W iwat" lud wykrzyka, I miecz Batorych ujął w dłonie, Lecz to nie dłonie wojownika. Nie do pancerza pierś królewska, Ani do hełmu białe czoło, — A tu się chmurzy toń niebieska I groźne w ichry szumią wkoło. Czyha na Polskę cudzoziemiec, Słabnie potęga ojców stara, W Rzeczpospolitej Moskal, Niemiec Rządzi się w łaśnie, jak gęś szara. W prow adza w ojska swoje wraże, W olność narodu pcha w mogiłę, — Niech Polak słucha, gdy on każe, Za nic mu prawo, — on ma siłę! Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 17:45 Stanisław August krzewi sztuki I o oświatę dba narodu Ale kraj szarpią, jakby kruki, Sąsiedzi z wschodu i zachodu. Nie ma kto wydać hasła boju, Z „Bogarodzicą" grzmiącą w nieba, — Taki król dobry w czas pokoju, Teraz Sobieskich Polsce trzeba. Z nim -by poleciał lotem p tak a Nasz orzeł w polu purpurow em , Znów pod Grunwaldem zgnieść Prusaka, Na łeb Moskala bić pod Pskowem ! Lecz dobrze wiedzą źli sąsiedzi: Król Ja n w katedrze śpi krakow skiej, A na warszawskim Zamku siedzi Stanisław August Poniatowski. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 17:47 Król Staś w komnacie swej bogatej Coś tam rozważa, coś tam myśli: Może mu śnią się sławy kwiaty, Lub plan „Łazienek" nowych kreśli. A tu zawzięte wrogi nasze Ojczyznę dwakroć już rozdarły; Huczą arm aty, lśnią pałasze, I dzwon grzmi Polsce, jak umarłej. Kościuszko wzywa, by rwać pęta, A z nim najlepsze w kraju męże — I wzwyż przysięga leci święta: „Albo polegnę, lub zwyciężę!" Lecz po Racławic bitwie chwackiej Znowu się sypią klęski krwawe — I wojsk carowej tłum żołdacki W iedzie Suwarów na Warszawę. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 17:48 Na krw ią zbroczonych Pragi walach W re bój zacięty, bój ostatni, M rą kanoniery przy swych działach, Ginie walecznych hufiec bratni. M ężny Jasiński, K orsak dzielny Już legli — męże wiekopomni! — Nigdy ich sławy nieśmiertelnej W dzięczna ojczyzna nie zapomni! Suw arów z setki arm at wali, N apiera podłych zbirów zgrają, — I lecą kule dalej, dalej, W królew ski Zamek uderzają. Zda się, mur Zamku się rozrywa, Zda się, dygoce ziemia sama... Król Staś padt w fotel, tw arz zakrywa: Stanęła przed nim — Biała Dama Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 17:50 Na piersiach ranę ma czerwoną, Z której koralem krew się broczy, I ta k żałośnie drży jej lono, I ta k się łzam i sreb rzą oczy. Z gorzkim w y rz u te m p atrzy w króla, A jem u se rce m rze od trw ogi, — „T am — szep ce w idm o — M oskal hula, P o m oich synach d ep cą w rogi! W e k rw i się pław i m a k rain a I w k a żd em se rc u ty le bólu! Czyjaż to w in a ? Czyja w ina? U d erz się w piersi, slaby królu! M ój n a ró d w p ę ta dziś okuty, G dzie sp o jrzeć — rozpacz, Iza i blizna; Iluż to trz e b a la t p o k u ty , B y w olną b yła znów O jczyzna! Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 17:52 P o lsk a w niew oli b y t sw ój w lecze, T rz e c h ją ty ra n ó w uciem ięża, R dzew ieją w p ochw ach s ta re m iecze — I niem a p o la d la oręża. A le się n aró d nie upodli I Izę u k ry w a, co z ócz ścieka, 0 bój się z w rogiem codzień modli 1 n a w olności ju trzn ię czeka. A k ażd y p o ry w k u sw obodzie, K rw ią b o h a te ró w okupiony, S k ra c a tw ej m ęki czas, narodzie, Zbliża odrodzin św it w yśniony. A gdy już z d a się, zm artw ychw staje Słońce w ielkości, glorja chw ały, — W w arszaw sk im Z am ku w oknie staje U ro cze w idm o Dam y Białej. Odpowiedz Link
madohora Re: Moje zabobony 14.09.15, 17:53 Z ap ch an y ludem plac Zam kow y, A w szyscy p a trz ą w stro n ę W isły, D um nie w zniesione w olnych głowy, Bo się k ajd an y w p ro ch rozprysły. A tam od m ostu pieśni biegą, A ch, nasze p ieśni to bojow e! — I o bok Z am ku w arszaw skiego P rz e c ią g a w ojsko narodow e! Je d e n za drugim hufiec zbrojny, P iech o ta, jazda, ró w n y m szykiem , W m ury stolicy w raca z w ojny, Z w ojny zw ycięskiej z bolszew ikiem ! S erc a w ta k t biją, w zro k się łzawi, I trium falna stoi bram a, — A z o k n a Z am ku błogosław i Zw ycięskim pułkom -— Biała D am a!... Odpowiedz Link