Dodaj do ulubionych

do wszystkich rozwodników (lub w trakcie)

16.01.04, 23:06
Jestem żonaty ale od kilku lat kocham inną kobietę bez której - jak już się
wielokrotnie przekonałem - nie potrafię żyć. Zdecydowałem się wreszcie
poprosić żonę o rozwód ale nie wiem czy mam jej powiedzieć całą prawdę o tej
kobiecie. I nie dlatego, że się boję ale dlatego, że wystarczająco już ją
skrzywdziłem. Nie chcę też, aby ta którą kocham była wzywana do sądu itd. Co
mam zrobić? Kłamać jeśli sąd mnie spyta o powody rozkładu pożycia? Udawać, że
nikogo innego w moim życiu nie ma? Proszę, podzielcie się swoimi
doświadczeniami!
Obserwuj wątek
    • Gość: tempus Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 00:29
      Macie dzieci?
      • Gość: ania Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.ceron.pl 02.02.04, 05:41
        i co myslisz ze nastepny zwiazek bedzie inny tylko rozczarowanie i bol dlaczego
        to zrobilem lepiej napisz czy masz dzieci
        • Gość: kinia Re: aniu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.04, 01:47
          kazdy zwiazek jest inny, bo z inną osobą
          jakby tak podchodzić do życia to lepiej od razu się położyć do grobu
    • Gość: Maxia Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.rasserver.net 17.01.04, 00:39
      Zapomnij, że będziesz szczęśliwy w nowym związku.
      Tyle ci mogę powiedzieć.
      Już w tej chwili czujesz, że krzywdzisz swoją żonę. I później będzie
      co raz gorzej. Na zgliszczach dobrej budowli nie postawisz.
      A chuć z czasem wygasa....
    • alfredo1 Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) 17.01.04, 10:00
      Nie mamy dzieci. I tu nie chodzi o chuć. Ja po prostu kocham tą kobietę od
      wielu lat i czekałem na nią całe życie. A teraz ranię siebie, ją i żonę. I nikt
      nie jest szczęśliwy. Chodzi mi o to, czy muszę o tym powiedzieć w sądzie.
      • Gość: Maxia Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.rasserver.net 18.01.04, 06:35
        Na pewno b
        • Gość: Maxia Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.rasserver.net 18.01.04, 17:15
          ...będziesz musiał - na sądzie ostatecznym
    • Gość: sam Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 13:01
      To kwestia Twojej uczciwości. Chcesz dalej kłamać i oszukiwać wszystkich wokół?
      Twoja obecna żona i tak wcześniej czy później dowie się, że masz inną. Z
      kłamstwa nigdy nic dobrego nie powstaje.
      • alfredo1 Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) 17.01.04, 19:17
        Tak, nie chcę okłamywać żony - chyba i tak się domyśla skoro od paru lat nic
        nas nie łączy prócz wspólnego mieszkania. Nie wiem tylko jak to wygląda w
        sądzie. Jak przżyć taką rozprawę czyniąc jak najmniej szkody - a i tak już dużo
        złego uczyniłem. Dlatego pytam was o doświadczenia i o to co wiecie na temat
        rozwodów. Czy jeśli powiem w sądzie, że mam inną kobietę to dostanę rozwód
        szybciej? Nie wypieram się swojej winy, jednak nie chciałbym aby polegało to na
        wywlekaniu brudów w sądzie. To będzie równie trudne dla wszystkich. A może
        powininennem wziąć adwokata? Pomóżcie!
        • blendynka Sprobuj porozmawiac z zona. 17.01.04, 20:09

          Witaj,
          chyba najprostszym (chociaz nielatwym) rozwiazaniem bedzie
          szczera az do bolu rozmowa z zona. Bez szukania winnych.
          Milosc zdarza sie.
          Byc moze da tobie rozwod. Jezeli nie wystap do sadu.
          Powod rozklad malzenstwa. Nie zyjecie ze soba od lat.
          Sad wstepnie da Wam troche czasu (moze to byc szesc miesiecy)
          na ponowne przemyslenie i ewentualne pogodzenie sie.
          A pozniej udzieli Wam rozwodu. Nie macie dzieci, nie bedzie trudnosci.
          To tylko kwestia czasu. Zacznij rozmawiac z zona.
          Cala sytuacja robi trzy osoby nieszczesliwe. Rozwiazanie pozwoli
          Wam trojgu ulozyc sobie raz jeszcze zycie. Nie ma koniecznosci wywlekania
          niczego w sadzie. Co do adwokata to zaplac na razie za dobra porade. A pozniej
          zobaczysz.
          Pozdrowionka,
          blendynka.
          • alfredo1 Re: Sprobuj porozmawiac z zona. 17.01.04, 23:42
            i jesze jedno - czas - działa na niekorzyść wszystkich. Nie jestem już taki
            młody, mam 40 lat.
    • sandra444 Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) 17.01.04, 20:40
      Uważam,że nie powinieneś mieszać w swój rozwód osób trzecich. Osoba, którą
      kochasz może poczuć sie przede wszystkim urażona, jeśli będzie musiała spotkać
      sie z Twoją żoną i w dodatku w takim miejscu jakim jest sąd.
      • alfredo1 Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) 17.01.04, 23:40
        Dzięki Blendynko i Sandro. Macie rację i ja to rozumię. Niw chcę miszac tej
        którą kocham w zawiłości rozprawy sądowej. Z żoną rozmawiałem, jeszcze nie
        padło wprost że jest ktoś inny kogo kocham, ale chyba się domyśla. Nasze
        pożycie i tak rozpadło się wiele lat temu. Mogę jej powiedziec całą prawdę a
        jesłi ona będzie chcaiła to wyciągac w sądzie, yo co mam robić? Pewnie, że nie
        chcę konfrontacji. I jest mi bardzo trudno powziąć jakąś decyzję. Małżeństwo to
        świętość jak się uważa ale co zrobić kiedy spotyka się kobietę zycia trochę za
        późno i kiedy się wie że bez nie to już tylko zwykła wegetacja?!
        • tempus Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) 18.01.04, 01:00
          Ja myślę, że ułożysz sobie życie lepiej i będziesz szczęśliwy. Niestety tak
          bywa często, że uczucia nami kierują i możemy kogoś skrzywdzić. Ale z tego co
          piszesz wynika, że żona może nie będzie zaskoczona. W tym przypadku dobrze, że
          nie ma dzieci. Dorosłej osobie można wytłumaczyś, ale dziecku? W jaki sposób?!
          Bądź dzielny, porozmawiaj z żoną i nie wyszukuj sobie dalszych problemów.
          Pozdrawiam!
        • blendynka Koniecznie rozmawiaj z zona. 18.01.04, 03:11
          alfredo1 napisał:

          "I jest mi bardzo trudno powziąć jakąś decyzję. ...ale co zrobić kiedy
          spotyka się kobietę zycia trochę za późno..."

          Wcale nie jest na nic za pozno. Decyzje juz podjales tylko teraz
          potrzebujesz "popchniecia".
          Usiadz z zona i przeprowadz trudna i szczera rozmowe.
          Byc moze ona tez ma dosyc takiej sytuacji i oboje zdecydujecie sie
          w miare cywilizowanie rozstac za dobrem dla obu stron.
          Absolutnie nie mieszaj obu Pan do rozwodu. Nie rob zadnych porownan.
          I bron Boze, nie obwiniaj zony za rozpad. Siebie tez nie obwiniaj.
          Po prostu tak sie zdarza i jest to najuczciwsze dla wszystkich stron.
          Trudne, bolesne ale uczciwe.
          Z tego co piszesz wynika, ze zdecydowanie i absolutnie chcesz byc z
          kochana przez Ciebie kobieta. Nie zwlekaj wiec z rozmowa.
          I jeszcze jedna praktyczna rada. Niech rozwod bedzie oficjalnie tylko
          sprawa Twoja i Twojej zony. Obecnosc tej kobiety na sali rozpraw
          jest zupelnie zbyteczna. Byc moze zgodzisz sie z moja sugestia.
          Zacznij od poniedzialku...
    • Gość: Mad Max Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.dialsprint.net 18.01.04, 04:38
      Ty bydlaku
      • kly Mad Cow (Max) Desease ? 18.01.04, 07:32
    • alfredo1 Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) 18.01.04, 11:18
      Dzięki za słowa otuchy. Rzeczywiście chyba zacznę od poniedziałku. Boję się
      tylko, że jeśli powiem żonie o tej kobiecie to wyciągnie to na sali rozpraw.
      Cóz, sma nabroiłem i teraz muszę spróbować naprawic co się da.
    • Gość: sroczka Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 18.01.04, 12:16
      Doskonale cie rozumiem. Sama przeżyłam taką spóźniona miłość. 12 lat chodzenia
      z chłopakiem i narzeczeństwa, wspólne zamieszkiwanie, zaplanowany ślub i
      nagle "on" - to tak jakby dostać obuchem między oczy. Długo się przed tym
      uczuciem broniłam ale w końcu musiałam się poddać. Odwołałam ślub, powiedziałam
      narzeczonemu. Były prośby i groźby, płacz, ogromny żal i naprawdę czułam się
      jak szmata. Przecież obiecałam. Teraz jestem w szczęśliwym związku z moim
      wybrankiem od 5 lat i wiem, że czasem ta miłość przychodzi trochę późno, ale
      warto czekać i w żadnym razie nie można się jej pozbawić. Niestety nie mogę ci
      pomóc jeśli chodzi o kwestie prawne (pytasz czy sąd wezwie twoją kobietę na
      świadka jeśli się dowie, że zdradzałeś z nią żonę) bo w moim przypadku do ślubu
      nie doszło. Łączyło nas "tylko" te 12 lat bycia razem zawsze i wszędzie. Było
      mi wstyd, ale nie żałuję. Jestem szczęśliwa.
      • blendynka Zacznij od poniedzialku (tego nadchodzacego). 18.01.04, 18:10

        Nie mozna zrobic omletu bez rozbicia jajek.
        I nie przypuszczaj, ze wiesz dokladnie co zrobi
        Twoja zona. Mozesz byc z ulga rozczarowany.
        Zacznij rozmowe w poniedzialek...
        • alfredo1 Re: Zacznij od poniedzialku (tego nadchodzacego). 18.01.04, 18:17
          Blendynko, dzięki raz jeszcze za słowa otuchy i mądrości. Zacznę (chyba) na
          pewno. Nie piszę na pewno bo strasznie się tego boję. Cóż, nikt nie lubi ranić
          innych, przynajmniej ja. A co zrobi moja żona nikt nie wie. Ja też nie wiem czy
          w takiej sytuacji lepiej (dla kobiety) jest wiedzieć o innej czy nie.
          • blendynka Re: Zacznij od poniedzialku (tego nadchodzacego). 18.01.04, 19:11

            Witaj,
            za slowa otuchy prosze bardzo. Z madroscia u blendynek uwazaj.
            Zdania sa podzielone.
            Prawie chyba na pewno to juz wskazujace na prawie zdecydowany termin.
            Porozmawiaj wkrotce.
            Absolutnie powinienes "otworzyc" serce i powiedziec wszystko (prawie)
            o drugiej kobiecie. Uczciwie i bardzo szczerze.
            Sprawa ranienia uczuc nie ma tutaj nic do rzeczy. Sama sytuacja rani
            Was wszystkich.
            Jezeli porozmawiasz w poniedzialek, we wtorek poczyjesz/cie ulge.
            Byc moze smutna, byc moze bolesna ale ulge.
            Wszystko przemawia za poniedzialkiem (nadchodzacym).
            Twoja uczciwosc i szczerosc zostanie na pewno doceniona.
            Pozdrowienia,
            blendynka.
          • lubstej Re: Zacznij od poniedzialku (tego nadchodzacego). 19.01.04, 16:45
            przemysl jeszcze skutki prawne
            jesli rozwod bedzie z orzekaniem o twojej winie to bedziesz zobowiazany do
            placenia alimentow na zone do jej smierci lub jej powtornego ozenku i nie musi
            popasc w ubostwo, wystarczy ze pogorszy sie jej stopa zyciowa
            i zastanow sie czy twoja nowa kobieta bedzie w stanie (na dluzsza meta) godzic
            sie na odplyw sporej czesci waszych dochodow na rzecz innej kobiety
            proponuje rozmowe bez ujawniania nowej kobiety - wiedza o innej moze ja
            rozwscieczyc (nawet jesli nic do ciebie nie czuje, uruchomi sie prawo wlasnosci
            do ciebie) i rozwod bedzie siedlugo ciagnal lub zakonczy sie orzekaniem o
            twojej winie a skutki jak wyzej
            pozdrawiam
            • alfredo1 Re: Zacznij od poniedzialku (tego nadchodzacego). 19.01.04, 19:12
              Masz rację. Ja zresztą zacząłem od tego że pytałem was o możliwe wyjścia i
              skutki prawne.Zrobiłem już pierwszy krok - przejrzałem internet i przygotowałem
              pozew o rozwód bez orzekania o winie. Nie wiem czy moja żona go zaakceptuje. AI
              tu wraca problem - być szczerym aż do bólu (czyli powiedzieć prawdę) czy nie
              wspominać o innej kobiecie?
              • blendynka Zacznij wiec od srody. 19.01.04, 19:33

                Witaj,
                idealem bylby rozwod bez orzekaniu o winie. Tak czy inaczej musisz
                porozmawiac z zona. Bedzie Tobie trudno przekonac zone o tym, ze
                chcesz wyjsc z malzenstwa bez zadnej kobiety na horyzoncie.
                Zacznij rozmawiac z zona o sprawie rozwodu i wowczas bedziesz
                wiedzial jaki obrot przybierze ewentualna rozprawa sadowa.
                Bez rozmowy mozesz tylko teoretyzowac.
                Pozdrowienia.
                • alfredo1 Re: Zacznij wiec od srody. 19.01.04, 19:48
                  Rozmowa będzie jutro bo dzisiaj żona jest w pracy na nocnej zmianie. Pozew niby
                  mam gotowy - i tak jak piszesz - mogę teoretyzować. Wydaje mi się, że ona
                  powinna się czegoś domyślać bo żaden zdrowy, "normalny" facet nie staje się
                  nagle nieczułym na wdzięki kobiece typem. Nigdy nic nie mówiła na ten temat i
                  nie pytała. Ale jeśli powiem wprost - moge uderzyć w ten czuły punkt.
                  Podejrzewać a wiedzieć na pewno - to dwie różne rzeczy. Tylko tyle, że nadal
                  będę kłamał.
                  • blendynka Re: Zacznij wiec od srody. 19.01.04, 19:57

                    Nie mow wiec nic wiecej z wyjatkiem, ze chcialbys sie rozwiesc.
                    Sam sobie na reszte odpowiedziales. Na pewno zona zapyta o powod
                    i sprawa innej kobiety wyplynie. Upieranie sie, ze takiej nie ma
                    bedzie malo przekonywujace i moze "usztywnic" stanowisko Twojej zony.
                    Wybierz opcje odpowiadania tylko na jej pytania. Sam za duzo nie
                    opowiadaj. Ale to, ze jest inna kobieta to bedzie prawie oczywiste.
                    Jezeli nie chcesz klamac to przyznaj, ze jest i odpowiadaj tylko
                    na ewentualne pytania zony. Po rozmowie bedziesz wiedzial wiecej.
    • plucha Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) 20.01.04, 09:26
      Ja najpierw wyprowadziłam się od męża. Po prostu spakowałam manatki i
      przeniosłam się do rodziców. Rozwód przeprowadziliśmy po ponad dwóch latach,
      wtedy już wszelkie emocje opadły i rozstaliśmy się bez orzekania o winie,
      bardzo kulturalnie i bez żadnych awantur. Podobnie zrobił mój wybranek - też
      żonaty. Jego rozwód nastąpił po jakichś trzech latach od momentu kiedy
      wyprowadził się od żony i zamieszkał ze mną. Była to czysta formalność, żadnych
      przepychanek, żadnego wyciągania brudów, przez te 3 lata wszystko "przyschło",
      emocje wyparowały.
      • Gość: Jadwiga Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.lublin.mm.pl 20.01.04, 14:44
        Czegoś tu nie rozumiem. Mieszkasz z Zoną pod jednym dachem, nie łączy Was
        łóżko, nie ma wmiedzu Wami czułości, zwierzen, więc co u licha Was łączy? Zimne
        milczenie? Czy nie ma wyrzutów, pretensji, łez. Jezeli kazde z Was żyje osobnym
        zyciem to co, mieszkacie jak mama z synem. Mama posprząta, pilnuje porzadku,
        poda jedzenie, upierze i niczego za to nie oczekuje? nie ma pretensji? Żadnych
        propozycji spełnienia razem czasu? A na dodatek finansowo jest niezależna? To
        to nie jest małżeństewo tylko etat, farsa, bezpłciowa przyjaźń, czy tylko
        poczucie obowiązku oparte na koscielnej przysiędze (na złe, na dobre aż do
        śmierci)? Jesteś pełen niepokoju i sprzecznych uczuć. Pogadaj z psychologiem,
        a może osobista porada w poradni małżeńskiej rozwieje Twoje watpliwości. Nie
        dramatyzuj. Widocznie nie miałeś w zyciu wiekszych problemów, ale tak czy
        innaczej sm musisz wypić piwo, które nawarzyłeś. Czy czekasz, że tak znudzisz
        Twoją małżonkę, ze bedzie miała Ciebie dość i pierwsza podejmie decyzję? Jeżeli
        naprawdę kochasz, to sprawy finansowe nie powinny grać roli. Kto zawinił i
        skrzywdził ten płaci. Czy Twoja nowa pani Ciebie nie zawiedzie? Bo możesz się
        gorzko rozczarować. A jak kocha naprawdę, do zaakceptuje nawet trudniejsze
        warunki, byleby tylko być razem, nawet w konkubinacie.
        • Gość: Maxia Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.rasserver.net 20.01.04, 23:52
          Może ona też ma kochanka, a Alfredo1 nic o tym nie wie,
          i na dodatek...żonatego;(przecież pisał, że żona pracuje na noce);)
          Oj ludzie, ludzie, szukacie szczęścia,
          tam gdzie go nie ma.
          • Gość: mm Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 21.01.04, 18:35
            A gdzie jest szczęście?
            • Gość: Maxia Gdzie jest szczęście?????? IP: *.rasserver.net 22.01.04, 07:49
              Nie wiesz gdzie jest szczęście, czy co to jest szczęście?
              - Jeśli nie znajdzesz go w sobie samym, to nigdzie już
              go nie znajdziesz.

              Pozdrawiam
    • ja20034 Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) 22.01.04, 10:45
      Zainteresowal mnie Twoj problem, bo obecnie jestem na etapie bycia "ta trzecia". Facet za ktorym przepadam ma zone. Przymierza sie do rozwodu jak pies do jeza i
      musze Ci powiedziec, ze ostatnia rzecza ktorej bym chciala to byc w to zamieszana. To IM sie rozwalilo malzenstwo. Z mojej winy? Moze. Wystarczy mi atrakcji
      plynacych z tego ze nie moge Go miec tak i tyle ile bym chciala. Ze sie denerwuje, obawiam itd. Jesli tylko sie da unikaj tego jak mozesz. Nie rob tego kobiecie ktora
      kochasz. Ona i tak napewno ma dosyc zmartwien z tegp plynacych.
      Powodzenia
      • Gość: Maxia Daję ci dobrą radę IP: *.rasserver.net 23.01.04, 01:33
        Wyjdź z tego trójkąta jak najszybciej! Nie marnuj swojego życia na iluzje,
        których koniec zawsze jest opłakany. Zobacz jaka wielka jest różnica, w
        kochaniu kogoś, do kogo ma się prawo. Gdy znajdziesz się w sytuacji osoby
        zdradzanej, nie będzie wątpliwości, że jest to coś haniebnego, - zasługującego
        na potępienie! Z twojej natomiast strony, to tylko fascynujące złudzenie,
        które tak naprawdę, jest obrzydliwością w polukrowanym papierku.
        • dre6 Uwazaj z radami Maxia. 23.01.04, 02:14

          Witaj,
          dzisiaj masz dzien dawania autorytatywnych i pelnych slusznego
          przekonania rad. Tutaj i gdzie indziej.
          Tutaj pleciesz bzdety Maxiu.
          Uzywasz okreslenia "zawsze" i "tak na prawde" i to czyni Twoje porady
          niepraktycznymi.
          I jeszcze jeden bzdet - " prawo do kochania". Co Ty pleciesz?
          Czy Ty bylas kiedys zakochana? Prawnie czy bezprawnie?
          Socjalistyczny zeszyt w kratke.
          Pozdrowienia,
          dre.
        • Gość: kinia Re: do maxa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 03:47
          walnij sie w mozg
          jakby tak mysleli wszyscy to w ogole nikt nie trafial by na milosc
          jestesmy ludzmi i popelniamy bledy
          mozemy kupic nie dobry sweter w sklepie mimo ze sie bedzie nam podobal ale przy
          drugim przymierzeniu moze sie okazac np,. za maly
          tak samo moze sie tez zdarzyc z malzenstwem
          ludzie maja prawo zmienic swoje decyzje dlatego sa rozwody
          maja prawo kochac i spotkac swoja milosc nawet jezeli są zajęci
          maja prawo probowac i zyc w prawdzie a nie dusic sie w zwiazku zeby tacy
          ktretyni mogli stwierdzic jak przykladne rodziny tworza
          chyba dostales od jakies pani po zadzie prawda?
          • Gość: Maxia Re: do Kinia IP: *.rasserver.net 23.01.04, 22:34

            Gość portalu: kinia napisał(a):

            > walnij sie w mozg
            > jakby tak mysleli wszyscy to w ogole nikt nie trafial by na milosc
            > jestesmy ludzmi i popelniamy bledy
            > mozemy kupic nie dobry sweter w sklepie mimo ze sie bedzie nam podobal ale
            przy
            >
            > drugim przymierzeniu moze sie okazac np,. za maly
            > tak samo moze sie tez zdarzyc z malzenstwem
            > ludzie maja prawo zmienic swoje decyzje dlatego sa rozwody
            > maja prawo kochac i spotkac swoja milosc nawet jezeli są zajęci
            > maja prawo probowac i zyc w prawdzie a nie dusic sie w zwiazku zeby tacy
            > ktretyni mogli stwierdzic jak przykladne rodziny tworza
            > chyba dostales od jakies pani po zadzie prawda?

            Ja ciebie nie obrażam, Kiniu. Nie wiem czemu wpadłaś w taką złość.
            Mam takie samo prawo do wyrażania swoich opinii, jak i ty i nie muszą one
            być zgodne z twoimi wywodami. Szczególnie, gdy nie były adresowane do ciebie.
            Ale jeśli te bluzgi ci w czymś ulżyły, daj sobie upust.
            I jeszcze jedno: - małżeństwo, to nie sweterek...
        • ja20034 Re: Daję ci dobrą radę 23.01.04, 14:27
          A jak on nie mieszkal juz od kilku lat z nia i potem spotkal mnie? To znajdz mi powod dlaczego mam z tego zrezygnowac.
          Tez kiedys bylam strasznie madra i moglam udzielac rad dopoki mnie to nie spotkalo. Moze sie mi nie uda, moze to bez sensu, ale zycze wszystkim tyle radosci ile on
          mi daje.
          Amen
          • Gość: Maxia Re: Daję ci dobrą radę IP: *.rasserver.net 23.01.04, 22:59
            On jest wygodny. Po prostu cię wykorzystuje. Ma wszystkie przyjemności,
            ale bez obowiązków. Spróbuj z nim pomieszkać, a sama się o tym przekonasz.
            (Oczywiście lepiej tego nie rób.) Ile miał przed tobą? Wiecznych randek?
            Te radości są krótkotrwałe i jeśli nawet ci sią "uda", małżeństwo z nim
            przyniesie ci gorycz.

            Bądź i teraz mądra. Zyczę ci naprawdę dobrze.


            • Gość: kinia Re: Daję ci dobrą radę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 01:37
              tobie chyba przyniosło gorycz
              skoro dajesz rady wzorowane na sobie
              a jezeli chodzi o wykorzystywanie to pomysl ze moze dwie strony sie
              wykorzystuja bo ta osoba tez mowi ze on jej daje wiele radosci
              nie wydaje mi sie ze mam zbawiac swiat i na sile tkwic w malzenstwie ktore nim
              nie jest tylko dlatego ze zrobilam czy druga strona zrobila blad i powiedziala
              tak o jeden raz za duzo
              zycie jest jedno
              • Gość: Maxia Re: Daję ci dobrą radę IP: *.rasserver.net 27.01.04, 07:22
                Gość portalu: kinia napisał(a):

                > zycie jest jedno

                Tak, Kiniu, w tym się z tobą zgadzam: życie jest jedno,
                dlatego trzeba tak żyć, aby miało ono piękny koniec.




    • Gość: kinia do alfreda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 03:43
      to brutalne ale życie jest brutalne
      więc nie gadaj o ranach, tak już jest, że każdy może cierpieć i tyle
      każdy ma prawo też iść własną drogą, i lepiej, jeżeli nawet teraz poniekąd
      skrzywdzisz swoją zonę ale nie bedziesz jej oszukiwał zyjąc z nią a kochając
      inną ale po prostu odejdziesz , wtedy ona też ma szansę na miłość nawet jeżeli
      w tej chwili będzie się czuła oszukana czy zdradzona
      z czasem pewne rzeczy przechodzą i widzimy, że tak naprawdę to było najlepsze
      rozwiązanie, tak żeby nie żyć w kłamstwie
      co do sądu - to nie wiem jak wazne jest dla ciebie to z jakiego powodu będzie
      rozwód itd.
      czy chcecie się rozwieść bez orzekania o winie jakby? to chyba najprostsza i
      najkrótsza metoda
      jeżeli nie chcesz żeby twoja nowa kobieta była wzywana do sądu i przechodziła w
      sumie przez to całe bagno, myślę że nie powinna, bo twój rozwód to twoja sprawa
      i w sumie, nie dotyczy jej (kochasz ją itd. ale jak sądzie twoje małzenstwo już
      i tak wisiało na włosku więc jakby i tak doszłoby prędzej czy później do tego
      rozstania) więc moim zdaniem swoje sprawy stare powinieneś załatwić tylko i
      wyłącznie na swój własny rachunek w ogóle nie mieszając w to swojej miłości
      także po to aby nie budzić w niej poczucia winy za coś za co nie musi być ani
      czuć się winna, (że twoje małżeństwo nie udało się i ze nie kochasz swojej
      żony, chodzi mi o to, że nawet gdyby w grę nie wchodziła twoja nowa kobieta to
      i tak wasze małżeństwo rozpadłoby się)
      więc po prostu rozwiedź się w możliwie najszybszy i nałatwiejszy sposób nie
      mieszając w to osób trzecich
      twoje sprawy to twoje sprawy i nie musisz mówic o nich swojej byłej żonie,
      chyba że chcesz zostać z nią w tzw. przyjaźni - możesz jej to wyjaśnić ale może
      nie od razu i nie teraz, ale gdy sprawa już jakby przestanie być dla niej tak
      bolesna
      i to zaznaczam bolesna niekoniecznie dlatego że tak bardzo cię kocha czy tak
      bardzo jej zalezy na tobie ale tylko i wyłącznie w większym stopniu przez
      zranione uczucia porzuconej kobiety
      pamietaj ze lepiej jest skonczyc cos czego sie nie czuje niz tkwic w tym tylko
      dlatego ze tak myslą inni, poza tym inni nie sa toba i nie moga odbierac tej
      sytuacji tak jak ty i w ogole nie wiadomo jakby postąpili w takiej sytuacji
      powodzenia i nie rozstrząsaj tego w kategoriach zranien tylko i wyłacznie ale
      patrz tez na pozytywne strony
      • Gość: kinia Re: do alfreda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 03:54
        i jeszcze jedno
        nie musisz kłamać ale tez nie musisz mowic calej prawdy, to wtedy nie jest juz
        kłamstwo
        a sąd ma w sumie w nosie z jakiego powodu sie rozwodzisz, dla niego to jeszcze
        jedna sprawa
        poza tym skoro wasze pozycie sie rozpadlo to tak naprawde nie wiesz co robi czy
        o czym mysli twoja zona wiec tym bardziej nie gadaj o poczuciu winy
        kazdy odpowiada za swoje zycie i jezeli cos takiego ma miejsce to pora sie
        zastanowic i cos przedsiewziac a nie biernie czekac - skoro twoja zona nie
        robila nic w tym kierunku nawet zeby sie dowiedziec jak sobie radzisz i czy
        masz kogos to tym bardziej nie powinienes jej utwierdzac w tym przekonaniu

        a jak wyszlo? bo mowiles ze rozmowa miala byc w tym tygodniu?
    • Gość: Barbara Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: 213.172.119.* 23.01.04, 09:02
      Do wszystich rozwodnikow.
      Moim zdaniem wzrastajaca liczba rozwodow moze doprowadzic do upadku ludnosci.
      Dzieci rodza sie, dorastaja i w koncu dochodza do momentu wspolzycia i nie maja
      pojecia, ze akurat wybranek (wybranka) jest jej bratem lub siostra. Takie
      wypadki zdazaja sie i beda zdarzac sie coraz czesiej, bo liczba rozwodow
      wzrasta. Wszystkim jest wiadomo, ze z takich zwiazkow pochodza uposledzone
      dzieci. Zastanowmy sie nad nasza przyszloscia. Dorosli sa odpowiedzialni za
      swoje czyny i staraja sie aby ich dzieci wyrastaly na odpowiedzialnych ludzi.
      Kiedy jednak sami (mysle o doroslych) pragna zmian w ich zyciu wyszukuja
      przerozne tlumaczenia aby zagluszyc swoje sumienie przed odpowiedzialnoscia !
      Kiedy nasze dzieci "sknoca" swoje zycie, powiemy im "nie sluchales naszych
      dobrach rad teraz musisz liczyc z konsekwencjami" ale ci sami dorosli wybieraja
      dla siebie te wygodniejsza droge, aby zapewnic sobie nowe "szczescie".
      Jest takie powiedzenie: Na cudzym nieszczesciu swego szczescia nie zbudujesz"
      Dziekuje za uwage.
      • Gość: kinia Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 13:08
        ale to nie powód, żeby tworca tego postu musiał spieprzyc swoje zycie i całe
        spedzic z kims kogo nie kocha prawda?
        a ten wywód nie był głównym wątkiem tematu bo akurat on nie ma dzieci
        poza tym faktem jest ze ludzie powinni brac odpowiedzialnosc za swoje czyny a
        wiec nie brac slubow dla rodziny dla innych bo tak wypada bo wiek itd tylko
        dlatego ze cos do siebie czują
        a poza tym niestety z budowaniem szczescia jest roznie
        jezeli ktos sie nie kocha i nie ma w tym domu zadnego ciepla to jaki jest sens
        utrzymywac taką atrapę? zaden
        im ktos predzej pojdzie wlasną drogą tym lepiej, gdyby niektórzy tak
        postępowali nie odchodziliby dopiero wtedy jak sie juz w koncu urodzi kolejne
        dziecko itd.
        • Gość: Basia Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: 213.172.119.* 23.01.04, 19:05
          Nic latwiejszego ...jak robic tak jak wszyscy, "plynac z pradem rzeki".
          Starac sie plynac pod jej prad, jest o wiele trudniejsze. To oznacza ponosic
          ofiary i sie meczyc. Skoro nie pobieramy sie z przymusu, ozacza to, ze osobe
          ktorej slubowalismy na dobre i na zle, szczerze kochalismy. Trzeba sobie
          przypomniec te piekne chwile uniesienia, jej dobre zalety charakteru itp. i
          starac sie za wszelka cene ratowac zwiazek. Znamy przypadki, ze czesto
          rozwodnicy jeszcze szybciej rozchodza sie z drugim partnerem (ten pierwszy krok
          jest najtrudniejszy), wiele latwiej i z coraz mniejszymi skrupulami. To
          prowadzi do degradacji. Jezeli nie mamy zadnej gwarancji, ze zwiazek malzenski
          przetrwa to dlaczego zawieramy jeszcze malzenswa ? Jest naprawde smutne, ze
          stajemy sie coraz wiekszymi egoistami. Jak z tego wynika, jest nam za dobrze,
          skoro nie musimy sie liczyc z uczuciami naszych najblizszych.
          • blendynka Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) 23.01.04, 20:25

            Basiu,
            chcialabys byc kochana "z litosci"?
            • alfredo1 Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) 23.01.04, 21:17
              dzięki za wszystkie posty z okresu kiedy mnie nie było. Rozmawiałem - rozmowy
              były jak na razie trzy. Nie powiedziałem o innej kobiecie. Ale już wiem, że że
              żonna nie da mi rozwodu bez orzekania o winie. Powiedziała, że sama napisze
              pozew i sama go żloży. Kiedy (i czy wogóle) to zrobi - nie wiem. Wiem, że jej
              zależy na naszym związku, choć nie ma czego ratować. Dzieci nie mamy i nie
              moglibyśmy mieć - moja wina.
              • spinkaa Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) 23.01.04, 22:43
                Nie wchodząc w moralną ocene tej historii, zdecydowanie odradzam branie na
                siebie winy za rozpad związku. Konsekwencje prawne takiego rozwiąznia mozesz
                ponosic do końca zycia, łącznie z płaceniem byłej żonie dozywotnich alimentów,
                jeśli ta znalazłaby sie "w niedostatku". Znam kilku takich facetów, którzy
                chcieli postapic "honorowo", albo dla tzw. świętego spokoju, żeby nie
                przedłużać procedur sądowych, zgodzili sie na rozwód z ich winy. Dziś sa w
                sytuacji godnej pożałowania.
                Lepiej w sto razy przemyślec, załagodzić, schylic głowe i ukorzyc się nawet,
                niz pod wpływem emocji podjąć decyzje, której koszt jest trudny do przewidzenia.
                A jeszcze lepiej - jak juz tutaj radzono - porozumieć się z jakimś adwokatem.
                Oczywiście najlepiej jest w ogóle sie nie rozwodzić, ale to akurat nie na
                temat....
                Pozdrawiam
              • Gość: kinia Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.04, 18:50
                wiec moze ty zloz ten pozew a nie dawaj skladac jej
                w ten sposob to moze jeszcze potrwac cale wieki
                jezeli chcesz sie rozwiesc i jezeli chcesz sie na to zdecydowac to weź
                adwokata, to nie sa tak wielkie koszty i po prostu złóz ten pozew jak
                najszybciej
                nie macie dzieci wiec nie bedzie to az tak wielkim problemem
                orzekanie o winie ma tylko tą wade ze jezeli twoja zona bedzie w jakiejs
                ciezkiej sytuacji bedziesz musial placic alimenty na nią
                poza tym chyba nie jest jeszcze az tak stara i sama powinna miec swiadomosc ze
                to tylko moze jej pomoc nawet ulozyc sobie zycia na nowo z kims kto bedzie cos
                do niej czul i ze moze byc szczesliwa
                jezeli jej oddasz skladanie pozwu itd to tylko to wszystko bedzie sie
                niepotrzebnie przeciągac
                poczytaj sobie wszystko o rozwodach na stronie rzeczpospolitej i jest taki
                dodatek w gazecie prawnej
                powodzenia
                • Gość: Laura Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.zgora.dialog.net.pl 28.01.04, 21:04
                  Wydaje mi sie alfredo, ze tak do końca nie wiesz, czego chcesz. Gdybyś był
                  przekonany o tym , co piszesz, to nie potrzebowałbyś rad. Sam zrobiłbyś
                  wszystko szybko, żeby byc z tą drugą. Jestes bez jaj! To fajnie uchodzić wsród
                  kolesiów, ze masz dwie kobiety. Czujesz się taki kochany! Nieprawdaż?
          • Gość: kinia Re: do basi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.04, 18:53
            droga Basiu
            ten kto pisał ten post nie musi brac calego swiata na swoje barki i moze miec
            gleboko w nosie degradacje
            jestesmy ludzmi i mozemy popelniac błedy i nie ma powodu dla ktorego mamy
            tracic swoje zycie na meczenie sie z kims kto jest nam obojetny
            to chwalebne cale zycie zwiazac sie i zyc z jedna osoba ale nie kazdemu sie to
            udaje i mimo ze to jest celem malzenstwa trzeba to zrozumiec i uszanowac nawet
            jezeli są dzieci
            dzieci tez dorastaja a nasze zycie juz sie nie powtorzy
            mam nadzieje ze twoj zwiazek jest chwalebny i łączysz sie ze wszystkimi w
            zbawianiu swiata
            • Gość: Basia Re: do basi IP: 213.172.120.* 25.01.04, 10:19
              Moim zdaniem milosc z litosci nie istnieje (odpowiedz dla blendynki).
              Wielu mlodych ludzi myli pojecie milosci z zakochaniem.
              Kiedy jednak przyjda monotonne dni z troskami i problemami dnia codziennego
              przychodzi nuda i szukaja nowych przezyc i uniesien. Tak jak dzieci, ktore
              otoczone mnostwem zabawek odczuwaja nude (bo wszyskie zabawki sa juz
              wyprubowane i przez to bezinteresowne). Tak mozna porownac postepowanie tzw.
              doroslych, ktorzy stale szukaja nowych przezyc. Sa to moim zdaniem zle
              wychowane dzieci, ktore sa tylko wiekowo starsze, ale nadal nie dojrzale do
              odpowiedzialnego zycia. Dlaczego istnieje kara dla ludzi, ktorzy pod przysiega
              sadowa udzielaja falszywych informacji ? , albo w zyciu zawodowym nie wywiazuja
              sie z nadanych im obowiazkow ? Dlaczego wiec nie maja byc ukarani ludzie,
              ktorzy odchodza od swych partnerow, ktorym slubowali wiernosc na dobre i na
              zle ? Teraz szukaja w internecie powiernikow i dobrach rad, zeby poniesc jak
              najmniejsza kare. Nikt nie staje w obronie opuszczonej osoby, wrecz przeciwnie,
              ofiary sa posadzane, ze sa winne rozpadu zwiazku. Nie do wiary !!!
              • mrgodot Re: do basi 26.01.04, 17:55
                Zgadzam się że nie istnieje miłość z litości. Z litości można co najwyżej z
                drugą osobą być ale kwestię etyczności tego postępowania pozostawiam do
                rozważenia we własnym sumieniu. Jednak autor tego postu wyraźnie napisał, że od
                lat (nie od paru miesięcy) jest związany z inną kobietą i praktycznie z nią
                żyje. Nuda i szara codzienność raczej nie mają tu nic do rzeczy. Czy to jego
                wina, że pokochał inną kobietę? Ślubował, ale życie toczy się swoim torem
                niezależnie od składanych przez nas przysiąg. Może wytrwać w tej przysiędze ale
                bez miłości, bo miłością obdarzył inną. Kto z nich będzie szczęśliwy? Po
                drugie, dlaczego uważasz, że biorąc ślub i przysięgając kłamał i składał
                fałszywe świadectwo? Może kochał, może nie poznał jeszcze czym miłość mogłaby
                być itp. Teraz właśnie chce być uczciwy i nie ucieka przed konsekwencjami.
                Chciał powiedzieć żonie ( i częściowo powiedział, jak wynika z jego relacji) a
                prosił o pomoc w jednej kwestii - czy powiedzieć całą prawdę. Nie dlategoo, że
                się boi, ale dlatego, że nie chce zranić jej bardziej niż już to uczynił. W
                obronie opuszczonych stają całe tłumy.
                • Gość: Basia Re: do basi IP: 213.172.119.* 26.01.04, 19:03
                  Nie powiedzial zonie, ze przyczya rozpadu jest inna kobieta. Jezeli przyczczyna
                  ukrycia calej prawdy jest ochrona zony prze nastepnymi okaleczeniami natury
                  psychicznej, to mezczyzna ten nigdy nie zazna spokoju sumienia. Z tego sposobu
                  myslenia wynika, ze jest on czlowiekiem wrazliwym i doskonale zdaje sobie
                  sprawe z polozenia w jakim znajdzie sie jego zona po rozwodzie. Powiedz mi
                  mrgodot, jak mozna zyc szczesliwie, kiedy sumienie jest obciazone takim
                  postepowaniem ?
                  • Gość: kinia Re: do basi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 01:40
                    jego zona moze sobie znaleźć faceta szybciej niz myslisz
                    a mogloby byc tez tak ze on chcac zbawiac swiat bylby swiety i zostal by przy
                    niej rezygnujac ze swojej milosci i ze swojego zycia a po latach dowiedzialby
                    sie ze jego zona albo go zdradzala albo sama chce odejsc
                    i co wtedy?
                    tez taka sytuacja jest mozliwa dlatego ja uwazam ze najlepsza decyzja jest
                    podejmowanie decyzji zgodnych z uczuciami swoimi i liczac sie z innymi ale w
                    tym przypadku odejscie jego jest najsluszniejsze, on ma prawo do szczescia z
                    inna osoba a jego zona do zycia z kims nowym kto moze ja pokochac a nie tylko z
                    kims kto jest z nia z powodu papieru i obowiazku a jest mu zupelnie obca
                  • mrgodot Re: do basi 27.01.04, 18:15
                    A jak można żyć szczęśliwie wiedząc, że zrezygnowało się z "miłości swojego
                    życia" bo z tego co autor napisał, tak właśnie jest. Do końca życia żałowałby
                    tego, co sam stracił. Nawet gdyby został z żoną, to nie byłby już tym samym
                    człowiekiem, ale raczej zgorzkniałym i nieszczęśliwym facetem Tak, życie jest
                    na to za krótkie.
              • Gość: kinia Re: do basi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 01:33
                jak siedza w domu w starym dresie i gapia sie w tv calymi dniami to są
                zero czegokolwiek
                powszednieje bo sami do tego dopuszczaja
          • Gość: Maxia Re: do Basi IP: *.rasserver.net 25.01.04, 03:16
            Absolutnie się z tobą zgadzam, Basiu. Jeżeli raz ktoś się
            zozwiedzie, wtedy zatraca poczucie odpowiedzialności za sobie bliskie
            osoby, kieruje się tylko egoizmem typu: "moje szczęście najważniejsze".
            Nie jest skłonny do ofiar i kompromisów, a każdy następny związek
            traktuje jak nowy sweterek.
            Wielokrotnie rozwodnicy czują, że postąpili zbyt pochopnie, bo
            ich małżeństwo można było uratować, a teraz żałują, że nie zdobyli się
            na ten wysiłek i jest już za późno.
            w bezmyślny sposób
      • no.name1 do Basi 25.01.04, 12:38
        Czesciowo zgadzam sie z tym co piszesz. Rozsadnie uzasadniasz potrzebe
        ratowania zwiazku, a szerzej rodziny przez rozpadem.
        Jednak oceniasz to tylko z perspektywy jednego malzonka.
        A co maja zrobic osoby "niewinne" rozwodowi, ktore pozostaja w zwiazku z osoba
        rozwiedziona? Jesli napotykamy na swojej drodze osoby, ktorym nie ulozylo sie
        w zyciu, nie badajac przyczyny rozwodu, bo tak naprawde znaja ja tylko byli
        malzonkowie - co wtedy? Czy one tez powinny "poniesc kare"? W koncu to dla
        nich pierwsze malzenstwo i chca go bronic w ten sam sposob, w jaki piszesz..
        • Gość: Basia Re: do Basi IP: 213.172.120.* 25.01.04, 13:42
          Szczerze mowiac, bedac wolna, poznalam rozwodnika, ale kiedy dowiedzialam sie o
          tym ocknelam sie z iluzji, z obawy, ze w przyszlosci moze spotkac mnie ten sam
          los. Wiem, ze nie kazdy tak reaguje. Niewinne, opuszczone niosa naturalnie
          ogromny smutek i rozczarowanie w sercu. Znajac siebie, wiem, ze nie bylabym
          zdolna do ponownego zwiazku "kiedy sie raz sparze, na zimne dmucham".
          Tym, ktorzy decyduja sie na zwiazek z "opuszczonym" rozwodnikiem to calkiem
          inny temat. Moim zdaniem na nich lezy duzy ciezar odpowiedzialnosci utrzymania
          tego zwiazku, poniewaz kiedy i tym razem mialoby dojsc do rozpadu, moze sie to
          zakonczyc "duzym nieszczesciem" powtornie opuszczonej osoby.
          • Gość: kinia Re: do Basi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 01:47
            bo jestes jak widac ograniczona
            jezeli sie rozwiodl to wcale nie znaczy ze cie rzuci, wrecz przeciwnie czesto
            jest tak ze znajac juz ten ból i tą sytuacje nauczywszy sie na błędach wie jak
            postepowac na przyszlosc, co robic a czego nie, jak sie raz napijemy octu nie
            zawsze chcemy go próbowac po raz drugi
            zas to ze ktos nie jest rozwodnikiem wcale nie znaczy ze cie nie rzuci jako maz
            to ze jest rozwodnikiem wcale nie znaczy ze mial tysiac osob i bogate
            doswiadczenia, mogl miec 1 albo kilka pan w zyciu
            to ze nie jest rozwodnikiem wcale nie znaczy ze jest swiety, mogl miec wiecej
            zwiazkow i przezyc niz nie jeden trzykrotny rozwodnik
            moze wiecej tolerancji bo nawet sama nie wiesz co cie moze spotkac
            latwo oceniac jak sie samemu nie ma takiej sytuacji, gorzej jak potem sie jest
            zona faceta ktory staje ci sie obojetny mimo ze mowilas tak i kochalas go
            malo kto potrafi sie wczuc w sytuacje innych a daje wielkie rady
            albo sama cos przezyj albo wiecej empatii moze
            skad wiesz ze moze sie zakonczyc duzym nieszczeciem>? kazde rozstanie jest
            swego rodzaju nieszczesciem a zycie jest zbyt krotkie zeby sie ciagle
            ubezpieczac i zyc tak tylko jak wydapa dla innych
            miec klapki i widziec tylko to co w ich obrębie

    • Gość: ango Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.man.olsztyn.pl 24.01.04, 19:27
      Złóż pozew o rozwód bez orzekania o winie, zobacz co będzie na pierwszej
      rozprawie tzw pojednawczej i od tego zależy czy wziąść adwokata. Jeżeli
      adwokat, to polecony przez kogoś komu prowadził sprawę bo często bywa, że
      aktywność adwokata ogranicza się do wzięcia pieniędzy. Mam nadzieję, że nie
      przyznałeś się żonie do zdrady. Rozwód z twojej winy nakłada na ciebie
      obowiązek alimentacyjny nie tylko wtedy gdy była popadnie w niedostatek ale
      również wtedy gdy udowodni, że obnizyła się jej stopa życia z powodu twojego
      odejścia. Najlepiej to dojść do porozumienia. Rozwód może być jescze orzeczony
      z winy obu stron.
      Dlaczego się nie wyprowadzisz?
      • Gość: Laura Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.zgora.dialog.net.pl 25.01.04, 19:13
        Tylko pobieżnie zapoznałamsie z radami skierowanymi do ciebie. mam
        doswiadczenia pewne, prawie dziesięc lat po rozwodzie.Uwazam,że żonie nalezy
        się szacunek, dlatego w taktowny sposób powinieneś jej powiedzieć, że już jej
        nie kochasz, że chcesz przeprowadzić wszystko tak,aby ją najmniej skrzywdzic,
        może tak, jak ona zadecyduje. Na jej warunkach musicie się rozstać, jesli ona
        tak uzna. Ale to konieczność, mamy jedno życie. Niekochana kobieta będzie
        miała szansę na inną miłość, inny związek. Jeśli postąpisz taktownie,
        przeczekasz trudny okres pogodzenia się jej z rozwodem, masz szansę na
        eleganckie zakończenie związku. Znasz ją, powinieneś pomyśleć, jak to
        przeprowadzić. Sprawy sądowe przeprowadzić w uzgodnieniu z nią. Tu nie ma
        dzieci, więc mniej ludzi krzywdzisz, ale jesli nic nie zrobisz, to czy ktoś z
        was będzie szczęśliwy. Jednak zastanów się, jesteś związany formalnie z jedną
        to pragniesz innej. Czy nie będzie tak w tym drugim związku?
        • Gość: kinia Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 01:51
          czy wychodząc rano na ulicę jesteś pewna że nie skręcisz nogi?
          czy poznając kogoś jestes pewna ze sie nie zakochasz?
          czy znasz siebie na tyle mocno, ze wiesz jak zareagujesz jak ktos ci powie ze
          za minute masz wyjsc z pracy i juz tam nie pracujesz w ogole?
          czy wiesz czego będziesz pragnęła za 10 lat?

          twoje pytanie skierowane do autora postu jest porównywalne z tymi powyzej
    • Gość: Basia Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: 213.172.120.* 27.01.04, 08:30
      Jak widze, osoba, ktora rozpoczela ten post juz dawno sie wycofala.
      Mysle, ze zmacilismy mu glowe roznymi pogladami. On ma to poprostu w "nosie"
      nasze wywody, a my prowadzimy zazarta polemike i kazdy pozostaje przy swoich
      pogladach. Lepiej zakonczyc te sprawe, bo zauwazylam, ze Kinia zaczyna obrazac,
      jeszcze troche i poplyna wulgaryzmy kiedy brak argumentow.
      Dobrze bylo porozmawiac i wymienic poglady. Kazdy z nas mial do nich prawo.
      Pozdrawiam wszystkich rozmocow i zycze wszystkiego najlepszego w ich zwiazkach.
      • alfredo1 Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) 27.01.04, 18:24
        Nie wycofałem się i na bieżąco czytam wasze posty. Nie miałem czasu na nie
        odpowiadać, ale sytuacja zrobiła się nerwowa - to was chyba nie dziwi. Dziękuję
        wszystkim za sugestie, uwagi i nawet za słowa krytyki czy potępienia. Brałem je
        pod uwagę i niektóre okazały się bardzo pomocne. Podjąłem decyzję i raczej się
        nie wycofam. Wiem, że przede mną długa droga. Czy czuję się szczęśliwszy? Chyba
        odrobinę, bo zrzuciłem z siebie trochę tego ciężaru. Mam nadzieję, że nie tylko
        mi pomaga taka dyskusja.
        • Gość: kinia Re: ALFREDO IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 18:41
          powodzenia
          jezeli juz podjąłeś jakąś decyzję, trzymaj sie jej i nie zmieniaj
          tylko jasno przez ciebie obrana droga moze byc tą drogą do sukcesu nawet jezeli
          bedzie pełna wybojów
          inaczej będziesz rozczarowany, zgorzkniały i pełen bólu
          tylko ty wiesz co czujesz i jak chcesz sobie z tym radzić
          nikt inny, zwłaszcza ze kazdy rozpatruje to pod swoim kątem i ze swojego punktu
          widzeniaI jeszcze jedno : -) otóż, myślę, że we wszystkich sprawach związanych
          z uczuciami,powinniśmy kierować się TYLKO samym sobą, swoimi własnymi
          przeżyciami, swoimi własnymi odczuciami, swoimi własnymi myślami, swoimi
          własnymi wyobrażeniami, marzeniami,swoim sercem, swoją intuicją, swoimi
          potrzebami, tym co nas uskrzydla i daje nam "power"i jakieś chwile szczęścia,
          bo warto cieszyć się nimi i je przeżywać nawet jeżeli są krótkie Nie powinniśmy
          słuchać tego, co mówią nam inni, bo Ci inni nie odbierają i nigdy nie będą
          odbierać sytuacji jaką mamy z drugą osobą w taki sam sposób w jaki my ją
          odbieramy.
          Bo mają inne doświadczenia, inne przeżycia, inne marzenia i wyobrażenia i wiele
          rzeczy oceniają przez swój pryzmat.
          Jeżeli zaś sprawa dotyczy nas to wiele rzeczy możemy odbierać w zupełnie inny
          sposób.Nawet jedną i tą samą sytuację, nawet kilka słów wypowiedzianych przez
          kogoś dwie osoby, które tych słów słuchają czy patrzą na tą sytuację może
          odebrać inaczej.Dlatego właśnie myślę, że trzeba się kierować tylko swoimi
          własnymi odczuciami i nie słuchać tego, co mówią, czy radzą inni.
          Bo łatwo jest radzić a w rzeczywistości wiele osób samo mogłoby inaczej
          postąpić w danych sytuacjach. I przede wszystkim po to, aby później być przed
          samym sobą odpowiedzialnym za to, co się wydarzyło czy stało.

          To Ty wiesz i druga osoba co czujesz, co przeżywasz, co mówisz, co ktoś Ci
          mówi, co daje, co zabiera, jak to odbierasz, co masz w tej a nie innej danej
          minucie czy sekundzie, co chciałbyś mieć, co sprawia Ci przyjemność, dla
          jakiej chwili warto żyć i na jaką czekać, co Ci ktoś przekazuje, to jak Cię
          dotyka, to jak chcesz kogoś dotknąć, to co jest dla Ciebie realne, to co
          wywołuje Twój uśmiech czy radość i sprawia, że masz udany dzień..... itd.
          I nikt inny, nigdy i w żadnej sytuacji nie będzie przeżywał tego samego, co Ty,
          w taki sam sposób, w tej samej minucie czy sekundzie, marzył o tym samym i czuł
          to samo, choć w wiele sytuacji można się wczuć, postarać się je rozumieć, przez
          swoje własne doświadczenia itd. ale dlatego, właśnie, że przez WŁASNE, nigdy
          danej sytuacji innego człowieka nie będzie przeżywać się tak samo jak ten
          człowiek. I to też jest potwierdzenie, żeby kierować się tylko własnym
          sercem!!!!!!!
          TAK ŻEBY NIE krzywdzić innych ale też czasami jest to nieuniknione(zona) ale w
          ogólnym rozrachunku jest lepsze i bardziej uczciwe dla wszystkich a głównie jej
          dające też szansę, mimo, że na początku moze czuć się z tym źle.
          ps. widziałam i znam niejednych "mądrych" i "dających przykładne rady" ludzi,
          którzy zaczeli sami zachowywać jak całkowite swoje przeciwienstwo gdy sytuacja
          zaczeła ich dotyczyc


      • Gość: kinia Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 18:31
        nie zamierzalam nikogo obrazac
        mowie tylko o tym ze dobrze czasami wykazac wiecej tolerancji i zrozumienia dla
        innych
        i nie oceniac tylko patrzac na wlasny czubek nosa
        mam nadzieje Basiu ze twoje malzenstwo jest idealne i szczesliwe a jezeli nie
        masz jeszcze =meza to ze takie bedzie
        i ze po latach nie dowiesz sie ze twoj maz byl z toba tylko z poczucia
        obowiazku i papieru ktory kiedys podpisal a nie z milosci, bo w tym czasie
        kiedy byl z tobą np. kochal inna kobiete
        jestem kobietą i gdybym miała kiedykolwiek wybierac wolałabym zeby mój facet
        czy maz podejmował swiadomą decyzje ale zgodną ze swoimi uczuciami a nie tylko
        poczuciem obowiazku - wtedy skrzywdziłby siebie, mnie i jeszcze pare innych
        osob znacznie bardziej
        • Gość: Maxia Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.rasserver.net 27.01.04, 23:20
          A tak naprawdę czego ty tak zażarcie bronisz??
          Cudzego sumienia, cudzego nieszczęścia? Czy ty będziesz
          za niego odpowiadać na Sądzie?
          • Gość: Basia Re: Do Maxia IP: 213.172.120.* 28.01.04, 08:12
            Calkowicie popieram Twoje pytania, kierowane do kinia.

            Poza tym, kiedy czlowiek stoi na "rozdrozu" decyzji i prosi o rade, powinien
            miec szanse wysluchania pro i kontra. Nastepnie powinien miec czas na
            przemyslenie tego co uslyszal. Ostatnia decyzja tak, czy tak nalezy do niego, z
            wszystkimi jej konsekwencjami. Wybor decyzji bedzie mogl ocenic dopiero po
            latach...
            • Gość: beevis Re: Do Basi IP: *.bielsko.dialog.net.pl 28.01.04, 17:17
              ..po latach??? przeciez on mial na to czas, zeby podjac decyzje, siedem lat w
              tym siedzi, wiec chyba wie co robi? moim zdaniem i tak za późno sie
              zdecydowal..ale napewno lepiej późno niz..
              • Gość: Maxia Re: Do beevis IP: *.rasserver.net 28.01.04, 20:23
                A ile tych lat mu jeszcze zostało? Zyczę Alfredowi i drugiego
                tyle, co ma za sobą. Niech tylko żyje zawsze zgodnie
                z własnym sumieniem, a nie będzie miał czego żałować
                po latach...
                • Gość: beevis Re: Do maxia IP: *.bielsko.dialog.net.pl 28.01.04, 21:56
                  z tego co czytam, to on zaluje straconego czasu raczej - poza tym -podobno
                  lepiej zalowac tego co sie zrobilo, niz ze sie czegos NIE ZROBILO, a zwlaszcza
                  po latach smutno jest zalowac straconych szans.
                  • Gość: Maxia Re: Do beevis IP: *.rasserver.net 29.01.04, 04:31
                    Dyskusja, widzę, robi się coraz ciekawsza. Biedny Alfredo w końcu sam
                    nie będzie wiedział co zrobić. Wyłączy kompa i pójdzie się przeprosić
                    ze swoją żoną. Jakie byłoby to piękne, gdyby odkrył, że znowu jest mu
                    potrzebna...I wszystko można zmienić i sobie wybaczyć.

                    A jeśli chodzi o to, co lepiej żałować - moim zdaniem ,to co lepsze
                    wydaje nam się teraz, może się okazać tragedią po latach. "Stracone
                    szanse" są wtedy, gdy były rzeczywiście DOBRE.
          • Gość: kinia Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 17:36
            niczego nie bronię
            mówię że kazdy powinien SAM podejmować decyzję kierując się swoim sercem, ale
            nie tylko poczuciem odpowiedzialności, czy litością bo w ogólnym rozrachunku to
            prowadzi do katastrofy
            i tyle
            i sam bedzie za te decyzje odpowiadał
            ale jak wolałabym żeby mój mąż ode mnie odszedł i był szczesliwy i zebym ja
            miała mozliwosc tez spotkac kogos z kim bede szczesliwa a nie zeby została z
            poczucia obowiazku, litosci, papieru, rodziny itd.
            Wy mozecie uwazac inaczej
            i to koniec
            pozdr
            pa
            • Gość: chochlik Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.lublin.mm.pl 28.01.04, 19:14
              A słyszałes o trwałym rozkładzie pozycia małżeńskiego? Tylko trzeba się
              wyprowadzić. Na jak długi czas - poradź się prawników.
              • alfredo1 Re: dziękuję 29.01.04, 20:28
                Kinii za piękny, zrównoważony i naprawdę dający do myślenia post. Poczułem się
                znacznie lepiej, choć wcale nie uwolniło mnie to od poczucia winy, któa i tak
                pozostanie ze mną do końca. Nie dlatego, że złamałem przysięgę, ale dlatego, że
                moja żona cierpi przeze mnie, a ja cierpię nie mogąc być z tą którą pokochałem.
                Te siedem lat wiele mnie nauczyło - że nie mogę być z żoną bo nie potrafię żyć
                bez tej kobiety. Moja żona nie jest szczęśliwa, moja ukochana tez. Ja nie
                jestem szczęśliwy i moja rodzina też nie, bo widzi co się dzieje chociaż nie
                wie dlaczego. Efekt - wszyscy cierpią przeze mnie. Wiem, że najprościej byłoby
                potępić mnie bo to w końcu moja wina - przestałem kochać żonę. Ale co mam
                zrobić skoro i tak się to stalo? Naprawiać związek? Skończyć z Tą kobietą?
                Próbowałem i wiem, że nie potrafię bo ją kocham. Od siedmiu lat. Mogła odejść,
                bo ją oszukiwałem, mówiąc że się rozwiodę. Jest bardzo atrakcyjna i dałaby
                sobie radę. Ale ona byya przy mnie zawsze, w najgorszych i najtrudniejszych
                sytuacjach. To ona jest moją drugą połówką jabłka. Po siedmiu latach - tak
                trudnych - chyba można powiedzieć, że się to wie,. Bo to nie był romans, to od
                początku była wielka miłość. Na dobre i na złe.
                Moja żona powiedziała, że to ona złoży pozew o rozwód - ale nie wie o innej
                kobiecie. Miała to zrobić już trzy dni temu, ciągle tego nie zrobiła. Zgodziłem
                się, żeby to była moja wina. I czekam, co mam zrobić? Żona ciągle nie ma czasu,
                a ja muszę czekać. Nie wiem jak będzie dalej i tego najbardziej się boję.
                • kinia72 Re: dziękuję 01.02.04, 00:37
                  napisałam Ci maila
                • Gość: Chalsia Re: dziękuję IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.02.04, 00:23
                  Jeśli już zgodziłeś się na wzięcie winy na siebie (co akurat w tej sytuacji
                  uważam za słuszne) to nie czekaj, aż żona złoży pozew, tylko sam go złóż.
                  Rozumiem, że jesteś w pełni świadom tego, że możesz mieć jeszcze-już-niedługo-
                  byłą żonę na utrzymaniu (częściowo lub w pełni) do końca swoich dni (albo do
                  momentu aż ona wyjdzie za mąż)?
                  Jeśli sam złożysz pozew, możesz też podać przyczynę (czyli związek z inną
                  kobietą). Sąd raczej w takiej sytuacji nie będzie dochodził kto i co, bo po co,
                  skoro się niczego nie wypierasz. Dzieci nie macie, to i problemu z uzyskaniem
                  rozwodu nie będzie.
                  • alfredo1 Re: dziękuję 02.02.04, 23:04
                    Tobie Kiniu za priva i Yasmin za to samo. Kiniu masz świętą rację i jakbyś to
                    przewidziała - jest pomiedziałek i nic się nie stało. Chyba głupi jestem ...
                    mimo wszytstko ale na te kobiece prośby (mojej żony) ciągle nie jestem w stanie
                    nie zareagować. Będę się starał.
                    • Gość: kinia Re: dziękuję IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.04, 01:45
                      napisałam Ci maila
    • Gość: ania Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.ceron.pl 02.02.04, 05:44
      nie palcie mostow za soba pisze to do wszystkich rozwodnikow i rozwodek
      bedziecie mieli gdzie lzy ocierac
      • alfredo1 Re: do Ani 03.02.04, 21:23
        ja bardzo chciałbym spalić te mosty i nie ocierać łeż. Bo to że kiedyś wybrałem
        nie powinno determinować całego mojego życia. Popełniłem błąd, poniosę karę ale
        wierzę w szczęśliwą kolejną miłość.
        • Gość: andzia Re: do Ani IP: *.sympatico.ca 23.02.04, 21:38
          zreaasumujmy:
          zakochany, ozeniles się, zyłeś,, ona gotowała, dbala, ty costam wkladałes do
          tego zwiazku tez.
          zwiazek trwal.
          sa rózni ludzie wiec rozne rzeczy podobają im się w zyciu
          poznales babeczke, co nie prala ci nie dbala
          za to gadala z toba sex uprawiala
          byla git zabawa
          akurat w tym samym czasie mniej wiecej
          w malzenstwie zaczelo sie pogarszac
          BO ODSZEDLES OD NIEGO
          cale swe mysli oddales komustam
          jak mogles!
          byles z kims kto ci ufal i wierzyl
          a ty zamiast ulepszac naprawiac dbac poszedles w cug
          czy myslisz ze zwiazek to stala konsystencja, nieruchoma, nie podlegająca
          przechylom???
          zwiazek jest jak delikatny kwiat - wwciaz trzeba o niego dbac

          jesli poznaleś kogos w poniedzialek i stwierdziles ze zycie z zoną jest do bani
          to zamiast wchodzic w kolejny wzwiazek trzeba bylo skonczyc poprzedni
          ale egoizm w tobie przewyzsza jakiekolwiek uczucia do innych
          nawet naraziles ta swa nowa babeczke na cierpienia kiedy to wracales codziennie
          do domu
          poza tym co to za kobieta ktora pozwolila na to!!!
          stala sie przyczyną rozpadu malzenstwa
          rozumiem gdy malzenstwo konczy sie najpierw i naprawde nikt nie pomaga zaden
          psycholog - i rozwod juz wisi
          potem nadchodzi ona

          ale ty jestes malowartosciowy, twa kobieta tez
          zone natomiast podziwiam
          bo wytrwala przy tobie dzieciuchu emocjonalny

          i nie mysl ze jakas gorycz lub nienawisc do facetow przemawia przez mnie
          kacham facta ktory kocha mnie, dba zabiega oboje mamy przeszlosc dzieci trudne
          decyzje za soba
          oboje mielismy czyste konta gdy zaczelismy szukac
          i dlatego teraz jest ok
          wiec nie chowaj glowy w piasek
          spieprzyles sprawe na calej linii tylko przez egoizm
          nie ukrywaj sie przed zona
          troche pokory
          popracuj troche nad fundamentami nowego zwiazku
          zeby nie byly budowane na klamstwie
          a skoro tak boisz sie skutków prawnych i finansowych
          ty i ta twa kobietka powinniscie byli pomyslec o tym wczesniej

      • Gość: Mia Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: 213.31.227.* 09.02.04, 11:52
        Ja mysle Alfedo, ze nie masz czego zalowac! Uczuciami nie da sie kierowac, i
        nie mozna rezygnowac z milosci! Za krotko zyjemy na tym swiecie, zeby odmawiac
        sobie milosci i przyjemnosci!

        Ciesz sie nowym zyciem z twoja ukochana i zycze powodzenia z rozwodem!
        • Gość: Maxia Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.rasserver.net 11.02.04, 18:19
          Prędzej, czy później i tak sią przekonasz, że egoistyczne wybory,
          które były oparte na zatwardziałości serca i braku kierowania się
          zdrowym osądem własnego sumienia, wyprowadzą cię do bardzo
          krótkotrwałych przyjemności, po których czeka cię tylko
          płacz i zgrzytanie zębów.

          P.S.
          Mia, masz rację - życie jest krótkie...
          • Gość: Basia Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.dsl.aktivanet.de 12.02.04, 09:21
            Czesc Maxia,
            calkowicie popieram Twoja opinie !
            • so_so do basi, maxi, etc. 12.02.04, 14:49
              ..z jakiego świata jesteście koleżanki? skoro macie zastrzeżenia
              do'egoistycznych wyborów' to niby jakie to mają być te wybory? Prawo do wolnego
              osobistego wyboru bylo od zawsze- i nie sądźcie..
              • Gość: Basia Re: do basi, maxi, etc. IP: *.dsl.aktivanet.de 12.02.04, 20:33
                so_so, dlaczego nie wypowiadasz sie do konca ?
                Zabraklo Ci slow ?
                • Gość: XXX Życie po rozwodzie IP: *.tebo.net / 80.51.151.* 17.02.04, 19:52
                  Rozwód przetrenowałam na własnej skórze kilka lat temu, więc kilka moich
                  refleksji.
                  1. Zdecydowanie lepszy jest rozwód niż życie w zawieszeniu. Żona i tak wie że
                  jej nie kochasz. Teraz może być wściekła - ambicjonalnie, no i dlatego, że nie
                  czuje się winna, ale po kilku latach jej przejdzie a świat nabierze nowych
                  kolorów.
                  2. Tylko uczciwość i zachowanie fair play nie pozostawia tzw.kaca. Najwięcej
                  dzielą ludzi sprawy finansowe, nawet jeśli się tego głośno nie mówi. Zastanów
                  się jak to rozwiązać.
                  3. Lepiej przed sprawą sądową ustalić z żoną na jakich warunkach rozwód, niż
                  brać adwokata. Adwokat kosztuje. Lepiej tę kasę spożytkować na inne cele.
                  4. Zdecydowałeś sie na nowy związek, więc teraz nie czas rozdzierac szat tylko
                  działać. Osobowość typu "ciepłe kluchy" nie pomaga w budowaniu niczego.

                  Pozdrawiam i życzę powodzenia.
    • klaryska Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) 26.02.04, 16:18
      alfredo1 napisał:

      > Jestem żonaty ale od kilku lat kocham inną kobietę bez której - jak już się
      > wielokrotnie przekonałem - nie potrafię żyć. Zdecydowałem się wreszcie
      > poprosić żonę o rozwód ale nie wiem czy mam jej powiedzieć całą prawdę o tej
      > kobiecie. I nie dlatego, że się boję ale dlatego, że wystarczająco już ją
      > skrzywdziłem. Nie chcę też, aby ta którą kocham była wzywana do sądu itd. Co
      > mam zrobić? Kłamać jeśli sąd mnie spyta o powody rozkładu pożycia? Udawać, że
      > nikogo innego w moim życiu nie ma? Proszę, podzielcie się swoimi
      > doświadczeniami!



      udawac, inaczej mozesz miec problemy na rozwodzie itd. I wogole to mnie rani.
      • Gość: Basia Re: do wszystkich rozwodników (lub w trakcie) IP: *.dsl.aktivanet.de 26.02.04, 17:45
        zreaasumujmy:
        zakochany, ozeniles się, zyłeś,, ona gotowała, dbala, ty costam wkladałes do
        tego zwiazku tez.
        zwiazek trwal.
        sa rózni ludzie wiec rozne rzeczy podobają im się w zyciu
        poznales babeczke, co nie prala ci nie dbala
        za to gadala z toba sex uprawiala
        byla git zabawa
        akurat w tym samym czasie mniej wiecej
        w malzenstwie zaczelo sie pogarszac
        BO ODSZEDLES OD NIEGO
        cale swe mysli oddales komustam
        jak mogles!
        byles z kims kto ci ufal i wierzyl
        a ty zamiast ulepszac naprawiac dbac poszedles w cug
        czy myslisz ze zwiazek to stala konsystencja, nieruchoma, nie podlegająca
        przechylom???
        zwiazek jest jak delikatny kwiat - wwciaz trzeba o niego dbac

        jesli poznaleś kogos w poniedzialek i stwierdziles ze zycie z zoną jest do bani
        to zamiast wchodzic w kolejny wzwiazek trzeba bylo skonczyc poprzedni
        ale egoizm w tobie przewyzsza jakiekolwiek uczucia do innych
        nawet naraziles ta swa nowa babeczke na cierpienia kiedy to wracales codziennie
        do domu
        poza tym co to za kobieta ktora pozwolila na to!!!
        stala sie przyczyną rozpadu malzenstwa
        rozumiem gdy malzenstwo konczy sie najpierw i naprawde nikt nie pomaga zaden
        psycholog - i rozwod juz wisi
        potem nadchodzi ona

        ale ty jestes malowartosciowy, twa kobieta tez
        zone natomiast podziwiam
        bo wytrwala przy tobie dzieciuchu emocjonalny

        i nie mysl ze jakas gorycz lub nienawisc do facetow przemawia przez mnie
        kacham facta ktory kocha mnie, dba zabiega oboje mamy przeszlosc dzieci trudne
        decyzje za soba
        oboje mielismy czyste konta gdy zaczelismy szukac
        i dlatego teraz jest ok
        wiec nie chowaj glowy w piasek
        spieprzyles sprawe na calej linii tylko przez egoizm
        nie ukrywaj sie przed zona
        troche pokory
        popracuj troche nad fundamentami nowego zwiazku
        zeby nie byly budowane na klamstwie
        a skoro tak boisz sie skutków prawnych i finansowych
        ty i ta twa kobietka powinniscie byli pomyslec o tym wczesniej

        ..............no wlasnie tak to jest !
        Zgadzam sie z woja opinia Andzia,
        pozdrawiam, Basia
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka