i.nes
27.01.10, 21:52
Opowiem Wam bajkę.
Nie, nie o wutce...!
(sorry, Funny, ale i tak ją przecież znasz na pamięć!) ;D
Mój lokalny sklep zamykają o 21. Wpadłam tuż po robocie, 10 minut do
zamknięcia, ślizgiem obleciałam to, co chciałam, bezbłędnie wyłuskując same
kluczowe produkty: kawę, martini i tampony. Gdzieś po drodze przygarnęłam
kawałek imbiru - ot, taki malusi pokraczny paluszek ku zimowej uciesze - i
dwie cebule, z których jedną odrzuciłam, bo czeguś wyglądała kwaśno.
Pani mnie skasowała. A mnie tknęło. Zerknęłam na kwit i z pewnym
niedowierzaniem skonstatowałam: "O, w życiu nie kupiłam trzech czwartych...
kilograma!... imbiru. Fajnie. Może jakąś marmoladę zrobię? Albo zapasy do
końca stulecia...?"
Jednak po powtórnym zważeniu pokręconego paluszka, okazało się, że winny był
inny paluszek - pani kasjerki, bo się omsknął o jedno zero. Bagatela! A ja już
miałam taki ambitny plan utylizacji w głowie! ;)