Dodaj do ulubionych

Antydziecięca fobia w sieci...

18.07.10, 11:57
Tak się zastanawiam...

Co jakiś czas, gdy otwieram dzień od przeglądu głównych polskich portali netowych (wp, onet, gazeta), pojawiają się artykuły, promowane wpisy z blogów lub po prostu fragmenty dyskusji, z których przebija jeden wyraźny ton:

- potęgowanie strachu przed dziećmi.

Wystarczą takie tytuły:

"Ile kosztuje dziecko? Już zanim się urodzi około 2000 złotych"

"Marzę o osiedlu, na którym nie byłoby dzieci." (forum)

"Nigdy nie zatrudnię kobiety, która może mieć dziecko" ( to o jakimś psychopatycznym pracodawcy)

Trzy pierwsze z brzegu pamięci.

I nie chodzi o to, że dzieci są kosztowne i wkurzające czasem, chodzi o to, że prawie nigdy nie pokazuje się ojcostwa, macierzyństwa i rodziny dzieciatej jako czegos wartego pozytywnego naświetlenia.

Nie wiem, komu tak bardzo przeszkadzają dzieci, ale sygnały o wadach normalnej rodziny, jej minusach i kosztach, jakie muszą ponieść (przyszli) rodzice domuinują w przerażającym stopniu...
Obserwuj wątek
    • ten_co_ma_racje bo żona zamienia się w babę :) 18.07.10, 12:11
      To piszą albo flustraci nie mogący mieć dzieci, albo ci którzy boją się
      odpowiedzialności i dlatego nie chcą mieć dzieci, albo ci którzy już mają dzieci
      i ich żony zamieniły się po porodzie w opiekunki do dzieci dla których sex,
      kuchnia i dom stały się mało istotne :)
      • mjot1 nadziei skierka 18.07.10, 12:33
        Jeżeli jest to w „przerażającym stopniu” dominujące jest to
        faktycznie kraj nasz ojczyzną frustratów być musi...
        Jest przecie w tym mroku zła nadziei skierka niewielka...
        Światełkiem tym jest Marek Jerzy; uosobienie cnót wszelakich!
        No i może Sobecka... Posłanka zresztą.
        • kretynofil To wszystko paranoja... 20.07.10, 11:00
          Po pierwsze, przez iles ostatnich lat macierzynstwo bylo "trendy" i
          wszystkie mniejsze i wieksze gwiazdki obnosily sie z bachorami.
          Troche tego bylo za duzo.

          Po drugie, dane demograficzne raczej wskazuja na cos innego - dzieci
          rodzi sie wiecej i na pewno nie jest to zasluga "becikowego". W
          sensie: mam nadzieje ze nie jest, bo jak jest - to nie ma dla
          ludzkosci ratunku.

          Po trzecie, stosunek ludzi doroslych do dzieci przez ostanich
          kilkanascie lat znacznie sie zmienil, moim zdaniem na niekorzysc.
          Kiedys dziecko bylo tumanem i nieukiem, dzisiaj choruje na
          dysortografie, dyskalkulie i odtelewizyjna-dys-resekcje-mozgu; kiedys
          dzieci byly niegrzecznymi bachorami, dzisiaj maja ADHD; kiedys dzieci
          pruly morde, dzisiaj sie bawia; kiedys dzieci sie mylo, dzisiaj sie
          ich nie brudzi; kiedys dzieci uczyly sie odpowiedzialnosci, dzisiaj
          ucza sie nieporadnosci.

          Przypuszczam ze mozna podac jeszcze setke argumentow dowodzacych tego
          ze sama teza watku o "propagandzie antydzieciowej" jest bledna.

          A moim zdaniem chodzi o dwie rzeczy: ludzie majacy dystans do
          "blogoslawionego macierzynstwa i anielskiej natury dzieci" czuja sie
          coraz bardziej spychani do naroznika i zaczynaja protestowac, oraz
          czesc ludzi po prostu widzi absurd "nowoczesnego macierzynstwa" i
          miota sie pomiedzy oczekiwaniami spolecznymi a zdrowym rozsadkiem.

          Ja naleze do tej pierwszej grupy i tak, uwazam ze warto liczyc ile
          kosztuja dzieci - bo te na ktore mial dac Bog zaskakujaco czesto
          brataja sie z Szatanem, uwazam ze mam prawo do strefy wolnej od
          halasu.

          I o ile dzieci uwielbiam, kocham ich punkt widzenia i poniekad czuje
          sie jednym z nich - to rodzice przeginaja z poblazliwoscia wobec
          swoich pociech. Ja rozumiem kiedy dziecko placze bo sie nudzi albo
          bola je uszy w samolocie - i daleki jestem od krytyki tego.

          Ale bachor wszeszczacy w restauracji - to zupelnie inna para kaloszy.
          Albo rodzice musza bardziej poznac swoje dziecko zeby wiedziec czego
          sie po nim spodziewac albo powinni zaczac je wychowywac.

          I niewazne ze oficjalnie na dziecko nie mozna podniesc nawet glosu -
          czasami inaczej sie nie da. A jesli rodzic pozwala dziecku robic ze
          soba wszystko - niech tez pozwoli mi strzelic mu (rodzicowi) w pysk,
          skoro bachora tknac nie moge.

          Generalnie - trzeba umiec odroznic dupe od pory sniadaniowej.

          A druga sprawa to oczekiwania spoleczne - sorry, ale jesli trzeba
          miec wozek Pirelli, figure modelki, kariere, hobby, fitness, Bog wie
          co jeszcze - to troche zaczyna brakowac na to wszystko czasu. I wielu
          ludzi (dzieciatych lub nie) zaczyna draznic ten dysonans. Nie kazdy
          urodzil sie w bogatej rodzinie - a presja jest spora.

          I stad lek przed macierzynstwem - bo nie ma z czego zrezygnowac, doba
          sie nie rozciagnie. Mozna oczywiscie olac presje, olac znajomych i
          zyc swoim zyciem - ale wiekszosc ludzi tak jest wychowana ze nie
          potrafi sobie z tym poradzic...
          • turbo_wesz Re: To wszystko paranoja... 20.07.10, 12:09
            mam od 1,5 roku dziecko (oraz część moich znajomych, więc mam gdzie porównywać) i podpisuję sie pod tym obiema rękami.

            a zwłaszcza pod tym:
            > I o ile dzieci uwielbiam, kocham ich punkt widzenia i poniekad czuje
            > sie jednym z nich - to rodzice przeginaja z poblazliwoscia wobec
            > swoich pociech. Ja rozumiem kiedy dziecko placze bo sie nudzi albo
            > bola je uszy w samolocie - i daleki jestem od krytyki tego.
            >
            > Ale bachor wszeszczacy w restauracji - to zupelnie inna para kaloszy.
            > Albo rodzice musza bardziej poznac swoje dziecko zeby wiedziec czego
            > sie po nim spodziewac albo powinni zaczac je wychowywac.
            • mhr-cs Re: To wszystko paranoja... 23.07.10, 15:27
              turbo_wesz napisał:

              > > Ale bachor wszeszczacy w restauracji - to zupelnie inna para
              kaloszy.
              > > Albo rodzice musza bardziej poznac swoje dziecko zeby wiedziec
              czego
              > > sie po nim spodziewac albo powinni zaczac je wychowywac.
              mam nadzieje ze oni zrozumia,
          • wymiatator1 Re: To wszystko paranoja... 20.07.10, 13:36
            Nie planujesz przypadkiem kandydowania na prezydenta?
            • kretynofil Co takiego? 20.07.10, 14:44
              > Nie planujesz przypadkiem kandydowania na prezydenta?

              Yyyyy? A to na jaki temat? I to na pewno do mnie?
              • wymiatator1 Re: Co takiego? 20.07.10, 21:29
                Taki żarcik :P
          • Gość: kot Re: To wszystko paranoja... IP: 85.222.87.* 20.07.10, 14:44
            >Kiedys dziecko bylo tumanem i nieukiem, dzisiaj choruje na
            > dysortografie, dyskalkulie i odtelewizyjna-dys-resekcje-mozgu; kiedys
            > dzieci byly niegrzecznymi bachorami, dzisiaj maja ADHD

            kiedyś ludzie byli opętani - dzisiaj są chorzy psychicznie albo mają zaburzenia psychiczne. To co,wracamy do łańcuchów, zimnej wody, świeconej wody, przypalanek itp. wynalazków?
            • kretynofil Dlatego wlasnie napisalem... 20.07.10, 15:00
              ...ze trzeba odrozniac wlasna dupe od pory sniadaniowej.

              > kiedyś ludzie byli opętani - dzisiaj są chorzy psychicznie albo
              mają zaburzenia psychiczne. To co,wracamy do łańcuchów, zimnej wody,
              świeconej wody, przypalanek itp. wynalazków?

              Zasadniczo rzecz biorac to sa dwa sposoby zeby Ci odpowiedziec i
              przedstawie oba:

              Wariant A:

              To wszystko zalezy od tego z jakiego punktu widzenia sie na to
              patrzy. Jak sie nie ma z tym "opetaniem" czy "choroba psychiczna" do
              czynienia to te kajdany wydaja sie byc takie wrecz nieestetyczne.

              Ale jak sie siedzi w czterech scianach z facetem ktoremu glosy kaza
              zatluc Twoja matke i nikt nie chce pomoc bo pogotowie nie moze zabrac
              schizofrenika bez jego zgody - to perspektywa kajdanow i przypalania
              nie wydaje sie taka barbarzynska.

              Generalnie - fajnie jest byc cywilizowanym poki cywilizacja Cie
              broni. Rzecz w tym ze cywilizacja oparta na poblazliwosci - nie ma
              takiej mozliwosci...

              Wariant B:

              Zasadniczo rzecz biorac metody sie nie zmienily:
              - lancuchy sa chemiczne,
              - zimna woda to standard w wariatkowie,
              - swiecona woda tez jest w komplecie (predzej w szpitalu znajdziesz
              kaplice niz biblioteke),
              - przypalanki wysokim napieciem sa nadal stosowane.

              A ja nadal nie wiem czy zamiast psychotropow, ktore jakosc zycia
              schizofrenika obnizaja, zwykly egzorcyzm nie bylby lepszy?
              • lucusia3 Re: Dlatego wlasnie napisalem... 20.07.10, 15:38
                Matko!
                Robi wrażenie.
                Ja żyję w jakimś ładniejszym społeczeństwie.
                Zgadzam się z wcześniejszymi Twoimi postami, ale tu lekko przeszarżowałeś.
                Mam nadzieję, że Cie nie poniesie i nie zaczniesz nawoływać do przypalania prądem dzieci z dysleksją.Egzorcyzmy też tu chyba raczej nie pomogą.I tak nie będą wiedziały, póki się nie nauczą na pamięć czy ę czy em.
                Tych rozwleczonych też bym nie przypalała - ale mały obóz przymusowy, gdzie uczy się takie dzieci norm społecznych myślę, że byłby OK.
                • kretynofil Poczekaj... 20.07.10, 16:01
                  Ja nie uwazam zeby kary cielesne byly odpowiednim sposobem na
                  rozwiazanie problemu szerzacego sie analfabetyzmu funkcjonalnego,
                  oczywiscie.

                  Natomiast - trzeba sie zastanowic gdzie postawic granice tego co jest
                  dopuszczalne a co nie. Bo, poki co, ta granica jest przesuwana - i
                  mozna sie spierac o to czy to dobrze.

                  Zalozmy ze sa ludzie ktorym trudniej jest nauczyc sie ortografii (nie
                  jest to niemozliwe, to jest trudne - bo do tego sie te "schorzenia"
                  sprowadzaja). Zalozmy ze rzeczywiscie jest taka choroba. Ze jako
                  "cywilizowane" spoleczenstwo pochylimy sie nad choroba i oszczedzimy
                  chorym trudu walki ze swoja slaboscia.

                  W takim razie jutro trzeba bedzie uznac ze sa ludzie dla ktorych
                  opanowanie przepisow ruchu drogowego jest zbyt trudne (bo przeciez sa
                  ludzie ktorzy nie moga zdac egzaminu po iles razy), uznamy to za
                  "dys-znakodrogowosc" czy inne diabelstwo - i zaczniemy tym ludziom
                  dawac prawo jazdy mimo ze nie odrozniaja ronda od znaku stop.

                  Zaprotestujesz ze przeciez to stwarza zagrozenie dla innych ludzi -
                  ale to bzdura. W wiekszosci wypadkow nic sie nie stanie - tak jak w
                  wiekszosci wypadkow certyfikowani analfabeto-kretyni nie obnizaja
                  poziomu nauki w szkole.

                  Tylko ze jak bedziesz w mniejszosci i Twoje dziecko bedzie mialo
                  gorszy start w zyciu bo cala klasa musiala czekac na imbecyla ktoremu
                  nie chcialo sie czytac ksiazek (na marginesie: to jest wlasnie
                  cudowne lekarstwo na dys-resekcje-mozgu o 100% skutecznosci) - to
                  zobaczysz jak wzgledna potrafi byc kazda sprawa.

                  ---------------

                  Generalizujac: jesli wrodzona choroba uniemozliwia przyswojenie
                  jakiejs umiejetnosci, zgadzam sie ze trzeba to respektowac. Dopoki
                  jednak choroba (czy nazwij to jak chcesz) nie jest wrodzona tylko
                  nabyta lub tylko utrudnia proces wychowawczy - nalezy sie nia nie
                  przejmowac.

                  Ja z domu wynioslem dys-pokore-wobec-wladzy i pyskowalem od
                  pierwszego dnia w szkole (serio - pierwsza uwage dostalem na
                  pierwszej lekcji w pierwszej klasie po pieciu minutach) do
                  ostatniego, kiedy na odebranie swiadectwa maturalnego poszedlem w
                  podartym t-shircie z wypisanymi markerem bluzgami pod adresem
                  nauczycieli.

                  I dostawalem po dupie. I bylo mi trudniej przez to w szkole. Na kazdy
                  sprawdzian musialem byc znacznie lepiej niz koledzy przygotowany - bo
                  nauczyciele wykorzystywali kazda okazje zeby mnie uje*ac.

                  I naprawde uwazam ze moim kolegom by to zaszkodzilo gdyby te
                  wszystkie pyskowki uchodzily mi plazem bo jakis niedorobiony
                  psycholog wystawilby mi swistek ze wolno mi pyskowac bo mam dys-
                  pie*dolca.
                  • lucusia3 Re: Poczekaj... 20.07.10, 16:29
                    Ej, to Ty byłeś takim typkiem, jaki najbardziej przeszkadza.
                    Też się kwalifikowałeś na obóz socjalizacyjny.
                    > Ja z domu wynioslem dys-pokore-wobec-wladzy i pyskowalem od
                    > pierwszego dnia w szkole
                    Co innego dyspokora wobec władzy, a co innego impertynenckość i kultura osobista.
                    To taka różnica jak między lizodupcem a gentlemanem.
                    Fakt, nastolatki niezbyt to rozróżniają.
                    Ja nad moimi pracuję, zobaczymy, co mi wyjdzie.
                    Tobie wyszło?
                    • kretynofil Pewnie ze wyszlo ;) 20.07.10, 16:39
                      W sensie - troche sie uspokoilem (nie za bardzo), nadal jestem
                      niepokorny, nadal wszczynam awantury i nadal nie wierze w hierarchie.

                      > Też się kwalifikowałeś na obóz socjalizacyjny.

                      I to naprawde dziala - glownie dzieki temu ze w szkole bylem gnojony
                      przez nauczycieli - zawsze musialem sie uczyc lepiej, bardziej
                      przykladac.

                      > Fakt, nastolatki niezbyt to rozróżniają.

                      I ja tez nie rozroznialem. Nadal chyba mam problemy ;)

                      > Ja nad moimi pracuję, zobaczymy, co mi wyjdzie.
                      > Tobie wyszło?

                      Serio? Jestem zadowolony z tego jak mi wyszlo ;)
                      • lucusia3 Re: Pewnie ze wyszlo ;) 20.07.10, 17:11
                        Gratulacje. To ciężka robota.
                        Zwłaszcza jak samemu się nie jest na 100% pewnym, która wersja jak podpada w danym otoczeniu, a innych jeszcze trzeba uczyć. ;)
                        Nic. Zrobię co dam radę, a resztę, niech sami sobie budują.
                        Jak widać, się da.
                    • Gość: A'propos Re: Poczekaj... IP: *.nott.cable.ntl.com 21.07.10, 01:23
                      > To taka różnica jak między lizodupcem a gentlemanem.

                      Gentelman to facet, który całując kobietę w rękę, wyjmuje cygaro z ust.
                • lia.13 Re: Dlatego wlasnie napisalem... 20.07.10, 16:52
                  Lacusiu, KAŻDY musi się nauczyć zasad ortografii. Miałam kiedyś kolegę, któremu
                  się zdarzało napisać literkę "a" czy też "e" do góry nogami, albo literkę "r" w
                  lustrzanym odbiciu. TO jest dla mnie przykład dysortografii. Natomiast jeśli
                  ktoś narzeka, że ma dysortografię, ponieważ nie wie czy pisać "ę" czy "em" i
                  MUUUSI się tego nauczyć, no to moment, ja też musiałam się tego nauczyć, jak
                  każdy ;) I to dla mnie nie jest dysortografia a zwykłe lenistwo i
                  kombinatorstwo. Jakoś dziwnie te osoby nie mylą literek "m" i "n" czy też "b" i
                  "p", a jedynie "rz" z "Ż" czy tez "ó" z "u". Niektórzy istotnie mają taką
                  zdolność, że piszą sobie wyraz truskawka i tróskawka i już wiedzą jakimś szóstym
                  zmysłem który jest poprawny, ale większość musi się tego jednak nauczyć. Tak po
                  prostu, na pamięć. Jestem pewna, że gdybym nie lubiła czytać książek tak bardzo
                  jak lubię, i urodziłabym się z 10 lat później, to pewnie też miałabym
                  dysortografię, bo ja musiałam wykuć wszystkie regułki oraz wyrazy wątpliwe na
                  pamięć. Dla mnie ortografia wcale nie jest taka oczywista. Ale urodziłam się 10
                  lat wcześniej i po prostu musiałam się tego nauczyć. Nie było zmiłuj ;) I należy
                  się zastanowić, czy przyklejenie dziecku łatki dysortografika jest takie dobre,
                  także dla niego samego. Moim zdaniem spowoduje to u niego świadomość niemocy
                  opanowania zdolności bezbłędnego pisania.
                  • lucusia3 Re: Dlatego wlasnie napisalem... 20.07.10, 17:08
                    Zgadzam się, dlatego dałam przykład ę i em. Przy dysleksji dotknięci nią nie słyszą różnicy między tymi dźwiękami. I jedyne co, to mogą się nauczyć na pamięć.Jak napisałam wyżej. Dysortografia, to chyba co innego.
                    Oczywiście też uważam, że jest do opanowania - tak jak opanowali ją mój mąż i mój syn. Utrudnia, ale nie przekreśla poprawne pisanie i normalne życie. Zawsze dostarczam do szkoły zaświadczenie o dolegliwościach mojego syna, bo jemu rzeczywiście trzeba troszkę więcej czasu, żeby świadomie sprawdzić to, co napisał. Ja widzę błędy od razu, tak jak większość zdrowych ludzi. On musi się świadomie zastanowić nad większością słów. Nie znaczy to jednak, że spodziewam się innego traktowania mojego dziecka w normalnych obowiązkach szkolnych. To tak, jakby ktoś załatwiał grubemu dziecku zwolnienie z WF, bo mu idzie trudniej, bo jest grube. Kontrproduktywne.
                    Tak więc moje dziecko też teraz musi wbić do głowy wszystkie regułki i wyrazy wątpliwe na pamięć. Tak jak setki innych mających podobne kłopoty.Nazwanie przypadłości nic nie zmienia. Przy bólu brzucha wiedza, że to salomonella a nie gronkowiec, niewiele zmienia w samopoczuciu dla delikwenta.
                    • lia.13 Re: Dlatego wlasnie napisalem... 20.07.10, 18:30
                      dysleksja dotyczy problemów w nauce czytania i pisania, natomiast dysortografia
                      dotyczy popełniania błędów ortograficznych, pomimo znajomości zasad. Nie wątpię,
                      że są osoby, które faktycznie mają taki problem. W mojej opinii jednak,
                      zaświadczenia często są wystawiane zbyt pochopnie, żeby nie powiedzieć wprost
                      "korupcyjnie". Dziecko popełnia błędy ortograficzne? Przecież nie jest głupie,
                      ergo - ma dysortografię, dysleksję, czy też inną dys-.
                      Co do nazwania problemu uważam, że dziecko, z którym się pracuje wierzy, że może
                      się nauczyć poprawnej ortografii, próbuje zaradzić problemowi, tymczasem dziecko
                      z zaświadczeniem przestaje walczyć, osiada na laurach uznając, że już nie musi.
                      Piszesz, że Twój mąż oraz syn opanowali poprawnie ortografię, pomimo zaburzenia.
                      I chwała im oraz pedagogom czy też rodzinie za to, że z nimi nad tym pracowali.
                      Problem jaki dostrzegam w szkołach i rodzinach jest taki, że nad dysleksją czy
                      też dysortografią się nie pracuje. Odbiera się świstek z poradni i na tym
                      koniec. Sama poruszyłaś problem grubych dzieci ze zwolnieniami z wf-u. Przecież
                      to jest nagminne. Właśnie o tym mowa, rodzice zamiast rozwiązać problem otyłości
                      czy problemów dziecka z nauką, ortografią... załatwiają mu zwolnienie. I myślą,
                      że problem jest rozwiązany. A tak nie jest.
                    • misself Re: Dlatego wlasnie napisalem... 20.07.10, 22:37
                      lucusia3 napisała:
                      > Przy dysleksji dotknięci nią nie słyszą różnicy między tymi
                      > dźwiękami.

                      Lexis - to od czytania pochodzi, więc skąd słuch?
                  • mrarm Re: Dlatego wlasnie napisalem... 20.07.10, 17:17
                    No właśnie. Jak ktoś myli też m i n, albo pisze litery na odwrót, to
                    coś jest na rzeczy. Nie zmienia to jednak faktu, że gdyby od małego
                    czytał trochę ciekawych książek, to w przyjemny sposób przyswoił by
                    sobie pisownię.

                    Ja właśnie mam nabyte takie wzrokowe rozpoznawanie poprawności
                    ortografii (no, potrzebuję tego raz na pół roku, poza tym nie robię
                    błędów). No, ale ja pierwsze książki czytałem dzieciom w przedszkolu
                    w wieku 6 lat - panie szły na kawę.
                    • lucusia3 Re: Dlatego wlasnie napisalem... 20.07.10, 22:33
                      Dyslektycy zazwyczaj nie są wzrokowcami.
                      Mój syn rewelacyjnie zapamiętuje rzeczy powiedziane (niestety), ale kompletnie nie jest w stanie zapamiętać rzeczy graficznych.
                      Ty pewnie nie masz dysleksji.
                      Co do książek - zaczynać czytać dzieciom w wieku 6 lat to jakieś dobre 5 lat za późno.
                      • Gość: MartY Re: Dlatego wlasnie napisalem... IP: 82.146.239.* 21.07.10, 10:51
                        > Co do książek - zaczynać czytać dzieciom w wieku 6 lat to jakieś dobre 5 lat za
                        > późno.

                        Sorry, ale chyba nie zrozumiałaś. On pisał, że czytał książki dzieciom w przedszkolu gdy ON miał 6 lat. Czytał rówieśnikom po prostu.
                    • ramboost Re: Dlatego wlasnie napisalem... 21.07.10, 01:34
                      > No właśnie. Jak ktoś myli też m i n, albo pisze litery na odwrót, to
                      > coś jest na rzeczy. Nie zmienia to jednak faktu, że gdyby od małego
                      > czytał trochę ciekawych książek, to w przyjemny sposób przyswoił by
                      > sobie pisownię.

                      Dokładnie. Mnie rodzice "zarazili" czytaniem książek w dzieciństwie do tego
                      stopnia, że można by nazwać to nałogiem. Efektem tego były setki przeczytanych
                      książek i całkowicie wyeliminowane błędy ortograficzne w pierwszych klasach
                      podstawówki.
                      W moim przypadku "ilość przeszła w jakość".
                      Zgadzam się, że dysortografia może być schorzeniem. Ale, jak każde schorzenie -
                      można ją leczyć. I tu pole do popisu dla rodziców, nauczycieli, pedagogów
                      szkolnych, itp. Chyba, że wystawimy dziecku świstek o "dysortografii" i umyjemy,
                      jak radzi Rysio, rączki.
                  • misself Re: Dlatego wlasnie napisalem... 20.07.10, 22:34
                    lia.13 napisała:
                    > Niektórzy istotnie mają taką
                    > zdolność, że piszą sobie wyraz truskawka i tróskawka i już wiedzą jakimś szóstym
                    > zmysłem który jest poprawny

                    To nie jest szósty zmysł. To są tysiące przeczytanych książek - rzecz, która się
                    dzisiaj dzieciom wydaje niewykonalna.
                • nomina Re: Dlatego wlasnie napisalem... 20.07.10, 21:37
                  A propos dysleksji - jakoś dziwnym trafem większość tych "dyslektyków" nie ma problemów z poprawnym i czytelnym napisaniem słowa "k..wa".
              • Gość: szmatan Re: Dlatego wlasnie napisalem... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.10, 15:44
                > A ja nadal nie wiem czy zamiast psychotropow, ktore jakosc zycia
                > schizofrenika obnizaja, zwykly egzorcyzm nie bylby lepszy?

                placebo ma jakieś 30% skuteczności, więc "grzechem" byłoby nie spróbować :)
              • Gość: kot Re: Dlatego wlasnie napisalem... IP: 85.222.87.* 20.07.10, 15:52
                W zadnym razie nie jestem za poblazliwoscia - sa narzedzia do pracy z dziecmi dyslektycznymi i tymi z ADHD, niestety niewykorzystywane. I nie podoba mi się kiedy dziecko z ADHD terroryzuje cale swoje otoczenie. Ale to wina leniwych a czasem tylko glupich rodziców i całej reszty systemu. To samo dotyczy dyslektykow - sama diagnoza i odpuszczanie im to skandal.

                Co do rzeczywistości szpitali psychiatrycznych, ta zimna woda to standard ale tylko, ze tak to okresle praktyczny. Bo prawdziwe standardy sa inne. Nawet przypalanki wysokoim napieciem ( elektrowstrzasy jak mniemam), o ktorych wspominasz sa obecnie przeprowadzane w znieczuleniu, wiec odpadaja przykre odczucia pacjenta. Nawiasem mowiac elektrowstrzasy sa czesto bardzo skuteczne w ciezkich depresjach. Mi jednak chodziło o przypalanie ciala goracym metalem.
                Wiem jaka jest rzeczywistosc w szpitalach psychiatrycznych. Tym bardziej to boli, ze posiadamy wiedze i narzedzia, ktore pozwalaja chorych traktowac humanitarnie i zmniejszyc ich cierpienie, bo nie zawsze jeszcze mozemy im pomoc. Ale to w idealnym swiecie. A na razie codziennie potykamy sie o niedorobki prawne, glupote i ignorancje ludzka.
                Egzorcyzm niestety nie byłby lepszy bo nie dziala.
                • kretynofil Wszystko jest w tym wzgledne... 20.07.10, 16:14
                  > W zadnym razie nie jestem za poblazliwoscia - sa narzedzia do pracy
                  z dziecmi dyslektycznymi i tymi z ADHD, niestety niewykorzystywane.

                  I wlasnie dlatego jak dzieciak w samolocie napie*dala kolanem w moj
                  fotel to naprawde mnie nie interesuje czy ma mamuske-kretynke czy
                  ADHD - bo dla mnie to nadal to samo.

                  Jak ja lecialem z kotami to dalem im Relanium (w porozumieniu z ich
                  weterynarzem) zeby wszystkim bylo troche przyjemniej - i kotom i
                  innym pasazerom. Bo wiem jak siersciuchy potrafia sie drzec ;)

                  > Wiem jaka jest rzeczywistosc w szpitalach psychiatrycznych. Tym
                  bardziej to boli, ze posiadamy wiedze i narzedzia, ktore pozwalaja
                  chorych traktowac humanitarnie i zmniejszyc ich cierpienie, bo nie
                  zawsze jeszcze mozemy im pomoc.

                  Jedyne co mozemy zmniejszyc to nasza ekspozycje na ich cierpienie -
                  bo tego jak sie czuje psychicznie chory czlowiek poddany terapii nie
                  zrozumie nikt zdrowy. Po prostu ;)

                  Dlatego tez nie ma co rozdzierac szat - bo problemu "opetanych" nie
                  rozwiazalismy, tylko ich zamykamy w piekle systemu psychiatrycznego.
                  Technicznie rzecz biorac niczym to sie nie rozni ani od tortur ani od
                  egzorcyzmu.

                  A co do tego czy on dziala - to ja nic o tym nie wiem zeby dzialal.
                  Nie wiem natomiast tez nic na temat tego zeby byl nieskuteczny. Jesli
                  polegal na zastraszeniu "opetanego" i przekonaniu go ze mial
                  "pie*dolca" ale teraz o tym wie wiec jest normalny - to jest to inna
                  nazwa na psychoterapie ;)

                  --
                  A Ty masz juz kota?! To na co czekasz?!
                  Mozesz rowniez adoptowac go wirtualnie.
                  • Gość: kot Re: Wszystko jest w tym wzgledne... IP: 85.222.87.* 20.07.10, 17:02
                    > Jedyne co mozemy zmniejszyc to nasza ekspozycje na ich cierpienie -
                    > bo tego jak sie czuje psychicznie chory czlowiek poddany terapii nie
                    > zrozumie nikt zdrowy. Po prostu ;)
                    Jednak mozemy zmniejszyc ich cierpienie, sami nam o tym mowia po leczeniu.

                    > Dlatego tez nie ma co rozdzierac szat - bo problemu "opetanych" nie
                    > rozwiazalismy, tylko ich zamykamy w piekle systemu psychiatrycznego.
                    > Technicznie rzecz biorac niczym to sie nie rozni ani od tortur ani od
                    > egzorcyzmu.
                    Ale wlasnie jest o co rozdierac szaty. Pacjenci, ktorzy trafili do dobrego szpitala doceniaja te roznice. Czesto udaje nam sie im pomoc.

                    > A co do tego czy on dziala - to ja nic o tym nie wiem zeby dzialal.
                    > Nie wiem natomiast tez nic na temat tego zeby byl nieskuteczny. Jesli
                    > polegal na zastraszeniu "opetanego" i przekonaniu go ze mial
                    > "pie*dolca" ale teraz o tym wie wiec jest normalny - to jest to inna
                    > nazwa na psychoterapie ;)
                    ale przeciez terapia nie polega na uswiadamianiu, ze ma sie fisia i wszystko ok.


                    > I wlasnie dlatego jak dzieciak w samolocie napie*dala kolanem w moj
                    > fotel to naprawde mnie nie interesuje czy ma mamuske-kretynke czy
                    > ADHD - bo dla mnie to nadal to samo

                    ale o co chodzi? Ja tylko w kwestii formalnej. Nazwales dzieciaka z dysleksja tumanem. Dla mnie tuman to tuman a dyslektyk to dyslektyk, czesto powyzej normy intelektualnej. A dzieciak z kolanem czesto ma nieszczescie miec jednoczesnie ADHD i mamuske kretynke. I wcale to nie oznacza, ze wolno mu kopac Twoj fotel. Dzieciom w uzasadnionych przypadkach tez mozna cos podac. A moze ten maly z samolotu byl po prostu niegrzeczny.

                    • kretynofil Jezu jak to ciezko wytlumaczyc... 20.07.10, 18:37
                      Teraz jeszcze gotuje w miedzyczasie to moze wyjsc jeszcze bardziej
                      niezbornie.

                      Chodzi mi o to ze granica miedzy religia a psychologia jest tak
                      cienka ze nie podejmowalbym sie rozgraniczenia pomiedzy nimi.
                      Oczywiscie kaplani i lekarze twierdza ze widza granice - ale ta
                      granica jest umowna - jest tam gdzie druga grupa zarabia.

                      Natomiast co do rozgraniczania tuman/dyslektyk - to ja tylko twierdze
                      ze takowe nie istnieje. Tuman to tuman, nazwanie go dyslektykiem nie
                      zmieni faktu ze jest po prostu tumanem.

                      Nikt nie wie jak to sie dzieje ze umiemy pisac, ze potrafimy sie
                      nauczyc pisowni, a caly swiat wokol nas uporzadkowac przy pomocy
                      ciagow niecalych 30 znakow graficznych - a umiemy to od tysiacleci.

                      I mimo iz nadal tego nie rozumiemy, to nagle pojawia sie grupa ludzi
                      ktorzy za oplata sa w stanie stwierdzic ze ktos jest w stanie sie
                      nauczyc a ktos nie - mimo ze zaden z nich nie potrafilby wyjasnic
                      samego procesu uczenia.

                      Sorry, to wszystko jest grubymi nicmi szyte.

                      A co do opetanych - w starozytnym Izraelu ludzi ktorzy dopuscili sie
                      oblakanych przestepstw nie karano smiercia tylko zostawiano na srodku
                      bagien pelnych jadowitych stworzen i drapieznych zwierzat. Wynikalo
                      to z obawy ze dany "oblakany" moze zostal zeslany przez Boga i nie
                      wolno go karac za czyny ktorych sie dopuscil.

                      I teraz ciekawostka - ci, ktorzy z bagien wyszli, przestawali byc
                      opetani. Fascynujace zagadnienie dla psychiarii, co?

                      I wracajac jeszcze do ortografii, dyskalkulii i innych dys-
                      pie*dolcow. Jeszcze 500 lat temu wierzono ze zeby poslugiwac sie
                      czterema podstawowymi dzialaniami arytmetycznymi trzeba bylo sie
                      urodzic z tym talentem. Dla owczesnych ludzi te proste zadania
                      matematyczne byly czyms w rodzaju "testu IQ". Ergo: czlowiek ktory
                      nie byl w stanie dodac dwa do dwoch byl ulomny, byl gorszy, nie wolno
                      go bylo zmuszac do liczenia - bo wedle owczesnej "wiedzy naukowej"
                      nie byl zdolny tego dokonac.

                      Czy to cos przypomina?
                      • Gość: kot Re: Jezu jak to ciezko wytlumaczyc... IP: 85.222.87.* 20.07.10, 20:01

                        > Chodzi mi o to ze granica miedzy religia a psychologia jest tak
                        > cienka ze nie podejmowalbym sie rozgraniczenia pomiedzy nimi.
                        > Oczywiscie kaplani i lekarze twierdza ze widza granice - ale ta
                        > granica jest umowna - jest tam gdzie druga grupa zarabia.

                        zarabiaja obie grupy, a granica nie jest znow tak cienka. W religii wszystko opiera sie na wierze a w psychologii jak w kazdej nauce trzeba udowodnic tezy. Nawet to, ze terapia taka smaka czy owaka dziala. Co oczywiscie nie przeszkada dzialac calej masie oszolomow i sciemniaczy.
                        > Natomiast co do rozgraniczania tuman/dyslektyk - to ja tylko twierdze
                        > ze takowe nie istnieje. Tuman to tuman, nazwanie go dyslektykiem nie
                        > zmieni faktu ze jest po prostu tumanem
                        Dla mnie tuman to osoba delikatnie mowiac nierozgarnieta, a dyslektyk to osoba z drobnym zaburzeniem percepcji i mozna to leczyc przy pomocy specjalnych metod edukacyjnych. Ponadto rozpoznanie dysleksji jest mozliwe wylacznie u osob z minimum przecietna inteligencja. Nie ma nic wspolnego z obnizeniem sprawnosci intelektualnej. Jesli upierasz sie, ze dyslektyk to tuman to tumanami byli Edison, Andersen, Leonardo da Vinci, Einstein, Christie i inni, ktorych nie pamietam.


                        > Nikt nie wie jak to sie dzieje ze umiemy pisac, ze potrafimy sie
                        > nauczyc pisowni, a caly swiat wokol nas uporzadkowac przy pomocy
                        > ciagow niecalych 30 znakow graficznych - a umiemy to od tysiacleci.
                        troche jednak wiemy, nie jest tak zle:)
                        I mimo iz nadal tego nie rozumiemy, to nagle pojawia sie grupa ludzi
                        > ktorzy za oplata sa w stanie stwierdzic ze ktos jest w stanie sie
                        > nauczyc a ktos nie - mimo ze zaden z nich nie potrafilby wyjasnic
                        > samego procesu uczenia
                        stwierdzenie dysleksji nie jest rownoznaczne ze stwierdzeniem, ze ktos nie jest w stanie nauczyc sie liczyc, pisac, czytac. Jest w stanie choc musi troche nad tym popracowac. Im wczesniej tym lepiej.
                        A 500 lat temu wierzono w wiele rzeczy, z ktorych dzisiaj sie smiejemy. A za kolene 500 smiac sie beda z niektorych naszych przekonan. Coz poradzic, rozwoj. A dyslektykow trzeba zmuszac do nauki, bo sa w stanie pokonac trudnosci. A ze sporo w tej dziedzinie naduzyc, lewych zaswiadczeni i innych takich to juz nie poradze. Wg mnie jesli jakis prawdziwy dyslektyk ma miec fory na egzaminie, to powinien udowodnic, ze wczesniej pracowal nad swoja trudnoscia. Czesc z nich po takiej pracy w ogole by nie potrzebowala juz zadnej ochrony, bo objawy dysleksji juz by miala opanowane.

                        nauczyc a ktos nie - mimo ze zaden z nich nie potrafilby wyjasnic
                        > samego procesu uczenia.
                        z wyjasnianiem procesu uczenia radzi juz sobie troche psychologia poznawcza i neuronauki
                      • Gość: kot Re: Jezu jak to ciezko wytlumaczyc... IP: 85.222.87.* 20.07.10, 20:04
                        mam nadzieje, ze zarelko wyszlo smaczne
          • bifka wyjątkowo masz rację 20.07.10, 14:47
            Faktycznie dzisiaj dziecko jest tylko modnym dodatkiem do wypasionej kariery,
            zasobnego konta, eleganckiego apartamentu i rodzinnego SUV-a i wypielęgnowanej
            sylwetki, więcej - ma do wszystko podkreślić i unaocznić ile osiągnęliśmy mając
            dziecko "przy okazji". Celują w tym modne mamusie prześcigające się na e-mamie:
            "już tydzień po porodzie byłam chuda jak szparag i wystartowałam w maratonie"
            albo "w miesiąc po porodzie obroniłam doktorat, zdobyłam Mount Everest i robiłam
            co dzień laskę swojemu facetowi"! A dziecko? No przecież jest najważniejsze na
            świecie! Nie można z jego powodu pracować ale w domu siedzieć też nie można
            (tutaj trwa wojna podjazdowa mam pracujących z niepracującymi i "poświęcającymi
            się" dla dziecka), trzeba wydawać na niego dużo kasy (zwłaszcza na kosmiczny
            wózek), a jednocześnie trzeba mieć mnóstwo kasy na rozrywki, wakacje, atrakcje,
            bo inaczej się "nie rozwinie", trzeba mu poświęcać każdą wolną chwilę i
            nieustannie organizować "twórcze" zajęcia (broń boże telewizor!), ale
            jednocześnie trzeba mieć mnóstwo czasu na fitnes, zakupy, przyjaciół, hobby,
            pracę zawodową ... Dlatego właśnie, bo nie da się połączyć ognia z wodą, dużo
            ludzi od razu się z dzieci wycofuje nie wierząc (słusznie!), że temu podołają!
            • kretynofil Wyjatkowo ;) 20.07.10, 15:11
              W sensie co? Pochylilem sie nad losem mam to dzisiaj mamy mnie
              kochaja, tak?

              Ale to nieistotne.

              Co do samej presji - ta sama presja spotyka facetow, ktorzy czesto po
              urodzeniu dziecka nie moga znalezc dla siebie miejsca w domu, czuja
              sie nieswojo, traca poczucie kontroli. To tez konsekwencja tego
              rozpieszczania przez rodzicow: taka trzydziestoletnia dzidzia
              rozpieszczona przez mamusie i zone nagle przestaje byc centrum
              wszechswiata - i zniesc tego nie moze ;)

              I jeszcze: w Twoim poscie wylapalem cos z czego nie zdawalem sobie
              wczesniej sprawy (nie zastanawialem sie nad tym):

              trzeba mu poświęcać każdą wolną chwilę i nieustannie organizować
              "twórcze" zajęcia


              Uderzyla mnie taka mysl: jak dziecko ma byc kreatywne jesli to
              rodzice organizuja (w sensie: podaja na tacy) sposoby na kreatywnosc?

              Zabawne, co?
              • bifka Re: Wyjatkowo ;) 20.07.10, 15:31
                Ano. Dzieci dzisiaj kreatywne nie są, bo kreatywność wymaga SAMODZIELNOŚCI, a to
                jest coś, na co współcześni rodzice dziecku nie pozwolą! Codzienny widok to
                ojciec wspinający się na drabinki za 10- letnim byczkiem albo matka załatwiająca
                "dziecku" sprawy w dziekanacie wyższej uczelni! Ale niechby ktoś dzisiaj
                powiedział że sadza dziecko przed telewizorem albo zostawia samemu sobie w jego
                pokoju aby się sobą zajęło, to zjebka od przerażonych tym zaniedbaniem matek
                byłby totalna! A przecież tak robili nasi rodzice i skończyliśmy (w większości
                samodzielnie) studia!
                Presja jest. Dziś koniecznie trzeba być omnibusem i robić wszystko. A jak ktoś
                przytomnie mówi, że dziecku już nie podoła, to go traktują jak egoistę albo
                idiotę. Bo wokół trwa dziecinny lans.
                • kretynofil Otoz to ;) 20.07.10, 15:42
                  > matka załatwiająca "dziecku" sprawy w dziekanacie wyższej uczelni!

                  Tak, tez o tym slyszalem. I nie ogarniam po prostu ;)

                  W sensie: jak oni sie, ku*wa, nie wstydza?!

                  > to zjebka od przerażonych tym zaniedbaniem matek byłby totalna!

                  Lat temu *nascie bylem na wakacjach w jakims osrodku i tam byli
                  znajomi rodzicow ktorzy mieli niesamowicie fajne podejscie do
                  trzyletniej corki.

                  Wygladalo to tak: idzie tata z mala przez las. Ta sie wywraca i
                  zaczyna beczec. Okoliczne mamuski z warszawki zrywaja sie z kocykow i
                  pedza na ratunek. Tata nie zwraca uwagi, idzie dalej swoja droga.

                  Wrzask, horror, tragedia. Smierc w oczach mamusiek, helikoptery
                  medyczne startuja, sala operacyjna jest gotowa, chirurdzy wkladaja
                  fartuchy, pielegniarki przywoza wozek reanimacyjny, policja zamyka
                  droge zeby karetka dojechala ;)

                  Zanim zdazyly doleciec do konajacego dziecka to przestalo plakac,
                  wstalo, otrzepalo sie i polecialo za ojcem. Jakby nic sie nie stalo.

                  Te miny na twarzach mamusiek - to bylo cos czego do konca zycia nie
                  zapomne: wielki znak zapytania i wypisane bykami na czole "to tak
                  mozna?!" :D
                • lucusia3 Re: Wyjatkowo ;) 20.07.10, 15:48
                  Ej, bifka nie przesadzaj. Są oczywiście patologie, ale jako matka dwójki dzieci w wieku nastoletnim mogę z ręką na sercu powiedzieć, ze są całe tabuny rodziców wychowuje normalne, samodzielne dzieci.Kreatywne na tyle, ile im Bozia pozwoliła. Dostają się na studia i to często prestiżowe, same chodzą do dziekanatu i same się potrafią o siebie martwić.Owszem,jest taka grupa,która maltretuje 2latków angielskim, 4latków baletem czy tenisem (kiedyś widziałam taką babcię pocieszającą dziecko w tym właśnie wieku, które za nic nie chciało chodzić na balet, że nie ma martwic mamusi, bo się ta obrazi, a i tak po roku, góra dwóch mamusi się spodoba coś innego i juz nie będzie musiało wtedy chodzić na ten balet). Tyle, ze ta grupa znowu nie jest taka wielka i zamieszkuje głównie nowe blokowiska w wielkich miastach.
                  • Gość: Nawiasem Re: Wyjatkowo ;) IP: *.nott.cable.ntl.com 21.07.10, 01:49
                    albo UK. znam takich.
                • aneta-skarpeta Re: Wyjatkowo ;) 20.07.10, 16:46
                  jestem mamą 8 latka
                  jestem torpedowana do tej pory pretensjami,
                  -ze nie trzymam dziecka za reke w sklepie, bo sie zgubi- przez 6 lat
                  sie nie zgubił,
                  -ze nie jest zapisany na milion zajec dodatkowych,
                  -puszczam go od dwoch lat na podwórko samego- oczywiscie nie na caly
                  dzien i w okreslonych ramach.
                  najdziwniejsze, ze mamy sie dziwią, ze on sie słucha, nie wychodzi
                  poza okreslony teren itd

                  to co zauwazylam wsrod znajomych mamy, to to że czesto dzieci sa
                  cwansze, mądrzejsze, sprytniejsze od swoich rodzicow, ktorzy sa
                  totalnie zagubione w tej masie oczekiwan, potrzeb, wymagań
                  • lucusia3 Re: Wyjatkowo ;) 20.07.10, 17:15
                    Nie przejmuj się. Rób jak uważasz.
                    Ciężko, ale nie daj się zwariować.
                    W końcu my znamy nasze dzieci najlepiej i jak będziemy ich traktować jak normalnych ludzi, to też takim będą.
                  • misself Re: Wyjatkowo ;) 20.07.10, 22:43
                    aneta-skarpeta napisała:
                    > -ze nie trzymam dziecka za reke w sklepie, bo sie zgubi- przez 6 lat
                    > sie nie zgubił,

                    Bo przecież powinnaś go ubrać w szeleczki i przypiąć do nich smycz. A nuż jakiś
                    pedofil się czai za lodówką z danonkami..?
                • Gość: ama Ech, z życia rodzica. IP: 109.243.187.* 20.07.10, 17:14
                  Powiem Wam jak to wygląda z punktu widzenia matki dwójki kilkulatków. Ja
                  momentami mam wrażenie życia w samym epicentrum jakiejś mega paranoi. Zresztą
                  nie dotyczy to tylko matek ale i ojców. Presja społeczna jest taka, że mamy być
                  piękni, wysportowani, pełni sukcesów, przeć do przodu i jednocześnie być
                  wspaniałymi rodzicami. Zewsząd tysiące porad jak wychowywać dzieci, z których
                  wynika niezbicie, że my rodzice jesteśmy bandą matołów i nie mamy pojęcia jak
                  wychowywać dzieci. Eksperci wiedzą i mamy ich słuchać. Czyli być na każde
                  zawołanie potomka, wypuszczenie dziecka samego pod dom-szczyt
                  nieodpowiedzialności, niby mamy stawiać granice, ale wolno nam tylko na temat
                  przewinień rozmawiać. Dzieciom wolno wszystko, nam w zasadzie nic.
                  Wrzasnąć nie wolno, dać klapsa też nie, nawet jak młodociany właśnie cudem
                  boskim uniknął spotkania trzeciego stopnia z samochodem po nagłym wtargnięciu na
                  jezdnię. No tak, moja wina-jak mogłam nie przewidzieć, prawda? Mam biegać nimi
                  na basen, uczyć języków, kupować tylko "edukacyjne" zabawki, które "rozwijają
                  wyobraźnię" (mam dziwne uczucie, ze bardziej się to udaje przy pomocy zwykłych
                  drewnianych klocków), ciągle być zwarta i gotowa bo jeszcze powiem coś czy
                  zrobię, co będzie miało katastrofalny wpływ na moje dziecię w przyszłości. I
                  długo by tak jeszcze. Acha, no i jeszcze wszędzie czają się pedofile. O presji
                  wywieranej na ojców już nie wspomnę. Ja to wszystko staram się olewać, bo
                  inaczej można oszaleć. Mam wrażenie, że my (społeczeństwo)zwyczajnie odbieramy
                  dzieciom dzieciństwo a rodzicom rodzicielstwo i zamienia się to w jakiś
                  koszmarek. Innymi słowy, ze tak filozoficznie to ujmę:-): dzieci powinny być
                  traktowane jak dzieci a dorośli powinni pamiętać o tym, ze to oni są dorośli.
                  Dodatkowo ludzie tak urobieni traktują dzieci jak pępek wszechświata, bez cienia
                  empatii dla innych (typu: może jednak cyrk w samolocie lub restauracji może
                  komuś przeszkadzać) a po drugie, trzeba je uczyć zachowywania się wśród innych
                  ludzi. Jeśli nie wyniosą szacunku do innych ludzi z domu to nie będzie dobrze.
                  A te wszystkie dys...pierdoły, czy w znakomitej większości to efekt tego, ze
                  dziecko też ma być miernikiem sukcesu rodzica. Czyli mądre ma być. Nie to, ze
                  jest matołem, któremu się nie chce książek poczytać albo porozwiązywać zadań
                  tylko są czynniki obiektywne, czyli wszystko OK.
                  Uff, ulżyło mi.
                  • kretynofil Pedofilia - tego jeszcze nie bylo ;) 20.07.10, 18:46
                    Ta histeria wokol tego to cos koszmarnego. Tak jak staram sie miec
                    dystans do tej medialnej histerii - tak lapie sie na tym ze sam
                    przestaje w siebie wierzyc.

                    Odwiedzilismy z Najlepsza z Zon znajomych z corka. Fajnie bylo bo ta
                    mala jest przeslodka (ma jakies cztery latka), ciagle sie smieje,
                    uwielbia moja zone - generalnie impreza pierwsza klasa.

                    Do tego tata wyciagnal skreta, zapalilismy (ja, on i Najlepsza, mama
                    dziewczynki nie palila) i zaczelismy sie bawic z mala. Jest wesolo,
                    wszyscy zadowoleni.

                    I nagle mala podlatuje do mnie, bierze mnie za reke i ciagnie do
                    swojego pokoju - bo musi mi pokazac jakas lalke czy cos. A ja,
                    kompletnie nacpany, rozbawiony i generalnie rozluzniony - sztywnieje.
                    Zaczynam sie zastanawiac czy to jest w porzadku ze ide sam z corka
                    znajomych do jej pokoju.

                    Paranoja, ku*wa. Zupelnie jakbym sobie sam nie wierzyl, jakbym sie
                    obawial ze moge skrzywdzic to dziecko. Ktos mi, ku*wa, wmowil ze
                    jestem potworem. I to jest chore, to jest naprawde chore...
                    • a_weasley Re: Pedofilia - tego jeszcze nie bylo ;) 20.07.10, 20:42
                      > Do tego tata wyciagnal skreta, zapalilismy
                      > (ja, on i Najlepsza, mama dziewczynki nie palila)
                      > i zaczelismy sie bawic z mala.
                      <ciach>
                      > ja, kompletnie nacpany,

                      I jesteś kul, men. Ale spróbowałbyś tu napisać, że zapaliłeś przy dziecku
                      normalnego, tytoniowego papierosa...
            • franek31 Re: wyjątkowo masz rację 20.07.10, 23:31
              > nieustannie organizować "twórcze" zajęcia (broń boże telewizor!),

              To akurat racja. Chyba że chcesz mieć głupie dziecko, to przyklej je do telewizora.
          • Gość: solidarna2010 Re: To wszystko paranoja... IP: 109.243.212.* 20.07.10, 15:44
            Piękna wypowiedź.
            Przy brataniu się z szatanem niemal oplułam monitor;).
            Wszystko racja, tylko cała argumentacja, którą wspominasz, wpisuje się dokładnie
            w nurt "antydzieciowy".
            W dużym stopniu media uczą nas właśnie tak patrzeć i widzieć problemy, też tam,
            gdzie ich nie ma.

            Pozdrawiam
            Ta, co żyje swoim życiem
          • Gość: cicho Re: To wszystko paranoja... IP: *.home.aster.pl 20.07.10, 18:28
            > Kiedys dziecko bylo tumanem i nieukiem, dzisiaj choruje na
            > dysortografie, dyskalkulie i odtelewizyjna-dys-resekcje-mozgu; kiedys
            > dzieci byly niegrzecznymi bachorami, dzisiaj maja ADHD;

            I kiedyś byli i dziś są dyslektycy i adhdowcy. Proponuje sięgnąć po książkę
            "Zaburzenia rozwoju uczniów a niepowodzenia szkolne" H.Spionek z 1975 i
            zobaczyć, że są one opisane. Po prostu teraz się o tym mówi, a kiedyś doczepiano
            łatkę dziecku nieuk i niegrzeczny. Problemem dzisiejszym jest to, że
            zaświadczenie można za łatwo dostać.W efekcie osoby bez zaburzeń, sobie je
            załatwiają, żeby mieć lepiej. Syn koleżanki bał się matury. Tak długo łaził za
            szkolną pedagog, aż mu wydała zaświadczenie o dysleksji. Oczywiście nie miał
            żadnej dysleksji. A ci, którzy faktycznie mają ADHD czy inne, nie mogę zasłaniać
            się papierkiem "ma ADHD i mam mieć odpuszczone". Przeciwnie powinni mieć
            zajęcia wyrównawcze.
            • kretynofil Ale o to chodzi... 20.07.10, 18:53
              I przeciez o tym pisze - poprawianie wynikow w nauce tumana i
              dyslektyka powinno wygladac tak samo: posadzic i niech czyta. I potem
              jeszcze raz. I jeszcze raz.

              Az zaskoczy.

              Oczywiscie, moze komus lepiej ze nazywaja go dyslektykiem niz tumanem
              - ale technicznie rzecz biorac, nie ma roznicy.

              Tak samo jak ludzie ktorzy maja problemy z "zakuwaniem" - i ja jestem
              jednym z nich - po prostu trzeba bylo "pamieciowych" danych uczyc sie
              dluzej. To samo dotyczy dys-analfabetow: wystarczy zeby dluzej sie
              uczyli i sie naucza. Po prostu.

              A co do ADHD - ciekaw jestem ile dzieciakow mialoby ADHD jakby ich
              ojciec mial ciezka reke. Sorry - jesli dzieciaka nie wolno w zaden
              sposob uspokoic to 9/10 poslucha prosby rodzica i usiadzie na dupie a
              1/10 bedzie dalej brykac, bo ma rodzica autorytet gleboko.

              ADHD ;)
              • Gość: cicho Re: Ale o to chodzi... IP: *.home.aster.pl 23.07.10, 04:00
                kretynofil napisał:

                kretynofil napisał:

                > I przeciez o tym pisze - poprawianie wynikow w nauce tumana i
                > dyslektyka powinno wygladac tak samo: posadzic i niech czyta. I
                potem
                > jeszcze raz. I jeszcze raz.
                >
                > Az zaskoczy.
                >
                Czy ja wiem ? Polonistka z liceum wyskoczyła kiedyś, że po co to
                uczyć ortografii, jak ktoś dużo czyta to wystarczy. Śmiem wątpić. Tu
                potrzeba specjalistycznych metod.
                > Oczywiscie, moze komus lepiej ze nazywaja go dyslektykiem niz
                tumanem
                > - ale technicznie rzecz biorac, nie ma roznicy.
                Dysleksja nie wiążę się z niższym IQ, więc jest różnica. A poza tym
                nie widzisz negatywnego nacechowania słowa "tuman" ?
                >
                > Tak samo jak ludzie ktorzy maja problemy z "zakuwaniem" - i ja
                jestem
                > jednym z nich - po prostu trzeba bylo "pamieciowych" danych uczyc
                sie
                > dluzej. To samo dotyczy dys-analfabetow: wystarczy zeby dluzej sie
                > uczyli i sie naucza. Po prostu.
                A z ciekawości zastanawiałeś się konkretnie dlaczego ?
                > A co do ADHD - ciekaw jestem ile dzieciakow mialoby ADHD jakby ich
                > ojciec mial ciezka reke.
                Akurat bicie u ADHDowców, zamiast uspokoić daje odwrotny skutek.
                Zatem po ciężkiej ręcę, problem by wzrósł. A ponieważ ADHD od
                wczoraj nie istnieje, to są tacy którym nie pomogło.
                >Sorry - jesli dzieciaka nie wolno w zaden
                > sposob uspokoic to 9/10 poslucha prosby rodzica i usiadzie na
                dupie a
                > 1/10 bedzie dalej brykac, bo ma rodzica autorytet gleboko.
                Jak to w żaden ? To znaczy, że jest bicie albo nic. Uderzenie
                dziecka, to jest po prostu słabość rodzica. Nie umie przemówić do
                rozsądku, to odreagowuje agresją. A dziecko ma autorytet rodzica
                głęboko, kiedy on mu na to pozwoli swoimi błędami wychowawczymi.
                A przy ADHD to nie jest prosta sprawa. Bo to nie jest, że Jasiowi
                się nie chcę słuchać i na złość się wierci. On po prostu MUSI się
                wiercić, bo niestety takie sygnały wysyła mu mózg.
            • misself Re: To wszystko paranoja... 20.07.10, 22:47
              Gość portalu: cicho napisał(a):

              > Syn koleżanki bał się matury. Tak długo łaził za
              > szkolną pedagog, aż mu wydała zaświadczenie o dysleksji.

              Z ciekawości: co mu to dało? Przestał się bać matury?
              Egzamin jest identyczny dla wszystkich przecież, a czasu aż nadto.
              • Gość: cicho Re: To wszystko paranoja... IP: *.home.aster.pl 23.07.10, 03:23
                > Z ciekawości: co mu to dało? Przestał się bać matury?
                > Egzamin jest identyczny dla wszystkich przecież, a czasu aż nadto.

                Dyslektycy wtedy (ze 4 lata temu to było) mieli dłuższy czas pisania
                i (chyba) inaczej liczono im błędy. Czyli zyskał pewne "przywileje",
                które bardziej go upewniły, że zda. Nie jestem pewna, ale obecnie to
                już nie ma tych przywilei.
                • Gość: kretynofob Re: To wszystko paranoja... IP: *.jmdi.pl 27.07.10, 13:42
                  Przywilejów, dyslektyku!
        • Gość: emilla111 Re: nadziei skierka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.10, 06:53
          Moim zdaniem nie należy zaczytywać się na takich portalach jak onet czy wp.
          Najczęściej szukają tam taniej sensacji i niepotrzebnie biją pianę, co jakiś
          czas na inny temat.
      • strikemaster Re: bo żona zamienia się w babę :) 18.07.10, 12:34
        Kto to jest flustrat? :)

        > To piszą albo flustraci nie mogący mieć dzieci,

        Tak to jest, gdy w czasie upałów chodzi sie w spodniach.

        > albo ci którzy już mają dzieci
        > i ich żony zamieniły się po porodzie w opiekunki do dzieci

        Same się zmieniły, czy ktoś im pomógł?
        • niebieskachmurka Re: bo żona zamienia się w babę :) 18.07.10, 12:37
          Szatan nienawidzi dzieci, bo sa czyste i niewinne!
          • mjot1 Re: bo żona zamienia się w babę :) 18.07.10, 12:47
            niebieskachmurka napisała:
            > Szatan nienawidzi dzieci, bo sa czyste i niewinne!

            A są ponoć i tacy, co powiadają, że grzeszne się rodzą okrutnie!
            I że należy je poddać ablucji wodą świętą.
            • billy.the.kid Re: bo żona zamienia się w babę :) 18.07.10, 12:51
              niegrzecznym dzieciom przybija się nóżki gwoździkami do podłogi-i po kłopocie.
              • niebieskachmurka Re: bo żona zamienia się w babę :) 18.07.10, 14:47
                Chyba nikt nie ma wątpliwości, że w dzisiejszym świecie panuje
                atmosfera wroga dziecku. Dla wielu dorosłych ludzi dzieci są
                intruzami, których trzeba się obawiać, bo mogą radykalnie zmienić
                życie. Tworzy się atmosferę, która z jednej strony ma zniechęcić
                młode, ambitne kobiety do zajścia w ciążę i do urodzenia dzieci, a z
                drugiej - kiedy się już pojawią na tym świecie, czyni się wszystko,
                aby je „zepsuć.” Jeśli spojrzymy na to z perspektywy teologii
                dziejów, biorąc pod uwagę zamysł Boga, który stworzył świat, oraz
                bunt szatana, który działa na przekór planom Boga - wtedy wcale nie
                zdziwi nas fakt, dlaczego właśnie dzieci są celem szczególnego ataku
                Lucyfera.
                • Gość: fomica Żartujesz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.10, 18:57
                  > Chyba nikt nie ma wątpliwości, że w dzisiejszym świecie panuje
                  > atmosfera wroga dziecku.

                  Dziecko w restauracji, dziecko w samolocie, dziecko na weselach i przyjęciach,
                  seanse w kinie dla mam z niemowlakami, pokoiki zabaw na siłowniach, mini
                  przedszkola w wielu firmach, ustępowanie dzieciom miejsca w autobusie, dziecko w
                  hotelu i na egzotycznych wakacjach...
                  Dziecko pojawiło się wszędzie w miejscach do niedawna zarezerwowanych dla
                  dorosłych. Jeśli to jest atmosfera wroga dziecku, to jak sobie wyobrażasz
                  atmosferę przyjazną?
                  Dziecko w hotelu czy w samolocie nie przestaje być dzieckiem z całymi
                  konsekwencjami tego stanu (płacz, marudzenie, bieganie, hałasowanie) i wcale
                  mnie nie dziwi że może to innym przeszkadzać.
                  • polubu Re: Żartujesz? 19.07.10, 19:51
                    Złodzieje żartują!
                    Na początku lat siedemdziesiątych pojawił się nowy nurt refleksji
                    humanistycznej- antypedagogika, radykalnie włączająca się do ruchu
                    na rzecz ochrony praw dzieci. I choć częstokroć chciano by traktować
                    ją jak “niegroźne dziwactwo”, to jednak nazwiska sławnych jej
                    przedstawicieli- wybitnych psychologów Abrahama Maslowa, Alice
                    Miller czy Carla Rogersa, pedagoga Alexandra Neilla, czy
                    przywoływanego przez antypedagogów prekursora ruchu- Janusza
                    Korczaka, nakazują traktować ten nurt z większym respektem.

                    W kwestii ochrony praw dzieci antypedagodzy twierdzą, iż po
                    uzyskaniu równouprawnienia przez Murzynów i kobiety, dzieci są
                    ostatnią dyskryminowaną grupą istot ludzkich. Generalnie
                    deprecjonują oni wszelkie akty prawne określające prawa dzieci(w tym
                    akty międzynarodowe takie jak Konwencja o Prawach Dziecka),
                    twierdząc że mimo deklaracji o podmiotowości dziecka ujmują one
                    zagadnienie praw wyłącznie w kategoriach opieki, jaka dzieciom
                    przysługuje.

                    W Polsce stanowisko takie najwyraźniej wyraża prof. Aleksander
                    Lewin, sukcesor dorobku pedagogicznego Janusza Korczaka i
                    przewodniczący Polskiego Komitetu Korczakowskiego: “Mimo wielu
                    deklaracji o podmiotowości, dzieci ciągle są traktowane przede
                    wszystkim jako przedmiot opieki, jako konsumenci, którym trzeba
                    dostarczać wszelkiego rodzaju dóbr(materialnych i duchowych)...
                    nawet Deklaracja Praw Dziecka ONZ z r. 1959- przy całym niewątpliwym
                    znaczeniu- ma charakter jednostronny, protekcjonistyczny, ujmuje
                    zagadnienie praw dzieci wyłącznie w kategoriach opieki, jaką dorośli
                    powinni zapewnić dzieciom. Okazuje się- i jest to zjawisko nieco
                    paradoksalne- że rozwój form opieki oznacza najczęściej jeszcze
                    większe uzależnienie dziecka i ograniczenie jego praw”(LEWIN 1990,
                    s.49).



                    Zauważamy zasadniczą różnicę w podejściu do praw dzieci we
                    wszystkich dotychczasowych rozwiązaniach w porównaniu z decyzjami
                    antypedagogów. Omawiana ewolucja praw dzieci była de facto
                    powiększaniem zbiorów praw PRZYZNAWANYCH dzieciom- od prawa do życia
                    po cały kompleks praw ujętych w Konwencji o Prawach Dziecka ONZ.
                    Tymczasem antypedagodzy twierdzą, że dzieciom praw przyznawać nie
                    można- bowiem wizja świata, która się za tym kryje jest wizją gdzie
                    ktoś(np. dorośli) komuś(np. dzieciom)może jakieś prawa przyznawać
                    czy odbierać, co jest ewidentnym świadectwem nierówności i
                    humanitarnego- w najlepszym przypadku- protekcjonizmu. Tymczasem
                    każda jednostka ludzka, a więc również dziecko, posiada określone
                    prawa nie z czyjegoś nadania, ale z samej natury swojego istnienia.

                    Zasadniczym zatem prawem każdego człowieka - a więc i dziecka jest
                    go nie okradanie!
                    • ramboost Re: Żartujesz? 21.07.10, 02:07
                      Oglądałeś "Pola śmierci"? Tam też dzieci decydowały o życiu i śmierci innych.
                      Dziecko jest zbyt młode, aby mu dać decyzyjność z klauzulą wykonalności.
                      Zadaniem szeroko pojętego społeczeństwa jest wpoić dziecku obowiązującą
                      aktualnie etykę do tego stopnia, aby mogły zacząć aktywnie uczestniczyć w
                      wychowaniu następnego pokolenia zgodnie z tą etyką. Samo dziecko jest odbiciem
                      otaczającej je rzeczywistości, więc jeśli postępuje nie tak, jak oczekuje tego
                      otoczenie, to znaczy, że otoczenie nie postępuje tak, jak tego wymaga dziecko.
                      Oczywiście, prawa dziecka to: prawo do opieki, życia, nauki, jedzenia, godności.
                      Ale decyzyjność zostawmy dorosłym.
                      • ramboost Re: Żartujesz? 15.08.10, 14:45
                        Odświeżam...
                    • ramboost Re: Żartujesz? 15.08.10, 15:13
                      > Okazuje się- i jest to zjawisko nieco
                      > paradoksalne- że rozwój form opieki oznacza najczęściej jeszcze
                      > większe uzależnienie dziecka i ograniczenie jego praw”(LEWIN 1990,
                      ? s.49).

                      BO JEST TO PRAWDA I NIC TEGO NIE ZMIENI. Nawet milion lat ewolucji. Dziecko UCZY
                      SIĘ OD NAS. TO JEST CZYSTA KARTA, więc zapisuje w pamięci WSZYSTKO to, co
                      zobaczy. Każde nasze zachowanie zostaje utrwalone w pamięci dziecka, a potem
                      dziecko postępuje tak, jak się nauczyło w dzieciństwie.

                      Nie można dawać praw decyzyjnych dziecku, jeśli ten, kto je wychowuje i daje te
                      prawa, nie jest w pełni dojrzały do tego.


                      Pytanie brzmi: KTO JEST WYSTARCZAJĄCO dojrzały, aby wychowywać dziecko zgodnie z
                      oczekiwaniami społeczeństwa???

                      Powinna być rodzina, ale jak jest, każdy wie.


                      Kto weźmie na siebie odpowiedzialność za zło dokonane przez dziecko, które nie
                      miało odpowiednich wzorców do naśladowania?

                      Dla zainteresowanych polecam lekturę tego, co robią dzieci w Ruandzie, Korei, i
                      wielu innych miejscach na świecie.

                      I proszę o zaprzestanie wypisywania pseudo-psychoanalitycznych bzdur o prawach
                      dziecka do decyzyjności.
                      PAMIĘTAJ - DZIECKO TO TY, ale niedojrzałe i traktujące wszystko naprawdę serio.
                      Jeśli tego nie rozumiesz, to nie powinieneś się zajmować tą tematyką
                      • frankafiranka1 Re: Żartujesz? 16.08.10, 10:27
                        Dziecko nie jest czystą kartą, nie wiem co masz na myśli?
                        Dziecko rodzi się z zestawem cech tak zwanego charakteru, które można do pewnego
                        stopnia kształtować.
                  • gosc_nie_dzielny Re: Żartujesz? 20.07.10, 13:10
                    Gość portalu: fomica napisał(a):
                    > Dziecko w restauracji, dziecko w samolocie, dziecko na weselach i
                    [...]
                    > mnie nie dziwi że może to innym przeszkadzać.

                    Zgadzam sie w calej rozciaglosci.

                    Od paru lat panuje bachorowy terroryzm, dodatkowo wzmagany przez rodzice,
                    ktorzy nie sa w stanie zrozumiec, ze nikt poza nimi nie ma ochoty partycypowac w
                    wychowaniu ich progenitury.
                  • milka1st Re: Żartujesz? 20.07.10, 14:16
                    dodaj do tego jeszcze spotkania ze znajomymi. Nie ma to jak dzieciak
                    nudzący się na takim spotkaniu i co chwila beczący " maaaaamoooooo".
                    Ani nie pogadasz, ani zrelaksujesz. I dla jasności nie mówię o
                    przypadkach kiedy nie ma z kim dzieciaka zostawić. Hitem było dla
                    mnie zabranie przez znajomych 5-latki na parapetówke - mina
                    gospodarzy bezcenna.
                  • lucusia3 Re: Żartujesz? 20.07.10, 15:58
                    Gość portalu: fomica napisał(a):
                    "Dziecko pojawiło się wszędzie w miejscach do niedawna zarezerwowanych dla dorosłych".

                    Tylko w XIX wieku. Wcześniej dzieci nie były zamykane w jakichś szczególnych miejscach, tylko uczestniczyły w normalnym życiu. Wszędzie.Nie były elementem obcym, drażniącym, niepasującym, bo należały do obrazu. W wieku XIX dzieci zostały odcięte od normalnego życia, niby w imię ich dobra. Potem pojawiła się różnego rodzaju filozofia, co zrobić z tymi dziećmi, żeby były normalne.
                    Póki co schizofrenia idzie dalej - narzekacie na "nieprzystosowane", "niesamodzielne" dzieci, a jednocześnie wymagacie izolowania ich od społeczeństwa. Żeby było normalnie wystarczy trochę kindersztuby wpajanej dzieciom i wpojonej dorosłym. Z tym drugim jest stanowczo gorzej i trudno to nadrobić. Zarówno u tych co to dzieci mają, jak i u tych, co im dzieci wyjątkowo przeszkadzają.
          • Gość: kieprze_paczynskic Re: bo żona zamienia się w babę :) IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 18.07.10, 15:41
            Widać, że nie masz dzieci. Dzieci dzielą się na szczęśliwe i czyste.
            • Gość: Właściciel netu Re: bo żona zamienia się w babę :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.10, 15:54
              A to już swoją drogą.
            • gucio712 Re: bo żona zamienia się w babę :) 18.07.10, 17:42
              Gość portalu: kieprze_paczynskic napisał(a):

              > Widać, że nie masz dzieci. Dzieci dzielą się na szczęśliwe i
              czyste.

              nie sądze by Korczak był popularny w tym towarzystwie
            • ramboost Re: bo żona zamienia się w babę :) 15.08.10, 14:50
              Czasem zdarza się, że dziecko jest szczęśliwe, kiedy jest brudne. Właściwie
              nawet często. A w ogóle to zawsze, bo jeśli nienauczone czystości, to mu to
              zwisa na wysokości trawy.
              I co odpowiesz?
      • polubu Re: bo żona zamienia się w babę :) 19.07.10, 06:42
        A mnie się wycina mnie, który udowadnia wam, że dziecko nic was nie
        kosztuje!
      • dzioucha_z_lasu Re: bo żona zamienia się w babę :) 20.07.10, 11:52
        Co to są "fLustraci"??
      • Gość: inka Re: bo żona zamienia się w babę :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.10, 12:19
        ten_co_ma_racje napisał:

        > To piszą albo flustraci nie mogący mieć dzieci, albo ci którzy boją się
        > odpowiedzialności i dlatego nie chcą mieć dzieci,

        A moze nie chca z innych powodow? Po co te stereotypy, ze albo nie moze albo
        egoista. Wiekszosc tych osob ma po prostu inny pomysl na zycie i realizowanie sie.
      • blasphemy Re: bo żona zamienia się w babę :) 20.07.10, 16:27
        > To piszą albo flustraci nie mogący mieć dzieci

        a co to jest "flustrat"? Ten_co_ma_rację?
      • pankrzysiek Re: bo żona zamienia się w babę :) 20.07.10, 16:39
        jednego nie rozumiem
        strach przed odpowiedzialnością?? bo nie chce posiadac rodziny
        no to ja sie zapytam inaczej, po co mi ta odpowiedzialnosc skoro życie jest
        krótkie i nie widze potrzeby posiadania dzieci czy byc w związku z jedną kobietą.

        Napatrzyłem sie na rodziców i za cholere nie widze sie w roli męża a tym
        bardziej ojca bo i po co? ludzie i tak sie rozmnażają na potege wiec dlaczego i
        ja mam przekazywac swoje geny nie widze takiej potrzeby mimo że mam juz 32 lata
        • kretynofil Hihihihihi ;) 20.07.10, 16:48
          We're a generation of men raised by women. I'm wondering if another
          woman is really the answer we need.
    • lernakow Re: Antydziecięca fobia w sieci... 18.07.10, 20:34
      doom_patrol napisał:

      > jeden wyraźny ton:
      > - potęgowanie strachu przed dziećmi.
      >
      Widzisz to, co chcesz widzieć.
      Po pierwsze - krytyka i zjawiska negatywne w mediach sprzedają się
      lepiej. Równie dobrze możesz napisać, że media budują atmosferę
      wrogości wobec transportu kolejowego (spóźnienia, kasowanie
      połączeń), drogowego (dziury, remonty, objazdy), publicznego (płonące
      autobusy) i każdego innego (pijani rowerzyści, piesi na ścieżkach
      rowerowych, metro niebezpieczne dla niewidomych). Czy Gazeta chce nas
      zamknąć w domu? Nie, po prostu nikogo nie interesuje artykuł o
      tramwaju, który przyjechał na czas.
      Tymczasem obok artykułów o singlach i ich życiu są też teksty o
      szczęśliwych rodzicach (ostatnie co mi się przypomina to rodzice
      trójki dzieci, którzy wybierali się na paradę). Ale tego nie widzisz,
      bo szukasz tekstów antydzieciowych i takie właśnie znajdujesz (albo
      podciągasz tekst informacyjny pod propagandowy - bo dzieci są kosztem
      i to jest fakt, a nie odstraszanie).
      • Gość: karbat Re: Antydziecięca fobia w sieci... IP: *.dip.t-dialin.net 19.07.10, 02:53
        stosunek do dzieci jako faktor koszty - spadek , widac najwyrazniej
        po wprowadzonym w XI w, celibacie , przez kosciol katolicki .

        Kasa ksiedza nie moze byc trwoniona na dzieci , rodzine ,
        nie mowiac o problemach spadkowych po ksiedzu ,- kasa ma zostac
        w odpowiedniej kurii .
        • lucusia3 Re: Antydziecięca fobia w sieci... 20.07.10, 16:00
          No wtedy to było wysoce uzasadnione - biskup był panem wielkiego lenna i wiele takich lenn wymknęło się Kościołowi, bo dziedziczyły dzieci, które nie zawsze chciały być biskupami jak tatuś i dziadek.
    • migreniasta Na fobie Afobam 19.07.10, 09:11
      Jeśli kogoś straszą podobne artykuły to powinien się leczyć na
      nerwicę natręctw. Kurację należy rozpocząć natychmiast bo potem
      strach będzie włączyć tv na dobranockę.
    • 33qq Re: Antydziecięca fobia w sieci... 19.07.10, 09:42
      Jakoś tego nie zauważyłem, wręcz przeciwnie, widzę nagonkę medialną na bycie
      rodzicem, co i rusz jakieś artykuły o szczęśliwych rodzinach. Chociaż w
      rzeczywistości bywa różnie. Ale najważniejsza rzecz to to, żeby w życiu kierować
      się własnym sądem a nie jakimiś pierdołami wyczytanymi na stronach czy w
      prasie.Współczuję tym, dla których to, co przeczytali zastępuje myślenie

      :D
    • mjot1 Antydziecięca fobia 19.07.10, 21:06
      forum.gazeta.pl/forum/w,29,75464484,75513202,Moda.html
      Nadal jak krowa trwam przy swoim ;-)
    • adellante12 Re: Antydziecięca fobia w sieci... 20.07.10, 11:07
      Widzisz, przyszło nam życ w kraju o wielkiej poprawnosci politycznej. A
      poprawność polityczna w komunie jaka jest ustrojowo UE nakazuje odgórnie aby
      wiekszość dostosowała się do mniejszości.
      Rodzina jest be- możesz sobie do woli pluć na macierzyństwo, na ojcostwo na
      rodzinę, na ludzi wychowujących dzieci, na szczęśliwe małżeństwa.. Do woli -
      wiekszość ci przyklaśnie ochoczo.
      Nie wolno natomiast pod pozorem napiętnowania publicznego wyrażać się krytycznie o:
      - luźnych związkach z dziećmi
      - zyciu singli
      - związkach homoseksualnych
      - prawie homoseksualistów do małżeństwa i adopcji
      - wychowywaniu dzieci przez homo.

      Dlaczego tak jest? To proste.
      Rodzina a zwłaszcza rodzina pełna (dla niewtajemniczonych - mąż+żona+dzieci)
      powoduje wytworzenie silnych więzi społecznych i emocjonalnych. Te wiezi
      powoduja chęć spędzania czasu, poświecania energii rodzinie, koncentrowanie sie
      na celach i potrzebach rodziny.
      Niestety jest to marnowanie cennych zasobów korporacji które kupują prawa
      własności pracownika.
      Osłabienie tych wiezi powoduje zwiększenie skuteczności wpływu na pracownika i
      pełniejsze wykorzystanie jego potencjału na potrzeby organizacji.
      Stad wzięły się idee organizowania spedów firmowych zwanych imprezami
      integracyjnymi. Tak naprawdę służą one wyłącznie dezintegracji ze środowiskiem w
      którym pracownik przebywa poza organizacją.

      Net jest przepełniony oszołomami, luźmi o IQ oscylującym pomiędzy planktonem a
      tosterem. Wmówiono im ze tutaj sa anonimowi i mogą wyrazić "własne" poglądy
      bezkarnie.. Tak naprawde od wielu lat net wykorzystuje sie do ręcznego
      sterowania szara masą baranów. Wielokrotnie omawiano to na przykładach
      "marketingu szemranego". Wmówiono sporej grupie osobników nie posiadających
      zdolnośći własnej indywidualnej oceny faktów ze dzieci są straszne, matki to
      ragedia, a zona jak ci urodzi to zrobi sie potworem. Oni to powtarzają i
      powtarzać bedą bo słowo napisane ma dla nich moc prawdy objawionej...
      • kretynofil Naprawde tak strasznie sie boisz gejow? 20.07.10, 11:38
        Powiedz mi, czy jak wstajesz rano to masz wrazenie ze jakis gej
        siedzi pod lozkiem i tylko czyha na Ciebie, zeby Cie zlapac i
        przekabacic?

        To mam dla Ciebie przykra wiadomosc - ten gej ktory wszedzie za Toba
        lazi i nie odpuszcza nawet na chwile - to Ty sam.

        Mozesz wrzeszczec, kopac, gryzc i plakac - ale im szybciej zdasz
        sobie z tego sprawe, zaakceptujesz swoja prawdziwa orientacje, tym
        szybciej zaczniesz sie cieszyc wlasnym zyciem zamiast rekompensowac
        sobie wlasne nieszczescie mieszaniem w zyciu innych ludzi...
        • adellante12 Re: Naprawde tak strasznie sie boisz gejow? 20.07.10, 12:13
          zaakceptujesz swoja prawdziwa orientacje

          Naprawdę cie powaliło.... Myslałem że potrafisz samodzielnie mysleć a nie tylko
          Ctrl C ctrlV z papki jaką karmi się ameby...

          Otóż zdaj sobie sprawę że niestety jest różnica ogromna pomiedzy ludźmi o
          orientacji homoseksualnej a pedałami i gejami. Przciwko NORMALNYM osobom nie mam
          nic. Niech sobie sypiają gdzie z kim i jak chcą byle nie było to wbrew prawu.
          Nie toleruje afirmacji gejostwa, nie toleruję oszołomów paradujących w
          obscenicznych strojach, nie toleruję oszołomów dla których ich orientacja
          seksualna jest wyznacznikiem ich wyższości i celem nadrzędnym ich zycia. To
          wszystko.
          • kretynofil A ja dalej podtrzymuje to co napisalem... 20.07.10, 13:05
            > Otóż zdaj sobie sprawę że niestety jest różnica ogromna pomiedzy
            ludźmi o orientacji homoseksualnej a pedałami i gejami.

            Jesli chodzi o tresc (rowniez jelitowa) - nie ma zadnej roznicy.
            Jesli chodzi o forme, roznica dotyczy wydzwieku danego slowa.

            > Nie toleruje afirmacji gejostwa, nie toleruję oszołomów
            paradujących w obscenicznych strojach, nie toleruję oszołomów dla
            których ich orientacja seksualna jest wyznacznikiem ich wyższości i
            celem nadrzędnym ich zycia.

            A znasz takich? Bo ja znam gejow ktorzy na parady nie chodza, ale
            znam tez takich ktorzy przez cale zycie ukrywali sie ze swoja
            orientacja przed rodzina i znajomymi - i nie dziw sie ze po tylu
            latach ukrywania sie i czytania postow takich jak Twoje potrzebuja
            odreagowac.

            Natomiast generalnie nie rozumiem co Ci parady przeszkadzaja? W
            drugim poscie piszesz ze nie znosisz muzulmanskiej holoty (i tu
            pewnie bysmy sie zgodzili) - ale z drugiej strony, rozumujesz tak jak
            oni. Powinienes sobie z nimi reke podac ;)

            Co do obscenicznych ubiorow - zapraszam do Iranu, zaciagnij sie do
            Policji Obyczajowej, bedziesz mogl sobie ganiac "obscenicznie
            ubranych" a od czasu do czasu zgwalcic w majestacie prawa jakas
            kobiete. Lub mezczyzne, skoro o tym mowimy, co jak sadze byloby dla
            Ciebie bardziej atrakcyjne.

            I chociaz jestem hetero i lubie popatrzec na ladne kobiece cialo to
            tez momentami jestem zmeczony wszechobecna golizna - zwlaszcza ze
            rozbieraja sie coraz mlodsze dziewczyny wprowadzajac kolejny poziom
            komplikacji do naszego i tak posranego zycia.

            Oczywiscie, jak rozumiem, Tobie obsceniczna golizna nie przeszkadza
            dopoki dotyczy kobiet - i tutaj ponownie zachowujesz sie jak
            "postepowy muzulmanin" z Francji czy Belgii, ktory meskiej golizny
            nienawidzi tak samo jak damskiej - tylko na ta druga uwielbia sie
            gapic. I, dla porzadku, zlorzeczyc ;)

            No i nie mam pojecia gdzie Ty widzisz ta wynioslosc u gejow (i nie
            tylko) na paradzie?

            Natomiast co do orientacji bedacej sposobem na zycie - to rozumiem ze
            burdele tez bys pozamykal?

            Zapraszamy do Iranu, kolego, zapraszamy ;)
            • Gość: Pewex Re: A ja dalej podtrzymuje to co napisalem... IP: *.chello.pl 20.07.10, 18:39
              bez przesady.

              Seks nie jest najważniejszy w życiu, wbrew temu co mówią media.

              Portale randkowe dla samotnych powstają a te istniejące mają się znakomicie. Jest wielu samotnych hetero bez partnerów bez seksu. Wyobrażasz sobie, że raz do roku spotykają się by pokazać się światu paradując w skórzanych portkach z tęczowymi misiami na koszulkach bo chcą pokazać światu kochających i tęskoniących za seksem i miłością? Bez kitu.

              Jeżeli wysnujesz pogląd o szpitalach to nie wiem jak u Was ale u mnie wchodzę na oddział i nikt mnie nie pyta do kogo idę. Po prostu skoro idę to znaczy że mam potrzebę. Pewnie możnaby to uregulować prawnie i nie mam nic przeciwko związkom partnerskim, w sumie to i mnie parady nie ruszają, ale to żałosne.
              • kretynofil Akurat trafiles kula w plot ;) 20.07.10, 18:59
                Bo samotni i niedoje*ani tez sobie wymyslili dla siebie modnie
                brzmiaca nazwe, czyli "single" ;)

                I tak, oni tez maja swoje spedy.

                Jest jeszcze jedna grupa niedoru...ych (juz lub jeszcze) i oni swoje
                problemy manifestuja co wakacje lazac z facetami w czarnych kieckach
                do takiego miasta co sie czesto chowa.

                > Jeżeli wysnujesz pogląd o szpitalach to nie wiem jak u Was ale u
                mnie wchodzę na oddział i nikt mnie nie pyta do kogo idę.

                I odpukac zebys nie musial - bo na OIOM nigdy nie wejdziesz w ten
                sposob. O stan zdrowia tez nie bedziesz mogl zapytac lekarza.

                Generalnie - poczytaj sobie w czym problem ;)
                • ramboost Re: Akurat trafiles kula w plot ;) 21.07.10, 02:34
                  No tak, ale abstrahując do przedmówcy, to coraz częściej słyszy się określenie:
                  "homofob". Homofob, to taki, który nie akceptuje tych wszystkich tęczowo
                  ubranych, wrzeszczących i agitujących. W sumie, nie wiadomo, za czym. "Homo" w
                  zaciszu osiedlowym, sąsiedzkim, gdy wyglądają jak normalni ludzie, są do
                  zaakceptowania i się ich nie zauważa, ani nie neguje ich prawa do istnienia.
                  Jako choinki z tęczą na dupie - NIE.
                  Moje pytanie brzmi: "KTO obroni mnie przed heterofobami"? Przykład: Szwecja,
                  Holandia.
        • adellante12 Re: Naprawde tak strasznie sie boisz gejow? 20.07.10, 12:20
          a wracajac do twojej logiki...

          Nie toleruje gości w turbanach. Mam swoje osobiste powody do tego by turban nie
          był w stanie sie ze mną minąć na chodniku, nie zmieścimy się w drzwiach czy na
          schodach. Nie zdarza się by był w stanie usiąść ze mną przy stole czy na
          wspólnej imprezie.
          To znaczy że nie akceptuję swojej muzułmańskości???
          Hmmm... Z drugiej strony nie przeszkadzają mi Hinduiści, czy nawet Asyryjczycy....
          Rozumiesz teraz swoje brednie???
          • ramboost Re: Naprawde tak strasznie sie boisz gejow? 21.07.10, 02:35
            Ale Hindusi też noszą turbany...
      • Gość: Anatol Re: Antydziecięca fobia w sieci... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.10, 11:54
        > Nie wolno natomiast pod pozorem napiętnowania publicznego wyrażać się krytyczni
        > e o:
        > - luźnych związkach z dziećmi
        > - zyciu singli
        > - związkach homoseksualnych
        > - prawie homoseksualistów do małżeństwa i adopcji
        > - wychowywaniu dzieci przez homo.
        Głupie to co piszesz.
        Napisz coś pozytywnego nt powyższych, podanych przez Ciebie kwestii a też zostaniesz napiętnowany(a)
        Oczywiście przez zupełnie inne osoby.
        I dzięki bogu.
        Na szczęście mamy wolnośc słowa.
      • Gość: an.i.ka Re: Antydziecięca fobia w sieci... IP: *.md4.pl 20.07.10, 12:19
        adellante12 napisał:
        > Rodzina a zwłaszcza rodzina pełna (dla niewtajemniczonych - mąż+żona+dzieci)
        > powoduje wytworzenie silnych więzi społecznych i emocjonalnych.

        Rodzina pełna to małżeństwo lub małżeństwo + dzieci.
        Rodzina niepełna to taka, a której dziecko wychowuje jedno z rodziców.

        Dla potwierdzenia:
        Współczesna definicja rodziny według M.Jurczaka brzmi: "Rodzina to podstawowa
        komórka wychowawcza, złożona z małżonków lub małżonków i dzieci, także ogół
        krewnych obojga małżonków. Rodzina odgrywa w społeczeństwie doniosłą rolę. W
        rodzinie obowiązuje całkowite równouprawnienie obojga małżonków. Powinni oni
        współdziałać dla dobra i zaspokojenia jej potrzeb. Szczególnie ważnym
        obowiązkiem małżonków jest opieka nad dziećmi i właściwe ich wychowanie".

        Wg Rebera i Szewczuka "rodzinę niepełną, gdy nie ma jednego z rodziców z powodu
        śmierci lub, gdy dziecko jest ze związku pozamałżeńskiego"
      • Gość: tinki Re: Antydziecięca fobia w sieci... IP: *.chello.pl 20.07.10, 13:09
        tak, to jest SPISEK. sprawdź, czy ci kto chipu nie wszczepił.
        tak w ogóle to homoseksualistów wynalazły korporacje. jesteśmy świadkami zbrodniczego eksperymentu na skalę światową...
    • Gość: Kajko Re: Antydziecięca fobia w sieci... IP: *.toya.net.pl 20.07.10, 11:08
      Bzdura - jest trend wręcz odwrotny - promowanie macierzyństwa. Jest multum
      portali dla mam, przyszłych mam, przyszłych niedoszłych itp. Gwiazdy w ciąży
      dumnie się z tym obnoszą, etc. Wręcz zakłamuje się rzeczywistość,która nie
      wygląda właśnie tak różowo, bo: dzieci kosztują i to dużo, problem z pracą może
      być, ciąża i poród to nie bułka z masłem, etc. Ważne, żeby przyszłych
      ewentualnych rodziców oświecić, że życie to nie durny film.
      • adellante12 Re: Antydziecięca fobia w sieci... 20.07.10, 11:19
        A teraz sam przeczytaj co napisałeś. A wyraziłeś własne mysli...
        Nie ma mowy o rodzinie o tradycyjnych wartościach rodziny!!
        Są mamy przyszłe, obecne , gwiazdy itp.... Czas na chwilunie refleksji.

        Jeszcze piętnaście lat temu nikt by nie wpadł na to by rozpatrywać dziecko w
        innym kontekście jak rodzina.

        I zeby nie było nie jestem zadnym kato-radykałem. W ogóle chyba nie jestem
        katolikiem, ja przynajmniej nie czuję związku z tymi gośćmi w czarnych sukienkach.
        • Gość: Anatol Re: Antydziecięca fobia w sieci... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.10, 12:01
          Nie wiem o co Ci chodzi.
          Jakiś frustrat z Ciebie.
          Co złego jest w tym, że są mamy "przyszłe, obecne, gwiazdy..."?
          Chodzi Ci o to, że typowa p. Kowalska w ciąży nie jest bohaterem mediów?
          No, zależy jakich mediów. W jakiejś Gali czy podobnych tego typu pismach może nie jest.
          A w innych jest.
          Co w tym złego?
          I co to znaczy: "Jeszcze piętnaście lat temu nikt by nie wpadł na to by rozpatrywać dziecko w innym kontekście jak rodzina."?
          Możesz wyjaśnić?
          • adellante12 Re: Antydziecięca fobia w sieci... 20.07.10, 12:14
            Mogę wyjaśnić.
            Ale możesz też się wysilić i pomyśleć samodzielnie. Czasem warto się nad czymś
            zastanowić i dojść do własnych wniosków. Comprende?
            • Gość: Anatol Re: Antydziecięca fobia w sieci... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.10, 12:30
              Wiec czemu z tej możliwości nie korzystasz tylko powtarzasz bezmyślnie frazesy i narzekania na dzisiejsze czasy?
              Dla mnie cechą współczesności jest znacznie większa niż kiedyś 20-, 30 lat temu możliwość realizowania się ludzi o zupełnie różnych poglądach i postawach życiowych.
              Rozumiem, że Tobie nie wystarcza, ze możesz żyć jak chcesz.
              Ty jeszcze wściekasz się, że inni nie żyją tak jak Ty chcesz.
              To jedno.
              A drugie to zupełnie skrzywiony u Ciebie odbiór rzeczywistości.
              Ja jeśli miałbym mówić o jakiejś tendencyjności to powiedziałbym raczej o idealizowaniu macierzyństwa, posiadania dzieci w mediach, reklamie, przekazie społecznym, relacjach międzyludzkich.
              A to, że w to idealizowanie to np 70-80% przekazu z jakim się można spotkać na co dzień, a nie na przykład 100% to nie zmienia faktu, ze ciągle jest to przytłaczająca większość.



            • Gość: gośka 15lat temu nie byłi ipodów IP: *.chello.pl 20.07.10, 18:33
              a ta mityczna gloryfikowana przez Ciebie rodzina nie zawsze było tak cudnie
              -poczytaj sobie książki.
    • Gość: andrev Koncerny Agory i ITI kochaja nasze polskie dzieci IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.10, 12:03
      niewątpliwie i z pewnościa.
    • brune Re: Antydziecięca fobia w sieci... 20.07.10, 12:24
      Wolne żarty! Jeśli to czego doświadczasz to antydziecięca fobia to jak nazwiesz
      presję społeczną ( w odróżnieniu od presji naszego kochanego państwa)na
      rozmnażanie? Jak nazwać dosyć powszechne zjawisko w każdej pracy, że ludzie
      bezdzietni są zmuszani do zostawania po godzinach (przecież nie mają obowiązków
      poza)? Dyskryminacją może? A jak to, że sami szczęśliwi rodzice zaślepieni
      wolnym wychowaniem "nie widzą" jak dzieciak dokucza innym.
      To nie jest dziecięca fobia. To zdrowa reakcja tej części społeczeństwa, która
      uważa, że rozmnażanie nie jest wartością najwyższą. Dzieci natomiast, takie
      niezwykłe kiedy są małe, zadziwiająco szybko i łatwo przeistaczają się w
      zwykłych, ziejących nienawiścią obywateli tego smutnego kraju.
      Rozumiem instynkt, który pcha ,kobiety zwłaszcza, do posiadania potomstwa. Nie
      rozumiem jednak tego instynktu, który potępia bezdzietnych.
      Kretynofil - zgadzam się z Tobą i cieszę, że są jeszcze tacy jak Ty.

    • Gość: ZaplutaBobrzaMenda Re: Antydziecięca fobia w sieci... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.10, 12:26
      To jest świadome działanie wiadomych służb i środowisk, mające na celu
      wynarodowienie Polski.


      > "Nigdy nie zatrudnię kobiety, która może mieć dziecko" ( to o jakimś psychopaty
      > cznym pracodawcy)


      To tylko reakcja na obowiązujące przepisy.
      • xseoer Re: Antydziecięca fobia w sieci... 23.07.10, 04:53
        Zgadzam się z Tobą
        __________________
        ghd cheap ghd ghd hair straighteners
    • Gość: kalia Ciekawe, ale widze cos odwrotnego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.10, 12:42
      Moze to zalezy od tego czy sie ma dzieci czy nie, ale ja mam dokladnie odwrotne
      wrazenia. Nie mam dzieci (i nie zamierzam) i zewszad atakuje mnie niemalze nakaz
      rozmnazania sie, komentarze jakie to wspaniale, teksty o gwarancji opieki na
      starosc (o naiwni) bla bla bla. Do tego ciagle pytania "zyczliwych" o to, kiedy
      w koncu...Dodatkowo kazdy wie "lepiej" ode mnie jakie sa powody bezdzietnosci -
      lituja sie, ze widocznie biedaczka nie moze albo ganią, ze wstretna, samolubna
      egoistka. Na nic innego nie wpadna, sami specjalisci z bozej łaski. Chwilami mam
      ochote wytrzelac to towarzystwo - pcha sie w cudze sprawy i narzuca "jedynie
      sluszny" poglad, ze kazdy ma zyc tak, jak oni. Jak widac odczucia moga byc
      rozne. Autorka watku widzi antydziecieca fobie, ja meczacy przymus prokreacji i
      upierdliwych ludzi nie dajacych mi prawa do zycia jak chce. A przytoczone
      artykuly np. o kosztach maja jak na moj gust funkcje informacyjna. Zbyt wiele
      osob wyznaje poglad "Bog dal dzieci to da i na dzieci". Nie, samo sie nie
      zrobi-dziecko jest pewnego rodzaju inwestycja, trzeba je utrzymac, wypadaloby
      wyksztalcic i dac jakis start w zyciu. Machniecie na to reka to dopiero
      nieodpowiedzialnosc i egoizm, rzekomo samolubni bezdzietni to sie schowac moga
      przy niektorych rodzicach. Trzeba miec swiadomosc wydatkow i trudow, jak juz sie
      ktos na dziecko decyduje.
      • lucusia3 Re: Ciekawe, ale widze cos odwrotnego 20.07.10, 16:21
        Kalia ma prawo nie chcieć dzieci - jej wybór. Irytują mnie tylko takie "odpowiedzialności", "trudy", "przymusy". Ja mam dwójkę dzieci, odchowanych, edukujących się pierwszoligowo i zawsze mnie zastanawiało gdzie te trudy, o których słyszałam od początku pierwszej ciąży.
        Ciąże przeżyła nieodpowiedzialnie, bo nie cierpiałam, nie chodziłam na różne terapie i treningi. Robiłam to co wcześniej i chodziłam troszkę częściej niż zwykle do lekarza. Tyle.Fakt pierwsze miesiące nie należą do lekkich, ale budowa domu czy założenie firmy też do takich nie należały. Ani w pierwszym przypadku, ani w innych nie potrzebne mi były grupy wsparcia ani terapie. Dzieci mojego rozwoju jakoś nie ograniczały, być może po prostu nie przyszło mi do głowy, że mogą. Fakt, wielbicielką imprez do rana i dzikich wypadów na Ibizę nie jestem, więc mi było może łatwiej. W doktoracie nie przeszkadzają. W normalnym życiu towarzyskim i kulturalnym też.
        Kosztowo dzieci zaczęło być widać, jak podrosły. A ciążą mi dopiero jako nastolatki (Jeżu, jak można tyle jeść i dlaczego buty rozmiar 47 są takie drogie?!), ale teraz to ja już jestem jako tako ustabilizowana finansowo, więc na buty i jeszcze na urlop mi starczy.
        Choć nie wiem, czy to nie wychodzi taniej paść te nasze dzieci, niż wymieniać co 2 lata modele samochodów na nowsze, nawet jeśli poprzednie się nie psują.
        Dla mnie dzieci to chciany element życia, ani centrum, ani margines.Obok męża, pracy, znajomych, rodziców, torebek Burberry, ciekawych książek. Owszem zabierają mi mój czas i moje pieniądze, ale bez nich czegoś by mi brakowało.
        • kretynofil Spokojnie ;) 20.07.10, 16:34
          > Kalia ma prawo nie chcieć dzieci - jej wybór. Irytują mnie tylko
          takie "odpowiedzialności", "trudy", "przymusy".

          Ale to jest odpowiedzialnosc. Nic w tym pejoratywnego.

          A trudy i przymusy? Jakbys nie chciala, z dziecmi jest trudniej i
          trzeba isc na kompromisy - nie znaczy to od razu ze jest jakas
          katastrofa czy cos - ale jest to o iles trudniejsze. Tak jak troche
          trudniej jest zyc z druga osoba niz samemu. Nie mowie ze gorzej - ale
          trudniej. Trzeba jednak brac poprawke na potrzeby drugiego czlowieka.

          Druga sprawa to to ze Tobie wydaje sie to byc niezbyt trudne i
          niezbyt obciazajace - ale patrzysz na to z perspektywy czegos
          dokonanego. Dla kogos kto ma przed soba nieprzespane noce, zabkowanie
          i caly ten kram - wyglada to znacznie straszniej.

          No i ludzie maja rozne potrzeby, rozne ambicje. Jesli ktos chce zeby
          jego dziecko bylo zawsze najlepsze a urodzi sie matol - to bedzie
          orka i jesien sredniowiecza...

          Dla mnie najwieksza przeszkoda byloby to ze nie moglbym sie
          przeprowadzac co trzy lata - i albo bym zafundowal dziecku dysfunkcje
          spoleczne (bo generalnie jestem anty, do tego jeszcze te
          przeprowadzki) albo bym zdziadzial siedzac na dupie...
          • lucusia3 Re: Spokojnie ;) 20.07.10, 16:56
            Sorry, ale klasyczne zakończenie projektu to nieprzespane noce, brak jedzenia, praca 22 godziny na dobę.I ogromy stres. Ząbkowanie zabierało średnio 2-3 noce (średnio, bo sztuka 1 miała kłopoty parę dni, sztuka 2 w ogóle nie miała kłopotów). Naprawdę zawala się więcej nocy przy robocie,niż przy dzieciach. Tyle, że są różne prace. Jak ktoś pracuje 8-16 a siedzenie do 17.30 to ogromne nadgodziny, to rzeczywiście ząbkowanie i zaziębienie dziecka to traumatyczne doświadczenia.
            Być może życie przyzwyczaiło mnie do nieregularności, konieczności szybkiej asymilacji do nowych warunków, więc dzieci, mąż i częste przeprowadzki (średnio co 3 lata ;D) jakoś mi nie przeszkadzały, a może wręcz przeciwnie - mnóstwo przyjaciół zyskałam poprzez dzieci.Także zyskałam świadomość, że MY czy DOM, to nie jakiś budynek, czy miejsce, ale współpraca i wzajemna sympatia, a także więzy niekoniecznie ograniczane zwyczajowymi normami.
      • oldtimer333 Re: Ciekawe, ale widze cos odwrotnego 26.07.10, 23:11
        A może jest to dla niektórych jakiś sens życia .Może marzenie o tym
        że samemu jeszcze raz się będzie żyło?
    • iamhier Re: Antydziecięca fobia w sieci... 20.07.10, 12:50
      NA INTERNECIE TĘPI SIĘ BEZDZIETNYCH I SINGLI!

      A te prowokacje piszę ci,którzy poprzez lans na rodzinę i dzieci
      chcą osiągnąć coś na lewo.
    • gosc_nie_dzielny Re: Antydziecięca fobia w sieci... 20.07.10, 13:07
      doom_patrol napisał:

      > I nie chodzi o to, że dzieci są kosztowne i wkurzające czasem,
      > chodzi o to, że prawie nigdy nie pokazuje się ojcostwa,
      > macierzyństwa i rodziny dzieciatej jako czegos wartego
      > pozytywnego naświetlenia.

      Nie zartuj... Bachorowa propaganda bombarduje ze wszystkich stron - z reklam (w
      co drugiej musi pojawic sie bachor, albo "szczesliwa" rodzina), z ust politykow
      (klaniaja sie zwierzeta futrekowe vs. wasaci ojcowie), z mainstreamowych
      seriali. Na gazeta.pl co drugi dzien pojawiaja sie jakies absurdalne porady dla
      mlodych matek etc.

      Dobrze, ze wreszcie ktos przedstawia sprawe z drugiej strony - bachorowe bagno
      to koszty i radykalne ograniczenie wlasnych mozliwosci, ambicji i swobody - na
      lata, a najczesciej na zawsze. Nalezy miec tego swiadomosc i budowac taka
      swiadomosc w spoleczenstwie - dzieki temu mniej bedzie nieszczesliwych rodzin,
      ktore bezwiednie ulegly naciskom spolecznym i medialnym, a teraz nie maja zadnej
      mozliwosci wyrwania sie ze schematu.
      • iamhier Re: Antydziecięca fobia w sieci... 20.07.10, 15:33
        do gosc-nie-dzielny-ale to sfrustrowane towarzycho żałuje innym
        dzieci gdy tylko zobaczy ,ze cokolwiek osiagnelo lub moze osiagnac i
        wspierajac sie wzajemnie chce zagarnac cos co im sie zawodowo nie
        nalezy....No,w koncu jakas samoswiadomosc i sprawiedliwosc musi byc.

        -samotne mamusie
        -mamusie wczesne
        -chcę kariere bo duzo dzieci mam etc,etc...choc g....sie znam...
      • ramboost Re: Antydziecięca fobia w sieci... 21.07.10, 02:48
        Koszy kosztami, a Natura jakoś musi sobie radzić z singlami, homo i innymi
        wrogami ewolucji. Stąd te wszystkie frustracje ludzi, którzy dorabiają się
        czegoś, żyją w stylu hedonistycznym i nie chcą się dzielić ze swoim potencjalnym
        potomstwem wolnością, do której przywykli jako owoce wychowania bezstresowego.
    • szurum.burum Re: Antydziecięca fobia w sieci... 20.07.10, 13:27
      Chyba na odwrót. Przykłady - bardzo proszę. Wejdź na babski Wizaż.pl a a tam.
      ABC karmienia, ciąża, staraczki (sweet jesus), małe dzieci itd itp. Tak samo,
      bardzo silne lobby e-mam na gazeta.pl

      Dla singli to może sympatia.pl i inne takie. A już dla tych co nie mają dzieci,
      bo tego chcą to tylko forum społeczeństwo.

      Ja lubię dzieci ale tylko blondynki, w ślicznych ubrankach, ciche, grzeczne i
      słodkie. Nie lubię natomiast dzieci z gilami, wrzeszczących, zaniedbanych, bez
      zębów, głupawych. Tak samo mam z dorosłymi, tylko blondynki, w ślicznych
      ubrankach, ciche, grzeczne i słodkie. Zapuszczonym, durnym i wygadanym mówię
      stanowcze nie.
      A swoją drogą, gdyby kobietom pozwolić odciąć się od dzieci na czas pracy,
      zorganizować żłobki z prawdziwego zdarzenia, przedszkola i cywilizowany system
      nianiek to by dzietność była większa. Matki wiedziałyby, że nie muszą za każdym
      razem lecieć na zwolnienie bo dziecko kataru dostało, zarabiałyby na te nianie i
      przedszkola, same miałyby więcej czasu na zabawę z dzieckiem i obserwowanie jego
      rozwoju, a nie tylko dać jeść, dupę podetrzeć, prasować, prać na okrągło. I to
      wszystko.

    • easz Re: Antydziecięca fobia w sieci... 20.07.10, 14:25
      A tam, taka nagonka medialna to na wszystko jest - podaj temat, to
      też Ci znajdę kilka tytułów i artykułów, które się przez główną
      nawet przefajczyło i coś tam miało potęgować, w tym strach lub
      pożądanie 'musisz mieć' zwłaszcza często. Dziennikarstwo
      sensacyjne
      , pff.

      A w temacie - kilka razy widziałam kątem oka w tv bardzo wqwiającą
      reklamę prorodzinną niby, że trza ratować system emerytalny i mieć
      dzieci (dwa grzyby w barszcz he he). Wkurzający jest sam ton
      tej reklamy, bo coś mi tak jedzie w kierunku, że to, że się nie
      chce/nie może mieć dzieci lub jeszcze ich mieć, to egozim i
      strzelanie sobie w stopę z powodu przyszłego braku mamony i
      rozkładania systemu.
      Sądząc po tym jak wysoka będzie moja emerytura, jeśli w ogóle
      będzie, to wali mnie ta "argumentacja" i tak. A w ogóle mnie wali,
      bo nie ma się dzieci dla systemu. A jeszcze mnie wali, bo skoro
      ktoś myśli, że cała polityka prorodzinna, czy prorównościowa to
      taka reklamka i styknie, to zmarnowana kasa i ...niech się wali!

      Bardziej wqwiał mnie tylko spot, który kiedyś chodził w temacie a
      robił z ludzi bezdzietnych pustych materialistów, którzy gonią za
      nowymi odkurzaczami np. a rozmnażać się nie chcą i udają, że nie
      mogą, bo ich niby to nie stać. No to niektórych naprawdę nie stać:/
      A inni nie chcą, a inni nie mogą, a jeszcze inni jeszcze co innego
      i - wara:)

      Pasuje..?
      • milka1st Re: Antydziecięca fobia w sieci... 20.07.10, 15:03
        za te reklamówki ktoś powinien beknąć ! To jest wyrzucanie kasy
        przez osoby kompletnie nie rozeznane w temacie- dajcie żłobki,
        przedszkola, prezepisy ułatwiające powrót do pracy, edukujcie
        pracodawców że zatrudnianie młodych dziewczyn to nie tylko ryzyko że
        zaraz znikną na macierzyńskim . To jest przede wszystkim
        upokarzające i bardzo, ale to bardzo krzywdzące dla osób które
        bardzo chca a z jakiegos powodu nadal dzieci nie mają. Nie dośc że
        przezywaja to bardzo dramatycznie , co miesiąc czujac sie jakby ktos
        im umierał, to jeszcze czuja na plecach oddech dulszczyzny i
        katolicką nagonkę. Osobom które wyprodukowały i zaakceptowały tę
        reklamówkę sugeruję aby ich pociechy podpisały deklarację że na
        starość będa swoich rodziców podcierać i karmić, skoro z tego powodu
        mają dzieci.
    • sonix24 Re: Antydziecięca fobia w sieci... 20.07.10, 14:26
      Ale o co ci kobieto chodzi? Jak chcesz to sobie rodź te dzieci. Czy ktoś ci
      broni. Nie? To dowiedz się że każdy może mieć swoje zdanie, tyle że ciebie boli
      chyba, że to zdanie jest inne niż twoje, ale to już jest problem twój i twojego
      psychiatry
      doom_patrol napisał:

      > I nie chodzi o to, że dzieci są kosztowne i wkurzające czasem, chodzi o to, że
      > prawie nigdy nie pokazuje się ojcostwa, macierzyństwa i rodziny dzieciatej jako
      > czegos wartego pozytywnego naświetlenia.
      >
      > Nie wiem, komu tak bardzo przeszkadzają dzieci, ale sygnały o wadach normalnej
      > rodziny, jej minusach i kosztach, jakie muszą po
      > ują w przerażającym stopniu...
    • lavinka Re: Antydziecięca fobia w sieci... 20.07.10, 14:33
      Dziecko kosztuje, tak samo jak kosztuje kanarek, świnka morska czy
      pies. Tylko trochę więcej. Także nie uważam informacji o koszcie
      dziecka za straszenie, to normalna konsekwencja, której (prawie)
      każdy rodzic jest swiadomy. Bardziej straszeniem nazwałabym
      pokazywanie rozstępów i gadanie o tym, jak to źle się dzieje między
      matką i ojcem w łóżku - gdy pojawia się potomek :)
      • gonia_29 bo u niektórych xle się dzieje. 20.07.10, 17:37
        to, że akurat Tobie nie/WAm to pół biedy. Nie widzę niczego dziwnego/złego w
        rozmaitych art. najważniejsze to mieć różne możliwości wyboru/pkt widzenia a nie
        decydować się na dziecko bo tak trzeba
        wypada
        bo to ten czas
        po co komuś KTO nie chce dziecko/dzieci? Lepszy od tego nie będzie jeśli
        wszystko w nim będzie krzyczeć na cholerę mi to było!
        • lavinka Re: bo u niektórych xle się dzieje. 20.07.10, 18:19
          Ale zobacz jak wielu ludzi podejmuje swoje życiowe wybory pod wpływem
          tego co przeczyta w mediach. Choćby to sławne zrzucanie zbędnych
          kilogramów na wiosnę....
    • Gość: John Galt Jestem mezczyzna IP: *.nwrknj.fios.verizon.net 20.07.10, 15:07
      Jestem mezczyzna, i bachory mi sa do szczescia kompletnie niepotrzebne. Chce
      kobiety/kochanki/dziewczyny, nie chce matki paprajacej sie w zasranych
      pieluchach dzien i noc. Innym taki styl zycia moze odpowiadac - ja osobiscie
      nie lubie sie meczyc (poza silownia oczywiscie).
      • aneta-skarpeta Re: Jestem mezczyzna 20.07.10, 17:13
        na szczescie nie ma przymusu posiadania dzieci, a jesli ktos
        nagabuje na dzieci? trza sie uczyc asertywnosci..oczywiście:)
      • Gość: rodzic produkcja dzieci? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.10, 17:27
        Jak daleko mamy do społeczeństwa, w którym po sztucznym zapłodnieniu
        wynajmuje się surogatkę? Chyba coraz bliżej :)
        • iamhier Re: produkcja dzieci? 20.07.10, 21:10
          do rodzic-gdybym chciala swoja uszczuplic swoja kase,od razu bym
          wynajela surogatke ,od razu!!Zreszta zastanawialam sie nad
          tym....Czy dalabym swoje komóry jajowe dla pana x czy
          y.Oddalabym.Wowczas dzieci rodzilyby sie kochane,a nie dlatego,ze
          jakas pani nie ma pomyslu na zycie i wielka lache robi ,ze rodzi
          dziecko...Tu sytuacja sie zmienia.....

          Idealne rozmnażanie jak dla mnie.Skupilabym sie wreszcie na tym co
          trzeba.Czyli zarabianiu i wychowaniu!!!!!Heheheheh.....
          • iamhier Re: produkcja dzieci? 20.07.10, 21:12
            To byla optymalna sytuacja wybrac sobie pana na dawce
            genow.najlepszego pod kazdym wzgledem....

            Ciekawe czy nasze wybory zyciowe pokrywalaby sie z tym,czego tak
            naprawde bysmy chcieli i z kim....Sadze,ze nie....
          • ramboost Re: produkcja dzieci? 21.07.10, 02:53
            > jakas pani nie ma pomyslu na zycie i wielka lache robi ,ze rodzi
            > dziecko...Tu sytuacja sie zmienia.....

            Wielka lache robi...???

      • gola.baba Re: Jestem mezczyzna 20.07.10, 20:57
        To zmień miejsce zamieszkania, bo w dzieciocentrycznej Ameryce
        trudno będzie taką znaleźć.
        • Gość: John Galt Re: Jestem mezczyzna IP: *.nwrknj.fios.verizon.net 20.07.10, 21:09
          > To zmień miejsce zamieszkania, bo w dzieciocentrycznej Ameryce
          > trudno będzie taką znaleźć.

          Problemow nie ma, bo rozmnazaja sie glownie mniejszosci. Biali maja najnizszy
          odsetek urodzen. Ilosc bachorow w domu jest zazwyczaj odwrotnie proporcjonalna
          do wyksztalcenia...
    • antekcwaniak Mnie denerwują dzieci...!!! 20.07.10, 15:20
      Mnie denerwują dzieci. A jeszcze bardziej denerwuje mnie coś odwrotnego niż to
      co piszesz. Wkurza mnie ciągłe marudzenie o dzieciach. Ciągłe smęcenie o tym
      jakie dzieci są cudowne i że trzeba je mieć. Dzieci są wszędzie. Wszędzie
      reklamy produktów dla dzieci i mam. Aż rzygać się chce od tego wszystkiego. Nikt
      nie szanuje tego, że ktoś może nie chcieć dzieci. Albo ich po prostu mieć nie
      może. Więc nie chrzań proszę o tym, że wszędzie zniechęca się do dzieci. Nastała
      moda na bachora !!! I to właśnie jest fobia na dzieci !!!
      • iamhier Re: Mnie denerwują dzieci...!!! 20.07.10, 15:37
        bo tylko dzieci z patologicznych rodzin wielodzietnych z problemem
        narkotykowym dostaja dobre praca,stanowiska etc.oraz ich zony,,,Taki
        trend w TV i public relation.
      • aneta-skarpeta Re: Mnie denerwują dzieci...!!! 20.07.10, 17:07
        jak nie bedzie "fobii na dzieci" ( cokolwiek to znaczy) to za pare
        ładnych lat bedzie duzy problem

        i tak rodzimy dzieci coraz pozniej, coraz mniej

        a ze jest duzo reklam. dziwisz się? wielu mlodych rodzicow jest
        zamoznych, poza tym jest to dobry grunt do wciskania produktów

        mnie denrwuja najbardziej reklamy srodkow czystosci etc i internetu
        oraz banków- ale widocznie takie sa potrzeby rynku

        mnie np denerwuje psia mania. piesek jest traktowany jak dziecko-
        zaspokaja insynkt macierzysnki, a nie wymaga az tyle co dziecko. tez
        mozna go stroic, wszedzie zabierac i sie nim chwalic i tez wiele
        osob calymi dniami i godzinami opowiada o swoim piesku, pupilku

        generalnie trzeba sie wyluzowac
        • Gość: Pewex Re: Mnie denerwują dzieci...!!! IP: *.chello.pl 20.07.10, 18:59
          i dlatego że system emerytalny jest zj**bany u podstaw to społeczeństwo wbrew sobie ma się mnożyć tak? No świetne odpowiedzialne, czułe, troskliwe, pełne spokoju i miłe dla innych społeczeństwo wyjdzie...brawo...bo system.

          Jakby tak dobrze policzyć, co zresztą chyba gazeta kiedyś zrobiła to koszt dziecka po studiach to jakiś tani bo tani ale Maybach. No przepraszam bardzo, ale jeżeli ja to sobie odłoże w banku i jeżeli to będzie nawet nie cały ale pół Maybacha to ja mam taką emeryturę, że ja systemowi mówię "nie dziękuję mam swoje".
          • aneta-skarpeta Re: Mnie denerwują dzieci...!!! 21.07.10, 09:16
            > Jakby tak dobrze policzyć, co zresztą chyba gazeta kiedyś zrobiła
            to koszt dzie
            > cka po studiach to jakiś tani bo tani ale Maybach. No przepraszam
            bardzo, ale j
            > eżeli ja to sobie odłoże w banku i jeżeli to będzie nawet nie cały
            ale pół Mayb
            > acha to ja mam taką emeryturę, że ja systemowi mówię "nie dziękuję
            mam swoje".

            ale wiekszośc ludzi nie ma dzieci bo to zapewnienie emerytury,
            opieki etc tylko dla potrzeby kochania, wychowania, spedzania czasu
            z dzieckiem
            jakbym wszystko przeliczała na emeryture, albo na "ile bym
            zaoszczedzila" to bym polowy rzeczy w domu i w szafie nie miała

            poza tym wbrew pozorom, z doswiadczenia wiem, ze wychowanie 8 latka
            nie kosztuje 2 tys miesiecznie tylko sporo mniej- nie odejmujac mu
            od ust:)

            a jesli chodzi o system to mamy taki a nie inny- i niestety szybko
            nic z tym nikt nic nie zrobi i trzeba w tej rzeczywistosci jakos zyc
            • Gość: Pewex Re: Mnie denerwują dzieci...!!! IP: *.chello.pl 21.07.10, 10:53
              nie wiem nie znam się, nie orientuję...zarobiony jestem ;) nie wiem ile dziecko kosztuje, ale wiem że mnie nie stać. Nie lubię półśrodków więc albo mam na wszystko co dziś lubię i dziecko albo rezygnuję z dziecka. Jakoś zresztą nie odczuwam zwierzęcych instykntków do rozrodu. Świat jest przeludniony a ciągotki by roznosić swoje geney nie występują u mnie.
        • teyoo Re: Mnie denerwują dzieci...!!! 21.07.10, 10:17
          aneta-skarpeta napisała:

          > jak nie bedzie "fobii na dzieci" ( cokolwiek to znaczy) to za pare
          > ładnych lat bedzie duzy problem


          Z czym? Że będzie mniej ludzi. To dobrze, i tak jest ich za dużo.

          > i tak rodzimy dzieci coraz pozniej, coraz mniej

          No i OK. A jeśli masz na myśli krach ZUSu, to.. no cóż, współczuję ci. Czego? Tego, że potrzebę rozmnożenia motywujesz głupio skonstruowanym systemem emerytalnym.

          problemem to raczej jest nadmierna ilość ludzi na całym świecie.. a wy ubolewacie, że "za mało urodzeń".. dobre.
    • Gość: pinia Re: Antydziecięca fobia w sieci... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.10, 16:02
      Rozmawiałam kiedyś z pewną znajomą. Dziewczyna nie darzy dzieci
      sympatią. Powodem tego jest porównanie własnego dzieciństwa z
      dzieciństwem dzisiejszych kilkulatków. I tak obecnie dziecka nie
      można tknąć, zabawek, ubrań i innych gadżetów ma pod dostatkiem.
      kilka dekad wcześniej dziecko mogło dostać tęgie lanie, oberwać po
      uchu od nauczyciela. Decyzje o ubraniu, zabawkach podejmowali za nie
      rodzice. O gadżetach nuie było mowy. W końcu przed dzieckiem jest
      całe zycie, a przed osobami pod 30 zaledwie dzieści lat.
      • aneta-skarpeta Re: Antydziecięca fobia w sieci... 20.07.10, 17:12
        ja u swojego syna nie stosuje kar cielesnych. nie dlatego ze jest
        nietykalne i nie powinno sie stresowac. po prostu jest to
        nieskuteczne

        bardziej go stresuje fakt, ze moze nie dostac batona/ obejrzec
        bajki/ wyjsc na dwor

        poza tym uwazam ( obiektywnie) ze dziecko mam grzeczne i fajne:P

        sama, choc to bylo dawno bylam wychowywana w ten sam sposób i uwazam
        ze jest skuteczny
        • ramboost Re: Antydziecięca fobia w sieci... 21.07.10, 02:56
          Dokładnie, jak z moimi dziećmi. Brak batonika, czy bajki to zdecydowanie lepszy
          argument.
    • Gość: Hamerykanin Dlaczego nie chce bachora (video) IP: *.nwrknj.fios.verizon.net 20.07.10, 16:10
      www.youtube.com/watch?v=nojWJ6-XmeQ
      • aneta-skarpeta Re: Dlaczego nie chce bachora (video) 20.07.10, 17:09
        uwielbiam ta reklamę:)

        mało, że ukazuje zło w czystej postaci w postaci słodkiego chłopca
        to pokazuje nieporadnosc doroslego czlowieka wzgledem 6-7 latka

        jest to powszechne, ze dziecko 3-6 letnie okazuje sie cwansze,
        madrzejsze, sprytniejsze niz jego rodzic..ale to nie wina dzieci, ze
        rodzice wychowac sobie nie potrafia
    • Gość: mja-15 Założenia z czuba są błędne. Filozofia posiadania IP: 199.67.203.* 20.07.10, 16:19
      dzieci powinna z góry przedstawiać, iż wiąże się to z rezygnacją
      bądź ograniczeniem hobby, przyjemności, wolnego czasu itp. itd. Nie
      będę się powtarzać. A tymczasem, co widzimy w prasie, telewizji...
      Dziecko jest super, a jego rodzice w tym czasie nie tylko będą każdą
      wolną chwilę spędzać z dzieckiem, ale też pracować, kończyć kolejne
      fakultety, zwiedzać świat, spotykać się z przyjaciółmi i robić wiele
      innych rzeczy. I oczywiście mieć szczęśliwą rodzinę i super
      wychowane, samodzielne dziecko. A życie, jak życie. Gdyby doba miała
      60 godzin, to może nawet wszystko udałoby się zrobić. Ludzie
      omamieni możliwością posiadania dziecka i spędzania życia jak
      dotychczas zderzają się nagle z rzeczywistością. Jak to, przecież
      miało być tak lekko, łatqo i przyjemnie. Na wszystko miał być czas.
      A go nie ma. I popadają we frustrację. Pokazują gwiazki, które w
      tydzień po porodzie znów mają figury modelek, a "normalna" matka
      przez rok nie może dojść do figury. I zaczyna myśleć: DLACZEGO NIKT
      NAM NIE POWIEDZIAŁ PRAWDY, CO TO ZNACZY MIEĆ DZIECKO!!! O dzieciach
      albo mówi się źle, albo idealizuje się szczęśliwe rodzinki jak z
      obrazka. Jak potem rodzice mają wtłoczyć się w ten obrazek, gdy jego
      ramy są za wąskie i w niewłaściwym kolorze?!
      • Gość: John Galt Dokladnie IP: *.nwrknj.fios.verizon.net 20.07.10, 16:24
        Kompletnie zgadzam sie z powyzszym postem.
      • aneta-skarpeta Re: Założenia z czuba są błędne. Filozofia posiad 20.07.10, 16:56
        jakby ludzie znali prawde o posiadaniu dzieci to by nikt dzieci nie
        miał;)



        wszystko jest kwestia podejscia do zycia, jak sie chce to dziecku
        nie przeszkodzi w hobby, w zyciu towarzyskim etc

        i nie ma co za bardzo sluchac telewizji;)
      • the_rapist To wszystko prawda 20.07.10, 20:59
        Problem polega na tym, ze ja to wiem nie posiadajac dzieci. Wystarcza mi wizyty u dzieciatych znajomych oraz ogolna obserwacja swiata za pomoca zmyslow danych mi przez nature. Niektorzy musza zostac ojcem/matka, czesto kilkakrotnie zeby dojsc do podobnych wnioskow. Instynkt przekazywania genow jest ta "zwierzeca" strona czlowieka i nie nalezy sie tego wstydzic. Nalezy decyzje o posiadaniu dzieci skonfrontowac z realnymi mozliwosciami ich wychowania. Zdecydowanie nie popieram rodziciw dwanasciorga mowiacych, ze "bog dal dzieci to da i na dzieci".
        • ramboost Re: To wszystko prawda 21.07.10, 03:03
          Stąd się bierze ujemny przyrost naturalny w społeczeństwach bogatych.

          Ale, jak poczujecie potrzebę posiadania dzieci - to zrozumiecie.
          A tak nawiasem, Podobno ludzie z uszkodzonymi genami czują mniejszą potrzebę
          posiadania dzieci, a zapach potencjalnego, nieodpowiedniego partnera/partnerki
          odpycha.
        • kotek.filemon Re: To wszystko prawda 22.07.10, 22:57
          the_rapist napisał:

          > Problem polega na tym, ze ja to wiem nie posiadajac dzieci. Wystarcza mi wizyty
          > u dzieciatych znajomych oraz ogolna obserwacja swiata za pomoca zmyslow danych
          > mi przez nature.

          Hehehe, tu na forum pierwszą odpowiedzią jest zazwyczaj "A co ty możesz o tym wiedzieć". Tak jakby wiedza o urokach posiadania bachora była wyłączona z praw rządzących całą resztą ludzkiej wiedzy...
          • ramboost Re: To wszystko prawda 15.08.10, 15:22
            > Hehehe, tu na forum pierwszą odpowiedzią jest zazwyczaj "A co ty możesz o tym w
            > iedzieć". Tak jakby wiedza o urokach posiadania bachora była wyłączona z praw r
            > ządzących całą resztą ludzkiej wiedzy...
            >


            Ty chyba nie masz tego problemu???
      • iamhier Re: Założenia z czuba są błędne. Filozofia posiad 20.07.10, 21:05
        domja-amen!
    • gonia_29 Raczej odwrotnie 20.07.10, 17:20
      Poza tym pisanie w innym tonie niż słodko-pierdzącym tez jest dobre. Byłoby
      nudne gdyby tylko w jedną mańkę wszystko szło. Raczej przedstawia się wszystko w
      cukierkowych słowach/kolorach a potem co poniektórzy mają problemy. Takie art.
      to pół biedy warto by było przedstawiać rzecz bez zdrobnień/wydziwiania -a to
      już nie wygląda różowo. Takie art. jeśli Cię drażnią są raczej sporadycznie
      przedstawiane/pisane ale ponieważ właśnie nie dominują to co poniektórym wydają
      się wszechobecne. Niektórzy też mogą uznać temat za kontrowersyjny itp.
      Ci co chcą/muszą {brak pieniędzy na aborcję, decyzja, że się urodzi bo się
      zobaczy etc.} i tak te dzieci będą mieli posty/artykuły nie działają
      antykoncepcyjnie więc czym się martwisz?
      • gonia_29 to było do doom_patrola 20.07.10, 17:23
    • Gość: Khykhy Re: Antydziecięca fobia w sieci... IP: *.home.aster.pl 20.07.10, 18:55
      Oj tam. Poczytaj sobie komentarze pod tymi postami. Nie lubisz dzieci - żeś
      wypaczony, nie chcesz mieć dzieci - egoista. Jakby pozastawianie własnych
      genów/czegoś po sobie czy hodowanie podawacza szklanki z wodą nie było
      egoistyczne :> A poza tym gdzie tu w przytoczonych wątkach potęgowanie strachu ?
      > "Ile kosztuje dziecko? Już zanim się urodzi około 2000 złotych"
      A przepraszam dziecko nie kosztuje pieniędzy i czasu? Są biedni z pięciorgiem,
      ale płaczą żeby państwo dało, bo im nie starcza. Są kobiety, które usuwają, bo
      nie mają za co utrzymać. Samotne matki żądają alimentów. TAK TRZEBA MIEĆ JAKIEŚ
      FUNDUSZE. I to nie straszenie, ale zwykły rozsądek.
      >"Marzę o osiedlu, na którym nie byłoby dzieci." (forum)
      Ot mizantropka swoje zdanie wygłosiła. Nie lubi wrzasku bachorów, bo ich się
      boi, ta na pewno. Żeby nie było też nie lubię, ale osiedla zamknięte paranoja do
      kwadratu.
      > "Nigdy nie zatrudnię kobiety, która może mieć dziecko" ( to o jakimś
      psychopatycznym pracodawcy)
      Bo im pójdzie na macierzyński albo inny z choroby dziecka i kto będzie robił.
      Zastępstwo ? A skąd, za dużo kłopotu. Tak są tacy idioci w realu.
      > Nie wiem, komu tak bardzo przeszkadzają dzieci, ale sygnały o wadach normalnej
      rodziny, jej minusach i kosztach, jakie muszą ponieść (przyszli) rodzice
      domuinują w przerażającym stopniu...
      Aaa... to normalni są dzieciate, a pozostałe nie. Nie daj boże wytknąć im wady,
      to już napiętnowanie. I po co mają myśleć, że dziecku to trzeba kasy na
      podręczniki, czasu gdy mu niedobrze. Pokazywać, że rodzicielstwo to sam miód,
      matka-polka nie ma depresji poporodowej, rozstępów, a partnera całonocny ryk nie
      rozstaja. Przykro mi, że twoja wyidealizowana wizja rodzinki z reklamy zupy
      legła w gruzach. Przykro mi, że nie wszyscy muszą lubić dzieci i mieć takie samo
      zdanie jak ty. Przykro mi też, że śmią je wygłaszać w Internecie, a ty musisz je
      czytać. Moim zdaniem, nie ma żadnej fobii, tylko za bardzo zwracasz uwagę.
      PS. Wobec dwóch ostatnich wątków na głównej Gazety o mężczyznach ("po co słuchać
      bab" i "monogamia nie istnieje") mam stwierdzić, że to świnie do kwadratu ?
      • teyoo Re: Antydziecięca fobia w sieci... 21.07.10, 10:24
        ość portalu: Khykhy napisał(a):

        > Nie lubisz dzieci - żeś
        > wypaczony, nie chcesz mieć dzieci - egoista. Jakby pozastawianie własnych
        > genów/czegoś po sobie czy hodowanie podawacza szklanki z wodą nie było
        > egoistyczne :>


        Oj, dobre, dobre! celne spostrzeżenie. Pozwolisz, że będę tego używać jako argumentu w dyskusjach o dzieciach? :)
        • Gość: Serpienteemplumada I jeszcze... IP: 109.243.219.* 21.07.10, 13:02
          Ja do tego argumentu dodaję jeszcze jedną oczywista oczywistość.
          Ziemia od dawna nosi za dużo ludzi niż może wykarmić.
          Dziś na świecie jest tyle samo niedożywionych ludzi, co przejedzonych. Tak więc
          na jednego tłustego rozkapryszonego drącego się bachora w
          polskim/niemieckim/amerykańskim parku, przypada jedno umierające z głodu dziecko
          w Afryce. Mając na uwadze te proporcje, rozmnażanie swoich wątpliwej jakości
          genów jest egoizmem nie do opisania.
      • Gość: Pewex Re: Antydziecięca fobia w sieci... IP: *.chello.pl 21.07.10, 11:09
        osiedla zamknięte to może i paranoja do kwadratu ale skoro są kluby jazzowe, rapowe, techno i generalnie temetyczne, gdzie ludzie o podobnych poglądach znajdą sie w swoim towarzystwie, to nie widzę nic złego by powstało osiedle dla bezdzietncyh. Jest popyt to jest podaż, jest podaż bo jest pobyt, odwieczne prawo rynku. Skoro są tacy ludzie to dlaczego ich ogniczać i kazać im mieszkać na osiedlu na którym będą się źle czuli? Na szczęście dla nich bezdzietni często są zamożniejsi więc prędzej czy później zostawią całe towarzystwo i wyniosą się za miasto. Tak czy inaczej znajdą swój azyl, ale nie widzę powodu by im tak bardzo życie utrudniać.

        Co do zatrudniania kobiet, no tutaj potrzeba pogratulować wszystkim rządom od 90 roku. Koszty pracy są ogromne. Kobieta zwłaszcza młoda to rzeczywiście potencjalne niebezpieczeńśtwo dla pracodawcy że będzie musiał wypłacać jej pensję płacić drogi ZUS bo pannicy się zachciało seksu bez zapezpieczeń a dodatkowo trzeba będzie jeszcze zastępstwa szukać i płacić jeszcze jedną pensją i jeszcze jeden ZUS za to samo miejsce pracy. Postawcie się w miejsce pracodawcy, wyobraźcie sobie koszty pracy, policzcie wszystko i wróćcie - przy okazji zmieniając rządy na coś innego niz ta magiczna trójka (SLD, PiS, PO), która gospodarczo różni się nienzacznie. Większość naszego PKB generują małe i średnie firmy. Dla takiej firmy wyrzucenie zamiast 3,5 tysiąca (koszty pracy i pensja) 7 tysięcy za tą samą pracę jest dużym obciążeniem. Więc drogie Panie, podziekować trzeba politykom.

        Generalnie reszta słuszna konepcja :)

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka