kicho_nor
13.02.11, 19:30
Giovanni wspomniał o paleniu gumy i mnie też się:
A ja byłem na paleniu gumy i żem gumę palił
Co było tak:
Wracam sobie z ryb późno przed północą wertepami na początek asfaltu.
Topograficznie to jest tak: jest taki odcinek na obrzeżu Krakowa gdzie szeroka,
długa dwa kilometry jezdnia prosta jak w mordę, kończy się Urzędem Celnym
a dalej wertepy.
No i ja z tych wertepów na asfalt a tam dwa rzędy samochodów tyłem do wertepów
I oba te rzędy posuwają się po kawałku do przodu.
Tego wyminąć się nie dało stanąłem w rzędzie i po kawałku do przodu
Tym sposobem dojechałem jak się okazało do linii startu. Linia startowa składała
się z puszek piwa i startowego
System startu na paleniu gumy polegał na trym, że te dwa rzędy samochodów
przed puszkami stanowiły kolejne pary startowe.
Widząc co się dzieje popatrzyłem kto będzie dla mnie parą startową i widzę
dwudrzwiowy wymiatacz ze spojlerem i wymalowanym grzechotnikiem na masce.
Nie mam szans z grzechotnikiem, ale kibice pocieszają , klepią mnie po blachach
dziewczyny w krótkich machają.
Mój japan ma napęd na cztery i mu do wertepów a nie do wyścigów, wolny na jedynce
szybki na dwójce.
Dwójka włączona startowy: start. grzechotnik zawył i to go zgubiło pewnie dziurę
w asfalcie wypalił i grzebiąc się jak pies Pluto w końcu wystartował.
No, no no, ale po stu metrach to mi grzechotnik resztkami asfaltu po szybach pokazał.