staszek7778
06.11.12, 19:00
Marian to moj kumpel z budowy. Wspanialy czlowiek. Pomaga ludziom bezinteresowanie jak np. rodzinie Wlodka, ktory zachorowal na raka. W robocie zawsze innym pomaga, pierwszy lapie sie za najtrudniejsze prace. Jest kolezenski, cichy, skromny. Nie bylo sytuacji, zeby kogos nie podratowal w jakischs klopotach
Kiedy niedawno napierda..lismy mlotkami w robocie, wywiazala sie gadka-szmatka. W pewnej chwili Marian skomentowal polityczne refleksje:
- Nie ma sie im co dziwic. Wiadomo, ze lewicowcy to ch..je.
A ja na to:
- Marian. Nie wszyscy. Owszem ch..jow wsrod nich nie brak, ale sa tez porzadni.
- Pier... Trafi sie jeden na tysiac. I co z tego? Co ich bronisz?
- Zrozum mnie dobrze, Marian. Ja nie chce ich bronic, ch..jow wsrod nich napewno nie brakuje. Ale nie popadajmy w skrajnosc. Ja, Marian, wierze w obiektywnosc.
- Uwazaj tylko, zebys tylko kiedys i ty nie zostal...
Po tej rozmowie zauwazylem, ze stracilem szacunek Mariana. Owszem w dalszym ciagu jest kolezenski, jak bylem lekko chory, to sam pracowal na deszczu, a mi dal robote w budynku. Ale ma do mnie dystans.
Wniosek: tragedia czlowieka "srodka", umiarkowanego jest to, ze traci sympatie ludzi porzadnych. Za to, ze czlowiek stara sie byc obiektywny, musi placic wysoka cene.