Dodaj do ulubionych

Ja, on i jego żona

24.06.10, 16:55
Potrzebuję komentarzy "z zewnątrz", bo sama już nie wiem...
Poznaliśmy się, po kilku miesiącach zaczął się romans, bardzo krótki. Jako że ma żonę, zakończyłam to i związałam się z kimś. Ten związek się rozpadł, w tak zwanym międzyczasie zaczęło się psuć w jego małżeństwie. On mówi, że mnie kocha i chce ze mną być. Ja kocham jego.

On wciąż mieszka z żoną, mówi, że "się rozwodzi", ale odkłada to na później, bo żona się na rozwód nie zgadza. Generalnie żona jest w
rozpaczy, mnie obwinia za rozpad małżeństwa (on jej powiedział, że kocha mnie). Doszło nawet do tego, że ona przyszła do mnie i dobijała się dość długo do drzwi (nie otworzyłam).

Ja nigdy na nic nie naciskałam, nie chcę, żeby rozwodził się "dla mnie" , mogę zaczekać i zobaczymy co będzie.

Jestem realistką więc myślę, że nawet jeśli się wyprowadzi z domu, to i tak spędzał będzie tam mnóstwo czasu z dziećmi. Ich rozpacz za tatą, rozpacz jego żony i pewnie też jego tęsknota za "pełną rodziną" zapewne skłonią go do powrotu. Jestem przkeonana, że wróci do domu i nawet jeśli jego małżeństwo jest do bani, to zaciśnie zęby i do niej wróci.

Jednoczesnie od jakiegoś czasu irytuje mnie wsyzstko, co związane z jego żoną, że coś dla nie załatwia, że wymieniają maile, itd. Jestem zazdrosna, zadaję pytania gdzie, z kim był, czy zoną czy nie...

Zastanawiam się też, czy zupełnie zerwać kontakt i jeśli już, niech odezwie się do mnie po tym, jak będzie miał rozwód. Czy nasze spotkania mogą mieć wpływ na sprawę rozwodową? Domyślam się też, że jeśli zamieszkalibyśmy razem, to też negatywnie wpłynęłoby na sprawę...
Obserwuj wątek
    • laura_fairlie Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 17:16
      > Ten związek się rozpadł, w tak
      > zwanym międzyczasie zaczęło się psuć w jego małżeństwie
      Mam wrażenie, że popsuło się wcześniej...

      >> On wciąż mieszka z żoną, mówi, że "się rozwodzi", ale odkłada to
      na później, bo
      > żona się na rozwód nie zgadza.
      Hmmm... Wierzysz w to? Przecież - niezależnie od tego, jak bardzo
      żona się nie zgadza - pzowu rozwodowego nikt mu nie broni złożyć...

      >Czy nasze spotkania mogą mieć wpływ na
      > sprawę rozwodową?
      Mogą.
    • nangaparbat3 Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 17:21
      sarahoh napisał:

      >
      > Ja nigdy na nic nie naciskałam, nie chcę, żeby rozwodził się "dla mnie" , mogę
      > zaczekać i zobaczymy co będzie.
      >
      > Jestem realistką więc myślę, że nawet jeśli się wyprowadzi z domu, to i tak spę
      > dzał będzie tam mnóstwo czasu z dziećmi. Ich rozpacz za tatą, rozpacz jego żony
      > i pewnie też jego tęsknota za "pełną rodziną" zapewne skłonią go do powrotu. J
      > estem przkeonana, że wróci do domu i nawet jeśli jego małżeństwo jest do bani,
      > to zaciśnie zęby i do niej wróci.
      >
      > Jednoczesnie od jakiegoś czasu irytuje mnie wsyzstko, co związane z jego żoną,
      > że coś dla nie załatwia, że wymieniają maile, itd. Jestem zazdrosna, zadaję pyt
      > ania gdzie, z kim był, czy zoną czy nie...
      >
      > Zastanawiam się też, czy zupełnie zerwać kontakt i jeśli już, niech odezwie się
      > do mnie po tym, jak będzie miał rozwód. Czy nasze spotkania mogą mieć wpływ na
      > sprawę rozwodową? Domyślam się też, że jeśli zamieszkalibyśmy razem, to też ne
      > gatywnie wpłynęłoby na sprawę...

      NIc tu się kupy nie trzyma i w dodatku piszą, że jestś mężczyzną. To jak?
      • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 17:33
        jestem kobietą
        wiem, że kupy się to nie trzyma, ale to naprawdę tak wygląda - pochrzaniło się strasznie!
        Spotykamy się raz na jakiś czas, dzwonimy o siebie. Chodzi mi o to, że ja nie chcę w żaden sposób przymuszać, naciskać na rozwód. Nie wiem, zostawić tak jak jest, zerwać kontakt czy związąć się z nim, zamieszkać razem... Ostatnie raczej nie wchodzi w grę, bo czeka mnie życie w stresie pt. kiedy on jednak wróci do domu.Jetsem przkeonana, że żona będzie grać na jego emocjach, głównie w kwestii dzieci.
      • ona_zmeczona Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 17:40
        to ze zona sie nie zgadza na rozwod to akurat moze byc duza
        przeszkoda w dostaniu go. on najpierw powninien wyprowadzic sie z
        domu zanim zlozy pozew. inaczej na sprawie dowie sie, ze wciaz
        prowadzi z zona wspolne gospodarstwo domowe co nie kwalifikuje go do
        rozwodu. wiem z autopsji.
        moim zdaniem powinnas ograniczyc kontakty i oswiadczyc, ze kiedy
        wyprowadzi sie z domu moze do Ciebie zadzwonic.
        • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 18:34
          Dzięki
          w tym kierunku właśnie zmierzają moje myśli
          Jestem bardzo młoda, nie mam ochoty na takie historie; żona zrobi z tego rozwodu piekło, on będzie to przeżywał zwłaszcza ze względu na dzieci.
          Może rzeczywiście, jeśli coś ma z tego być, to będzie i przerwa na przeprowadzkę/rozwód i ogarnięcie wszystkich spraw nie przeszkodzi nam w tym, żeby po jakmś czasie być razem.
          Później też pewnie lekko nie będzie - czas dla dzieci, alimenty, nasze dziecko byłoby już jego kolejnym a moim pierwszym, pewnie też kredyt, który z nią ma...
          • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 18:41
            Nie wiem jak bardzo go kochasz. Ale masz zdroworozsądkowe podejscie. Gratuluję.
            Jeśli miałabym Ci coś radzić (ale to tylko MOJA opinia, nie musisz jej
            podzielać)...to daj sobie spokój.
            Zwłaszcza ze jesteś młoda i zycie przed Toba.
            jakby chciał juz by sie wyprowdadził złożył pozew i zaczął zycie z Tobą czy
            zaczął by kłaść jakąś podwalinę pod to Wasze życie.
            Moim zdaniem (ale to tylko moja opinia) facet Cię zwodzi. A jak wróci będzie
            nieszczesliwym misiem z poczuciem winy i rozdarty miedzy jednym domem a drugim.
            Daj sobie spokoj
    • fafocle Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 21:27
      Gdybyś była realistką to byś się zabawiła z nim w łóżku na tyle na ile
      potrzebujesz a potem poszła swoją drogą/ A nie liczyła, że ktoś, kto gada ci że
      cie kocha i zdradza żonę, rodzinę a nie umie się rozwieść nadaje się na super
      męża i będziecie żyć kiedyś jak urocze gołąbki.
      • fafocle Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 21:32
        Zebyś wiedziała, to kandydatka na idealną kochankę. I nią będzie jeszcze długo.
        Chyba ze zmądrzeje. Ale bedzie tylko kochanką, na zonę się tu nie załapie, choc
        jeszcze o tym nie wie.
        • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 21:43
          BArdzo śmieszne.
          Tak się składa, że nie jestem głupia, nie opieram swojego życia na złudzeniach. Wiem, że dzieci ucierpią na rozwodzie. Zdaję sobie sprawę z tego, że może on się wcale nie rozwiedzie, bo to delikatne sprawy są.
          Potrzebuję, żeby ktoś mną wstrząsnął, bo sama - mimo kilku prób - nie mogę sobie tego człowieka wybić z głowy. Pakowanie się w związek z rozwodnikiem z dziecmi to wielka sprawa i dociera to do mnie.

          Tak samo jak ktoś z Was napisał, uważam, że dama nie każe wybierać, nie naciska na rozwód.

          Wydaje się więc, że nasze drogi powinny się rozejść i ewentualnie zejść po uporządkowaniu wszystkich spraw - głównie po jego stronie.
          • fafocle Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 21:47
            Same się nie rozejdą to kwestia twojej lub jego decyzji. Ty nie chcesz tej
            decyzji podejmowac więc skończycie związek za jakies dwa lata jak już ci bokiem
            wyjdzie czekanie na Godota i widok jego niezdecydowania i swoich narastajacych
            tym frustracji. Jak masz 2, 3 lata luźnego czasu i brak większych wyżutów
            sumienia to sobie poużywaj, może jest chociaz dobry w łózku, to się nieczęsto
            zdarza.
          • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:06
            On nie odchodzi od żony przeze mnie. Nigdzie nie napisałam też, że mam zasady moralne typu nie chcę rozbijać rodziny. W życiu jest różnie, ludzie się spotykają i czasami odbywa się to czyimś kosztem. To cholernie trudna sytuacja, sprowadzanie mojej roli do świetnego materiału na kochankę jest oczywiście najłatwiejsze.
            Tutaj chodzi jednak o coś więcej niż seks (jakkolwiek banalnie by to nie zabrzmiało!)
            • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:13
              Sara. ja to wiem, ze zycie jest skomplikowane. Żadna tajemnica. Byłam kochanką.
              I tez nie chciałam się wtrącac...ale mój partner sam z siebie podjął decyzję o
              rozwodzie, wynajął mieszkanie niedaleko mnie, wziął i poniósł konsekwencje
              swoich decyzji i nigdy nie pozwolił od tamtej pory na jakiekolwiek wątpliwości
              co do tego czy jestem w jego życiu ważna. Ja tego byłam pewna zawsze. Nawet
              kiedy miał kontakty z eks żoną dośc częste co naturalne jak istnieją dzieci.
              Ale napatrzyłam sie na różne układy i wiem, że jak facet opowiada takie rzeczy
              jak Twój to najczęściej nic z tego nie bedzie a on sam sprowadzi Cię tylko i
              wylacznie do roli kochanki.

              jeszcze coś, kiedys powiedziałam mojemu, że jesli jego zona dowie sie gdzie
              mieszkam, jaki mam nr telefonu, kim jestem i bede miec najmniejsze
              nieprzjemnosci to bedzie nasz koniec. On jest facetem i on ma dbac o mój komfort
              a ja nie zycze sobie nachodzenia i wrzasków, bo wezwe wtedy policje, oskarże o
              zakłocanie miru a jego nie bede chciała znac. Jego sprawa JAK to zrobi ale ja
              nie zycze sobie jakiś jazd. I nigdy nie dopuścił do tego by spotkały mnie
              jakiekolwiek nieprzyjemnosci.
              I dlatego ja wiedziałam, że temu męzczyznie mogę ufać.
              Nie musiałam byc zazdrosna czy niepewna. I nie musiałam się zastanawiac czy
              będzie chciał byc ze mną. Bo z chwilą kiedy zaczęłam nad tym myśleć on juz
              mieszkał sam.
              I to jest ta subtelna różnica.
              • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:16
                to.ja.kas napisała:

                > Sara. ja to wiem, ze zycie jest skomplikowane. Żadna tajemnica.
                Byłam kochanką.

                kas, oszalałaś? toż to samobójstwo na tym forumsmile)
                > I tez nie chciałam się wtrącac...ale mój partner sam z siebie
                podjął decyzję o
                > rozwodzie, wynajął mieszkanie niedaleko mnie, wziął i poniósł
                konsekwencje
                > swoich decyzji i nigdy nie pozwolił od tamtej pory na jakiekolwiek
                wątpliwości
                > co do tego czy jestem w jego życiu ważna. Ja tego byłam pewna
                zawsze. Nawet
                > kiedy miał kontakty z eks żoną dośc częste co naturalne jak
                istnieją dzieci.
                > Ale napatrzyłam sie na różne układy i wiem, że jak facet opowiada
                takie rzeczy
                > jak Twój to najczęściej nic z tego nie bedzie a on sam sprowadzi
                Cię tylko i
                > wylacznie do roli kochanki.
                >
                > jeszcze coś, kiedys powiedziałam mojemu, że jesli jego zona dowie
                sie gdzie
                > mieszkam, jaki mam nr telefonu, kim jestem i bede miec najmniejsze
                > nieprzjemnosci to bedzie nasz koniec. On jest facetem i on ma dbac
                o mój komfor
                > t
                > a ja nie zycze sobie nachodzenia i wrzasków, bo wezwe wtedy
                policje, oskarże o
                > zakłocanie miru a jego nie bede chciała znac. Jego sprawa JAK to
                zrobi ale ja
                > nie zycze sobie jakiś jazd. I nigdy nie dopuścił do tego by
                spotkały mnie
                > jakiekolwiek nieprzyjemnosci.
                > I dlatego ja wiedziałam, że temu męzczyznie mogę ufać.
                > Nie musiałam byc zazdrosna czy niepewna. I nie musiałam się
                zastanawiac czy
                > będzie chciał byc ze mną. Bo z chwilą kiedy zaczęłam nad tym
                myśleć on juz
                > mieszkał sam.
                > I to jest ta subtelna różnica.
                >
                • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:21
                  Małgo, ja pisze tu szesc lat chyba i przyznałam sie do tego od poczatku.
                  Szczerze mówiąc opinia większości ludzi na tym i innych forach jest mi tak
                  obojetna, że o żadnym samobójstwie z tego powodu mowy być nie może wink
              • sbelatka kas 25.06.10, 16:13
                ja tylko w sprawie Twojego warunku : jesli zona cos tam - to faecet won..
                i uważasz, ze to zasługa Twojego faceta..

                może,może..

                ale weź prosze pod uwagę, ze może miał żone daleką od zapędów
                awnturniczych?? tak po prostu?

                ja się nie schańbiłam nawiązywaniem kontaktów z nexią; choc ex nie
                bąknął nawet na ten temat
                i JEGO wola w tej sprawie jest (sorry - była) ostatnim czynnikiem, ktory
                mógłby mnie powstrzymac przed takimi rajdami. GDYBYM tylko miała na to
                ochotę...
            • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:17
              sarahoh napisał:

              > On nie odchodzi od żony przeze mnie.

              Oczywiscie, ze nie smile, on od niej odchodzi, bo pogoda byla kiepska
              w czerwcu.

              Kogo chcesz oszukiwac? Siebie? Wlazlas pomiedzy dwojke ludzi (plus
              dzieci) i rozwalilas rodzine. Ale oczywiscie wyjasnieniem bedzie, ze
              twoj misiaczek byl okropnie nieszczesliwy juz zanim cie spotkal....
              itp itd... oraz i tak chcial od niej odejsc tylko... no wlasnie -
              tylko co?
              • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:22

                >
                > Oczywiscie, ze nie smile, on od niej odchodzi, bo pogoda byla
                kiepska
                > w czerwcu.
                >
                > Kogo chcesz oszukiwac? Siebie? Wlazlas pomiedzy dwojke ludzi (plus
                > dzieci) i rozwalilas rodzine. Ale oczywiscie wyjasnieniem bedzie,
                ze
                > twoj misiaczek byl okropnie nieszczesliwy juz zanim cie
                spotkal....
                > itp itd... oraz i tak chcial od niej odejsc tylko... no wlasnie -
                > tylko co?

                ja Cię proszę - zmusiła biedaka i na siłe wzięłasmile a on takim dobrym
                mężem wcześniej był... jakby grało, to by nie szukał na boku...
                • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:26
                  Ja Cie prosze - jest cos takiego, co sie mozgiem nazywa i jest
                  umieszczone u obydwu plci w glowie, a nie pomiedzy nogami. Mozg nam
                  pomaga, jak spotykamy zakochanego w nas faceta, ktory wpomina, ze
                  jest posiadaczem zony i dzieci (nie bylej zony i dzieci z
                  malzenstwa, ktore zakonczylo sie rozwodem). I wtedy panu dziekujemy -
                  przed romansem a nie po.
                      • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:39
                        Ale nie tylko jej. Przede wszystkim męża który składał przysięgę. On własnie z
                        tej składanej przysiegi własnoręcznie się wymiksował. Z własnej woli.
                        Każdy w tym trójkącie wie co robi. I mąż i ona i żona krzycząca pod jej drzwiami
                        zamiast wziac za wsiarz chłopa i kazac mu wybierać...ale może ona nie jest pewna
                        jaka podejmie decyzję i wie, że na niego wpływu nie ma?
                          • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:51
                            Moim zdaniem sytuacja jest rzeczywiscie patowa. W takim sensie, że moim zdaniem
                            Miś nie zamierza robić nic i zmieniać nic. I tu sie z Tobą zgodzę. Mam taką sama
                            opinię.
                            tak jak wiem, że żona go nie wykopie. jakby miała to zrobić musiałaby dostrzc
                            winę w męzu, a póki co zamiast przylać męzowi stpi pod drzwiami kochanki.
                        • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 15:52
                          to.ja.kas napisała:

                          > Ale nie tylko jej. Przede wszystkim męża który składał przysięgę.
                          On własnie z
                          > tej składanej przysiegi własnoręcznie się wymiksował. Z własnej
                          woli.

                          dokładnie to samo napisałamsmile
                          > Każdy w tym trójkącie wie co robi. I mąż i ona i żona krzycząca
                          pod jej drzwiam
                          > i
                          > zamiast wziac za wsiarz chłopa i kazac mu wybierać...ale może ona
                          nie jest pewn
                          > a
                          > jaka podejmie decyzję i wie, że na niego wpływu nie ma?

                          i pewnie będzie tak wykrzykiwać pod drzwiami każdej
                          kolejnej "koleżanki", która zmusza jej misiaczka do złych rzeczysmile w
                          końcu może któraś ją poda na policję o zakłocanie miru... bo
                          sypianie z cudzym mężem u nas póki co przestępstwem nie jest, a
                          nawet wykroczeniem.
                          a widocznie wygodna jest, bo gdyby naprawdę jej ten romans
                          przeszkadzał to kopnęłaby miśka w d...
            • enesta Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:41
              No cóż, nie będę miła,
              wydaje mi się, że boisz się że przegrasz z żoną i dziećmi.. i w
              sumie tego Ci życzę.
              On, jeśli będzie chciał odejść od żony to powinien zrobić to dla
              siebie a nie dla następnej.
              Chyba ktoś Cię źle wychował, nie zabiera się komuś czegoś, a tym
              bardziej kogoś.
              Choćbyś nie wiem jak przekonywała że to nie Twoja wina, to
              zapamiętaj, jeśli facet nosi obrączkę – nie zakochuj się bo nie masz
              prawa. Taka moralno-etyczna blokada, której nie posiadasz a powinnaś.
              • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:47
                Enesta, nie da rady zabrac mnie komus jesli sie upre i nie zechce zostac
                zabrana. Człowiek to nie torebka...nie można go zabrać. Mimo iz wiem, że tak
                łatwiej byłoby usprawiedliwic wiele naszych porażek. Bo my doskonali, parter tez
                a złodziej przyszedł i zabrał.
                Na pojawienie się uczuć mamy niewielki wpływ najczesciej.
                Ostatnio pewien mezczyzna który był taki pewny swojej odpornosci na mężatkę
                zadzwonił do mnie z newsem...zakochał sie. Ona ma meża i dwoje dzieci. Zakochał
                sie nagle i nieprzewidywalnie na wyjezdzie. Gdzie był on, ona i jej...mąż.
                Zajęło im to moment, zanim sie postrzegli już było po zakochaniu a teraz próbują
                z róznym skutkiem wybic sobie z głowy to uczucie.
                A był pewien siebie i swoich zasad.
                Do ludzkich uczuc i do ludzi nie przystaje przykazanie "nie kradnij" smile
                • enesta Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:02
                  Nie przekonasz mnie.
                  Tak się po prostu nie robi.
                  Zakochanie zdarza się często i często mija po jakimś czasie. Rodzina
                  jest zniszczona- przez kogoś. Z jakiejkolwiek strony na to spojrzysz-
                  widok ten sam. Mnie to się nie podoba i nie chciałabym tu Ciebie
                  oceniać, ale nie można młodej dziewczynie dawać rad jak ma sobie z
                  tym poradzić by wyszło dla niej korzystnie, tylko trzeba nią dobrze
                  potrząsnąć. Za rok znajdzie następną miłość i może wtedy będzie to
                  pan bez obrączki.
                    • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:16
                      A nie sadzisz, ze mozna uwazac ze pakowanie sie pomiedzy dwoje ludzi
                      w zwiazku (bez wzgledy na to, czy ten zwiazek funkcjonuje, czy nie)
                      jest niekoniecznie cacy i jednoczesnie nie palic kogos na stosie?
                      Chociaz wiem, co mi zaraz przypomnisz smile
                      • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:25
                        Glass, ja uwazam, ze nie ma w tej sytuacji niewinnych. Zwyczajnie nie ma.
                        Najmniej winna najczesciej ale nie zawsze bywa osoba zdradzana. nie zawsze, bo
                        jak moja kolezanka zdradziła chłopa alkoholika, damskiego boksera i skurczybyka
                        przestępce i odeszła to chciałam na msze z radosci dac. Należało mu sie i tyle.
                        Winna jest i ona i mąż który zdradza. Ale żonę zdradza mąż. Ona nie.

                        Mozna rozmawiać bez palenia na stosie. Ja wiem, że można.
                        • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:37
                          Niestety, i nie jestem taka naiwniaczka, zeby nie widziec ze jak sie
                          cos zaczyna walic w zwiazku to obie strony sa winne. Oczywiscie, ze
                          wolalbym powiedziec, ze Twoja kolezanka powinna byla od meza odejsc,
                          a potem sobie nowego faceta znalezc smile
                          Jedna sprawa, z ktorej moze autorka nie zdaje sobie sprawy (chociaz
                          watpie, zeby to byl problem, bo facet nie odejdzie od zony i tak) -
                          jak ukladaly by sie jej stosunki z pasierbami, bo jezeli na juz zona
                          ja nachodzi, to jakos nie widze zeby w sytuacji, jezeli on sie
                          jednak zdecyduje na decyzje smile byla zona nie wpominala, kto im
                          tatusia zabral.
                            • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:51
                              A misio albo sie na dzieci wypnie (i moze wtedy nareszcie dziewczyna
                              go wyrzuci na zbity pysk z jej zycia, bo wspolnego dziecka to ja z
                              takim lobuzem bym na pewno nie chciala) albo go sumienie bedzie
                              ruszalo i ona bedzie zawsze na drugim planie (wynocha z wspolnego
                              domu na weekend kiedy dzieci przyjezdzaja ojca odwiedzic, i "musimy
                              poczekac jeszcze troche na nasze wspolne dziecko").
                          • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 16:07
                            glasscraft napisała:

                            > Niestety, i nie jestem taka naiwniaczka, zeby nie widziec ze jak
                            sie
                            > cos zaczyna walic w zwiazku to obie strony sa winne.

                            też to kiedys napisałam i zaraz miałam odpowiedź od kilku pań, że u
                            nich był winny tylko mążsmile)
                            Oczywiscie, ze
                            > wolalbym powiedziec, ze Twoja kolezanka powinna byla od meza
                            odejsc,
                            > a potem sobie nowego faceta znalezc smile

                            tak by było idealnie, ale i tak brawa dla tej panismileP
                            > Jedna sprawa, z ktorej moze autorka nie zdaje sobie sprawy
                            (chociaz
                            > watpie, zeby to byl problem, bo facet nie odejdzie od zony i tak) -

                            > jak ukladaly by sie jej stosunki z pasierbami, bo jezeli na juz
                            zona
                            > ja nachodzi, to jakos nie widze zeby w sytuacji, jezeli on sie
                            > jednak zdecyduje na decyzje smile byla zona nie wpominala, kto im
                            > tatusia zabral.
                            całkiem możliwe, bo kobieta, która nachodzi kogoś i wystaje pod
                            drzwami normalna nie jest na pewno... ale też uważam, że misio żony
                            nie zostawi, więc problem raczej z głowy.
                    • enesta Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:26
                      Wracając do tematu, moim zdaniem gdy młoda dziewczyna na forum
                      napisała:
                      "Potrzebuję komentarzy "z zewnątrz", bo sama już nie wiem..."
                      powinna dostać informację(radę)- facet jest zajęty, zostaw go, za
                      chwilę zakochasz się w innym bo takie jest życie i przynajmniej
                      nikomu nie zrobisz krzywdy.
                      A teraz idę spać.
                      • malgolkab enesta 25.06.10, 16:09
                        enesta napisała:

                        > Wracając do tematu, moim zdaniem gdy młoda dziewczyna na forum
                        > napisała:
                        > "Potrzebuję komentarzy "z zewnątrz", bo sama już nie wiem..."
                        > powinna dostać informację(radę)- facet jest zajęty, zostaw go, za
                        > chwilę zakochasz się w innym bo takie jest życie i przynajmniej
                        > nikomu nie zrobisz krzywdy.
                        > A teraz idę spać.

                        niestety, zycie nie jest takie proste. a dziwewczyna choć młoda, to
                        na bank pełnoletnia, ja w wieku 18 lat już wiedziałam, że niestety
                        świat nie jest tak pięknysmile
                  • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 16:02
                    enesta napisała:

                    > Nie przekonasz mnie.
                    > Tak się po prostu nie robi.
                    > Zakochanie zdarza się często i często mija po jakimś czasie.
                    Rodzina
                    > jest zniszczona- przez kogoś.

                    nie-rodzina jest zniszczona przez małżonków... gdyby naprawdę byli
                    silnym związkiem, kochali się i szanowali to sytuacja nie miałaby
                    miejsca.
                    Z jakiejkolwiek strony na to spojrzysz-
                    > widok ten sam. Mnie to się nie podoba

                    mi akurat też się nie podoba, ale dużo bardziej nie podoba mi się
                    postawa misia
                    i nie chciałabym tu Ciebie
                    > oceniać, ale nie można młodej dziewczynie dawać rad jak ma sobie z
                    > tym poradzić by wyszło dla niej korzystnie

                    , tylko trzeba nią dobrze
                    > potrząsnąć. Za rok znajdzie następną miłość i może wtedy będzie to
                    > pan bez obrączki.
                    może tak, może nie- ja znam wiele osób, które zachochały się będąc w
                    związku małżeńskim i z tą kolejną osobą są kilkanaście,
                    kilkadziesiąt lat i nie szukają już po bokach, bo nie muszą.
              • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 15:57
                enesta napisała:

                > No cóż, nie będę miła,
                > wydaje mi się, że boisz się że przegrasz z żoną i dziećmi.. i w
                > sumie tego Ci życzę.
                > On, jeśli będzie chciał odejść od żony to powinien zrobić to dla
                > siebie a nie dla następnej.
                > Chyba ktoś Cię źle wychował, nie zabiera się komuś czegoś, a tym
                > bardziej kogoś.

                nie nazwałabym tego zabraniemsmile
                nic nie wiesz o osobach, które ją wychowywały, więc tekst jest nie
                na miejscu. może nas wszystkich ktoś źle wychował, że się
                rozwiedliśmy/rozwodzimy?? oprócz tyvh oczywiście co idealni są, ale
                mieli okropną żonę/męża
                > Choćbyś nie wiem jak przekonywała że to nie Twoja wina, to
                > zapamiętaj, jeśli facet nosi obrączkę – nie zakochuj się bo nie
                masz
                > prawa. Taka moralno-etyczna blokada, której nie posiadasz a
                powinnaś.

              • intrygantka1 Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 20:51
                enesta napisała:

                > No cóż, nie będę miła,
                > wydaje mi się, że boisz się że przegrasz z żoną i dziećmi..

                przegra? No cóż, jeśli sytuację tę rozpatrywać w kategorii gry. Tylko powiedz,
                cóż żonie po takiej wygranej? Nie wiem, co mnie w życiu czeka, ale nie
                chciałabym być w sytuacji, gdzie mój mąż ma kogoś na boku, a ja muszę o niego
                zagrać. Wolałabym raczej zrezygnować z wygranej.
            • zmeczona100 Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:06
              sarahoh napisał:

              > On nie odchodzi od żony przeze mnie.

              "Poznaliśmy się, po kilku miesiącach zaczął się romans, bardzo krótki.
              Jako że ma żonę, zakończyłam to i związałam się z kimś. Ten związek się
              rozpadł, w tak zwanym międzyczasie zaczęło się psuć w jego małżeństwie".

              Jakby na to nie patrzeć, nie popsuło się PRZED Waszym romansem. Jakimś
              dziwnym trafem mężczyźni, znajdujący sobie kochankę, tłumaczą się z tego
              tym, że w ich małżeństwie "to nie to". Jakoś wcześniej nie dostrzegają, że
              im źle, beznadziejnie i w ogóle do dupy- dopiero uświadamia im to związek
              z kochanką. A skoro znalazł sobie kochankę, która go zechciała, to
              samoocena rośnie- po co ma być z kimś takim, jak żona, skoro tyle chętnych
              pań dookoła??

              Ja też byłam wkurzona, kiedy wyszło na jaw, że mąż ma kochankę. Ale broń
              Boże, nie przyszłoby mi do głowy, aby ja nachodzić, straszyć, awanturować
              się itp (chociaż znam adres)- w sumie to jej się należą ode mnie
              podziękowania, bo gdyby nie ona, nadal żyłabym z człowiekiem, którego nie
              znałam. Dzięki niej wiem, co to za człowiek, na co go stać.


              Nigdzie nie napisałam też, że mam zasady m
              > oralne typu nie chcę rozbijać rodziny.

              Wybacz, ale jaki mężczyzna zainteresuje się kobietą bez zasad?? Chyba też
              bez żadnych ograniczeń. Brrrr!

              W życiu jest różnie, ludzie się spotykaj
              > ą i czasami odbywa się to czyimś kosztem.

              Do tego płodzą dzieci, dorabiają się wspólnie, wcześniej przyrzekając
              sobie być aż do śmierci... Ale co tam jakaś odpowiedzialność, zasady,
              przyrzeczenia! Toż to jakieś staromodne! Ot, po prostu- od spotkania już
              poraża miłość i nie ma wyboru!

              To cholernie trudna sytuacja, sprowad
              > zanie mojej roli do świetnego materiału na kochankę jest oczywiście
              najłatwiej
              > sze.

              E nie. Tu chodzi o jego wygodę.

              > Tutaj chodzi jednak o coś więcej niż seks (jakkolwiek banalnie by to nie
              zabrzm
              > iało!)

              Między nim a jego żoną tez pewnie tak było. A potem spotkał Ciebie.
              Kochankę łatwiej się zdradza, niż zonę, więc może za bardzo nie naciskaj w
              sprawie rozwodu, wyprowadzki, a już zupełnie nie wspominaj o dziecku, bo
              poszuka sobie mniej wymagający model.
    • panda_zielona Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 21:58
      Widzisz więc,że piekło już się zaczęło,skoro żona przyszła do
      Ciebie/skąd znała adres?/zapewne żeby zrobić awanturę.Przydybie Cię
      gdzieś na ulicy zwyzywa od najgorszych,może nawet parasolką
      przyłożyć.Po co Ci to?
      • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:18
        panda_zielona napisała:

        > Widzisz więc,że piekło już się zaczęło,skoro żona przyszła do
        > Ciebie/skąd znała adres?/zapewne żeby zrobić awanturę.Przydybie
        Cię
        > gdzieś na ulicy zwyzywa od najgorszych,może nawet parasolką
        > przyłożyć.Po co Ci to?
        inna sprawa, że niektóre kobiety zamiast mieć pretensje do pana,
        który im coś obiecał w kościele czy USC czepiają się obcej osoby...
        jak dla mnie żenada. a co Ci powiedział "zostaw biednego misia i nie
        zmuszaj go do zdradzania mnie?"
        • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:23
          Wiadomo, że Misie sa zmuszane.....oj kiedys w dobrych, dawnych czasach robiłysmy
          tu sobie z tego niezłe jaja. jak wrzucisz w wyszukiwarke miś, młot pneumatyczny,
          podwiązki i stringi to nieźle się ubawisz wink
          • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 16:13
            to.ja.kas napisała:

            > Wiadomo, że Misie sa zmuszane.....oj kiedys w dobrych, dawnych
            czasach robiłysm
            > y
            > tu sobie z tego niezłe jaja. jak wrzucisz w wyszukiwarke miś, młot
            pneumatyczny
            > ,
            > podwiązki i stringi to nieźle się ubawisz wink

            w wolnym czasie poczytam na pewnosmile) ja zawsze się o to dochodziłam
            na wszelkiego typu imprezach towarzyskich, kiedy właśnie temat
            schodził na takie misie biedne. znam jedną taką, którą miś -
            policjant zdradzał przed ślubem (zadzwoniła do pani, żeby zostawiła
            misia w spokoju, bo on ślub bierze), po ślubie, jak była w 1 ciąży,
            w 2 ciąży, po ciążysmile) jednej nawet dzieciaka zrobił, tylko ciąża
            się nie utrzymała... do niej też dzwoniła i wypisywała, że miś jest
            jej i niech da mu spokój... trwa to 8 lat już, ale na spacerkach
            niedzielnych wyglądają fajnie...
    • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:12
      sarahoh napisał:

      > Potrzebuję komentarzy "z zewnątrz", bo sama już nie wiem...
      > Poznaliśmy się, po kilku miesiącach zaczął się romans, bardzo
      krótki. Jako że
      > ma żonę, zakończyłam to i związałam się z kimś. Ten związek się
      rozpadł, w tak
      > zwanym międzyczasie zaczęło się psuć w jego małżeństwie. On mówi,
      że mnie kocha
      > i chce ze mną być. Ja kocham jego.
      >
      > On wciąż mieszka z żoną, mówi, że "się rozwodzi", ale odkłada to
      na później, bo
      > żona się na rozwód nie zgadza. Generalnie żona jest w
      > rozpaczy, mnie obwinia za rozpad małżeństwa (on jej powiedział, że
      kocha mnie).
      > Doszło nawet do tego, że ona przyszła do mnie i dobijała się dość
      długo do drz
      > wi (nie otworzyłam).
      >
      > Ja nigdy na nic nie naciskałam, nie chcę, żeby rozwodził się "dla
      mnie" , mogę
      > zaczekać i zobaczymy co będzie.
      >
      > Jestem realistką więc myślę, że nawet jeśli się wyprowadzi z domu,
      to i tak spę
      > dzał będzie tam mnóstwo czasu z dziećmi. Ich rozpacz za tatą,
      rozpacz jego żony
      > i pewnie też jego tęsknota za "pełną rodziną" zapewne skłonią go
      do powrotu. J
      > estem przkeonana, że wróci do domu i nawet jeśli jego małżeństwo
      jest do bani,
      > to zaciśnie zęby i do niej wróci.
      >
      > Jednoczesnie od jakiegoś czasu irytuje mnie wsyzstko, co związane
      z jego żoną,
      > że coś dla nie załatwia, że wymieniają maile, itd. Jestem
      zazdrosna, zadaję pyt
      > ania gdzie, z kim był, czy zoną czy nie...
      >
      > Zastanawiam się też, czy zupełnie zerwać kontakt i jeśli już,
      niech odezwie się
      > do mnie po tym, jak będzie miał rozwód. Czy nasze spotkania mogą
      mieć wpływ na
      > sprawę rozwodową? Domyślam się też, że jeśli zamieszkalibyśmy
      razem, to też ne
      > gatywnie wpłynęłoby na sprawę...

      dziewczyno, nie to forumsmile zjedzą Cię tu zaraz...
      bez wyrzutów - gdyby w tym małżeństwie było ok, to by nie było całej
      sprawy, bo Pan by uprawiał sex z żoną, a nie z Tobą.
      2 sprawa - nie licz za bardzo na to, że się rozwiedzie, bo gdyby
      chciał, to juz by dawno coś zrobił...
          • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:32
            twierdzi, ze wyprowadzi sie dopiero kiedy dzieci beda mialy wakacje... Whatever, powinno byc dokladnie tak jak napisala kolezanka - to on jest tu facetem, ma to zalatwic i dbac o moj komfort.
            W ostatnich dniach (glownie przez wizyte zony a takze opoznienie przeprowadzki) moj komfort znacznie sie pogorszyl.
            Mysle, ze forum wybralam dobre - chcialabym pogadac z ludzmi, ktorzy maja jakies doswiadczenia w temacie rozwodow kiedy sa dzieci - bez wzgledu na role, jaka w tych sytuacjach pelnili wink
            • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:35
              Więc na twoim miejscu poczekałabym do wakacji. I ani dnia dłuzej.
              Jesli potem sie okaże, że znowu coś wypadło co uniemożliwia zmiany juz możesz
              być pewna, że one nigdy nie nastąpią.
            • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 16:16
              sarahoh napisał:

              > twierdzi, ze wyprowadzi sie dopiero kiedy dzieci beda mialy
              wakacje...

              co za pajac...
              Whatever
              > , powinno byc dokladnie tak jak napisala kolezanka - to on jest tu
              facetem, ma
              > to zalatwic i dbac o moj komfort.

              załatwić coś powinien, ale w związku 2 osoby powinny dbać o komfort
              partnera... tylko facet w 2 związkach musiałby zapewnić komfort i
              Tobie i ślubnej, a to już nie takie proste...
              > W ostatnich dniach (glownie przez wizyte zony a takze opoznienie
              przeprowadzki)
              > moj komfort znacznie sie pogorszyl.
              > Mysle, ze forum wybralam dobre - chcialabym pogadac z ludzmi,
              ktorzy maja jakie
              > s doswiadczenia w temacie rozwodow kiedy sa dzieci - bez wzgledu
              na role, jaka
              > w tych sytuacjach pelnili wink
          • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:33
            Przeciez jemu tak wygodniej, a dziewczyna (chociaz caly czas uwazam,
            ze miala wolna wole kopa facetowi z zona dac) bedzie tkwila w
            g...nie bez normalnego zwiazku, rodziny i wymarzonego bebika. Zona
            od czasu do czasu bedzie naloty na k...we robic, a facet bedzie
            plakac, ze nie wie co ma zrobic, zeby dobrze bylo.
            • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:37
              Słuchaj glass, a Ty kim jestes byś miała prawo w stosunku do niej takich
              inwektyw uzywac.
              Trzymaj poziom, bo to forum bardzo rzadko pozwala by taki rynsztok w dyskusji
              występował.
              Nie umiesz kulturalnie to milcz.
              • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:45
                Nie doczytalas albo nie zrozumialas - nie uzywam w stosunku do niej
                inwektyw tylo moge sie zalozyc, ze zona tego pana - skoro juz teraz
                ma jej adres i zalicza wizyte domowa zanim jeszcze sad sie w to
                wlaczyl, ma jedna na nia okreslenie - wlasnie to, ktore Ci sie nie
                podoba... niestety jak sie bawi ogniem, to nalezy sie liczycz z
                poparzeniami.
                • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:53
                  ja nie wiem jakie okreslenie ma żona, ale wiem jakich uzyłas Ty. I nie sądzę byś
                  miała do tego prawo.
                  mało tego na tym forum raczej nie praktykuje sie takiego zachowania. Swoje
                  obrzydliwe okreslenia zachowaj dla siebie, żółć ulewaj gdzie indziej, nie ona Ci
                  zrobiła krzywdę. Naprawde mozna dyskutowac bez rynsztoka. jeśli tego nie umiesz
                  czas się nauczyc. Ułatwia to życie.
                  • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:03
                    Z zolcia, albo jej brakiem to nie ma nic wspolnego. Przepraszam, ze
                    to napisalam, bo osobicie czywiscie nie mam do dziewczyny nic -
                    tylko ze niestety na to (oraz gorzej) powinna byc przygotowana - na
                    razie miala zone, nawet nie byla, pod drzwiami. Co nastepne - bo
                    chyba nie facet odchodzacy w koncu od zony do niej?
              • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:46
                Mam 22 lata i cała ta sytuacja jest dla mnie przytłaczająca. Ja rozumiem, że różnie to z boku może wyglądać...
                Nie rozpaczam, wiem, że nikogo zmusić nie można, żeby z kimś był i na pewno nie będę ciągnąć tego przez kilka lat.
                Tylko potrzebuję Waszych opinii, bo tak się składa, że żadnego doświadczenia z rozwodami nie mam. Poza tym studiuję, chciałabym jechać na stypendium - on nie jest całym moim życiem...
                • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:55
                  Jesteś raptem cztery lata starsza od mojej córki.
                  jestes młodziutka i całe zycie przed Tobą.
                  Jeśli mogę Ci coś poradzić...NIE CZEKAJ. Szkoda twojego zycia. Jeśli chcesz dać
                  mu szanse do tych wakacji. Daj, ale jesli mogę Ci cos poradzic to ani dnia dłuzej.
                  Masz prawo do normalnego związku z wolnym męzczyzną który wie, że to Ty jestes
                  kobieta jego zycia a nie bedzie sie pół wieku zastanawiał przy kim jest jego
                  miejsce.
                  • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:07
                    I o to chodziło. Różne myśli przychodzą do głowy więc warto spojrzeć na sprawy z innej perspektywy. Tak wyszło, ja naprawdę pojęcia nie mam jak się w tym wszystkim odnaleźć. Dobrze nam razem, naprawdę. Oczywiście, że boję się, że koniec końców wybierze dom. W ogóle teraz to już wszystkiego się boję. Żona była tu już drugi raz - za pierwszym razem trafiła na współlokatorkę. Tak więc mam kolejny powód do strachu, bo chyba jest zdeterminowana wink
                    • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:14
                      Nie pozwól sobie na awantury, grozby i broń boże bójki.
                      To nie jest Ci potrzebne.
                      uważaj na siebie i zastanów sie, czy własnie takiej miłosci chcesz?
                      Takiego faceta, który nie umie zadbac o twój komfort?
                      Jesli nie...ewakuuj się.
                      • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:27
                        Mieszkamy w tej samej dzielnicy i tak sporej, ale sądzę po prostu, że go... wytropiła winkMoże nas razem widziała. To musiał być zbieg różnych zdarzeń, jeśli już wiedziała, co jest grane to może po prostu za nim poszła/pojechała
                      • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:28
                        i to pokazuje, że Misio zachowuje sie jak bezwolna kupka nieszczescia. Pewnie
                        żona kazała dac bo jak nie to *&&%^$%)% i on...dał. Chyba, że detektywa wynajęła.
                        Tn Pan działa bez pomyslunku. Póki co udało mu sie zranic dwie kobiety. A
                        niestety obawiam sie, ze wszystko jeszcze przed nimi.
                        • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:39
                          Nie wiem, w domu mogę nie otwierać drzwi, ale jeśli wtargnie na uczelnię to najem się wstydu...
                          Dzięki to.ja.kas smile nie spodziewałam się, że ktoś się tym na tyle zainteresuje i wesprze, facet jednak nie zachowuje sie jak facet... i z Twoją pomocą dotarło to do mnie
                          • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:48
                            Jeśli dotarło cokolwiek to dobrze. Jestes dorosła i to Twoje życie i Twoje
                            wybory. Ale...naprawdę zasługujesz na szacunek i poczucie bezpieczeństwa. Nie
                            pozwól sobie wmówić, że nie.
                            Nie daj sie zastraszyc i zrobić sobie krzywdę. Ani jemu , ani jego żonie. Jak
                            sama widzisz w tym trójkącie każdy dba o siebie, bierz przykład z pozostałej dwójki.
                            I jesteś zbyt Młoda by dać sobie zmarować zycie. Poczekaj z tym jeszcze kilka
                            lat wink))))
                            To był żart smile
                            • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:56
                              Nie czekaj bo czas na nikogo nie czeka, ale nie marnuj czasu na
                              kogos, kto dba o siebie i wylacznie o siebie. Gryze sie w jezyk, bo
                              nigdy nie myslalam, ze tej trzeciej smile bede zyczyc powodzenia, ale
                              powodzenia - znajdz kogos kto ma uporzadkowane zycie i bedzie Cie
                              traktowac jak odskocznie od nudnego zycia. Nie dbajac o to, jakie
                              dla Ciebie konsekwencje bedzie to nioslo (jedna juz masz - walenie
                              piescia w dzrzwi).
                          • zmeczona100 Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 20:27

                            sarahoh napisał:

                            > Nie wiem, w domu mogę nie otwierać drzwi, ale jeśli wtargnie na uczelnię
                            to naj
                            > em się wstydu...

                            Czyli masz świadomość, że źle robisz, zadając się z żonato- dzieciatym
                            facetem?
                            Bo przecież wstydzimy się tego, czego robić nie powinniśmy.
                            Nie musi iść za Tobą na uczelnię- wystarczy np. NK i znalezienie Twojego
                            kierunku.

                            Masz 22 lata, a facet jest dzieciaty. Czyli pewnie 30 lat i więcej. Czyli
                            standard- facet szuka młodego ciała. W zamian za...?
                    • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 16:21
                      sarahoh napisał:

                      > I o to chodziło. Różne myśli przychodzą do głowy więc warto
                      spojrzeć na sprawy
                      > z innej perspektywy. Tak wyszło, ja naprawdę pojęcia nie mam jak
                      się w tym wsz
                      > ystkim odnaleźć. Dobrze nam razem, naprawdę. Oczywiście, że boję
                      się, że koniec
                      > końców wybierze dom. W ogóle teraz to już wszystkiego się boję.
                      Żona była tu j
                      > uż drugi raz - za pierwszym razem trafiła na współlokatorkę. Tak
                      więc mam kolej
                      > ny powód do strachu, bo chyba jest zdeterminowana wink

                      następny raz zakomunikuj jej, że zadzwonisz po policję, a jak to nic
                      nie da, to przejdź się na komisariat, nie można kogoś nachodzić i
                      krzyczeć pod drzwiami. może jak ja pouczą to się jej odechce...
              • enesta Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:53
                Zawsze optymistyczne, szczęśliwe dziewczyny, dobrze byłoby żebyście
                czasem pomyślały o szczęściu tych pierwszych kobiet, przynajmniej
                dawały jakieś wychowawcze rady młodym dziewczyną i swoim córkom
                potem też. Miło by byłosmile
                • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:00
                  Daj spokój tym wychowawczym radom. Ano ja sie czuje kompetentna do wychowania
                  kogokolwiek poza córką, ani nie wierzę że moje wychowanie będzie miało wpływ na
                  to, czy córka za lat parę nie spotka na swojej drodze kogoś w związku i nie
                  wybuchnie uczucie. I nie uczę jej, że NIE WOLNO. raczej staram się jej pokazać,
                  że NIE WARTO i nie da jej to szczęscia. Mimo iż ja bardzo długo byłam szczęśliwa
                  bo trafiłam na cudownego i zdecydowanego męzczyznę.
                  • enesta Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:13
                    O tę właśnie różnicę mi chodzi między-nie wolno, a nie warto.
                    Tu nie chodzi na co zużyjesz energię, czy to ci się opłaca czy nie,
                    ale o to, że komuś niszczysz życie. Matka ma ogromny wpływ na to
                    według jakich zasad córka będzie postępowała w swoim życiu. Wydaje
                    mi się że wiesz o czym piszę(?)
                    • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:22
                      Mam zasady, ale czasami je łamię - jak każdy. Tak się składa, że moi rodzicerozwiedli się ale wiele lat temu i jakoś bardzo źle się to na mnie nie odbiło. Na pewno nie na tyle, żebym teraz biegała po W-wie i rozbijała małżeństwa...
                      • enesta Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:33
                        Już to zrobiłaś.
                        Daj sobie spokój.
                        Znajdziesz fajnego faceta bez obciążeń jakim jest porzucenie własnej
                        rodziny.
                        Ten będzie chciał to sam to zrobi, ale bez Twojego wparcia-bo Twoje
                        oczekiwanie na to że jak odejdzie od żony to Ty z nim zamieszkasz
                        jest już wspieraniem go w podjęciu tej decyzji.
                      • fafocle Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 00:00

                        > Mam zasady, ale czasami je łamię - jak każdy.


                        masz zasadę, że żonatych nie tykasz, chyba, że ci się spodoba to tykasz bez
                        długiego zastanawiania się.

                        po co się okłamywać, że się jest osobą o wysokim morale, jesli się nie jest.
                        udajesz kogoś =z zasadami= dlatego, nie mówisz wprost żeby się rozwiódł (pozwala
                        to ci mieć złudzenie posiadania zasad) ale z nim sypiasz choć wiesz, że ma rodzinę.
                        okłamujesz sama siebie.
                        pora spojrzeć w lustro i zobaczyć swoją prawdziwą twarz, to porządkuje wiele
                        spraw w życiu.

                        • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 00:16
                          Wesz fafocle, Piotr sie trzykrotnie zaparł, Jonasz uciekł od misji jaką Bóg mu
                          zaplanował.....ludzie popełniają błedy. Czasem bardzo poważne. Ci co wytykają
                          innym niemoralnośc też.
                          • fafocle Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 00:29
                            zasady to kręgosłup. mam kręgosłup ale czasem go łamię? ile razy się tak da?
                            może szczerzej przyznać, że moje zasady dopuszczają związki z żonatymi mężczyznami.
                            nie ma co zamydlać sobie samej oczu swoją zafałszowaną wysoką moralnością.
                            tak jest zdrowiej.

                            można też uznać, że =moje zasady nie są jeszcze ukształtowane więc jestem z
                            żonatym facetem (i to z tego samego osiedla co jego żona z dziećmi?! sic! co za
                            durnota...) i nie wiem jeszcze czy tego typu romanse wyznaczą nowy standard
                            mojego życia=.

                            ale nie twierdzić =mam zasady, ale czasem je łamię=.
                            tiaaa... jestem dziewicą ale czasem z kimś się prześpię.

                            • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 00:49
                              Myślę, że nieszczęśliwie dobrała słowa.
                              Ja generalnie nie toleruję przemocy ale moze z dwa razy dałam komus po twarzy a
                              dziecko dostało raz klapsa.
                              Mimo wszystko uważam, że jestem osobą nie stosującą od przemocy. Sytuacja była
                              wyjątkowa.
                              Morderstwo uwazam za zbrodnie....ale potrafie sobie wyobrazic sytuacje kiedy
                              mogłabym zabić.
                              Nie interesują mnie zajęci męzczyzni ale raz kiedys bardzo pokochałam takiego
                              męzczyznę i była to miłośc mojego zycia. Nigdy wczesniej i nigdy pozniej nie
                              związałam sie z zonatym mimo iz miałam kupę okazji by to zrobic, albo chociaż
                              iśc do łóżka.
                              Ale ja nigdy nie pretendowałam do miana ideału, kreatora moralności ani Pana Boga.
                              Jestem tylko człowiekiem który popełnia grzechy, błądzi, czasami ma słabości. I
                              daję prawo do tego osobom które są dookoła mnie.
                              • enesta Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 10:16
                                to.ja.kas napisała:

                                > Ale ja nigdy nie pretendowałam do miana ideału, kreatora
                                moralności ani Pana Boga.
                                > Jestem tylko człowiekiem który popełnia grzechy, błądzi, czasami
                                ma słabości. I daję prawo do tego osobom które są dookoła mnie..

                                Nie jestem katoliczką, nie identyfikuję się z żadną wiarą czy
                                wyznaniem choć zapewne chrześcijanizm jest mi najbliższy z racji
                                tego że urodziłam się w Polsce i gdzieś wierzę w to że człowiek
                                zdolny jest do uczuć wyższych, nie jestem też ateistką, tym bardziej
                                kreatorem moralnoścismile, po prostu przeżyłam więcej lat niż autorka
                                wątku, i doszłam do pewnych wniosków.
                                To o czym napisałaś: „daję prawo innym do popełniania błędów” jest o
                                tyle słuszne, jeśli nie ma w tym przyzwolenia na popełnianie błędów.
                                Bo może być to wykorzystywane wielokrotnie przez daną osobę, z
                                uzasadnieniem- przecież każdy może popełnić błąd.
                                Kiedy dostaje informację że *właśnie popełnił błąd* i to nie jest
                                ani fajne ani dobre, to może to wpłynąć na dalsze koleje życia tej
                                osoby.
                                I tu analogia do spowiadających się ciągle z tych samych grzechówsmile

                                • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 10:31
                                  Pomiędzy prawem do błedów a pozwoleniem do krzywdzenia się jest róznica.
                                  też nie jestem katoliczką, czuję się chzescijanką i staram się żyć tak by być z
                                  siebie dumna. raz mi się udaje to lepiej, innym razem gorzej. Różnie jest.
                                  Generalnie jest in plus. Poważne tematy sa dla mnie tematami powaznymi (jakiz
                                  wniosek wink ) a związek to temat poważny, nawet jak partnerzy sa wolni. Więc
                                  wierz mi, że pewne decyzje mimo iz moze tak łatwiej byłoby ocenić, bo mozna
                                  byłoby stwierdzić "ot, bezmyślna kochanka", nie były dla mnie łatwe, proste i
                                  przyjemne. Ale uważam iż i ja i P podjęliśmy jedyną słuszną decyzję w tym co nas
                                  spotkało. Oczywiście można gdybać. Ale to było juz na tyle dawno, że nawet mi
                                  się nie chce o tym pisac.
                                  • enesta Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 11:00
                                    Na pewno Kas jesteś odważną kobietą skoro piszesz na forum o swoim
                                    związku który z góry będzie potępiony przez 90% piszących tu kobiet.
                                    Jeśli chodzi o pokolenia kobiet w rodzinie to ja na przykład widzę
                                    podobieństwo zasad którymi kierowały się moja babcia , mama i ja i
                                    widzę też błędy i z tego też wyciągam wnioski.
                                    Małe dziecko powinno mieć powiedziane co dobre co złe, potem
                                    dorasta, samo dokonuje wyborów, ale te wybory zawsze wypływają z
                                    wychowania i można przez nieuwagę zaniedbać pewne dziedziny. Nawet
                                    przez przekorę dorastające dziecko może zrobić coś na złość
                                    (rodzicom i wyznawanym przez nich zasadom) ale potem z reguły wraca
                                    do punktu wyjścia i czerpie z tego wychowania.
                                    Są też oczywiście wyjątki.

                                    • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 11:13
                                      To nie jest odwaga. To akceptacja dla siebie i własnych wyborów nawet tych
                                      kontrowersyjnych. Wynika z tego, że mało co robie bez przemyslenia (no chyba, ze
                                      są to sprawy mało istotne).
                                      Nigdy nie napisałam, ze jestem dumna ze swojego wyboru. Bo nie jestem. Nie
                                      chciałabym znowu być przyczyną czy katalizatorem rozpadu jakiegokolwiek związku,
                                      nawet nie najlepszego. I dlatego, że uważam iż zdrada sama w sobie jest
                                      zjawiskiem negatywnym a dzieki mnie mogła sie w tym konkretnym przypadku zadziać
                                      w tym momencie i przestrzeni i dlatego, że to bardzo trudna relacja dla
                                      wszystkich i dlatego, że sa skrzywdzeni.
                                      Ale jak zapytasz czy żałuję tego konkretnego związku odpowiem, że nie żałuję ani
                                      jednej minuty, ani jednej sekundy. To była póki co miłość mojego zycia i wiele
                                      lat cudownego bycia razem a teraz mam nadzieje wiele lat dobrej przyjaźni.
                                  • malgolkab kas 25.06.10, 19:06
                                    to.ja.kas napisała:

                                    > Pomiędzy prawem do błedów a pozwoleniem do krzywdzenia się jest
                                    róznica.
                                    > też nie jestem katoliczką, czuję się chzescijanką i staram się żyć
                                    tak by być z
                                    > siebie dumna. raz mi się udaje to lepiej, innym razem gorzej.
                                    Różnie jest.
                                    > Generalnie jest in plus. Poważne tematy sa dla mnie tematami
                                    powaznymi (jakiz
                                    > wniosek wink ) a związek to temat poważny, nawet jak partnerzy sa
                                    wolni. Więc
                                    > wierz mi, że pewne decyzje mimo iz moze tak łatwiej byłoby ocenić,
                                    bo mozna
                                    > byłoby stwierdzić "ot, bezmyślna kochanka", nie były dla mnie
                                    łatwe, proste i
                                    > przyjemne. Ale uważam iż i ja i P podjęliśmy jedyną słuszną
                                    decyzję w tym co na
                                    > s
                                    > spotkało. Oczywiście można gdybać. Ale to było juz na tyle dawno,
                                    że nawet mi
                                    > się nie chce o tym pisac.
                                    pozwolę sobie na prywatę - mądrze piszeszsmile im więcej czytam Twoich
                                    wypowiedzi, tym bardziej się w tym utwierdzam...
                                    • to.ja.kas Re: kas 25.06.10, 20:19
                                      Małgo....dziękuję.
                                      Ale ostrzegam przez częśc pań mam opinię pieniaczki i kłotliwej awanturnicy.
                                      Tym bardziej mi miło wink
                        • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 21:50
                          wysokie morale to kwestia bardzo dyskusyjna
                          Jestem osobą, która robi to, na co ma ochotę - taka nietzscheańska afirmacja życia w połączeniu z brakiem sumienia smile
                          Wiedziałam, co oznacza znajomość z żonatym mężczyzną. Nie "ukradłam" go, nie "zabrałąm" go sobie. On to robił całkowiecie dobrowolnie, to właściwie on przez kilka miesięcy się o mnie starał. Oboje wiedzieliśmy, co robimy.
                          Więc obecna "patowa" sytuacja była jak najbardziej do przewidzenia - doszłam do takiego momentu, w którym trudno mi sobie cokolwiek racjonalizować dlatego bardzo jestem wdzięczna za każdy komentarz, nawet wszystkich porzuconych i wkurwionych żon.
                          • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 21:57
                            No i zbierasz chyba owoce tego co robisz z ochota - zwiazalas sie z
                            facetem, ktory robie i Ciebie i zone w balona. Kopnij go z zadek,
                            niech sie kisi we wlanym sosie (z nadzieja, ze jego zona zrobi to
                            samo i dupek zostanie na lodzie).
                    • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:30
                      Nie wiem. Moja mama nie miała nigdy romansu albo ja nic o tym nie wiem.
                      ja wiem, że redzej nie zrobie czegoś co jest dla mnie nieopłacalne niż dlatego,
                      że mi nie wolno.
                      Ale ludzie różnie racjonalizują swoje zachowania.
                      • enesta Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 09:28
                        Źle mnie zrozumiałaś Kas, to nie było z podtekstem. Chodziło mi o to
                        że my –kobiety- matki- powinnyśmy jasno określić własne zasady bez
                        zostawiania marginesu na (może korzystniej, może opłaca się lub nie
                        opłaca) wtedy dziecku *łatwiej* jest rozeznać się w tym co można a
                        co nie.
                        Nie oceniam Ciebie, tylko odnoszę się do tego co napisałaś.
                        • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 09:38
                          Enesta, to jest jasne co piszesz. I oczywista oczywistość, że trza mówić co
                          wolno co nie. Tu mamy podobne zdanie. Ale ja jeszcze mówię DLACZEGO nie nalezy.
                          I tu w tej argumentacji pewnie się róznimy.
                          Ty do takiej sytuacji stosujesz przykazanie "nie kradnij".
                          A ja uważam iż ono w stosunku do uczuć i ludzi nie ma zastosowania.
                          I mówię mojej Młodej....nie rob tego bo po co Ci to, nie warto.
                          Poza tym ja mam wrażenie, że moje dziecko gorączkowało sie, że ktoś komuś
                          "ukradł chłopaka" jak miała lat 14. Teraz już umie myśleć bardziej dojrzale,
                          przewidzieć konsekwencje dla siebie i dla kogoś.
                          Tu się róznimy.
                          I jeszcze coś, jeśli moja córka miałaby związać się z kimś w związku to już nie
                          bedzie dzieckiem i mnie o rade pewnie zapyta proforma a zrobi jak chce. Ona ma
                          swoje rozeznanie i swoją moralność. Myślę, że bardziej sztywną jak moja, a ja
                          mam inną moralność niż moja mama, a moja mama i babcia to dwie różne bajki.
                          A czy to będzie mieć wpływ na jej wybory partnera na tyle by nie zakochać się
                          nigdy w zajętym męzczynie? Życze jej tego. Własnie dlatego, że zyczę jej dobrze
                          i nie sądze by takie doświadczenie było jej potrzebne i by było dla niej
                          korzystne. A czy jeśli dojdzie do zakochania czy będzie umiała i chciala sie
                          wycofać? Nie wiem. Moja mama miała dośc konserwatywne poglądy i mnie nie
                          ustrzegło jak widać.
                          Zbyt często nie doceniamy wpływu na dzieci. Ale czasami wydaje mi się, że zbyt
                          go przeceniamy.
                          taka sytuacja to zbyt skomplikowane zdarzenie by uważać iż matczyne "nie wolno"
                          ma na nią aż taki wpływ.
                  • zmeczona100 Kas, 25.06.10, 20:22
                    to.ja.kas napisała:

                    Ano ja sie czuje kompetentna do wychowania
                    > kogokolwiek poza córką, ani nie wierzę że moje wychowanie będzie miało
                    wpływ na
                    > to, czy córka za lat parę nie spotka na swojej drodze kogoś w związku i
                    nie
                    > wybuchnie uczucie.

                    Trudno wpajać jakieś zasady i po latach oczekiwać, że będą przestrzegane,,
                    skoro samemu je się łamie. Przecież dzieciaki to dostrzegaja- i wybierają
                    wygodniejszą wersje dla siebie.


                    I nie uczę jej, że NIE WOLNO. raczej staram się jej pokazać,
                    > że NIE WARTO i nie da jej to szczęscia.

                    A kraść NIE WOLNO, czy NIE WARTO?
                    • z_mazur Re: Kas, 25.06.10, 20:37
                      > A kraść NIE WOLNO, czy NIE WARTO?

                      Widzisz, w przypadku kradzieży jest tak, że nie wolno i dlatego nie warto. Bo kradzież jest przestępstwem i można za nie beknąć.

                      A romans z żonatym facetem nie jest przestępstem i nie można za to beknąć, ale można odczuwać negatywne konsekwencje. Dlatego przeważnie nie warto. smile
                      • to.ja.kas Re: Kas, 25.06.10, 20:44
                        Dziękuję Mazur.
                        mam wrażenie, że Panie zaczęły gremialnie martwić sie o przyszłośc mojej córki. wink
                        Spokojnie.
                        Wasze dzieci nie powiela przecież Waszych złych wyborów, kto wie jaka świetlana
                        przyszłość czeka moje dziecko.
                        Chciałam przypomnieć, że nie ona jest autorką tego wątku.
                      • malgolkab Re: Kas, 25.06.10, 22:21
                        z_mazur napisał:

                        > > A kraść NIE WOLNO, czy NIE WARTO?
                        >
                        > Widzisz, w przypadku kradzieży jest tak, że nie wolno i dlatego
                        nie warto. Bo k
                        > radzież jest przestępstwem i można za nie beknąć.
                        >
                        > A romans z żonatym facetem nie jest przestępstem i nie można za to
                        beknąć, ale
                        > można odczuwać negatywne konsekwencje. Dlatego przeważnie nie
                        warto. smile
                        >
                        muszę zapamiętać, co by dziecku przekazać jak trochę wyrośnie:smile
                        dokładnie w taki sposób mama mi takie rzeczy tłumaczyła...
                        • zmeczona100 Re: Kas, 25.06.10, 22:36
                          malgolkab napisała:

                          > z_mazur napisał:
                          >
                          >
                          > > A romans z żonatym facetem nie jest przestępstem i nie można za to
                          > beknąć, ale
                          > > można odczuwać negatywne konsekwencje. Dlatego przeważnie nie
                          > warto. smile

                          To zależy, co się kryje pod "beknąć"- beknąć wyrokiem sądu, czy beknąć
                          wyrokiem sumienia. Ostatecznie nie każdy ma wyrzuty sumienia- wystarczy
                          tylko zastosować relatywizm i... sumienie zagłuszone, uspokojone.
    • fafocle czyli jak to było? 24.06.10, 23:09
      spotykacie się.
      wiesz, że facet ma żonę i dzieci.
      gadka szmatka, podoba ci się, zaczynacie się smyrać, pociąg erotyczny się
      włączył, upojne kilka godzin co jakiś czas bo dłużej się nie da bo żona i dzieci
      czekają, facet mówi, że cię kocha, ty mówisz, że też, że to nie tylko seks.
      super i orgazmicznie.
      ale żona jest więc nie wypada.
      rozstajecie się.
      ty z kimś innym powtórka ale pociągu nie było i nie wyszło.
      ten pierwszy facet cały czas w głowie siedzi.
      i przypomina się, że chce4 jeszcze więcej.
      znowu mówi, że kocha.
      jesli mówi, że kocha, to trzeba z nim być, przeciez jest nieszczęśliwy w
      małżeństwie, różnie się ludziom układa, związki mają prawo się rozpaść, żona
      jest zła, straszna, agresywna jędza, pokazala to dobijaniem się do twoich drzwi.
      pewnie przypadkiem się wygadał i jej pokazał z którą zdradza.
      trzeba faceta z tego uratować.
      bo cierpi.
      i znosi to z silom i godnosciom osobistom a poza tym bardzo dzieci kocha.
      bez ciebie będzie nieszczęśliwy.
      ty mu dasz szczęście.
      gdyby żona zniknęła to by było idealnie.
      ale jej temat jest drażniący.
      nie chce zniknąć.
      franca.
      i jeszcze on ciągle się z rodziną kontaktuje.
      pacan.
      a żona jako ta, której już nikt nie chce, powinna to zrobić sama z siebie a nie
      utrudniać szczęścia jemu i tobie.
      jak masz sobie poradzić z faktem, że ona cię obwinia o wszystko?
      przecież jesteś niewinna, nie mówiłaś mu wprost, żeby się rozwiódł.
      ty tylko miałaś z jej mężem romans.
      i teraz chcesz z nim być, jesli nie będzie za trudno.
      bo to nie tylko seks ale prawdziwe uczucie.
      ale jak będzie za trudno, to właściwie nie chcesz z nim być.
      wolisz zeby nie miał zony.
      i problemów.
      własciwie najlepiej było na etapie romansu.
      teraz wolałabyś żeby od razu wiedzieć czy będzie za trudno czy nie.
      własciwie to już mu nie ufasz, bo wiesz, że facet zdradza i robi co sam ma
      ochotę i wiesz, że ciebie tez puści kantem tak samo.
      ale gdyby nie puścił to byś z nim chciała być.
      bo to miłość.
      ale jak ma puścić, to lepiej to zrobić jako pierwsza.
      niech spada.
      ale trochę szkoda, bo przeciez on twierdzi, że kocha.

        • to.ja.kas Re: czyli jak to było? 25.06.10, 20:47
          tak sie panie cieszycie, że możecie małolacie dokopac, że az palce świerzbia by
          napisać coś co Wam humoru by nie poprawiło.
          Ale w sumie nie chcę zniżać się do poziomu żon które zaczęły używać sobie w tym
          wątku.

          tak tylko sobie myślę, że jeśli takie milusie byłyście dla mężów....
          • glasscraft Re: czyli jak to było? 25.06.10, 21:07
            Badz fair - znajdz mi jedna zona/aktualna partnerke, ktora na slowo
            kochanka nie zacznie ziac ogniem.... zwlaszcza te, ktore
            przetestowaly na wlasnym malzenstwie jak to jest dowiedziec sie, ze
            misio juz nie kocha, bo wymienil na mlodszy model smile
            Ty oceniasz ze strony "malolaty" (zanim znowu zaczniesz na mnie
            krzyczec - stwierdzenie faktu a nie ocena moralna)...
            • to.ja.kas Re: czyli jak to było? 25.06.10, 21:10
              Prosze...na poczekaniu.
              Sonia30.
              Jej mąz nie prowadził się poprawnie, ba prowadził sie wielce niepoprawnie a
              jednak jest rozsądną, sensowna, kulturalną i fajną kobietą.
              Kolejny przykład?
              Sbelatka.
              Dokładnie to samo.
              Wszystko co mówi, nawet jesli nie jest łatwe jest powiedziane tak, że nie można
              przyczepic się do jednego słowa.
              Kolejne?
              Mola1971. Pokaż mi gdzie jechała kiedykolwiek w sposób chamski po kimkolwiek.

              Nie jest prawdą co mówisz. Mozna dyskutowac bez ziania. Chyba, że zianie ma się
              we krwi.
              • glasscraft Re: czyli jak to było? 25.06.10, 21:28
                Mozna bez ziania smile
                tylko, jezeli ktos ma zasade "nie wchodzi sie w zwiazek z osoba,
                ktora jest w zwiazku z inna osoba" to dlaczego mialby kogos, kto
                wlasnie to robi dopieszczac slowenie i dawac razy, jak najlepiej sie
                pozbyc zony/meza...
                Kredyt dla wszystkich kobiet (i facetow), ktore przez zdrade
                przeszly i nie zakwasily sie zupelnie, otrzasnely sie i ulozyly
                sobie zycie. Poczytaj sobie forum macochy (ja z tych macochowych smile
                ile eksi jezdzi po neksiach (ktore nawet nie mialy nic wspolnego z
                rozpadem ich malzenstwa i pojawily sie na horyzoncie dobrze po
                rozwodzie). Pamietam jeden post, gdzie syn do macochy mowi "a moja
                mama to to tobie mowi k..." .
                Teoretycznie masz racje - mozna nietolerowac jakiegos kodeksu
                moralnego i nie nurzac sie w szambie oralnym, tylko - skoro mamy nie
                rzucac kamieniem w nierzadnice smile bo nikt bez grzechy nie jest, to
                moze ziejace ogniem byle zony tez powinny byc rozgrzeszone tongue_out
                • to.ja.kas Re: czyli jak to było? 25.06.10, 21:38
                  Wiesz, ja wychodzę z założenia że w takich sytuacjach widac na co mozna było, na
                  co mozna teraz i na co niestety można będzie liczyć u takich osób w sytuacjach
                  stresowych i trudnych.
                  Wczoraj dziewczyna zapytała "co powinnam zrobić". Doszła wydawałoby się do
                  wniosków które panie powinien zadowolić. Ale tu nie chodzi o nawrócenie
                  grzesznicy, tu chodzi by jej kłaki przerzedzić wink
                  Wiesz, kiedy ktoś w sytuacji mało stresowej, na forum, do niewinnej jemu nic
                  osoby odnosi sie w taki sposób...to jaki był w domu gdy czasami sytuacja
                  człowieka naprawdę potrafi zagotować?
                  Jaka gotowość do rozmowy? Jaki szacunek do rozmówcy? A może to taki nawyk by
                  wszystko na siłe, z agresja i z tupaniem nogami, że ma być na moim?
                  Ta konkretna dziewczyna nie zrobiła im krzywdy, ja tez nie. Ba, żadna z nas nie
                  zamierza czaić się na misia którejkolwiek forumki...ale złośc zalewa paniom oczy
                  i nie mogąc zemścic sie na męzach bo mają ich uczucia i zemsty w nosie mszcza
                  sie na im akurat bogu ducha dziewczynie.
                  Ba, za chwilę okaże sie, ze w czyms zawiniła im moja Młoda...bo NIE TAK z nią
                  rozmawiam i ma zły przykład u mnie.
                  A teraz mi powiedz....chciałabyś zyc z osobami które w taki sposób komunikują
                  swoje racje? Nawet jeśli je mają?
                  • glasscraft Re: czyli jak to było? 25.06.10, 21:47
                    Wszystko przez te misie smile!!!
                    Ktos powinien z nimi zrobic porzadek raz na zawsze...
                    Ty masz racje, ja mam racje... jezeli dostalo sie od zycia po tylku
                    i jeszcie sie z tego na dobre nie otrzasnelo, to chyba latwo jest
                    jechac po kazdym, kto przypomina te sama sytuacje?
                    • to.ja.kas Re: czyli jak to było? 25.06.10, 21:56
                      Jeśli każdy ma robic tylko tak by jemu było łatwo...to o czym mówimy ? wink

                      Nie chcę się kłócić bo ja nie zamierzam zaprzeczać oczywistej oczywistości, że
                      sytuacja gdy w gre wchodzi zdrada jest do doopy.
                      Nie zamierzam nikogo rozgrzeszać ani nikogo oskarzac, ze nie boli tak naprawdę i
                      to tylko przesada.

                      Ja tylko myślę, że warto zastanowic sie nad celem a potem nad tm jak go
                      osiągnąć. W ten sposób co najwyzej można osiagnac robienie sobie na przekór...a
                      tego nie chcemy, nie? wink

                      Z Tobą mi się dobrze gada...masz ozór, ale myslisz i nie jestes zacietrzewiona.
                      ba, potrafisz dostrzec rację drugiej strony. To niezwykle cenne w tak trudnej
                      dyskusji. Zwłaszcza ze net to takie miejsce gdzie nikt nikogo nie przekonał do
                      niczego wink
                • malgolkab Re: czyli jak to było? 25.06.10, 22:16
                  glasscraft napisała:

                  > Mozna bez ziania smile
                  > tylko, jezeli ktos ma zasade "nie wchodzi sie w zwiazek z osoba,
                  > ktora jest w zwiazku z inna osoba" to dlaczego mialby kogos, kto
                  > wlasnie to robi dopieszczac slowenie i dawac razy, jak najlepiej
                  sie
                  > pozbyc zony/meza...
                  nie musi dopieszczać, ale nie musi też mieszać z błotem... a już
                  kompletnie nie rozumiem tych co się uważają za chrześcijan, a tak
                  robią, bo w Nowym Testamencie nie ma słowa o ty, żeby potępiać tych,
                  którzy żyją inaczej. że przypomnę historię o kamienowaniu
                  cudzołożnicysmile)
                  > Kredyt dla wszystkich kobiet (i facetow), ktore przez zdrade
                  > przeszly i nie zakwasily sie zupelnie, otrzasnely sie i ulozyly
                  > sobie zycie. Poczytaj sobie forum macochy (ja z tych macochowych :-
                  )
                  > ile eksi jezdzi po neksiach (ktore nawet nie mialy nic wspolnego z
                  > rozpadem ich malzenstwa i pojawily sie na horyzoncie dobrze po
                  > rozwodzie). Pamietam jeden post, gdzie syn do macochy mowi "a moja
                  > mama to to tobie mowi k..." .

                  szczególnie ciekawy jest fakt, że robią to panie, które jadą po
                  byłym jak po szmacie... skoro taki straszny był, to chyba lepiej, że
                  się teraz inna kobitka z nim męczysmile
                  > Teoretycznie masz racje - mozna nietolerowac jakiegos kodeksu
                  > moralnego i nie nurzac sie w szambie oralnym, tylko - skoro mamy
                  nie
                  > rzucac kamieniem w nierzadnice smile bo nikt bez grzechy nie jest,
                  to
                  > moze ziejace ogniem byle zony tez powinny byc rozgrzeszone tongue_out
    • maly_zlosliwiec Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 06:11
      Przeczytałam. I chyba muszę napisać swoją opinię do autorki.
      Jesteś bardzo młodą osobą. Wpakowałaś się w coś, co powinno Cię omijać.
      Już nie chodzi o względy moralne. Sama wiesz, że coś jest nie tak.

      To jest zaprawiony w bojach damsko - męskich bohater. Normalne że nie jesteś się
      w stanie oprzeć i się zakochałaś. Sztuczki trenowane przez co najmniej dekadę
      przyniosły owoce. Ty na takie życie i poważne dylemanty będziesz gotowa w
      okolicach 30. Masz całą młodość przed sobą. Zobacz w co się pakujesz.
      Musisz zdobyć jakieś życiowe doświadczenie. Posmakować życia. Czy wiesz ilu
      facetów przed Tobą ?

      Nawet książe z bajki nie pojawia się w pojedynczym egzemplarzu.
      Nikt Ci nie doradzi bo sama musisz się z tym zmierzyć. Ja na Twoim miejscu
      zmieniłabym adres i telefon. Uwierz mi że sympatycznych facetów na świecie jest
      mnóstwo.

      Wiem że ciężko się słucha kogoś anonimowego. Podam Ci tylko dwa przykłady.
      Pierwszy to wywiad z pewną aktorką. Pewnie nikt nie czytał ale wywiad był
      świetny. Dawno temu pewnej piosenkarce z dwójką dzieci odbiła męża śliczna
      aktorka. Dwadzieścia lat później życie dopisało swój epilog. Poszukaj i
      poczytaj. Na mnie zrobiło piorunujące wrażenie. Mówię o pani Dudziak i Lilianie
      Komorowskiej.
      Ta druga zrozumiała co zrobiła, kiedy w identycznej sytuacji straciła swojego
      drugiego męża.

      Po prostu młode kobiety nie obarczone dziećmi i obowiązkami nie są w stanie
      zrozumieć żon.
      A moje prywatne zdanie - jest bardzo dużo przystojnych facetów.
      Zakochuję się w sekundzie w jakimś "misiu" przynajmniej raz w roku.
      Ale ponieważ spotkałam najbardziej interesującego faceta w życiu, raczej nigdy
      nie strzeli mi do łba ryzykować tego co mam.

      Nie zmarnuj sobie życia przez nieodpowiedzialnego faceta, zostawiającego swoich
      najbliższych z powodów własnego egoizmu.

      • zielonaorchidea Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 10:34
        Mój mąż odszedł do kochanki jak 2 razy w tygodniu zaczał u niej nocować. Po 2
        miesiącach takiego spędzania czasu wyznał ze jest zakochany. Synom tłumaczył ze
        ciężko pracuje i w gronie znajomych odreagowywuje tak stres. Jak wymusiłam
        rozmowę przyznał się do romansu. Stwierdził, że rozwiedzie sie za półtora roku
        bo nie mozna niszczyć życia synom w ich cięzkim okresie - nowa szkoła, początek
        studiów. W końcu obraził sie na mnie bo nie chciałam zgodzic sie na to aby
        skoro juz wiem co i jak spędzał 3 noce u niej a 3 u mnie weekendy na zmianę. Co
        do jednego dnia noce nie zostały ustalone. Twierdził, że ona jest przyzwoita i
        nie zgadza się aby z nią zamieszkał bez rozwodu. Trochę jak przyznał myślal nad
        próbą ratowania związku ze mna tzn. z żoną ale stwierdził że nie może za mna być
        bo ona by bardzo cierpiała gdyby ja zostawil. Więc żeby dłużej nie cierpiała
        wnioslam sprawe o rozwód. Od tamtej pory - 3 lata mąż widuje synów średnio raz w
        miesiącu a jego towarzyszki im nie przedstawił. Nie wiedzą gdzie ojciec
        mieszka. maja tylko jego numer telefonu. Nie rozumiem tej kobiety, która mogłaby
        być moją córką. mam od dawna jej numer elefonu ale nie skorzystałam choc czasem
        korci aby cos jej napisać. Na razie chyba im dobrze bo maja siebie a ja mam
        synów. Ale żal mi męża bo uważam że wiele stracił. Nie wiem czy nie wypomni jej
        kiedys tego.
        Proponuję rozstać się z nim za wczasu. Nie warto liczyć na takie szczęśliwe
        zakończenie jak mojego ex i jego dziewczyny - koleżanki z pracy. Zamiast
        wspólnego dziecka maja kota i to jest jedyny temat męża i synów na jaki razem
        rozmawiają. A ja codziennie myśle o tej dziewczynie i zaręczam, że nie są to
        miłe myśli. Pamiętam płacz moich synów, rozmowy w szkole z psychologiem. Nie
        daruję mu tego ich cierpienia.
        Pozdrawiam cieplutko i wierzę, że postąpisz mądrze.
        • anka_cyganka35 Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 12:04
          nie szkoda mi Ciebie. szkoda mi jego dzieci i żony. dla Ciebie to była zabawa,
          przyjemność, może wyjedziesz na stypendium jak piszesz i kopniesz go w dupę. a
          oni zostaną bez taty i meża. oczywiście głównie wina leży po jego stronie bo to
          on powinien sie umiec zachowac i nie ładować w romans z małolatą. ale małolata
          tez jest winna. wiesz co to, że jego żona przychodzi do ciebie świadczy o jej
          desperacji. i gówno prawda, że było już wczesniej zle. a jeżeli nawet było to
          ona o tym nie miała pewnie bladego pojęcia. ty sie otrzasniesz i pojdziesz
          dalej. złamane serce, zawiedzione nadzieje, nieaktualne wspólne plany zostana za
          drzwiami jego mieszkania.