Dodaj do ulubionych

Po co zwiazek partnerski...

14.02.13, 11:34
Zwolennicy twierdza, ze nie chodzi tylko o homosiow, ale glownie o hetero-konkubinaty... Przeciwnicy: to dlaczego sie nie ohajtaja... ?? Na to odpowiedz juz nie pada, ale ja chyba wiem o co chodzi...

Jak sie wystapi ze "zwiazku partnerskiego" nie jest sie rozwodnikiem, czyli ma sie sporo wieksze szanse na wyrwanie nowego partnera... A moze tez bedzie sie wtedy przyjmowac status rozwodnika ? A moze jeszcze inny status sie wymysli...
Obserwuj wątek
    • tanebo Re: Po co zwiazek partnerski... 14.02.13, 11:40
      Ludzie nie chcą wchodzić w takie związki jak małżeństwo bo rozstanie jest długie, bolesne i kosztowne. Związek partnerski jest dostosowaniem prawa do oczekiwań obywateli. Dostajesz część praw - prawo do dziedziczenia, do decydowania w szpitalu i na cmentarzu, i masz część obowiązków.
      • bimota Re: Po co zwiazek partnerski... 14.02.13, 13:24
        DLACZEGO MNIE BOLESNE ? JESLI SIE DOMAGAJA WSPOLNEGO PITOWANIA, TO ROZUMIEM, ZE CHCA TEZ MIEC WSPOLNOTE MAJATKOWA, CZYLI TEZ MAJA SIE O CO ZREC...

      • mg2005 Re: Po co zwiazek partnerski... 14.02.13, 16:08
        tanebo napisał:

        > Ludzie nie chcą wchodzić w takie związki jak małżeństwo bo rozstanie jest długi
        > e, bolesne i kosztowne.

        Absurdalne podejście : żenić się z myślą o rozwodzie...
        • tanebo Re: Po co zwiazek partnerski... 14.02.13, 17:08
          A po co się rodzić skoro i tak się umrze?
          • mg2005 Re: Po co zwiazek partnerski... 15.02.13, 11:48
            tanebo napisał:

            > A po co się rodzić skoro i tak się umrze?

            Porównanie głupie : na urodzenie sie i śmierć nie mamy wpływu
            • swojski_riot Re: Po co zwiazek partnerski... 15.02.13, 11:54
              a co ty opowiadasz:

              a aborcja,

              A eutanazja ???

              Patrz co sie dzieje na lewicy - ciagle te same twarze, jedni tylko plec zmieniaja dla niepoznaki. Lepszych kandydatow Lewica sobie bezplatnie wyabortowala, a stare dziady walcza o stolki w strachu przed (polityczna) eutanazja.



              mg2005 napisał:

              > tanebo napisał:
              >
              > > A po co się rodzić skoro i tak się umrze?
              >
              > Porównanie głupie : na urodzenie sie i śmierć nie mamy wpływu
            • bling.bling Re: Po co zwiazek partnerski... 15.02.13, 15:54
              mg2005 napisał:

              > tanebo napisał:
              >
              > > A po co się rodzić skoro i tak się umrze?
              >
              > Porównanie głupie : na urodzenie sie i śmierć nie mamy wpływu

              udowodnij
      • urko70 Re: Po co zwiazek partnerski... 20.02.13, 12:39
        tanebo napisał:

        > Ludzie nie chcą wchodzić w takie związki jak małżeństwo bo rozstanie jest długi
        > e, bolesne i kosztowne. Związek partnerski jest dostosowaniem prawa do oczekiwa
        > ń obywateli. Dostajesz część praw - prawo do dziedziczenia, do decydowania w sz
        > pitalu i na cmentarzu, i masz część obowiązków.

        Bo po co się starać utrzymać związek skoro można się spakować i wyjść.
        Wyjść i wejść w kolejny zwiazek i w kolejny i kolejny i kolejny
        A kogo obchodzą konsekwencje społeczne tego lenistwa....

        Pytanie, czy i gdzie jest granica do spełniania oczekiwań do formalizowania związków?
    • kora3 A to rozwodnik/rozwodka nie ma szans 14.02.13, 11:50
      jak byłeś uprzejmy napisać "wyrwać" nowego partnera? Możesz jakoś rozwinąć tę myśl ?:)
      • Gość: aborcjonista Re: A to rozwodnik/rozwodka nie ma szans IP: 62.22.15.* 14.02.13, 12:09
        Ma szanse jak jak każdy z nas wie po swoim lub cudzym doświadczeniu jest to owiele trudniejsze a tym bardziej jak są dzieci .

        DO autora wątku : nikt nie musi sie spowiadać i tłumaczyć dlaczego taką formę związku chce uprawiać . proste , logiczne i kropka .
        • swojski_riot a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? 14.02.13, 12:14
          Dlazcego Lewica i homosie chca ograniczac ludzka MILOSC tylko do tego samego gatunku ???

          Jest tyle pieknych zwiazkow kross-gatunkowych, powinnismy isc z duchem postepu i tworzyc zwiazki ssaki-ptaki, ssaki-gryzonie, ssaki-gady, a nawet ssaki-drzewa gdyz przejezdzajac ostatnio pod Warszawa widzialem kilka kobiet obejmujacych sosny.




          Gość portalu: aborcjonista napisał(a):

          > Ma szanse jak jak każdy z nas wie po swoim lub cudzym doświadczeniu jest to owi
          > ele trudniejsze a tym bardziej jak są dzieci .
          >
          > DO autora wątku : nikt nie musi sie spowiadać i tłumaczyć dlaczego taką formę z
          > wiązku chce uprawiać . proste , logiczne i kropka .
          • Gość: aborcjonista Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? IP: 62.22.15.* 14.02.13, 12:22
            Twoja wypowiedź swojski GNIOCIE to typowy przykład prawicowo-katolickiej ciemnoty i ogłupienia któremu zostałeś poddany przez swojego jedynego boga JAROSŁAWA i Rydzyka rodzonego :)

            Nikt tu nie pisze o związkach ptaka z gadem i nikt niegdy o tym nie mówił ... twój ograniczony i tępy umysł jak zwykle przyjął postawe obronną w stylu : Informacja o abdykacji papieża jest ATAKIEM .
            • swojski_riot Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? 14.02.13, 12:31
              a tobie jakas zylka strzelila, czy co ???

              po co ta tlusta czcionka i wyzwiska, prezentujesz typowa lewicowa dwulicowosc.

              Skoro mowa o zwiazkach dla kazdego, to nie rozumiem dlaczego teraz sie wycofujesz ze swojej petycji.

              zwiazki cross-plciowe czy cross-gatunkowe, Milosc jest wszedzie.





              Gość portalu: aborcjonista napisał(a):

              > Twoja wypowiedź swojski GNIOCIE to typowy przykład prawicowo-katolickiej cie
              > mnoty i ogłupienia któremu zostałeś poddany przez swojego jedynego boga JAROSŁA
              > WA i Rydzyka rodzonego :)
              >
              > Nikt tu nie pisze o związkach ptaka z gadem i nikt niegdy o tym nie mówił ... t
              > wój ograniczony i tępy umysł jak zwykle przyjął postawe obronną w stylu : Infor
              > macja o abdykacji papieża jest ATAKIEM .

              • Gość: aborcjonista Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? IP: 62.22.15.* 14.02.13, 12:52
                To ty gniocie wstępujesz na ścieżkę wojenną jak Jarosław , słowa w twoim mailu idealnie o tym świadczą
                Dlazcego Lewica i homosie chca ograniczac ludzka MILOSC tylko do tego samego gatunku ???
                Jest tyle pieknych zwiazkow kross-gatunkowych, powinnismy isc z duchem postepu i tworzyc zwiazki ssaki-ptaki, ssaki-gryzonie, ssaki-gady, a nawet ssaki-drzewa gdyz przejezdzajac ostatnio pod Warszawa widzialem kilka kobiet obejmujacych sosny.


                Skoro mowa o zwiazkach dla kazdego, to nie rozumiem dlaczego teraz sie wycofuje
                > sz ze swojej petycji.

                Nie skłAdałem rzadnych petycji a tym bardziej dla związków ssaka i gryzonia, nikt tego nie robił
                TO WYŁĄCZNIE TWOJE PRAWICOWE SZCZUCIE GNIOCIE

                • swojski_riot Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? 14.02.13, 12:58
                  ale czlowiek jest ssakiem... a moze nie jest ??

                  skoro juz poluzniamy instytucje malzenstwa znoszac bariery obyczajowe i biologiczne - no to w czym problem ?

                  Gość portalu: aborcjonista napisał(a):

                  > To ty gniocie wstępujesz na ścieżkę wojenną jak Jarosław , >
                  > Skoro mowa o zwiazkach dla kazdego, to nie rozumiem dlaczego teraz sie wycofuje
                  > > sz ze swojej petycji.
                  >
                  > Nie skłAdałem rzadnych petycji a tym bardziej dla związków ssaka i gryzonia,
                  > nikt tego nie robił
                  > TO WYŁĄCZNIE TWOJE PRAWICOWE SZCZUCIE GNIOCIE

                  • aborcjonista Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? 14.02.13, 13:25

                    swojski_riot napisał:
                    ale czlowiek jest ssakiem... a moze nie jest ??

                    JEST I CO Z TEGO ?
                    skoro juz poluzniamy instytucje malzenstwa znoszac bariery obyczajowe i biol
                    > ogiczne
                    - no to w czym problem ?

                    A DLACZEGO MAMY NIE POLUŹNIAĆ BO OD 200O LAT TAK CI KSIĄDZ MÓWIŁ ?
                    NIKT NIE MÓWI ABY CZŁOWIEK WIĄZAŁ SIĘ Z ZASKROŃCEM PAJACU

                    • swojski_riot Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? 14.02.13, 14:08
                      no czyli jednak jestes za malzenstwami ssakow-z-ptakami, tudziez gadow z gryzoniami

                      aborcjonista napisał:

                      >
                      > swojski_riot napisał:
                      > ale czlowiek jest ssakiem... a moze nie jest ??
                      >
                      > JEST I CO Z TEGO ?
                      > skoro juz poluzniamy instytucje malzenstwa znoszac bariery obyczajowe i biol
                      > > ogiczne
                      - no to w czym problem ?
                      >
                      > A DLACZEGO MAMY NIE POLUŹNIAĆ BO OD 200O LAT TAK CI KSIĄDZ MÓWIŁ ?
                      > NIKT NIE MÓWI ABY CZŁOWIEK WIĄZAŁ SIĘ Z ZASKROŃCEM PAJACU

                      • Gość: aborcjonista Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? IP: 62.22.15.* 14.02.13, 15:01
                        swojski_riot napisał:

                        > no czyli jednak jestes za malzenstwami ssakow-z-ptakami, tudziez gadow z gryzon
                        > iami


                        Udajesz czy jesteś głupkiem ? Tak człowiek jest ssakiem ale co to ma do tego aby się miał łączyć z gryzoniami ??
                        • swojski_riot Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? 14.02.13, 15:02
                          Gryzon tez jest ssakiem. czyz nie ?


                          Gość portalu: aborcjonista napisał(a):

                          > swojski_riot napisał:
                          >
                          > > no czyli jednak jestes za malzenstwami ssakow-z-ptakami, tudziez gadow z
                          > gryzon
                          > > iami
                          >
                          >
                          > Udajesz czy jesteś głupkiem ? Tak człowiek jest ssakiem ale co to ma do tego ab
                          > y się miał łączyć z gryzoniami ??
                          • Gość: aborcjonista Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? IP: *.dynamic.chello.pl 14.02.13, 19:48
                            swojski_riot napisał:

                            > Gryzon tez jest ssakiem. czyz nie ?

                            Ale nie jest człowiekiem !!!!!!!!!!!!!!!!
                            • swojski_riot Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? 15.02.13, 10:02
                              No ale to zdychajaca lewica darzy do zwiazkow partnerskich niekoniecznie zgodnych z BIOLOGIA...



                              Gość portalu: aborcjonista napisał(a):

                              > swojski_riot napisał:
                              >
                              > > Gryzon tez jest ssakiem. czyz nie ?
                              >
                              > Ale nie jest człowiekiem !!!!!!!!!!!!!!!!
                              • Gość: tlenek Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.13, 00:16
                                Nieplodna para tez jest zwiazkiem "niezgodnym z biologia". Kawalerstwo takoz. nalezy zakazac bycia kawalerem / panna.

                                Stosujac Twoja retoryke:

                                kazdy kto jest kawalerem jest za zwazkami homoseksualnymi i pewnie sam jest homosieksualista albo lesbijka. Bo takie cus to z pewnoscia biologiczne nie jest. W koncu po cos dwie plcie w gatunku sa.
                                • swojski_riot Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? 21.02.13, 16:11
                                  cytuj tlenku co ja pisze, a nie co twoja chora wyobraznia ci podpowiada.

                                  Gość portalu: tlenek napisał(a):

                  • bling.bling Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? 14.02.13, 14:43
                    > skoro juz poluzniamy instytucje malzenstwa znoszac bariery obyczajowe i biol
                    > ogiczne
                    - no to w czym problem ?

                    Szarik, rozwiń tą marksistowską myśl jak to prawo znosi bariery biologiczne? Czy trzymanie psa szarika w domu to już przekroczenie tej bariery?
                    Czy wy komuniści macie więcej tego typu propozycji?
                    • swojski_riot Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? 14.02.13, 14:50
                      Juz tlumacze blingu:

                      otoz na przyklad poslanki Grodzkiej:
                      - ukrecenie sobie jaj i wstrzykniecie w dupsko serii sytntetycznych zenskich hormonow jest poluznieniem barier biologii.

                      poluznienie barier obyczajowych to przewrotna zas manipulacja czyniaca z takiego osobnika wzor do powierzania mu insygniow wladzy (lewacy mieli apetyt uczynienia zen wajsmarszalka zgromadzenia narodowego przy braku jakichkolwiek zaslug transformersa)

                      zas jesli chodzi o sprawe malzenstwa - to tak jak pisze Lewicowi i Homosie tworza wirtualno-medialne problemy rzekomo "zyciowych" potrzeb takiego marginesu na malzenstwa. Jedyna potrzeba to polityczny lans. czego przyklad opisalem powyzej.

                      bling.bling napisał:

                      > > skoro juz poluzniamy instytucje malzenstwa znoszac bariery obyczajowe i [
                      > u]biol
                      > > ogiczne[/u] - no to w czym problem ?
                      >
                      > jak to prawo znosi bariery biologiczne?
                      • bling.bling Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? 14.02.13, 15:00
                        swojski_riot napisał:

                        > Juz tlumacze blingu:
                        >
                        > otoz na przyklad poslanki Grodzkiej:
                        > - ukrecenie sobie jaj i wstrzykniecie w dupsko serii sytntetycznych zenskich ho
                        > rmonow jest poluznieniem barier biologii.
                        >
                        W jaki sposób bariery zostały poluźnione? Czy wy towarzyszu z Łysenką macie coś wspólnego? Bo jak widzę po moskiewskim uniwersytecie jesteście. Coś czuję, że zaraz ktoś klasyką zajedzie. Nie mylę się?


                        > poluznienie barier obyczajowych to przewrotna zas manipulacja czyniaca z takieg
                        > o osobnika wzor do powierzania mu insygniow wladzy (lewacy mieli apetyt uczynie
                        > nia zen wajsmarszalka zgromadzenia narodowego przy braku jakichkolwiek zaslug t
                        > ransformersa)
                        >
                        A jakie to atrybuty są potrzebne do dzierżenia tych twoich insygniów i czy aby to nie kojarzy się z seksem dla was marksistów?

                        • swojski_riot Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? 14.02.13, 15:08
                          powtorze ci blingu i pogrubiam czcionka trudniejsze fragmenty (skocz do wiki jesli wciaz bedzie problem)

                          otoz na przyklad poslanki Grodzkiej:
                          - ukrecenie sobie jaj i wstrzykniecie w dupsko serii sytntetycznych zenskich hormonow jest poluznieniem barier biologii.

                          poluznienie barier obyczajowych to przewrotna zas manipulacja czyniaca z takiego osobnika wzor do powierzania mu insygniow wladzy (lewacy mieli apetyt uczynienia zen wajsmarszalka zgromadzenia narodowego przy braku jakichkolwiek zaslug transformersa)

                          zas jesli chodzi o sprawe malzenstwa - to tak jak pisze Lewicowi i Homosie tworza wirtualno-medialne problemy rzekomo "zyciowych" potrzeb takiego marginesu na malzenstwa. Jedyna potrzeba to polityczny lans. czego przyklad opisalem powyzej.
                          • bling.bling Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? 14.02.13, 15:17
                            > otoz na przyklad poslanki Grodzkiej:
                            > - ukrecenie sobie jaj i wstrzykniecie w dupsko serii sytntetycznych zens
                            > kich hormonow jest poluznieniem barier biologii.

                            Szarik co nieco pogrubiłeś ale nawet odrobinę nie wyjaśniłeś jak wy towarzysze marksiści widzicie poluzowanie barier biologii w tym w czym je rzekomo widzicie. Nie wyjasnisz bo to dog(sic!)mat wiary szarików? Czy może wy do żadnej szkoły poza niedzielną w parafii u dobrodzieja nie uczęszczaliście. Nie, czekaj, już wiem! was komuna tak wykształciła.
                            • swojski_riot Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? 15.02.13, 10:04
                              ja juz sam nie wiem, co bys chcial zebym sobie pogrubil.

                              jakis taki niezdecydowany jestes.

                              Ale fakt, ze zdychajaca lewica lapie sie pedalstwa i transwersji zeby dac o sobie znac, swiadczy ze juz zdrowo jedzie truchlem.

                              bling.bling napisał:

                              > > otoz na przyklad poslanki Grodzkiej:
                              > > - ukrecenie sobie jaj i wstrzykniecie w dupsko serii sytntetycznyc
                              > h zens
                              > > kich hormonow jest poluznieniem barier biologii.
                              >

                              • bling.bling Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? 15.02.13, 13:37
                                najlepiej jakbyś pogrubił swój argument, bo cienki jak szczyna szarika. Czy dalej będziesz radośnie się ślinił na własne fantazje z udziałem Grodzkiej i Biedronia mamrocząc coś o urojonych barierach, których nawet nazwać nie umiesz
                                • swojski_riot Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? 15.02.13, 14:50
                                  Dlaczego lewica i homosie chca ograniczac ludzka MILOSC tylko do tego samego gatunku ???

                                  Jest tyle pieknych zwiazkow kross-gatunkowych, powinnismy isc z duchem postepu i tworzyc zwiazki ssaki-ptaki, ssaki-gryzonie, ssaki-gady, a nawet ssaki-drzewa gdyz przejezdzajac ostatnio pod Warszawa widzialem kilka kobiet obejmujacych sosny.
                                  • bling.bling Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? 15.02.13, 15:38
                                    swojski_riot napisał:

                                    > Dlaczego lewica i homosie chca ograniczac ludzka MILOSC tylko do tego samego ga
                                    > tunku ???
                                    >
                                    > Jest tyle pieknych zwiazkow kross-gatunkowych, powinnismy isc z duchem postepu
                                    > i tworzyc zwiazki ssaki-ptaki, ssaki-gryzonie, ssaki-gady, a nawet ssaki-drzewa
                                    > gdyz przejezdzajac ostatnio pod Warszawa widzialem kilka kobiet obejmujacych s
                                    > osny.

                                    Nie mam pojęcia. Ja widziałem wiele kobiet i mężczyzn deklarujących miłość do swoich zwierząt a o tych co kochają się przedmiotach w postaci krzyża z przyklejonym do niego zwłokami człowieka to już nawet wspominać nie warto. Dlaczego katoliccy bolszewicy nie zakaża tego zboczenia?
                    • mg2005 Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? 14.02.13, 16:12
                      ja bym zapytał : kiedy rejestracja 3-kątów i 4-kątów ?... To przecież logiczna konsekwencja... :)
                      • bling.bling Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? 14.02.13, 16:17
                        mg2005 napisał:

                        > ja bym zapytał : kiedy rejestracja 3-kątów i 4-kątów ?... To przecież logiczna
                        > konsekwencja... :)

                        A nie istnieje jeszcze taka rejestracja?
                        Zapytaj jeszcze raz.
                      • yoma Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? 14.02.13, 16:28
                        OK, no i co ci przeszkadza?
                • Gość: inkwizytor Żadnych, głuptaku IP: *.warszawa.vectranet.pl 14.02.13, 13:11
                  Gość portalu: aborcjonista napisał(a):

                  >Nie skłAdałem rzadnych petycji a tym bardziej dla związków ssaka i gryzonia,
                  > nikt tego nie robił

                  Naucz się ortografii, selerze naciowy!
                  • aborcjonista Re: Żadnych, głuptaku 14.02.13, 13:25
                    Gość portalu: inkwizytor napisał(a):

                    > Gość portalu: aborcjonista napisał(a):
                    >
                    > >Nie skłAdałem rzadnych petycji a tym bardziej dla związków ssaka i
                    > gryzonia,
                    > > nikt tego nie robił
                    >
                    > Naucz się ortografii, selerze naciowy!

                    Ikwizytor znasz takie hasło : w.y.d.u.p.i.a.j. ?
                    • Gość: inkwizytor Głuptaku IP: *.warszawa.vectranet.pl 14.02.13, 13:27
                      Naucz się ortografii, selerze naciowy!
                      • swojski_riot zmierz sie z argumentami 14.02.13, 14:11
                        nie mam polskich znakow, ani polskiej klawiatury.
                        Poeta tez nie bylem - w przeciwienstwie do Adasia Miauczynskiego,

                        ale zachecam inkwizytora do odpowiedzenia na pytanie:

                        1. Czy ktos z Lewicy tudziez homosiow zadal sobie trud przebadania kandydatow do adopcji w zakresie:
                        - czy chca miec Mame i Tate,
                        - czy jednak wola Tate -i-Ciotke
                        - lub Mame-i-Babochlopa

                        ?

                        Gość portalu: inkwizytor napisał(a):

                        > Naucz się ortografii, selerze naciowy!
                        • Gość: inkwizytor Nie chce mi się n/t IP: *.warszawa.vectranet.pl 14.02.13, 14:17
                      • Gość: aborcjonista Re: Głuptaku IP: 62.22.15.* 14.02.13, 15:02
                        Gość portalu: inkwizytor napisał(a):

                        > Naucz się ortografii, selerze naciowy!


                        Do budy
                        • Gość: inkwizytor Re: Głuptaku IP: *.warszawa.vectranet.pl 14.02.13, 15:08
                          Naucz sie ortografii i nie pyskuj nieuku.
                          • Gość: aborcjonista Re: Głuptaku IP: *.dynamic.chello.pl 14.02.13, 19:50
                            Gość portalu: inkwizytor napisał(a):

                            > Naucz sie ortografii i nie pyskuj nieuku.

                            bujaj sie truflu
                            • Gość: inkwizytor Re: Głuptaku IP: *.warszawa.vectranet.pl 14.02.13, 20:14
                              A wiesz, nieuku, co to są trufle?
                              • Gość: tlenek Re: Głuptaku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.13, 00:20
                                grzyby takie jak plesn i muchomor.
                                • Gość: inkwizytor Następny głuptak IP: *.warszawa.vectranet.pl 19.02.13, 08:17
                                  Pierniczy głodne kawałki.
            • urko70 Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? 20.02.13, 12:49
              Gość portalu: aborcjonista napisał(a):

              > Twoja wypowiedź swojski GNIOCIE to typowy przykład prawicowo-katolickiej cie
              > mnoty i ogłupienia.


              Związki oświeconych i mądrych

              :)
          • Gość: inkwizytor Nieocenione brzozy IP: *.warszawa.vectranet.pl 14.02.13, 12:54
            swojski_riot napisał:

            > Jest tyle pieknych zwiazkow kross-gatunkowych, powinnismy isc z duchem postepu
            > i tworzyc zwiazki ssaki-ptaki, ssaki-gryzonie, ssaki-gady, a nawet ssaki-drzewa
            > gdyz przejezdzajac ostatnio pod Warszawa widzialem kilka kobiet obejmujacych s
            > osny.

            Pod Warszawą mógłbyś spotkać mnie obejmującego i przytulającego się do brzozy.
            Regeneruje umysł i ciało. Dzięki brzozom żyję 574 lata. Polecam.
            • swojski_riot Re: Nieocenione brzozy 14.02.13, 12:59
              no ja nie znam sie na brzozach, ale widze ze kolejny brzozowy ekspert i milosnik

              Czy takze pragniesz zwiazku partnerskiego ze Swoja Brzoza ?

              Gość portalu: inkwizytor napisał(a):
              >
              > Pod Warszawą mógłbyś spotkać mnie obejmującego i przytulającego się do brzozy.
              > Regeneruje umysł i ciało. Dzięki brzozom żyję 574 lata. Polecam.
              • Gość: inkwizytor Re: Nieocenione brzozy IP: *.warszawa.vectranet.pl 14.02.13, 13:05
                swojski_riot napisał:

                > no ja nie znam sie na brzozach, ale widze ze kolejny brzozowy ekspert i milosni
                > k
                >
                > Czy takze pragniesz zwiazku partnerskiego ze Swoja Brzoza ?

                Nie pragnę związku partnerskiego ani żadnego innego związku zalegalizowanego z brzozą.
                Kocham je wszystkie, przytulam się do nich zawsze i wszędzie. Ale nie jestem stały w uczuciach i nie mam jednej ukochanej brzozy:)
                • yoma Re: Nieocenione brzozy 14.02.13, 13:07
                  Ty polibetulisto! :P
                  • Gość: inkwizytor Napisz cos z sensem. IP: *.warszawa.vectranet.pl 14.02.13, 13:14
                    yoma napisała:

                    > Ty polibetulisto! :P

                    Co to oznacza?
                    • yoma Re: Napisz cos z sensem. 14.02.13, 14:00
                      Głęboki sens nie dla każdego bywa zrozumiały. Poli- wiadomo, jak w "poligamista". Betula (łac.) - brzoza.
                      • Gość: inkwizytor Re: Napisz cos z sensem. IP: *.warszawa.vectranet.pl 14.02.13, 14:15
                        yoma napisała:

                        > Głęboki sens nie dla każdego bywa zrozumiały.

                        O ile w ogóle istnieje w czyjejś wypowiedzi, np twojej....:)
                        • yoma Re: Napisz cos z sensem. 14.02.13, 15:10
                          Cechą jest maluczkich nie widzieć sensu tam, gdzie go nie rozumieją.
                          • Gość: inkwizytor Re: Napisz cos z sensem. IP: *.warszawa.vectranet.pl 14.02.13, 15:15
                            yoma napisała:

                            > Cechą jest maluczkich nie widzieć sensu tam, gdzie go nie rozumieją.

                            Natomiast cechą wielkich jest wykazać bezsens maluczkim, dostrzegającym sens tam, gdzie go nie ma.
                            • yoma Re: Napisz cos z sensem. 14.02.13, 15:21
                              A miej sobie ostatnie słowo, miej :) Słoń polemizujący z mrówką jest tylko mrówką cierpiącą na megalomanię.
                              • Gość: inkwizytor Re: Napisz cos z sensem. IP: *.warszawa.vectranet.pl 14.02.13, 15:26
                                yoma napisała:

                                > A miej sobie ostatnie słowo, miej :)

                                No to będę sobie miał:)

                                >Słoń polemizujący z mrówką jest tylko mrów
                                > ką cierpiącą na megalomanię.

                                Bzdura. Słoń zawsze pozostanie słowem, niezależnie od okoliczności.



                                • yoma Re: Napisz cos z sensem. 14.02.13, 15:54
                                  A słoń stał się słowem i mieszkał między nami? :)
                                  • Gość: inkwizytor Re: Napisz cos z sensem. IP: *.warszawa.vectranet.pl 14.02.13, 17:19
                                    yoma napisała:

                                    > A słoń stał się słowem i mieszkał między nami? :)

                                    Niech sobie mieszka gdzie chce, byle nie z nami.
                    • massaranduba Re: Napisz cos z sensem. 14.02.13, 14:04
                      > yoma napisała:
                      >
                      > > Ty polibetulisto! :P
                      >
                      > Co to oznacza?

                      Betula to po lacinie brzoza :-) Namietnie kocham klony, szczegolnie palmowe, wiec pewnie wedlug nazewnictwa Yomy bede poliacereta ;-)
                      • yoma Re: Napisz cos z sensem. 14.02.13, 15:10
                        Bardzo ładnie. A ja jestem generalnie poliplantystka, miło mi :)
                  • Gość: tlenek Re: Nieocenione brzozy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.13, 00:23
                    Mozesz wrzucic w stopke link dla niekumatych matematycznie.

                    Całka z e^x
                    • Gość: inkwizytor Re: Nieocenione brzozy IP: *.warszawa.vectranet.pl 19.02.13, 08:25
                      Takiemu czadowi na ten przykład.
                      • Gość: tlenek Re: Nieocenione brzozy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.13, 08:57
                        Mialem na mysli niekumatych matematycznie, np. Ciebie. Wtedy bedzies zmogl zrozumiec dowcip mowiacy o calce z e^x.
                        • Gość: inkwizytor Re: Nieocenione brzozy IP: *.warszawa.vectranet.pl 19.02.13, 09:53
                          Gość portalu: tlenek napisał(a):

                          > Mialem na mysli niekumatych matematycznie, np. Ciebie.

                          Słusznie masz ksywę czad:)))
                          Nie myśl, nie masz do tego smykałki. No cóż, los nie jest sprawiedliwy...
                          Zajmij się może lepiej jakimś rzemiosłem...
          • urko70 Re: a kiedy Zwiazki partnerskie ssaki-gady ??? 20.02.13, 12:54
            swojski_riot napisał:

            > Dlazcego Lewica i homosie chca ograniczac ludzka MILOSC tylko do tego samego ga
            > tunku ???

            Nie od razu Kraków zbudowano.
            :)
        • kora3 Ja po swoim doświadczeniu :) wiem co innego 14.02.13, 13:42
          choć jesli są dzieci, to oczywiscie moze być trudniejsze, ale dzieci mozna mieć nie tylko z małzeńśtwa, wiec...:)
          • swojski_riot Re: Ja po swoim doświadczeniu :) wiem co innego 14.02.13, 14:15
            no bede musial cie zmartwic doszkalajac:
            - z wkladania siurka w odbyt dzieci nie ma.
            - podobnie bezplodny jest kontakt z wibratorem.

            Zas jesli chodzi o adopcje: ponawiam pytanie do takich "stroskanych" homosiow i lewakow, czy zadali sobie trudu by skonsultowac swoje wirtualno-medialne "problemy" z glownymi zainteresowanymi: Dziecmi

            kora3 napisała:

            > choć jesli są dzieci, to oczywiscie moze być trudniejsze, ale dzieci mozna mieć
            > nie tylko z małzeńśtwa, wiec...:)
            • kora3 Zapytam wprost: przedawkowałeś? nt 14.02.13, 14:19

              • swojski_riot czy ktos pytal dzieci CO wola miast Mamy i Taty 14.02.13, 14:29
                Bo zdaje mi sie ze homo-oszolomy od adopcji dzieci maja w glebokim powazaniu to, czy potencjalni kandydaci do adopcji sa zainteresowani/e takimi "rodzicami"

                kora3 napisała:

                >
                • kora3 Ale o so choci? :) 14.02.13, 14:47
                  Jakiś gośc napisal, że po rozwodzie trudniej znaleźć sobie kogoś, ja zapytałam z czego wnosi, Abi odpowiedzial, ze tak ludzie uwazają z doświadczenia, a jesli przy tym mają dzieci to bywa faktycznie trudniej - w ten deseń, ja odpisałam, że moje doświadczenie mówi mi inaczej, ale owszem, jesdli są dzieci to moze ...

                  Na co TY mnie uśweiadaniasz, że ze stosunku analnego dzieci nie ma, a teraz znóe mnie o jakieś dzieci pyrasz co wolą ...
                  Możesz mi wyjaśnić O CO CI CHODZI? Bo ja naprawdę nie wiem :)
                  • swojski_riot Re: Ale o so choci? :) 14.02.13, 14:51
                    no ja tez nie wiem o so chci jesli chodzi o zekome, wyimaginowane problemy wyrwania kogos po rozwodzie.

                    kora3 napisała:

                    > Jakiś gośc napisal, że po rozwodzie trudniej znaleźć sobie kogoś, ja zapytałam
                    > z czego wnosi, Abi odpowiedzial, ze tak ludzie uwazają z doświadczenia, a jesli
                    > przy tym mają dzieci to bywa faktycznie trudniej - w ten deseń, ja odpisałam,
                    > że moje doświadczenie mówi mi inaczej, ale owszem, jesdli są dzieci to moze ...
                    >
                    > Na co TY mnie uśweiadaniasz, że ze stosunku analnego dzieci nie ma, a teraz znó
                    > e mnie o jakieś dzieci pyrasz co wolą ...
                    > Możesz mi wyjaśnić O CO CI CHODZI? Bo ja naprawdę nie wiem :)
                    • kora3 No i rozumiem Cię, ale dlaczego 14.02.13, 14:54
                      do mnie nie na temat pisałeś?
                      Drzewko się "podrzewkowało" koledze?:)
                      • swojski_riot Re: No i rozumiem Cię, ale dlaczego 14.02.13, 15:01
                        tak,
                        sorki kolezanko ;)

                        prosze o lagodny wymiar kary.

                        kora3 napisała:

                        > do mnie nie na temat pisałeś?
                        > Drzewko się "podrzewkowało" koledze?:)
                        • kora3 :) spoko loko nt. 14.02.13, 15:07

            • bling.bling Re: Ja po swoim doświadczeniu :) wiem co innego 14.02.13, 14:45
              a jak ty trącasz prącie to ile dziecioków z niego wyskakuje? Czyż nie równie bezpłodny jak szarika kontakty z internetem?
              • swojski_riot Re: Ja po swoim doświadczeniu :) wiem co innego 15.02.13, 10:42
                skoro twoje jedyne doswiadczenia to wlasnoreczne tracanie wlasnego pracia, to jeszcze malo wiesz dziecko o zyciu.

                bling.bling napisał:

                • bling.bling Re: Ja po swoim doświadczeniu :) wiem co innego 15.02.13, 13:48
                  > skoro twoje jedyne doswiadczenia to wlasnoreczne tracanie wlasnego pracia, to j
                  > eszcze malo wiesz dziecko o zyciu.

                  To ile odbytów już rozdziewiczyłeś, panie wiedzący o życiu? Bo przynajmniej w gadce to z ciebie ekspert w tej sprawie.
      • swojski_riot Mial na mysli wielowymiar 14.02.13, 12:10
        kora,
        znajac medialno-wirtualna "problematyke" lewicy i homosiow, zapewne zapomnieli dodac, ze zwiazki partnerskie moga skladac sie z dowolnej liczny ssakow (niekoniecznie naczelnych).

        Kwestie zwiazkow partnerskich pomiedzy ssakami a gadami z nieznajomych mi przyczyn Lewica na razie nie podejmuje (?)



        kora3 napisała:

        > jak byłeś uprzejmy napisać "wyrwać" nowego partnera? Możesz jakoś rozwinąć tę m
        > yśl ?:)
        • bling.bling Re: Mial na mysli wielowymiar 14.02.13, 12:22
          Szarik zapominasz że związki z trzodą są już opatentowane przez kler katolicki.
          • swojski_riot Re: Mial na mysli wielowymiar 14.02.13, 12:28
            ale trzoda to nie gady, a mnie chodzi o rozszerzenie wirtualno-medialnej "problematyki" lewicy i homosiow.

            Mi chodzi o stworzenia prawnych mozliwosci wszelkim zwiazkom, w tym cross-gatunkowym.

            Ostatnio w parku widzialem kilka kobiet obejmujacych sosny, jak LEWICA moze ich potrzeb nie dostrzegac.

            Domagajmy sie malzenstw z drzewami i krzewami.
            Niech milosc kwitnie wszedzie.



            • bling.bling Re: Mial na mysli wielowymiar 14.02.13, 12:37
              Ja widziałem takich co udają że jedzą czyjeś ciało z miłości do tej osoby, która już dawno nie żyje. Ale ta nekromiłość ma już całkiem udaną ochronę prawną.
              • swojski_riot Re: Mial na mysli wielowymiar 14.02.13, 12:55
                no lewica stawia rownosc wszelkim formom dewiacji.

                Na pierwszy ogien chce malzenstw i adopcji dla gejow, ale w kolejce feministki, pedofile, zoofile, nekromanci.

                Za haslami wyborczymi lewicy i jej wirtualno-medialna "problematyka" bedziemy musieli legalizowac gwalty, aborcje, narkotyki, przejezdzanie na czerwonym swietle i gejow dobierajacych sie do wychowankow Domow Dziecka.




                bling.bling napisał:

                > Ja widziałem takich co udają że jedzą czyjeś ciało z miłości do tej osoby, któr
                > a już dawno nie żyje. Ale ta nekromiłość ma już całkiem udaną ochronę prawną.
                • bling.bling Re: Mial na mysli wielowymiar 14.02.13, 14:40
                  skoro lewica zalegalizowała takie zboczenia jak jedzenie ciała i popijanie krwią to znajdzie się tam też miejsce dla praw człowieka. Najlepiej jakby wszystko było nielegalne. Szariki mają bardzo prostą konstrukcję.
                  • swojski_riot Re: Mial na mysli wielowymiar 14.02.13, 15:34
                    nigdy nie probowales pszenicznego oplatka ?... no bo wina z woda to raczej nie pijasz, tylko mocniejsze miksy

                    bling.bling napisał:

                    > skoro lewica zalegalizowała takie zboczenia jak jedzenie ciała i popijanie krwi
                    > ą to znajdzie się tam też miejsce dla praw człowieka. Najlepiej jakby wszystko
                    > było nielegalne. Szariki mają bardzo prostą konstrukcję.
                    • bling.bling Re: Mial na mysli wielowymiar 14.02.13, 15:44
                      ja tam nie wiem czym się zażeracie i co chlejecie. Jak macie takie zboczenia, to wasz interes. Ja prawnie zakazywać tego zboczenia jednak nie mam zamiaru. Co innego wy bolszewicy. Wszystko co nie jest urwaniłowką ma być według was zakazane i karalne. Ot moralność bolszewickich katolików
                      • swojski_riot Re: Mial na mysli wielowymiar 15.02.13, 10:40
                        co ty opowiadasz, kary wymyslili ateisci, na ten przyklad np. taki ateista Herod uwielbial karac przez ukrzyzowanienie, podobnie jak ateista Neron ktory ukrzyzowanych jeszcze podpalal. Zaiste prawdziwy z Nerona ateista.

                        Bolszewia zas to inne forma ateizmu, brak poszanowania zycia to domena ATEISTOW, Nerona, Lenina, Stalina, Jaruzelskiego, itp.


                        bling.bling napisał:

                        > ja tam nie wiem czym się zażeracie i co chlejecie. Jak macie takie zboczenia, t
                        > o wasz interes. Ja prawnie zakazywać tego zboczenia jednak nie mam zamiaru. Co
                        > innego wy bolszewicy. Wszystko co nie jest urwaniłowką ma być według was zakaza
                        > ne i karalne. Ot moralność bolszewickich katolików
                        • bling.bling Re: Mial na mysli wielowymiar 15.02.13, 13:46
                          pani bozia już cię pokarała. Bo to zła kobieta była i do tego ateistka. Ale nie, czekaj, czy bozia to transwestyta od boga? A może taki zniewieściały bożek. Tak czy inaczej to on was straszy największą karą. A wy robicie prawdziwie w portki nawet przed urojonym bogiem.
    • matylda1001 Re: Po co zwiazek partnerski... 14.02.13, 12:48
      Żeby wszystko było jasne, jestem za uregulowaniem prawnym dotyczącym związków partnerskich, tak homo jak i hetero. Jeśli ludzie żyjący w tych związkach uważają, że im to ułatwi życie, to powinni to mieć. Od tego jest państwo, żeby ludziom robiło dobrze. Natomiast... O ile widzę naglącą potrzebę uregulowania tej sprawy w przypadku związków homoseksualnych, o tyle nie bardzo rozumiem dlaczego ludzie hetero, którzy chcą żyć jak małżeństwo, kochają się, chcą być ze sobą, mają/chcą mieć wspólne dzieci, prowadzą wspólne gospodarstwo domowe, po prostu nie wezmą ślubu cywilnego. Awersja do podpisania się pod cywilnym, ślubnym kontraktem w USC jakoś słabo do mnie przemawia. W obu związkach prawa i obowiązki w zasadzie te same. Różnica polega głównie na tym, że ze związku partnerskiego łatwiej się wymiksować niż ze związku małżeńskiego. Czyżby rzeczywiście o to chodziło?
      • Gość: aborcjonista a dlaczego związki homo IP: 62.22.15.* 14.02.13, 12:55
        nie mogą mieć właśnie prawa tzn uregulowania prawnego takiego związku ?

        i dlaczego ciemnota religijna jest przeciw ?
        • matylda1001 Re: a dlaczego związki homo 14.02.13, 13:37
          Gość portalu: aborcjonista napisał(a):

          > nie mogą mieć właśnie prawa tzn uregulowania prawnego takiego związku ?<

          Do mnie to pytanie? Przecież napisałam, że jestem za.

          > i dlaczego ciemnota religijna jest przeciw ?<

          Bo to ciemnota. Gdyby ciemnota była oświecona, to nie byłaby ciemnotą.
          • Gość: inkwizytor Re: a dlaczego związki homo IP: *.warszawa.vectranet.pl 14.02.13, 13:45
            matylda1001 napisała:

            > > i dlaczego ciemnota religijna jest przeciw ?<

            > Bo to ciemnota. Gdyby ciemnota była oświecona, to nie byłaby ciemnotą.

            A gdyby tak, opozycjoniści regulacji prawnych związków partnerskich wysuwali racjonalne argumenty, to nadal byliby przedstawicielami "ciemnoty"?
            A jeżeli tak, to jakiej?
            • matylda1001 Re: a dlaczego związki homo 14.02.13, 14:54
              Gość portalu: inkwizytor napisał(a):

              > A gdyby tak, opozycjoniści regulacji prawnych związków partnerskich wysuwali racjonalne argumenty, to nadal byliby przedstawicielami "ciemnoty"? A jeżeli tak, to jakiej?<

              Moim zdaniem nie, bo ciemnota działa na zasadzie "nie - bo nie" i nie jest zdolna do wysuwania racjonalnych argumentów. Byłaby w takim razie, tak jak napisałeś - opozycją.
              Ciemnota to nie tyle niezrozumienie, co niechęć do poznania.
              • swojski_riot Re: a dlaczego związki homo 14.02.13, 15:45
                inna zas ciemna masa jak stado bawolow podaza za tym co mowi byle "trensformers" w migoczacym monitorku.

                Promocje szminek i piwa buduje sie na tej samej strategii jak promocje homopar.

                Czesto chodzi i tzw. "pierwszy zakup" i tylko wtedy wykreowana "potrzeba" ma swoje apogeum. Pozniej albo trzeba aplikowac nowe kampanie reklamowe, albo sztuczny produkt znika z rynku.


                mam nadzieje ze reklam homoseksualstow bedzie jednak mniej w przerwach projekcji filmow niz reklam podpasek, proszku do prania i piw.


                matylda1001 napisała:

                > Gość portalu: inkwizytor napisał(a):
                >
                > > A gdyby tak, opozycjoniści regulacji prawnych związków partnerskich wysuw
                > ali racjonalne argumenty, to nadal byliby przedstawicielami "ciemnoty"? A jeżel
                > i tak, to jakiej?<
                >
                > Moim zdaniem nie, bo ciemnota działa na zasadzie "nie - bo nie" i nie jest zdol
                > na do wysuwania racjonalnych argumentów. Byłaby w takim razie, tak jak napisałe
                > ś - opozycją.
                > Ciemnota to nie tyle niezrozumienie, co niechęć do poznania.
                • bling.bling Re: a dlaczego związki homo 14.02.13, 15:54
                  promocja szminek to poluzowanie barier biologii. Od malowania ust się zaczyna a na depilacji waginy kończy. Dziś już nawet zwykła menda łonowa jest podobno w zaniku przez cipek golenie. Pozostało sporo mend ludzkich. Najwięcej takich, którym nic się nie podoba
                  • swojski_riot Re: a dlaczego związki homo 15.02.13, 10:46
                    Promocje szminek i piwa buduje sie na tej samej strategii jak promocje homopar.

                    Czesto chodzi o tzw. "pierwszy zakup" i tylko wtedy wykreowana "potrzeba" ma swoje apogeum. Pozniej albo trzeba aplikowac nowe kampanie reklamowe, albo sztuczny produkt znika z rynku.


                    mam nadzieje ze reklam homoseksualstow bedzie jednak mniej w przerwach projekcji filmow niz reklam podpasek, proszku do prania, szminek czy piw.
                    • matylda1001 Re: a dlaczego związki homo 15.02.13, 11:49
                      swojski_riot napisał:

                      >mam nadzieje ze reklam homoseksualstow bedzie jednak mniej w przerwach projekcji filmow niz reklam podpasek, proszku do prania, szminek czy piw. <

                      Rzadko oglądam telewizję, przyznaję, ale zdarza mi się, i nie zauważyłam ani jednej reklamy, która miałaby reklamować homoseksualistów.
                      • swojski_riot Re: a dlaczego związki homo 15.02.13, 11:52
                        poczekaj na teczowa parade w twoim miescie :)

                        poki co jeszcze nie puszczaja spotow w TV, ale Grodzkiego i Biedronia puszczaja regularnie, i to przed 22.00 (a glupie piwko mozna reklamowac dopiero w nocy)...



                        matylda1001 napisała:

                        > swojski_riot napisał:
                        >
                        > >mam nadzieje ze reklam homoseksualstow bedzie jednak mniej w przerwach pro
                        > jekcji filmow niz reklam podpasek, proszku do prania, szminek czy piw. <
                        >
                        > Rzadko oglądam telewizję, przyznaję, ale zdarza mi się, i nie zauważyłam ani je
                        > dnej reklamy, która miałaby reklamować homoseksualistów.
                    • bling.bling Re: a dlaczego związki homo 15.02.13, 13:52
                      boisz się że ci się zachce? Czy boisz się że wreszcie wszyscy się dowiedzą dlaczego lubisz bardziej zadawać się z chłopcami. Nie na darmo przecież nadstawiasz pyska co niedziela gościowi z owłosioną łapą.
              • tlenek_wegla Re: a dlaczego związki homo 19.02.13, 01:41
                Nie. Chodzi o prawa homoseksualnej mniejszosci, ktore w tym ciemnogrodzie trzeba przedstawiac jako prawa wiekszosci (hetero), zeby nie wywolac na pyskach nienawidzacych wszytkiego katoli od razu grymasu nienawisci i zacietrzeweienia.

                Przelkna jakos prawa ludzi do zycia: "chlop z baba.. Ino bez pokropku szamana. "
                Przeciez od zawsze takie rzeczy sie dzialy.

                jedyne, czego nie przelkna, to syndromu psa na sianie - sam nie zezre i krowie nie da.

                Dlatego trzeba uberac rzczy w dziwne konstrukcje, zeby se nie polapali.
      • swojski_riot Re: Po co zwiazek partnerski... 14.02.13, 13:04
        Ekonomiczne eksperymenty Lewicy byla zalosne i oplakane. Ich eksperymenty socjologiczne doprowadza do podobnej degrengolady.

        od tego, zeby "robic dobrze" to jest inna instutucja.

        A propos "rzekomo palacych potrzeb malzenskich homoseksualistow" - to jest to ewidentny przyklad medialno-wirtualnej "problematyki" ludzi Lewicy.

        Wsrod osob homo-preferencji seksualnej, malrzenstwo to naprawde bardzo marginalna zachcianka.






        matylda1001 napisała:

        > Żeby wszystko było jasne, jestem za uregulowaniem prawnym dotyczącym związków p
        > artnerskich, tak homo jak i hetero. Jeśli ludzie żyjący w tych związkach uważaj
        > ą, że im to ułatwi życie, to powinni to mieć. Od tego jest państwo, żeby ludzio
        > m robiło dobrze. Natomiast... O ile widzę naglącą potrzebę uregulowania tej spr
        > awy w przypadku związków homoseksualnych, o tyle nie bardzo rozumiem dlaczego l
        > udzie hetero, którzy chcą żyć jak małżeństwo, kochają się, chcą być ze sobą, ma
        > ją/chcą mieć wspólne dzieci, prowadzą wspólne gospodarstwo domowe, po prostu ni
        > e wezmą ślubu cywilnego. Awersja do podpisania się pod cywilnym, ślubnym kontra
        > ktem w USC jakoś słabo do mnie przemawia. W obu związkach prawa i obowiązki w z
        > asadzie te same. Różnica polega głównie na tym, że ze związku partnerskiego łat
        > wiej się wymiksować niż ze związku małżeńskiego. Czyżby rzeczywiście o to chodz
        > iło?
        • yoma Re: Po co zwiazek partnerski... 14.02.13, 13:08
          Wiesz z autopsji?
          • swojski_riot Re: Po co zwiazek partnerski... 14.02.13, 14:22
            Niestety ekonomiczne eksperymenty Lewicy mialem okazje poznac na wlasnej skorze za czasow PRL. Dobrze, ze Kosciol Katolicki organizowal pomoc zywnosciowa dla mieszkancow obszaru Lewicowych Eksperymentow.

            Za czasow lewicowych Waldcow w Polsce w ramach pomocy miedzynarodowych przychodzilo deficytowe mleko w proszku, maka, olej ratujac niejedna rodzine przed glodem.

            Polska wygrzebuje sie z tego juz 20 lat.



            yoma napisała:

            > Wiesz z autopsji?
            • bling.bling Re: Po co zwiazek partnerski... 14.02.13, 14:48
              no ale za PRLu nie było homosiów a rodzina a la KK miała się bardzo dobrze i popatrz do czego ten katolicki eksperyment doprowadził
              • swojski_riot Re: Po co zwiazek partnerski... 14.02.13, 15:46
                jak to nie bylo homosiow ???

                To kiedy sie Wam ten Biedron wyksztalcil albo taki Grodzki ???



                bling.bling napisał:

                > no ale za PRLu nie było homosiów a rodzina a la KK miała się bardzo dobrze i po
                > patrz do czego ten katolicki eksperyment doprowadził
                • bling.bling Re: Po co zwiazek partnerski... 14.02.13, 15:49
                  swojski_riot napisał:

                  > jak to nie bylo homosiow ???
                  >
                  > To kiedy sie Wam ten Biedron wyksztalcil albo taki Grodzki ???

                  No i obrońca homosiów Wojtyła.
                • yoma Re: Po co zwiazek partnerski... 14.02.13, 16:18
                  No patrz, a ja o to pytałam, skąd wiesz.

                  > Wsrod osob homo-preferencji seksualnej, malrzenstwo to naprawde bardzo marginalna zachcianka.
        • aborcjonista Re: Po co zwiazek partnerski... 14.02.13, 13:28

          Na takihc jak ty powinno sie spuścić bobmę atomówkę
        • matylda1001 Re: Po co zwiazek partnerski... 14.02.13, 13:31
          swojski_riot napisał:

          > A propos "rzekomo palacych potrzeb malzenskich homoseksualistow"<

          Nie rozmawiamy tu o potrzebach małżeńskich homoseksualistów ale o związkach partnerskich homoseksualistów.

          > Wsrod osob homo-preferencji seksualnej, malrzenstwo to naprawde bardzo marginalna zachcianka. <

          Małżeństwo pewnie tak, ale związek partnerski to coś innego.
          • swojski_riot Re: Po co zwiazek partnerski... 14.02.13, 14:25
            a wiec tak jak pisze - problemu nie ma a ow "problem" nalezy do swiata wirtualno-medialnego.


            matylda1001 napisała:


            >
            > Małżeństwo pewnie tak, ale związek partnerski to coś innego.
            • tlenek_wegla Re: Po co zwiazek partnerski... 19.02.13, 01:46
              Wiec powiedzmy otwarcie..

              Czy istnieje problem dostepu do danych partnera/partnerki, jelsi nie jest sie malzenstwem? Np w urzedzie, publicznej opiece zdrowotnej etc?

              Czy istnieje problem komplikacji dziedziczenia majatku po partnerze partnetrce, jelsi nie jest sie malzestwem? (teraz malzonak/ malzonek biora po lowe i maja wszystko w d... sa pierwsza gruap dziedziczenia, ewentualni wpisani w testament (ewentualny testament) musza splacac rodzinie zachowki i inne glupoty.)
        • tlenek_wegla Re: Po co zwiazek partnerski... 19.02.13, 01:43
          Ale mozliwosc dziedziczenia majatku po partnerze juz nie.... Wiec nie sciemniaj.
      • kora3 Matyldo droga 14.02.13, 14:17
        Mam dośc podobne odczucia, to znaczy - przeciw nic nie mam zw. partnerskim hetero (homo też nie), ale nie bardzo widzę potrzebę - chce ktoś "przywilejów" zwiazanych z formalizacją związku, to moze brać ślub (w przypadku hetero oczywiscie).
        Niemniej - to, ze ja nie widze w tym sensu, nie powinno mieć wpływu na państwo:) - niech uchwali sejm te zwiazki i po kłopocie.

        Natomiast co do twego pytania: dlaczego ludzie cxhcą być razem itd. a ślubu nie chcą - ja się czuję kompetentna odpowiedziec za siebie, bo jestem wlasnie taką osobą:)
        Po prostu nigdy nie uwazałam ślubów za fajne dla mnie i potrzebne. Od wczesnej młodości. Wyszłam raz za mąż, bo mój eksmąż o to błagał. Potem sie rozwiodłam, ale nie było to dla mnie ani jakieś trudne, ani kosztowne. Dwa razy do sądu na 15 minut to każdy da rade iśc - ja w każdym razie - dałam:)
        Mój partner jest otwarty na formalizowanie naszego związku przez ślub - jesli ja zechcę. Ale nie nalega na to, bo zasadniczo nie jest to nam do niczego potrzebne.
        Na pewno natomiast czuję się lepiej i bezpieczniej pod każdym względem w tym zwiazku, niż w małzeństwie.
        • matylda1001 Re: Matyldo droga 15.02.13, 12:04
          kora3 napisała:

          > Na pewno natomiast czuję się lepiej i bezpieczniej pod każdym względem w tym zwiazku, niż w małzeństwie. <

          Rozumiem, że nie jesteś zainteresowana zalegalizowaniem Waszego związku w jakiejkolwiek formie? To znaczy, gdyby powstała ustawa o związkach partnerskich, to też byś nie skorzystała?
          Czujesz sie lepiej i bezpieczniej w takim związku... czy nie dlatego właśnie, że jesteś wolna, do niczego nie zobowiązana prawnie?
          • kora3 A z czego wnosisz? :) 15.02.13, 12:24
            matylda1001 napisała:
            >
            > Rozumiem, że nie jesteś zainteresowana zalegalizowaniem Waszego związku w jakie
            > jkolwiek formie? To znaczy, gdyby powstała ustawa o związkach partnerskich, to
            > też byś nie skorzystała?


            Nie, nie skorzystalabym, jesli zaszłaby potrzeba jakaś legalizacji to wzięlibyśmy ślub ...

            > Czujesz sie lepiej i bezpieczniej w takim związku...


            zdecydowanie tak :) - bo jest to związek zgodny z mymi przekonaniami z odpowiedzialnym człowiekiem ...

            czy nie dlatego właśnie, ż
            > e jesteś wolna, do niczego nie zobowiązana prawnie?


            Wolny jest każdy człowiek, który czuje sie wolny Matyldo. A co do zobowiązań prawnych :) Widzisz - my nie jesteśmy "dzieciakami" na dorobku:) Zastanówmy się do czego wobec mojego partnera ja byłabym "zobowiązana prawnie" gdybyśmy małzeńśtwem byli.
            A więc - bylabym zobowiązana do zapewnienia mu opieki i utrzymania w razie, gdyby np. (odpukać) został kaleką bez środków do zycia.
            Pomijam już fakt, żeja go KOCHAM i gdyby tak się stało, to miałby te opiekę i utrzymanie.

            Ale W PRAKTYCE wcale by ode mnie utrzymania w takiej sytuacji zwyczajnie nie potrzebował. Miałby wysoką rentę+ bardzo wysokie odszkodowanie. Za parę miesięcy przysługuje mu emerytura, wiec renat sybko zamieniłaby się w wysokie świadczenie emerytalne. Odpada wiec możliwosc pozostania bez środków do zycia. Przy takich dochoda opiekę i to profesjonalną mogłby sobie zwyczajnie opłacić sam. A gdyby miał żone i ta nie chciała się nim sama opiekowac, to też sąd by jej nie zmusił do osobistej opieki, tylko do zapewnienia tejże, czyli w praktyce wynajęcia kogoś do niej za jego pieniądze.

            Piszę powyżej o zobowiązaniach PRAWNYCH, bo o takie pytasz. O moralnych nie wspominam, bo sa dla mnie oczywiste i papieru nijakiego do tego nie potrzebuję:)

            Mój eksmałzonek Matyldo miła, chciał się ze mną "podzielić" moim mieszkaniem i moim samochodem :) Bardzo był niezadowolony, gdy został uświadomiony, że te rzeczy kupione PRZED ślubem (mieszkanie) i PO ŚLUBIE (samochód) są tylko moje i nic nie dostanie:)
            Tak widział moja droga "ślubne zobowiązania prawne" :)

            Natomiast moj ekspartner, z którym się rozstaliśmy i mieszkaliśmy razem jeszcze czas jakis jako kumple w życiu ode mnie złotówki za mieszkanie (jego krewnej było) czy media nie chciał wziąć. Żarcie kupował, kto miał czas, było wspólne, nikt nikogo nie wyliczał. Pomimo rozstania zawsze mogłam i mogę na goscia liczyć w trudnej sytuacji - choćby takiej, jak mam teraz, czyli grypa, nie wychodzę, a potrzebuję np. zakupów.

            Sama więc widzisz, że ów brak zobowiazań pranych, czy też ich istnienie nie są takie oczywiste :)
            • matylda1001 Re: A z czego wnosisz? :) 15.02.13, 13:13
              kora3 napisała:

              > Nie, nie skorzystalabym, jesli zaszłaby potrzeba jakaś legalizacji to wzięlibyśmy ślub .<

              No właśnie - legalizacja poprzez ślub - ja też bym tak wolała. Dlaczego więc ludzie, którzy chcą zalegalizować swój związek, tak bardzo nie chcą tego ślubu? W końcu ślub cywilny, to tylko formalność, to jest właśnie to zalegalizowanie i nabycie praw, o które im chodzi.

              > Wolny jest każdy człowiek, który czuje sie wolny Matyldo<

              Tak, bo wolność to stan umysłu, wiem ;) Chodzi jednak o sprawy praktyczne. Chociażby dziedziczenie i nie mów mi, że to nie jest ważne w przypadku "dzieciaków na dorobku" kiedy to oboje, wspólnie wnoszą do związku wszystko, co mają. Jakieś zabezpieczenie warto mieć.
              Tych trochę starszych też to dotyczy. Taki jeden, znajomy rodziców, miał jeszcze za PRL-u doskonale prosperującą piekarnię. Odszedł od żony (dzieci nie mieli) i związał się z drugą kobietą. Rozwodu nie załatwił (bo szkoda czasu) ślubu z drugą panią nie wziął (bo dzieci nie mają a przecież i tak się kochają). Przez kilkanaście lat ta druga harowała w piekarni jak dziki wół. Facet zmarł nagle w wieku 58 lat, po czym legalna żona przejęła legalnie spadek po legalnym mężu, wygoniła tę drugą, która straciła tym samym wszystko, na co pracowała przez te lata, tracąc zarazem źródło utrzymania. Tak, Koro... wszystko dobrze do czasu, gdy zaczyna się dziać coś nieprzewidywalnego. Chociaż, czy konsekwencje takiej lekkomyślności trudno było przewidzieć?

              >Sama więc widzisz, że ów brak zobowiazań pranych, czy też ich istnienie nie są
              takie oczywiste :) <

              Z moralnego punktu widzenia, ale z prawnego już tak.





              • kora3 Matyldo - po kolei :) 15.02.13, 13:35
                Dlaczego ci ludzie nie chcą, a praw chca to sugrerowałabym ich zapytać - bo ja nie wiem. Mnie tam ogolnie nie przeszkadzałiby, jakby mieli taką możliwośc.

                Co do dalszego wywodu:) Matyldo - zapytałaś mnie czy lepiej mi z racji nieposiadania wobec partnera zobowiązań prawnych i odpowiedzialam, ci, jak wygląda u nas sprawa W PRAKTYCE.

                O zabezpieczenia (np. mnie) na wypadek śmierci partnera nie pytałaś :) a to inna bajka.
                mój partnera ma bardzo niebezpieczną pracę i takież hobby. Wypadki rzadko sie zdarzają, ale jesli sie taki zdarzy zwykle kończy się tragicznie:(
                Dlatego kiedy nasz związek wszedł w faze poszukiwania wspólnego mieszkania (oboje mamy wlasne mieszkania, ale w miastach, w których nie moglibyśmy z racji pracy w nich mieszkać) ten temat wypłynął z jego inicjatywy.

                Jestem ujęta w testamencie, ale to akurat najmniejsze zabezpieczenie. Jestem dysponentem obu polis (zarówno tej "państwowej", jak i prywatnej), mieszkanie w ktorym mieszkamy współnie zostało kupione przez mojego faceta fizycznie (za jego kasę), ale jest "na mnie", poza tym podarował mi dwie dość atrakcyjnie położone działki.

                Pracuję i jestem samowystarczalna, aczkolwiek w porównaniu z nim zarabiam znacznie mniej. Nie zabiegałam o te zabepieczenia, on o nie zabiegał, to ,ze mamy wzajemnie dostęp do swoich kont bankowych było dla nas od poczatku oczywistością, choć mój partner z mojego nigdy nie skorzystał.

                Jeśli wspomniani przez Ciebie ludzie o tym nie pomyśleli, to ich strata. Dorośli ludzie myślą o takich rzeczach i koniec. A małzeńśtwo, czy daje zabezpieczenia... Teoretycznie tak Matyldo, tylko, zeby być zabepzieczonym ta druga strona musi cos mieć:) Inczej odziedziczyć z mocy ustawy można jeszcze długi - taka prawda
                • majaa Re: Matyldo - po kolei :) 15.02.13, 15:04
                  Sorki, że tak się wcinam...
                  ale tak sobie myślę... że też ludziom się chce załatwiać sto przeróżnych oświadczeń, pełnomocnictw itd. itp., a jednego ślubnego "papierka" nie, bo nie i już;) Nie to, żebym chciała kogoś do czegoś przekonywać na siłę, nie mam takiego zamiaru, tylko taka refleksja mnie czasem nachodzi po prostu, czym to może być spowodowane... Znacznie łatwiej zrozumieć kogoś, kto się raz "sparzył", ale taka "wrodzona" niechęć...
                  • kora3 Ale wcinaj się - nie ma sprawy Maju :) 16.02.13, 09:28
                    Ja się raz "sparzyłam", ale przyznaję, że niecheć mam i mialam "wrodzoną" - dlaczego? BO TAK MAM, Mam hehe też tak, ze nie lubię słodyczy np. :)

                    A propos natomiast tych "setek" papierków:) Wiesz, zauwazam, ze ludzie chyba raczej niewiele wiedzą o tym jak funkcjonuje intystucja małzeństwa, skoro wydaje im się, ze wystarczy podpisać ślubny papierek i "co twoje to moje". :)

                    Może dobrze będzie, jesli Ci uzmysłowię, ze tak nie jest. Kazda rzecz małzonków nabyta przez jednego z nich (ofiarowana mu, odziedziczona przezeń) PRZED ślubem stanowi jego mająrek odrębny i także po ślubie może on nim rozporządzać wg swego uznania.
                    Jesli chce SWOJA rzeczą obdarować współmałzonka/kę lub uczynić ww. współwłaścicielem to musi ... no własnie co?:) Podpisać PAPIERY :) Prodecura jest dokładnie taka, jak przy obdarowywaniu osoby formalnie obcej, jesli chodzi o dokumenty. Różnica polega na opodatkowaniu tego przedsiewzięcia, gdy chodzi o osobę formalnie obcą.

                    Naprawdę Maju z tymi"setkami" papierów w zw. parnerskim to są MITY. :) To wszystko zlecasz prawnikowi i praktycznie przychodzisz tylko to podpisać.
                    Po wyjściu za maż/ ożenku, zeby móc korzystać z konta, które dotychczas było osobistym narzeczonego/narzeczonej, trzeba ...zlecić bankowi zmiany, to samo z polisami itd. Nic się tu po ślubie nie dzieje z automatu, to kolejny mit :)
                    • massaranduba Re: Ale wcinaj się - nie ma sprawy Maju :) 16.02.13, 09:46
                      kora3 napisała:

                      > Może dobrze będzie, jesli Ci uzmysłowię, ze tak nie jest. Kazda rzecz małzonków
                      > nabyta przez jednego z nich (ofiarowana mu, odziedziczona przezeń) PRZED ślube
                      > m stanowi jego mająrek odrębny i także po ślubie może on nim rozporządzać wg sw
                      > ego uznania.

                      Zgadza sie. A to co nabyte w malzenstwie tez wcale nie musi stanowic majatku wspolnego. Kilka znanych mi par malzenskich podpisalo intercyze, wiec nadal dysponuja swoimi majatkami oddzielnie.
                      • kora3 Re: Ale wcinaj się - nie ma sprawy Maju :) 16.02.13, 10:13
                        no też znam takie dwie małzeńskie pary - ale ci którzy podpisują intercyzę to wiedza co i jak z tymi majątkami :)

                        Śmieszy mnie takie przekonanie ludzi, że "wystarczy przecież wziąć ślub, a nie podpisywać setki papierów" - ciekawe, czy oni naprawdę nie wiedzą, jak to działa (zgroza), czy tylko zaklinaja rzeczywistość:)
                    • majaa Re: Ale wcinaj się - nie ma sprawy Maju :) 18.02.13, 17:27
                      Koro, doskonale zdaję sobie sprawę, że to co było moje przed nie stanie się automatycznie "twoje" po:) To rzecz oczywista. Myślałam raczej o tym, co po bez dodatkowych zapisów, ustaleń i zawracania sobie "gitary"... np. tzw. wspólnota majątkowa, możliwość wspólnego opodatkowania, dziedziczenia, uzyskania informacji zdrowotnych w pewnych przypadkach, itd. Mój staż małżeński liczy już kilkanaście lat, więc nie jestem na bieżąco z tego typu wiedzą, ale jeśli, jak twierdzisz, żeby móc to wszystko pozałatwiać wystarczy jedna wizyta u prawnika, to świetna wiadomość. W takim razie po co to wielkie "halo" na temat legalizacji związków partnerskich? Toż to faktycznie niepotrzebne mnożenie bytów.
                      • kora3 Maju, a zatem skoro sobie doskonale zdajesz sprawę 18.02.13, 17:59
                        :) to wiesz, że aby uczynić współmałzonka współwłąścicielem majątku przedslubnego lub mu coś podarowac z majątku TRZEBA iśc do prawnika (pt. notariusz, czyli rejent :)), który przygotuje papiery i papiery te PODPOSAC :) Nie jest zatem tak, ze "jak małzeństwo, to zadnych dodatkowych papierów". Piszę to bo wczesniej pisałaś, że ślub załatwia wszystko :)

                        Co do dziedziczenia z automatu oraz automatycznej wspólnoty majątkowej PO ślubie (o ile jej się nie wyłączy PRZED ślubem) to oczywiscie masz słuszność:)
                        Jesli ktoś ma potrzebę brania ślubu z takich powodów - nic mi do tego :)

                        Powiadasz, że masz doswiadczenia w małzeńśtwie - ano ładnie (ja też mam poniekąd), ale z Twoich watpliwosci wynika, że w powaznym wolnym zwiazku - nie masz (ja mam poniekąd :)).
                        Tak, te sprawy to jedna wizyta u prawnika (jak na razie jedna w naszym przypadku).

                        Co do stanu zdrowia chorego to sprawa wygląda tak moja droga, że pacjent zgodnie ze swymi prawami ma prawo wskazać DOWOLNĄ osobę, jako tę której mozna i trzeba udzielać informacji o jego stanie zdrowia. Kazdy przytomny i nieubezwłasnowolniony pacjent, nawet przed najbanalniejszym zabiegiem przyjmowany do szpitala wpisuje te osobę/by w formularzu wypełnianym na IP szpitala:) Kazdy pacjent moze też WYLĄCZYĆ z udzielania informacji o jego stanie zdrowia dowolną osobę z rodziny.
                        Aby uniknąć nieporozumień w razie sytuacji braku przytomności takie coś spisuje się u prawnika i czesc :)

                        Pytasz mnie dlaczego takie wielkie halo w sparwie legalizacji zw. partnerskich wobec tego:) Nie mam pojecia, toż napisałam przecież, ze jesli to wejdzie - nie bede legalizować zwiazku :) a jesli byłaby w naszym życiu hipotetyczna koniecznośc legalizacji, to pewnie wzięlibyśmy ślub.
                        Mnie na tej legalizacji wcale nie zalezy, jedynie nie przeszkadza mi, ze ktoś kto chce - bedzie miał taką możliwosc:)
                        Czy coś jest niezrozumiałe?
                        • tlenek_wegla Re: Maju, a zatem skoro sobie doskonale zdajesz s 19.02.13, 01:56
                          Pod warunkiem, ze jest przytomny.. jak zeskrobia twojego lubego z laki i zawiaza w stanie spiaczki na OIOM, to sie g*no dowiesz....
                          • kora3 Guzik wiesz na ten temat :) 20.02.13, 09:25
                            Akurat jest tak, że on naprawde ma niebezpieczne zajecie i kliku jegi kolegów po fachu już miało niestety taką sytuację. Paru z nich jest w wolnych zwiazkach i nie zdarzyło się, by nie honorowano papierów, to jakieś wymysły Wasze są
                            • tlenek_wegla Re: Guzik wiesz na ten temat :) 21.02.13, 13:32
                              Toniewymysly.Zdarzylomi sie byc w szpitalu kilka razy i ZAWSZE wymagano ode mnie wskazania pisemnie osoby, ktora powinna byc powiadomiona o stanie zdrowia. te rubryki sa w formularzach przyjecia na oddzial.

                              Podpisze pod warunkiem, ze jest przytomny podczas przyjmowania...

                              Jak nie jest to guzik Ci powiedza. Tylko rodzinie.
                              • kora3 Umiesz czytać ? 21.02.13, 14:35
                                Pewnie tak - a zatem mozesz sobie przeczytać co napisałam w temacie PRZYTOMNEGO chorego - dokładnie to co TY :) A w przypadku nieprzytomnego - jesli dysponujesz notarialnie potwierdzonym wskazaniem komu mają być udzielone info a komu np. nie to nikt nie ma prawa tego niehonorować i wiem, ze jest to honorowane, ponieważ własnie niedawno nasi przyjaciele mieli taka sytuację, wiec nie wymyślaj :)
                                • Gość: tlenek Re: Umiesz czytać ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.13, 18:14
                                  a malzonka legalna nie musi miec takiego notarialnego czegos.. Wiec.. Tiu jest dyskryminacja.

                                  zyjesz z partnerem wiele lat i duopa....

                                  wystarczy , ze ktos ma slub i na drugi dzzien wypadek, nieprzytomny na OIOM i nie sa wymagane zadne zaswiasdczenia notarialne.
                                  • kora3 Re: Umiesz czytać ? 22.02.13, 08:25
                                    eee jaka dyskryminacja ? jaja jakieś
                              • matylda1001 Re: Guzik wiesz na ten temat :) 21.02.13, 14:36
                                tlenek_wegla napisał:

                                > Podpisze pod warunkiem, ze jest przytomny podczas przyjmowania...
                                Jak nie jest to guzik Ci powiedza. Tylko rodzinie.<

                                Gdybyś był łaskaw przeczytać to, co napisałam... Żeby czegoś wymagać trzeba najpierw zadbać o swoje sprawy.
                        • majaa Re: Maju, a zatem skoro sobie doskonale zdajesz s 19.02.13, 11:08
                          kora3 napisała:

                          > :) to wiesz, że aby uczynić współmałzonka współwłąścicielem majątku przedslubne
                          > go lub mu coś podarowac z majątku TRZEBA iśc do prawnika (pt. notariusz, czyli
                          > rejent :)), który przygotuje papiery i papiery te PODPOSAC :) Nie jest zatem ta
                          > k, ze "jak małzeństwo, to zadnych dodatkowych papierów". Piszę to bo wczesniej
                          > pisałaś, że ślub załatwia wszystko :)
                          >

                          W takim razie źle się zrozumiałyśmy. Ślub nie działa wstecz, więc dotyczy tylko tego, co po, dlatego niczego nie zmienia w majątku przedślubnym i oczywiste, że uczynienie współmałżonka współwłaścicielem takiego majątku wymaga prawnika. Nie wspominałam o tym, bo ja i gros moich znajomych braliśmy śluby będąc w takim wieku i sytuacji, że mogliśmy się obdarować raczej wyłącznie uczuciem;)


                          > Co do stanu zdrowia chorego to sprawa wygląda tak moja droga, że pacjent zgodni
                          > e ze swymi prawami ma prawo wskazać DOWOLNĄ osobę, jako tę której mozna i trzeb
                          > a udzielać informacji o jego stanie zdrowia. Kazdy przytomny i nieubezwłasnowol
                          > niony pacjent, nawet przed najbanalniejszym zabiegiem przyjmowany do szpitala w
                          > pisuje te osobę/by w formularzu wypełnianym na IP szpitala:) Kazdy pacjent moze
                          > też WYLĄCZYĆ z udzielania informacji o jego stanie zdrowia dowolną osobę z rod
                          > ziny.
                          > Aby uniknąć nieporozumień w razie sytuacji braku przytomności takie coś spisuje
                          > się u prawnika i czesc :)

                          No tak, masz rację, ale jest to jednak pewna dodatkowa fatyga, bo trzeba o tym wcześniej pomyśleć i załatwić, najlepiej od razu, bo nigdy nie wiadomo, co i kiedy może się wydarzyć.

                          > Pytasz mnie dlaczego takie wielkie halo w sparwie legalizacji zw. partnerskich
                          > wobec tego:) Nie mam pojecia, toż napisałam przecież, ze jesli to wejdzie - nie
                          > bede legalizować zwiazku :) a jesli byłaby w naszym życiu hipotetyczna koniecz
                          > nośc legalizacji, to pewnie wzięlibyśmy ślub.
                          > Mnie na tej legalizacji wcale nie zalezy, jedynie nie przeszkadza mi, ze ktoś k
                          > to chce - bedzie miał taką możliwosc:)
                          > Czy coś jest niezrozumiałe?

                          Abstrahując już od tej konkretnej sprawy... mnie też generalnie nie przeszkadza, jak ktoś czegoś chce, ale nie oznacza to, że ktoś inny jest zobowiązany taką zachciankę bezwzględnie spełnić.
                          • kora3 Myslałam, że gadamy ogolnie Maju 20.02.13, 09:51
                            a nie o konkretnych ludziach, którzy pobierają sie w wieku 20 lat oboje i mają "tylko uczucie" oraz "dorabiają sie wspólnie od łyzki".

                            Obecnie sytuacja, kiedy ludzie mają wchodzac w zwiazek małżeński wiecej niż to co na grzbiecie nie jest wcale rzadka.

                            Co do "fatygi" i załatwiania spraw z ewentualnym udzielaniem info w chorobie- czyto wielka fatyga podpisać jeden papier - nie mnie oceniać:) Że trzeba pomysleć wczesniej :) no generalnie myslenie w ogóle sie dośc przydaje :)

                            A propos "spełniania" zachcianek - mnie to jak wspomniałam NIE przeszkadza - jesli komuś to ma pomóc , niech sobie ma taką mozliwosc
                            • majaa Re: Myslałam, że gadamy ogolnie Maju 20.02.13, 10:29
                              kora3 napisała:

                              > a nie o konkretnych ludziach, którzy pobierają sie w wieku 20 lat oboje i mają
                              > "tylko uczucie" oraz "dorabiają sie wspólnie od łyzki".
                              >
                              > Obecnie sytuacja, kiedy ludzie mają wchodzac w zwiazek małżeński wiecej niż to
                              > co na grzbiecie nie jest wcale rzadka.
                              >

                              Oj, no, bo niby gadamy ogólnie,:)... tylko jakoś tak po prostu ta młodość (niekoniecznie najpierwsza;))i miłość nie skojarzyła mi się z majątkiem, który byłby na tyle pokaźny, żeby czynić względem tego jakieś zapisy:) Ale oczywiście wiem, że tak też może być. Swoją drogą, ciekawa jestem, jaki odsetek małżeństw w ogóle zawraca sobie głowę ustaleniami na temat majątku sprzed ślubu.

                              > Co do "fatygi" i załatwiania spraw z ewentualnym udzielaniem info w chorobie- c
                              > zyto wielka fatyga podpisać jeden papier - nie mnie oceniać:)

                              Ja tam nie wiem, ale widać musi być, skoro część ludzi domaga się jakichś regulacji prawnych. Ale fakt, ludzie leniwi są na ogół;)


                              Że trzeba pomysl
                              > eć wczesniej :) no generalnie myslenie w ogóle sie dośc przydaje :)

                              Zgadzam się w 100%.:) Ale niektórym nie idzie tego wytłumaczyć;)


                              • kora3 Maju "pokaźnośc" rzecz względna 20.02.13, 10:39
                                dla jednego bedzie "pokażnym " majątkiem dom 400 m kw. dla innego - 100 metrowe mieszkanie.

                                Czy sobie ludzie "nie zawracają głowy" tym ? Róznie bywa. Zalezy pewnie od ludzi, jak zawsze. Ja pisalam o zasadach OGÓLNYCH - czyli o tym, jak prawo reguluje sprawy dot. majątku przedslubnego małzonków, a takze darowizny, spadku otrzymanych w małzeństwie jednoosobowo. Np. ja testamentem odziedziczyłam po moim śp. dziadku będąc jeszcze zoną mojego eksmeza, ale dziadek zapisał spadek po nim TYLKO mnie, a nie nam jako małzonkom, wiec to, co odziedziczyłam było i jest TYLKO moje.
                                • majaa Re: Maju "pokaźnośc" rzecz względna 20.02.13, 12:01
                                  kora3 napisała:

                                  > dla jednego bedzie "pokażnym " majątkiem dom 400 m kw. dla innego - 100 metrowe
                                  > mieszkanie.
                                  >


                                  Powiem więcej, znam wiele osób, dla których jakiekolwiek własne lokum to spory majątek:) Ale nieważne, duży czy mały, jak chcesz to się dzielisz, jak nie, to nie.

                                  > Czy sobie ludzie "nie zawracają głowy" tym ? Róznie bywa. Zalezy pewnie od ludz
                                  > i, jak zawsze. Ja pisalam o zasadach OGÓLNYCH - czyli o tym, jak prawo reguluje
                                  > sprawy dot. majątku przedslubnego małzonków, a takze darowizny, spadku otrzyma
                                  > nych w małzeństwie jednoosobowo.


                                  Jeśli chodzi o majątek przedślubny, to prawo nie musi tu nic regulować, bo zobowiązania ślubne, jak już pisałam, nie działają wstecz, więc z automatu nie jest to majątek wspólny.

                                  • kora3 Maju prawo reguluje na tyle, że 20.02.13, 13:10
                                    jesli chcesz coś swojego podarować współmalzonkowi, to MUSISZ zrobic to godnie z regułami prawa, czyli notarialnie. Róznica miedzy taką darowizną, a darowizną na rzecz osoby formalnie obcej znajduje odbicie w podatkach od tej operacji :)
                                    • majaa Re: Maju prawo reguluje na tyle, że 20.02.13, 14:45
                                      Skoro o podatki chodzi, a chciałoby się, żeby było "co moje, to i twoje", to można uczynić kogoś współwłaścicielem. Tu zdaje się podatek nie obowiązuje.
                                • matylda1001 Re: Maju "pokaźnośc" rzecz względna 20.02.13, 12:04
                                  Z tym informowaniem o stanie zdrowia to też jest trochę inaczej. Nie bardzo wiem po co ta cała awantura skoro jest to już rozwiązane. Jakieś dwa lata temu każdy pacjent przy okazji wizyty w przychodni dostawał do wypełnienie druczek, w którym wskazywał osobę upoważnioną do otrzymywania informacji o jego stanie zdrowia. Można tam było wpisać kogo się chce. W małżeństwie też bywa różnie i żona nie zawsze życzy sobie, żeby taką osobą był mąż, czasami woli pełnoletnie dziecko albo rodzeństwo. Mąż może sobie wyznaczyć np. mamusię albo sąsiadkę a babcia - wnuka. Dlaczego nie miałby to być partner/partnerka? Taka osoba nie tylko pozna stan zdrowia pacjenta, ale może podejmować w jego imieniu decyzję w sprawie zabiegów medycznych, gdy sam zainteresowany jest np. nieprzytomny.
                                  • kora3 Matyldo, ale rzecz byla o stanie nieprzytomności 20.02.13, 13:07
                                    pacjenta:) Bo w stanie przytomności kazdy ma prawo wskazać kogo CHCE jako uprawnionego do otrzymywania info i kazdego z tego wyłączyć.
                                    • urko70 Re: Matyldo, ale rzecz byla o stanie nieprzytomno 20.02.13, 13:32

                                      A propos braku przytomności
                                    • matylda1001 Re: Matyldo, ale rzecz byla o stanie nieprzytomno 20.02.13, 20:51
                                      kora3 napisała:

                                      > pacjenta:) Bo w stanie przytomności kazdy ma prawo wskazać kogo CHCE jako uprawnionego do otrzymywania info i kazdego z tego wyłączyć. <

                                      No a ja o czym napisałam? czy nie o tym, własnie, że bedąc przytomnym i w pełni władz umysłowych, mozemy upoważnić wskazaną osobę do decydowania o nas w czasie, gdy sami nie jesteśmy w stanie tego zrobić?
                                      cyt. "Taka osoba nie tylko pozna stan zdrowia pacjenta, ale może podejmować w jego imieniu decyzję w sprawie zabiegów medycznych, gdy sam zainteresowany jest np. nieprzytomny".

                                      • kora3 OK, OK ale caly czas mowa o sytuacji, kiedy 21.02.13, 00:44
                                        PRZYTOMNY człowiek kogoś wskazuje np. na wypadek swej nieprzytomności w sytuacji decyzyjnej.
                                        To jest bardzo oczywiste i doprawdy dziwie się, ze ktokolwiek ma wątpliwosci (nie TY tylko inni rozmówcy), bo to sprawa jasna i klarowna.
                                        Ja pisałąm o sytuacji, kiedy przywoza kogoś nieprzytomnego np. z wypadku i z oczywistych przyczyn nikogo taka osoba wskazać nie moze w tym momencie, ani wyłączyć:)
                                        • majaa Re: OK, OK ale caly czas mowa o sytuacji, kiedy 21.02.13, 10:34
                                          :)) Oj, wydaje mi się, Koro, że coś Ci się "pozajączkowało";) Pisałaś o tym, jak się postępuje (albo należałoby postąpić zanim w ogóle coś się wydarzy), kiedy jest się przytomnym.
                                          • kora3 Dobra - cierpliwie wyjaśniam :) 21.02.13, 11:14
                                            jeszcze raz :)

                                            Z przepisów wynika, ze uprawnionymi do informacjo o stanie zdrowia pacjenta są jego krewni - w uproszczeniu.

                                            Jednakże pacjent przyjmowany do szpitala np. w karcie na IP ma rubrykę w temacie jak wyżej i moze tam wpisac kogo zechce - może też wpisać komu z rodziny informacji nie udzielać.

                                            Mowa tu o pacjencie przytomnym.

                                            Z racji faktu, że nie mozemy przewidzieć np. wypadku i trafić do szpitala w stanie nieprzytomności uniemożliwiającym nam zedeklarowanie osobiste w tym momencie komu należy info udzielać, LEPIEJ jest jesli sytuacja tego wymaga, zawczasu spisać stosowne upoważnienie dla kogoś na taki wypadek.
                                            Co tu niezrozumiałego?

                                            Przytomny pacjent po prostu pisze na miejscu, albo mowi komu ma sie udzielać info, komu ewentualnie nie, z kimś nie ma życzenia sie widzieć w razie odwiedzin itd. Nieprzytomny nie ma jak
                                            • majaa Re: Dobra - cierpliwie wyjaśniam :) 21.02.13, 11:36
                                              Ależ to wszystko jest jasne:) Napawdę dobrze wiemy, co ogólnie można czy należy zrobić, jak się jest przytomnym, bo z tym nie ma problemu.
                                              Tyle że my przecież rozmawialiśmy o możliwościach informacji o stanie zdrowia nieprzytomnego w kontekście małżeństwa lub wolnego związku.
                                              • kora3 No toż napisałam 21.02.13, 14:46
                                                :) masz notarialnie potwierdzone wskazanie i nie ma tak, żeby tego nie honorowano.
                                        • urko70 Re: OK, OK ale caly czas mowa o sytuacji, kiedy 21.02.13, 10:57
                                          kora3 napisała:

                                          > PRZYTOMNY człowiek kogoś wskazuje np. na wypadek swej nieprzytomności w sytuac
                                          > ji decyzyjnej.
                                          > To jest bardzo oczywiste i doprawdy dziwie się, ze ktokolwiek ma wątpliwosci (n
                                          > ie TY tylko inni rozmówcy), bo to sprawa jasna i klarowna.
                                          > Ja pisałąm o sytuacji, kiedy przywoza kogoś nieprzytomnego np. z wypadku i z oc
                                          > zywistych przyczyn nikogo taka osoba wskazać nie moze w tym momencie, ani wyłąc
                                          > zyć:)

                                          A przed tym wypadkiem też ta osoba była nie przytomna, że nie mogła wskazać
                                          danych osób?
                                        • matylda1001 Re: OK, OK ale caly czas mowa o sytuacji, kiedy 21.02.13, 12:23
                                          kora3 napisała:

                                          > Ja pisałąm o sytuacji, kiedy przywoza kogoś nieprzytomnego np. z wypadku i z oczywistych przyczyn nikogo taka osoba wskazać nie moze w tym momencie, ani wyłączyć:)<

                                          Te podpisane wcześniej oświadczenia to właśnie na takie chwile. Jest już podpisane, a w razie nieszczęścia tylko korzystać. Poza tym większość ludzi ma w komórce, a jak nie w komórce to w dokumentach, informację - kogo należy zawiadomić w razie wypadku. Taką osobę uważa się za upoważnioną do podejmowania decyzji. Ludzie, którzy czują taką potrzebę potrafią zadbać o swoje interesy, a jak komuś na tym nie zależy, to już jego wybór. Wyobraźmy sobie taką sytuację. Facet uległ wypadkowi, jest nieprzytomny. Ma legalną żonę, ale żyje z przyjaciółką, którą wskazał jako osobę upoważnioną do decydowania o sobie. Jak myślisz, z którą panią będzie rozmawiał lekarz? Podobnie w przypadku pary homoseksualistów. Jeśli wzajemnie sie upoważnią, to ani lekarzom,ani tym bardziej rodzinom nic do tego. Tak, że jeśli chodzi o służbę zdrowia, to problem szczątkowy. Gorzej z pogrzebem, dziedziczeniem.
                                          • kora3 No dokładnie Matyldo :) 21.02.13, 14:51
                                            Jesli ktoś o czymś nie pomysli to chyba jego problem, a nie reszty swiata , nie?
                    • tlenek_wegla Re: Ale wcinaj się - nie ma sprawy Maju :) 19.02.13, 01:53
                      Ale przy dziedziczeniu takiefgo podarunku to osoby z rodziny, w tym wspierany przez panstwo zwiazek malzenski ma pierwszenstwo.

                      Co z tego, ze obdarowalas lubego dzialka, on ciebie, skoro nawet 10 lat wstecz, jelsi ujmiesz go w testamecie, to majatek bedzie wliczany do masy spadkowej i panstwo przyznaje pierwszenstwo malzonko/ malzonce, dziecio, rodzicom, dziadkom, a dopiero pozniej jakims am konkubentom/konkubinom..
                      • kora3 Nie masz racji :) 20.02.13, 09:59
                        tlenek_wegla napisał:

                        > Ale przy dziedziczeniu takiefgo podarunku to osoby z rodziny, w tym wspierany p
                        > rzez panstwo zwiazek malzenski ma pierwszenstwo.


                        Przed ustawą pierwszeństwo ma zawsze testament Tlenku:) Musi być zachowane jedynie prawo do zachowku lub skuteczne wydziedziczenie.
                        Proponuję nie wypowiadać się autorytatywnie w tematach, w których ma sie ograniczoną dośc wiedzę :)


                        >
                        > Co z tego, ze obdarowalas lubego dzialka, on ciebie, skoro nawet 10 lat wstecz,
                        > jelsi ujmiesz go w testamecie, to majatek bedzie wliczany do masy spadkowej i
                        > panstwo przyznaje pierwszenstwo malzonko/ malzonce,


                        Jakim małzonkom? Pytam z ciekawosci:) Skoro ani on, ani ja NIE MAMY współmałozonkow to jak owi mogą mieć jakieś pierszeństwo ?:)

                        dziecio, rodzicom, dziadkom
                        > , a dopiero pozniej jakims am konkubentom/konkubinom..


                        Nie masz stosownej wiedzy do dyskusji w temacie spadków. Dziadkowie wcale nie dziedzicza po nikim z ustawy. Podobnie po dziadkach się nie dziedziczy z niej, chyba, ze nie żyje rodzic mający prawo dziedziczenia po tym dziadku jako swoim rodzicu i jest się zstępnym. Proponuję poczytac :)
                        • tlenek_wegla Re: Nie masz racji :) 21.02.13, 13:40
                          Pisalem to majac na mysli prawo do zachowku i sytuacje z brakiem testamentu. Akurat ten temat znam dosc dobrze.

                          nawet jak napiszesz testament, ze calosc nalezys ie Twojemy lubemu konkubentowi, to musi dac kase rodzinie z zachowku wlansie.

                          jak testamentu nie bedzie, to go zleja....
                          • kora3 Kazdy sądzi wg siebie i swej rodziny :) 21.02.13, 14:44
                            My na szczescie mamy taką sytuację, że nie pochodzimy z marginesu społęcznego i nie mamy w otoczeniu ludzi czyhających na spadek po którymś z nas:)

                            Zupełnie też nie pojmuję, dlaczego jedno z nas miałoby wszystko zapisać w testamencie drugiemu. Przecież mój partner ma dzieci, ja co prawda nie, ale mam siostrzeńca np.

                            Wiadomo zatem, że w razie śmierci któregoś z nas naturalne jest, ze jakaś czesc tego co po nas zostanie trafi do innych osób i to nie jako li tylko zachowek, ale normalnie. Nie wyobrazam sobie, zeby mój partner miał pominąć swoich synów w testamencie, czy ja mojego siostrzeńca. Tak się zachopwuje chyba jakiś margines społęczny, oszuści, albo moze ludzie b. biednii, którzy np. mają tylko mieszkanie i osoba je dziedzicząca musi "spłacać" pozostałych sparkodawców. Dla mnie to kosmos, sorry.
                            • Gość: tlenek Re: Kazdy sądzi wg siebie i swej rodziny :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.13, 18:17
                              I tak argumentem ad personam postanowilas zakonczyc nasza roznice zdan. Dziekuje. Nie smiem wiecej w obecnosci jasnie pani zabierac glosu. a nuz mi sie kurde mozg pofalduje.
                              • kora3 Ad personam ? 22.02.13, 08:17
                                żartujesz - ja nawet nie znam ludzi, którzy mieliby takie "problemy" - serio
                        • tlenek_wegla Re: Nie masz racji :) 21.02.13, 13:41
                          Jelsi nie malzonce, to dzieciom, rodzicom, rodzenstwu, jest wiele grup spadkowych (bodajze 7)
                  • tlenek_wegla Re: Matyldo - po kolei :) 19.02.13, 01:50
                    Ludziom sie nie chce. . Pary jednoplciowe nie maja juz takiej mozliwosci. nawet jakby chcielli. Zawsze bedzie rodzina, ktora w przypadku dziedziczenia (w tym darowzny do 10 lat wstecz) bedzie mogla domagac sie bezwzglednie zachowku.

                    A taka malzonak/ malzonek biora polowe i maja wszystko w d*pie.
      • massaranduba Re: Po co zwiazek partnerski... 14.02.13, 14:20
        matylda1001 napisała:

        > Różnica polega głównie na tym, że ze związku partnerskiego łat
        > wiej się wymiksować niż ze związku małżeńskiego. Czyżby rzeczywiście o to chodz
        > iło?

        Czy zwiazek malzenski mialby w takim razie byc legalna forma przymusu, skoro trudniej sie z niego wymiksowac ? I czy na pewno latwiej zrobic to bedac w zwiazku partnerskim ? Wszak zobowiazania wobec drugiej osoby nie ustaja z chwila spakowania walizki i zamkniecia za soba drzwi, bez wzgledu na to czy podpisali wczesniej jakis papier czy nie.
        • kora3 Masso :) sprawa wygląda tak 14.02.13, 14:27
          ze ws. zw. partnerskich są rozne projekty i różnie w nich rozwiązane sprawy trybu zakończenia formalnego związku oraz zobowiązań w jego trakcie i po nim.

          Z tą trudnością "wymiksowania się" to mit - teraz już na jednej rozprawie można dostać orzeczenie rozwodu:) rzecz w tym jaki stosunek do siebie wzajemnie mają rozwodzacy się małzonkowie. Jesli się z szacunkiem dogadali - całą sprawa to 15 minut - jesli nie....no to wiadomo
          • swojski_riot ktos pytal Dzieci: CO wola miast Mamy i Taty ?? 14.02.13, 14:31
            temat watku dotyczy projektu adopcji przez pary homoseksualne.

            • kora3 MAsz coś nie tak z głową? 14.02.13, 14:50
              Pytam niezłośliwie

              Temat wątku dotyczy związkow partnerskich HETERO - w każdym razie sądząc po poście zalożycielskim, a ja (i np. Matylda, MAssa) do tego sie odnosimy.
              • swojski_riot Re: MAsz coś nie tak z głową? 14.02.13, 14:59
                Tak mam problem z glowa: bylem u fryzjera i beznadziejnie mnie obcial. ;)

                odpowiadam tez niezlosliwie.

                a tak post-scriptum: na wirtualno-medialne "problemy" recepty nie mam ale to nie jest wielkie zmartwienie, jak i owe "problemy" sa wyssane z politycznej bezczynnosci ludzi lewicy.

                Zas projekt "zwiazki partnerskie" niosa za soba zagrozenie adopcji przez pary homoseksualne.
                Zadne ze znanych mi dzieci z Domow Dziecka czy Rodzin Zastepczych nie marzy o adopcji do rodziny gejow czy lesbijek.

                kora3 napisała:

                > Pytam niezłośliwie
                >
                > Temat wątku dotyczy związkow partnerskich HETERO - w każdym razie sądząc po poś
                > cie zalożycielskim, a ja (i np. Matylda, MAssa) do tego sie odnosimy.
                • kora3 Współczuję 14.02.13, 15:04
                  zmien fryzjera:)

                  A propos adopcji dzieci przez homopary jestem na nie. A jestem z powodów takich, że nasze społeczeństwo nie dałoby takiemu dziecku żyć.

                  Ale nadal nie wiem dlaczego uparcie wpisujesz swe zdanie pod moimi postami, bo na TEN temat wypowiedziałam sie jako żywo po raz pierwszy na tym forum własnie teraz:)
                  • bling.bling Re: Współczuję 14.02.13, 15:19
                    kora3 napisała:

                    > zmien fryzjera:)
                    >
                    > A propos adopcji dzieci przez homopary jestem na nie. A jestem z powodów takich
                    > , że nasze społeczeństwo nie dałoby takiemu dziecku żyć.
                    >
                    Zmiana fryzjera nie wchodzi w rachubę. Psich fryzjerów jest mało a poza tym od tego się zaczyna, najpierw zmieniasz fryzjera a potem szczeniaków po szariku nie ma kto adoptować poza homosiami. To poluzowanie barier biologii
                    • swojski_riot Re: Współczuję 14.02.13, 15:38
                      :) psim fryzjerom kompletnie odwalilo i maja zaporowe stawki.

                      a jesli chodzi o bilogiczne bariery, to jak ukrece sobie jajka i wstrzykne w zadek serie syntetycznych estrogenow to wiem bling ze Ty mnie zechcesz :P
                      • bling.bling Re: Współczuję 14.02.13, 15:46
                        ale gdzie tu bariery biologiczne o których tak biczysz?
                        • swojski_riot Re: Współczuję 15.02.13, 10:47
                          niebezpiecznie jest niedostrzegac barierek, bo sie mozesz w skrzynke zdrowo huknac

                          bling.bling napisał:

                          > ale gdzie tu bariery biologiczne o których tak biczysz?
                          • bling.bling Re: Współczuję 15.02.13, 13:28
                            Czyli znów zamiast mówisz o konkretach to fantazjujesz jak dziecko o jakiś skrzynkach tym razem.
                  • swojski_riot Re: Współczuję 14.02.13, 15:36
                    no dobra, fryzjer winny po polowie.

                    porypaly mi sie drzewka. Spadam z "Twojej" piaskownicy ;)



                    kora3 napisała:

                    > zmien fryzjera:)
                    >
                    > A propos adopcji dzieci przez homopary jestem na nie. A jestem z powodów takich
                    > , że nasze społeczeństwo nie dałoby takiemu dziecku żyć.
                    >
                    > Ale nadal nie wiem dlaczego uparcie wpisujesz swe zdanie pod moimi postami, bo
                    > na TEN temat wypowiedziałam sie jako żywo po raz pierwszy na tym forum własnie
                    > teraz:)
          • Gość: inkwizytor O tempora, o mores! IP: *.warszawa.vectranet.pl 14.02.13, 14:37
            kora3 napisała:

            Głupoty, jak zwykle...


            Sztuką jest być w dobrym, szczęśliwym, długotrwałym związku, np w małżeństwie.
            Ciebie chłop miał serdecznie dość i kopnął cie w zadek. Nawet dziecka nie chciał z tobą mieć. A ty latasz po forach i się tym chwalisz, głupia kobieto.
            O tempora, o mores!
            • kora3 :) 14.02.13, 14:52
              świeta racja , swieta :) jesteś jego kolegą z sali?
              • Gość: inkwizytor O tempora, o mores! IP: *.warszawa.vectranet.pl 14.02.13, 15:06
                kora3 napisała:

                > świeta racja , swieta

                No pewnie.

                >jesteś jego kolegą z sali?

                Twojego byłego męża? A kto chciałby się kolegować z kimś, kto się związał z kora3?
                Wprawdzie na krótko, bo chłopina przejrzał na oczy, ale jednak...
                • kora3 Re: O tempora, o mores! 14.02.13, 15:12
                  Gość portalu: inkwizytor napisał(a):

                  >
                  > Twojego byłego męża? A kto chciałby się kolegować z kimś, kto się związał z kor
                  > a3?


                  a to w szpitalu pytają z kim chcesz się "Zakolegować" w postaci przebywania w jednej sali? Nie wiedziałam:)

                  > Wprawdzie na krótko, bo chłopina przejrzał na oczy, ale jednak...

                  No tak, przejrzał, przejrzał, tylko nikt nie widział tego co on i dlatego wylądował w szpitalu. To się nazywa omamy i nie ma się z czego śmiać.
                  Całe szczescie, ze zgodził się dać mi rozwód zanim wyszło na jaw, że choruje i na co.
                  • yoma Re: O tempora, o mores! 14.02.13, 15:19
                    Koro, błąd, tak jak z tym udzielaniem ślubu ;) Rozwód daje sąd, nie współmałżonek.
                    • kora3 Zasadniczo masz rację Yomo, ale moja wypowiedź 14.02.13, 15:31
                      nie wynika z błędu teraz, a z pewnej okoliczności.

                      Otoż: istnieją trzy przypadki kodeksowe, w których sąd przy braku zgody strony pozwanej nie moze udzielić rozwodu. Jednym z nich jest taki, gdy rozwód jest sprzeczny z normą społeczną. Sprzeczne z nią jest rozwodzenie sie z osobą nieuleczalnie chorą niezdolną do samodzielnej egzystencji.
                      Osoba chora na to co mój eksmąż jest/może być takową. Tyle, ze ja rozwodząc się z nim o tym nie wiedziałam, za to ON wiedział
                      Wystarczyłoby wiec, że nie wyraziłby zgody na rozwód i przyniósl zaświadczenie od lekarza.
                      Musiałabym w sądzie dowieść, że był chory przed ślubem i zataił to przede mną (był i zatail poniekąd), a byłoby to dośc trudne, bo w czasie dośc długim przed slubem zaniechał już leczenia.
                      Tak czy owak - pewnie bym tego zdołała dowieść, ale zapewne trwaloby to długo.
                      Mój eksmąż na pierwszej (tzw. ugodowej wówczas obligatoryjnej) rozprawie nie ywyrazał zgody na rozwod tłumaczac to swaitopoglądem swym. Na szczeście do kolejnej udało mi się go przekonac, ze lepiej dla siebie zrobi, jesli zgodzi się na rozwód :)

                      To tak gwoli wyjaśnienia :)
                      • yoma Re: Zasadniczo masz rację Yomo, ale moja wypowied 14.02.13, 15:44
                        A, to przepraszam.
                        • kora3 Re: Zasadniczo masz rację Yomo, ale moja wypowied 14.02.13, 15:50
                          Co Ty? Nie ma sprawy :)
                      • bimota Re: Zasadniczo masz rację Yomo, ale moja wypowied 14.02.13, 20:57
                        CZYLI ROZWIODLAS SIE, BO BYL CHORY, ALE O TYM NIE WIEDZIALAS...
                        • kora3 Skoro pytasz już to 15.02.13, 09:50
                          rozwiodłam się, bo zachowywał się w okropny sposób, takze dziwaczny i nie mozna było tego wytrzymać. Uporczywie jednak odmiawiał konsultacji z psychologiem albo psychiatrą.

                          O tym, że jest chory, był przed ślubem i na co dowiedziałam się kilka lat po rozwodzie przy okazji tzw. procesu stw. nieważności, o który mój eksmąż wniósł - czy zaspokoiłam Twą ciekawośc?
                          • swojski_riot Re: Skoro pytasz już to 15.02.13, 11:06
                            Te dokumenty na chorobe psychiczna to mogl sobie sfabrykowac, zeby sobie ksiegi wyczyscic. Faktycznie dziwne zachowanie.



                            kora3 napisała:

                            > rozwiodłam się, bo zachowywał się w okropny sposób, takze dziwaczny i nie mozna
                            > było tego wytrzymać. Uporczywie jednak odmiawiał konsultacji z psychologiem al
                            > bo psychiatrą.
                            >
                            > O tym, że jest chory, był przed ślubem i na co dowiedziałam się kilka lat po ro
                            > zwodzie przy okazji tzw. procesu stw. nieważności, o który mój eksmąż wniósł -
                            > czy zaspokoiłam Twą ciekawośc?
                            • kora3 Wiesz, akurat nijakiego biznesu to on nie 15.02.13, 11:14
                              prowadził, wiec zołte papiery nie byly mu potrzebne.

                              Kiedy zaczął się naprawdę dziwnie zachowywać - usiłowałam skłonić go do wizyty u specjalisty, ale bezskutecznie. Twierdził, jako i jego rodzina, ze jest zdrów i zachowuje się normalnie.

                              Pozew o stw. nieważności wniosł kilka lat po rozwodzie (takze z tego co wiem nie krecił żadnego biznesu) podczas badań psychologicznych biegły stweirdził, że kwalifikuje się do przebadania przez psychiatre, a ten z kolei zauważył, ze jego zdaniem choroba jest zadawniona. Moj eksmąż traktuje Kościoł b. powaznie i przyznał się, że zdiagnozowano go w wieku 17 lat i nawet sie leczył, ale potem zaniechał.
                              • swojski_riot Re: Wiesz, akurat nijakiego biznesu to on nie 15.02.13, 11:21
                                no jak mial bzika na punkcie dewoctwa, to moze chcial sobie wyczyscic ksiazke na parafii, albo moze poderwal jakas religijna panne i mial wobec niej dalsze zamiary.
                                stad to grzebanie w kruczkach, jak to sobie wyczyscic malzenskie konto.

                                kora3 napisała:

                                > prowadził, wiec zołte papiery nie byly mu potrzebne.
                                >
                                > Kiedy zaczął się naprawdę dziwnie zachowywać - usiłowałam skłonić go do wizyty
                                > u specjalisty, ale bezskutecznie. Twierdził, jako i jego rodzina, ze jest zdrów
                                > i zachowuje się normalnie.
                                >
                                > Pozew o stw. nieważności wniosł kilka lat po rozwodzie (takze z tego co wiem ni
                                > e krecił żadnego biznesu) podczas badań psychologicznych biegły stweirdził, że
                                > kwalifikuje się do przebadania przez psychiatre, a ten z kolei zauważył, ze jeg
                                > o zdaniem choroba jest zadawniona. Moj eksmąż traktuje Kościoł b. powaznie i pr
                                > zyznał się, że zdiagnozowano go w wieku 17 lat i nawet sie leczył, ale potem za
                                > niechał.
                                • kora3 Sądze, ze mogł chcieć wyczyścić "małzeńskie konto" 15.02.13, 11:33
                                  (o ile wiem panny na tamtem moment nie poderwał, ale o to mniejsza).
                                  Tylko, ze chyba nie przewidział, ze z chorobą się wyda. Ona raczej dyskwalifikuje w teamcie małżeńśtwa sakramentalnego. W pozwie o swt. niewazności nie podał jej jako powodu niewaznosci, w ogóle o niej nie wspomniał - wyszło to wszystko w trakcie :)
                                  • swojski_riot Re: Sądze, ze mogł chcieć wyczyścić "małzeńskie k 15.02.13, 11:41
                                    grunt, ze sie uwolnilas od dziawaka.

                                    kora3 napisała:

                                    > (o ile wiem panny na tamtem moment nie poderwał, ale o to mniejsza).
                                    > Tylko, ze chyba nie przewidział, ze z chorobą się wyda. Ona raczej dyskwalifiku
                                    > je w teamcie małżeńśtwa sakramentalnego. W pozwie o swt. niewazności nie podał
                                    > jej jako powodu niewaznosci, w ogóle o niej nie wspomniał - wyszło to wszystko
                                    > w trakcie :)
                                    • kora3 No to akurat sikę udało szybko :) 15.02.13, 11:52
                                      Nie chciał mi się wynieśc z mieszkania, ale w końcu wyniósł. Na rozwód zgody nie dawał, ale mu uświadomiła,, ze jesli nie pójdzie na nieorzekanie o winie, to bede zmuszona wnieśc o orzeczenie jego wyłącznej winy i wtedy w sadzie wyjdą jego odjazdy. :)
                                      Na kolejnej rozprawie (2 z kolei po ugodówce) zgodził się i wyszłam z sądu zadowolona w pełni :)
                                      • swojski_riot Re: No to akurat sikę udało szybko :) 15.02.13, 14:53
                                        wyrzucilas go do mamy :P

                                        o niedobra ;)

                                        kora3 napisała:

                                        > Nie chciał mi się wynieśc z mieszkania, ale w końcu wyniósł. Na rozwód zgody ni
                                        > e dawał, ale mu uświadomiła,, ze jesli nie pójdzie na nieorzekanie o winie, to
                                        > bede zmuszona wnieśc o orzeczenie jego wyłącznej winy i wtedy w sadzie wyjdą je
                                        > go odjazdy. :)
                                        > Na kolejnej rozprawie (2 z kolei po ugodówce) zgodził się i wyszłam z sądu zado
                                        > wolona w pełni :)
                                        • kora3 :) 16.02.13, 09:33
                                          Nie wyrzucałam go, grzecznie prosiłam, zeby się wyniósl, bo dalej to nie ma sensu. No i wreszcie jakoś uprosiłam. Nazajutrz zmienił zdanie, ale ja za to zamki:)
                                          Co do pytania: z tego co wiem, to na poczatku z rodzicami mieszkal, potem chyba sobie coś wynajął, ale szczegółów daruj, nie znam :)
                                          • tlenek_wegla Re: :) 19.02.13, 02:08
                                            jeszcze do benia napisz, zeby wam uniewanil pokropek czarodzieja.
                                            • kora3 Mnie to lata :) 20.02.13, 09:38
                                              A o stw. niewazności nie zwraca się do papieża, tylko do sądu biskupiego przy włąsciwej kurii :) JAk komuś dajesz jakeiś "rady" to chociaż zorientuj sie o co be :)
                  • Gość: inkwizytor Re: O tempora, o mores! IP: *.warszawa.vectranet.pl 14.02.13, 15:20
                    kora3 napisała:

                    > Całe szczescie, ze zgodził się dać mi rozwód zanim wyszło na jaw, że choruje i
                    > na co.

                    A nie mówiłem?!!!!
                    Zdrowy na ciele i umyśle nigdy w życiu by sie z tobą nie związał.
                    Szkoda mi chłopiny. Nie dość, że chory to spotkało go takie nieszczęście, taka kora3!
                    • kora3 Wszystko się uloży, 14.02.13, 15:34
                      trzeba tylko brać leki - powrotu do zdrowia :)
                  • Gość: inkwizytor Re: O tempora, o mores! IP: *.warszawa.vectranet.pl 14.02.13, 17:34
                    kora3 napisała:

                    > No tak, przejrzał, przejrzał, tylko nikt nie widział tego co on i dlatego wyląd
                    > ował w szpitalu. To się nazywa omamy i nie ma się z czego śmiać.

                    Widział w tobie ładną kobietę? Rzeczywiście, miał omamy...
                    Wykończyłaś chłopinę, nie ma to tamto.
                    Dobrze, że się w porę zreflektował i uszedł z życiem...
                    Prokurator powinien się tobą zająć, ot co.
                • yoma Re: O tempora, o mores! 14.02.13, 15:18
                  Znaczy, skreślasz wszystkich swoich kumpli - rozwodników?
                  • kora3 Sądzisz, że 14.02.13, 15:20
                    wyzej wpisany ma jakichś kumpli? Na jakiej podstawie?:)
                    • yoma Re: Sądzisz, że 14.02.13, 15:22
                      Na podstawie obserwacji. Większość jakichś tam ma, choćby na zasadzie "każda potwora znajdzie amatora".
                      • kora3 :) nt 14.02.13, 15:32
                        :)
        • matylda1001 Re: Po co zwiazek partnerski... 15.02.13, 12:27
          massaranduba napisała:

          >Czy zwiazek malzenski mialby w takim razie byc legalna forma przymusu, skoro trudniej sie z niego wymiksowac ? I czy na pewno latwiej zrobic to bedac w zwiazku partnerskim ?<

          Piszesz o prawnie zalegalizowanym związku partnerskim? Tak, myślę że łatwiej byłoby rozwiązać taki związek niż małżeństwo, chociażby ze względu na to, że odpadają formalności rozwodowe. Pod względem prawnym, ma się rozumieć, bo pod względem moralnym, to już zupełnie inna sprawa. Małżeństwo jest jednak jakąś formą przymusu. Nie do tego żeby być razem za wszelką cenę, ale do tego, żeby dłużej zastanowić się nad rozstaniem. Szczególnie ważne w przypadku posiadania wspólnych dzieci.

          > Wszak zobowiazania wobec drugiej osoby nie ustaja z chwila spakowania walizki i zamkniecia za soba drzwi, bez wzgledu na to czy podpisali wczesniej jakis papier czy nie. <

          Poza aspektem moralnym, który w przypadku rozstania schodzi na piąty plan, to chyba tylko odnośnie dzieci, bo jak ich nie ma, to w jakim zakresie eks partnerzy mieliby mieć zobowiązania względem siebie wzajemnie?
          • massaranduba Re: Po co zwiazek partnerski... 15.02.13, 12:55
            matylda1001 napisała:

            > Małżeństwo jest jednak jakąś
            > formą przymusu.

            Wlasnie o to mi chodzi :-) Jest forma przymusu, a wiekszosc ludzi, ja tez do takich naleze, nie lubi byc do niczego przymuszana. Wole przyjac na siebie odpowiedzialnosc z wlasnej, nieprzymuszonej woli, a nie dlatego, ze obliguje mnie do tego podpisany papier.

            > Nie do tego żeby być razem za wszelką cenę, ale do tego, żeby d
            > łużej zastanowić się nad rozstaniem.

            Ale wlasnie te dwie rzeczy, wedlug mnie, wzajemnie sie wykluczaja. Jesli wspolne zycie jest zrodlem udreki dla obojga, to akt slubu mialby niby powstrzymywac przed rozstaniem ? Wydaje mi sie, ze zaden papier nie ma az takiej mocy sprawczej ;-)

            > ważne w przypadku posiadania w
            > spólnych dzieci.

            Dobro dzieci powinno byc dobrem nadrzednym, to oczywiste, niekoniecznie jednak to dobro musi byc rozumiane jako mieszkanie pod jednym dachem z obojgiem rodzicow, ktorzy wzajemnie sie nienawidza. Jesli rodzice swiadomie funduja dzieciom niestabilny, pelen konfliktow dom w imie nierozerwalnosci malzenstwa, to nie jest to, wedlug mnie, kierowanie sie dobrem dzieci.
            • matylda1001 Re: Po co zwiazek partnerski... 15.02.13, 13:46
              massaranduba napisała:

              > Wole przyjac na siebie odpowiedzialnosc z wlasnej, nieprzymuszonej woli, a nie dlatego, ze obliguje mnie do tego podpisany papier.<

              Ja podpisałam ten papier prawie trzydzieści lat temu, jako młodziutka dziewczyna (zaledwie po pierwszym roku studiów). Zrobiłam to odpowiedzialnie, z własnej, nieprzymuszonej woli. W ciąży nie byłam, po prostu chcieliśmy być razem a w tamtych czasach inaczej by się nie dało :) Gdybyśmy wtedy odpuścili sobie względy obyczajowe i postanowili żyć razem bez ślubu, to bylibyśmy razem do dziś, bo nic w naszym życiu nie zdarzyło się takiego, co mogłoby tym związkiem zachwiać. Nigdy nie czułam się do niczego przymuszana, ale wiem, że w jakiejś podbramkowej sytuacji fakt ślubu miałby dla nas znaczenie. Mniej nawet kościelny, bardziej cywilny. Nic nie zatrzymałoby mnie w tym związku gdyby okazał się pomyłką, ale też nie odeszłabym tak łatwo, jak od partnera.

              > Ale wlasnie te dwie rzeczy, wedlug mnie, wzajemnie sie wykluczaja. Jesli wspolne zycie jest zrodlem udreki dla obojga, to akt slubu mialby niby powstrzymywac przed rozstaniem ?<

              Oczywiście. Kilka takich sytuacji zaobserwowałam w swoim bliskim otoczeniu. Wolne związki rozpadały się z byle powodów bo nie było motywacji do walki o trwałość związku. Czasami decydowała czyjaś urażona duma. Małżeństwa będące na podobnych zakrętach życiowych decydowały sie na jakąś terapię, czy po prostu zdobywały się na jakiś wysiłek w celu uratowania małżeństwa. Wytłumaczyli sobie wzajemnie jakieś sprawy, w innych poszli na kompromis i żyją dalej razem wcale się nie męcząc.

              >Jesli rodzice swiadomie funduja dzieciom niestabilny, pelen konfliktow dom w imie nierozerwalnosci malzenstwa, to nie jest to, wedlug mnie, kierowanie sie dobrem dzieci.<

              Jeżeli dzieci mają patrzeć na to, jak rodzice skaczą sobie do oczu, albo rodzice zostają razem ze względu na dzieci, to rzeczywiście, lepiej sie rozstać i osobno sprawować opiekę. Jednak najlepiej, gdy popracują nad swoim związkiem i go naprawią.
              • kora3 Wiesz Matyldo podoba mi się Twe 16.02.13, 10:10
                zdroworozsądkowe podejście.
                Mam na mysli to, że żadnego związku nie warto na siłę utrzymywać, ani w imię jakichś ideologii, ani "bo co ludzie powiedzą".

                Widzę natomiast, że ulegasz sterewotypowi pewnemu dot. wolnych związków. Mianowicie, że "rozstają się po pierwszym nieporozumieniu". :) Nie wiem czy wiesz o tym, ale takie zdanie nt. obecnych małzeństw ma wiele osób. Wiesz, że kiedyś tro trwali, a teraz to pierwsza kłotnia i papa.
                Takie mity Matyldo biorą się z dwóch rzeczy: pierwszą jest fałszywa teza, że trwałośc związku zawsze i u wszystkich swiadczy o dobrej jego jakości, a drugą - nieznajomośc szczegółów.

                Kiedyś zwiazki (z koneiczności zwykle małżeńskie) nie były jakościowo ni lepsze, ni gorsze niż teraz (ogólnie), ale faktycznie były trwalsze. Rozwody w zasadzie zdarzały się wśród bohemy artystycznej, w innych środowiskach budzac wielkie kontrowersje co do bohaterów tegoż wydarzenia.
                Działo się tak dlatego, że status kobiety w zasadzie wyznaczał status jej meza.
                Kobieta niezamezna była w zasadzie nikim w sensie społecznym i towarzyskim, chyba, ze była wdową. MAłzeństwo niemal zawsze było rodzajem transakcji. Kobieta zyskiwała status mezatki bez którego nie mogla w pełni funkcjonować, mezczyzna posag zony, koneksje itd.
                Po zawarciu tej transakcji obie strony utrzymywały status quo.
                Żona musiala sie godzić na kochanki meza, odwiedanie przezeń kurtyzan, czy po prostu burdeli, pijaństwo, czy gwałtowność, przepuszczanie majątku w karty, bo zwyczajnie nie miala wjścia.
                Mąż z kolei mógł to wszystkoi robić do woli, nie mógł tylko porzucić oficjalnie żony, bo to by jego z kolei naraziło na ostracyzm otoczenia i wykluczenie z towarzystwa.
                Takie małżeństwo było trwałe:)

                Dziś norma społęczna jest już inna, choć oczywiscie zadzrają się osoby postrzegające rozwód, jako wielką życiową porazke itd. Ale ogólnie ludzie nie chcą tkwić w złych związkach na silę, a kobiety też nie muszą jak kiedyś.

                Co natomiast do roztsań po pierwszej kłotni, terapii itd. Wiesz, nierzadko jest tak, że osoba rozstająca sie z kimś niewaznie formalnie, czy nie zwyczajnie nie mówi o prawdziwych powodach rozstania. A nie mówi, bo sa dlań w jej oczach upokarzające, albo tak bolesne, ze nie chce o nich mówic. Wówczas mowi, że charaktery niezgodne, wypaliło się, nie ta wizja świata itd.
                Kiedy ja zdołałam wykwaterować eksmeza, wielu naszych znajomych,m takze bliższych, było zdziwionych: WY sie rozstajecie? szok! Takie zgodne malzeństwo, zero kłotni, spokój itd.
                Wcale zgodnym małżeństwem nie byliśmy :) Po prostu nie wywlekałam tego co wyprawia mój ówczesny maż przed ludźmi i tyle :)


                • majaa Re: Wiesz Matyldo podoba mi się Twe 18.02.13, 17:40
                  kora3 napisała:

                  > Dziś norma społęczna jest już inna, choć oczywiscie zadzrają się osoby postrzeg
                  > ające rozwód, jako wielką życiową porazke itd.


                  Sądzę, że tych osób jest nawet zdecydowana większość. Bo rozwód tak naprawdę jest przecież życiową porażką. Owszem, normy społeczne się zmieniają, ale nie na tyle, żeby trwały, udany związek przestał być nagle postrzegany jako wartość. Chyba nikt nie myśli z góry o rozstaniu, kiedy wiąże się z drugą osobą, tylko ma nadzieję, że przetrwają razem, czy nie tak?

                  • kora3 Re: Wiesz Matyldo podoba mi się Twe 18.02.13, 21:48
                    majaa napisała:
                    >
                    > Sądzę, że tych osób jest nawet zdecydowana większość.


                    A ja z obserwacji widzę, ze jest inaczej. Ludzie, którzy faktycznie postrzegają rozwod jako porazkę są 3 kategorie.
                    Pierwsza to osoby, które nie mają za sobą rozwodu, ale pochodzą ze srodowisk, ze rozwód jest tak postrzegany i stąd mają takie podejście.
                    Druga to osoby, które mają za zobą rozwód i pochodzą z takich środowisk, gdzie jest on tak postrzegany:)
                    A trzecia to osoby rozwiedzione, które naprawdę przezyły w zwiazku z rozwodem wielką traumę (np. dlatego, ze zostały porzucone przez kogoś kogo kochały).

                    Ludzie z normalnych srodowisk do rozwodu pochodzą normalnie:) - nie wyszło, nie było dalej sensu, wiec rozstanie sie takze formallne to naturalna konsekwencja.

                    [i] Bo rozwód tak naprawdę [b
                    > ]jest[/b] przecież życiową porażką.[/i]

                    E no, bez przesady :) Patrz wyżej :)

                    Owszem, normy społeczne się zmieniają, ale
                    > nie na tyle, żeby trwały, udany związek przestał być nagle postrzegany jako war
                    > tość.


                    Ale oczywiscie, ze udany i trwały (dokładnie ta kolejnośc) zwiazek to sprawa pożadana. Rzecz w tym, że wiele zwiazków na poczatku udanych bywa potem nieudanymi i tak jest od zawsze. Trudno to zaraz traktowac jako porazkę, po prostu tak bywa. Na innych ludzi mamy dośc ograniczony wplyw, takze na współmalzonka, wiec trudno za swoją porazkę uwazać np. że okazał się świnią, czy nieodpowiedzialny.

                    Chyba nikt nie myśli z góry o rozstaniu, kiedy wiąże się z drugą osobą, t
                    > ylko ma nadzieję, że przetrwają razem, czy nie tak?


                    Pewnie tak, tylko wiekszośc rzeczy w naszym życiu nie jest constans, związki, jak wszytko inne ewoluują, są "umieszczone" w zmieniającej się rzeczywistości i okolicznościach. Nie wszystkie okoliczności da sie przewidzieć, nieprawdaż? Trudno odnosić odczucia mezatki z 10-letnim stazem, którą mąz np. bije czy zdradza do odczuć jej sprzed dekady, gdy stawała na ślubnym kobiercu.
                    • majaa Re: Wiesz Matyldo podoba mi się Twe 19.02.13, 11:29
                      kora3 napisała:

                      > Ludzie z normalnych srodowisk do rozwodu pochodzą normalnie:) - nie wyszło, ni
                      > e było dalej sensu, wiec rozstanie sie takze formallne to naturalna konsekwencj
                      > a.
                      >

                      Tzw. normalni ludzie do wszystkiego podchodzą normalnie;) Porażki życiowe większego czy mniejszego kalibru też są przecież rzeczą normalną. Dlatego nie ma sensu samemu przed sobą udawać, że nic się nie stało, kiedy się stało. I nie ma większego znaczenia, czy to my zawiniliśmy, czy ten drugi, a może tak się jakoś niefortunnie złożyły okoliczności.Trzeba tylko umieć przełknąć taką porażkę i starać się wyciągnąć z niej naukę na przyszłość. Po prostu:) Po co dorabiać do tego ideologię?:)


                      • kora3 :) Każdy ma czuć, jak Ty, bo..? 20.02.13, 09:44
                        Wiesz, każde zyciowe zdarzenie można rozpatrywać jako porazkę, sukces :) Na innym forum pewna pani a wielki sukces życiowy uwaza ...ukończenie studiów na banalnym kierunku :) Wolno kobiecie? Wolno :) Tylko, ze WIEKSZOSC ludzi za sukces ukończenia studiow nie uwaza i o to chodzi :)
                        Zwyczajna rzecz - dostal sie człowiek, w czassie studiow nijaki kataklizm życioy czlowieka nie spotkał, to skończył - NORMALNIE tak sie podchodzi. A ze ktoś tam sopbie uwaza, ze to wyczyn - no to tak uwaza.

                        Dokłądnie tak samo jest z uwazaniem rozwodu czy rozstania za "porazkę" - dla jednych to woelkie hallo, dla innych - zwyczajna sprawa:)
                        • majaa Re: :) Każdy ma czuć, jak Ty, bo..? 20.02.13, 11:30
                          Ale gdzie ja twierdziłam, że każdy ma czuć tak jak ja??? Ja tylko twierdzę, że dobrze jest nazywać rzeczy po imieniu, a także że zarówno drobne jak i większe sukcesy lub porażki w życiu są rzeczą normalną i przytrafiają się każdemu, żaden to wstyd. Czyżbyś uważała inaczej?Tak się przyjęło określać, że jak coś się w życiu uda, to to jest sukces (albo taki maleńki sukcesik;)), a jak nie - porażka (porażeczka, porażeńka itp.;)). Tak, jak napisałaś - zwyczajna sprawa, więc nie ma o co się spierać:)
                          • kora3 Oczywoiscie ze dobrze jest nazywać rzeczy po imien 20.02.13, 13:15
                            iu Maju, tylko dlaczego TY czy ja mamy nadawać imiona sprawom innych, którzy mają pełne i nawet "święte" prawo do odczuwania swoich życiowych spraw jak chcą?

                            Jak wspomniałam - dla jakiejś pani skończenie studiów jakichś tam jest sukcesem. Uwazasz takie coś za sukces? JA - nie. Ale ta pani MOZE sobie uwazać.
                            Podobnie ktoś może uwazać oblany egzamin na prawko zaraz za porazkę, a ktoś inny za zwyczajne niepowodzenie np.

                            Chodzi o to, zeby odczuciom innych nie nadawać SWOICH "imion" to znaczy nie rozciągać swojego podejścia do czegoś na wszystkich:) To jest zwykle droga donikąd :)
                            • majaa Re: Oczywoiscie ze dobrze jest nazywać rzeczy po 20.02.13, 14:05
                              Jak to mówią: jak zwał, tak zwał:)... porażka, porażeczka, niepowodzenie, niepowodzonko czy przykrość, ok;) Grunt, że budzi raczej nieprzyjemne skojarzenia i chyba jednak każdy by wolał, żeby tych "niepowodzonek" było jak najmniej, za to wszelkiej maści sukcesów i "sukcesików", drobnych i drobniejszych powodzeń - jak najwięcej:)
                              • kora3 No tak, ale życie sklada się z różnych sytuacji, 20.02.13, 15:11
                                także mniej komfortowych. Jedni z takiej czy innej sytuacji robią hallo i interpretują jako wielką porazke, albo ogromny sukces, a inni jako zwyczajne fajne, albo mniej, ewentualnie obojętne wydarzenie:)
                                • majaa Re: No tak, ale życie sklada się z różnych sytuac 20.02.13, 19:13
                                  :) No to ja pisałam mniej więcej to samo:) Nie dodałam tylko tych wydarzeń obojętnych, bo rozmawiałyśmy o rozwodzie, a nie uwierzę, że akurat takie wydarzenie ktokolwiek tzw. normalny może traktować zupełnie obojętnie.
                                  • kora3 No, ja traktowałam obojętnie, ba cieszylam się naw 21.02.13, 00:38
                                    et:)
                                    Jestem normalna, w każdym razie taką opinię wystawił mi biegły psycholog na okolicznośc wszczetego przez mego eksmeza procesu stw. nieważnosci małzeństwa:)

                                    Widzisz Maju, ulegasz pewnej iluzji zwiazanej z rozwodem. Mianowicie takiej, ze mysląc o czyichś odczuciach wyobrazasz sobie siebie w adekwatnej sytuacji tu i teraz, czyli z Twoim aktualnym podejściem do swego małzeństwa i wspolmałonka. To spory błąd z załozenia.

                                    W każdej sytuacji życiowej postrzeganie jej zależy od okoliczności i podejścia do niej. Osobie w udanym, czy tez wg niej udanym związku, trudno sobie na zimno wyobrazić sytuacje rozwodową. Bo to tak, jakbyś miała sobie teraz wyobrazić, ze oto dostajesz informacje o zlozeniu pozu przez meza, wszystko jedno od niego samego, czy pocztą z sądu.
                                    No i raczej trudno byłoby Ci sobie wyobrazić, ze podchodzisz do tego obojętnie - to jasne.

                                    Zdarza się, że faktycznie na kogoś rozwód tak "spada" - jest w zwiazku, który wydaje mu sie szczesliwy i nagle dowiaduje się, ze kochana osoba chce odejśc i złożyła pozew. Jednak zdarza się to relatywnie rzadko. Zwykle formalne rozwiązanie małzeństwa poprzedzone jest kryzysem, czy oddaleniem się małżonków oraz nieformalną separacją tychże.
                                    Nie jest to zatem jakaś sytuacja zaskakująca, czy nieprzewidywalna. Stąd budzi ona zwykle mniejsze emocje, o ile jakieś, niż sytuacja kryzysu w trwającym zwiazku, dowiedzenie sie o zdradzie np. itp. Te emocje normalny człowiek racjonalnie myslący ma już zwykle za sobą.
                                    Sam rozwód to formalność, dopełnienie pewnych urzedowych spraw.
                                    Jesli człowiek ma tego swiadomośc naturalnie traktuje sprawę obojetnie, bo jak inaczej? Stało się, nie jest sie już razem, co sie w zwiazku z tym miało przeżyć już się przezyło, pozostały formalności. Oczywiscie, są ludzie, którzy z dowolnych przyczyn nie umieją się pogodzić z rozstaniem, wiec i z rozwodem. Są to osoby zwykle uzależnione od partnera (nie mylić z miłoscią), które traktują formalnośc mistycznie jakby cokolwiek w rzeczywostosci pozaprawnej zmieniałą.
                                    • majaa Re: No, ja traktowałam obojętnie, ba cieszylam si 21.02.13, 10:15
                                      Nie chciałam Cię urazić, Koro, przepraszam. I to nie do końca tak, że wyobrażam sobie siebie w takiej sytuacji. Tylko rozwód to, według mnie, właśnie taki złożony proces, nieprzyjemne rozmowy i zdarzenia, a wreszcie nieunikniona decyzja i dopiero potem sama sprawa rozwodowa. Sama zresztą piszesz, że wizyta w sądzie to już ostatni etap tej całej sytuacji. Jeśli więc traktować rozwód aż tak dosłownie, po prostu jako "wycieczkę" do sądu w celu podpisania jakichśtam papierów, to OK, przyjmuję do wiadomości, że są osoby, które mogłyby to robić choćby i raz w tygodniu i nie wywołuje to w nich absolutnie żadnych przykrych emocji.
                                      • kora3 Ależ nie uraziłaś Majeczko, skąd taki pomysł? 21.02.13, 10:47
                                        Naprawdę nie odebralam tego co napisałaś, jako "urazające" - mam nadzieję, ze Ty podobnnie nie odebrałaś tak moich słow.
                                        Chcę, zebyś mnie dobrze zrozumiała - nie o to chodzi, że dla KAZDEGO rowód jest sytuacją obojętną emocjonalnie, czt nawet sympatyczną (gdy chce rozwodu tak zwykle jest), ale o to, że tak BYWA i błędem jest załozenie, ze rozwód ZAWSZE jest traumatyczny.
                                        Na pewno - nawet jesli jednej ze stron emocje już opadną i zalezy jej na jak najszybszym zakończeniu sprawa, a druga strona utrudnia, chce sie chandryczyć, wywlekać brudy w sądzie - to samo to jest niemiłe. Ale znów - nie wszyscy tak się rozwodzą - jak piszę - wszystko zależy od okolczności, jak to zwykle w życiu :)
                                        • majaa Re: Ależ nie uraziłaś Majeczko, skąd taki pomysł? 21.02.13, 11:25
                                          No to cieszę się, że nie bierzesz tak wszystkiego do siebie:)
                                          Co do rozwodu, to ja się absolutnie zgadzam, że nie zawsze i nie dla każdego musi on być od razu traumą. Chodziło mi wyłącznie o to, że ogólnie jest to jedno z tych wydarzeń w życiu, które trudno zaliczyć do udanych w sensie: liczyłam, że znalazłam swoją drugą "połówkę", a tu zonk, nie wyszło. Tylko tyle:) A że to normalne, i że tak się czasem zdarza, to też dla mnie jasne:)
                                          • kora3 Ach w tym sensie 21.02.13, 14:48
                                            no może, choć dla mnie to naciągane mocno Maju. Głownie dlatego, że liczenie :) odbywało się zapewne przed sytuacją kryzysową i rozwodową, a te wierz mi - wiele zmieniają :)
      • tlenek_wegla Re: Po co zwiazek partnerski... 19.02.13, 01:39
        Nie. Chodzi o prawa homoseksualnej mniejszosci, ktore w tym ciemnogrodzie trzeba przedstawiac jako prawa wiekszosci (hetero), zeby nie wywolac na pyskach nienawidzacych wszytkiego katoli od razu grymasu nienawisci i zacietrzeweienia.

        Przelkna jakos prawa ludzi do zycia: "chlop z baba.. Ino bez pokropku szamana. "
        Przeciez od zawsze takie rzeczy sie dzialy.

        jedyne, czego nie przelkna, to syndromu psa na sianie - sam nie zezre i krowie nie da.

        Dlatego trzeba uberac rzczy w dziwne konstrukcje, zeby se nie polapali.
        • urko70 Re: Po co zwiazek partnerski... 20.02.13, 13:27
          tlenek_wegla napisał:

          > Nie. Chodzi o prawa homoseksualnej mniejszosci, ktore w tym ciemnogrodzie trzeb
          > a przedstawiac jako prawa wiekszosci (hetero), zeby nie wywolac na pyskach nien
          > awidzacych wszytkiego katoli od razu grymasu nienawisci i zacietrzeweienia.
          > [...]
          > Dlatego trzeba uberac rzczy w dziwne konstrukcje, zeby se nie polapali.

          A i mi się tak wydawało, że dziś mowa o związkach partnerskich, jutro o
          związkach homoseksualistów, pojutrze o adopcji chłopców przez dwóch
          mężczyzn, popojutrze trzeba będzie uszanować to o czym dziś zwolennicy
          nowych związków tak usilnie wypierają czyli jescze inne związki i ich prawa
          do formalizacji.
          • tlenek_wegla Re: Po co zwiazek partnerski... 21.02.13, 13:54
            A co zlego jest w wychowaniu dziecka przez dwoch mezczyzn, dwie kobiety?

            Tylko nie mow mi o wzrocach..... W Polsce wzorcem jest samotna matka meza pijaka, ktory ja leje. Tak to wyglada w rodzinach "hetero" uswieconych swietym wezlem.
            • urko70 Re: Po co zwiazek partnerski... 25.02.13, 12:14
              tlenek_wegla napisał:

              > A co zlego jest w wychowaniu dziecka przez dwoch mezczyzn, dwie kobiety?
              >
              > Tylko nie mow mi o wzrocach..... W Polsce wzorcem jest samotna matka meza pijak
              > a, ktory ja leje. Tak to wyglada w rodzinach "hetero" uswieconych swietym wezle
              > m.

              Zapytaj Bunela, twierdzi Wychowały mnie lesbijki. Mam o to do nich żal
              • urko70 Re: Po co zwiazek partnerski... 25.02.13, 12:25
                urko70 napisał:

                > > A co zlego jest w wychowaniu dziecka przez dwoch mezczyzn, dwie kobiety?
                > >
                > > Tylko nie mow mi o wzrocach..... W Polsce wzorcem jest samotna matka meza
                > pijak
                > > a, ktory ja leje. Tak to wyglada w rodzinach "hetero" uswieconych swietym
                > wezle
                > > m.
                >
                > Zapytaj Bunela, twierdzi Wychowały
                > mnie lesbijki. Mam o to do nich żal


                W uzupełnieniu powyższego:
                Dzieci naśladują te wzorce, uczą się ich, powtarzają je, wzorce są ważne.
                Skąd wziąłeś taki jak przedstawiłeś wzorzec polskiej rodziny?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka