Inżynier polski i amerykański

23.05.15, 18:26
Andrzej Targowski – Różnice w kształceniu inżynierów w Polsce i w USA


Kształcenie inżynierów decyduje o poziomie infrastruktury cywilizacji danego kraju, jest zatem bardzo ważne dla każdego nowoczesnego państwa” – powtarza starą prawdę prof. dr inż. Andrzej TARGOWSKI, dożywotni profesor zwyczajny Western Michigan University (USA), President of the International Society for the Comparative Study of Civilizations, założyciel i wiceprezes of the North-American Polish-American Engineering Advisory Council, główny projektant systemu PESEL.
Nie ma jednej optymalnej formy kształcenia, która byłaby zalecana w każdym kraju. Zależy bowiem od modelu i sytuacji politycznej, gospodarczej oraz kultury społecznej, a także od czasu, w którym zachodzi.
W USA INŻYNIER „ROŚNIE” NA PROJEKTACH
Stany Zjednoczone przez pierwsze kilkadziesiąt lat były krajem rolniczym i słabo zaludnionym. W drugiej połowie XIX w. dotarła tam angielska Rewolucja Przemysłowa. Wynikiem tego był szybki rozwój kolei i przemysłu stalowego, który stworzył infrastrukturę Fali Przemysłowej (podobnie obecnie rozwój informatyki rozwija infrastrukturę, która jest podstawą Fali Informacyjnej). Wykorzystywano wówczas głównie inżynierów z Anglii i Niemiec. Inżynieria także wspierała rozwój kanałów irygacyjnych oraz rozwój miast. Potrzeby te doprowadziły do wykształcenia prawie 1 mln inżynierów w połowie XX w.
W czasie II wojny światowej nastąpił przyspieszony wzrost zapotrzebowania na inżynierów, bowiem USA musiały wyposażyć w broń i sprzęt wojskowy także W. Brytanię, Kanadę i ZSRR. W 1940 r. USA były prawie bezbronne, ale do 1945 r. wyprodukowały 2,7 mln karabinów maszynowych, 2,4 mln ciężkich ciężarówek, 325 tys. samolotów i 7 tys. okrętów wojennych (w tym 22 lotniskowce i 56 krążowników). O skali projektu niech świadczy produkcja 65 tys. samolotów rocznie (1941-45), czyli 217 dziennie, 13 co godzinę, 2 na minutę (oczywiście nie w jednej fabryce). Tak szybkim wzrostem tempa produkcji i inżynierii nie tylko kierowały potrzeby wojny, ale także względy ekonomiczne, czyli chęć dorobienia się majątku. Do zadań produkcyjnych rwali się najbardziej przedsiębiorczy biznesmeni. Sami nie byli inżynierami, ale najpierw zatrudniali lidera, który był inżynierem, i motywował innych specjalistów. Taka strategia miała miejsce w firmie Henry’ego Forda, który nie znał się na produkcji samolotów, ale wkrótce (z 2-letnim opóźnieniem, bowiem był zwolennikiem Hitlera i przeciwnikiem wojny) produkował ich dziesiątki tysięcy w nowej hali fabrycznej w Willow Run k. Detroit. Henry Kaiser, biznesmen, który zbudował Tamę Hoovera (jeden z 7 cudów amerykańskiej techniki), w czasie wojny zajął się produkcją statków transportowych – na lidera zatrudnił inżyniera, który kierował budową tamy. Ich firma wyprodukowała kilka tysięcy statków transportowych typu Liberty (10 000 DTW), przy czym cykl produkcji takiego statku trwał najpierw 7 miesięcy, a po nabraniu doświadczenia – 5 dni!
Po wystrzeleniu Sputnika przez ZSRR w 1957 r. Stany Zjednoczone przystąpiły do szybkiego rozwoju programu kosmicznego. Początkowo kierowali nim Niemcy z Wernherem von Braunem na czele, którzy w 1945 r. zostali przerzuceni z pobitych Niemiec do Ameryki (druga partia kilkuset niemieckich specjalistów od rakiet została przejęta przez ZSRR). Program Apollo stworzył miejsca pracy dla 400 tys. specjalistów, a jego wynikiem był rozwój wielu nowych technik i specjalności inżynierskich.
Gdyby nie te i inne wielkie projekty, Stany Zjednoczone nigdy by nie były najbardziej uprzemysłowionym państwem na świecie pod koniec XX w.
KSZTAŁCENIE INŻYNIERÓW W USA
Większość licencjackich 4-letnich programów inżynierskich w USA pierwsze 2 lata poświęca kształceniu w zakresie matematyki (rachunek całkowy i różniczkowy), ogólnej chemii, pisaniu technicznemu po angielsku, nowoczesnej fizyki, informatyki inżynierskiej (zwykle ograniczonej do programowania) i wprowadzenia do inżynierii w kilku zakresach, aby dać podstawy do wyboru specjalizacji w następnych 2 latach. Kursy z zakresu edukacji ogólnej (General Education – Gen Ed) społecznej i humanistycznej są konieczne, przy czym student może je sobie wybrać. Jeśli chodzi o wymagane przedmioty inżynierskie, to student zwykle musi wziąć je w zakresie kreślenia, inżynierii materiałowej, wytrzymałości materiałów (statyka i dynamika), elektrycznej inżynierii, termodynamiki, mechaniki cieczy i z zakresu niektórych systemów inżynierii przemysłowej.
Pod koniec I roku student powinien zacząć myśleć o wybraniu specjalizacji. Do najpopularniejszych zaliczają się inżynierie: cywilna, elektroniczna, mechaniczna, elektryczna, komputerowa, chemiczna, biologiczna, przemysłowa, przestrzeni kosmicznej, metalurgii, materiałowa, rolnicza itp. Po wybraniu specjalizacji student wybiera przedmioty, które kształcą w danej specjalizacji. Na zakończenie wykonuje projekt inżynierski.
Liczba kursów powinna odpowiadać wymaganej liczbie tzw. kredytów – zwykle 124-128. Ponieważ każdy kurs ma 1-4 kredyty (prace dyplomowe 6-7), student musi wziąć 41 przedmiotów po 3 kredyty każdy i jeden przedmiot 1-kredytowy lub 40 przedmiotów 3-kredytowych i 2 przedmioty 2-kredytowe.
Po odebraniu dyplomu świeżo upieczony inżynier odbywa praktykę inżynierską, która może trwać do 4 lat. Po tym okresie inżynier może zdecydować się na egzamin, aby otrzymać licencję „inżyniera zawodowego” (Professional Engineer), co uprawnia go do stawiania za swym nazwiskiem skrótu P.E. Niektórzy inżynierowie decydują się na studia magisterskie w swej specjalności albo uzupełniają swe wykształcenie studiując MBA, prawo, medycynę lub inną dziedzinę. Studia magisterskie trwają 2 lata i polegają na studiowaniu przedmiotów pogłębiających wiedzę w tradycyjnych przedmiotach lub dotyczących nowości technologicznych. Na koniec inżynier przedstawia pracę magisterską, która zwykle jest projektem i prototypem wraz z pogłębionym opisem rozwiązania porównującym go z innymi. W zależności od specjalizacji student musi wziąć 30-36 kredytów, w tym na pracę magisterską 7 kredytów.
W USA są dwa typy doktoratów w inżynierii: PhD i Doctor of Engineering. Pierwszy jest nastawiony na rozwijanie kwalifikacji badawczych i akademickiej kultury, bowiem przygotowuje przyszłych naukowców i wykładowców. Dysertacja pierwszego rodzaju jest nastawiona na klasyczny problem badawczy, a drugiego – na praktyczne rozwiązanie inżynierskie. Pierwszy typ studiów doktoranckich wymaga zwykle 30 kredytów z zakresu metodyki badań i innych interdyscyplinarnych przedmiotów. Drugi typ doktoratu nie jest krótszy, ale wybór przedmiotów jest inny.

ZMIANY W KSZTAŁCENIU INŻYNIERÓW W USA W XXI W.
W wyniku praktycznego zastosowania internetu w biznesie stało się możliwe przeniesienie produkcji z USA do Azji, głównie do Chin. Przeniesiono ok. 40 tys. fabryk. Efektem jest zmniejszenie zapotrzebowania na inżynierów w amerykańskiej gospodarce. Wielu zostaje zwolnionych (po nauczeniu swoich prac Chińczyków) i proponuje się im przekwalifikowanie na… pielęgniarki. Cierpi na tym nabór studentów do wydziałów inżynierskich amerykańskich uczelni. Następuje spadek liczby nie tylko studentów amerykańskich, ale także liczby profesorów amerykańskich. W niektórych uczelniach procent azjatyckich studentów sięga nawet i 80% i podobny jest procentowy udział wykładowców.
W tej sytuacji następuje transformacja programów inżynierskich w programy engineering science. Trudno w tym kontekście przetłumaczyć termin science na polski, bowiem nie jest to nauka, a zaawansowana technika. Terminem science oznacza się tu dziedziny nauk ścisłych, jak chemia, fizyka i inne. W rezultacie maleje liczba kształconych inżynierów na potrzeby infrastruktury, środowiska i tym podobnych dziedzin, a rośnie kształcenie w wąsko specjalizowanych i zaawansowanych dziedzinach techniki.
Natomiast Chiny i Indie kształcą inżynierów w tradycyjnych infrastrukturowych dziedzinach i wygrywają międzynarodowe
    • teodor_jeske_choinski_1 Inżynier polski i amerykański 2 23.05.15, 18:27
      Natomiast Chiny i Indie kształcą inżynierów w tradycyjnych infrastrukturowych dziedzinach i wygrywają międzynarodowe kontrakty na wielkie projekty. Dotychczas była to domena firm amerykańskich. Ameryka Północna zaczyna zostawać w tyle w manipulowaniu materiałami budowlanymi w procesie budowy, w produkcji materiałów (man made), programowaniu software’u, produkcji wyrobów powszechnego użytku itd.
      Niestety, infrastruktura (drogi, linie kolejowe, porty itp.) nie tylko jest źle konserwowana, ale jest przede wszystkim obecnie źle projektowana. Przykładem jest zła odbudowa falochronów w Nowym Orleanie po kataklizmie Katriny w 2005 r., co było widoczne po ataku cyklonu Isaak w sierpniu 2012 r. Innym przykładem jest porażka projektu Big Dig w Bostonie, który polegał na przeprojektowaniu autostrad i tunelu w centrum miasta. Projekt miał kosztować 2,8 mln USD (wg cen z 1982 r.) i miał być skończony w 1998 r. Skończono go 9 lat później, a koszt został przekroczony 10-krotnie. Takich przykładów jest bardzo dużo. Wynikają one z malejących kwalifikacji kształconych inżynierów. A w wyniku likwidowania przemysłu w USA nie ma dobrej bazy badawczo-rozwojowej i produkcyjnej (z wyjątkiem HP i Dell) w dziedzinie mikrokomputerów, które penetrują niemal każdy aspekt życia tego supermocarstwa.
      Amerykanie liczą na to, że gdy w Chinach wzrosną koszty robocizny, produkcja wróci do USA. Firmy chcą zatrudniać doświadczonych inżynierów, ale ich nie ma, bo się przekwalifikowali i odeszli od zawodu. Dlatego dopominają się o większe limity na wizy pracownicze dla zagranicznych doświadczonych inżynierów. Szczególnie ma to miejsce w informatyce. Firmy szukają doświadczonych informatyków, a nie absolwentów. Ci natomiast nie mają gdzie rozwijać swych kwalifikacji i odchodzą od zawodu, a ich miejsce zajmują „doświadczeni” obcokrajowcy.
      W tej sytuacji rozwój inżynierii w USA przypomina komponowanie muzyki na orkiestrę, której nie ma. Jak dotąd kraj idzie rozpędem, bo jest wielki, ale jak długo? Politycy propagują – jako remedium – większą innowacyjność. Nie wiedzą jednak, że USA i tak jest na pierwszym miejscu według indeksu innowacyjności, a ponadto wprowadzenie innowacji do gospodarki i usług prowadzi zwykle do ich automatyzacji, co tylko zwiększa bezrobocie i kryzys gospodarczy.

      POLSCY INŻYNIEROWIE „ROŚLI” NA PROJEKTACH ŚWIATOWYCH, II RP I PRL
      Rewolucja Przemysłowa ominęła Polskę w XIX w., ale nie polskich inżynierów. Ponieważ nie było polskiego państwa, a zaborcy nie spieszyli się z modernizacją swej kolonii, polscy inżynierowie rozjechali się po świecie. Około 400 polskich absolwentów Instytutu Transportu w Petersburgu budowało koleje w Ameryce Południowej, Kanadzie, Chinach oraz w Europie Zachodniej i Południowej (w Grecji polski inżynier kolejnictwa poprzez swe małżeństwo z Greczynką „założył” dynastię 3 premierów Grecji – Papandreou). Jeden z polskich absolwentów IT w Petersburgu (St. Kierbedź) został nawet ministrem transportu Rosji i rozbudowywał infrastrukturę tego olbrzymiego kraju. Inni inżynierowie budowali najnowocześniejsze wówczas w świecie mosty wiszące w Ameryce.
      Po 1918 r. do ojczyzny wróciło 300 wybitnych inżynierów i profesorów, dwóch z nich zostało nawet prezydentami Polski. Rozwój COP oraz Gdyni dał ówczesnym polskim inżynierom pole do rozwoju, a politechnikom zadanie ich kształcenia. Władze i liderzy techniki z zadania się wywiązali – Polska miała kilka wyrobów na światowym poziomie (lokomotywy, samoloty „Łoś” czy pistolety „Vis”). Świetny był przemysł włókienniczy – Łódź zwano polskim Manchesterem. Polscy inżynierowie byli dobrze, a może nawet świetnie wykształceni, profesura była bowiem wykształcona w Niemczech, Szwajcarii, W. Brytanii, czyli w krajach o najlepszej wówczas technice w świecie.
      Po II wojnie światowej polska infrastruktura została zniszczona w 40%. Jej odbudowa i rozwój polegał na wprowadzeniu Rewolucji Przemysłowej, którą, niestety, kierowała Rewolucja Społeczna. Zapotrzebowanie na inżynierów było olbrzymie. Politechniki były rozwijane przez wysokiej klasy profesurę przedwojenną. Ponieważ byliśmy za Żelazną Kurtyną, znaleźliśmy się o 1-2 generacje techniki w tyle za Zachodem. Jednak talent polskich inżynierów sprawił, że w PRL produkcja statków rybackich była na drugim miejscu w świecie, obrabiarki sterowane numerycznie (inż. Majewski z Pruszkowa) stały się mocnym produktem eksportowym, podobnie jak wagony kolejowe z PaFaWagu były na dobrym poziomie światowym. Nawet maleńkie polskie komputery ODRA były eksportowane. Potrafiliśmy z sukcesem eksportować budowę cukrowni pod klucz.
      Polityka preferowania produkcji środków produkcji pozostawiła w tyle polską inżynierię wyrobów codziennego użytku. W tyle także była architektura i budownictwo, które oparte na wielkiej płycie i nie mające dostępu do materiałów wykończeniowych dobrej klasy, zubożyło tego typu inżynierię. Architekci za to wyżywali się w budowie supernowoczesnych brył kościołów, bo komisje zastępował proboszcz. Natomiast energetyka dorobiła się świetnych turbin polskiej produkcji, krajowego informatycznego systemu dystrybucji mocy i nawet jego eksportu do Austrii.
      Kształcenie inżynierów w PRL było na dobrym poziomie, aczkolwiek studenta starano się nauczyć „za dużo.” Programy kształcenia były zwykle przeładowane, czego na Zachodzie się unika, bowiem student traci wtedy dystans do techniki i staje się „robotem”, a nie twórcą.

      POLSCY INŻYNIEROWIE BANKRUTUJĄ NA PROJEKTACH W III RP?
      Rozpatrywanie kształcenia inżynierów w III RP trzeba prowadzić w kontekście sytuacji politycznej. Transformacja Polski z pseudokomunizmu w kapitalizm polegała (i polega) na słusznej prywatyzacji polskiego przemysłu. Szkoda tylko, że jakby za wszelką cenę. Nieraz za cenę terenu, na którym stoi fabryka. Dzisiaj główny przemysł polski jest w rękach firm międzynarodowych. Mały – w rękach Polaków. Firmy międzynarodowe, niektóre globalne, dobrze dbają o swych inżynierów i zapewniają im dokształcanie na światowym poziomie. Mniejsze szanse na doskonalenia swych inżynierów do poziomu firm zagranicznych mają firmy polskie.
      Zachodzi pytanie: jakie wykształcenie powinien mieć inżynier, którego zatrudnią firmy zagraniczne, a jakie – nie mający takich aspiracji? Z punktu widzenia kosztów wykształcenie można zróżnicować, ale z punktu widzenia etycznego – NIE. Każdy absolwent polskich politechnik powinien mieć wykształcenie, jakie go kwalifikuje do zatrudnienia w każdej firmie i do każdego zadania inżynierskiego. Nigdy nie wiadomo, co może spotkać inżyniera w ciągu jego ponad 40-letniej kariery zawodowej.
      Jakie wzorce kształcenia inżynierskiego powinny być brane pod uwagę w III RP? Wzorce amerykańskie z lat 80. XX w. byłyby najlepsze, choć obecne – z przedstawionych już powodów – nie są wiarygodne. Wzorce angielskie i szwedzkie są podobne do amerykańskich. W zasadzie tylko Francja i Włochy bronią się przed inwazją produkcji z Azji. Najbardziej broni się Brazylia, która swego czasu zabraniała importu komputerów i sama je wytwarzała. Ciągle na dobrym, a nawet bardzo dobrym, samodzielnym poziomie jest technika w Niemczech i Holandii, w których skala własnej produkcji jest wciąż wysoka. Zatem i wykształcenie inżynierów wciąż mają na wysokim poziomie. Wielki sukces Korei Południowej, która w ciągu ostatnich lat z zacofanego państwa rozwinęła się w światową potęgę technologiczno-gospodarczą, m.in. polega na świetnym kształceniu inżynierów.
      Ale modelu kształcenia polskich inżynierów nie można oderwać od praktyki polskiej gospodarki. W 1956 r. prezydent D. Eisenhower rozpoczął w USA program budowy autostrad, który doprowadził do szybkiego skomunikowania Amerykanów, rozwoju motoryzacji i rozwoju przemysłu budowy dróg. To był wielki sukces programu, o którym do dzisiaj się wspomina. W Polsce „Euro 2012” miało doprowadzić do szybkiego rozwoju autostrad i co za tym
      • teodor_jeske_choinski_1 Inżynier polski i amerykański 3 23.05.15, 18:28
        W Polsce „Euro 2012” miało doprowadzić do szybkiego rozwoju autostrad i co za tym idzie do rozwoju biznesu i przemysłu budowy dróg, a skończyło się jego bankructwem!
        Inny przykład: polska e-administracja znajduje się w Europie tylko przed Bułgarią i Rumunią, a więc na szarym, bardzo wstydliwym końcu. W 2008 r. opracowałem dość szczegółowy program rozwoju polskiej e-administracji (poprzez jedną z amerykańskich firm doradczych), ale zleceniodawca (MSW) polecił usunąć z planu wszelkie projekty i terminy. Wielkie środki z UE na ten cel zostały zaprzepaszczone. Winni inżynierowie? Chyba winna jest kultura polityczna, która doprowadziła do tego, że w ministerstwach nikt nie chce za nic odpowiadać. W tej sytuacji nic nie poradzi nawet najlepiej wykształcony inżynier.

        RÓŻNICA W KSZTAŁCENIU POLSKICH I AMERYKAŃSKICH INŻYNIERÓW
        Do rozważań przyjąłem model amerykański z lat 1980, kiedy zacząłem wykładać w Engineering College of Western Michigan University. Był to jeszcze bardzo dobry model, a Stany Zjednoczone były jeszcze potęgą przemysłową.
        Porównanie kształcenia inżynierów w Polsce (2012) i w USA (lata 80. XX w.)
        Kształcenie inżynierów można porównać do kształcenia lekarzy, zresztą nie bez kozery, bowiem są to dwie największe grupy zawodowe w krajach cywilizacji zachodniej. Otóż polski lekarz-absolwent ma dobrą wiedzę medyczną (np. wie, kto dostał Nagrodę Nobla w medycynie w 1987 r.), ale nie wie, co robić z pacjentem w gabinecie. Amerykański lekarz-absolwent nie ma encyklopedycznej wiedzy medycznej, za to umie wyleczyć pacjenta.
        Z porównania podanego w tabeli wynika wiele niekorzystnych sytuacji występujących w kształceniu polskich inżynierów:
        – przede wszystkim jest zły klimat polityczny, wprowadza on polskich inżynierów w trwały pesymizm, który udziela się administracji uczelni, wykładowcom, studentom i biznesmenom oraz konsumentom polskiej techniki;
        – motywacja do rozwoju polskiej techniki nie pochodzi z biznesu, bowiem niewielu może przełamać bariery hamujące przedsiębiorczość w Polsce;
        – koncepcja techniki jest pochodną poprzednich czynników i niejako polega na tworzeniu techniki dla techniki, co jeszcze wynika z tradycji PRL-u;
        – unowocześnienie laboratoriów jest możliwe i w pewnym stopniu ma to miejsce w wielu uczelniach, w zależności od ich gospodarności;
        – kontakty z przemysłem są silnie popierane, bardziej przez uczelnie, a mniej przez sam przemysł;
        – biblioteki powinny być mocno rozwijane, ale nie ma środków i – zwłaszcza wśród zainteresowanych – woli. W USA jednym z ważniejszych kryteriów oceny poziomu uczelni jest liczba wolumenów w bibliotece, np. w mojej uczelni są 3 mln drukowanych wolumenów, biblioteka MIT ma 5 mln, a Harvarda – 12 mln. Dla porównania biblioteka Kongresu ma ich 120 mln. W wielu amerykańskich uczelniach do wolumenu drukowanych publikacji dochodzi dostęp do kilkuset komercyjnych e-Baz Danych z publikacjami;
        – bardzo poważny i trudny do szybkiego usunięcia jest problem poziomu wykładowców. Dwie polskie uczelnie, uważane za najlepsze (UW i UJ) znajdują się w 5. setce najlepszych uczelni w świecie, co jest wynikiem kompromitującym. Wynika to z tego, że w większości dyscyplin nie ma w Polsce pism naukowych, gdzie obowiązuje „ślepe opiniowanie” nadesłanych prac. Wprawdzie przyjęto w Polsce system punktowania dorobku wg publikacji w zagranicznych pismach (tzw. filadelfijskich), ale czy to ma sens? Polski podatnik płaci za to, że polski naukowiec wspiera rozwój nauki i techniki za granicą. Ponieważ pism filadelfijskich prawie nie ma w bibliotekach polskich uczelni, polski użytkownik nauki i techniki nie jest w stanie zapoznać się z dorobkiem nauki, na której rozwój łoży. W tak ważnej i wielkiej dyscyplinie jak informatyka, nie ma polskiego pisma zawodowego ani naukowego, są pisma komercyjne z ogłoszeniami.

        ZASADY KSZTAŁCENIA INŻYNIERÓW POLSKICH W XXI W.
        Na postawie mojej skromnej praktyki wykładania inżynierii informatycznej w Polsce, Meksyku, USA, Korei Płd. i Singapurze pozwolę sobie zaproponować następujące zasady kształcenia polskich inżynierów:
        Zasada wykształcenia dobrego inżyniera: uczelnie uczą samodzielnej, mocnej konceptualizacji inżynierskiego rozwiązania w kontekście etycznym i zrównoważonego rozwoju cywilizacji światowej.
        Zasada wykształcenia skuteczności myśli inżyniera: uczelnie kształcą, jak inżynier ma skutecznie posługiwać się analizą i syntezą w małym i dużym obrazie, by dojść do efektywnego i zrównoważonego rozwiązania.
        Zasada wykształcenia najważniejszych cech inżyniera: uczelnie rozwijają u studentów inteligencję, czyli zdolności do samodzielnego rozwiązywania problemów inżynierskich, mądrość do ich oceny, a także pragnienia doskonalenia techniki, przede wszystkim rozwijając ciekawość i talent studentów.
        Zasada wykształcenia odpowiedzialności inżynierskiej: uczelnie uczą i motywują do uzyskania sukcesu, wynikającego z ambitnej koncepcji inżynierskiej, ale odpowiedzialnej w kontekście jej zastosowania w społeczeństwie w myśl zasady, że inżynieria wspiera człowieka, ale go nie zastępuje, tam gdzie nie powinna albo nie musi.
        Zasada wykształcenia uniwersalności inżyniera: uczelnie uczą, jak polski inżynier ma sprawnie funkcjonować w globalizującym się świecie, widząc w tym procesie zalety i wady oraz wymagania i wyzwania.
        Być może byłoby dobrze, gdyby polskie politechniki przetestowały swoje programy kształcenia inżynierów, czy funkcjonują one zgodne z tymi zasadami.
        Oprac. jb
        Prof. dr hab. inż. Andrzej Targowski (ur. 9.10.1937 r. w Warszawie), menedżer i cywilizacjonista, jest jednym z pionierów informatyki stosowanej w Polsce. Ukończył Politechnikę Warszawską (1962) na Wydziale Mechaniczno-Technologicznym, Oddziale Inżynieryjno-Ekonomicznym. W 1969 r. obronił pracę doktorską „Warunki optymalizacji systemu przetwarzania danych w układzie przedsiębiorstwo-centrum”.
        Jako student był współautorem pierwszej narodowej strategii rozwoju systemów komputerowych w Polsce (KERM 400, 1961). W 1962 r. założył pierwszą w Polsce Pracownię Analizy Systemów w Instytucie Organizacji Przemysłu Maszynowego (ORGMASZ) i uczestniczył w projektowaniu pierwszych polskich komputerowych systemów wspomagania zarządzania przedsiębiorstwami. Jako dyrektor generalny warszawskiej firmy ZETO-Zowar (1965-71) współuczestniczył w zakładaniu sieci 50. komputerowych centrów ZETO, zatrudniających wkrótce ok. 5 tys. informatyków. Inicjował i nadzorował projektowanie pierwszego w Polsce (1966) Pakietu Obliczeń Produkcyjnych – zwanych dzisiaj ERP.
        Jako wolontariusz w NOT zainicjował i kierował planowaniem narodowego Programu Rozwoju Informatyki na lata 1971-75, a jako zastępca dyrektora generalnego Krajowego Biura Informatyki (1971-74) kierował projektowaniem ogólnopolskiego systemu ewidencji ludności: Magister/PESEL i rozwijał system „Wektor” przeznaczony do ewidencji i kontroli szczególnie ważnych inwestycji państwowych (1972-74) oraz zainicjował wykonanie prototypu „Infostrady”. Sprowadził do Polski pierwsze komputery z USA.
        W styczniu 1980 r. wyjechał do Meksyku, a w sierpniu otrzymał azyl polityczny w USA. Pracował w Western Michigan University, Hofstra University, Eastern Kentucky University, a od 1985 r. jest profesorem zwyczajnym i dożywotnim komputerowych systemów informacyjnych Western Michigan University.
        Na emigracji zajmuje się strategią i architekturą zintegrowanych systemów przedsiębiorstwa, drabiną semantyczną (semantic ladder), futurologią, modelowaniem zjawisk historycznych, teorią cywilizacji, wielokulturowością, kognitywistyką i teorią mądrości (wisdom theory). Wykorzystując swe prace nad „Infostradą” w Polsce, doprowadził do uruchomienia jednego z pierwszych amerykańskich cyfrowych miast w projekcie teleCITY of Kalamazoo (1996).
        Przewodniczył i przewodniczy wielu gremiom, jak IRMA, Information Resources Management Association (1995-2003), ISCSC, The International
        • bling.bling Re: Inżynier polski i amerykański 3 23.05.15, 20:12
          Ciekawy tekst. Uważam, że autor nie koniecznie trafnie szuka w sposobie kształcenia przyczyny na zasadnicze różnice w podejściu do bycia inżynierem w Polsce czy USA lub szerzej krajami zachodu. W każdym razie problemu nie ma na poziomie wykształcenia akademickiego. Pojawia się on później już w momencie realizacji projektów budowlanych/infrastrukturalnych. Polskie prawo ukształtowało z inżyniera pseudo-urzędnika dla swojej własnej wygody. System administracyjno-prawny zarządzający z ramienia państwa zaś zupełnie nie ceni sposobu realizacji projektów polegającego na zbiorowym wysiłku. Generalnie temat rzeka. Nie na to forum
Pełna wersja