Dodaj do ulubionych

Zrozpaczona

20.06.09, 15:02
Tydzień temu rozpadło mi się życie. Dowiedziałam się, że mąż złożył
pozew bez uzgodnienia ze mną, pozew bez orzekania o winie, o tym
fakcie poinformował mnie dopiero po 3 dniach od złożenia przez sms,
po mojej odpowiedzi również w formie sms zadzwonił.24 maja nastąpiła
pomiędzy nami wielka kłótnia po czym ja pojechałam do rodziców i nie
odzywaliśmy się do siebie przez 2 tygodnie.Ja musiałam się wyciszyć
i uspokoić i poukładać sobie wszystko. Po tych 2 tygodniach mąż
złożył pozew. Przed paroma dniami rozmawialiśmy ze sobą, ja chciałam
abyśmy dali sobie ostatnią szansę, on nie chce twierdzi że jego
uczucie do mnie wygasło i nie wie kiedy to się stało. Twierdzi, że
się oddaliśmy wzajemnie od siebie, zarówno z jego winy jak i mojej.
Najgorsze jest to że wszystko dzieje się bardzo szybko, 9 czerwca
złożył pozew, 12 sie dowiedziałam, 16 przyszło do mnie pismo z sądu
że rozprawa jest już 29 czerwca. Głównym zapalnikiem w naszym
konflikcie jest to iż chcieliśmy dziecka. Gdy sie nie udawało
przebadaliśmy się i zarówno z mojej strony jak i męża nie jest
dobrze. Potrzebne było leczenie. Ja zaczęłam się leczyć, brałam leki
prawie około roku, mąż po wizycie u lekarza nie powiedział, że
lekarz przepisał mu leki i ma skierowania na badania w celu dalszej
diagnostyki, skłamał że wszystko jest ok. Dopiero pózniej znalazłam
przypadkowo w kieszeni jego kurtki receptę i skierowania.Mąż nie
chciał się leczyć mimo iż u niego też jest problem. Ponadto uznaje
tylko naturalne metody zajścia w ciążę, a nie chce się leczyć w celu
poprawienia swoich wyników. Lekarz nam zaproponował inseminację, nie
chcę roztrząsać tu na czym to polega, inseminacja może być przy
wynikach męża bez leczenia, naturalne zajście pociąga za sobą
leczenie męża.On nie chce ani tego ani tego.Dla mnie pragnienie
macierzyństwa jest bardzo ważne zwłaszcza że nie jesteśmy już tak
młodzi,ja mam 32 lata, a mąż 33. Małżeństwem jesteśmy od 2006 roku.
Razem od 2005.Rozmawiałam z mężem na te trudne tematy ale on starał
się unikać tego tematu, zamiatał problem "pod dywan" ja zaczęłam
naciskać, tłumaczyć żeby się wziął w garść i dał nam szansę
posiadania dziecka, groziłam rozwodem, były wielkie emocje u mnie
bardzo gdyż byłam pod działaniem hormonów, które negatywnie wpływały
na mnie i czyniły nerwową. W celu pojednania z mężem przyznałam się
do swoich błędów, że z mojej strony nie mądre były te słowa o
rozwodzie ale działam pod wpływem silnego wzburzenia.Nadal kocham go
i bardzo boli mnie to że on już mnie nie, nie chciał mi powiedzieć
kiedy przestał mnie kochać ale pod wpływem moich nacisków powiedział
z płaczem.Rozprawa jest bardzo szybko, jego też to zaskoczyło gdyż
spodziewał się że będzie dopiero we wrześniu, ja nie jestem
przygotowana psychicznie do tego, rozwodu nie chcę, dla mnie za
szybko to się dzieje. W poniedziałek wysyłam odpowiedz na pozew,
gdyż nie jest tak jak on napisał w uzasadnieniu. Twierdzi że ustały
między nami kontakty fizyczne, a przecież były rzadko z powodu że po
lekach osłabieniu uległo moje libido,a i on bywał zmęczony, ostatnio
12 maja, po tym gdy się pogodziliśmy, a mąż zgodził się na
inseminację, po czym po tygodniu się wycofał gdy dowiedział się że
potrzebne są badania krwi nas obojga. Bardzo cierpię i nie wiem co
ze sobą zrobić. Żyć mi się odechciało. Na darmo brałam leki i to nie
były witaminki. Musiałam przerwać leczenie a to wpłynęło negatywnie
na moje zdrowie.
Obserwuj wątek
    • mola1971 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 15:41
      Niestety, ale Twoja historia jest klasycznym wręcz przykładem na brak zrozumienia i akceptacji wzajemnych potrzeb w związku. Dla Ciebie sprawą priorytetową stało się urodzenie dziecka a dla Twojego męża niekoniecznie brak dziecka jest problemem. Ty spieszysz się z macierzyństwem bo zegar biologiczny już nawet nie tyka tylko bije na alarm i jest to zrozumiałe, ale czy zastanawiałaś się jak w tym wszystkim czuje się Twój mąż? Dla mężczyzny ojcostwo nie jest aż tak bardzo ważne. Dla mężczyzny jak dziecko jest to jest a jak nie ma to trudno, ale za to dla mężczyzny bardzo ważny jest seks a brak seksu (lub sprowadzanie seksu tylko do prokreacji) = brak miłości. Dodatkowo pojawił się problem jego niepłodności a dla mężczyzny to bardzo delikatna sprawa. Sprowadziłaś męża do roli inseminatora a jemu ta rola najwyraźniej nie odpowiada. Siebie zaś zaczęłaś traktować jak inkubator a mężczyźni za inkubatorami nie przepadają. Mężczyzna lubi mieć przy sobie po prostu kobietę. I niewykluczone, że decyzja Twojego męża o rozwodzie związana jest z tym, że w jego życiu pojawiła się jakaś kobieta, która zobaczyła w nim mężczyznę a nie tylko potencjalnego ojca jej dziecka.
      • jarkoni Re: Zrozpaczona 20.06.09, 15:49
        Wiem, że to zabrzmi wyjątkowo wrednie, spodziewam się linczu jako "męska
        szowinistyczna..", ale przestałem czytać wątek autorki po tekście: "znalazłam
        przypadkowo w kieszeni jego kurtki"...

        Bareja i Miś: tak, przechodziliśmy przypadkowo, z tragarzami..
        • nangaparbat3 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 15:53
          Alez masz racje, mnie tez to ruszylo. Podwójnie - ze znalazla, ale tez ze nie
          powiedział sam, jak jest.
        • mola1971 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 16:09
          Linczu nie będzie, ale mnie to akurat aż tak bardzo nie ruszyło. Mi też zdarzało
          się naprawdę przypadkowo znajdować różne dziwne rzeczy mojego męża np. podczas
          sprzątania. A w kieszeni kurtki to tak mi przyszło do głowy, że można coś
          znaleźć przypadkowo gdy chce się tą kurtkę uprać. Ja tam sprawdzam kieszenie
          spodni i kurtek przed praniem od czasu gdy wyjęłam z pralki opylone na biało
          czarne rzeczy bo w jakiejś kieszeni była chusteczka higieniczna smile
          • nangaparbat3 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 16:16
            Mola, wyjmujesz z kieszeni przed praniem papiery, to odkladasz, a nie czytasz.
            Jak Cie ciekawosc zżera - pytasz.
            • mola1971 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 16:21
              To fakt. Masz rację. Tylko, że tak jest gdy się tej drugiej osobie ufa. Gdy
              pojawił się brak zaufania to już niekoniecznie się nie czyta. Tyle tylko, że gdy
              ten brak zaufania już się pojawił to chyba czas najwyższy zastanowić się nad
              sensem związku.
              • nangaparbat3 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 16:34
                Własnie tak.
              • jarkoni Re: Zrozpaczona 20.06.09, 16:44
                mola1971 napisała:

                > To fakt. Masz rację. Tylko, że tak jest gdy się tej drugiej osobie ufa. Gdy
                > pojawił się brak zaufania to już niekoniecznie się nie czyta.

                Jakie są granice tzw."braku zaufania" i kto je ustala? Może ten przestający
                ufać? Na takiej zasadzie każda ze stron może w dowolnym momencie grzebać po
                kieszeniach drugiej stronie, grzebać w portfelu, czytać sms-y, sprawdzać
                połączenia, grzebać w jego poczcie w komputerze, otwierać listy?
                Bo co? Bo usprawiedliwieniem będzie to, że grzebiąca powie przed sądem z
                rozbrajającą szczerością: "przestałam mu ufać, to i miałam pełne prawo wszędzie
                grzebać."
                Ale zaręczam, że wcześniej robiłam to przypadkowo..
                Np. zostawił telefon w kuchni na blacie, ja się oparłam łokciem i przypadkowo
                wyświetliły się jego smsy, no to przypadkowo zaczęłam czytać..
                Brzydzi mnie to i już..
                • tricolour A mnie tak nie brzydzi... 20.06.09, 16:47
                  ... i czasem przypadkowo natknę się jakieś pismo narzeczonej, fakturę, rachunek,
                  artykuł, mail itp i nie uciekam w popłochu ani nie odwracam głowy żeby tylko nie
                  spojrzeć.

                  Także nie chowam w jakieś czeluście swoich domowych papierów, bo nie mam nic do
                  ukrycia gdy mnie odwiedzi.
                  • jarkoni Re: A mnie tak nie brzydzi... 20.06.09, 17:06
                    tricolour napisał:

                    > ... i czasem przypadkowo natknę się jakieś pismo narzeczonej, fakturę, rachunek
                    > ,
                    > artykuł, mail itp i nie uciekam w popłochu ani nie odwracam głowy żeby tylko ni
                    > e
                    > spojrzeć.

                    Ależ jasne, mówię o "udawanej" przypadkowości, czyli celowym grzebaniu, bo
                    przestałem ufać.
                    To mnie brzydzi
                • mola1971 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 17:00
                  Nie bez powodu przestaje się komuś ufać. I wcale nie chodzi o zbieranie żadnych
                  dowodów.
                  Jarkoi, Ty patrzysz przez pryzmat swoich doświadczeń, ja przez pryzmat swoich.
                  Moje i Twoje są odmienne, więc trudno byśmy się zrozumieli.
                  12 lat temu pakowałam męża na wyjazd służbowy i zauważyłam w kieszonce walizki
                  paczkę prezerwatyw. I czy wg Ciebie dziwne jest to, że gdy wrócił z tego wyjazdu
                  to sprawdziłam czy ta paczka nadal w tej kieszeni była? Oczywiście kieszeń była
                  pusta a mąż wyłgał się jakimś kłamstwem. Czy to dziwne, że zrobiłam się czujna?
                  Oczywiście z czasem ta czujność minęła. Do czasu... kolejnego numeru. I w taki
                  właśnie naprawdę przypadkowy sposób tych numerów kilka wykryłam. A po każdym
                  wykryciu po prostu stawałam się na jakiś czas czujna. A wiesz dlaczego? Bo
                  nienawidzę gdy ktoś mnie w konia robi. Czy to takie dziwne?
                  Mnie też brzydzi wyciąganie jakiś brudów w sądzie. W poniedziałek mam pierwszą
                  rozprawę rozwodową i pomimo tego, że nie miałabym najmniejszych problemów z
                  rozwodem z winy męża to rozwód odbędzie się bez orzekania o winie. Bo właśnie
                  nie mam najmniejszej ochoty na żadne pranie brudów.

                  P.S.
                  Ja mojemu mężowi nigdy nigdzie nie 'grzebałam' jak to zgrabnie nazwałeś a on
                  zainstalował program szpiegujący na laptopie i dobrał się do mojej skrzynki
                  pocztowej w nadziei, że coś w niej znajdzie. I to był dla mnie kolejny powód do
                  podjęcia decyzji o rozwodzie.
                • nangaparbat3 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 17:13
                  Nie zrozumialam wypowiedzi Moli jako usprawiedliwienia grzebania i czytania -
                  raczej stwierdzenie faktu, ze jesli do tego dochodzi, to jasny sygnal, ze w
                  zwiazku brak zaufania. A jesli brak zaufania, to fakt, zaczyna sie robic rzeczy,
                  ktore brzydzą. Mnie też, choc nie zaręczę, ze w sytuacji mocno nadwatlonego
                  zaufania umialabym sie powstrzymac.
                  • mola1971 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 17:18
                    Dokładnie to miałam na myśli.
                    Jeśli już komuś przychodzi do głowy by 'grzebać' w rzeczach partnera to powinien
                    być dla niego sygnał to zastanowienia się nad sensem i celowością związku.
                    • jarkoni Re: Zrozpaczona 20.06.09, 17:29
                      I macie rację..
                      Ale ponieważ moja racja chce być lepsza od waszej racji, to zacytuję fragment
                      swojej rozmowy ze skype'a na ten temat konkretny:
                      Rozmówca:no ma kobieta problem i z tego co zdążyłam przeczytać,to niejak mola
                      odpowiedziała jak dotąd najmądrzej
                      Ja:ja mówiłem o tym, co mnie wkurzyło
                      R:Twoje prawo,ale w całym tym wątku nie o to chyba chodzi
                      Ja:
                      jasne, że nie, ale jej problem zaczął się od grzebania po kieszeniach
                      [17:12:02] potem kłotnia
                      [17:12:19] potem ona wyjechała do rodziców na 2 tygodnie
                      [17:12:35] żeby pozbierać niby myśli
                      [17:12:40] guzik prawda
                      [17:13:06] myślała, że on się złamie i będzie wydzwaniał albo przyjedzie
                      [17:13:11] a tu nici
                      [17:13:17] złozył pozew
                      [17:13:58] było grzebać po kieszeniach? a potem stroić fochy i uciekać do
                      rodziców zamiast pogadać szczerze????
                      R:a On był szczery?
                      [17:15:11]
                      oboje są nie porządku wobec siebie,ona bo grzebała,a on bo nie powiedział,że
                      wyniki są złe
                      • ania7718 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 17:38
                        Ja jestem i byłam wobec niego szczera i o wszystkim mu mówiłam.Te 2
                        tygodnie dały mi to że przemyślałam wszystko. To nie był foch, oboje
                        pojechaliśmy do rodziców z tym, że ja nie wróciłam. Pojechaliśmy
                        ponieważ mąż stwierdził że trzeba postawić rodziców przed faktem że
                        dziadkami nie zostaną.Myślałam że może zadzwoni,dzwonił tylko do
                        mojej mamy z życzeniami z okazji Dnia Matki wieczorem po 21. Ja
                        postanowiłam zadzwonić 14 czerwca w jego urodziny z życzeniami ale
                        on 12 poniformował mnie sms o pozwie.
                      • mola1971 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 18:04
                        No jakoś tak już jestem przyzwyczajona do tego, że męska racja lubi być lepsza
                        od racji kobiecej smile Na szczęście też jestem na to uodporniona wink
                        Pozdrowienia dla Twojej interlokutorki ze skype'a smile
                    • ania7718 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 17:31
                      Ja nie "grzebałam" tylko ja zawsze sprawdzam kieszenie gdy robię
                      pranie by się nic nie zniszczyło i pranie nie oblazło od porwanej
                      chusteczki np.
                      • tricolour Nie, nie tłumacz się... 20.06.09, 17:37
                        ... jest zupełnie naturalne, że trzeba przetrząsnąć kieszenie przed praniem,
                        torbę przed schowaniem w szafie itp. Czasem wypadnie list z koperty i nie ma co
                        odwracać wzroku ze wstrętem.

                        Raczej nienormalne jest pilnowanie, by nie spojrzeć na rzecz małżonka.
                        • ania7718 Re: Nie, nie tłumacz się... 20.06.09, 17:40
                          Tłumaczę bo niektórzy zarzucają mi szpiegowanie męża.
                          • tricolour Szpiegowanie polega na... 20.06.09, 17:48
                            ... sprawdzaniu z ukrycia. W małżeństwie, w jednym domu nie ma miejsca na
                            szpiegowanie ze względu na to, że jest właśnie jeden dom i wszystko jest wspólne.

                            Ukrywanie będzie wtedy, gdy jedna ze stron wydzieli część przestrzeni (jakby
                            tego nie rozumieć) na tylko swój świat i broni do niego dostępu, najczęściej
                            poprzez nieinformowanie, że coś jest "tylko moje".

                            Mówiąc inaczej: w domu się nie szpieguje, ale można wmówić szpiegowanie poprzez
                            zrzucenie winy za skrytą izolację, która się wydała.
                            • jarkoni Re: Szpiegowanie polega na... 21.06.09, 10:16
                              tricolour napisał:

                              > ... sprawdzaniu z ukrycia. W małżeństwie, w jednym domu nie ma miejsca na
                              > szpiegowanie(...)

                              Tri,
                              wyjaśniłem swoje zdanie chyba w miarę rozsądnie, a może i nie.
                              Nie odwracamy wzroku i nie uciekamy w popłochu na widok jakichś papierków
                              znalezionych przed praniem w ubraniu partnera, lub w jego torbie przed
                              schowaniem do szafy, to jasne..

                              Ale jeśli np. znalazłam jakiś długi paragon z zakupów, to go wyjmuję, bo z
                              jakichś względów nie wyrzucił go, tylko zostawił w kieszeni.. Widzę, że to długi
                              paragon ze sklepu, nie uciekam przed nim, ale kiedy on wróci mówię: "Przy praniu
                              twojej kurtki znalazłam jakiś paragon, zobacz czy to coś ważnego, czy wyrzucić.
                              Położyłam ci na biurku."
                              Wersja nr 2: znalazłam długi paragon ze sklepu, przerywam pranie, siadam i
                              studiuję... Jest 36 pozycji, zobaczmy gdzie i kiedy kupował, i co kupował..Ooo,
                              jakaś kawa i czekoladki, hmm do domu ich nie przyniósł, ooo, i koniak, też go w
                              domu nie widziałam..
                              I zaczyna się spirala domysłów, może potem kłótnia, może potem zostanę u
                              rodziców na parę tygodni..
                              I tak to się rozkręca.
                              A hipotetycznie facet myśli: "Skąd ta afera? Myślałem o kupnie działki, kiedyś o
                              tym gadaliśmy, była super okazja, dałem mini łapówkę urzędniczce, miało być
                              fajnie. A tu znowu awantura, nie odzywa się, została u rodziców, mija dzień za
                              dniem, nie dzwoni, nie wiem o co chodzi, już prawie dwa tygodnie, ja już mam
                              tego dosyć, znajomi radzą, żebym dał sobie spokój, składam pozew o rozwód, ona
                              nie znormalnieje, tak się nie da żyć.."
                              Taka sobie hipotetyczna bzdurna opowiastka.
                              Uprzedzam wymyślona bez czytania dalszej części wątku, być moze dalej się coś
                              wyjasniło..
                              • ania7718 Re: Szpiegowanie polega na... 21.06.09, 11:11
                                Rozmawialiśmy przed moim wyjazdem do rodziców,a właściwie naszym bo
                                to on zaproponował żebyśmy pojechali do rodziców wieczorem w
                                niedzielę,a mieliśmy jechać dopiero w następny weekend.Wiem że zle
                                zrobiłam że się nie odzywałam 2 tygodnie,ale byłam w bardzo złym
                                stanie psychicznym, chciałam wyciszenia, żeby sobie wszystko
                                poukładać,spojrzećz dystansem co ja robiłam zle a co on.
                              • tricolour Dobry przykład z tym paragonem... 21.06.09, 12:07
                                ... bo zakłada, że ktoś kupił czekoladki i koniak, ale ich do domu nie przyniósł.

                                Więc robię pranie i znajduję taki paragon. Wcale go nie odkładam na półkę tylko
                                zerkam, bo to może paragon ze wspólnych zakupów i trzeba wyrzucić, a nie
                                namaścić do rangi osobistej korespondencji.

                                Widzę ten koniak i czekoladki, i że to nie jest paragon ze wspólnych zakupów.
                                Odkładam na półkę (po przeczytaniu) i pytam później. Jeśli jest KŁÓTNIA, to
                                świadczy o problemie i z komunikacją, a przede wszystkim z uczciwością nabywcy.
                                "Szpiegowanie" ma tu znacznie mniejsze znaczenie.
                • konstancja351 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 15:39
                  Czasami tak po prostu jest, ze gdy sie cos podejrzewa, ktos Ci
                  mydli oczy i w zywe oczy kłamie...chce sie wiedziec co jest
                  prawdą , co nie, czytajac smsmy sie dowiemy..., zeby nie byc
                  idiotką!!!!!!kiedy m. wmawia ,ze był w pracy a okazuje się ze był
                  u "koleżanki" ...
                  ja się tym nie brzydze.
                  czasami tak trzeba,zeby nie byc idiotką do konca zycia ....
      • nangaparbat3 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 15:52
        A co Ty z tym zegarem biologicznym? Dziewczyna ma 32 lata, żadnego alarmu nie
        ma, daj jej spokój.To własnie przez takie teksty kobiety świruja i robia z mezów
        inseminatorow, jak słusznie zauwazylas.
        • mola1971 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 15:59
          A mój zegar wziął się właśnie z obserwacji takich ześwirowanych kobiet. Ja sobie
          tego nie wymyśliłam tylko zaobserwowałam smile
          Pewnie, że autorka wątku jest jeszcze bardzo młoda i może jeszcze urodzić nawet
          troje dzieci, ale faktem jest, że po 28 roku życia u kobiet gwałtownie spada
          płodność. Choć oczywiście to sprawa bardzo indywidualna i można mieć problem z
          płodnością w wieku 25 lat jak bez problemu zajść w ciążę w wieku lat 45.
          • ekscytujacemaleliterki Re: Zrozpaczona 21.06.09, 21:50
            E tam, z doswiadczenia wiem ze w wieku 37 lat mozna za pierwszym razem zajsc w
            ciaze...
    • tricolour Mnie zastanawia co innego... 20.06.09, 16:27
      ... jeśli są takie trudności z zajściem w ciążę, to dlaczego nie adoptowac
      jakiegoś maluszka?

      • mola1971 Re: Mnie zastanawia co innego... 20.06.09, 16:32
        Adopcja jest bardzo dobrym rozwiązaniem dla par, w których ludzie bardzo się
        kochają, oboje chcą dziecka tylko im nie wychodzi. Wg mnie adopcja jest dla
        ludzi, których JEDYNYM problemem w związku jest brak dziecka. W tym akurat
        przypadku odnoszę wrażenie, że brak dziecka jedynym problemem nie jest.
        • tricolour A może problemem jest to... 20.06.09, 16:36
          ... że dziecko może być?

          Jest wielu facetów, którzy nie chcą dziecka tylko do tego się nie przyznają. Sam
          taki byłem, ale zmieniłem zdanie.
      • nangaparbat3 Re: Mnie zastanawia co innego... 20.06.09, 16:35
        Jeśli jest szansa, ze wystarczy inseminacja, to problemy nie sa szczególnie poważne.
        • ania7718 Re: Mnie zastanawia co innego... 20.06.09, 16:42
          Lekarz uznał że problemy są średnie i od tego by zaczął bo przez
          pierwsze 3 miesiące ja zaczełam reagować na leki i staraliśmy
          naturalnie ale cóż z tego, że ja się staram jak mąż ma wyniki
          złe, "do tanga trzeba dwojga" jak to się mówi. Jego chorobę określić
          można jaką ciężką na podstawie wyników bo są różne stopenie od
          lekkiej do bardzo ciężkiej, potrzebna była dalsza diagnostyka ale on
          nie chce zrobić badań hormonalnych.
      • ania7718 Re: Mnie zastanawia co innego... 20.06.09, 16:38
        On uważa że dziecko tylko z miłości znaczy się metodami naturalnymi
        a do tego trzeba się leczyć, on uważa że dzieci z invitro nie mają
        ojców, a to są biologiczne dzieci, na adopcję tym bardziej by się
        nie zgodził. Wiem że może za bardzo naciskałam w tej sprawie ale
        poprostu pragnienie dziecka mną bardzo ogarnęło, tym bardziej że w
        naszym otoczeniu prawie wszyscy mają dzieci, a jego bratu w styczniu
        urodziło się dziecko.Czułam się wybrakowana, jakby napiętnowana.
        • tricolour Rozmawialiście przed ślubem... 20.06.09, 16:42
          ... na takie wyjątkowo ważkie tematy?

          Bo poglądy Twego męża to są mocno ograniczone. Gdybym nie chciał mieć dzieci to
          tez bym wymyślił szereg sposobów, by nie mieć, a jeden, by mieć.
          • ania7718 Re: Rozmawialiście przed ślubem... 20.06.09, 16:56
            Rozmawialiśmy o dzieciach i oboje chcieliśmy. Tylko nie wiedzieliśmy
            że będa takie problemy. Moja diagnoza padła w marcu 2008 roku i od
            razu powiedziałam mężowi w czym rzecz. Najpierw leczyłam się u
            zwykłego lekarza. Od stycznia tego roku już w klinice niepłodności w
            Warszawie,tam badają oboje partnerów i wyszło, że u męża też ok nie
            jest a miałam nadzieję że chociaż u niego będzie dobrze.
            • nangaparbat3 Re: Rozmawialiście przed ślubem... 20.06.09, 17:16
              Ranyboskieświete, a gdziez Ty sie najpierw leczylaś, ze meza nie badali?
              z tego co wiem zasadą jest zaczynanie badan od nasienia, bo to zwyczajnie
              najprostsze i - w przeciewieństwie do roznych badań kobiety - całkowicie
              nieinwazyjne.
              • ania7718 Re: Rozmawialiście przed ślubem... 20.06.09, 17:29
                Leczyłam się prywatnie przez 4 miesiące u lekarza ale nie był to
                specjalista od leczenia niepłodności. W trakcie leczenia umówiłam
                wizytę w klinice niepłodności i na nią czekaliśmy 2 miesiące. Na
                pierwszej wizycie od razu męża przebadano i wynik był tego samego
                dnia po paru godzinach.
    • ania7718 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 16:32
      On też chciał dziecka, nie sprowadziłam go do roli "inseminatora"
      Oboje mamy problemy związane z płodnością tylko ja mu mówiłam o
      wszystkim jak wracałam od lekarza, byłam i jestem uczciwa. Optymalny
      wiek na urodzenie dziecka to do 35 lat, a przy naszych problemach to
      naprawde nie ma na co czekać tylko działać/leczyć się.Znalazłam
      wyniki przypadkowo, bo sprawdzam, kieszenie a on wszystko nosi w
      kieszeniach i mogą się znisczyć przy praniu ważne rzeczy np. karta
      bankomatowa, nie chciałam czytać ale jak wyjęłam to rzuciła się w
      oczy recepta i skierowania. Chciałam naszego dobra i naprawdę
      delikatnie do męża podchodziłam bo wiem co to znaczy dla mężczyzny
      ale ja też chodzę po lekarzach i dla mnie to nie jest przyjemne ale
      wiem że tak trzeba się przełamać.
      • mola1971 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 16:40
        No i sama wracasz do punktu wyjścia. Całe Twoje życie kręci się wokół chęci
        posiadania dziecka. I ja to rozumiem. Sama jestem matką i wiem jak silny jest to
        instynkt. Tylko próbuję Ci wytłumaczyć, że Twój mąż kobietą nie jest i o ile Ty
        jesteś skłonna do wielu poświęceń by urodzić dziecko o tyle on nie. Bo jest
        mężczyzną a mężczyźni są inaczej skonstruowani. I dla niego jego problem z
        płodnością wcale problemem być nie musi. Gdyby miał problemy z potencją to co
        innego. Wtedy na pewno by się tym problemem zajął.
        Dla jasności dodam, że ja nie bronię Twojego męża tylko próbuję uświadomić Ci,
        że męski punkt widzenia znacznie różni się od kobiecego.
        • ania7718 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 16:49
          Wiem i dziękuje za obiektywne spojrzenie na sprawę.Ja tak go
          kocham, że nawet mu powiedziałam że zrezygnuje z tych nacisków,
          wrzuce na luz. Nie będe go męczyć. On powiedział że przemyśli
          jeszcze to wszystko, że dla niego zmiana decyzji to za szybko bo
          dopiero co podjął decyzję o rozwodzie.Na drugi dzień powiedział że
          szkoda iż mi dał nadzieję tymi słowani i nie będzie mi już jej
          dawal. Spytałam czy gdybym zadzwoniła wcześniej,wróciła do domu czy
          to by coś zmieniło, powiedział że nie wie jakby to było. A dzien
          wcześniej powiedział że by było ok. Raz mówi tak raz tak.Stwierdził
          że jak postanowił się ożenić tak teraz postanowił się rozwieść.Tylko
          czemu płacze mówiąc że mnie nie kocha. Ja gdybym nie kochała nie
          płakałabym tylko powiedziała spokojnie te słowa.
          • tricolour Wygląda na to... 20.06.09, 16:50
            ... że Twój mąż kogoś ma.

            Takie standardowe zachowanie.
            • ania7718 Re: Wygląda na to... 20.06.09, 16:59
              Twierdzi,że nie ma. Mąż ma też szkodliwą pracę, do czynienia z
              radarami i być może od tego ma takie wyniki. Ja pisze odpowiedz na
              pozew z prośbą o odroczenie bo dla mnie to za szybko, nie jestem w
              stanie tego wszystkiego przejść.
              • useless00 Re: Wygląda na to... 20.06.09, 18:44
                Chłopakom "na radarach", częściej rodzą się dziewczynki. smile
      • useless00 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 16:44
        A może mężowi się znudziło i furtkę znalazł?

        Jeśli ludzie się kochają i starają się o dziecko to w s p ó ł p r a c u j ą. Chyba, że jedno robi to dla drugiego, bojąc się podać prawdziwą przyczynę, bo może zranić.

        No i przestańcie przesadzać z czepianiem się tego "przypadku". Gdyby grzebała w męża teczce czy "prywatnej" szufladzie. Nie wierze, że znajdując jakieś papiery np. za tapczanem sprzątajac, albo pod łóżkiem, albo w spodniach do prania, nie zerkniecie co to. Jasne, pogniecione papierki po cukierkach, paragony i inne bzdety grzecznie odkładacie na półeczkę. Tia... Poza tym majac zaufanie raczej nie spodziewacie sięujrzeć tam jakiś tajnych rzeczy. Jeśli druga strona ma sie czegoś nie dowiedzieć to się to starannie chowa, a nie bezmyślnie zostawia w spodniach.
      • cosmopszczolka Re: Zrozpaczona 20.06.09, 16:56
        Współczucie dla całej tej sytuacji. Wiem,jak czuje się kobieta gdy
        staje na głowie a partnerowi nie zależy. Prawda też jest taka, że
        jak facetowi zależy to też umie stanąć na głowie. Skoro mąż nie chce
        się leczyć, wymyśla tylko gadki zastępcze o naturalnych metodach to
        odpowiedź nasuwa się sama. Nie masz chyba innego wyjścia jak
        przebrnąć przez trudny etap rozwodu. Nie da się na siłę kochać, a
        tym bardziej stworzyć rodziny. Trzymaj się.
    • ania7718 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 17:09
      Sprawa dziecka była zapalnikiem, od tego się zaczęło, dowiedziałam
      się mąż zarzuca mi bliskie kontakty z rodzicami, on ze swoimi takich
      nie ma.Gdy się jeszcze nie znaliśmy przyjeżdzał do domu 2 razy do
      roku do domu na Święta. Mieszkaliśmy 47 km od rodzinnego miasta, i
      to on sam chciał jezdzić do rodziców co tydzień lub co dwa bo tam ma
      możliwość zrobienia czegoś przy samochodzie bo teściowie mają
      prywatny dom.Ponadto od stycznia nie chciał spać gdy byliśmy na
      weekendzie u rodziców u moich rodziców tłumacząc, że samochód mu
      moga uszkodzić przed blokiem, że zimno i akumulator.
    • ania7718 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 17:50
      Jeszcze w kwietniu gdy byliśmy z wizytą w klinice zapewniał mnie że
      mnie kocha, a teraz nie wie kiedy uczucie wygasło.W ten pechowy
      weekend w którym się rozstaliśmy mieliśmy jechać na weekend do
      Krynicy.Mąż twierdzi że badania są dla nie hańbiące, a dla mnie są
      przyjemne? Nie są ale ja zacisnęłam zęby i się poświęciłam, czego
      się nie robi gdy chce się być matką. Czytałam dużo forum "Nasz
      bocian" i tam ludzie mają gorsze problemy i mężowie przy żonach są i
      je wspierają. Mój mąż nie chciał nawet wejść ze mną do gabinetu bo w
      klinikach zajmujących się niepłodnością praktyką jest że do gabinetu
      zaprasza się oboje, nie chciał też bym mu towarzyszyła u androloga
      gdyż lekarz zapraszał nas oboje. Ja uszanowałam prywatność męża i
      nie weszłam. Do tego lekarza tak długo czekaliśmy na wizytę, to
      najlepszy specjalista w kraju.
      • mola1971 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 17:54
        Jedyne co przychodzi mi do głowy to, że albo ma babę (oczywiście Ci się do tego
        nie przyzna) albo po prostu on nie dorósł jeszcze do roli ojca i dziecka mieć
        nie chce (a mówił Ci, że chce bo się bał Twojej reakcji na odpowiedź odmowną).
        • ania7718 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 18:05
          Nie wiem co o tym sądzić.Mi też się wydaje że pod tą skorupą
          twardego żołnierza jest on nie dojrzały emocjonalnie. Najgorsze że
          tak szybko rozprawa po 20 dniach od złożenia pozwu w dodatku ja
          dowiedziałam się po 3 dniach dopiero bo nie wiedział jak mi to
          powiedzieć. Nie chcę rozwodu teraz, za szybko to wszytko się
          dzieje.W dodatku o pozwie osobby trzecie czyli obcy ludzie jego
          koledzy wiedzieli wcześniej bo im powiedział a mnie osobie
          najbardziej zainteresowanej na końcu.
          • mola1971 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 18:23
            Nie dziwię się, że dla Ciebie to wszystko się za szybko dzieje. Nie byłaś na to
            przygotowana.
            Ta chęć Twojego męża do szybkiego rozwodu bardzo mnie niepokoi i wg mnie to jest
            powód by sądzić, że ma kogoś. Mężczyźni bardzo rzadko tak bardzo się spieszą do
            rozwodu. Raczej śpieszno im tylko, gdy jakaś inna kobieta na ten ich rozwód czeka.
            Tak czy inaczej prędzej czy później dowiesz się prawdy.
            A na razie po prostu staraj się nie zadręczać i dbaj o siebie. Mi np. bardzo w
            tym pierwszym okresie pomagał wysiłek fizyczny. Prawie przez rok niemal
            codziennie chodziłam na basen bo uwielbiam pływać. Może spróbuj i Ty. Jak nie
            basen to rower, spacer, mycie okien. Cokolwiek by się zmęczyć. Wtedy człowiekowi
            problemy wydają się mniejsze.
      • scindapsus Re: Zrozpaczona 20.06.09, 18:23
        no cóz, wygląda na to że on nie chce miec z Tobą ani dziecka ani
        ciągu dalszego zycia.
        tak się zdarza.
        przeszło mu
        Przecież popatrz sama, nie wspierał Cię i nie był z Tobą tylko
        gdzieś obok.

        • ania7718 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 18:47
          Wygląda na to że tak.Mam pytanie czy jak napiszę w odpowiedzi na
          pozew że chcę odroczenia/zawieszenia rozprawy to Sąd się do tego
          przychyli, dla mnie to się dzieje za szybko i psychicznie nie jestem
          przygotowana na tą rozprawę, dodatkowo kocham go jeszcze i nie mogę
          wyrzucić z siebie tego uczucia tak szybko.
    • ania7718 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 17:57
      Mąż uważa, ze nasze pożycie intymne zostało pozbawione czułości, że
      nie było tak jak na początku znajomości.Powiedział też, że nawet
      gdybyśmy się złączyli i tak nie będzie tak przedtem. Nie ważne jaki
      to będzie rozwód z jego winy, mojej czy też bez orzekania jak w jego
      pozwie bo i tak się rozstaniemy.
      • vadera12345 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 20:31
        Wystarczy, że napiszesz tak:

        Wnoszę o oddalenie powództwa albowiem nie doszło pomiędzy stronami do trwałego i
        zupełnego rozkładu pożycia małżeńskiego.



        Wówczas Sąd da Twojemu mężowi 14 dni na zgłoszenie dowodów, że doszło do
        trwałego i zupełnego rozkładu pożycia małżeńskiego z Twojej winy.





        • ania7718 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 21:00
          Dziękuje za radę.
    • kami_hope Kryzys małżeński 20.06.09, 21:28
      Przeczytałam wszystkie Twoje wpisy, na ich podstawie wnioskuję, że…
      Twój mąż popadł w głębokie poczucie winy na tle domniemanej
      niepłodności. Kocha Cię! I dlatego chce odejść. Wie, jak bardzo
      zależy Ci na dziecku.

      Okaż mu jak bardzo jest dla Ciebie ważny (o ile to prawda). Że
      kochasz go mimo tego, że ma wady (o ile to prawda). Że pragniesz
      dziecka, ale to on jedyny mógłby być jego ojcem (o ile to prawda).
      Myślę, że jest duża szansa dla Waszego małżeństwa. Ale! Jeśli macie
      różne cele, wizje małżeństwa, uważam, że nie należy „zaleczać” tego
      kryzysu. Jeśli dla Ciebie celem małżeństwa jest potomstwo, a w
      przyszłości okaże się, że jednak dziecka nie możecie mieć –
      zamęczysz się! (najogólniej mówiąc). Zaś męża będziesz obwiniała o
      przyczynę swojego nieszczęścia.

      Dzieci to bezcenna wartość w życiu…
      Ale! Trzeba wiedzieć, po co chce się je mieć.

      P.S. Mąż nie chce zrobić badań krwi. Moim zdaniem, tu jest klucz do
      rozwiązania tej zagadki.
      • ania7718 Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 21:37
        Ja powiedziałam mężowi, że odstąpie od nacisków w tej sprawie, dam
        sobie luz i nawet jeśli dziecka nie będzie bo może się tak zdarzyć
        chcę być z nim,że potrzebujemy czasu i spokoju i cierpliwości i może
        z czasem pojawi się maleńswtwo.On mimo kompromisu który
        zaproponowałam nie chce ustąpić. Poniżyłam się płacząc, błagając o
        ostatnią szansę dla naszego małżeństwa a on dalej trwa przy swoim.
        • kami_hope Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 21:57
          Aniu, z całym szacunkiem dla Ciebie... Rozwiązanie tego problemu nie
          może się opierać na kompromisie. Tu nie jest mowa o kupnie samochodu
          (ja chcę duży i czerwony, a on sportowy i czarny).

          ania7718 napisała
          > Ja powiedziałam mężowi, że odstąpie od nacisków w tej sprawie, dam
          > sobie luz
          Zadeklarowałaś, że odstąpisz. Deklaracja jeszcze jest daleka od
          decyzji. Odstępujesz i odpowiednio to argumentujesz - inaczej to
          brzmi jak obietnica (podyktowana emocjonalnie, bez głębszego
          przemyślenia). Tj. dzisiaj możesz odstąpić, ale za rok "dobierzesz
          mu się do skóry".

          >i może
          > z czasem pojawi się maleńswtwo (...)a on dalej trwa przy swoim.
          Ty trwasz przy swoim, podobnie jak on. Tyle, że Ty tu nieco
          zmanipulowałaś sytuacją zawieszając temat na bliżej nieokreślony
          czas. No przecież on to wie!

          Chłopak ma kłopoty ze zdrowiem. Owe "rewelacje" osunęły mu grunt
          spod stóp. Daj mu czas na przemyślenia... Sama też pomyśl.

          Zastanawia mnie jeszcze inna rzecz. Mianowicie badania na których
          podstawie oceniono, że z nim też "nie jest dobrze". Bardzo jestem
          ciekawa tych wyników. Może się okazać, że z małej chmury lunął wieki
          deszcz. Wynik badań dziś był taki, a za kilka tygodni może być inny.
          Może chłopak po grypie, może się nie wyspał, wypił, zapalił, i masa
          innych rzeczy, o wpływie przejściowym.
          • ania7718 Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 22:13
            Właśnie on miał tylko jedno badanie i na wizycie u lekarza na którą
            czekaliśmy 2 miesiące dostał skierowanie na dalszą diagnostykę i nie
            chciał się poddać dalszym badaniom a może one dałyby odpowiedz że
            wszystko z nim jest ok a wynik pierwszy był zły z jakiejś przyczyny.
            Zresztą mój lekarz mówił że badań nasienia muszą być 3 plus hormony
            i usg.
            Kompromis, może się zle wyraziłam, ja przyznałam się do błędów,
            powiedziałam że wszystko przemyślałam i że dla miłości dla naszego
            związku jestem w stanie się zmienić, naprawić swoje błędy, odstąpić
            od pewnych spraw. Nie mogę przecież przewidzieć co będzie za 10 lat,
            jacy będziemy.Uważam że wystarczająco argumentowałam. Za rok bym mu
            się do "skóry nie dobrała" poprostu mam nauczkę że nie można za
            bardzo naciskać gdy daną osobę sprawa trochę przerosła. Staram i
            starałam się go zrozumieć.Jednego dnia powiedział że przemyśli a
            następnego że nie potrzebnie mi robił nadzieje.
            • tricolour Cały czas wałkujesz sprawę badań... 20.06.09, 22:17
              ... a rzeczywistość leży gdzie indziej: BEZ WZGLĘDU na wyniki badań Twój mąż nie
              chce z Tobą być, co wyraźnie powiedział. Sprawa o rozwód jest w sądzie i masz
              wyznaczony termin pierwszej sprawy - to jest teraz rzecz największej wagi.
              • ania7718 Re: Cały czas wałkujesz sprawę badań... 20.06.09, 22:27
                O badaniach napisałam w odpowiedzi na posta. Wiem że rozprawa
                niedługo i bardzo to przeżywam.
              • kami_hope Re: Cały czas wałkujesz sprawę badań... 20.06.09, 22:38
                tricolour napisał:
                > ... a rzeczywistość leży gdzie indziej: BEZ WZGLĘDU na wyniki
                badań Twój mąż ni
                > e
                > chce z Tobą być, co wyraźnie powiedział.

                Mam inne zdanie na ten temat.
                Skąd Twoje domniemanie, że rzeczywistość nie ma związku z badaniami?
                Tak nagle wziął i przestał chcieć być z Anią? I to akurat mu
                się "odechciało" po kłótni, która miała właśnie związek z badaniami?
                Tri, oni się kochają. Doświadczają kryzysu. Ale to nie znaczy, że
                mają się poddać przed pierwszą przeszkodą. A jeśli, odwrócą się do
                siebie plecami, niech wiedzą - dlaczego?
                • tricolour Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 22:41
                  ... z kłótniami, które kończą się pozwem rozwodowym. W jakim celu pisze się
                  pozew, wysyła do sądu?

                  Uważasz, że ten pozew to blef mający na celu zmianę stanowiska Ani?
                  • kami_hope Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 22:48
                    Myślę, że jest podyktowany emocjonalnie (chłopak działa w afekcie i
                    ślepo brnie, bo chce być "konsekwentny").
                    Odroczenie terminu rozprawy, to wg. mnie najrozsądniejsze
                    rozwiązanie w tym momencie.
                    Nie mam pojęcia jak to można zorganizować, może pomoc mediatora (nie
                    znam się na tym - strzelam)?
                    • mola1971 Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 22:53
                      Szczerze mówiąc to byłby pierwszy znany mi przypadek takiego działania faceta.
                      Pod wpływem emocji to można strzelić focha a nie napisać pozew a do tego o tym
                      fakcie najpierw zawiadomić kolegów a dopiero potem samą zainteresowaną.
                      • kami_hope Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 23:00
                        Szczerze mówiąc, to nie pierwszy znany mi przypadek smile

                        mola1971 napisała:
                        > Pod wpływem emocji to można strzelić focha a nie napisać pozew
                        A tego już nie oceniam. Pewnie dzięki temu posiadam umiejętność
                        rozróżniania (przypadkówsmile)
                        • scindapsus Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 23:01
                          ten pozew pewnie juz byl wczesniej napisany, tylko pan czekał na
                          okazję.No i podciągnął pod bycie uciskanym,
                          Myk i złożył.
                          Dlatego nie chciał badań i dorabiał ideologię do sposobu poczęcia.
                          • ania7718 Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 23:04
                            Może i tak tylko po co te zapewnienia o miłości i słowa " my się nie
                            rozejdziemy", " Misio Cię kocha" Jak można być tak dwulicowym.
                            • scindapsus Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 23:06
                              widac można
                              nie on pierwszy i nie ostatni
                              • kami_hope Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 23:12
                                Acha... i tak dalej... i mamy paranoję.
                                Domysły muszą się na czymś opierać. Jeśli nie mają racjonalnych (lub
                                przynajmniej oszacowanych na wysokim prawdopodobieństwie) podstaw,
                                pozostają tylko rojeniami...
                                • scindapsus Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 21.06.09, 13:35
                                  to twoja prawda i twój problem.
                        • tricolour Brzytwa Okhama... 20.06.09, 23:04
                          ... czyli najprostsze rozwiązanie jest najbardziej prawdopodobne.

                          W sytuacji długiego, nierozwiązanego napięcia w małżeństwie najbardziej
                          prawdopodobna jest kochanka. Nie jest to oczywiście pewnik, ale ten pozew i
                          niechęć do jakichkolwiek rozmów z żoną...

                          Przecież to takie wygodne wytłumaczenie procesowe: nie możemy mieć dzieci.
                      • ania7718 Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 23:01
                        On jest tak trudnym i zmiennym człowiekiem że ciężko jest go
                        zrozumieć. Spytałam czy gdybym się odezwała wcześniej niż po 2
                        tygodniach czy by coś z tego było a on odpowiedział że nie wie, a
                        wcześniej twierdził że gdybym wróciła po paru dniach nawet po po
                        tygodniu byłoby ok. W czasie tych dwóch tygodni milczenia mąż był 3
                        dni na poligonie i miał parę służb tak więc kontakt i tak byłby
                        utrudniony.
                        • tricolour Też bym nie odpowiedział na pytanie... 20.06.09, 23:05
                          ... czy jakbym zrobiła to, a nie tamto, to czy byłoby to, a nie owo.
                        • kami_hope Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 23:19
                          Żołnierz?

                          Utwierdzam się we wcześniej postawionym założeniu.
                          To kwestia honoru, konsekwencji, itd.

                          Nie ma żadnej kochanki. Nic mu się nie znudziło... Jest wierny swoim
                          zasadom.

                          • tricolour Pozew rozwodowy na skutek kłótni... 20.06.09, 23:21
                            ... jako efekt zasad i honoru?

                            Wystraszyć, poniżyć żonę, ośmieszyć w oczach kolegów to też kwestia zasad i honoru?
                          • ania7718 Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 23:23
                            Tak żołnierz. Mówił mi że jest stanowczy,jego kolega natomiast że on
                            jak sobie coś postanowi to tak ma być i nie ma odwrotu, jest bardzo
                            uparty.
                            • kami_hope Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 23:32
                              Czy ten kolega to też żołnierz? Porozmawiaj z nim. Może, on pomoże
                              Wam wrócić na wspólną drogę. Zapytaj, może zgodziłby się przyjąć
                              rolę mediatora.
                              • ania7718 Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 23:44
                                Też żołnierz, nasze środowisko to sami żołnierze, osiedle wojskowe,
                                mnóstwo dzieci i to mnie dolowało dlatego naciskałam tak na dziecko
                                czułam się gorsza. Nie sądze żeby kolega chciał się wtrącać, on
                                twierdzi, że Marek też jest "dobry" w negatywnym sensie, tak
                                powiedział do swojej żony gdy byl u nich i im powiedział o pozwie,a
                                mnie jeszcze nie.Kolega powiedział że jeśli mi zależy to powinnam
                                przy nim być, chodzić za nim krok w krok, może zmięknie i z czasem
                                sprawa dziecka też się wyjaśni.Jest to facet z którym miał
                                najlepsze kontakty ale nie sądze by się zgodził.Ja chciałam z nim
                                być ale po tym jak mi powiedział w czwartek że uczucia wygasły byłam
                                w takim szoku, z płaczem poprosiłam by zawiózł mnie do rodziców bo
                                nie zniosę nocy.
                                • kami_hope Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 21.06.09, 00:04
                                  ania7718 napisała:
                                  >Ja chciałam z nim
                                  > być ale po tym jak mi powiedział w czwartek że uczucia wygasły

                                  No przecież musiał podać Ci powód, który byłabyś w stanie przyjąć
                                  (tzn. zareagować właśnie tak, jak zareagowałaś)
                                  Wyszłaś za żołnierza. To nie jest "zwykły" facet. Jeśli nie
                                  potrafisz unieść życia u boku takiego mężczyzny, może po prostu
                                  skorzystaj z "okazji" i się rozwiedź. A jeśli jesteś w stanie... -
                                  to walcz! Opracuj strategię walki.

                                  > mnóstwo dzieci i to mnie dolowało dlatego naciskałam tak na
                                  dziecko
                                  > czułam się gorsza.
                                  Zwróć się po poradę do psychologa. Presja środowiska nie jest
                                  właściwą motywacją do podejmowania decyzji o powiększeniu rodziny.
                                  Jesteś żoną Marka, a nie całej rzeszy żołnierzy, swojej matki, czy
                                  innych koleżanek, etc.
                            • mola1971 Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 23:32
                              Jak on taki stanowczy i ma być tak jak on sobie postanowi to niech on sobie
                              dalej w tym wojsku rządzi bo w życiu prywatnym tak się nie da. Nie dorósł do
                              roli ojca i może to i dobrze, że z kimś takim dziecka nie będziesz miała bo
                              wychowanie dziecka to nie jest wydawanie rozkazów. Brrr...
                              • kami_hope Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 23:40
                                Mola, uśmiecham się przy takich słowach...

                                Tu nie chodzi o rządy. To kodeks honorowy (wojownika). Druga "strona
                                medalu" ukazuje człowieka o wysokiej sile charakteru, psychiki,
                                etyki... To wielki człowiek.
                                Rozumiem jednak, że przez "zwyczajną" optykę, zachowania owego
                                mężczyzny mogą jawić się jako nieracjonalne.
                                • mola1971 Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 23:51
                                  Kami, ja to wszystko rozumiem (mój teść jest zawodowym wojskowym i takim typem
                                  człowieka jest). Tylko wg mnie ktoś taki nie nadaje się na ojca (dziadka i
                                  teścia zresztą też). Może za bardzo patrzę na całą sytuację z perspektywy
                                  własnych doświadczeń (bo tylko takie mam), ale uważam, że mój teść dzieci nie
                                  powinien mieć. Może podobnie jest z mężem autorki wątku i może nie bez powodu on
                                  dzieci mieć nie może. Może natura jest mądrzejsza i stwierdziła 'genom tego pana
                                  dziękujemy'.
                                  • kami_hope Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 21.06.09, 00:35
                                    mola1971 napisała:
                                    >Może natura jest mądrzejsza i stwierdziła 'genom tego pan
                                    > a
                                    > dziękujemy'.

                                    O Mola! Toś wkroczyła na filozoficzny grunt smile
                                    Tak, natura jest mądra (o ile można ją oceniać w kategorii
                                    mądrości smile). I rzeczywiście tak jest, że natura ustanawia drogę
                                    jaka jest dla niej najlepsza, ukierunkowana na przetrwanie. Czasami,
                                    dla nas ludzi, może jawić się jako okrutna. Kiedy jednak ogarnie się
                                    możliwie wiele aspektów, okaże się, że natura działa w sposób
                                    logiczny.

                                    Czy (np.) Twój teść nie powinien mieć dzieci? Ja jestem daleka od
                                    tego typu osądów. Uważam, że każdy z nas ma równe prawa w tej
                                    materii. Każdy zasługuje na szansę. A życie samo w sobie jest
                                    wartością. I chyba każdy (zdrowy!) człowiek, świadom swojego
                                    istnienia, ceni sobie własne życie, niezależnie od tego kto jest
                                    jego biologicznym twórcą. Czasami przeklinamy własnych rodziców.
                                    Niektórzy doznali permanentnego zawodu. Ale czy przez to ich życie
                                    jest mniej cenne?
                                    Jestem. Istnieję. Trwam.
                                    Dziękuję, że jestem.

                                    • mola1971 Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 21.06.09, 10:40
                                      Kami, ja się z Tobą zgadzam, ze życie samo w sobie jest wartością. Zgadzam się
                                      ze wszystkim co napisałaś. Użyłam skrótu myślowego pisząc, że mój teść nie
                                      powinien mieć dzieci. Oczywiście cieszę się, że jednak to dziecko mój teść ma bo
                                      gdyby on tego dziecka nie miał to nie byłoby na świecie moich dzieci a tego
                                      sobie nie jestem w stanie wyobrazić. Chodziło mi tylko o to, że niektórzy ludzie
                                      z racji swojego charakteru nie nadają się do bardzo trudnej i odpowiedzialnej
                                      roli rodziców. Choć oczywiście jestem świadoma tego, że gdyby dzieci mieli
                                      wyłącznie ludzie, którzy są na to przygotowani to na świecie nie byłoby pewnie
                                      80% ludzkości.
                                • ania7718 Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 23:51
                                  Dziękuje serdecznie za rady, to forum bardzo pomaga.Mąż ma
                                  przyjechać w poniedziałek po południu, ma przywiezc mi ubranie
                                  eleganckie na rozprawę.
                              • ania7718 Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 23:47
                                Moja mama też tak uważa.
                          • zmeczona100 Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 22.06.09, 17:05
                            kami_hope napisała:

                            > Żołnierz?
                            >
                            > Utwierdzam się we wcześniej postawionym założeniu.
                            > To kwestia honoru, konsekwencji, itd.
                            >
                            > Nie ma żadnej kochanki. Nic mu się nie znudziło... Jest wierny
                            swoim
                            > zasadom.

                            Bzdura, Kami. Dzisiaj mamy XXI wiek i współczesne wojsko nie ma nic
                            wspólnego z honorem w cywilu. Przy dzisiejszym deficycie każda sztuka
                            się przyda.
                            Ale to tak EOT.
                            • kami_hope Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 22.06.09, 18:30
                              zmeczona100 napisała:

                              > kami_hope napisała:
                              >
                              > > Żołnierz?
                              > >
                              > > Utwierdzam się we wcześniej postawionym założeniu.
                              > > To kwestia honoru, konsekwencji, itd.
                              > >
                              > > Nie ma żadnej kochanki. Nic mu się nie znudziło... Jest wierny
                              > swoim
                              > > zasadom.
                              >
                              > Bzdura, Kami. Dzisiaj mamy XXI wiek i współczesne wojsko nie ma
                              nic
                              > wspólnego z honorem w cywilu. Przy dzisiejszym deficycie każda
                              sztuka
                              > się przyda.
                              > Ale to tak EOT.

                              Wolno Ci tak myśleć. Ja jednak sądzę, że XXI wiek nie stał się
                              zdeprawowaną cywilizacją. A ludzi honoru jest nie mniej, nie więcej
                              niż w poprzednich wiekach. Z tym, że współczesność charakteryzuje
                              się łatwością przekazu, komunikacji (tv, radio, internet, telefony
                              komórkowe, etc.). Wcześniej łatwiej było wiele ciemnych spraw
                              zataić, a naświetlano jedynie te dumnie brzmiące.

                              A dla jaśniejszego wyjaśnienia mojego stanowiska...
                              Po prostu tak czuję. A moje przeczucia opierają się na wnioskach
                              jakie powstały po przeczytaniu tekstów Ani.
                              Nie mam najmniejszego powodu, doszukiwać się w drugim człowieku
                              złego. W prawie istnieje coś takiego jak zasada "domniemania
                              niewinności" i ja ją stosuję wobec ludzi. Ufam ludziom. Każdemu daję
                              kredyt zaufania, można go wykorzystać i stracić lub zyskać.
                              Reasumując: na podstawie powyższych informacji, nie dostrzegam u
                              Marka motywacji, która by go hańbiła. Domyślam się, czym jest
                              motywowany. Potrafię to zrozumieć. Uważam, że Ci ludzie (Ania i
                              Marek) doświadczają kryzysu. Jeśli przetrwają ten kryzys, wierzę, że
                              ich małżeństwo wyjdzie z tej batalii zwycięsko i wręcz umocnione w
                              nowe siły. Gdybym była dla nich kimś bliskim (rodziną, przyjaciółką,
                              czy choćby terapeutką) otoczyłabym ich szczególną troską i
                              wsparciem.
                              Oczywiście mogę się mylić.
                              W każdym razie, oboje zasługują na szansę! Jeśli nie podejmą próby
                              naprawy, wszyscy Ci, którzy tutaj dopingują rozstaniu, będą mogli
                              powiedzieć zacierając ręce, że mieli rację.
                              Dla mnie nie jest radością, kiedy ludzie się rozstają. Smuci mnie,
                              gdy drogi kochających się ludzi rozchodzą się. Ludzie tacy
                              potrzebują pomocy z zewnątrz. Kogoś, kto nauczy ich komunikowania
                              się. Dopóki miłość jest między ludźmi, wszystko można naprawić. Ba!
                              Trzeba dokonać wszelkich starań aby naprawić. Miłość nie chodzi
                              piechotą, ani nie spada z nieba jak manna. Jeśli ktoś już jej
                              doświadczył, niech jej pilnuje... Można doświadczyć wielu związków w
                              życiu. I to nawet dobrze. Bo każdy z nich jest dla nas lekcją. Ale
                              taki z prawdziwą (nie specjalnie lubię to określenie odnośnie
                              miłości) miłością zdarza się raz w życiu, albo wcale. Szczęśliwi Ci,
                              którzy mogą jej doświadczać każdego dnia.
                              Zakończyć, zniszczyć, można w każdej chwili. "Pstryk" - i nie ma!
                              Ale jeśli jest nadzieja...
                              To co? Bzdura??
                              • zmeczona100 Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 22.06.09, 18:39
                                Kami, bzdura odnosiła się do honoru, konsekwencji i zasad, które
                                przypisujesz z mety wszystkim w mundurze żołnierskim.
                                To są normalni, przeciętni ludzie, jednak w większości oderwani od
                                życia poza murami koszar.
                                Prawie ex żżz smile
                              • tricolour Zgadzam się z Tobą i ze Zrozpaczoną... 22.06.09, 18:50
                                ... wiek XXI niesie tyle samo dobra i zła, co lata poprzednie.

                                Także w wojsku jest tyle samo honoru i bezeceństwa, jak w społeczeństwie, które
                                to wojsko tworzy.
                      • jarkoni Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 21.06.09, 10:41
                        mola1971 napisała:

                        > Szczerze mówiąc to byłby pierwszy znany mi przypadek takiego działania faceta.
                        > Pod wpływem emocji to można strzelić focha a nie napisać pozew(..)

                        Oj można, znam takie przypadki.
                        Zresztą facet pod wpływem negatywnych emocji jest gotów do wielu mało rozsądnych
                        decyzji, czasem takich ad hoc.
                        Powiem tylko, że w jakimś akcie desperacji też bym zrobił to co on zrobił, czyli
                        złożył pozew.
                        Ale wcześniej bym sprawdził, że da się rozprawę odroczyć, a pozew przed pierwszą
                        rozprawą łatwo wycofać..
                        Coś zaczynam podejrzewać, że kocha, żadnej baby nie ma, sprawdza może co teraz
                        zrobi Ania i na ile go kocha.
                        Głupi trochę byłby i wrednawy, ale oby było jak mówię, bo to chyba najlepsze
                        wyjście..
            • kami_hope Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 22:29
              Jeśli o Ciebie chodzi...
              To Ty musisz mieć - że tak powiem - wypracowany stosunek do
              macierzyństwa. Napisałaś, że nie możesz przewidzieć co będzie za 10
              lat. Ja powiem - nie możesz tego wiedzieć, ale przewidzieć -
              powinnaś. Poćwicz sobie technikę wizualizacji przeszłości (tzn.
              chodzi o spojrzenie na siebie wstecz, z perspektywy czasu). Wyobraź
              sobie, że masz 43lata, Wasze małżeństwo przetrwało, jesteście tylko
              we dwoje, nie macie dzieci. Jakie są Twoje uczucia do niego? Jak
              układa się Wasze życie we dwoje? itp.
              Pierwsze co, to Ty musisz wiedzieć czego chcesz. I do tego
              dostosować swoje działania.
              (ja (np.) nie do końca wiem czego Ty byś chciała)
              • ania7718 Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 22:57
                Uważam, że najpierw powinniśmy rozwiązać nasze problemy,
                przezwyciężyć lęki które narosły.I dopiero po tym czasie, okresie
                próbnym zacząć znów rozmawiać o dziecku ale inaczej niż było to
                dotychczas.
                • mola1971 Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 23:01
                  No i zafiksowałaś się dziewczyno na to dziecko i wg mnie to jest Twój podstawowy
                  problem bo Twój mąż może dziecka nie chcieć. I ma do tego święte prawo. Decyzja
                  o powołaniu dziecka na świat powinna wynikać z potrzeby obojga przyszłych rodziców.
                  • ania7718 Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 23:08
                    To czemu przed ślubem i po mówił o "dzidzi" Jego matka też twierdzi
                    że chce być ojcem. Był taki czas w zeszłym roku gdy dowiedział się
                    że kolega będzie ojcem że sam mówił że się przebadamy. Pózniej
                    zapomniał i ja wystąpiłam z propozycją badań.
                    • tricolour Dleczego mówił o dzidzi? 20.06.09, 23:13
                      Bo odpowiedź twierdząca na Twoje pytanie załatwiała sprawę dzidzi jednym słowem
                      "chcę". Każda inna odpowiedź wywołałaby dyskusje i drążenie tematu.

                      Ale przyszedł czas na działanie, a nie tylko gadanie. I to działanie raczej jest
                      jednoznaczne i spójne z dotychczasowym działaniem wskazującym na brak chęci na
                      dziecko.
                      • ania7718 Re: Dleczego mówił o dzidzi? 20.06.09, 23:26
                        To on zaczynał mówić o dzidzi nie tylko ja, mówił o dzidzi rodzinie,
                        znajomym. Kłamałby? Nie wiem.
                    • mola1971 Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 23:13
                      Tak z własnego doświadczenia to mogę Ci tylko powiedzieć, że mężczyznę ocenia
                      się wg tego co ROBI a nie wg tego co MÓWI. Bo gadać to oni potrafią dużo, długo
                      i namiętnie smile A Twój mąż możliwe, że mówił Ci to, co Ty chciałaś usłyszeć.
                      • ania7718 Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 23:20
                        Możliwe w obecnej sytuacji wszystkie warianty są możliwe.
                        Zastanawia mnie czemu płacze mówiąc że mnie nie kocha, ja gdybym
                        nie kochała, nie płakałabym tylko spokojnie o tym mówiła.
                        • mola1971 Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 23:26
                          Może płacze bo ma wyrzuty sumienia. A wyrzuty sumienia może mieć bo albo (jak
                          już sugerował Tri i ja) ma kogoś albo jak twierdzi Kami myśli, że Cie zawiódł bo
                          nie może mieć dzieci (lub ich nie chce). Trzecie powód nie przychodzi mi do
                          głowy. No chyba, że jest dobrym aktorem i tak sobie ryczy bez powodu. No ale to
                          mało prawdopodobne.
                          • tricolour Tylko mamy domysły... 20.06.09, 23:28
                            ... nic poza tym.

                            Za kilka dni rzecz się trochę rozjaśni.
                          • ania7718 Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 23:33
                            Cholera wie co on czuje, jest nieprzewidywalny i wyznaje
                            zasadę:szybko myśl i szybko czyń.
                            • marcepanna Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 23:42
                              Bo to jest wojskowy byc może pilot (jak mój mąż ) i oni tak maja
                              Wszystko robią blitzem))))
                              • ania7718 Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 23:46
                                Nie pilot ale też szare mundury, powietrzne. Co to ten blitz?
                                • marcepanna Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 23:58
                                  U nas w Krakowie tak sie mówi, blitz w jezyku niemieckim oznacza błyskawicznie
                                  • ania7718 Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 00:02
                                    dzięki
                            • jarkoni Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 10:46
                              ania7718 napisała:

                              > Cholera wie co on czuje, jest nieprzewidywalny i wyznaje
                              > zasadę:szybko myśl i szybko czyń.

                              Czytam teraz wątek do końca, ale napisałem wiele postów powyżej(nie znając tego
                              co poniżej), że pewnie on działa "ad hoc", czyli dokładnie "blitz"..
                      • zawsze.smutas Re: Kryzys małżeński 22.06.09, 19:18
                        Zgadzam się... Mój też mówił, że chce dzieci blablabla... A teraz
                        już nagle nie chce, bo mu się przypomniało, że mnie nie kocha.
                • kami_hope Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 23:07
                  To nie mów mu o dziecku.
                  Zapytaj o jego zdrowie. Jak się czuje? Okaż mu swoją troskę.
                  Powiedz, że bardzo za nim tęsknisz. Ale wyraź przy tym zrozumienie
                  dla jego decyzji, daj mu tyle czasu ile będzie potrzebował (powiedz
                  to wyraźnie). Odezwie się jak coś wymyśli... A Ty cierpliwie czekaj.
                  (no chyba, że "nie warto")
                  • marcepanna Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 23:57
                    Podpisuję sie pod wszystkim co napisała Kami_hope i jestem pod wrażeniem jej
                    spostrzegawczości
                    Jedna korekta tylko tego co napisała kami:

                    ja to widzę tak ,ze Ty jednak nie bierzesz pod uwagę nieposiadania dzieci

                    Stoisz w obliczu rozwodu z facetem którego kochasz i Twoja reakcja powinna
                    wygladac tak
                    1. liczysz sie tylko Ty, bezapelacyjnie i bezpowrotnie rezygnuje z dziecka
                    2. zgadzasz sie na rozwod i masz dziecko z innym (tu przykład z życia: Hanna Lis
                    dawniej Smoktunowicz rozwiodła sie z mecenasem bo chciała miec dzieci a on nie)

                    Mediator chyba teraz pogłębi wrazenie osaczania Meża zwłaszcza ze nie bedzie
                    skuteczny jezeli maz uważa ze inseminacja jest jakims dziwolągiem wbrew naturze
                    no a musiałby mu przetłumaczyc ze to procedura leczenia bezpłodnosci trwająca latami

                    Na marginesie: jak to jest ze pobierają sie ludzie o krancowo odmiennych
                    poglądach na tak kardynalne sprawy?

                    • kami_hope Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 00:12
                      marcepanna napisała:
                      > Mediator chyba teraz pogłębi wrazenie osaczania Meża zwłaszcza ze
                      nie bedzie
                      > skuteczny jezeli maz uważa ze inseminacja jest jakims dziwolągiem
                      wbrew naturze
                      > no a musiałby mu przetłumaczyc ze to procedura leczenia
                      bezpłodnosci trwająca l
                      > atami

                      Dokładnie tak jak napisałaś. Dlatego mediator nie ma za zadanie
                      nakłonić męża aby poddał się leczeniu. W ogóle ma nie pośredniczyć w
                      problematyce potomstwa. Jego zadaniem jest stworzyć warunki do
                      porozumienia, do rozmowy. Może stworzyć tą sposobność w tym tygodniu
                      lub za miesiąc. Ania musi w tym czasie czekać cierpliwie, a on
                      rozmawiać z Markiem.
                      • squirrel9 Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 01:35
                        A mnie interesuje ile razy w ciągu wspólnego życia gdy Ania miała
                        problem z Markiem to wyjeżdżała do mamusi? Ile spraw które ma z
                        mężem przegadała z mamusią? O badaniach też wiedziała mamusia? O
                        problemach z nasieniem też? O terminach badań także?
                        Qurka, gdyby mi mąż przy jakichkolwiek problemach wyjeżdżał do
                        mamusi to to po trzecim takim razie złozyłabym pozew o rozwód bez
                        ostrzezenia !
                        • ania7718 Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 10:16
                          Do rodziców moich i jego jezdzilimy razem na weekendy, rzadko się
                          zdarzało abym jechała sama,o leczeniu, badaniach wiedzieli nasi
                          rodzice moi i jego oraz brat i bratowa.Po pierwszej wizycie w
                          klinice gdy przyjechaliśmy do domu teściów mąż pokazał rodzicom
                          wynik badania,teściowa powiedziała, że nie zna się na tym, teść
                          stwierdził że jak plemniki są to jest ok, mąż też tak teraz twierdzi
                          że jak tylko jeden jest potrzebny to jest dobrze i nie ważne, że za
                          mała ilość, zniekształcone prawie w 90 % i mało ruchliwe. W dodatku
                          przy rodzicach i swoim bracie powiedział wtedy,że to ja mam problem,
                          ja jestem chora, a on w porządku. Płakać mi się chciało gdy to
                          usłyszałam. Moi rodzice nigdy z nim nie poruszali tego tematu bo to
                          delikatne sprawy.
                        • ania7718 Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 10:23
                          Nie jezdziłam do rodziców gdy się pokłóciliśmy, poprostu albo ja
                          przepraszałam i wyciągałam rękę do zgody albo on i było znów ok.On
                          sam w naszej końcowej kłótni wystąpił z tym że powie moim rodzicom
                          jak on to wszystko widzi i że dziadkami nie będą.Swoim też to
                          powiedział.
                          Gdy w środę i czwartek rozmawialiśmy, gdy prosiłam by dał nam
                          ostatnią szansę, to mówił żebym nie zbliżała się do niego, 3 kroki
                          dalej i go nie dotykała. Jakby się mnie bał że go ugryzę.
                          • alfika Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 11:01
                            naprawdę takiego ojca chcesz zafundowac swoim dzieciom? miłosc
                            miłoscią, ale rozżalenie minie, naprawdę, a życie i robienie dzieci
                            ma byc radoscią, a nie jakąs masakryczną sytuacją bez wyjscia i
                            straszeniem się, Ty go pod ścianą, bo masz ciśnienie na dzieci i
                            kropka, on się wycofuje jak gówniarz - sorry, to nie jest atmosfera
                            dla dzieci

                            chyba, że masz zadatki na męczennicę?
                          • squirrel9 Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 11:15
                            Uważam,ze nie jesteś sama ze sobą szczera. Słowotokiem rozmywasz
                            sprawę i powtarzasz się jak zacięta płyta. Masz dużą łatwość
                            w "wyjeżdżaniu do rodziców by się wyciszyć" (przeczytaj sama co
                            napisałaś - pokłóciliście się wiec pojechałaś na 2 tyg. do rodziców,
                            teraz mąż wystąpił o rozwód, więc - zgadnijcie co? - pojechałaś do
                            rodziców i chcesz pisemnie na rozwód się nie zgodzić).
                            Przypuszczam,ze to twoje stałe zagranie ale już nie działa. A ty jak
                            dziecko nie rozumiesz. Do tej pory jak przedszkolak
                            mówiłaś "przepraszam" i było ok a tu ... przedszkole się skończyło.
                            Jak na mój gust to jesteś po prostu niedojrzała do związku, do
                            rozwiązywania dorosłych problemów. Chcesz dziecko bo wszyscy dookoła
                            mają, jak nie wychodzi to do mamy. Do tej pory facet dał się zdalnie
                            sterować a teraz już nie. Może płacze bo wie,ze to wszystko to
                            porażka, nie ma możliwości dogadania się z tobą jeśli ty tak
                            reagujesz na wszelkie problemy - do rodziców i czekanie aż on się
                            ugnie. On doszedł do ściany. Jeśli mówił ci,ze nie odcięłaś pępowiny
                            od rodziców to miał 100% racji.
                            Na twoim miejscu przemyślałabym to i jeśli rzeczywiście to rozumiesz
                            to powinnaś to przemyśleć tak byś byłą pewna co zrobiłaś źle w
                            waszym związku i powiedzieć to mężowi. To wy jesteście (jeszcze?)
                            rodziną i wasze problemy powinniście załatwiać ze sobą.
                            • ania7718 Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 11:21
                              Załatwialiśmy sprawy sami ze sobą i nie jezdziłam z każdym problemem
                              do rodziców.I nie chodzi o to że ja się na ten rozwód nie chcę
                              zgodzić. Dla mnie dzieje się to za szybko i tyle i nie jestem na
                              razie psychicznie na to przygotowana.Pojechałam z powrotem do
                              rodziców bo mąż stwierdził że jego uczucie do mnie wygasło i sam nie
                              wie kiedy a niedawno mnie zapewniał o swojej miłości. To mną
                              wstrząsneło, nie mogłam zostać na noc w naszym mieszkaniu. Ja jestem
                              bardzo wrażliwą osobą i słabą psychicznie niestety.
                              • squirrel9 Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 11:26
                                Dokładnie to co piszę - jesteś nidojrzała albo dosłownie -
                                gówniarska. I do tego nie chce ci się myśleć logicznie. Dla
                                ciebie "za szybko" to znaczy,ze jak ci dziś powiedział to za pół
                                roku będzie ok? Nie, dla ciebie to nic nie oznacza. Pojedziesz do
                                rodziców, poczekasz, moze się mężowi odwidzi. I będzie jak dawniej.
                                Ty powiesz przepraszam i będzie ok.
                                Dorośnij kobieto bo masz juz swoje lata!!! A zachowanie
                                przedszkolaka.

                                • tricolour Proszę o szacunek dla naszej koleżanki... 21.06.09, 11:47
                                  ... i jeśli już, to oceniać zachowanie, a nie dziewczynę.

                                  Nie wyczytałem nic, co wskazuje na to, że jest ona gówniarzem.
                                  • squirrel9 Re: Proszę o szacunek dla naszej koleżanki... 21.06.09, 11:50
                                    Przeczytaj jeszcze raz jej wpisy. Ten końcowy jest "debaściak" !
                                    Uważam ją za niedorosłą dziewczynkę latającą do mamusi przy każdym
                                    problemie.
                                    • mola1971 Re: Proszę o szacunek dla naszej koleżanki... 21.06.09, 11:53
                                      Uważać możesz sobie co tylko chcesz. Masz do tego prawo. Ale nie masz prawa
                                      nikogo obrażać.
                                      • squirrel9 Re: Proszę o szacunek dla naszej koleżanki... 21.06.09, 12:05
                                        Czy ja ją obrażam? Dokładnie taki obraz sobą przedstawiła. Piszę co
                                        widzę i mam do tego na tym forum prawo. Moze to da jej do myślenia.
                                        Cackanie sie w przypadku faceta-maminsynka pewnie byście sobie
                                        odpuściły, bo facet "powinien być dorosły". A 32-letnia kobieta
                                        która na kłótnie czy problem reguje wyjazdem do rodziców
                                        jest "normalna"? To jest zachowanie które akceptowalibyście w
                                        dorsłym życiu? I na tym forum zastanawia się czy gdyby przyjechałą
                                        od rodziców tydzień, cztery dni, dzień wcześniej czy zmieniłoby to
                                        postawę jej męża! Czy przestał ją kochać 7-14 dnia w tym czsie i w
                                        którym dniu. Moim zdaniem tak nim manewrowała do tej pory i byłą
                                        jakaś graniczna cyfra, teraz przesunęła dp 2 tygodni i przegięła.
                                        Odlicza te dni męża na poligonie jakby to miało znaczenie. Jej
                                        postawy małej szantażystki nic nie zmieni. Po prostu dla faceta może
                                        to się już skończyło i to było ostatnie 14 dni takiego szantażu. On
                                        ma prawo by tak nie żyć. Kobieta powinna zrozumieć. Moze ma jeszcze
                                        szansę gdy powie mężowi,że od tej pory nikomu nie mówi o ich
                                        sprawach, nawet mamusi i NIE WYJEŻADŻA w razie problemów. NIGDY. Da
                                        mu to na piśmie!!!!
                                        Oby nie było za późno.
                                        • tricolour No dobrze... 21.06.09, 12:29
                                          ... to jeszcze tylko wyjaśnij dlaczego facet o rozwodzie powiedział kolegom, a
                                          nie powiedział żonie. No i dlaczego wiedząc, że ma problem z nasieniem unika
                                          leczenia twierdząc jednocześnie, że chce mieć dzieci. I dlaczego nie jest
                                          lojalny opowiadając o problemach z płodnością żony.
                                        • ania7718 Re: Proszę o szacunek dla naszej koleżanki... 21.06.09, 12:47
                                          W środę rozmawialiśmy i powiedziałam, żebyśmy dali sobie ostatnią
                                          szansę, nie jezdzili do rodziny, wyjechali gdzieś.Poza tym czytaj
                                          dokładnie gdzie ja napisałam że wyjechałam do rodziców bez rozmowy.
                                          Była rozmowa spokojna która przerodziła się w kłótnię, po czym mąż
                                          powiedział że on jedzie do rodziców i teściów, było już po 19 żeby
                                          poinformować ich że dzieci-wnuków nie będzie. Jeszcze do moich
                                          rodziców powiedział że i tak będziemy rodziną i możemy tak żyć jak
                                          do tej pory i miło będzie.I proszę mnie nie wyzywać od gówniarzy. Ja
                                          tu nikogo na tym forum nie obrażam i dziękuje za rady obiektywne.
                                          Dla mnie to wiele znaczy: spojrzenie na sprawę obcych ludzi. Nie
                                          czuję się tak samotna. I nie chcę z męża zrobić wariata bo nim nie
                                          jest, jako żołnierz który ma do czynienia z bronią i róznymi
                                          sytuacjami jest zrównoważony. Czytałam na necie o możliwości badań
                                          psychologicznych i stąd moje pytanie, dla mnie to pierwsza sprawa
                                          sądowa, nigdy z tym nie miałam do czynienia.
                                    • tricolour Pomysł na badanie psychologiczne... 21.06.09, 11:56
                                      ... rzeczywiście nie jest dobry, bo sugeruje problemy psychiczne.

                                      Tyle, że w stresie przychodzą do głowy różne pomysły, niektórym nawet próby
                                      samobójcze i nie może być to podstawą do atakowania takich zdołowanych ludzi.
                                      • squirrel9 Re: Pomysł na badanie psychologiczne... 21.06.09, 12:07
                                        Tak załatwia sprawy kochająca żona której zależy na dalszym
                                        małżeństwie?
                                        • tricolour Ona niczego nie załatwia... 21.06.09, 12:10
                                          ... ona pyta.

                                          Z pytania nie wynika żadna automatyczna aktywność - to Ty nadałaś pytaniu rangę
                                          podłego zachowania i oceniasz na tej "podstawie".
                                        • mola1971 Re: Pomysł na badanie psychologiczne... 21.06.09, 12:17
                                          Czasem wystarczy do napisanej opinii dodać 'moim zdaniem' lub 'wg mnie' i wtedy
                                          nie będziesz nikogo denerwowała swoimi opiniami bo przestaną być one oceną. Nikt
                                          z nas nie ma patentu na rację. Ty również takiego patentu nie masz. Forum służy
                                          do wymiany opinii a nie do oceniania ludzi.
                        • jarkoni Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 10:53
                          squirrel9 napisała:

                          > A mnie interesuje ile razy w ciągu wspólnego życia gdy Ania miała
                          > problem z Markiem to wyjeżdżała do mamusi? Ile spraw które ma z
                          > mężem przegadała z mamusią? O badaniach też wiedziała mamusia? O
                          > problemach z nasieniem też? O terminach badań także?
                          > Qurka, gdyby mi mąż przy jakichkolwiek problemach wyjeżdżał do
                          > mamusi to to po trzecim takim razie złozyłabym pozew o rozwód bez
                          > ostrzezenia !

                          Dokładnie tak samo do tego podszedłem, cieszę się, że ktoś rozumuje podobnie.
                          Nawet stworzyłem grubo powyżej taką "hipotetyczną opowiastkę", opierającą się na
                          założeniu, że Ania została u rodziców, bez rozmowy, z pretensjami..
                  • jarkoni Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 10:49
                    kami_hope napisała:

                    > To nie mów mu o dziecku.
                    > Zapytaj o jego zdrowie. Jak się czuje? Okaż mu swoją troskę.
                    > Powiedz, że bardzo za nim tęsknisz. Ale wyraź przy tym zrozumienie
                    > dla jego decyzji, daj mu tyle czasu ile będzie potrzebował (powiedz
                    > to wyraźnie). Odezwie się jak coś wymyśli... A Ty cierpliwie czekaj.
                    > (no chyba, że "nie warto")

                    Bardzo dobry pomysł Kami..
                    • ania7718 Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 11:06
                      Już mu nie mówię o dziecku. Powiedziałam że dajemy sobie na luz w
                      tej sprawie. Że najpierw nasze wzajemne relacje się muszą poprawić.
                      • jarkoni Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 11:21
                        ania7718 napisała:

                        > Już mu nie mówię o dziecku. Powiedziałam że dajemy sobie na luz w
                        > tej sprawie. Że najpierw nasze wzajemne relacje się muszą poprawić.

                        Bardzo dobrze Aniu.. Może ty miałaś obsesję na punkcie dziecka, a on z czasem
                        zaczął mieć anty-obsesję.
                        A im większą mu wierciłaś dziurę w brzuchu, tym bardziej się czuł anty-facetem,
                        takim niepełnowartościowym.
                        Może dlatego nie pokazał wyników badań.
                        Może długo się sam tym dręczył.
                        Może, kochając Cię, rozpatrywał wiele opcji szczerej rozmowy.
                        Może bał się tej rozmowy, może bał się, ze odejdziesz kiedy się dowiesz.
                        Może czekał na odpowiedni moment.
                        Może ten pozew już miał gotowy, bo nie chciał Cię krzywdzić, skoro dla Ciebie
                        priorytetem było dziecko, a nie ON.
                        Może Twoje "grzebanie po kieszeniach" sprawiło, że postanowił uciec.
                        Może Cię ciągle kocha, czeka tylko na Twój gest.
                        Może za duzo tych "może"..
                        Ja bym nie odpuszczał bez szczerej rozmowy, takiej naprawdę SZCZEREJ.
                        Pozdrawiam i nie daj się, bo wiem, że nie jest Ci lekko...
                        • squirrel9 Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 11:30
                          Nie łódź się, Ania nie jest zdolna do szczerej rozmowy. To 32-letni
                          przedszkolak, Jak problem - rodzice. I poczeka moze facet
                          zmięknie.Najwyżej powie "przepraszam" z poczuciem,ze się poniża
                          (odbije sobie to potem). Musiałaby zacząć myśleć a to powyżej jej
                          możliwości. Ona nie musi myśleć, ona pojedzie do rodziców .... całe
                          życie pewnie wymuszała na rodzicach a tu ... mąż zmądrzał.
                          • jarkoni Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 13:10
                            squirrel9 napisała:

                            > Nie łódź się, Ania nie jest zdolna do szczerej rozmowy. To 32-letni
                            > przedszkolak, Jak problem - rodzice.

                            Ja się starałem dociec przyczyny tego co się stało.
                            A Ty, wybacz, dogryzaniem i obrażaniem nie wiem co chcesz udowodnić.
                            Że jesteś niedowartościowany i masz własne kompleksy?
                            Ano pewnie masz..
    • ania7718 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 11:14
      Czy ktoś z Was wie jak to jest z psychologiem? Czy można wnioskować
      o badanie drugiej strony lub obu czy strony się muszą zgodzić, czy
      już w odpowiedzi na pozew mam o tym wnioskować, czy dopiero na 1
      rozprawie, czy Sędzia sam może z tym wystąpić?
      • squirrel9 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 11:47
        A co? Rodzice poradzili ci byś z męża zrobiła wariata ? Uważaj, bo
        to może się dla ciebie nienajlepiej zakończyć. Zbadają cię i ...
        wszytsko jasne. Jesteś czytelna nawet na zwykłym forum jak to.
      • kami_hope Re: Zrozpaczona 21.06.09, 12:04
        Ania, a co Ty chcesz badać?
        Ty masz problem ze swoim niespełnionym macierzyństwem. Tą sprawę
        musisz rozwiązać we własnym zakresie. Wspomniałam już, zacznij od
        uregulowania swojego podejścia do macierzyństwa. Ta ambicja, staje
        się chorobliwa (w Twoim przypadku).
        Jego problemy, zostaw jemu do rozwiązania.

        Jeśli chodzi o plemniki atypowe (90%?), to jest problem. Gdyby
        doszło do zapłodnienia z takiej komórki, płód się nie rozwinie
        prawidłowo (tj. w efekcie poronisz, ciąża pozamaciczna i in. możliwe
        patologie ciąży). W takiej sytuacji ja bym nie zdecydowała się na
        inseminacje. W tym wypadku większe szanse na poczęcie zdrowego
        dziecka jest w sposób naturalny. A dlaczego? Jeśli jest nawet
        znikomy procent zdrowych komórek, ale jest, to są one zdolne
        dotrzeć do komórki jajowej (i połączyć się z nią prawidłowo).
        Plemniki atypowe (np. z podwójnymi witkami, bez witek, itd.) mogą
        kręcić się w kółko, zboczyć z trasy i in. Jeśli zapłodnienie będzie
        wspomagane (inseminacja) istnieje ryzyko zapłodnienia atypową
        komórką. Ale ten temat odłóż na przyszłość. (i lepiej nie rozmawiaj
        z mężem o tym)
        • triss_merigold6 Że słucham? 21.06.09, 12:23
          Czytam i coraz bardziej się dziwię.
          Para uzgodniła decyzję o posiadaniu dzieci. Pan ma wadliwe
          plemniczki - zdarza się. Pan nie był łaskaw o wynikach badań
          poinformować żony. Nie jest również łaskaw sie leczyć. Pan uważa, że
          to żona ma problem z płodnością co radośnie komunikuje wszem i
          wobec. Pani ma lat 32 co pierwszą młodością nie jest i pan o tym
          znakomicie wie.
          Wniosek prosty - panu nie zależy na dzieciach z tą konkretną panią.
          Albowiem kłamał i stosował spychotechnikę co generalnie w poczęciu
          oraz rozwiązywaniu problemów małżeńskich nie pomaga. Na pani też mu
          nie zależy.
          Rada dla pani - opłakać bywsze małżeństwo i szybko znaleźć nowego
          chłopa. Takiego, który kocha i nie jest tchórzem.
          • kami_hope Re: Że słucham? 21.06.09, 13:59
            triss_merigold6 napisała:
            >Pan ma wadliwe
            > plemniczki
            Nie podoba mi się takie przedmiotowe podejście do
            człowieka. "Wadliwe plemniczki" - nie stanowią o jego wartości!
            Twój cały komentarz jest przepełniony ironicznymi uwagami,
            kąśliwością, a przede wszystkim - ignorancją.

            > Rada dla pani - opłakać bywsze małżeństwo i szybko znaleźć nowego
            > chłopa.
            Dobra rada dla kogoś, kto nawiązuje relacje z innymi ludźmi na
            podstawie interesu. Szczególnie gdy tym interesem jest prokreacja.
            Zawsze można wykorzystać "obce" nasienie. Po co ojciec?

            Ty myślisz, że tak "pstryk" i znajdzie się kochający chłop z którym
            migiem wytworzą się i umocnią więzi, do tego będzie okazem zdrowia z
            wysokiej jakości nasieniem? Moim zdaniem - kompletna bzdura!
            • triss_merigold6 Re: Że słucham? 21.06.09, 14:41
              Dobrze, ujmę to inaczej - obydwoje mają jakiś problem zdrowotny
              tylko pani podjęła leczenie a pan przez rok nie. Wadliwe plemniczki
              się zdarzają coraz częściej, podobnie jak PCOS u kobiet i nie jest
              to powód do wstydu tylko do brania stosownych przepisanych leków.

              Potrzeby macierzyństwa nie można zastąpić realizowaniem się w pracy,
              podróżami, seksem, sportem czy bujnym życiem towarzyskim. Związki
              opierają się na realizacji wzajemnych potrzeb, skoro pan odmawia
              współpracy na bardzo istotnym polu to znaczy, że potrzeby ma inne
              niż żona. Przynajmniej jeśli chodzi o posiadanie dzieci.

              Cóż, przyciśnięta biologią i przy braku odpowiedniego partnera
              pewnie zdecydowałabym się na wykorzystanie jakiegoś faceta w
              charakterze dawcy spermy. Ale ja jestem pragmatyczna i racjonalna.

              Nie wiem czy się znajdzie następny kochający chłop. Nigdy nie miałam
              problemów ze znalezieniem partnerów. Lepiej IMO zaryzykować niż
              tkwić na łasce i niełasce faceta, który najwyraźniej potrzeby ma
              odmienne. I kłamie.
    • nangaparbat3 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 12:35
      Aniu, przeczytalam wszystkie Twoje (ale tylko Twoje) wypowiedzi, i najwazniejsze
      w nich wydaja mi sie informacje:
      - że mąż chcial dziecka
      - że w jego nasieniu jest mało plemnikow, a 90% tych ktore są - zdeformowanych
      - że jest zawodowym zolnierzem
      - że badania są dla niego hańbiące.
      Z tego wszystkie widac jasno, że Twój mąż przezywa potworne upokorzenie - nie
      sprawdzil sie jako męzczyzna, Ciebie zawiódł, okrył sie wstydem (cała rodzina
      wie o sytuacji).
      Własnie dlatego tak dotkliwie to wszystko przezywa, ze też chce dziecka.
      Myslę, ze jego emocje mozna by porownac do uczuc czlowieka, ktory zostal
      wykastrowany - tym bardziej, jesli sie weźmie pod uwagę srodowisko, w ktorym
      pracuje i żyje.
      Nie powiedzial Ci o wynikach badań, bo sie wstydzil. Moze po prostu potrzebowal
      czasu, by ten wstyd oswoic, by uporac sie z nim na tyle, żeby podjac rozmowe. Na
      pewno potrzebował czasu - stało sie tak, ze tego czasu nie było.
      Myślę, ze decyzje o wystapieniu o rozwód podjal pod wpływem bardzo silnych
      emocji - głownie wstydu i poczucia winy, tez strachu - co bedzie, jesli
      ewentualne leczenie nie pomoże? Ta obawa moze byc tak silna, ze uniemożliwia mu
      podjecie proby.Od tych strasznie trudnych emocji Twoj maż chcialby sie uwolnic.
      A uwolnienie sie od nich jest dla niego w tej chwili rownoznaczne z Waszym
      rozstaniem.
      Widzisz, kiedy on zobaczył tamte wyniki badań, potrzebowal wsparcia, milosci,
      pomocy w zaakceptowaniu tego, jak zapewne zrozumiał to, co mu powiedziano: nie
      jestes taki, jak sobie wyobrazaleś, nie jesteś w pełni meżczyzną. Kiedy człowiek
      dowiaduje sie nagle, ze nie jest w pełni sprawny, musi przejsc żalobę po tym
      "sobie", który jakby umarl. Dopiero potem bedzie w stanie podjac leczenie.

      Teraz, na Twoim miejscu, chcialabym odroczenia decyzji o rozwodzie.
      Ty tez potrzebujesz czasu - tez na to, by zaakceptowac fakt, ze dzieci mozna
      miec - a czasem nie. Że jednak duzo racji maja wierzacy, podkreslajac nasze -
      ludzkie - ograniczenia.
      Mam wrazenie, ze tak bardzo skoncentrowałas sie na swoich pragnieniach, ze
      przeoczyłaś, ze mąz też ma pragnienia, uczucia, wyzwania, którym jako mezczyzna
      musi sprostac. Bezwiednie, ale niesłychanie bolesnie go poraniłaś. jego pozew o
      rozwód to ucieczka rannego zwierzęcia w głąb jaskini.
      • triss_merigold6 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 12:40
        Widzimy kompletnie co innego. Ja widzę tchórza, który ucieka od
        problemu oraz kobietę oszukaną i być może skazaną na bezdzietność.
        Nie traciłabym czasu, każdy rok spędzony na dopieszczaniu
        psychicznym tego gościa to rok w plecy z płodnością. Może go tak
        podbudowywać do czterdziestki i niczego nie uzyskać.
      • tricolour I przez rok nie podjął leczenia... 21.06.09, 12:45
        ... masz też jakiś logiczny powód rocznego unikania leczenia i jednoczesnego
        okłamywania żony?
        • triss_merigold6 Re: I przez rok nie podjął leczenia... 21.06.09, 12:50
          Ambicja bidusia zabolała. 35-letniego chłopa.
          Ona ma myśleć o jego delikatnym urażonym ego a on może spokojnie
          opowiadać brednie o tym, że "woli naturalnie" znakomicie zdając
          sobie sprawę, że w jego przypadku "naturalnie" jest mało możliwie.
          Ona może jeździć po lekarzach, robić nieprzyjemne i kosztowne
          badania oraz faszerować się hormonami a pan nawet badań krwi sobie
          nie życzy.
          Powiem tak - dobrze, że teraz a nie kiedy laska by miała 38 lat. Ma
          32 lata, dać panu mężu rozwód i krzyż na drogę a potem szukać nowego
          partnera.
        • nangaparbat3 Re: I przez rok nie podjął leczenia... 21.06.09, 12:50
          Wstyd i strach.
          Choc z logika nie maja nic wspolnego - ale emocje nie są logiczne.
          • triss_merigold6 Re: I przez rok nie podjął leczenia... 21.06.09, 12:55
            Cudownie. Pan się pewnie będzie jeszcze długo wstydził i bał a ona?
            Nie chce rozwiązać problemu? To nie, wylogować z życia i tyle.
            Jestem absolutnie przeciwna zwalaniu na kobietę całej
            odpowiedzialności za stan uczuć oraz zachowania partnera. Jest
            dorosły.
            • nangaparbat3 Re: I przez rok nie podjął leczenia... 21.06.09, 13:11
              Absolutnie nie chcialam zwalac calej odpowiedzialnosci za stan uczuc męza na
              Anie. Raczej napisac, jakie - wedlug mnie, co oczywiscie nie znaczy, ze w
              rzeczywistosci - te uczucia sa, i powiedziec, ze uczucia najpierw potrzebuja
              akceptacji i czasu, by potem mozna je bylo przezwyciezyc (zle slowo, ale w tej
              chwili brak mi lepszego) i podjac wysilek zmiany. Bez akceptacji bardzo często
              dochodzi do zaprzeczenia (faktom). To chyba przypadek męza Ani.
              Ludzie są, bez wyjatku, choc w róznych aspektach - słabi i niedoskonali. Mamy
              szczęscie, kiedy ich slabośc i niedoskonalosc nie stają w poprzek naszym wlasnym
              pragnieniom. Czasem stają. Wtedy, oczywiscie, jedna z dróg jest wylogowanie.
              Trzeba tylko sobie odpowiedziec na pytanie, co jest ważniejsze - najbardziej
              nawet naturalne i uzasadnione pragnienie czy zwiazek z tym konkretnym
              czlowiekiem. I juz.
              • triss_merigold6 Re: I przez rok nie podjął leczenia... 21.06.09, 13:38
                Pan już okazał się tchórzem wątpię więc aby jakością związku
                zrekompensował pani rezygnację z marzeń o macierzyństwie. Bilans
                zysków i strat na zimno. Będzie go kochać za 15 lat?
          • tricolour Ok, w porządku... 21.06.09, 13:02
            ... facet ma problemy z jakością nasienia, ale - kierowany wstydem i strachem -
            nie wybiera leczenia tylko kłamstwo. Czeka na nie wiadomo co, a przyparty do
            muru pisze pozew rozwodowy, przez co straci żonę. Od rozwodu jakość nasienia
            także się nie polepszy, może nawet nigdy nie będzie już potrzebne, co stoi w
            sprzeczności z deklarowaną chęcią posiadania dziecka.

            Sam unika wzięcia odpowiedzialności za własne zdrowie i małżeństwo, ale opowiada
            kolegom o rozwodzie, a rodzinie o problemach z płodnością żony, co jest skrajną
            nielojalnością i hipokryzją. Uznaje tylko naturalne metody poczęcia, ale nic nie
            robi w kierunku wspomożenia natury.

            A wystarczyło zrealizować te recepty...
            • nangaparbat3 Re: Ok, w porządku... 21.06.09, 13:13
              Masz racje.
              Jednak - jak to szło? "Serce ma swoje racje, ktorych rozum nie zna"? Jakos tak.
        • ania7718 Re: I przez rok nie podjął leczenia... 21.06.09, 13:01
          Ja go poprostu jeszcze kocham i to bardzo i dlatego się tak
          zachowuje. Łączylam nas naprawdę wielka miłość i nie chce mi się
          wierzyć że on już nic do mnie nie czuje. Poprostu zamknął się w
          sobie i postanowił stłumić swoje uczucia.
          • triss_merigold6 Re: I przez rok nie podjął leczenia... 21.06.09, 13:09
            Luz. Nawet jeśli wybłagasz, że zostanie z Tobą i dasz mu parę lat
            czasu aby oswoił się z myślą, że w celu posiadania dziecka powinien
            się leczyć to prawdopodobnie niczego poza stratą tych paru lat nie
            osiągniesz. Będziesz kląć stracony czas i znienawidzisz faceta.
            Widziałam to w realu. 30+ i 40-letnie kobiety, które tak kochały
            misia, że nie zawalczyły w porę o realizację własnych najbardziej
            istotnych pragnień.
            • nangaparbat3 Re: I przez rok nie podjął leczenia... 21.06.09, 13:15
              Nawet jeśli wybłagasz, że zostanie z Tobą i dasz mu parę lat
              > czasu aby oswoił się z myślą, że w celu posiadania dziecka powinien
              > się leczyć to prawdopodobnie niczego poza stratą tych paru lat nie
              > osiągniesz. Będziesz kląć stracony czas i znienawidzisz faceta.

              Tak moze byc. Moze tez sie zdarzyc, ze po jakims czasie on odejdzie do innej
              kobiety.
              Takie jest ryzyko.
      • ania7718 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 12:54
        Wiem,że go zraniłam, powiedziałam mu o tym.Ja wiedziałam o wyniku
        badań, nie wiedziałam natomiast o skierowaniach na dalszą
        diagnostykę i receptach.Pierwsze i jedyne badania jakie miał pokazał
        mnie i rodzicom oraz bratu.I o tym badaniu jeszcze mówił swojemu
        kuzynowi i jego żonie przy mnie w takiej luznej rozmowie oraz
        najlepszemu koledze.Z mojej strony oleczeniu moim i jego wiedzieli
        moi rodzice ale się na temat nie rozmawiało prawie.
        • triss_merigold6 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 12:57
          Przestan się samobiczować. Mógł się leczyć, nie chciał. Gdyby chciał
          mieć dzieci to by na glowie stanął. Naprawdę od mężczyzn można wiele
          oczekiwać i wiele dostać pod warunkiem, że kochają. Jak nie kochają
          to cudu nie dokonasz.
          • marcepanna Triss święta racja 21.06.09, 13:56
      • kami_hope Re: Zrozpaczona 21.06.09, 13:15
        nangaparbat3 napisała:

        > Aniu, przeczytalam wszystkie Twoje (...)
        > rozwód to ucieczka rannego zwierzęcia w głąb jaskini.

        Nanga, pięknie to wyjaśniłaś. Nic dodać, nic ująć.

      • jarkoni Re: Zrozpaczona 21.06.09, 13:17
        Nango, doszedłem do podobnych wniosków, już o tym wcześniej napisałem..
        Wiem jak może się czuć facet, o którym(po okazaniu wyników badań) mogą
        powiedzieć "niepełnowartościowy"..
        Wiem, bo znałem podobną parę, doszło do rozwodu, a szkoda..
        • tricolour Zaraz moment... 21.06.09, 13:19
          ... też nie chciał się leczyć, okłamywał, był nielojalny i tchózliwy?

          Jeśli tak, to słaba jakość nasienia jest niczym wobec zachowań.
          • jarkoni Re: Zaraz moment... 21.06.09, 13:38
            tricolour napisał:

            > ... też nie chciał się leczyć, okłamywał, był nielojalny i tchózliwy?
            >
            > Jeśli tak, to słaba jakość nasienia jest niczym wobec zachowań.

            Nie Tri, tam było z innej "mańki", facet był traktowany jako normalny inaczej,
            bo żona była wykształcona, a on niezbyt.
            I tenże okłamywał, był nielojalny i tchórzliwy..
            Okłamywał non stop, nie przyznał się, że chodzi weekendowo do szkoły, że chce
            zrobić maturę, że być może ma jeszcze większe plany.
            Nie zdążył..
            Żona odeszła do swoich rodziców z ich córką i nie chciała słuchać żadnych wyjaśnień.
            Pozew złożył on.
            Nieprawdopodobne? A jednak..
            Nie mogli się spotkać, pogadać, wyjaśnić? Pewnie mogli..
            Zrobi;i to? Nie.
            Rozwiedli się? Tak.
            I to szybko, bez orzekania o winie..
        • jarkoni Re: Zrozpaczona 21.06.09, 13:28
          Aż mi się chce napisać: "ależ to nasze życie czasem popaprane".
          Bo kto mądry teraz dojdzie po czyjej stronie jest racja? I czy w ogóle
          ktokolwiek ma rację?
          Się porobiło, się zapętliło..I co z tym zrobić..
          Aniu, kiedy z nim ostatnio gadałaś? Rozmawiacie w ogóle? Powiedział, że już
          przekreślone, czy jest szansa na spokojne spotkanie i spokojną rozmowę?
          Ale na neutralnym terenie, broń Boże u Twoich rodziców..
          • nangaparbat3 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 13:37
            jarkoni napisał:

            > Aż mi się chce napisać: "ależ to nasze życie czasem popaprane".
            > Bo kto mądry teraz dojdzie po czyjej stronie jest racja? I czy w ogóle
            > ktokolwiek ma rację?
            Własnie o to chodzi. Obie strony maja swoje racje, swoja częsc
            odpowiedzialnosci, a przede wszystkim - swoje słabosci.
            Schopenhauer chyba pisał, że ratunkiem czlowieka jest tylko wspołczucie (i sztuka).
            Nie miał racji?
            • triss_merigold6 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 13:41
              Nie. Należy umieć współczuc przede wszystkim sobie.
              • nangaparbat3 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 13:56
                triss_merigold6 napisała:

                > Nie. Należy umieć współczuc przede wszystkim sobie.

                Nie. "Sobie" nalezy wiedziec, co sie czuje. A tego nas od urodzenia skutecznie
                oduczają.
                Wiec wiedziec, akceptowac, nie miec za (sobie)złe i nie uciekac od tego, co czujemy.
                To jest tez warunkiem, bysmy umieli wpolczuc innym (w znaczeniu - wspołodczuwac).
                Wlasciwie chyba sprzeczmy sie teraz o słowa - ale też wiekszosc sprzeczek na tym
                chyba polega.
            • jarkoni Re: Zrozpaczona 21.06.09, 13:51
              Nango, z Schopenhaurem kojarzy mi się głównie to, że człowiek jest stworzony po
              to, by cierpieć, bo jakby jako najwyższa rasa cierpieć umiemy najlepiej.
              Sam siebie oceniam, niestety, jako człowieka typu: "uderzcie mnie, będę cierpiał
              tygodniami, użalał się nad sobą ponad miarę, opowiem o tym cierpieniu wszystkim
              znajomym i nieznajomym, i będę cierpiał jeszcze długo, nawet jak już nie boli, a
              epizod nie jest wart takiego cierpienia..."
              Walczę z tym, zmieniam się, dorosły jestem aż nadto, ale czasem to ze mnie wyłazi..
              • marcepanna Re: Zrozpaczona 21.06.09, 13:54
                Zrozpaczona cierpi bo chce zachowac status quo. I maż i dziecko. A jak dziecko
                to juz koniecznie z tym meżczyzną.
                Mąż ten kierat przerwał po prostu
                • triss_merigold6 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 13:58
                  Skoro nie chciał wcale albo nie chciał z nią dziecka to dobrze, że
                  przerwał. Szkoda, że zmarnował jej rok czasu wiedząc, że ma defekt i
                  nic z tym nie robiąc.
                  Teraz Zrozpaczona powinna wziąć dobre antydepresanty, pozamiatać po
                  panu i rozejrzeć sie za nowym partnerem.
                  • jarkoni Re: Zrozpaczona 21.06.09, 14:05
                    triss_merigold6 napisała:

                    > Skoro nie chciał wcale albo nie chciał z nią dziecka to dobrze, że
                    > przerwał. Szkoda, że zmarnował jej rok czasu wiedząc, że ma defekt i
                    > nic z tym nie robiąc.
                    > Teraz Zrozpaczona powinna wziąć dobre antydepresanty, pozamiatać po
                    > panu i rozejrzeć sie za nowym partnerem.

                    Nieprawda, powinna się(jak mawiano w "Chłopach") rozmówić.
                    Dla was tak łatwo pozamiatać i nowy?
                    A ja słyszałem coś o miłości, o tym, że ona chce, a on płacze do słuchawki..
                    • marcepanna Re: Zrozpaczona 21.06.09, 14:09
                      Ale to maż zrozpaczonej pozamiatał a nie ona sama. Zauważ jarkoni.
                      On po prostu nie chce jakichs extra poswiecen dla dziecka bo dla niego to nie
                      jest priorytet i jak sie zdarzy to ok a jak nie to tez ok
                      Dlatego na głowie nie bedzie stawał i cudował z wymyslnym leczeniem
                    • triss_merigold6 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 14:32
                      Jesli już to obydwoje powinni chciec się rozmówić a nie tylko ona.
                      Widzisz, mam ciężki uraz do ludzi niedecyzyjnych. Wolę amputację od
                      przewlekłej terapii bez gwarantowanego efektu, bo krócej boli. Nie
                      widzę również sensu w poświęcaniu się.
                      Miłość? Gdyby ją kochał to by podjął konkretne działania.
                      • kami_hope Re: Zrozpaczona 21.06.09, 16:58
                        triss_merigold6 napisała:
                        > Miłość? Gdyby ją kochał to by podjął konkretne działania

                        No i właśnie podjął te działania. Tyle, że (np.) Ty nie potrafisz
                        wyobrazić sobie jego motywacji.
                        "Gdyby ją kochał"... smile - miłość nie jedno ma imię Triss. Ty o
                        swoich uczuciach możesz mówić jako o "miłości", ktoś inny obserwując
                        Ciebie może je nazwać np. zauroczeniem, uzależnieniem emocjonalnym,
                        seksualnym, ekonomicznym, itp.
                        Spróbuj spojrzeć szerzej na tą sprawę...




                  • marcepanna Re: Zrozpaczona 21.06.09, 14:05
                    Triss doskonale to ujełaś ze jak facet chce miec to na głowie stanie. Jasne ze
                    dla niego dziecko nie jest priorytetem, może byc albo i nie.
                    A na dodatek On odczytuje ze dla zony to priorytet.
                    Jest tu odmienne widzenie życia i celów i rozwód faktycznie nie byłby złym
                    wyjsciem choc obie strony teraz płaczą
              • triss_merigold6 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 13:56
                Lepiej wstać, otrzepać się i iść dalej.
              • nangaparbat3 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 14:03
                Hmmm, tego nie azpamietalam.
                Mnie sie zdaje, ze wystarczy zaakceptowac wlasne cierpienie (jakos nie lubie
                tego słowa, moze mam z tym problem, wole jednak uzywac slowa "ból"), nie
                uciekac, nie udawac, ze nie ma - doswiadczyc.
                Nie, zdecydowanie nie uwazam, bysmy byli stowrzeni, by cierpiec - raczej by
                tworzyc, dążyc, ale też - zmniejszac - o ile tylko jestesmy w stanie - ilosc
                cierpienia we Wszechswiecie. wiec i w nas samych smile
                Z drugiej strony - ból jest wpisany w nasze istnienie. Ludzie, ktorzy nie moga
                doświadczyc fizycznego bolu, umieraja lub gina przedwcześnie - bo on jest
                sygnale. Z psychicznym bolem jest chyba podobnie. Nieunikniony, potrzebny -
                pytanie, co z nim zrobimy, kiedy sie pojawi.
          • ania7718 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 14:35
            Rozmawiałam z nim wczoraj przez telefon bo ma mi jutro przywiezc
            ubranie na sprawę.Widzieliśmy się w środę i w czwartek. W środę
            zostałam na noc w naszym domu, mówił że przemyśli to
            wszystko,dopiero co podjął decyzję i musi to wszystko
            poukładać.Ponadto gdy płakałam ja, jemu też łzy poszły, powiedział
            żebym się przytuliła, głaskał mnie po włosach.Mówił że jestem mądra
            ładna, młoda że jeszcze poznam kogoś nowego ja mówiłam że nie chce
            nikogo poznawać że jego kocham. Spaliśmy w jednym łóżku, czułam bo
            spałam w półśnie że okrywa mnie kołdrą.Na drugi dzień powiedział że
            niepotrzebnie mi dawał nadzieje,ze z jego strony uczucie wygasło sam
            nie wie kiedy i że się rozstaniemy tak czy siak czy to będzie z
            mojej winy czy z jego czy bez. W środę jeszcze mówił do mnie
            pieszczotliwie "niuniu" Nie rozumiem tej jego zmienności jak by były
            w nim dwie natury.
            • triss_merigold6 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 14:45
              Dość normalne i standardowe. Lęk przed podjęciem życiowej decyzji,
              jakaś empatia, ogólnie rzewny nastrój. Nie sugeruj się tym za bardzo
              i nie rób na tej podstawie nadziei. Nie myl litości z miłością.
              • ania7718 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 14:51
                Ciągle tli się mym sercu nadzieja, wiem że to glupie.
                Mąż w pozwie pisze o trwałym i całkowitym rozpadzie pożycia. Te 2
                tygodnie wystarczą? Co do pożycia intymnego to jest miesiąc czasu,
                mąż stwierdził że to było bez czułości, że nie było tak jak na
                początku naszej znajomości, że nawet jak do siebie wrócimy to nie
                będzie to samo co było bo się zbytnio od siebie oddaliliśmy i ja od
                niego i on ode mnie.
                • tricolour To sąd pewnie oddali pozew... 21.06.09, 14:58
                  ... bo miesiąc czasu to trochę mało na trwały rozkład.

                  Tyle, że to niczego nie zmienia. Dokładnie niczego w rozumieniu zachowania faceta.
                • mola1971 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 14:59
                  Aniu, jeśli uda Wam się dogadać i do siebie wrócicie to Twój mąż ma rację, że
                  nie będzie tak jak dawniej, ale to nie znaczy, że będzie gorzej. Będzie INACZEJ
                  i może nawet lepiej.
                  Tylko oboje musicie pogodzić się z tym, że powrotu do tego co było na początku
                  znajomości już nie ma i być nie może bo każdy związek się zmienia. To normalne,
                  że początkowe zauroczenie mija a na jego miejscu w dojrzałym związku pojawia się
                  miłość. Wielu ludzi popełnia ten błąd, że myli zakochanie/zauroczenie z miłością
                  i gdy tylko zauroczenie mija poddają się i odchodzą myśląc, że to koniec miłości.
                • triss_merigold6 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 15:00
                  Wnoś o oddalenie pozwu. Albo na rozprawie powiedz, że trwałego i
                  całkowitego rozpadu pożycia nie ma. Mediacja?
                  Pożycie intymne z czasem może się zmienić, zwłaszcza w momentach
                  kryzysów, strsów, zmęczenia etc. więc pan mąż z braku innych
                  argumentów argumentuje jak nastolatek. Sorry ale z Twoich opisów
                  wyłania się obraz bardzo słabego psychicznie mężczyzny, który
                  próbuje grac stanowczego i męskiego. IMO facet niezbyt nadaje się do
                  udzielania wsparcia i opieki.
                  • ania7718 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 15:06
                    Właśnie pożycie się zmieniło dlatego że pod leki wpływawały na moje
                    libido. On tego nie rozumie.Wiem że nie będzie tak jak kiedyś,
                    wszystko się zmieniło i ja i on jesteśmy już inni pod wpływem tych
                    wydarzeń w naszym życiu.
                    • tricolour Czego on nie rozumie? 21.06.09, 15:12
                      Nie rozumie, że leki zmieniają potrzeby seksualne? Przecież sam tez miał brać leki!

                      To czego on nie rozumie? Albo inaczej: kiedyś Ty zrozumiesz...
                      • triss_merigold6 Re: Czego on nie rozumie? 21.06.09, 15:18
                        Kiedyś ona zrozumie, że MU NIE ZALEŻAŁO.
                    • triss_merigold6 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 15:14
                      Weź kobieto otrząśnij się i popatrz na swojego męża z boku. Co byś
                      doradziła innej kobiecie w takiej sytuacji?
                      Twój ślubny najwyraźniej uprawiał jakąś odmianę myślenia
                      życzeniowego połączoną ze spychotechniką. Opłacz sobie zawiedzione
                      nadzieje, spędzone z nim lata, niewygasłe uczucie i żyj dalej. Gdyby
                      chciał z Tobą być to by zawalczył.
                      Ubranie eleganckie na rozprawę Ci przywiózł, powiadasz... jakie to
                      qrwa wzruszające.
                      • tricolour Siary baba nie może w sądzie zrobić... 21.06.09, 15:18
                        ... jeszcze kumple zobaczą.
                • jarkoni Re: Zrozpaczona 21.06.09, 15:21
                  On Cię kocha, może jest psychologicznym wredziolem, ale Cię kocha..
                  Rozegraj to dobrze i będzie dobrze.
                  Przeproś go(niby za co, ale on musi być górą), jeśli po przeprosinach się
                  uspokoi, to popatrz co będzie dalej.
                  Znam ten schemat..
                  • tricolour A za co ma przeprosić? 21.06.09, 15:26
                    Bo przeprasza się za coś, a nie wyrzuca w powietrze słowo "przepraszam".

                    Jak dokończyć zdanie: "Przepraszam za..."?
                    • nangaparbat3 Re: A za co ma przeprosić? 21.06.09, 15:33
                      W związku, nawet najlepszym, zawsze jest za co przeprosic. Myślę, ze glównie za
                      to, że źle sie wyrazilo jakaś myśl, źle w sensie: w sposob, ktory dla
                      słuchajacego znaczyl co innego, niz dla nas. Pamietasz, jak kiedys doszlismy na
                      forum do wniiosku, ze glówna przyczyna rozpadu zwiazkow sa problemy z
                      komunikowaniem sie?
                      W zwiazku, nawet najlepszym, jestesmy na tyle blisko, ze od czasu do czasu
                      musimy sie ranic, nawet jesli całkowicie bez naszej świadomej intencji.
                      • dsz27 Re: A za co ma przeprosić? 21.06.09, 15:48
                        Ja mam mieszane uczucia...Może te wszystkie problemy związane z zajściem w ciążę
                        przesłoniły Wam to co najważniejsze? Miłość, wzajemny szacunek, zaufanie,
                        szczerość, wsparcie partnera...
                        Czasami idziemy do celu po trupach...a wydaje nam się, ze jesteśmy fair wobec
                        partnera, bo przecież mamy jak nam się wydaje, wspólny cel... Wasza niemoc w tym
                        zakresie, wzajemnie pretensje, ciągłe rosnące wymagania. Może facet uciekał od
                        problemu a Ty tego nie widziałaś. Może jeszcze Cię kocha a może nie... tego nikt
                        tutaj nie jest w stanie stwierdzić, możemy jedynie się domyślać interpretując
                        fakty, które podajesz.
                        Nie jestem zwolennikiem odbierania ostatniej nadziei. Z tego co piszesz mąż jest
                        zagubiony i teraz jest na "nie". Daj Wam czas i zobacz jak to się ułoży. Daj mu
                        jasny komunikat, że Go kochasz, pokaż jaka jesteś, niech sobie przypomni za co
                        Cię pokochał. Jeśli nie wszystko się wypaliło, myślę, że jest szansa, na poprawę
                        Waszych relacji.
                        Postaraj się ostudzić emocje, jeśli go kochasz i mimo wszystko wiążesz z nim
                        przyszłość, zawalcz. Nic nie będzie takie samo ale to nie znaczy, że będzie gorzej.
                        Pozdrawiam
                      • gallama Re: A za co ma przeprosić? 21.06.09, 18:33
                        Przepraszanie, tak.
                        ale w tym przypadku chyba tylko WZAJEMNE.
                        Czy mąz przeprosił za zatajanie faktu nieleczenia się przy wspólnym planowaniu
                        dziecka? itd?
                        Czy ma to wygladać, że ona na zmianę histeryzuje i przeprasza, a mąz i tak robi
                        co chce nie uwzględniając jej potrzeb?
                        Czy znamy odpowiedź na pytanie : dlaczego maż NIE CHCE SIE LECZYĆ ANI ZBADAĆ W
                        CELU DOKŁADNEJ DIAGNOZY i dlaczego zataił to przed żoną.

                        Czy mąż uznał "tak cię strasznie kocham ze odejdę byś z kim innym spełniła
                        marzenia (a póki co, Ty żono się w nieswiadomości faszeruj hormonami i
                        złudzeniami....)" ,
                        czy bardziej "jak zaczne chodzic po lekarzach i się kumple dowiedzą, że to ja
                        strzelam slepakami to stracę twarz, pora się ewakuować" ?

                        Na pewno, póki co, tu nie ma miejsca na robienie dzieci. Na razie to dorosnać
                        muszą małżonkowie. Także dorosnąć do komunikowania się i lojalności
                        małżeńskiej-której tu nie ma.



                  • ledzeppelin3 Re: Zrozpaczona 23.06.09, 12:58
                    Przeproś go(niby za co, ale on musi być górą), jeśli po przeprosinach się
                    > uspokoi, to popatrz co będzie dalej.
                    > Znam ten schemat..

                    Lubisz cierpieć, poniżać się, upokarzać. OK, ale nie doradzaj tego innym. Ludzie
                    są słabi. Część może posłuchać i ilość cierpienia w kosmosie wzrośnie tongue_out
            • panda_zielona Re: Zrozpaczona 21.06.09, 21:25
              ania7718 napisała:
              Mówił że jestem mądra
              > ładna, młoda że jeszcze poznam kogoś nowego ja mówiłam że nie chce
              > nikogo poznawać że jego kocham. Spaliśmy w jednym łóżku, czułam bo
              > spałam w półśnie że okrywa mnie kołdrą.Na drugi dzień powiedział
              że
              > niepotrzebnie mi dawał nadzieje,ze z jego strony uczucie wygasło
              sam
              > nie wie kiedy i że się rozstaniemy tak czy siak czy to będzie z
              > mojej winy czy z jego czy bez. W środę jeszcze mówił do mnie
              > pieszczotliwie "niuniu" Nie rozumiem tej jego zmienności jak by
              były
              > w nim dwie natury.

              Moim skromnym zdaniem sprawa jest mniej skomplikowana niż się
              wydaje.Pan po prostu ma kogoś nowego,a że większość nie potrafi się
              przyznać tylko wynajduje bzdurne powody myśląc,że jak powie "jesteś
              mądra,ładna znajdziesz sobie kogoś" to załatwia sprawę delikatnie.\A
              to delikatność słonia w składzie porcelany
              • ania7718 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 22:52
                Nie wiem już co o tym sądzić, raz czuje że może zawiodła mnie moja
                intuicja i ma kogoś a raz,że nikogo nie ma, mnie chce ukarać i chce
                być konsekwentny.
                • gallama Re: Zrozpaczona 21.06.09, 23:04
                  ani jedna ani druga sprawa- to nie jest coś do zaakceptowania,
                  co to znaczy "chce Cie ukarać"?
                  nie stawiaj się, i nie rozmawiaj z nim z pozycji ofiary, która za wszystko go
                  przeprasza, ale stań jak równorzędna mu osoba, która ma takie same prawa jak on
                  w tym związku. Lojalność, wierność, bycie na dobre i na złe. To sobie
                  obiecaliście całkiem niedawno. Mam wrażenie, że panu się wydawało, że będzie
                  samo "dobre" i przy pierwszym problemie zwinął manatki do łatwiejszego zycia,
                  żeby sie aby w życiu nie przemęczyć i żeby nic nie musieć.
                  Owszem, warto zrozumieć, że też "przeżywa", ale bez jaj.. nikt nie będzie tylko
                  koło jego ego skakał, zapominajac o całej reszcie, więc oprócz tego, wypada
                  przywołać pana do porządku, żeby spojrzał krytycznie na swoje zachowanie
                  względem Ciebie oszukujac w tak kluczowych sprawach.
                  • ania7718 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 23:10
                    On twierdzi, że ani ja ani on nie byliśmy w porządku,oddaliliśmy sie
                    od siebie.
                    • nangaparbat3 Re: Zrozpaczona 22.06.09, 00:40
                      ania7718 napisała:

                      > On twierdzi, że ani ja ani on nie byliśmy w porządku,oddaliliśmy sie
                      > od siebie.

                      Moze cos w tym jest, jesli słowa "nie byc w porządku" rozumiec takie jako
                      skupienie sie na własnych uczuciach, ze na dostrzeżenie, że to drugie też
                      cierpi, nie ma miejsca. Wydaje mi sie, że to dotyczy Was obojga. (I chyba
                      wiekszosci rozstajacych sie par.)
                      Mysle też, ze calkiem mozliwe, ze on "ma kogoś", jednak nie odwazyłabym sie
                      mowic, że to pewnik.
                      • ania7718 Re: Zrozpaczona 22.06.09, 08:32
                        Tak, dostrzegłam wreszcie swoje błędy, chce je naprawić,chce żeby
                        spróbować jeszcze raz, ostatni.On nie chce, chyba to już koniec tyle
                        że to się dzieje za szybko.
                • dsz27 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 23:09
                  Aniu pytanie czego Ty chcesz.
                  Jesteś w stanie mu wybaczyć?

                  Moja rada. Ostudź emocje. Wiem to trudne, bardzo. Ale da się. Pomyśl, pogadaj z
                  kimś bliskimsmile

                  Pisz tutaj!
                  • ania7718 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 23:14
                    To miłość skłania mnie do wybaczenia. Wiem dla Was to może głupie
                    ale to jest wszystko za wcześnie. Nie mieszkamy razem 2 tygodnie a
                    on składa pozew i według niego to trwały i całkowity rozkład
                    pożycia? To chore.Potraktował mnie jak stary mebel który można
                    wyrzucić bo się znudził.Mam do niego żal,ale kocham i nie mogę w
                    sobie stłumić tego uczucia. To jest najgorsze.
                    • dsz27 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 23:16
                      To nie jest chore tylko całkowicie normalne.
                      Trzymaj się dzielnie!
                      • ania7718 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 23:29
                        A właściwie po jakim czasie następuje ten całkowity i trwały
                        rozkład, bo róznie o tym piszą, że czas nie gra dużej roli, ale
                        wydaje mi się że u nas za mało, 2 tygodnie nie mieszkaliśmy od
                        pozwu, miesiąc przerwy w pożyciu intymnym
                        • dsz27 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 23:34
                          W moim przypadku minął prawie rok od wyprowadzki Exa. A dla sądu i tak nie był
                          to wystarczający czas...u mnie była 2 dzieci. Nie wiem jak będzie w Waszym
                          przypadku ale 2 tyg. to zdecydowanie za MAŁO!
                          • ania7718 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 23:37
                            Dziękuje
      • panda_zielona Re: Zrozpaczona 21.06.09, 21:45
        > Mam wrazenie, ze tak bardzo skoncentrowałas sie na swoich
        pragnieniach, ze
        > przeoczyłaś, ze mąz też ma pragnienia, uczucia, wyzwania, którym
        jako mezczyzna
        > musi sprostac. Bezwiednie, ale niesłychanie bolesnie go poraniłaś.
        jego pozew o
        > rozwód to ucieczka rannego zwierzęcia w głąb jaskini.

        Oczywiście to Ania powinna się przystosować,obchodzić się z mężem
        jak ze śmierdzącym jajkiem byle go tylko nie zranić.A własne
        odczucia powinna schować głęboko w duszy i cicho siedzieć,i czekać
        aż Pan mąż się zdecyduje na leczenie.
        • dsz27 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 22:29
          Oczywiście, że nie musi a nawet nie powinna się z mężem obchodzić jak z jajkiem.
          Trzeba popatrzeć na problem dwu biegunowo. On ma za uszami i to sporo ale
          zapewne i ona ma więc jeśli chce coś w tym kierunku zrobić, powinna na chłodno
          wszystko przeanalizować.
    • gallama Re: Zrozpaczona 21.06.09, 16:39
      Wybaczcie ale
      facet, który wie, ze sam ma problem z płodnością, pozwala żonie faszerować się
      hormonami a sam unika jakichkolwiek badań i leczenia - a do tego ROZPOWIADA
      KUMPLOM, ŻE TO ŻONA MA PROBLEM Z PŁODNOŚCIĄ, po czym gdy żona naciska na jego
      leczenie to on składa pozew o rozwód - to kawał wyrachowanego fiuta.

      • scindapsus Re: Zrozpaczona 21.06.09, 16:46
        dokładnie tak
        • ania7718 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 17:23
          Nie wiem jak to będzie, dziękuje Wszystkim za rady i wsparcie.Boję
          się tej rozprawy. Czy Sędzia zapoznaje się wcześniej z moją
          odpowiedzią na pozew ?Zastnawiająca dla mnie jest szybkość tej
          rozprawy, 9 czerwca złóżył pozew, 17 przyszedł do mnie pozew,
          rozprawa 29. Nigdzie nie spotkałam się z takim szybkim trybem.
          • notting_hill Re: Zrozpaczona 21.06.09, 17:39
            Ha, ja się też rozwiodłam w trzy tygodnie. To rzadkie, ale chyba nic
            nadzwyczajnego. Tyle, że mój ex jakoś chyba sprawę przyspieszał, tak mu
            się spieszyło. Też z tych, co jak raz decyzję podejmie, to nie ma siły,
            żeby zmienił zdanie.
            • ania7718 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 18:47
              A ile nie mieszkaliście razem? Bo u nas za parę dni minie miesiąc
              dokładnie 24.
              • notting_hill Re: Zrozpaczona 22.06.09, 10:12
                Ex się wyprowadził jakoś tak w połowie października, a rozprawa była
                7. listopada, tyle, że ja się zgodziłam na rozwód. Mimo tego pani
                sędzia uświadomiła pana męża, że jak dla niej to coś krótko jest i
                facet ściemnia. No, ale ponieważ oboje zeznaliśmy, że więź
                emocjonalna i fizyczna ustała dawno temu, to odpuściła. Więc tu nie
                ma reguły, liczy się to co oboje zeznacie. Jeśli powiesz np. że
                jeszcze w maju mąż mówił, że Cię kocha i snuł jakieś plany na
                przyszłość, to nie ma mowy o ustaniu więzi. A jeśli do tego
                kochaliście się niedawno, to tym bardziej. Mąż będzie się musiał
                bardzo nagimnastykować, żeby przed obcymi ludźmi nie wyjść na głupka
                i jakoś uzasadnić swój pozew. Zapamiętaj co mówi i jeśli coś jest
                nieprawdą, to zapytana przez sąd od razu to prostuj, mimo że możesz
                być naprawdę zaskoczona tym co usłyszysz i może to Tobą wstrząsnąć.
                Rozpadniesz się już po, a na salę sądową zmobilizuj wszystkie siły
                emocjonalne smile.
          • mola1971 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 17:42
            Aniu, nie wiem czy to będzie dla Ciebie jakieś pocieszenie, ale ja mam pierwszą
            rozprawę jutro i też się boję. Boję się pomimo tego, że męża nie kocham, to ja
            złożyłam pozew a od naszego rozstania minął ponad rok.
            I ten strach chyba jest normalny. Bo nie wiem tak do końca co mnie jutro czeka.
            Jeśli chodzi o tempo w jakim został wyznaczony termin Twojej rozprawy to może po
            prostu w Twoim okręgu nie ma aż tak dużo rozpraw i sąd miał dość szybko wolny
            termin. To zależy od stopnia obłożenia danego sądu ilością spraw.
    • notting_hill Re: Zrozpaczona 21.06.09, 17:36
      Myślę, że nanga bardzo precyzyjnie określiła co dzieje się z facetem
      i dlaczego tak postępuje.
      Ale to jedna strona medalu. Bo pomimo, że można go jakoś zrozumieć
      (ja rozumiem, bo byłam żoną podobnego Clinta Eastwooda, cholera!), to
      pozostaje kwestia autorki wątku i co dalej z nią, z jej potrzebami.

      To ona musi sobie zadać pytanie, czy trauma pana męża związana z
      odkryciem, że otrzymał w swoim mniemaniu cios w męskość jest dla niej
      ważniejsza od chęci posiadania dziecka. Bo może być tak, że facet
      NIGDY tej traumy nie przezwycięży, a autorka będzie mu się wyłącznie
      kojarzyć jako jej sprawczyni. Więc może jego sposób na ucieczkę od
      tych uczuć, czyli ucieczka z małżeństwa, jakkolwiek okrutna i nagła,
      jest DLA NIEGO słuszna. Jakkolwiek na pewno dramatyczna dla autorki
      wątku.
    • ania7718 Re: Zrozpaczona 22.06.09, 08:40
      Napiszcie mi proszę jakich pytań mogę się spodziewać w Sądzie?
      • notting_hill Re: Zrozpaczona 22.06.09, 09:13
        Najpierw mąż, jako pozywający, będzie musiał odpowiedzieć na pytania
        sądu o przyczyny rozpadu związku i czy podtrzymuje swoje stanowisko
        zawarte w pozwie. Potem sąd zapyta Ciebie czy się z tym zgadzasz. No
        i tu możesz powiedzieć swoje zdanie, jak Ty to widzisz. Sąd będzie
        próbował ustalić czy doszło do ustania wszystkich więzi, czyli
        emocjonalnej, gospodarczej i fizycznej. Czyli będzie
        najprawdopodobniej zadawał pytania o to gdzie mieszkacie, jak
        prowadzicie gospodarstwo domowe, oraz kiedy ostatni raz uprawialiście
        seks.
        W Waszym przypadku jest bardzo prawdopodobne, że skieruje was do
        mediacji albo oddali pozew jako nieuzasadniony, bo te więzi
        całkowicie nie ustały. Raczej się nie martw, mąż wyjdzie na cokolwiek
        niedojrzałego, skoro nie podejmował jakichkolwiek prób naprawy
        związku, a sprawę próbuje załatwić ot tak szast prast. Sąd najpewniej
        uświadomi mu, że małżeństwo to nie zabawa. No, ale to zależy już od
        sądu. Raczej się nie martw, bo rozwieść się jest dość łatwo, jeśli
        obie strony są zgodne i stoi za nimi jakaś rozsądna historia, ale
        tutaj to chyba raczej żaden sąd nie udzieli rozwodu, zwłaszcza jeśli
        Ty się sprzeciwisz.
        Zastanów się dobrze, co chcesz w sądzie powiedzieć i spróbuj to może
        przećwiczyć sobie wcześniej, zapisz najważniejsze punkty na kartce. I
        pamiętaj, że sąd wysłuchuje obu stron, Twoje zdanie jest tu tak samo
        ważne jak Twojego męża.
        • ania7718 Re: Zrozpaczona 22.06.09, 09:23
          Dziękuje Ci
          • aron95 Taką uwagę mam 22.06.09, 10:18
            Żołnierz - niepłodny , czyli nie męski to chyba zbyt dużo jak na
            jego ego - ego żołnierza
            Mając świadomość własnej niepłodności nie będzie chciał z tym nic zrobić .
            Żona i najbliższe jej otoczenie wywiera presję na ojcostwo jego
            nie dziwcie się że od tego ucieka
            • marcepanna Re: Taką uwagę mam 22.06.09, 10:26
              Do tego dochodzi tez wysokie poczucie honoru o czym pisała kami hope

              No ale gen Gromosław Czempiński ma i wychowuje niepełnosprawnego syna z zespołem
              downa chyba, to jest podobna trauma na meskości i to jaka bo to przecież AS był
              • gallama Re: Taką uwagę mam 22.06.09, 10:40
                Dlatego niektórzy nie powinni się żenić, a tym bardziej mieć dzieci. Bo zawsze
                EGO bedzie na pierwszym miejscu i dla jego zabezpieczenia poświęcą wszystkich
                wokoło.
    • ania7718 Re: Zrozpaczona 22.06.09, 12:00
      Wysłałam dziś priorytetem odpowiedz na pozew.Czy ta odpowiedz będzie
      potraktowana przez Sąd jako moje stanowisko i odczytana na sprawie,
      czy też przed rozprawą Sąd się z nią zapozna?
    • zmeczona100 Do Ani 22.06.09, 18:05

      Aniu, piszesz, że go jeszcze kochasz. Poważnie, byłabyś w stanie
      JESZCZE kochać faceta, który Cie okłamywał, miał za nic Twoje
      ograniczone możliwości (wiek...)i zrobił focha, jak tylko przytrafiła
      się okazja?
      Moim zdaniem Ty nie tyle kochasz tego faceta, co jako najbliższy na
      horyzoncie daje Ci ułudę spełnienia swoich macierzyńskich pragnień.

      Po drugie- kompletnie nie rozumiem wypowiedzi, wiążących kiepskie
      nasienie z honorem. Honor żołnierza to MIT! Tego by sie oczekiwało,
      bo chciałoby się, aby czasy Piłsudskiego trwały nadal (chodzi mi o
      pojmowany wówczas honor zołnierza). A to jest MIT! Żołnierz zawodowy
      to taki sam człowiek, jak każdy inny, tylko w mundurze chodzi i
      wiecznie poza domem, bo jak nie służba, to odprawa albo poligony.
      "Zdrowy" facet, bez względu na to, czy chodzi w mundurze, czy nie, po
      otrzymaniu wieści, że ma problem z nasieniem i MOŻNA to leczyć, czem
      prędzej pobiegłby do apteki po zlecone leki- jeśli mu zależy na tym,
      aby mieć dziecko z kochaną kobietą. Twój pan tego nie zrobił...
      Powody mogą być różne- jak tu pisano, czyli nie chce dziecka, nie
      chce go z Tobą albo... ma inna na boku. I coś mi się wydaje, że tym
      razem chodzi o to trzecie.
      Skąd wiesz, kiedy złozył pozew? Powiedział Ci, czy sama sprawdziłaś?
      Może po prostu pozew złożył o wiele wczesniej, a potem tylko
      nadarzyła sie okazja, by o tym Ci powiedzieć.

      Popatrz na te historię z innego punktu widzenia- jesli jest tak, jak
      on mówi, że dla niego jest to problem, że dzieci mieć nie może(cie) i
      on od niego chce uciec, to podziekuj mu, że nie będziesz miała okazji
      przekonać sie, jak zachowałby się w sytuacji prawdziwego problemu,
      tzn. takiego, gdzie wchodzi w grę zagrożenie życia. Nie chodzi mi o
      to, że niepłodnośc nie jest problemem, bo jest. Chodzi mi o to, aby
      dostrzec, że są sprawy wagi cięższej, gdzie pomoc męża jest
      niezbędna- czy to wsparcie, czy pomoc w sprawach codziennych. I ten
      pan, słabiota w mundurowym przebraniu, miałby Cię wtedy wspierać?
      Dałby radę? Bo ja sądzę, że nie, że jest jednym z wielu żołnierzy,
      którzy kryją się za mundurem, a nie radzą sobie z rzeczywistością (bo
      żyją tylko wojskiem).

      Pan w mundurze (zwłaszcza taki) ma jeszcze jeden "feler"- w któryms
      momencie chce wreszcie korzystać z życia- to przychodzi ok. 40stki...
      A w tym np. przeszkadzają małe dzieci... Zapewne Wasi znajomi w
      Waszym wieku mają już nieco odchowane dzieci, które mozna zabrać
      praktycznie wszędzie. i zapewne chwalą sie oni, gdzie i jak spędzili
      wakacje, w które góry wyjechali na narty, gdzie nurkowali latem itp.
      A czym miałby się chwalić Twój pan mąż? Że przewijał dziecko? Że ma
      kolki? W tym wieku już się coś osiągnęło w wojsku i czas z tego
      korzystać, a Ty panu dziecko chcesz zafundować, więc sie nie dziw, że
      jemu nie jest to na rękę. Może Twój znalazł sobie tak, jak mój-
      kobietę z podrosniętymi dziećmi- nie bedzie na nich łozył (a więc
      cała pensja dla siebie), a w wakacje mozna juz gdzieś wyjechać, no i
      pani nie będzie truć o wspólnych dzieciach...

      Jeśli Twój pan mąż złozył pozew i zakładam, że mu sie jednak odmieni,
      to rodzi się inne pytanie- nie o to, czy może sie to powtórzyc, tylko
      o to KIEDY to znowu sie powtórzy. Może to będzie Twoja ciąża
      (zagrożona, a więc zero seksu), po porodzie, kiedy małe zacznie
      chorować czy jak pójdzie do szkoły? Bo że się powtórzy, to raczej
      pewne; pytanie tylko, kiedy to będzie...

      Moja rada byłaby taka, by sobie dac z nim spokój, a poszukwać kogoś
      wartościowego na towarzysza dalszego Twojego zycia. A dopiero później
      zastanawiać się, czy dziecko jest najważniejsze. Wg mnie wazniejsze
      od niego jest udane życie z fantastyczna osobą u boku, z którą
      wspólnie mozna się zestarzeć i bez której nie mozna sobie wyobrazic
      życia.
      To Ci pisze jeszcze żona żołnierza zawodowego, który w ramach
      dowartościowywania poszukał sobie innej baby, bo własna mu obrzydła
      wraz ze wspólnym dzieckiem. Ja "swojemu" dałam 8 lat po tym, jak
      pierwszy raz złozyłam pozew. Osiem lat podarowałam komuś, kto nie był
      wart nawet minuty mojej uwagi. Dzisiaj cholernie żal mi każdej
      sekundy, bo tego czasu nikt mi nie wróci. A przez te lata mogłam
      poznać kogoś naprawdę wartościowego. I być może zostać matką raz
      jeszcze. dzisiaj mam 40stke na karku i odliczam dni do definitywnego
      zakończenia mojego chorego związku.



      • kami_hope Re: Do Zmeczona100 22.06.09, 18:58
        Skończyłam czytać tekst po: "Pan w mundurze ma jeszcze jeden feler".

        Nie chcę tu teraz snuć wykładu. Postaram się więc bardzo
        syntetycznie. Pewien specyficzny typ ludzi, z łatwością doszukuje
        się u innych wad. Najczęściej opowiastka na temat innego człowieka
        składa się tylko i wyłącznie z wad, tak jakby nie było nic dobrego w
        tym człowieku. Ktoś mało zorientowany mógłby ocenić, na podstawie
        podanej opowieści, że mamy do czynienia z potworem!

        zmeczona100 napisała:
        > To Ci pisze jeszcze żona żołnierza zawodowego, który w ramach
        > dowartościowywania poszukał sobie innej baby, bo własna mu
        obrzydła
        A tu jest przyczyna, która uplasowała Cię w wyżej wspomnianej
        kategorii ludzi. To co teraz zrobiłaś, nazywa się w
        psychiatrii "przeniesieniem". Polecam lekturę (dla własnego zdrowia
        psychicznego). A ew. skutkiem Twoich działań, może być
        tzw. "paranoja indukowana".
        Bardzo niepożądany skutek.

        Nie akceptuję sytuacji, kiedy osoba z problemem radzi. Czyni źle,
        choć być może kieruje się dobrymi intencjami. To jest podobnie jak z
        grypą. Chory człowiek, otwierając usta rozsiewa wirus...



        • zmeczona100 Re: Do Zmeczona100 22.06.09, 19:11
          Kami, wiesz, co cenię w forach tego typu? Że osoby nie teoretyzują, ale
          opisują własne doświadczenia.


          • nangaparbat3 Re: Do Zmeczona100 22.06.09, 20:02
            Ale Ty, opisujac własne doświadczenia, odnioslaś je do meza Ani - tak jakby on
            był klonem Twego wlasnego.
            Oczywiście wszyscy w jakims, najczęściej duzym, stopniu uogolniamy własne
            jednostkowe doświadczenia, warto jednak pamietac, że zawsze wtedy piszemuy o
            mozliwosciach, nie o pewnikach, co zrobilaś i co jest bez sensu.
            • zmeczona100 Re: Do Zmeczona100 22.06.09, 20:12
              nanga, odniosłam się do męża Ani być może jako do "jednego z wielu";
              czyli nie do wszystkich.
              Wg kami ludzie w mundurach kierują się honorem etc, ale jakoś na to
              uogólnienie nie zwróciłaś uwagi.
              Ja z Anią mamy "podobieństwo położenia", czyli żżz, a w dodatku w
              okresie przedrozwodowym. To podobieństwo jest bardziej wartościowe w
              udzielaniu wsparcia, niż teoretyzowanie na podstawie przeczytanych
              książek (Polak potrafi wszystko?) czy doradzanie "bez przeszłości
              wirusowej".
              • kami_hope Re: Do Zmeczona100 22.06.09, 22:05
                zmeczona100 napisała:
                > Ja z Anią mamy "podobieństwo położenia", czyli żżz, a w dodatku w
                > okresie przedrozwodowym. To podobieństwo jest bardziej wartościowe
                w
                > udzielaniu wsparcia, niż teoretyzowanie na podstawie przeczytanych
                > książek (Polak potrafi wszystko?) czy doradzanie "bez przeszłości
                > wirusowej".

                A teraz już o krok od kłótni na tle ambicjonalnym. Ukazujesz,
                kolejną swoją cechę, która do tych ułatwiających współżycie z innymi
                nie należy. Nie podejmę się kłótni, która w prostej linii dąży do
                umniejszenia czyjejś wartości, a wywyższenia własnej.
                Ja się nie wywyższam ponad Ciebie.
                Rozumiem, że jesteś osobą z problemami... Jednak ten fakt nie daje
                Ci prawa do agresywnego zachowania.
                Rozmowa nie polega na tym, kto lepszy/gorszy, mądrzejszy/głupszy.
                Wymieniamy się poglądami, dyskutujemy. Forum zaś jest anonimowe,
                więc nie będziemy tu szastać dyplomami, tytułami, zawodowym
                doświadczeniem etc. Akurat miało miejsce niedawno podobne
                zdarzenie...
                A jeśli już książek dotknęłaś... Czy z bólem zęba pójdziesz do
                dentysty, czy do szamanki?
                Nie jest wstydem mieć wiedzę. Nie jest wstydem wykorzystywanie
                swojej wiedzy. Nie jest wstydem uczenie się. I nawet popełnianie
                błędów nie jest takim wielkim wstydem, jak nie robienie niczego, a
                roszczenie sobie szczególnych praw z tytułu własnej "bezbłędności".

                jeszcze raz:
                > To podobieństwo jest bardziej wartościowe w
                > udzielaniu wsparcia,
                Wielce ryzykowne stwierdzenie. Nie wiesz, kto siedzi po drugiej
                stronie. Słowo, przeciwko słowu. Niech Twoje obroni się argumentem,
                a nie stwierdzeniem w stylu "ja wiem lepiej, bo ja mam męża
                kominiarza"



                • gallama Re: Do Zmeczona100 22.06.09, 23:12
                  przegadujecie się na poziomie "przyganiał kocioł garnkowi". dajcie sobie siana.
                • zmeczona100 Kami hope- kobieto, opanuj się 23.06.09, 09:37
                  ami_hope napisała:

                  > A teraz już o krok od kłótni na tle ambicjonalnym. Ukazujesz,
                  > kolejną swoją cechę, która do tych ułatwiających współżycie z
                  innymi
                  > nie należy. Nie podejmę się kłótni, która w prostej linii dąży do
                  > umniejszenia czyjejś wartości, a wywyższenia własnej.
                  > Ja się nie wywyższam ponad Ciebie.
                  > Rozumiem, że jesteś osobą z problemami... Jednak ten fakt nie daje
                  > Ci prawa do agresywnego zachowania.
                  > Rozmowa nie polega na tym, kto lepszy/gorszy, mądrzejszy/głupszy.
                  > Wymieniamy się poglądami, dyskutujemy

                  A jeśli już książek dotknęłaś... Czy z bólem zęba pójdziesz do
                  > dentysty, czy do szamanki?
                  > Nie jest wstydem mieć wiedzę. Nie jest wstydem wykorzystywanie
                  > swojej wiedzy. Nie jest wstydem uczenie się.

                  > jeszcze raz:
                  > > To podobieństwo jest bardziej wartościowe w
                  > > udzielaniu wsparcia,
                  > Wielce ryzykowne stwierdzenie. Nie wiesz, kto siedzi po drugiej
                  > stronie. Słowo, przeciwko słowu. Niech Twoje obroni się argumentem,
                  > a nie stwierdzeniem w stylu "ja wiem lepiej, bo ja mam męża
                  > kominiarza"

                  Poczytaj sobie o wsparciu społecznym w ujęciu strukturalnym, a
                  zwłaszcza o cechach wpływających na efekt pomocy, to dowiesz się
                  czegoś nowego i może dotrze, że nie wywołuję tu kłótni, nie wywyższam
                  się i nie stawiam jako "lepsza", bo mam podobne położenie.

                  Kami, z Tobą to jak z jajkiem trzeba się obchodzić? Albo jak z
                  goownem- nie ruszaj, bo będzie śmierdzieć? Jak się nazywa ta
                  przypadłość, gdzie wszędzie i we wszystkim ktoś widzi dno, którego w
                  ogóle nie ma?

                  Odnośnie podobieństwa położenia (w rozpatrywaniu wsparcia społecznego
                  w ujęciu strukturalnym): homogeniczność, czyli podobieństwo
                  (położenia życiowego, problemu etc.) wpływa pozytywnie na efekt
                  pomocy. Dlatego tak ważne są grupy wsparcia, gdzie spotykają się i
                  wymieniają doświadczeniami np. żony alkoholików, Amazonki, osoby po
                  przeszczepach etc.
                  Naturalne (spontaniczne) sieci wsparcia są łatwiej dostępne i
                  działanie jest odwzajemnione. Mniejsze znaczenie odgrywają
                  instytucjonalne i profesjonalne źródła wsparcia.

                  Odnośnie bólu zęba- idę do dentysty, to jasne. Ale do tego, którego
                  polecili mi znajomi, którzy mieli podobny problem i którzy mają w
                  związku z tym już doświadczenie, a nie do tego, który akurat ma wolny
                  termin.
                  Czy teraz dalej będziesz twierdzić, że się wymądrzam, wywyższam i
                  kłócę?

                  I nawet popełnianie
                  > błędów nie jest takim wielkim wstydem, jak nie robienie niczego, a
                  > roszczenie sobie szczególnych praw z tytułu własnej "bezbłędności".

                  I kto tu uważa się za "bezbłędną" osobę?
              • ganesza Re: Do Zmeczona100 22.06.09, 23:17
                nikt z bywalców tego forum nie jest alfą i omegą. nikt nie wie na
                pewno jak to jest u Ani. ale każdy próbuje pomóc na swój sposób. ze
                swojej perspektywy. korzystając ze swoich doświadczeń. jeśli ból
                jest wielki, następuje całkowite przeniesienie swojej sytuacji na
                sytuację Ani. Ani to nie pomoże. rada Kami (która wie chyba /na mój
                gust na pewno/ coś więcej niż wyczytane z kilku poradników) jest
                sensowna. jeżeli się kochają, to niech spróbują. Ania ryzykuje
                utratę kilku miesięcy w staraniu się o dziecko (tylko z kim jeśli
                nie z mężem w chwili obecnej?). może coś zyskać. co? Kami już
                napisała. i tutaj nie chodzi, Tri, o etos żołnierza, honor etc.
                tylko o zamknięte środowisko. o wstyd, bo inni. bo jakże to ja nie
                jestem taki jak oni? bo… bo nawet jeśli to Kami się myli, to kilka
                miesięcy świata nie zbawi. bo jeśli zaczną ze sobą rozmawiać (tak
                prawdziwie, do bólu uczciwie) to może się odnajdą. może rację mają
                ci, którzy mówią, że pan dupkiem jest, że przygruchał sobie jakąś
                trzecią, ale nikt z nas tego nie wie. kilka miesięcy pozwoli to
                wszystko poukładać. co jest gdzie i jakie jest naprawdę. jeśli ma
                być koniec, to niech to będzie koniec prawdziwy. jak dokładnie
                wygaszone ognisko w lesie. jeśli nic już z tego nie będzie, to niech
                Ania wie, że nic już tam nie zostało. tylko popiół. bo tylko w
                takiej sytuacji można iść śmiało swoją drogą. trudną bardzo, ale
                tylko tak można. a może nie będzie musiała iść sama? my tego nie
                wiemy. i w tej chwili chyba nikt nie wie. ale przerzucanie na Anię
                swoich traum, narzucanie jej by załatwiła swoją sprawę (indywidualną
                bardzo i w pewnym sensie wyjątkową) tak jak my byśmy chcieli teraz
                załatwić coś z naszej przeszłości jest nieuczciwe. ot i tyle.
                • kami_hope Re: Do Zmeczona100 22.06.09, 23:47
                  Dziękuję Ganesza za ładne (moich słów) streszczenie.
                  Zwykłam często wyrzucać sobie nieumiejętność jasnego wypowiadania
                  się. Cieszy mnie, że ktoś rozumie co chciałam przekazać.
                  Nie oczekuję podzielania poglądów, bo jak napisałaś, nikt z nas nie
                  jest alfą i omegą. I przecież ja mogę się mylić. Nie byłoby dobrze,
                  gdyby tak ktoś poszedł za błędem.
                  Jeśli piszę nie dość klarownie, jestem otwarta aby wyjaśnić.

                  ganesza napisała:
                  > ale przerzucanie na Anię swoich traum, narzucanie jej by załatwiła
                  swoją sprawę (indywidualną
                  > bardzo i w pewnym sensie wyjątkową) tak jak my byśmy chcieli teraz
                  > załatwić coś z naszej przeszłości jest nieuczciwe. ot i tyle.
                  Tak, i na to chciałabym nas uczulić. Dodam do tego jedynie, że być
                  może, podobne zachowania stanowią w pewnym stopniu autoterapię, choć
                  przynoszącą chwilową satysfakcję, to jednak zgubną, bo pod
                  przykrywką tego - że tak powiem - samozadowolenia, kwitnie wewnątrz
                  osobisty (nierozwiązany!) problem. Reasumując: konsekwencją jest
                  szkoda dla samego siebie (obok tego, że szkodzimy innym).
                • tricolour A wiesz co dla mnie jest honorem? 23.06.09, 01:07
                  Przede wszystkim lojalność wobec własnej rodziny i jej potrzeby na pierwszym
                  miejscu. Jeśli byłbym chory, to bym się leczył i starał, a nie opowiadał
                  kumplom, że to żona jest chora, a ja zdrów jak ta ryba.

                  Wstydem jest leczenie kiepskiej jakości nasienia? A kto o takim leczeniu w ogóle
                  będzie wiedział żeby się obawiać i wstydzić? Zresztą jeden ma kiepskie nasienia,
                  drugi pije, trzeci ma raka ale jeszcze o tym nie wie, a czwarty jest zdrowy... i
                  co z tego?

                  Tu chodzi o elementarną dojrzałość do roli męża, który ma wspierać, a nie
                  zwiewać przed lekarzem i tabletką.
                  • jarkoni Re: A wiesz co dla mnie jest honorem? 23.06.09, 03:39
                    Tu chodzi o elementarną dojrzałość do roli męża, który ma wspierać, a nie
                    zwiewać przed lekarzem i tabletką.

                    To było samo sedno..
                    Już zapomniałem o grzebaniu... nieważne...
                    Tri, to było dobre.
                    • to.ja.kas Re: A wiesz co dla mnie jest honorem? 23.06.09, 08:57
                      Ja tez sie zastanawiam co ma fakt iz facio jest zołnierzem do jego
                      tchórzostwa a właściwie obrania kierunku na zewnątrz i byle dalej od
                      małżeństwa. Jako kobita mundurowego i tez takiego w stalowych
                      mundurach zastanawiam się nad tymi opiniami o żołnierzach i od razu
                      tą charakterystyką i rozgryzieniem oraz usprawiedliwieniem Ani męża.
                      No paczta państwo ile sie o chlopach zolnierzach tu dowiedzialam, to
                      przez kilka lat życia z takim nie było mi dane smile
                  • gallama Re: A wiesz co dla mnie jest honorem? 23.06.09, 09:39
                    No właśnie. To jest honor.
                    Bo niektórym to się chyba z pozerstwem pomylił.


      • ania7718 Re: Do Ani 22.06.09, 20:30
        Że złożył pozew to mi napisał w sms,że złożył 3 dni wcześniej.I na
        pozwie który mi przyszedł jest data o której pisał. Wiesz mnie to
        uczucie do męża przesłania racjonalne myślenie.
        • bibistuart1 Re: Do Ani 23.06.09, 04:03
          Aniu,
          czy zadalas sobie pytanie, dlaczego jeszcze kochasz tego faceta?
          Ja wiem, ze uczucia sa nieracjonalne, ale czy ciagle kochasz go tak
          samo?
          Jesli po tym co zrobil juz mniej, jestes na najlepszej drodze do
          ulozenia sobie zycia z kims, kto na Ciebie zasluguje.
          Z tej maki chleba juz nie bedzie.
          • ania7718 Re: Do Ani 23.06.09, 09:00
            Ciągle jest to jeszcze silna miłość, ciągle o nim
            myślę.Niepotrzebnie się zacięłam tak na te 2 tygodnie, kiedy się nie
            odzywaliśmy, pózniej on złożył pozew, zobaczyliśmy się po po ponad 3
            tygodniach.W poniedziałek już rozprawa, boję się, że nie wytrzymam i
            się rozpłaczę. Jestem bardzo uczuciowa i wrażliwa.
            • to.ja.kas Re: Do Ani 23.06.09, 09:06
              Jeśli w tej całej historii idzie o plemniki i 2 tygodniowy pobyt u
              rodziców to ja jestem święta.
              O co idzie to sie okaże na sprawie rozwodowej.
              A ja tam jakoś jestem przekonana, że albo międy Wami było dużo,
              bardzo duzo niedobrych historii i te "plemniki" i ucieczka do
              rodziców przechyliły czarę goryczy, albo idzie o coś innego.
              • ania7718 Re: Do Ani 23.06.09, 09:19
                Twierdzi, że za bardzo go przycisnełam, w tej sprawie, że gdybym
                wróciła po tygodniu nawet (wczoraj tak mówiłam) to jeszcze by jakoś
                bylo.Stwierdził, że i tak na tej rozprawie nas nie rozwiodą tylko
                gdzieś koło pazdziernika może. No i gdybyśmy do siebie wrócili to on
                nie wie czy mógłby tak żyć jak dawniej. Ze ciapkiem nie będzie, nie
                nadaje się że znajdę sobie takiego a przecież ja go nigdy jak ciapka
                nie traktowałam bo on się nie da, za mocny charakter ma. Raczej to
                ja się dostosowywałam. No i jeszcze pożycie intymne, że nigdy nie
                chciałam, a ja po lekach straciłam ochotę, nieraz byłam zmęczona.
                Powiedział, że po tej kłótni powninnam była jechać z nim do domu,
                miejsce żony jest przy mężu, a ja się zacięłam niepotrzebnie i teraz
                cierpię. Bo docenia się zwykle wtedy jak się kogoś traci i nie ma
                powrotu.
                • to.ja.kas Re: Do Ani 23.06.09, 09:23
                  Rany boskie, czyli jakbys wróciła do tego
                  przysłowiowego "pietnastego" to ok, a jak po "pietnastym" to rozwód?
                  Bzdury Ci opowiada i tyle. Szuka facet usprawiedliwienia dla
                  ucieczki i rozwodu i tyle. Dasz rade być taka "akuratna" wg jego
                  modelu jak do rozwodu nie dojdzie? Nie sądzę, zwłaszcza, że żadania
                  będą szły dalej i dalej i zawsze będzie coś nie tak.
                • gallama Re: Do Ani 23.06.09, 09:57
                  Ania, no szkoda gadać. Jakas dziecinada .Nie daj się wpędzic w poczucie winy ,
                  każdy popełnia błędy, sztuką jest próbowac je naprawić a nie rejterować.
                  Wyglada, jakby on juz dawno chciał zwiać od Ciebie, dlatego nawet nie zaczął się
                  leczyć, a teraz wykorzystał moment i próbuje zrzucić całą winę na Ciebie. Czy
                  wytłumaczył się dlaczego się nie leczył? Przeprosił Cię za to????

                  Jeśli Ci zalezy, to może idźcie na terapię rodzinną, na mediacje. Bo na pewno na
                  ten moment to dla Ciebie szok. Żebyś zobaczyła kto to właściwie jest ten Twój
                  mąż - czy przestraszony mały słaby chłopiec, który przy odpowiednim wsparciu
                  wykrzesze z siebie cos lepszego-
                  czy jednak zwykły egoistyczny buc, który się z Tobą nie liczy.
                  • ania7718 Re: Do Ani 23.06.09, 11:47
                    Mąż twierdzi,że to ja go opuściłam, nie on mnie. Jest w tym jakaś
                    racja bo rzeczywiście wyjechaliśmy do rodziców i ja zostałam, nie
                    cchciałam wracać,ale miałam tak zszargane nerwy że chciałam spokoju.
                    Nawet podczas tych dwóch tygodni byłam 2 razy w domu pod jego
                    nieobecność i jakoś nie mogłam zostać i poczekać na niego aż wróci.
                    Moim błędem napewno było teżto że parcie na dziecko tak mi padło na
                    mózg że nie myślałam o niczym tylko o tym i stąd mówiłam mu pod
                    wpływem emocji w kłótni, że się rozstaniemyu jak nie zmieni swego
                    postępowania, że rozwód itd. ale nie mówiłam o tym poważnie. Wiem
                    teraz że nad słowami trzeba panować i za nie odpowiadać.Bo on
                    pomyślał że tego właśnie chce. No i mówi że wróciłabym po tygodniu i
                    byłoby ok ale twierdzi też że rozpad zaczął się wcześniej,że się od
                    siebie oddalaliśmy więc jeśli tak to po co te zapewnienia o miłości,
                    po co.Pożycie intymne że ja nigdy nie chciałam, ja pod wpływem
                    problemów nie miałam ochoty naprawdę. On sobie pomyślał że go nie
                    kocham. Zabrakło szczerej rozmowy, a teraz już za pózno.
                    Mam pytanie czy na rozprawie gdy mąż będzie podtrzymywał pozew, ja
                    powiem że nie chcę w tej chwili rozwodu to czy Sędzia mimo to może
                    ten rozwód orzec. Mąż twierdzi że może we wrześniu albo w
                    pazdzierniku dopiero będzie.
                    • to.ja.kas Re: Do Ani 23.06.09, 11:57
                      Moja Droga po co zapewnienia o miłości? Ło matko, a bo tak. Facet
                      widać dokładnie tak jak Ty co innego mówi, co innego robi, co innego
                      czuje.
                      Ania Ty nie schowasz swojej potrzeby bycia matką w kieszeń dla
                      faceta. Ona i tak nie da Ci żyć.

                      Facet jakby kochał zachowywałby się zupełnie inaczej. ZUPEŁNIE. i
                      nie ma znaczenia co on za faramzony opowiada i jak winę zwalić chce
                      na Ciebie mu się zwyczajnie odwidziało bycie ojcem (stąd niechęć do
                      badań i leczenia), mężem (stąd rozwód) i szuka w Tobie winy by swoje
                      sumienie odciążyć. Proste. Teraz też mówi o tym ogłoszeniu wyroku w
                      październiku mając nadzieję że do października się uspokoisz i dasz
                      mu odejśc. To jest stan na dziś. Jaki będzie na jutro? A cholera
                      wie, bo widac, że Twój mąż z tych nieprzewidywalnych i z lekka
                      nieodpowiedzialnych do tego zachowujących sie jak mały chłopiec.
                      Chyba zresztą we dwoje daliście sobie do wiwatu. A takie sytuacje
                      czasem tak się kończą.

                      Co zrobi sędzia? Tak krótko trwa Wasza "separacja" ze jak sie
                      postawisz to sprawę powinna odroczyć. A co wtedy zrobi mąz i jak się
                      będzie zachowywał, czy da Wam szansę czy dopiero da Ci popalić to
                      już na to pytanie odpowie czas.
                      • ania7718 Re: Do Ani 23.06.09, 12:16
                        Jeszcze mówi że jego decyzja jest nieodwracalna bo on jest
                        stanowczy.I to prawda, że wpędził mnie w poczucie winy.
                        • to.ja.kas Re: Do Ani 23.06.09, 12:19
                          Skoro nieodwracalna bo jest stanowczy to ja jestem ciekawa jaki jest
                          prawdziwy powód tego pędu do rozwodu.
                          • ania7718 Re: Do Ani 23.06.09, 12:21
                            Ja też.
                    • lena575 Re: Do Ani 23.06.09, 12:13
                      A co na to wasze rodziny? Przecież nie żyjecie w próżni. Mieskzacie
                      na osiedlu gdzie wszyscy o wszytskich wszystko wiedzą. Jak on
                      kolegom to koledzy żonom powiedzieli. Macie tam przyjaciół?Czy wasze
                      rodziny nie próbują was godzić, rozmawiać, namawiać na rozmiowę? Czy
                      ty tlko czekasz by z mężem rozmawiać na rozprawie rozwodowej?
                      • ania7718 Re: Do Ani 23.06.09, 12:21
                        Jego rodzice i moi mieszkają w innym mieście.Jego rodzice
                        stwierdzili, że to jego życie, niech sobie robi jak chce. Co do
                        osiedla gdzie mieszkaliśmy to ponoć nikt nie wie z osiedla ale skoro
                        powiedział kolegom w pracy to mimo że oni nie mieszkają na naszym
                        osiedlu to któryś z nich mógł szepnąć słówko. Na osiedlu naszym
                        mieszkają sami żołnierze z tej samej jednostki ale to nie jest
                        najbliższe otoczenie. Jedno małżeństwo które się z nami przyjazniło
                        to najbliższy kolega męża i żona wiedzą i mówili żebym próbowała, ja
                        próbowałam i nic.
                        • lena575 Re: Do Ani 23.06.09, 12:41
                          A co na to twoi rodzice? Rodzeństwo?
                          • ania7718 Re: Do Ani 23.06.09, 12:58
                            Nie mam rodzeństwa. Moi rodzice mają jeszcze nadzieję że będzie ok.
                            Mama rozmawiała z nim wczoraj przez telefon, powiedział że będzie
                            inny zięć, będzie pod bucikiem, on się na ciapka nie nadaje.Mam
                            powiedziała żeby to wszystko jeszcze raz ostatni przemyślał.
                            Powiedział że nie wie czy mógłby tak po tym co się stało.Że na
                            rozprawa i tak będzie i tak.
                            • lena575 Re: Do Ani 23.06.09, 13:02
                              A jego rodzeństwo?
                              • ania7718 Re: Do Ani 23.06.09, 13:06
                                Nie wiem co tym sądzi jego brat i bratowa,głupio mi się kontaktowaćw
                                tej sytuacji zwłaszcza że nasze kontakty nigdy nie były bliskie.
                                • lena575 Re: Do Ani 23.06.09, 13:08
                                  A co to oznacza "po tym co się stało"?
                                  • ania7718 Re: Do Ani 23.06.09, 13:23
                                    Po tym jak mąż złożył pozew, wcześniej kłótnie no i teraz w
                                    poniedziałek sprawa. Teściowa moja gdy rozmawiała z moją mama po
                                    tygodniu naszej rozłąki stwierdziła że jesteśmy dorośli, ale nie
                                    sądzi że to koniec małżeńtwa, myliła się. Zresztą mój mąż rozmawia
                                    teraz ze swoimi rodzicami tyle o ile, i jak przyjeżdza to nie
                                    zostaje na cały weekend jak kiedyś tylko już w sobotę jedzie.
                                    • to.ja.kas Rany boskie 23.06.09, 13:30
                                      zaangazujcie jeszcze w to księdza, dowódcę jednostki, panią z
                                      warzywniaka pod domem. Żartowałam (jeszcze to na poważnie weźmiecie )
                                      Powiem tak...jakby na mnie facet teściową nasyłał rozwiodłabym się z
                                      nim natychmiast bo to by znaczyło, że mam w domu dziecko.

                                      I teraz rozumiem. Dla mnie jasne.
                                      • ania7718 Re: Rany boskie 23.06.09, 13:41
                                        Nie nasyłałam swoej matki na męża. Ma do niego telefon to
                                        zadzwoniła.Sam się pytał w tamtym tygodniu co na to wszystko moi
                                        rodzice.i w dniu feralnym naszej kłótni sam zadecydował że
                                        pojedziemy do rodzinnego miasta i powiemy rodzicom i moim i jego.Ja
                                        chciałam zostać, jeszcze dyskutować, on nie bo on ma już dość.
                                      • lena575 Re: Rany boskie 23.06.09, 13:41
                                        Obawiam się,ze jesteś w błędzie.
                                        Przeżyłam kilka rozwodów w rodzinie i wśród znajomych i nigdy nie
                                        zdarzyło się by nikt z rodziny czy przyjaciół nie zareagował gdy
                                        pada decyzja o rozwodzie. Jeśli Ania to przedstawia prwadziwie to
                                        wygląda mi na kńcową fazę skonfliktowanych ludzi do tego stopnia,ze
                                        rodzina woli w to nie wchodzić. Wygląda tak jakby obie z matką
                                        czekały aż facet się ukorzy, przyjedzie i przeprosi bo moze tak
                                        wcześniej było. A jego rodzina ma to gdzieś.Nie wygląda to
                                        absolutnie na "szybki rozwód" po jednym konflikcie.
                                        Nie wyobrażam sobie bym przyjechałą do matki po konflikcie z mężem i
                                        przed niespodziewanym rozwodem dla wszyskich ktoś nie zaproponował
                                        pogodzenia (nie na zasadzie:zastanów się chłopie i przmyśl). Po
                                        prostu usiąść i pogadać.
                                        To mi wyglaa na przewlekły długotrwały konfikt.
                                        • ania7718 Re: Rany boskie 23.06.09, 13:46
                                          Ja ze swej strony zrobiłam wszystko, przeprowadziłam szczerą rozmowę
                                          z mężem proponując byśmy sobie dali ostatnią szansę, przedstawiłam
                                          swoej błędy, że wiele zrozumiałam. On uważa że jest za
                                          pózno.Przyznał że i on nie jest bez winy.
                                          • lena575 Re: Rany boskie 23.06.09, 13:50
                                            Ty, rozumiem, nie pracujesz?
                                            • ania7718 Re: Rany boskie 23.06.09, 14:00
                                              Nie pracuje, pracowałam ale nie przedłużono mi umowy, pracy szukałam
                                              ale to małe miasteczko i dosyć duże bezrobocie i trudno
                                              jest.Chciałam newt iść pracować do marketu mimo że nie mam
                                              doświadczenia w handlu.Mam skonczone studia ale w dzisiejszych
                                              czasach najlepiej mieć kilka fakultetów
                                          • gallama Re: Rany boskie 23.06.09, 13:50
                                            Ania, a jak wytłumaczył fakt, że się nie leczył mimo wskazań lekarza i okłamał
                                            Cię twierdząc, że z nim wszystko zdrowotnie ok.
                                            Pytam kolejny raz, bo mnie to ciekawi, jak długo to trwało i jak to Ci wytłumaczył.
                                            • lena575 Re: Rany boskie 23.06.09, 13:53
                                              Może on już nie chciał dzieci .

                                              Ile lat jesteście małżeństwem?
                                              • to.ja.kas Re: Rany boskie 23.06.09, 13:54
                                                A jak miał tłumaczyć? Pewnie zwalił winę na Anię, że mu głowe truje
                                                i przez nia nie chce sie leczyc bo ma dość.
                                                Tam chyba taki system funkcjonuje.
                                              • ania7718 Re: Rany boskie 23.06.09, 14:06
                                                3 lata by minęło we wrześniu. Twierdzi że jajkby miały być dzieci to
                                                by już były.
                                            • ania7718 Re: Rany boskie 23.06.09, 14:04
                                              Że on się pogodził że dzieci może nie być i też może być miło. Co
                                              do metod wspoamganego rozrodu to on ich nie uznaje, argumentów nie
                                              chce słuchać bo on tak ma. No i ostatnio stwierdził, że mial jedno
                                              badanie a ono o niczym nie przesądza,a kolejnych po kilku
                                              miesiącach nie chciał zrobić, a trzeba było dalszej diagnostyki.
                                              • to.ja.kas Re: Rany boskie 23.06.09, 14:06
                                                Skoro on się z tym pogodził, to znaczy jedno...on wcale dziecka nie
                                                planował. Jakby chciał dziecko to by zrobił chociaż badania. Jak mu
                                                się zachciało rozwodu to w trymiga się uwinął i z pozwem i z
                                                wszystkim.
                                              • gallama Re: Rany boskie 23.06.09, 14:18
                                                Pytam, czy powiedział Ci od razu wprost po pierwszych wynikach, że na dzieciach
                                                mu nie zależy więc leczył się nie będzie. Czy sprawa się wysypała dopiero przy
                                                znalezieniu recepty.

                                                On nie chce dzieci, ani ryzyka ostatecznego potwierdzenia, że może to u niego
                                                jest większy problem. Tobie instynkt macierzyński szaleje. Macie rozbieżne cele.
                                                • ania7718 Re: Rany boskie 23.06.09, 14:26
                                                  Nie powiedział mi po pierwszych wynikach że mu nie zależy na
                                                  dzieciach. Uważał że choć mało ma plemników to jeden
                                                  wystarczy.Pokazał wynik ojcu i ojciec mu powiedział nie jest zle a
                                                  mnie przy swoich rodzicach i bracie że to ja mam problem nie on.
                                                  Było mi bardzo przykro. Dopiero za 2 i pół miesiąca był na wizycie u
                                                  androloga bo długo się czeka i wtedy mi nie powiedział że ma coś
                                                  przepisane i skierowania na badania tylko że wszystko z nim dobrze
                                                  jak pytałam co mówił lekarz. Ja mu mówiłam co mój mówił mój po
                                                  każdej wizycie.
                                                  • to.ja.kas Re: Rany boskie 23.06.09, 14:32
                                                    Uwielbiam takich kryształowych pajaców
                                                    To nie on ma problem z plemnikami tylko zona
                                                    To zona nie dorosła do małżeństwa i potrzebuje mamy a nie on (to po
                                                    co wszystkim wyniki pokazuje?)
                                                    To żona jest kłótliwa
                                                    To żona się wyprowadziła
                                                    To zona nie wróciła na czas
                                                    To zona...
                                                    żona...
                                                    żona...

                                                    Biedny misio, no...wszystkiemu winna żona...i teściowa
                                                  • gallama Re: Rany boskie 23.06.09, 14:41
                                                    Ania, nie ma tego złego coby na dobre nie wyszło. Pomyśl, że mogłabys się
                                                    obudzić za 5 lat, gruba od faszerowania się hormonami, sfrustrowana brakiem
                                                    dziecka, w słodkiej niewiedzy, że to u uroczego(sic) małżonka jest jakiś problem.
                                                    Szczyt nielojalności wobec małżeństwa i brak szacunku do Ciebie. Moze jako
                                                    "odegranie się " za coś na Tobie, a może pan tak po prostu ma. W imię
                                                    ..tego...no... zachowania żołnierskiego honoru. Tia.
                                        • to.ja.kas Re: Rany boskie 23.06.09, 13:52
                                          Moja mama pewnie zapytałaby sie mnie i napewno z nią bym
                                          porozmawiała, ale jakby mi wykonałatelefon do faceta i kazala mu
                                          przemyślec ... chybabym ja udusiła.

                                          Małżeństwo to związek kobiety i męzczyzny...z założenia
                                          samodzielnych i dojrzałych. mam wrażenie, że w tym związku za duzo
                                          było osób do słuchania i radzenia na temat chorob, plemników,
                                          problemów, braku ciązy. Najbardziej dojrzale zacholwali się rodzice
                                          męza. Dowiedzieli się i sie nie wtracaja bo to decyzja dorosłych
                                          osób. Moga wesprzeć, mogą zechciec powiedziec co o tym mysla gdy
                                          ktos ich o to zapyta, moga mediować, jesli dwie strony o to
                                          poproszą.

                                          Ja najpierw zrzymałam sie jak ktoś autorkę watku posądził o
                                          niesamodzielnośc i jeżdżenie po głowie do bólu a teraz podejrzewam,
                                          że i ona i jej mąz zwyczajnie nie dorośli do bycia w związku. On
                                          zwala winę na nia, gada cos o tym, ze jakby po tygodniu, a jakby cos
                                          tam to wtedy, ona sie teraz próbuje ukorzyc, ale wczesniej dała
                                          niezle popalić, nie rozpoznali tak naprawde ani czego chca ani co
                                          moga dac w tym małzeństwie. By utrzymac chłopa za wszelka cenę Ania
                                          teraz przyrzeknie wszystko nawet rzeczy niemożliwe. To tez nie
                                          swiadczy o dojrzałości.
                                          Bo Aniu, rzeczywiście chcesz zrezygnować z macierzyństwa dla kogos
                                          takiego jak Twój mąż?
                                          Jesteś pewna, że będziesz umiała zyć bez męża?

                                          Czasem separacja pozwala za soba zatęsknić, a czasem pokazuje
                                          bezsens związku. Dlatego zawsze zanim straszy sie partnera
                                          rozwodem/odejściem, zanim sie go wywali z domu bądź samemu trzaśnie
                                          sie drzwiami trzeba się zastanowić nad tym czy rzeczywiście
                                          uniesiemy gorycz rozpadu związku i czy tego chcemy.
                                          • gallama Re: Rany boskie 23.06.09, 14:00
                                            Dla mnie od początku to wydawało się nie-ten-tego, że rodzice oglądają wyniki
                                            płodności a koledzy sa informowani, że żona z problemami ginekologicznymi. No
                                            litości. Takie rzeczy się załatwia w związku a nie poza nim. A zamiast powaznej
                                            rozmowy przed złożeniem pozwu rozwodowego - dostaje się smsa... Gdzie ten
                                            związek, gdzie ta bliskość, gdzie to małżeństwo? Czy na pewno było?


                                            Co do zachowania rodziców - to różnie bywa, znam takich którzy się nie wtracali,
                                            bo... bali się syna. Ale ja mam uczulenie, gdy ktoś usiłuje załatwiać za mnie
                                            sprawy, lub swoje innymi ludźmi.
                                          • lena575 Re: Rany boskie 23.06.09, 14:03
                                            Masz dużo racji.
                                            Postawa mamy Ani mówi bardzo wiele, to zięć powinien przemyśleć. To
                                            nie są wspólne problemy młodych ludzi, to zięć jest odpowiedzialny.
                                            Jakoś wyglda mi to na typową postawę i dla Ani. Teraz rzeczywiście
                                            jest w stanie obiecać wszystko i szuka wsparcia na tym forum.
                                            W ogóle nie wyobrazam sobie by mając problemy w domu z mężem
                                            wyjeżdżać do rodziców i czekać aż jakoś to się samo załatwi. To
                                            znaczy mąż będzie udawał,ze problemu nie ma bo żona pojedzie do
                                            rodziców?
                                            Moze tak wygląda u nich rozwiązywanie konfliktów? A mam jeszcze
                                            utwierdza w przekonaniu,ze córka jest "delikatna i wrażliwa".
                                            • ania7718 Re: Rany boskie 23.06.09, 14:13
                                              Wiem,że moja mama mu powiedziała że ja też nie jestem ok, nie
                                              wychwalała mnie pod niebiosa. Uważa że oboje ponosimy winę za to co
                                              się stało bo było za mało szczerych rozmów.
                                          • ania7718 Re: Rany boskie 23.06.09, 14:10
                                            W ostatnich zdaniach masz rację. Nie przemyślałam tego wszystkiego.
                                            • to.ja.kas Aniu 23.06.09, 14:17
                                              Jest mi przykro to wszsytko czytać.
                                              Jesteś w trudnej sytuacji, bo czekałas na dziecko. Dziecko to temat
                                              dla większości kobiet najważniejszy a mąż rozbił Ci wszystkie plany.
                                              Do tego zamiast wprost zakomunikować , że nie chce dzieci dał Ci
                                              nadzieję a potem kłamał. To może rozbić. Zachowałas się w tej
                                              sytuacji jak zachowałas. Czasu nie cofniesz. Jesteś dojrzała czy
                                              nie...dojrzali nie maja patentu na cierpienie. A Ty cierpisz. Mozna
                                              się zżymac na to jak się zachowywałas, ale stało sie i teraz
                                              powinnas zadbac o sibie.
                                              Jeśli nie czujesz sie na siłach dac mu rozwód to poproś o mediacje
                                              lub o odroczenie sprawy. Jak to się skończy? Albo źle albo dobrze,
                                              na dwoje babka wrózyła. Zbyt mało wiesz by nawet się domyślac co za
                                              niespodzianki przygotował Ci mąż.
                                              Nie obiecuj, że porzucisz myśl o dzieciach bo to niemozliwe. Nie
                                              będziecie szczęśliwi ani Ty ani on. I nie angażuj w rozmowy z nim
                                              kolejnych osób. PO co? Jeśli zdecydujecie się na mediacje czy
                                              terapię rodzinną to udajcie sie do specjalisty.

                                              I trzymam kciuki bo łatwo nie bedzie ale dasz radę. Każdy z nas daje
                                              radę.
                                              A mąż moim zdaniem to kawał niezłego kłamczucha, krętacza i drania.
                                              Ale to tylko moja opinia.

                                              To tak ku podsumowaniu.

                                              Pozdrawiam
                                              • ania7718 Re: Aniu 23.06.09, 14:21
                                                W odpowiedzi na pozew poprosiłam o odroczenie.Kłamczuch, drań a ja
                                                go kocham. Miłość to uczucie głupie. Bardzo Ci dziękuje za wsparcie.
                                                Bardzo dużo dla mnie znaczy to forum.Taki rodzaj terapii.
                                                • to.ja.kas Re: Aniu 23.06.09, 14:27
                                                  Miłość to uczucie piękne. Życie nauczyło mni ejednak by nie tracić
                                                  głowy nawet jak kocham i tego się trzymam. Beztroska zabawna i
                                                  słodka jest w wieku lat 15 ale nie w małżeństwie.

                                                  Aniu poczekaj do sprawy. Daj mu odetchnąć, nie susz głowy sama czy
                                                  za pośrednictwem kogokolwiek. Najpierw dowiedz sie na sprawie o co
                                                  chodzi. Nie musisz zgadzac sie na rozwód , mimo iz ja uważam, że nie
                                                  ma sensu trzymac nikogo na siłe, bo to robi więcej szkody niż
                                                  pozytku. Ale u Was ta separacja trwa krótko. A jak było zanim Ty
                                                  poszłas do mamy a on złożył rozwód, czy małżenstwo istniało naprawde
                                                  czy tylko byliście para od kłotni, obiadu i spłodzenia potomka to Ty
                                                  sama wiesz.
                                                  • ania7718 Re: Aniu 23.06.09, 14:31
                                                    Byliśmy razem i nie było codziennie kłótni.Były imprezy, wizyty u
                                                    rodziny i przyjaciół.
                                    • lena575 Re: Do Ani 23.06.09, 13:31
                                      Pytałam o słowa twojego męża :
                                      "Powiedział że nie wie czy mógłby tak po tym co się stało.Że na
                                      rozprawa i tak będzie i tak."
                                      To znaczy co się stało?
                                      • ania7718 Re: Do Ani 23.06.09, 13:38
                                        Po tym kryzysie który teraz jest że trafiło to do Sądu.
                                        • lena575 Re: Do Ani 23.06.09, 13:49
                                          Czy zdarzyło wam się kiedykolwiek usiąść i szczerze rozmaiwać o
                                          waszych uczuciach, problemach? Bez kłótni, oskarzeń i wyjeżdżania do
                                          mamy?
                                          • ania7718 Re: Do Ani 23.06.09, 13:57
                                            Tak, przepraszaliśmy się nawzajem albo tylko ja albo on.I było ok.
                                            • to.ja.kas Re: Do Ani 23.06.09, 13:59
                                              Lena zapytała o rozmowy, "przegadanie" problemu bez nerwów i złości
                                              o komunikację a nie o "przepraszam".
                                              • ania7718 Re: Do Ani 23.06.09, 14:15
                                                Myślę że pewne problemy były przegadane bo jak ochłoneliśmy to
                                                rozmawialiśmy to przepraszam padało na końcu. Zaczynało się złością,
                                                emocjami a kończyło spokojem.
                                              • lena575 Re: Do Ani 23.06.09, 14:19
                                                Tego się właśnie obawiam,że mąż Ani starcił nadzieję. Liczył na
                                                bliski związek, szczerość, rozmowę. Pewnie na to,że usłyszy,że nawet
                                                jak im się nie uda to będą szczęsliwi bo mają siebie a usłyszał
                                                pewnie,ze jest egoistą i wrażliwej żonie robi złośliwości. I to
                                                jeszcze nic, mozna ochłonąć i porozmawiać, można pokłócić się 100
                                                razy. ale nie zamyka się za sobą drzwi i nie jedzie do mamy. Tak się
                                                nie rozwiązuje małżeńskich problemów.

                                                Wyobrażacie sobie jakby po awanturze mąż jeździł do własnej mamy i
                                                zostawał uspokajać nerwy?

                                                • to.ja.kas Re: Do Ani 23.06.09, 14:22
                                                  Jakby facet był taki do końca akuratny, to cofnąłby ją z korytarza,
                                                  kazał usiąść, powiedział, że jeśli tak ma zamiar rozwiązywac
                                                  problemy to będzie musiał zakończyć to małżeństwo. Nie kłamałby. No
                                                  fakt kobiety szlochami, dąsami, suszeniem głowy potrafią doprowadzic
                                                  do tego, ze facet zamiast powiedziec prawdę bedzie krecił by miec
                                                  trochę swietego sokoju. Sama tak potrafię.
                                                  Dwoej dzieciaków. On porozumiewa się smsami, Ania za pomoca mamy i
                                                  dasów.
                                                  Cele na bank maja rózne w tej chwili.
                                                • ania7718 Re: Do Ani 23.06.09, 14:29
                                                  Cóż teraz nie da się naprawić pewnych błędów. Bardzo żałuje mojego
                                                  zacięcia.
                                                  • lena575 Re: Do Ani 23.06.09, 14:56
                                                    Przypuszczam,że to nie jednorazowa zacięcie ale taki styl
                                                    (nie)rozwiązywania konfliktów tylko zamiatania ich pod dywan. Twój
                                                    mąż moze mieć podobną "wrażliwość" i on pierwszy odczuł dojście do
                                                    ściany. I jeszcze moze być świadomy,że z dzieckiem wcale nie będzie
                                                    lepiej między wami.

                                                    Nie wiem na ile pomogła ci "rozmowa" na forum. Nie wiem na jakim
                                                    napawdę etapie rozbicia jest wasze małżeństwo. Nawet odnoszę
                                                    wrażenie,ze tak wcale nie do końca zależy ci na mężu. Jak podejesz
                                                    te terminy i piszesz,że za szybko to tak, jakby rozwód za kilka
                                                    miesięcy to byłoby jakoś ławtwiej akceptowalne. Tak, jakbyś
                                                    żałowała,że zbyt późno od mamy wróciłaś ostatnim razem. Tak, jakby
                                                    wcześniejszego życia nie było. Jakby wcześniejsze przepraszam twoje
                                                    i jego były jakąś zabawą a nie waszym życiem.
                                                  • ania7718 Re: Do Ani 23.06.09, 15:05
                                                    Widzę swoje błędy i żałuje pewnych rzeczy, zachowań ale się teraz
                                                    już tego nie cofnie. To nie tak że za parę miesięcy będzie ok na
                                                    rozwód. Poprostu nie jestem teraz w stanie psychicznie na rozwód,
                                                    boje sie tej rozprawy. Za parę miesięcy może moja trauma trochę
                                                    minie. Może jeszcze inaczej spojrzę na tę sprawę.
                                                  • gallama Re: Do Ani 23.06.09, 15:35
                                                    Ania, przede wszystkim to dlatego jest wymóg w sądzie czasotrwania ustania
                                                    więzi, żeby rozwód podejmować świadomie z obu stron -gdy przesłanki długotrwale
                                                    wskazują na rozpad związku i brak możliwości jego uratowania. A nie - miesiąc
                                                    temu się kochamy a teraz się rozwiedziemy i to smsem. To niepowazne. I w sądzie
                                                    nawet płakac możesz jesli łez nie powstrzymasz, nie przejmuj się tym, ale
                                                    równolegle mów twardo prawdę, że jesteś tym zdziwiona, że jeszcze kochasz,
                                                    chcesz naprawiać - rozstanie jest zbyt świeże by sąd życzenie męża zaklepał ot
                                                    tak.
                                                    A nawet pół roku odroczenia unormuje sytuację, bo mąz, poczynając od sali
                                                    sadowej, pokaże potem swoją prawdziwa twarz i stosunek do Ciebie. To pozwoli
                                                    Wam się określić, lub do rozwodu samej świadomie dojrzeć. Tak myślę.
                                                  • ania7718 Re: Do Ani 23.06.09, 18:20
                                                    Zobaczymy, wszystko się wyjaśni w poniedziałek
                    • kami_hope Re: Do Ani 23.06.09, 19:20
                      ania7718 napisała:
                      >stąd mówiłam mu pod
                      > wpływem emocji w kłótni, że się rozstaniemyu jak nie zmieni swego
                      > postępowania, że rozwód itd. ale nie mówiłam o tym poważnie.

                      Ania, powiem w skrócie. Zaszantażowałaś go. Pewnie nie pierwszy raz.
                      Systematycznie umniejszałaś jego wartość. Wywierałaś presję i
                      traktowałaś go instrumentalnie. Całkiem możliwe, że stracił
                      motywację nie tylko do leczenia, ale do związku z Tobą. Jeśli o mnie
                      chodzi, z całą pewnością nie tkwiłabym w takim związku.
                      Napisałaś: "nie mówiłam o tym poważnie" - czy on wiedział, że to
                      żart? A może on teraz z Ciebie sobie żartuje? Kij ma dwa końce, Aniu.
                      Ja nie stoję w tym konflikcie po niczyjej stronie. Rejestruję fakty
                      i na ich podstawie kształtuję obraz. Obraz Twój jest taki, że się
                      usprawiedliwiasz i przedstawiasz siebie jako poszkodowaną. A nawet
                      jeśli przyznajesz się do ewentualnych błędów, na miejscu umniejszasz
                      ich wagę (bo to pod wpływem emocji, bo nie mówiłam poważnie). Nie
                      dziwi mnie, że większość widzi tą sprawę jednostronnie.
                      I powiem jeszcze coś, Ty doskonale wiesz o co w tym wszystkim chodzi.
                      Chyba czas skończyć się w to bawić i dojrzale ocenić rzeczywistość.

                      Być może do tej pory, wszystko nie było poważnie... jak widzisz -
                      już jest poważnie.


                      • tricolour Masz rację... 23.06.09, 19:25
                        ... skończyła się zabawa, a zaczęły schody.

                        Rozwód to jeden z niższych stopni. Nadciąga przyszłość i nieznane...
                      • ania7718 Re: Do Ani 23.06.09, 19:30
                        Wiedział, że to nie było poważnie, mówił że my się nie roztaniemy a
                        jeśli nawet to jeszcze jest separacja.Że się kochamy.
                      • gallama Zabawa 23.06.09, 19:43
                        żeby się bawić, trzeba mieć partnera do zabawy, który do gry się dołączył.
                        Nikt nie twierdzi, że Ania nie jest też winna. Nawet ona tego nie twierdzi.
                        Przeszarżowała i wie to. Co nie znaczy, że będzie się przyklaskiwać gdy facet
                        oszukuje z leczeniem, rozpowiada kumplom, że wyłącznie ona ma problem z
                        płodnością, a rozwód załatwia smsem z argumentacją "gdybyś tydzień wcześniej
                        wróciła to by wiele zmieniło" i usprawiedliwi się to tym ,że przecież jest
                        żołnierzem.

                        Większośc twierdzi, że oboje się przyczynili do obecnej sytuacji i oboje mają
                        duzo do naprawienia.
                        • kami_hope Re: Zabawa 23.06.09, 21:09
                          Nie bardzo rozumiem gdzie wnioski w tym co napisałaś. Jest
                          interpretacja. A nawet "nadinterpretacja", która narzuca określone
                          zachowanie:
                          gallama napisała:
                          >Co nie znaczy, że będzie się przyklaskiwać gdy facet...
                          (teraz Ania nie może "przyklasnąć", bo nie znajdzie aprobaty w
                          Twoich oczach, tak?)
                          Pytam się więc Ciebie, jakie widzisz rozwiązanie tej sytuacji?

                          P.S. Już to było powiedziane wczoraj... Powtórzę. Niektórzy z Was,
                          załatwiają swoje sprawy, czyimiś rękami. Być może kiedyś Wam coś nie
                          wyszło i nie macie kolejnej szansy aby spróbować rozwiązać (te
                          przeszłe) problemy po Waszej myśli. Ale! Problemy, które
                          dostrzegacie u innych, choć momentami mogą być podobne, to jednak są
                          to zupełnie inne problemy i zupełnie inni ludzie, którzy je noszą.

                          • tricolour A kto to jest "niektórzy z was"? 23.06.09, 21:16
                            Czy to sugestia, który dotyczy wszystkich, ale nie masz odwagi napisać, że
                            wszyscy? Może masz kogoś konkretnego na myśli, ale nie masz odwagi napisać
                            wprost. A może nie masz nikogo na myśli?

                            • mola1971 Re: A kto to jest "niektórzy z was"? 23.06.09, 21:38
                              Tri, czy to ważne kogo Kami ma na myśli?
                              Ja tam lubię ją czytać bo (czasem) mądre rzeczy pisze a to, że domyślam się, że oparte głownie na mądrych teoriach a nie na praktyce to już inna sprawa.
                              Ja mam do Kami taki stosunek jak do mądrych panów logistyków teoretyków z Instytutu Logistyki i Magazynowania w Poznaniu. Pracuję w logistyce jednej z sieci (choć z wykształcenia jestem politologiem) i mam w tej pracy 10-letnie doświadczenie, ale raz na 2 lata jadę sobie do Poznania na kongres takich logistyków teoretyków i z przyjemnością (i trochę z przymrużeniem oka) słucham ich wykładów na temat tego jak powinno być (oczywiście w teorii bo żaden praktyki nie ma bo są zajęci pracą naukową). I trochę taki stosunek mam do tego, co pisze Kami.
                              • tricolour Owszem - jest ważne... 23.06.09, 21:46
                                ... bo w towarzystwie powinno się mówić DO ludzi, a nie o ludziach. Mówienie o
                                ludziach oznacza wyniesienie swojej osoby ponad.
                                • mola1971 Re: Owszem - jest ważne... 23.06.09, 21:50
                                  Zgadzam się z Tobą, ale czasem to tak mi się wydaje, że trochę dystansu do tego
                                  co piszą inni musimy mieć. Mało to w realu ludzi nas wkurza? Jeszcze na forum
                                  nerwy sobie szargać? Szkoda życia smile
                                  • tricolour W kwestii formalnej... 23.06.09, 21:55
                                    ... powiedzenie "zgadzam się z tobą, ale..." oznacza, że się nie zgadzasz.

                                    smile
                                    • mola1971 Re: W kwestii formalnej... 23.06.09, 22:03
                                      Zgadzam się z tym Twoim, że 'powinno' smile
                                      Ale to może ta moja kobieca logika wink
                              • ania7718 Re: A kto to jest "niektórzy z was"? 23.06.09, 21:56
                                Ja też skończyłam ten sam kierunek co TY.
                                • mola1971 Re: A kto to jest "niektórzy z was"? 23.06.09, 22:12
                                  Skoro skończyłaś ten sam kierunek co ja (nie wiem na jakiej uczelni, ja na UW)
                                  to bierz się babo za szukanie pracy i nie myśl o pracy w markecie bo to nie dla
                                  Ciebie smile Tzn nie jako kasjerka, ale ja też zaczynałam od wcale niezbyt
                                  wysokiego stanowiska. Ja też mieszkam w bardzo małej miejscowości, więc nie masz
                                  wytłumaczenia smile Zresztą sama z siebie śmieję się, że i mieszkam i pracuję na
                                  wsi smile Choć do tej wsi, w której pracuję codziennie muszę dojeżdżać 80km w
                                  jedną stronę.
                                  Aniu, politologia to dobry kierunek bo daje wszechstronną wiedzę. Politolog to
                                  taki kundel smile Ani ekonom, ani polityk, ani psycholog ani socjolog czy
                                  historyk. Choć mi udało się wydusić ze swoich studiów naprawdę sporo wiedzy,
                                  którą czasem do dzisiaj wykorzystuję w pracy. Szukaj pracy tylko broń Boże nie
                                  szukaj jej w tzw. kierunku studiów bo to kanał niestety.
                                  • ania7718 Re: A kto to jest "niektórzy z was"? 23.06.09, 22:57
                                    KOńczyłam w Krakowie Na AP, z tym że ja miałam najpierw licencjat na
                                    prywatnej uczelni, a pózniej magisterka w Krakowie. MIałam
                                    kontynuację zbo kadra na licencjacie była z AP. Ja nawet w
                                    bibliotece pracowalam.
                                    • mola1971 Re: A kto to jest "niektórzy z was"? 23.06.09, 23:16
                                      Aniu, to bierz się do szukania pracy. Wiem, że teraz jest Ci ciężko, ale wiem co mówię. Praca da Ci niezależność (nie tylko finansową) i odciągnie Cię od snucia czarnych scenariuszy odnośnie przyszłości.
                                      Z rad praktycznych - trzymaj się jak najdalej od WSZELKICH urzędów (gminnych, powiatowych, miejskich czy wojewódzkich). Szukaj tzw. normalnej pracy. Może to być na początek nawet niskie stanowisko i nie największa płaca, ale i tak warto. Jeśli mój przypadek może dać Ci motywację do tego, że można i warto powiem Ci, że ja zaczynałam od pensji, którą przez pierwszy rok pracy w całości oddawałam opiekunce dzieci, ale pracowałam zamiast siedzieć w domu bo wiedziałam, że po pierwsze od siedzenia w domu nic mi się samo nie załatwi a po drugie z czasem, jeśli będę solidnie pracowała będzie lepiej. I nie pomyliłam się. Dzisiaj jestem duuużo wyżej i dalej. Jestem niezależna finansowo i dzięki temu przynajmniej finansowo w ogóle nie odczułam rozwodu pomimo tego, że zostałam sama z trójką dzieci. A poza tym praca sama w sobie daje mi ogromną satysfakcję bo robię to co lubię. Ale podkreślam - nie zawsze tak było. Od czegoś trzeba zacząć.
                                      • ania7718 Re: A kto to jest "niektórzy z was"? 23.06.09, 23:41
                                        A napisz na czym polega ta logistyka, mniej więcej wiem i kojarzy mi
                                        się z wojskiem. Czym się zajmujesz? I dziękuje za rady. Wierzę że
                                        uda mi się coś znalezc.
                                        • mola1971 Re: A kto to jest "niektórzy z was"? 23.06.09, 23:54
                                          Aniu, logistykę ma w tej chwili każda duża firma. A logistyka to nic innego jak
                                          po prostu magazyn, który zaopatruje jakieś jednostki (w przypadku firmy, w
                                          której pracuję akurat sieć hipermarketów). Ja akurat zajmuję się finansami,
                                          czyli planuję budżet na kolejny rok, potem śledzę na bieżąco wszystkie wydatki i
                                          daję po łapach tym, którzy chcą wydawać za dużo smile Szukam oszczędności, szukam
                                          rozwiązań, które te oszczędności mogą z czasem dać. Przede wszystkim siedzę w
                                          tabelkach smile ale zarządzam też ekipą ludzi i przede wszystkim pracuję z ludźmi.
                                          To tak w krótkiej odpowiedzi na Twoje pytanie, ale nie sugeruj się dosłownie
                                          moimi doświadczeniami. Mój (od wczoraj ex) mąż np. który też jest politologiem
                                          (poznaliśmy się na studiach) po latach pracy w jednym z urzędów państwowych
                                          przekwalifikował się i jest teraz informatykiem.
                                          • ania7718 Re: A kto to jest "niektórzy z was"? 24.06.09, 10:37
                                            Dziękuje za wyjaśnienia
                            • nangaparbat3 ale oczywiscie że wszyscy 23.06.09, 22:26
                              zalatwiamy tu swoje problemy (i gdzie indziej). Żeby tego nie czynic,
                              musielibysmy przedtem przejsc naprawdę solidna terapie, a i to nie jest zadną
                              gwarancją - nie bez powodu nawet najlepsi terapeuci powinni byc superwizowani
                              (choc moze nie w Polscewink.
                              Mysle, ze problemem jest, jeśli ktos wyobraza sobie, ze sam niczego sobie nie
                              zalatwia - i jeszcze większym, jeśli ktos czyta nasze wypowiedzi jako prawdy
                              objawione lub chociaż obiektywne opinie. mam nadzieje, że nikt az tak durnowaty
                              nie jest.
                              • mola1971 Re: ale oczywiscie że wszyscy 23.06.09, 22:38
                                Kiedyś miałam bardzo fajne szkolenie z negocjacji z jednym z bardziej znanych w
                                Polsce psychiatrów i on powiedział bardzo mądrą rzecz a mianowicie taką, że
                                nawet najbardziej wyedukowany psycholog/psychiatra staje się bezbronny jak
                                dziecko gdy wchodzą w grę emocje. Gdyby tak nie było to wśród psychiatrów i
                                psychologów nie byłoby rozwodów. A są. Rozwodzą się tak samo jak wszystkie inne
                                grupy zawodowe.
                            • kami_hope Re: A kto to jest "niektórzy z was"? 24.06.09, 20:43
                              tricolour napisał:

                              > Czy to sugestia, który dotyczy wszystkich, ale nie masz odwagi
                              napisać, że
                              > wszyscy? Może masz kogoś konkretnego na myśli, ale nie masz odwagi
                              napisać
                              > wprost. A może nie masz nikogo na myśli?
                              >

                              Słuszna uwaga Tri, choć podtekst już niekoniecznie…
                              Rzeczywiście wyraziłam się w niewłaściwy sposób. „Niektórzy” –
                              jeszcze trzyma się mojej intencji, bo nie chciałam uogólniać, a
                              zwrócić uwagę na zjawisko, które czasem się pojawia.
                              Jednak, z połączeniu „z Was” nadaje zjawisku wymiar niejako
                              personalny, a można to odczytać np. tak: „Wy, ale nie ja”. I to mój
                              duży błąd. Wszak w rzeczywistości, (ja) nie jestem wolna od
                              nieuświadomionych wpływów. Staram się uświadamiać sobie przyczyny
                              określonych emocji, uczuć, czy później zachowań… Jednak masa tych
                              zależności nie jest uświadomiona.
                              Powinna byłam napisać: „Zdarza się, że czasami załatwiamy (…wink
                              lub „Miewamy tendencję do (…wink”, itp. Chociaż można i temu coś
                              zarzucić. Ktoś może powiedzieć: nie załatwiamy, bo ja nie
                              załatwiam”.
                              Nie miałam nikogo konkretnego na myśli. Być może i mogłabym mieć,
                              ale nie jestem wstanie precyzyjnie określić osób i ich opowiadań.
                              Oczywiście są tu też osoby, które szczególnie sobie zapamiętałam.
                              Jak już wspomniałam, chciałam zasygnalizować pewne zjawisko bez
                              odniesienia do konkretnych osób.
                              Jeśli, wg. Ciebie Tri, jest to wyraz braku odwagi. Cóż mogę
                              odpowiedzieć? Masz prawo do takiego postrzegania sprawy.
                              Nie ma takiej możliwości, aby wyrażając swoje opinie nie spotkać się
                              z wyrazem dezaprobaty. Zawsze jest możliwość gdzieś, komuś się
                              narazić. Chyba, że zastosuje się manipulacje…
                              Uważam za konieczność, przepraszać za przykrości, oceny, które mogły
                              umniejszyć czyjejś wartości, itp. Jednak nie mogę przepraszać za
                              swoje poglądy, bo mam do nich prawo, a także do wypowiadania ich.
                              Rzecz jasna, nie myślę uszczęśliwiać nikogo na siłę. Osobom, których
                              moje wypowiedzi drażnią, polecam – omijać je. Jeśli wyraźnie
                              odczuję, że większość uważa (mnie) „kami_hope” za persona non grata,
                              zrezygnuję z wypowiadania swoich opinii w tym gronie.

                              Sporo mi się tu napisało. Część obok Twojego komentarza.
                              Wykorzystałam sobie jedno miejsce aby odnieść się do innych uwag,
                              jakie się ostatnio pojawiły.


                          • gallama Re: Zabawa 23.06.09, 21:24
                            a jakież Ty widzisz rozwiązanie sytuacji? Ania uzna, że jest w pełni winna
                            rozwodowi i w ten sposób wszyscy będą żyli długo i szczęsliwie?
                            to TY sobie wymyśliłas jakąs teorie o tym, że Ania musi obrać stanowisko takie
                            jak ja jej dyktuję żeby mnie zadowolić- aż za tak głupią ją uważasz??

                            Kami, popadasz coraz bardziej w megalomanię. Stawiasz się na piedestale, długimi
                            elaboratami dowodząc, jako ta "jedyna zdrowa", lub jedna z nielicznych, w tym tu
                            chorym środowisku, i wytykasz "wy z problemami - niektórzy z was - ciągle
                            chorzy - ta większość która nie widzi tak dużo jak JA, a ja tylko na fakty
                            przecież patrzę" itd itp. To się robi coraz bardziej niestrawne i może pomyśl
                            o rozwiazaniu swojego problemu, z którego to wypływa, to poczucie misji i
                            nadwiedzy, na początek. Rozumiem, że w praktyce "leczysz się" jak wszyscy na
                            tym forum, ale nie wiem dlaczego to siebie uważasz za lekarza.
                            • kami_hope Re: Zabawa 23.06.09, 21:36
                              Gallama, w odpowiedzi na pytanie usłyszałam zamiast odniesienia się
                              do problemu, Twoją opinię na mój temat. Chcesz o mnie porozmawiać?
                              • gallama Re: Zabawa 23.06.09, 21:41
                                No tak. Teraz przekręcaj kota ogonem.
                              • zmeczona100 Kami 23.06.09, 23:28
                                kami_hope napisała:

                                > Gallama, w odpowiedzi na pytanie usłyszałam zamiast odniesienia się
                                > do problemu, Twoją opinię na mój temat. Chcesz o mnie porozmawiać?

                                Kiedy o mnie pisałaś, to było OKi, tylko teraz nie jest OKi? A co to-
                                masz jakieś fory czy co, bo mnie nie pytałaś, czy chcę o sobie
                                porozmawiać z Tobą?
                                Dlaczego szerokim łukiem ominęłaś odpowiedź na mój post, w którym
                                wykazałam, że się mylisz co do mojej osoby? Zwykłego "Przepraszam"
                                nie dasz rady wykrztusić?
                                • kami_hope Re: Kami 24.06.09, 00:37
                                  zmeczona100 napisała:

                                  > kami_hope napisała:
                                  >
                                  > > Gallama, w odpowiedzi na pytanie usłyszałam zamiast odniesienia
                                  się
                                  > > do problemu, Twoją opinię na mój temat. Chcesz o mnie
                                  porozmawiać?
                                  >
                                  > Kiedy o mnie pisałaś, to było OKi, tylko teraz nie jest OKi? A co
                                  to-
                                  > masz jakieś fory czy co, bo mnie nie pytałaś, czy chcę o sobie
                                  > porozmawiać z Tobą?
                                  > Dlaczego szerokim łukiem ominęłaś odpowiedź na mój post, w którym
                                  > wykazałam, że się mylisz co do mojej osoby? Zwykłego "Przepraszam"
                                  > nie dasz rady wykrztusić?




                                  Krztuszę przepraszam, choć nie wiem o co chodzi. Zajrzałam do tego
                                  wątku i skorzystałam z opcji "najnowsze". Jedyne, co jestem w stanie
                                  dostrzec, to jakieś okrzyki w moim kierunku. Jeszcze nie wiem w czym
                                  zawiniłam i pozwól mi odłożyć na później ten problem...

                                  I mała prośba, nie krzycz, bo okrzyków nie słucham.
                                  W podobnych sytuacjach, następnym razem, odwracam się bez
                                  ostrzeżenia.
                                  W takim tonie nie rozmawiam. Będziesz pyskować dalej... odpowiedzi
                                  na Twój post nie zobaczysz (Ty, czy ktokolwiek inny).
                                  • zmeczona100 Kami 24.06.09, 11:07
                                    kami_hope napisała:


                                    > Krztuszę przepraszam, choć nie wiem o co chodzi. Zajrzałam do tego
                                    > wątku i skorzystałam z opcji "najnowsze".

                                    forum.gazeta.pl/forum/w,24087,96878441,96985687,Kami_hope_kobieto_opanuj_sie.html


                                    Jedyne, co jestem w stanie
                                    > dostrzec, to jakieś okrzyki w moim kierunku.

                                    Ty to masz neta- nawet krzyki słyszysz. Powiedziałabym, że to
                                    niebezpieczne może być.

                                    >
                                    > I mała prośba, nie krzycz, bo okrzyków nie słucham.
                                    > W podobnych sytuacjach, następnym razem, odwracam się bez
                                    > ostrzeżenia.
                                    > W takim tonie nie rozmawiam. Będziesz pyskować dalej... odpowiedzi
                                    > na Twój post nie zobaczysz (Ty, czy ktokolwiek inny).


                                    Jeny, się poryczałam dokumentnie.Buuu... nie otrzymam odpowiedzi (bo
                                    niewygodna by była.
                                    Kobito, masz coś z głową i zrób coś z tym, póki nie jest za późno.
                                    Bez odbioru.
                          • zmeczona100 Kami 23.06.09, 23:36
                            kami_hope napisała:


                            > P.S. Już to było powiedziane wczoraj... Powtórzę. Niektórzy z Was,
                            > załatwiają swoje sprawy, czyimiś rękami. Być może kiedyś Wam coś
                            nie
                            > wyszło i nie macie kolejnej szansy aby spróbować rozwiązać (te
                            > przeszłe) problemy po Waszej myśli. Ale! Problemy, które
                            > dostrzegacie u innych, choć momentami mogą być podobne, to jednak

                            > to zupełnie inne problemy i zupełnie inni ludzie, którzy je noszą.

                            Nikt tu za nikogo problemów nie rozwiązuje- każdy może natomiast
                            skorzystać z doświadczeń innych. Nie rób z ludzi niepełnosprawnych
                            umysłowo, którzy nie potrafią korzystać z doświadczenia innych w
                            sprawach podobnych sobie. Każdy ma swój rozum, więc nie sugeruj, że
                            ci z problemem to moga być aż tak głupi, by bez zastanowienia
                            posłuchać rad innych; a więc nie radźmy, aby kogoś nie skrzywdzić.
                            Może więcej wiary w ludzi by sie przydało?

                            Gdyby nie doświadczenia, każdy z nas musiałby zaczynać od początku.
                            Swoimi słowami zaprzeczasz istocie grup samopomocowa, jaką na pewno
                            jest też grupa osób w sytuacji okołorozwodowej.

    • ania7718 Re: Zrozpaczona 23.06.09, 13:26
      Według mojego męża ja nie dojrzałam do małżeństwa, on natomiast jest
      i tak o sobie mówi dojrzały, odpowiedzialny i samodzielny, od 19
      roku życia w wojsku.
      • to.ja.kas Re: Zrozpaczona 23.06.09, 13:33
        I w świetle ostatnich postów chyba ma rację. Tzn ma rację, że nie
        dojrzałas do małżeństwa jak jest z nim? To, że jest w wojsku jeszcze
        nic nie znaczy
        • ania7718 Re: Zrozpaczona 23.06.09, 13:42
          On też nie jest bez winy.
          • to.ja.kas Re: Zrozpaczona 23.06.09, 13:58
            Ależ ja nie twierdzę, że on jest niewinny!
            Ba, pisze przeciez, ze facet kłamie,zwala na Ciebie całą winę i
            ewidentnie kręci jak diabli. Dałas mu kij do ręki i teraz nim
            dostajesz. On szukał okazji by się wymiksowac z małżeństwa a Ty
            dałas mu argumenty. Ale we dwoje zrobiliście dużo by to małżeństwo
            tak skończyło.
            Czy to źle? E, tam. Jeśli każde z Was wyciągnie wnioski na
            przyszłośc to wcale nie.
            Ty przestań atakować i drążyć bez chwili wytchnienia kiedy czegoś
            chcesz, nie wiej do mamy, nie strasz rozwodem, nie angażuj innych w
            swoje małzeństwo, ona ma do zrobienia tyle samo duuuzo albo jeszcze
            więcej.
            Czy dacie sobie szanse to czas pokaże.
            • ania7718 Re: Zrozpaczona 23.06.09, 14:18
              Chce zacząć wszystko od nowa tylko pytanie czy on chce.Chyba już
              nie, choć teraz to wszystko jest świeże, żyjemy emocjami. Może za
              parę miesięcy spojrzymy na to wszystko z dystansem.
              • bibistuart1 Re: Zrozpaczona 23.06.09, 18:21
                Aniu,
                nie miej zludzen. Facet wbil sobie do glowy, ze on jest zdrowy. On
                chce dziecka, tylko nie z Toba. Z inna kobieta, ktora nie ma
                problemow z plodnoscia. Rzeczywiscie, jesli Ty i on maja problemy, w
                ciazy albo nie bedziesz nigdy, albo musicie sie leczyc oboje. On nie
                chce sie leczyc. Jego ojciec i chyba kumple utwierdzaja go w
                przekonaniu, ze wyatarczy JEDEN plemnik. Czyli jako facet on jest
                ok, bo ma tych plemnikow miliony, a wsrod nich znajdzie sie jeden,
                zdrowy. To baba jest felerna. W dodatku po lekach nie ma ochoty na
                seks.
                Facet jest pewien, ze z inna, zdrowa kobieta bedzie mial dzieci bez
                leczenia, dodatkowych badan i poczucia "gorszej meskosci".W dodatku
                znajdzie sie kobita chetna do zblizen, bez humorow po lekach.
                Moim zdaniem tutaj jest pies pogrzebany.
                Dlatego tez nie widze szans na zadne kompromisy z jego strony, zebys
                nawet obiecywala mu zlote gory.
                Odpusc sobie dziewczyno, bo moze i Ty z calkowicie "sprawnym
                plemnikowo" facetem szybko zajdziesz w ciaze bez leczenia?
                W zadnym wypadku nie bierz winy na siebie. Twoj facet to
                manipulator, egoista i naprawde Cie nie kocha. Zostaw go w spokoju i
                ukladaj sobie zycie z kims innym. Rozwod w tym przypadku to naprawde
                nie tragedia. A pewnego dnia przestaniesz go kochac i zobaczysz jak
                bedziesz zdziwiona, ze kochalas kiedys tego dupka.
                • nangaparbat3 Re: Zrozpaczona 23.06.09, 22:31
                  bibistuart1 napisała:

                  > Aniu,
                  > nie miej zludzen. Facet wbil sobie do glowy, ze on jest zdrowy. On
                  > chce dziecka, tylko nie z Toba. Z inna kobieta, ktora nie ma
                  > problemow z plodnoscia.

                  > Facet jest pewien, ze z inna, zdrowa kobieta bedzie mial dzieci bez
                  > leczenia, dodatkowych badan i poczucia "gorszej meskosci".W dodatku
                  > znajdzie sie kobita chetna do zblizen, bez humorow po lekach.
                  > Moim zdaniem tutaj jest pies pogrzebany.
                  > Dlatego tez nie widze szans na zadne kompromisy z jego strony, zebys
                  > nawet obiecywala mu zlote gory.
                  > Odpusc sobie dziewczyno, bo moze i Ty z calkowicie "sprawnym
                  > plemnikowo" facetem szybko zajdziesz w ciaze bez leczenia?
                  > W zadnym wypadku nie bierz winy na siebie. Twoj facet to
                  > manipulator, egoista i naprawde Cie nie kocha. Zostaw go w spokoju i
                  > ukladaj sobie zycie z kims innym. Rozwod w tym przypadku to naprawde
                  > nie tragedia. A pewnego dnia przestaniesz go kochac i zobaczysz jak
                  > bedziesz zdziwiona, ze kochalas kiedys tego dupka.

                  Kolejna jasnowidzczyni.
                  Czy raczej jasnowidzka.
                  • bibistuart1 do nanagaparbat3 24.06.09, 06:48
                    a Ty czasami przewidujesz konsekwencje zdarzen, czy tak sobie
                    bezmyslnie zyjesz?
                    • nangaparbat3 Re: do nanagaparbat3 24.06.09, 09:19
                      Ja żyję bezmyślnie.
                      • bibistuart1 Re: do nanagaparbat3 24.06.09, 19:47
                        to widac po Twoich postach, ale mialam nadzieje, ze zaprzeczysz. Nie
                        dawaj wiec rad ludziom na forum jak sama wiesz, ze jestes bezmyslna.
                      • bibistuart1 Re: do nanagaparbat3 24.06.09, 19:51
                        to widac po Twoich postach. Nie dawaj wiec rad ludziom na forum jak
                        sama przyznajesz, ze zyjesz bezmyslnie.
                        • nangaparbat3 Re: do nanagaparbat3 24.06.09, 20:04
                          Pośród ślepych jednooki jest królem wink
                          • bibistuart1 Re: do nanagaparbat3 24.06.09, 23:04
                            i po co sie tak "madrzysz" jak nie masz nic do powiedzenia?
                            • nangaparbat3 Re: do nanagaparbat3 24.06.09, 23:17
                              bibistuart1 napisała:

                              > i po co sie tak "madrzysz" jak nie masz nic do powiedzenia?

                              Masz racje, nie mam do powiedzenia nic, co mogloby Cie zainteresowac. Dobranoc smile
    • young-and-bored Re: Zrozpaczona 24.06.09, 00:23
      Nie przejmuj się zanadto tą poniedziałkową sprawą, jego pozwem i tym
      co napisałaś w odpowiedzi. Rozwód na pierwszej rozprawie sądy
      orzekają zazwyczaj, kiedy obie strony są na takie rozwiązanie
      zdecydowane. Jeśli Ty wniesiesz o oddalanie powództwa, podnosząc
      że nie mieszkacie wspólnie z mężem bardzo krótko, bo niecały
      miesiąc, że kochasz go, czujesz się z nim psychicznie związana
      i Twoim zdaniem Wasze małżeńskie nieporozumienia mają charakter
      przejściowy, to zawarte w uzasadnieniu pozwu argumenty Twojego męża
      co do zupełnego i trwałego rozkładu pożycia okażą się na tym tle
      niedostateczne i sąd zapewne nie zrobi Ci krzywdy tylko wyznaczy
      kolejny termin, bo nie będzie tu podstaw do orzeczenia rozwodu.
      Zresztą także Twój mąż także wydaje się emocjonalnie nieprzygotowany
      na tempo, jaki przybrała ta sprawa. Jego przewidywania, że następną
      rozprawę sąd wyznaczy dopiero jesienią wydają mi się realne. Ja
      także jestem zdania, że Twojego męża ktoś wspiera w jego działaniach
      (niekoniecznie adwokat, może po prostu rozwiedzeni koledzy z
      jednostki. To młody facet który - jak podajesz - w wojsku spędza
      całe swoje dorosłe życie od późnego okresu adolescencji, więc nie
      mający w tym okresie innych doświadczeń zawodowych, edukacyjnych,
      dlatego nie zakładałbym tu przesadnego wyrafinowania z jego strony -
      "jeśli nie było dziecka 3 lata, to znaczy że tak miało być" czy coś
      w tym stylu itp.)

      pzdr,
      • ania7718 Re: Zrozpaczona 24.06.09, 10:36
        Dziś dzwoniłam do Sądu,jutro Sędzia podejmie decyzję czy rozprawa
        się odbędzie czy też nie. Co kolegów męża to nie ma tam
        rozwiedzionych.Tylko w rodzinie ma 1 przypadek.
    • ania7718 Re: Zrozpaczona 26.06.09, 19:22
      Witajcie.Im bliżej rozprawy, a jest już w poniedziałek tym gorzej
      się czuje. Najgorzej nie wiem jak się zachować na sali sądowej bo
      nigdy nie byłam w Sądzie
      • mola1971 Re: Zrozpaczona 26.06.09, 19:34
        Sąd to nic strasznego. Wejdziecie do sali oboje, sędzia wskaże Wam Wasze miejsca
        a potem będzie zadawał pytania. Jako pierwszy zostanie przesłuchany Twój mąż (bo
        on złożył pozew) a potem Ty. Trzeba tylko odpowiadać na pytania, najlepiej
        powoli i zwięźle. Mów to co naprawdę myślisz i wiesz. Jeśli bardzo się będziesz
        denerwowała to wypij przed wyjściem z domu podwójną melisę.
        • ania7718 Re: Zrozpaczona 26.06.09, 19:42
          Dzięki
    • ania7718 Re: Zrozpaczona 27.06.09, 13:34
      Jacy świadkowie mogą być powołani w sprawie rozwodowej? Czy może być
      brat męża lub bratowa? Bo się zastanawiam czy mąż ich nie wezmie.
    • ania7718 Re: Zrozpaczona 27.06.09, 22:10
      Mam pytanie: jak to jest z tą mediacją. Na czym to polega? Bo
      niekiedy Sąd kieruje na mediację
      • zmeczona100 Re: Zrozpaczona 27.06.09, 22:17
        Aniu, mam wrażenie, że Ty bardzo chcesz opóźnić to, co niewątpliwie i
        tak nastąpi. Wg mnie wartościowa osoba, która kocha, nie leci do sądu
        z pozwem o rozwód. Nie wiem, czy ten Twój jest wartościowy, czy
        kocha, ale spójrz na to z innej strony- jak zechce, to i tak się z
        Tobą w końcu rozwiedzie. Tyle tylko, że Ty stracisz w ten sposób
        czas, w którym mogłabyś np. poznać kogoś innego.
        A jeśli się rozwiedziecie i jednak mąż uzna, że to był błąd, to
        przecież będzie miał szanse na równi z innymi, aby to naprawić.
        Do miłości nikogo nie zmusisz, a za męża nie pokochasz, aby to
        wystarczyło do wspólnego zycia.
        • ania7718 Re: Zrozpaczona 27.06.09, 22:44
          Wiem ale dla mnie to wszystko za szybko się dzieje, nie dojrzałam
          psychicznie do tej decyzji.Wiem ze to głupie że mam uczucia względem
          męża no ale cóż mam i już. Niczego nie chce opózniac.
          • zmeczona100 Re: Zrozpaczona 27.06.09, 22:51
            Dojrzewa sie do takiej decyzji dosyć długo, tylko, że się przez to
            traci wiele- człowiek znosi m.in. wiele upokorzeń. Jak dostaniesz
            troche kopów od męża, to będziesz już przygotowana na rozwód. Ale
            pokaleczona bedziesz i tak będziesz wymagała czasu, aby powstac z
            kolan.
            Słowem- to tylko wydłuża czas uporządkowania własnego życia.
            Rozwód to nie koniec świata- kto powiedział, że nie mozna drugi raz
            spróbować być razem?
            Co prawda, wg mnie to się rzadko sprawdza, co nie oznacza jednak, że
            nie jest możliwe.
            • ania7718 Re: Zrozpaczona 27.06.09, 22:55
              Zobaczymy jak to będzie.Ja już jestem okaleczona w środku. I mimo to
              w środku tli się we mnie nadzieja że może jeszcze będzie dobrze. Ale
              nadzieja to matka głupich
    • ania7718 Re: Zrozpaczona 28.06.09, 19:54
      Jutro o 12 moja rozprawa. Bardzo się boję i przeżywam.Proszę o
      wsparcie "telepatyczne"
      • leptis ... 28.06.09, 21:06
        Anka, już nic nie wymiślisz.
        Zrób coś głupiego-oglądnij mecz.
        TVP2. Tam isę dzieje cud.
        Usa DWA brazylia NULL

        Jak to sienapotoczy dalej?

        Pasmile)
        Na poważnie.
        O 12 spojrzę w stronę Sądu tu.

    • ania7718 Re: Zrozpaczona 28.06.09, 19:58
      Zastanawiam się jak Sąd się ustosunkuje to tej naszej rozłąki. Mąż
      zarzuca mi że to ja go opuściłam,a nie on mnie. Fakt nie odzywałam
      się 2 tygodnie, bardzo przeżywałam kłótnię i to o co w niej
      chodziło, chciałam się odezwać, a on ubiegł mnie sms z info o pozwie.
      • mola1971 Re: Zrozpaczona 28.06.09, 20:13
        Aniu, wsparcie telepatyczne masz u mnie jak w banku smile
        Nie zastanawiaj się teraz i niczego nie analizuj bo to bez sensu. Sędzia ma doświadczenie, nie takie przypadki widział/a i sam/a wyciągnie wnioski. Ty tylko odpowiadaj na pytania i ewentualnie, gdy będziesz chciała coś od siebie dodać to też będziesz mogła. Może weź ze sobą kartkę i coś do pisania i notuj podczas zeznań męża to, co Ci się nie spodoba i z czym się nie zgadzasz bo jak będziesz mogła zeznawać Ty to możesz w stresie zapomnieć. Twój mąż kręci ale Ty się tym nie przejmuj. Trzymaj się prawdy i tego co sama myślisz i czujesz. Powodzenia smile
        • ania7718 Re: Zrozpaczona 28.06.09, 20:30
          Dziękuje Ci za rady, rzeczywiście wezmę kartkę, nie pomyślałam o tym
          a rzeczywiście mogłabym się zakręcić.
      • gallama Re: Zrozpaczona 28.06.09, 21:50
        Ania, tak mi się wydaje, że "nie odzywanie przez 2 tygodnie" to chyba z obu
        stron było? A "nieodzywanie się o recepcie" zapewne jeszcze dłużej.. 2tygodnie
        rozstania to nie dowód na trwałe ustanie pożycia.
        Nie dręcz się, oboje macie prawo do wypowiedzenia się więc przedstaw Twoją
        wersję w sądzie. Spokojnie.
        Trzymam kciuki jutro.
        • ania7718 Re: Zrozpaczona 29.06.09, 18:05
          Tak z obu stron, i ja i mąż nie odzywaliśmy.Ja już po sprawie, 2
          godziny się opózniła, sama rozprawa 10 minut. Mąż podtrzymał pozew,
          pogodzić się nie chce, mediacji też nie. Sędzia powiedziała, że to
          za mały okres czasu na trwały rozpad.Pytała czy mnie kocha, kiedy
          ostatnie współżycie, i ile nie mieszkamy. Mąż się chciał wymądrzać
          ale Sędzia mu przerwała.Pytała mnie co chce czy zgadzam się na
          rozwód czy chce oddalenia czy też odroczenia. Ja chciałam odroczenia
          i jest odroczona sprawa do 1 września. 2 by była nasza 3 rocznica.
          Dziękuje za wsparcie.
          • mola1971 Re: Zrozpaczona 29.06.09, 19:03
            Aniu, to teraz trzymaj się najmocniej jak tylko potrafisz. Do tego 2 września
            staraj się zająć swoimi sprawami a nie zadręczaniem się. Może weź się solidnie
            za szukanie pracy?
            Co do rocznic... Ja dokładnie w dniu 17 rocznicy ślubu powiedziałam mężowi, że
            chcę rozwodu. Przez te wszystkie lata nie pamiętał nigdy o rocznicach to
            przynajmniej tą jedną zapamięta wink
            • ania7718 Re: Zrozpaczona 29.06.09, 19:15
              Dziękuje,musze zorganizować sobie życie.
            • ania7718 Re: Zrozpaczona 29.06.09, 23:28
              Dziś widziałam się z koleżanką, która też jest po rozwodzie. Mówi
              żebym wniosła o orzeczenie winy męża,w jej przypadku ona składała
              pozew bez orzekania ale Sędzia poradziła jej aby wniosła o
              orzeczenie o winie. Mam czas jeszcze do zastanowienia. Lepiej się
              już czuje, dziś w Sądzie przekonałam się naprawdę kim jest mój
              jeszcze mąż.Maska opadła.
              • mola1971 Re: Zrozpaczona 29.06.09, 23:36
                Aniu, skoro zobaczyłaś obecne oblicze męża (nie wiem czy prawdziwe bo oni bardzo
                się zmieniają, zwłaszcza gdy w grę wchodzi inna kobieta) to może rzeczywiście
                warto zawalczyć o winę męża. Będziesz miała po pierwsze poczucie sprawiedliwości
                a po drugie możliwość wywalczenia alimentów na siebie. I jedno i drugie na pewno
                Ci się przyda.
                • ania7718 Re: Zrozpaczona 30.06.09, 00:05
                  Wiem bo o tych alimentach też rozmawiałam dziś z koleżanką,tylko
                  wiesz może jak alimenty mają się do podzialu majątku bo jeśli
                  alimenty będą to majątek jest nadal na pół czy już nie?A jeśli
                  przegram to co mogę stracić?Mąż się wściekl gdy Sędzia dała mu moją
                  odpowiedz na pozew. Wypadł z sali i tyle go widziałam, a chciał tak
                  kulturalnie.Mnie Sędzia pytała jak chce bo mogłam się dziś zgodzić
                  na rozwód też, albo oddalenie powództwa bo za krótki okres czasu, a
                  jeśli się nie bede nadal godzić na rozwód to mogę wnioskować o
                  orzeczenie o winie.
                  • mola1971 Re: Zrozpaczona 30.06.09, 09:06
                    Aniu, ja się na tym nie znam. Doświadczenia też nie mam bo mój
                    rozwód był bez orzekania o winie. Może załóż nowy wątek (ten już
                    jest strasznie duży i 'ciężko' chodzi a poza tym sprawa może
                    umknąć) i przedstaw obecną sytuacją. Na tym forum piszą ludzie,
                    którzy mają doświadczenie w takich sprawach. Piszą też fachowcy. Na
                    pewno Ci pomogą.

                    P.S.
                    To, że mąż się wściekł akurat mnie kompletnie nie dziwi. Jeszcze
                    wiele rzeczy się dowiesz o swoim mężu.
                  • squirrel9 Re: (Z)rozpaczona 30.06.09, 14:32
                    Oj, naszej małej Ani szybciutko rozpacz przeszła!
                    Niby dlaczego facet miałby ci płacić alimenty? Występując o
                    orzeczenie o jego winie zastanów się czy on nie zrobi wtedy tego
                    samego i jakie masz ty a jakie on argumenty. Moze mieć więcej
                    świadków np.na to,że nie miałaś zamiaru pracować,że zaniedbywałaś
                    dom,że konflikty rozwiązujesz aa pomocą wyjazdu do rodziców,że się z
                    nim nie liczysz, że w ogóle jestes niedojrzała. I on moze wygrać.
                    • ania7718 Re: (Z)rozpaczona 30.06.09, 16:14
                      Słuchaj człowieku odczep się.Co Ty możesz wiedzieć w jakim jestem
                      stanie. I co zrobię to moja sprawa. Mam czas na przemyślenia. Po
                      zachowaniu męża w Sądzie mam prawo zrobić to co chcę. Poza tym ja
                      pracowałam tylko mi umowy nie przedłużyli. Domem się zajmowałam i
                      mężem również. Do rodziców i teściów jezdziliśmy razem, wszystkie
                      imprezy razem. Gdy mąż wyjeżdzał na delegacje albo na służby to za
                      jego przyzwoleniem jechałam do naszego rodzinnego miasta i
                      odwiedzałam teściów i rodziców. Dzwonił do mnie po kilkanaście razy
                      dziennie i przyjezdzał po mnie do rodzinnego miasta.Jak się nie wie
                      dokładnie to się nie ocenia człowieku.
                      • ania7718 Re: (Z)rozpaczona 30.06.09, 16:15
                        KIedy się z nim nie liczyłam. Zawsze liczyłam się z nim, prosiłam o
                        wszystko i obchodziłam jak z jajkiem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka