Dodaj do ulubionych

Zrozpaczona

20.06.09, 15:02
Tydzień temu rozpadło mi się życie. Dowiedziałam się, że mąż złożył
pozew bez uzgodnienia ze mną, pozew bez orzekania o winie, o tym
fakcie poinformował mnie dopiero po 3 dniach od złożenia przez sms,
po mojej odpowiedzi również w formie sms zadzwonił.24 maja nastąpiła
pomiędzy nami wielka kłótnia po czym ja pojechałam do rodziców i nie
odzywaliśmy się do siebie przez 2 tygodnie.Ja musiałam się wyciszyć
i uspokoić i poukładać sobie wszystko. Po tych 2 tygodniach mąż
złożył pozew. Przed paroma dniami rozmawialiśmy ze sobą, ja chciałam
abyśmy dali sobie ostatnią szansę, on nie chce twierdzi że jego
uczucie do mnie wygasło i nie wie kiedy to się stało. Twierdzi, że
się oddaliśmy wzajemnie od siebie, zarówno z jego winy jak i mojej.
Najgorsze jest to że wszystko dzieje się bardzo szybko, 9 czerwca
złożył pozew, 12 sie dowiedziałam, 16 przyszło do mnie pismo z sądu
że rozprawa jest już 29 czerwca. Głównym zapalnikiem w naszym
konflikcie jest to iż chcieliśmy dziecka. Gdy sie nie udawało
przebadaliśmy się i zarówno z mojej strony jak i męża nie jest
dobrze. Potrzebne było leczenie. Ja zaczęłam się leczyć, brałam leki
prawie około roku, mąż po wizycie u lekarza nie powiedział, że
lekarz przepisał mu leki i ma skierowania na badania w celu dalszej
diagnostyki, skłamał że wszystko jest ok. Dopiero pózniej znalazłam
przypadkowo w kieszeni jego kurtki receptę i skierowania.Mąż nie
chciał się leczyć mimo iż u niego też jest problem. Ponadto uznaje
tylko naturalne metody zajścia w ciążę, a nie chce się leczyć w celu
poprawienia swoich wyników. Lekarz nam zaproponował inseminację, nie
chcę roztrząsać tu na czym to polega, inseminacja może być przy
wynikach męża bez leczenia, naturalne zajście pociąga za sobą
leczenie męża.On nie chce ani tego ani tego.Dla mnie pragnienie
macierzyństwa jest bardzo ważne zwłaszcza że nie jesteśmy już tak
młodzi,ja mam 32 lata, a mąż 33. Małżeństwem jesteśmy od 2006 roku.
Razem od 2005.Rozmawiałam z mężem na te trudne tematy ale on starał
się unikać tego tematu, zamiatał problem "pod dywan" ja zaczęłam
naciskać, tłumaczyć żeby się wziął w garść i dał nam szansę
posiadania dziecka, groziłam rozwodem, były wielkie emocje u mnie
bardzo gdyż byłam pod działaniem hormonów, które negatywnie wpływały
na mnie i czyniły nerwową. W celu pojednania z mężem przyznałam się
do swoich błędów, że z mojej strony nie mądre były te słowa o
rozwodzie ale działam pod wpływem silnego wzburzenia.Nadal kocham go
i bardzo boli mnie to że on już mnie nie, nie chciał mi powiedzieć
kiedy przestał mnie kochać ale pod wpływem moich nacisków powiedział
z płaczem.Rozprawa jest bardzo szybko, jego też to zaskoczyło gdyż
spodziewał się że będzie dopiero we wrześniu, ja nie jestem
przygotowana psychicznie do tego, rozwodu nie chcę, dla mnie za
szybko to się dzieje. W poniedziałek wysyłam odpowiedz na pozew,
gdyż nie jest tak jak on napisał w uzasadnieniu. Twierdzi że ustały
między nami kontakty fizyczne, a przecież były rzadko z powodu że po
lekach osłabieniu uległo moje libido,a i on bywał zmęczony, ostatnio
12 maja, po tym gdy się pogodziliśmy, a mąż zgodził się na
inseminację, po czym po tygodniu się wycofał gdy dowiedział się że
potrzebne są badania krwi nas obojga. Bardzo cierpię i nie wiem co
ze sobą zrobić. Żyć mi się odechciało. Na darmo brałam leki i to nie
były witaminki. Musiałam przerwać leczenie a to wpłynęło negatywnie
na moje zdrowie.
Obserwuj wątek
    • mola1971 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 15:41
      Niestety, ale Twoja historia jest klasycznym wręcz przykładem na brak zrozumienia i akceptacji wzajemnych potrzeb w związku. Dla Ciebie sprawą priorytetową stało się urodzenie dziecka a dla Twojego męża niekoniecznie brak dziecka jest problemem. Ty spieszysz się z macierzyństwem bo zegar biologiczny już nawet nie tyka tylko bije na alarm i jest to zrozumiałe, ale czy zastanawiałaś się jak w tym wszystkim czuje się Twój mąż? Dla mężczyzny ojcostwo nie jest aż tak bardzo ważne. Dla mężczyzny jak dziecko jest to jest a jak nie ma to trudno, ale za to dla mężczyzny bardzo ważny jest seks a brak seksu (lub sprowadzanie seksu tylko do prokreacji) = brak miłości. Dodatkowo pojawił się problem jego niepłodności a dla mężczyzny to bardzo delikatna sprawa. Sprowadziłaś męża do roli inseminatora a jemu ta rola najwyraźniej nie odpowiada. Siebie zaś zaczęłaś traktować jak inkubator a mężczyźni za inkubatorami nie przepadają. Mężczyzna lubi mieć przy sobie po prostu kobietę. I niewykluczone, że decyzja Twojego męża o rozwodzie związana jest z tym, że w jego życiu pojawiła się jakaś kobieta, która zobaczyła w nim mężczyznę a nie tylko potencjalnego ojca jej dziecka.
      • jarkoni Re: Zrozpaczona 20.06.09, 15:49
        Wiem, że to zabrzmi wyjątkowo wrednie, spodziewam się linczu jako "męska
        szowinistyczna..", ale przestałem czytać wątek autorki po tekście: "znalazłam
        przypadkowo w kieszeni jego kurtki"...

        Bareja i Miś: tak, przechodziliśmy przypadkowo, z tragarzami..
        • mola1971 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 16:09
          Linczu nie będzie, ale mnie to akurat aż tak bardzo nie ruszyło. Mi też zdarzało
          się naprawdę przypadkowo znajdować różne dziwne rzeczy mojego męża np. podczas
          sprzątania. A w kieszeni kurtki to tak mi przyszło do głowy, że można coś
          znaleźć przypadkowo gdy chce się tą kurtkę uprać. Ja tam sprawdzam kieszenie
          spodni i kurtek przed praniem od czasu gdy wyjęłam z pralki opylone na biało
          czarne rzeczy bo w jakiejś kieszeni była chusteczka higieniczna smile
            • mola1971 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 16:21
              To fakt. Masz rację. Tylko, że tak jest gdy się tej drugiej osobie ufa. Gdy
              pojawił się brak zaufania to już niekoniecznie się nie czyta. Tyle tylko, że gdy
              ten brak zaufania już się pojawił to chyba czas najwyższy zastanowić się nad
              sensem związku.
              • jarkoni Re: Zrozpaczona 20.06.09, 16:44
                mola1971 napisała:

                > To fakt. Masz rację. Tylko, że tak jest gdy się tej drugiej osobie ufa. Gdy
                > pojawił się brak zaufania to już niekoniecznie się nie czyta.

                Jakie są granice tzw."braku zaufania" i kto je ustala? Może ten przestający
                ufać? Na takiej zasadzie każda ze stron może w dowolnym momencie grzebać po
                kieszeniach drugiej stronie, grzebać w portfelu, czytać sms-y, sprawdzać
                połączenia, grzebać w jego poczcie w komputerze, otwierać listy?
                Bo co? Bo usprawiedliwieniem będzie to, że grzebiąca powie przed sądem z
                rozbrajającą szczerością: "przestałam mu ufać, to i miałam pełne prawo wszędzie
                grzebać."
                Ale zaręczam, że wcześniej robiłam to przypadkowo..
                Np. zostawił telefon w kuchni na blacie, ja się oparłam łokciem i przypadkowo
                wyświetliły się jego smsy, no to przypadkowo zaczęłam czytać..
                Brzydzi mnie to i już..
                • tricolour A mnie tak nie brzydzi... 20.06.09, 16:47
                  ... i czasem przypadkowo natknę się jakieś pismo narzeczonej, fakturę, rachunek,
                  artykuł, mail itp i nie uciekam w popłochu ani nie odwracam głowy żeby tylko nie
                  spojrzeć.

                  Także nie chowam w jakieś czeluście swoich domowych papierów, bo nie mam nic do
                  ukrycia gdy mnie odwiedzi.
                  • jarkoni Re: A mnie tak nie brzydzi... 20.06.09, 17:06
                    tricolour napisał:

                    > ... i czasem przypadkowo natknę się jakieś pismo narzeczonej, fakturę, rachunek
                    > ,
                    > artykuł, mail itp i nie uciekam w popłochu ani nie odwracam głowy żeby tylko ni
                    > e
                    > spojrzeć.

                    Ależ jasne, mówię o "udawanej" przypadkowości, czyli celowym grzebaniu, bo
                    przestałem ufać.
                    To mnie brzydzi
                • mola1971 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 17:00
                  Nie bez powodu przestaje się komuś ufać. I wcale nie chodzi o zbieranie żadnych
                  dowodów.
                  Jarkoi, Ty patrzysz przez pryzmat swoich doświadczeń, ja przez pryzmat swoich.
                  Moje i Twoje są odmienne, więc trudno byśmy się zrozumieli.
                  12 lat temu pakowałam męża na wyjazd służbowy i zauważyłam w kieszonce walizki
                  paczkę prezerwatyw. I czy wg Ciebie dziwne jest to, że gdy wrócił z tego wyjazdu
                  to sprawdziłam czy ta paczka nadal w tej kieszeni była? Oczywiście kieszeń była
                  pusta a mąż wyłgał się jakimś kłamstwem. Czy to dziwne, że zrobiłam się czujna?
                  Oczywiście z czasem ta czujność minęła. Do czasu... kolejnego numeru. I w taki
                  właśnie naprawdę przypadkowy sposób tych numerów kilka wykryłam. A po każdym
                  wykryciu po prostu stawałam się na jakiś czas czujna. A wiesz dlaczego? Bo
                  nienawidzę gdy ktoś mnie w konia robi. Czy to takie dziwne?
                  Mnie też brzydzi wyciąganie jakiś brudów w sądzie. W poniedziałek mam pierwszą
                  rozprawę rozwodową i pomimo tego, że nie miałabym najmniejszych problemów z
                  rozwodem z winy męża to rozwód odbędzie się bez orzekania o winie. Bo właśnie
                  nie mam najmniejszej ochoty na żadne pranie brudów.

                  P.S.
                  Ja mojemu mężowi nigdy nigdzie nie 'grzebałam' jak to zgrabnie nazwałeś a on
                  zainstalował program szpiegujący na laptopie i dobrał się do mojej skrzynki
                  pocztowej w nadziei, że coś w niej znajdzie. I to był dla mnie kolejny powód do
                  podjęcia decyzji o rozwodzie.
                • nangaparbat3 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 17:13
                  Nie zrozumialam wypowiedzi Moli jako usprawiedliwienia grzebania i czytania -
                  raczej stwierdzenie faktu, ze jesli do tego dochodzi, to jasny sygnal, ze w
                  zwiazku brak zaufania. A jesli brak zaufania, to fakt, zaczyna sie robic rzeczy,
                  ktore brzydzą. Mnie też, choc nie zaręczę, ze w sytuacji mocno nadwatlonego
                  zaufania umialabym sie powstrzymac.
                  • mola1971 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 17:18
                    Dokładnie to miałam na myśli.
                    Jeśli już komuś przychodzi do głowy by 'grzebać' w rzeczach partnera to powinien
                    być dla niego sygnał to zastanowienia się nad sensem i celowością związku.
                    • jarkoni Re: Zrozpaczona 20.06.09, 17:29
                      I macie rację..
                      Ale ponieważ moja racja chce być lepsza od waszej racji, to zacytuję fragment
                      swojej rozmowy ze skype'a na ten temat konkretny:
                      Rozmówca:no ma kobieta problem i z tego co zdążyłam przeczytać,to niejak mola
                      odpowiedziała jak dotąd najmądrzej
                      Ja:ja mówiłem o tym, co mnie wkurzyło
                      R:Twoje prawo,ale w całym tym wątku nie o to chyba chodzi
                      Ja:
                      jasne, że nie, ale jej problem zaczął się od grzebania po kieszeniach
                      [17:12:02] potem kłotnia
                      [17:12:19] potem ona wyjechała do rodziców na 2 tygodnie
                      [17:12:35] żeby pozbierać niby myśli
                      [17:12:40] guzik prawda
                      [17:13:06] myślała, że on się złamie i będzie wydzwaniał albo przyjedzie
                      [17:13:11] a tu nici
                      [17:13:17] złozył pozew
                      [17:13:58] było grzebać po kieszeniach? a potem stroić fochy i uciekać do
                      rodziców zamiast pogadać szczerze????
                      R:a On był szczery?
                      [17:15:11]
                      oboje są nie porządku wobec siebie,ona bo grzebała,a on bo nie powiedział,że
                      wyniki są złe
                      • ania7718 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 17:38
                        Ja jestem i byłam wobec niego szczera i o wszystkim mu mówiłam.Te 2
                        tygodnie dały mi to że przemyślałam wszystko. To nie był foch, oboje
                        pojechaliśmy do rodziców z tym, że ja nie wróciłam. Pojechaliśmy
                        ponieważ mąż stwierdził że trzeba postawić rodziców przed faktem że
                        dziadkami nie zostaną.Myślałam że może zadzwoni,dzwonił tylko do
                        mojej mamy z życzeniami z okazji Dnia Matki wieczorem po 21. Ja
                        postanowiłam zadzwonić 14 czerwca w jego urodziny z życzeniami ale
                        on 12 poniformował mnie sms o pozwie.
                      • mola1971 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 18:04
                        No jakoś tak już jestem przyzwyczajona do tego, że męska racja lubi być lepsza
                        od racji kobiecej smile Na szczęście też jestem na to uodporniona wink
                        Pozdrowienia dla Twojej interlokutorki ze skype'a smile
                      • tricolour Nie, nie tłumacz się... 20.06.09, 17:37
                        ... jest zupełnie naturalne, że trzeba przetrząsnąć kieszenie przed praniem,
                        torbę przed schowaniem w szafie itp. Czasem wypadnie list z koperty i nie ma co
                        odwracać wzroku ze wstrętem.

                        Raczej nienormalne jest pilnowanie, by nie spojrzeć na rzecz małżonka.
                          • tricolour Szpiegowanie polega na... 20.06.09, 17:48
                            ... sprawdzaniu z ukrycia. W małżeństwie, w jednym domu nie ma miejsca na
                            szpiegowanie ze względu na to, że jest właśnie jeden dom i wszystko jest wspólne.

                            Ukrywanie będzie wtedy, gdy jedna ze stron wydzieli część przestrzeni (jakby
                            tego nie rozumieć) na tylko swój świat i broni do niego dostępu, najczęściej
                            poprzez nieinformowanie, że coś jest "tylko moje".

                            Mówiąc inaczej: w domu się nie szpieguje, ale można wmówić szpiegowanie poprzez
                            zrzucenie winy za skrytą izolację, która się wydała.
                            • jarkoni Re: Szpiegowanie polega na... 21.06.09, 10:16
                              tricolour napisał:

                              > ... sprawdzaniu z ukrycia. W małżeństwie, w jednym domu nie ma miejsca na
                              > szpiegowanie(...)

                              Tri,
                              wyjaśniłem swoje zdanie chyba w miarę rozsądnie, a może i nie.
                              Nie odwracamy wzroku i nie uciekamy w popłochu na widok jakichś papierków
                              znalezionych przed praniem w ubraniu partnera, lub w jego torbie przed
                              schowaniem do szafy, to jasne..

                              Ale jeśli np. znalazłam jakiś długi paragon z zakupów, to go wyjmuję, bo z
                              jakichś względów nie wyrzucił go, tylko zostawił w kieszeni.. Widzę, że to długi
                              paragon ze sklepu, nie uciekam przed nim, ale kiedy on wróci mówię: "Przy praniu
                              twojej kurtki znalazłam jakiś paragon, zobacz czy to coś ważnego, czy wyrzucić.
                              Położyłam ci na biurku."
                              Wersja nr 2: znalazłam długi paragon ze sklepu, przerywam pranie, siadam i
                              studiuję... Jest 36 pozycji, zobaczmy gdzie i kiedy kupował, i co kupował..Ooo,
                              jakaś kawa i czekoladki, hmm do domu ich nie przyniósł, ooo, i koniak, też go w
                              domu nie widziałam..
                              I zaczyna się spirala domysłów, może potem kłótnia, może potem zostanę u
                              rodziców na parę tygodni..
                              I tak to się rozkręca.
                              A hipotetycznie facet myśli: "Skąd ta afera? Myślałem o kupnie działki, kiedyś o
                              tym gadaliśmy, była super okazja, dałem mini łapówkę urzędniczce, miało być
                              fajnie. A tu znowu awantura, nie odzywa się, została u rodziców, mija dzień za
                              dniem, nie dzwoni, nie wiem o co chodzi, już prawie dwa tygodnie, ja już mam
                              tego dosyć, znajomi radzą, żebym dał sobie spokój, składam pozew o rozwód, ona
                              nie znormalnieje, tak się nie da żyć.."
                              Taka sobie hipotetyczna bzdurna opowiastka.
                              Uprzedzam wymyślona bez czytania dalszej części wątku, być moze dalej się coś
                              wyjasniło..
                              • ania7718 Re: Szpiegowanie polega na... 21.06.09, 11:11
                                Rozmawialiśmy przed moim wyjazdem do rodziców,a właściwie naszym bo
                                to on zaproponował żebyśmy pojechali do rodziców wieczorem w
                                niedzielę,a mieliśmy jechać dopiero w następny weekend.Wiem że zle
                                zrobiłam że się nie odzywałam 2 tygodnie,ale byłam w bardzo złym
                                stanie psychicznym, chciałam wyciszenia, żeby sobie wszystko
                                poukładać,spojrzećz dystansem co ja robiłam zle a co on.
                              • tricolour Dobry przykład z tym paragonem... 21.06.09, 12:07
                                ... bo zakłada, że ktoś kupił czekoladki i koniak, ale ich do domu nie przyniósł.

                                Więc robię pranie i znajduję taki paragon. Wcale go nie odkładam na półkę tylko
                                zerkam, bo to może paragon ze wspólnych zakupów i trzeba wyrzucić, a nie
                                namaścić do rangi osobistej korespondencji.

                                Widzę ten koniak i czekoladki, i że to nie jest paragon ze wspólnych zakupów.
                                Odkładam na półkę (po przeczytaniu) i pytam później. Jeśli jest KŁÓTNIA, to
                                świadczy o problemie i z komunikacją, a przede wszystkim z uczciwością nabywcy.
                                "Szpiegowanie" ma tu znacznie mniejsze znaczenie.
                • konstancja351 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 15:39
                  Czasami tak po prostu jest, ze gdy sie cos podejrzewa, ktos Ci
                  mydli oczy i w zywe oczy kłamie...chce sie wiedziec co jest
                  prawdą , co nie, czytajac smsmy sie dowiemy..., zeby nie byc
                  idiotką!!!!!!kiedy m. wmawia ,ze był w pracy a okazuje się ze był
                  u "koleżanki" ...
                  ja się tym nie brzydze.
                  czasami tak trzeba,zeby nie byc idiotką do konca zycia ....
      • nangaparbat3 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 15:52
        A co Ty z tym zegarem biologicznym? Dziewczyna ma 32 lata, żadnego alarmu nie
        ma, daj jej spokój.To własnie przez takie teksty kobiety świruja i robia z mezów
        inseminatorow, jak słusznie zauwazylas.
        • mola1971 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 15:59
          A mój zegar wziął się właśnie z obserwacji takich ześwirowanych kobiet. Ja sobie
          tego nie wymyśliłam tylko zaobserwowałam smile
          Pewnie, że autorka wątku jest jeszcze bardzo młoda i może jeszcze urodzić nawet
          troje dzieci, ale faktem jest, że po 28 roku życia u kobiet gwałtownie spada
          płodność. Choć oczywiście to sprawa bardzo indywidualna i można mieć problem z
          płodnością w wieku 25 lat jak bez problemu zajść w ciążę w wieku lat 45.
      • mola1971 Re: Mnie zastanawia co innego... 20.06.09, 16:32
        Adopcja jest bardzo dobrym rozwiązaniem dla par, w których ludzie bardzo się
        kochają, oboje chcą dziecka tylko im nie wychodzi. Wg mnie adopcja jest dla
        ludzi, których JEDYNYM problemem w związku jest brak dziecka. W tym akurat
        przypadku odnoszę wrażenie, że brak dziecka jedynym problemem nie jest.
        • ania7718 Re: Mnie zastanawia co innego... 20.06.09, 16:42
          Lekarz uznał że problemy są średnie i od tego by zaczął bo przez
          pierwsze 3 miesiące ja zaczełam reagować na leki i staraliśmy
          naturalnie ale cóż z tego, że ja się staram jak mąż ma wyniki
          złe, "do tanga trzeba dwojga" jak to się mówi. Jego chorobę określić
          można jaką ciężką na podstawie wyników bo są różne stopenie od
          lekkiej do bardzo ciężkiej, potrzebna była dalsza diagnostyka ale on
          nie chce zrobić badań hormonalnych.
      • ania7718 Re: Mnie zastanawia co innego... 20.06.09, 16:38
        On uważa że dziecko tylko z miłości znaczy się metodami naturalnymi
        a do tego trzeba się leczyć, on uważa że dzieci z invitro nie mają
        ojców, a to są biologiczne dzieci, na adopcję tym bardziej by się
        nie zgodził. Wiem że może za bardzo naciskałam w tej sprawie ale
        poprostu pragnienie dziecka mną bardzo ogarnęło, tym bardziej że w
        naszym otoczeniu prawie wszyscy mają dzieci, a jego bratu w styczniu
        urodziło się dziecko.Czułam się wybrakowana, jakby napiętnowana.
          • ania7718 Re: Rozmawialiście przed ślubem... 20.06.09, 16:56
            Rozmawialiśmy o dzieciach i oboje chcieliśmy. Tylko nie wiedzieliśmy
            że będa takie problemy. Moja diagnoza padła w marcu 2008 roku i od
            razu powiedziałam mężowi w czym rzecz. Najpierw leczyłam się u
            zwykłego lekarza. Od stycznia tego roku już w klinice niepłodności w
            Warszawie,tam badają oboje partnerów i wyszło, że u męża też ok nie
            jest a miałam nadzieję że chociaż u niego będzie dobrze.
              • ania7718 Re: Rozmawialiście przed ślubem... 20.06.09, 17:29
                Leczyłam się prywatnie przez 4 miesiące u lekarza ale nie był to
                specjalista od leczenia niepłodności. W trakcie leczenia umówiłam
                wizytę w klinice niepłodności i na nią czekaliśmy 2 miesiące. Na
                pierwszej wizycie od razu męża przebadano i wynik był tego samego
                dnia po paru godzinach.
    • ania7718 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 16:32
      On też chciał dziecka, nie sprowadziłam go do roli "inseminatora"
      Oboje mamy problemy związane z płodnością tylko ja mu mówiłam o
      wszystkim jak wracałam od lekarza, byłam i jestem uczciwa. Optymalny
      wiek na urodzenie dziecka to do 35 lat, a przy naszych problemach to
      naprawde nie ma na co czekać tylko działać/leczyć się.Znalazłam
      wyniki przypadkowo, bo sprawdzam, kieszenie a on wszystko nosi w
      kieszeniach i mogą się znisczyć przy praniu ważne rzeczy np. karta
      bankomatowa, nie chciałam czytać ale jak wyjęłam to rzuciła się w
      oczy recepta i skierowania. Chciałam naszego dobra i naprawdę
      delikatnie do męża podchodziłam bo wiem co to znaczy dla mężczyzny
      ale ja też chodzę po lekarzach i dla mnie to nie jest przyjemne ale
      wiem że tak trzeba się przełamać.
      • mola1971 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 16:40
        No i sama wracasz do punktu wyjścia. Całe Twoje życie kręci się wokół chęci
        posiadania dziecka. I ja to rozumiem. Sama jestem matką i wiem jak silny jest to
        instynkt. Tylko próbuję Ci wytłumaczyć, że Twój mąż kobietą nie jest i o ile Ty
        jesteś skłonna do wielu poświęceń by urodzić dziecko o tyle on nie. Bo jest
        mężczyzną a mężczyźni są inaczej skonstruowani. I dla niego jego problem z
        płodnością wcale problemem być nie musi. Gdyby miał problemy z potencją to co
        innego. Wtedy na pewno by się tym problemem zajął.
        Dla jasności dodam, że ja nie bronię Twojego męża tylko próbuję uświadomić Ci,
        że męski punkt widzenia znacznie różni się od kobiecego.
        • ania7718 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 16:49
          Wiem i dziękuje za obiektywne spojrzenie na sprawę.Ja tak go
          kocham, że nawet mu powiedziałam że zrezygnuje z tych nacisków,
          wrzuce na luz. Nie będe go męczyć. On powiedział że przemyśli
          jeszcze to wszystko, że dla niego zmiana decyzji to za szybko bo
          dopiero co podjął decyzję o rozwodzie.Na drugi dzień powiedział że
          szkoda iż mi dał nadzieję tymi słowani i nie będzie mi już jej
          dawal. Spytałam czy gdybym zadzwoniła wcześniej,wróciła do domu czy
          to by coś zmieniło, powiedział że nie wie jakby to było. A dzien
          wcześniej powiedział że by było ok. Raz mówi tak raz tak.Stwierdził
          że jak postanowił się ożenić tak teraz postanowił się rozwieść.Tylko
          czemu płacze mówiąc że mnie nie kocha. Ja gdybym nie kochała nie
          płakałabym tylko powiedziała spokojnie te słowa.
      • useless00 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 16:44
        A może mężowi się znudziło i furtkę znalazł?

        Jeśli ludzie się kochają i starają się o dziecko to w s p ó ł p r a c u j ą. Chyba, że jedno robi to dla drugiego, bojąc się podać prawdziwą przyczynę, bo może zranić.

        No i przestańcie przesadzać z czepianiem się tego "przypadku". Gdyby grzebała w męża teczce czy "prywatnej" szufladzie. Nie wierze, że znajdując jakieś papiery np. za tapczanem sprzątajac, albo pod łóżkiem, albo w spodniach do prania, nie zerkniecie co to. Jasne, pogniecione papierki po cukierkach, paragony i inne bzdety grzecznie odkładacie na półeczkę. Tia... Poza tym majac zaufanie raczej nie spodziewacie sięujrzeć tam jakiś tajnych rzeczy. Jeśli druga strona ma sie czegoś nie dowiedzieć to się to starannie chowa, a nie bezmyślnie zostawia w spodniach.
      • cosmopszczolka Re: Zrozpaczona 20.06.09, 16:56
        Współczucie dla całej tej sytuacji. Wiem,jak czuje się kobieta gdy
        staje na głowie a partnerowi nie zależy. Prawda też jest taka, że
        jak facetowi zależy to też umie stanąć na głowie. Skoro mąż nie chce
        się leczyć, wymyśla tylko gadki zastępcze o naturalnych metodach to
        odpowiedź nasuwa się sama. Nie masz chyba innego wyjścia jak
        przebrnąć przez trudny etap rozwodu. Nie da się na siłę kochać, a
        tym bardziej stworzyć rodziny. Trzymaj się.
    • ania7718 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 17:09
      Sprawa dziecka była zapalnikiem, od tego się zaczęło, dowiedziałam
      się mąż zarzuca mi bliskie kontakty z rodzicami, on ze swoimi takich
      nie ma.Gdy się jeszcze nie znaliśmy przyjeżdzał do domu 2 razy do
      roku do domu na Święta. Mieszkaliśmy 47 km od rodzinnego miasta, i
      to on sam chciał jezdzić do rodziców co tydzień lub co dwa bo tam ma
      możliwość zrobienia czegoś przy samochodzie bo teściowie mają
      prywatny dom.Ponadto od stycznia nie chciał spać gdy byliśmy na
      weekendzie u rodziców u moich rodziców tłumacząc, że samochód mu
      moga uszkodzić przed blokiem, że zimno i akumulator.
    • ania7718 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 17:50
      Jeszcze w kwietniu gdy byliśmy z wizytą w klinice zapewniał mnie że
      mnie kocha, a teraz nie wie kiedy uczucie wygasło.W ten pechowy
      weekend w którym się rozstaliśmy mieliśmy jechać na weekend do
      Krynicy.Mąż twierdzi że badania są dla nie hańbiące, a dla mnie są
      przyjemne? Nie są ale ja zacisnęłam zęby i się poświęciłam, czego
      się nie robi gdy chce się być matką. Czytałam dużo forum "Nasz
      bocian" i tam ludzie mają gorsze problemy i mężowie przy żonach są i
      je wspierają. Mój mąż nie chciał nawet wejść ze mną do gabinetu bo w
      klinikach zajmujących się niepłodnością praktyką jest że do gabinetu
      zaprasza się oboje, nie chciał też bym mu towarzyszyła u androloga
      gdyż lekarz zapraszał nas oboje. Ja uszanowałam prywatność męża i
      nie weszłam. Do tego lekarza tak długo czekaliśmy na wizytę, to
      najlepszy specjalista w kraju.
      • mola1971 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 17:54
        Jedyne co przychodzi mi do głowy to, że albo ma babę (oczywiście Ci się do tego
        nie przyzna) albo po prostu on nie dorósł jeszcze do roli ojca i dziecka mieć
        nie chce (a mówił Ci, że chce bo się bał Twojej reakcji na odpowiedź odmowną).
        • ania7718 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 18:05
          Nie wiem co o tym sądzić.Mi też się wydaje że pod tą skorupą
          twardego żołnierza jest on nie dojrzały emocjonalnie. Najgorsze że
          tak szybko rozprawa po 20 dniach od złożenia pozwu w dodatku ja
          dowiedziałam się po 3 dniach dopiero bo nie wiedział jak mi to
          powiedzieć. Nie chcę rozwodu teraz, za szybko to wszytko się
          dzieje.W dodatku o pozwie osobby trzecie czyli obcy ludzie jego
          koledzy wiedzieli wcześniej bo im powiedział a mnie osobie
          najbardziej zainteresowanej na końcu.
          • mola1971 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 18:23
            Nie dziwię się, że dla Ciebie to wszystko się za szybko dzieje. Nie byłaś na to
            przygotowana.
            Ta chęć Twojego męża do szybkiego rozwodu bardzo mnie niepokoi i wg mnie to jest
            powód by sądzić, że ma kogoś. Mężczyźni bardzo rzadko tak bardzo się spieszą do
            rozwodu. Raczej śpieszno im tylko, gdy jakaś inna kobieta na ten ich rozwód czeka.
            Tak czy inaczej prędzej czy później dowiesz się prawdy.
            A na razie po prostu staraj się nie zadręczać i dbaj o siebie. Mi np. bardzo w
            tym pierwszym okresie pomagał wysiłek fizyczny. Prawie przez rok niemal
            codziennie chodziłam na basen bo uwielbiam pływać. Może spróbuj i Ty. Jak nie
            basen to rower, spacer, mycie okien. Cokolwiek by się zmęczyć. Wtedy człowiekowi
            problemy wydają się mniejsze.
      • scindapsus Re: Zrozpaczona 20.06.09, 18:23
        no cóz, wygląda na to że on nie chce miec z Tobą ani dziecka ani
        ciągu dalszego zycia.
        tak się zdarza.
        przeszło mu
        Przecież popatrz sama, nie wspierał Cię i nie był z Tobą tylko
        gdzieś obok.

        • ania7718 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 18:47
          Wygląda na to że tak.Mam pytanie czy jak napiszę w odpowiedzi na
          pozew że chcę odroczenia/zawieszenia rozprawy to Sąd się do tego
          przychyli, dla mnie to się dzieje za szybko i psychicznie nie jestem
          przygotowana na tą rozprawę, dodatkowo kocham go jeszcze i nie mogę
          wyrzucić z siebie tego uczucia tak szybko.
    • ania7718 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 17:57
      Mąż uważa, ze nasze pożycie intymne zostało pozbawione czułości, że
      nie było tak jak na początku znajomości.Powiedział też, że nawet
      gdybyśmy się złączyli i tak nie będzie tak przedtem. Nie ważne jaki
      to będzie rozwód z jego winy, mojej czy też bez orzekania jak w jego
      pozwie bo i tak się rozstaniemy.
      • vadera12345 Re: Zrozpaczona 20.06.09, 20:31
        Wystarczy, że napiszesz tak:

        Wnoszę o oddalenie powództwa albowiem nie doszło pomiędzy stronami do trwałego i
        zupełnego rozkładu pożycia małżeńskiego.



        Wówczas Sąd da Twojemu mężowi 14 dni na zgłoszenie dowodów, że doszło do
        trwałego i zupełnego rozkładu pożycia małżeńskiego z Twojej winy.





    • kami_hope Kryzys małżeński 20.06.09, 21:28
      Przeczytałam wszystkie Twoje wpisy, na ich podstawie wnioskuję, że…
      Twój mąż popadł w głębokie poczucie winy na tle domniemanej
      niepłodności. Kocha Cię! I dlatego chce odejść. Wie, jak bardzo
      zależy Ci na dziecku.

      Okaż mu jak bardzo jest dla Ciebie ważny (o ile to prawda). Że
      kochasz go mimo tego, że ma wady (o ile to prawda). Że pragniesz
      dziecka, ale to on jedyny mógłby być jego ojcem (o ile to prawda).
      Myślę, że jest duża szansa dla Waszego małżeństwa. Ale! Jeśli macie
      różne cele, wizje małżeństwa, uważam, że nie należy „zaleczać” tego
      kryzysu. Jeśli dla Ciebie celem małżeństwa jest potomstwo, a w
      przyszłości okaże się, że jednak dziecka nie możecie mieć –
      zamęczysz się! (najogólniej mówiąc). Zaś męża będziesz obwiniała o
      przyczynę swojego nieszczęścia.

      Dzieci to bezcenna wartość w życiu…
      Ale! Trzeba wiedzieć, po co chce się je mieć.

      P.S. Mąż nie chce zrobić badań krwi. Moim zdaniem, tu jest klucz do
      rozwiązania tej zagadki.
      • ania7718 Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 21:37
        Ja powiedziałam mężowi, że odstąpie od nacisków w tej sprawie, dam
        sobie luz i nawet jeśli dziecka nie będzie bo może się tak zdarzyć
        chcę być z nim,że potrzebujemy czasu i spokoju i cierpliwości i może
        z czasem pojawi się maleńswtwo.On mimo kompromisu który
        zaproponowałam nie chce ustąpić. Poniżyłam się płacząc, błagając o
        ostatnią szansę dla naszego małżeństwa a on dalej trwa przy swoim.
        • kami_hope Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 21:57
          Aniu, z całym szacunkiem dla Ciebie... Rozwiązanie tego problemu nie
          może się opierać na kompromisie. Tu nie jest mowa o kupnie samochodu
          (ja chcę duży i czerwony, a on sportowy i czarny).

          ania7718 napisała
          > Ja powiedziałam mężowi, że odstąpie od nacisków w tej sprawie, dam
          > sobie luz
          Zadeklarowałaś, że odstąpisz. Deklaracja jeszcze jest daleka od
          decyzji. Odstępujesz i odpowiednio to argumentujesz - inaczej to
          brzmi jak obietnica (podyktowana emocjonalnie, bez głębszego
          przemyślenia). Tj. dzisiaj możesz odstąpić, ale za rok "dobierzesz
          mu się do skóry".

          >i może
          > z czasem pojawi się maleńswtwo (...)a on dalej trwa przy swoim.
          Ty trwasz przy swoim, podobnie jak on. Tyle, że Ty tu nieco
          zmanipulowałaś sytuacją zawieszając temat na bliżej nieokreślony
          czas. No przecież on to wie!

          Chłopak ma kłopoty ze zdrowiem. Owe "rewelacje" osunęły mu grunt
          spod stóp. Daj mu czas na przemyślenia... Sama też pomyśl.

          Zastanawia mnie jeszcze inna rzecz. Mianowicie badania na których
          podstawie oceniono, że z nim też "nie jest dobrze". Bardzo jestem
          ciekawa tych wyników. Może się okazać, że z małej chmury lunął wieki
          deszcz. Wynik badań dziś był taki, a za kilka tygodni może być inny.
          Może chłopak po grypie, może się nie wyspał, wypił, zapalił, i masa
          innych rzeczy, o wpływie przejściowym.
          • ania7718 Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 22:13
            Właśnie on miał tylko jedno badanie i na wizycie u lekarza na którą
            czekaliśmy 2 miesiące dostał skierowanie na dalszą diagnostykę i nie
            chciał się poddać dalszym badaniom a może one dałyby odpowiedz że
            wszystko z nim jest ok a wynik pierwszy był zły z jakiejś przyczyny.
            Zresztą mój lekarz mówił że badań nasienia muszą być 3 plus hormony
            i usg.
            Kompromis, może się zle wyraziłam, ja przyznałam się do błędów,
            powiedziałam że wszystko przemyślałam i że dla miłości dla naszego
            związku jestem w stanie się zmienić, naprawić swoje błędy, odstąpić
            od pewnych spraw. Nie mogę przecież przewidzieć co będzie za 10 lat,
            jacy będziemy.Uważam że wystarczająco argumentowałam. Za rok bym mu
            się do "skóry nie dobrała" poprostu mam nauczkę że nie można za
            bardzo naciskać gdy daną osobę sprawa trochę przerosła. Staram i
            starałam się go zrozumieć.Jednego dnia powiedział że przemyśli a
            następnego że nie potrzebnie mi robił nadzieje.
              • kami_hope Re: Cały czas wałkujesz sprawę badań... 20.06.09, 22:38
                tricolour napisał:
                > ... a rzeczywistość leży gdzie indziej: BEZ WZGLĘDU na wyniki
                badań Twój mąż ni
                > e
                > chce z Tobą być, co wyraźnie powiedział.

                Mam inne zdanie na ten temat.
                Skąd Twoje domniemanie, że rzeczywistość nie ma związku z badaniami?
                Tak nagle wziął i przestał chcieć być z Anią? I to akurat mu
                się "odechciało" po kłótni, która miała właśnie związek z badaniami?
                Tri, oni się kochają. Doświadczają kryzysu. Ale to nie znaczy, że
                mają się poddać przed pierwszą przeszkodą. A jeśli, odwrócą się do
                siebie plecami, niech wiedzą - dlaczego?
                  • kami_hope Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 22:48
                    Myślę, że jest podyktowany emocjonalnie (chłopak działa w afekcie i
                    ślepo brnie, bo chce być "konsekwentny").
                    Odroczenie terminu rozprawy, to wg. mnie najrozsądniejsze
                    rozwiązanie w tym momencie.
                    Nie mam pojęcia jak to można zorganizować, może pomoc mediatora (nie
                    znam się na tym - strzelam)?
                      • ania7718 Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 23:01
                        On jest tak trudnym i zmiennym człowiekiem że ciężko jest go
                        zrozumieć. Spytałam czy gdybym się odezwała wcześniej niż po 2
                        tygodniach czy by coś z tego było a on odpowiedział że nie wie, a
                        wcześniej twierdził że gdybym wróciła po paru dniach nawet po po
                        tygodniu byłoby ok. W czasie tych dwóch tygodni milczenia mąż był 3
                        dni na poligonie i miał parę służb tak więc kontakt i tak byłby
                        utrudniony.
                              • ania7718 Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 23:44
                                Też żołnierz, nasze środowisko to sami żołnierze, osiedle wojskowe,
                                mnóstwo dzieci i to mnie dolowało dlatego naciskałam tak na dziecko
                                czułam się gorsza. Nie sądze żeby kolega chciał się wtrącać, on
                                twierdzi, że Marek też jest "dobry" w negatywnym sensie, tak
                                powiedział do swojej żony gdy byl u nich i im powiedział o pozwie,a
                                mnie jeszcze nie.Kolega powiedział że jeśli mi zależy to powinnam
                                przy nim być, chodzić za nim krok w krok, może zmięknie i z czasem
                                sprawa dziecka też się wyjaśni.Jest to facet z którym miał
                                najlepsze kontakty ale nie sądze by się zgodził.Ja chciałam z nim
                                być ale po tym jak mi powiedział w czwartek że uczucia wygasły byłam
                                w takim szoku, z płaczem poprosiłam by zawiózł mnie do rodziców bo
                                nie zniosę nocy.
                                • kami_hope Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 21.06.09, 00:04
                                  ania7718 napisała:
                                  >Ja chciałam z nim
                                  > być ale po tym jak mi powiedział w czwartek że uczucia wygasły

                                  No przecież musiał podać Ci powód, który byłabyś w stanie przyjąć
                                  (tzn. zareagować właśnie tak, jak zareagowałaś)
                                  Wyszłaś za żołnierza. To nie jest "zwykły" facet. Jeśli nie
                                  potrafisz unieść życia u boku takiego mężczyzny, może po prostu
                                  skorzystaj z "okazji" i się rozwiedź. A jeśli jesteś w stanie... -
                                  to walcz! Opracuj strategię walki.

                                  > mnóstwo dzieci i to mnie dolowało dlatego naciskałam tak na
                                  dziecko
                                  > czułam się gorsza.
                                  Zwróć się po poradę do psychologa. Presja środowiska nie jest
                                  właściwą motywacją do podejmowania decyzji o powiększeniu rodziny.
                                  Jesteś żoną Marka, a nie całej rzeszy żołnierzy, swojej matki, czy
                                  innych koleżanek, etc.
                            • mola1971 Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 23:32
                              Jak on taki stanowczy i ma być tak jak on sobie postanowi to niech on sobie
                              dalej w tym wojsku rządzi bo w życiu prywatnym tak się nie da. Nie dorósł do
                              roli ojca i może to i dobrze, że z kimś takim dziecka nie będziesz miała bo
                              wychowanie dziecka to nie jest wydawanie rozkazów. Brrr...
                              • kami_hope Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 23:40
                                Mola, uśmiecham się przy takich słowach...

                                Tu nie chodzi o rządy. To kodeks honorowy (wojownika). Druga "strona
                                medalu" ukazuje człowieka o wysokiej sile charakteru, psychiki,
                                etyki... To wielki człowiek.
                                Rozumiem jednak, że przez "zwyczajną" optykę, zachowania owego
                                mężczyzny mogą jawić się jako nieracjonalne.
                                • mola1971 Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 20.06.09, 23:51
                                  Kami, ja to wszystko rozumiem (mój teść jest zawodowym wojskowym i takim typem
                                  człowieka jest). Tylko wg mnie ktoś taki nie nadaje się na ojca (dziadka i
                                  teścia zresztą też). Może za bardzo patrzę na całą sytuację z perspektywy
                                  własnych doświadczeń (bo tylko takie mam), ale uważam, że mój teść dzieci nie
                                  powinien mieć. Może podobnie jest z mężem autorki wątku i może nie bez powodu on
                                  dzieci mieć nie może. Może natura jest mądrzejsza i stwierdziła 'genom tego pana
                                  dziękujemy'.
                                  • kami_hope Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 21.06.09, 00:35
                                    mola1971 napisała:
                                    >Może natura jest mądrzejsza i stwierdziła 'genom tego pan
                                    > a
                                    > dziękujemy'.

                                    O Mola! Toś wkroczyła na filozoficzny grunt smile
                                    Tak, natura jest mądra (o ile można ją oceniać w kategorii
                                    mądrości smile). I rzeczywiście tak jest, że natura ustanawia drogę
                                    jaka jest dla niej najlepsza, ukierunkowana na przetrwanie. Czasami,
                                    dla nas ludzi, może jawić się jako okrutna. Kiedy jednak ogarnie się
                                    możliwie wiele aspektów, okaże się, że natura działa w sposób
                                    logiczny.

                                    Czy (np.) Twój teść nie powinien mieć dzieci? Ja jestem daleka od
                                    tego typu osądów. Uważam, że każdy z nas ma równe prawa w tej
                                    materii. Każdy zasługuje na szansę. A życie samo w sobie jest
                                    wartością. I chyba każdy (zdrowy!) człowiek, świadom swojego
                                    istnienia, ceni sobie własne życie, niezależnie od tego kto jest
                                    jego biologicznym twórcą. Czasami przeklinamy własnych rodziców.
                                    Niektórzy doznali permanentnego zawodu. Ale czy przez to ich życie
                                    jest mniej cenne?
                                    Jestem. Istnieję. Trwam.
                                    Dziękuję, że jestem.

                                    • mola1971 Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 21.06.09, 10:40
                                      Kami, ja się z Tobą zgadzam, ze życie samo w sobie jest wartością. Zgadzam się
                                      ze wszystkim co napisałaś. Użyłam skrótu myślowego pisząc, że mój teść nie
                                      powinien mieć dzieci. Oczywiście cieszę się, że jednak to dziecko mój teść ma bo
                                      gdyby on tego dziecka nie miał to nie byłoby na świecie moich dzieci a tego
                                      sobie nie jestem w stanie wyobrazić. Chodziło mi tylko o to, że niektórzy ludzie
                                      z racji swojego charakteru nie nadają się do bardzo trudnej i odpowiedzialnej
                                      roli rodziców. Choć oczywiście jestem świadoma tego, że gdyby dzieci mieli
                                      wyłącznie ludzie, którzy są na to przygotowani to na świecie nie byłoby pewnie
                                      80% ludzkości.
                          • zmeczona100 Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 22.06.09, 17:05
                            kami_hope napisała:

                            > Żołnierz?
                            >
                            > Utwierdzam się we wcześniej postawionym założeniu.
                            > To kwestia honoru, konsekwencji, itd.
                            >
                            > Nie ma żadnej kochanki. Nic mu się nie znudziło... Jest wierny
                            swoim
                            > zasadom.

                            Bzdura, Kami. Dzisiaj mamy XXI wiek i współczesne wojsko nie ma nic
                            wspólnego z honorem w cywilu. Przy dzisiejszym deficycie każda sztuka
                            się przyda.
                            Ale to tak EOT.
                            • kami_hope Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 22.06.09, 18:30
                              zmeczona100 napisała:

                              > kami_hope napisała:
                              >
                              > > Żołnierz?
                              > >
                              > > Utwierdzam się we wcześniej postawionym założeniu.
                              > > To kwestia honoru, konsekwencji, itd.
                              > >
                              > > Nie ma żadnej kochanki. Nic mu się nie znudziło... Jest wierny
                              > swoim
                              > > zasadom.
                              >
                              > Bzdura, Kami. Dzisiaj mamy XXI wiek i współczesne wojsko nie ma
                              nic
                              > wspólnego z honorem w cywilu. Przy dzisiejszym deficycie każda
                              sztuka
                              > się przyda.
                              > Ale to tak EOT.

                              Wolno Ci tak myśleć. Ja jednak sądzę, że XXI wiek nie stał się
                              zdeprawowaną cywilizacją. A ludzi honoru jest nie mniej, nie więcej
                              niż w poprzednich wiekach. Z tym, że współczesność charakteryzuje
                              się łatwością przekazu, komunikacji (tv, radio, internet, telefony
                              komórkowe, etc.). Wcześniej łatwiej było wiele ciemnych spraw
                              zataić, a naświetlano jedynie te dumnie brzmiące.

                              A dla jaśniejszego wyjaśnienia mojego stanowiska...
                              Po prostu tak czuję. A moje przeczucia opierają się na wnioskach
                              jakie powstały po przeczytaniu tekstów Ani.
                              Nie mam najmniejszego powodu, doszukiwać się w drugim człowieku
                              złego. W prawie istnieje coś takiego jak zasada "domniemania
                              niewinności" i ja ją stosuję wobec ludzi. Ufam ludziom. Każdemu daję
                              kredyt zaufania, można go wykorzystać i stracić lub zyskać.
                              Reasumując: na podstawie powyższych informacji, nie dostrzegam u
                              Marka motywacji, która by go hańbiła. Domyślam się, czym jest
                              motywowany. Potrafię to zrozumieć. Uważam, że Ci ludzie (Ania i
                              Marek) doświadczają kryzysu. Jeśli przetrwają ten kryzys, wierzę, że
                              ich małżeństwo wyjdzie z tej batalii zwycięsko i wręcz umocnione w
                              nowe siły. Gdybym była dla nich kimś bliskim (rodziną, przyjaciółką,
                              czy choćby terapeutką) otoczyłabym ich szczególną troską i
                              wsparciem.
                              Oczywiście mogę się mylić.
                              W każdym razie, oboje zasługują na szansę! Jeśli nie podejmą próby
                              naprawy, wszyscy Ci, którzy tutaj dopingują rozstaniu, będą mogli
                              powiedzieć zacierając ręce, że mieli rację.
                              Dla mnie nie jest radością, kiedy ludzie się rozstają. Smuci mnie,
                              gdy drogi kochających się ludzi rozchodzą się. Ludzie tacy
                              potrzebują pomocy z zewnątrz. Kogoś, kto nauczy ich komunikowania
                              się. Dopóki miłość jest między ludźmi, wszystko można naprawić. Ba!
                              Trzeba dokonać wszelkich starań aby naprawić. Miłość nie chodzi
                              piechotą, ani nie spada z nieba jak manna. Jeśli ktoś już jej
                              doświadczył, niech jej pilnuje... Można doświadczyć wielu związków w
                              życiu. I to nawet dobrze. Bo każdy z nich jest dla nas lekcją. Ale
                              taki z prawdziwą (nie specjalnie lubię to określenie odnośnie
                              miłości) miłością zdarza się raz w życiu, albo wcale. Szczęśliwi Ci,
                              którzy mogą jej doświadczać każdego dnia.
                              Zakończyć, zniszczyć, można w każdej chwili. "Pstryk" - i nie ma!
                              Ale jeśli jest nadzieja...
                              To co? Bzdura??
                      • jarkoni Re: Nie mam żądnych doświadczeń... 21.06.09, 10:41
                        mola1971 napisała:

                        > Szczerze mówiąc to byłby pierwszy znany mi przypadek takiego działania faceta.
                        > Pod wpływem emocji to można strzelić focha a nie napisać pozew(..)

                        Oj można, znam takie przypadki.
                        Zresztą facet pod wpływem negatywnych emocji jest gotów do wielu mało rozsądnych
                        decyzji, czasem takich ad hoc.
                        Powiem tylko, że w jakimś akcie desperacji też bym zrobił to co on zrobił, czyli
                        złożył pozew.
                        Ale wcześniej bym sprawdził, że da się rozprawę odroczyć, a pozew przed pierwszą
                        rozprawą łatwo wycofać..
                        Coś zaczynam podejrzewać, że kocha, żadnej baby nie ma, sprawdza może co teraz
                        zrobi Ania i na ile go kocha.
                        Głupi trochę byłby i wrednawy, ale oby było jak mówię, bo to chyba najlepsze
                        wyjście..
            • kami_hope Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 22:29
              Jeśli o Ciebie chodzi...
              To Ty musisz mieć - że tak powiem - wypracowany stosunek do
              macierzyństwa. Napisałaś, że nie możesz przewidzieć co będzie za 10
              lat. Ja powiem - nie możesz tego wiedzieć, ale przewidzieć -
              powinnaś. Poćwicz sobie technikę wizualizacji przeszłości (tzn.
              chodzi o spojrzenie na siebie wstecz, z perspektywy czasu). Wyobraź
              sobie, że masz 43lata, Wasze małżeństwo przetrwało, jesteście tylko
              we dwoje, nie macie dzieci. Jakie są Twoje uczucia do niego? Jak
              układa się Wasze życie we dwoje? itp.
              Pierwsze co, to Ty musisz wiedzieć czego chcesz. I do tego
              dostosować swoje działania.
              (ja (np.) nie do końca wiem czego Ty byś chciała)
              • ania7718 Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 22:57
                Uważam, że najpierw powinniśmy rozwiązać nasze problemy,
                przezwyciężyć lęki które narosły.I dopiero po tym czasie, okresie
                próbnym zacząć znów rozmawiać o dziecku ale inaczej niż było to
                dotychczas.
                • mola1971 Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 23:01
                  No i zafiksowałaś się dziewczyno na to dziecko i wg mnie to jest Twój podstawowy
                  problem bo Twój mąż może dziecka nie chcieć. I ma do tego święte prawo. Decyzja
                  o powołaniu dziecka na świat powinna wynikać z potrzeby obojga przyszłych rodziców.
                • kami_hope Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 23:07
                  To nie mów mu o dziecku.
                  Zapytaj o jego zdrowie. Jak się czuje? Okaż mu swoją troskę.
                  Powiedz, że bardzo za nim tęsknisz. Ale wyraź przy tym zrozumienie
                  dla jego decyzji, daj mu tyle czasu ile będzie potrzebował (powiedz
                  to wyraźnie). Odezwie się jak coś wymyśli... A Ty cierpliwie czekaj.
                  (no chyba, że "nie warto")
                  • marcepanna Re: Kryzys małżeński 20.06.09, 23:57
                    Podpisuję sie pod wszystkim co napisała Kami_hope i jestem pod wrażeniem jej
                    spostrzegawczości
                    Jedna korekta tylko tego co napisała kami:

                    ja to widzę tak ,ze Ty jednak nie bierzesz pod uwagę nieposiadania dzieci

                    Stoisz w obliczu rozwodu z facetem którego kochasz i Twoja reakcja powinna
                    wygladac tak
                    1. liczysz sie tylko Ty, bezapelacyjnie i bezpowrotnie rezygnuje z dziecka
                    2. zgadzasz sie na rozwod i masz dziecko z innym (tu przykład z życia: Hanna Lis
                    dawniej Smoktunowicz rozwiodła sie z mecenasem bo chciała miec dzieci a on nie)

                    Mediator chyba teraz pogłębi wrazenie osaczania Meża zwłaszcza ze nie bedzie
                    skuteczny jezeli maz uważa ze inseminacja jest jakims dziwolągiem wbrew naturze
                    no a musiałby mu przetłumaczyc ze to procedura leczenia bezpłodnosci trwająca latami

                    Na marginesie: jak to jest ze pobierają sie ludzie o krancowo odmiennych
                    poglądach na tak kardynalne sprawy?

                    • kami_hope Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 00:12
                      marcepanna napisała:
                      > Mediator chyba teraz pogłębi wrazenie osaczania Meża zwłaszcza ze
                      nie bedzie
                      > skuteczny jezeli maz uważa ze inseminacja jest jakims dziwolągiem
                      wbrew naturze
                      > no a musiałby mu przetłumaczyc ze to procedura leczenia
                      bezpłodnosci trwająca l
                      > atami

                      Dokładnie tak jak napisałaś. Dlatego mediator nie ma za zadanie
                      nakłonić męża aby poddał się leczeniu. W ogóle ma nie pośredniczyć w
                      problematyce potomstwa. Jego zadaniem jest stworzyć warunki do
                      porozumienia, do rozmowy. Może stworzyć tą sposobność w tym tygodniu
                      lub za miesiąc. Ania musi w tym czasie czekać cierpliwie, a on
                      rozmawiać z Markiem.
                      • squirrel9 Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 01:35
                        A mnie interesuje ile razy w ciągu wspólnego życia gdy Ania miała
                        problem z Markiem to wyjeżdżała do mamusi? Ile spraw które ma z
                        mężem przegadała z mamusią? O badaniach też wiedziała mamusia? O
                        problemach z nasieniem też? O terminach badań także?
                        Qurka, gdyby mi mąż przy jakichkolwiek problemach wyjeżdżał do
                        mamusi to to po trzecim takim razie złozyłabym pozew o rozwód bez
                        ostrzezenia !
                        • ania7718 Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 10:16
                          Do rodziców moich i jego jezdzilimy razem na weekendy, rzadko się
                          zdarzało abym jechała sama,o leczeniu, badaniach wiedzieli nasi
                          rodzice moi i jego oraz brat i bratowa.Po pierwszej wizycie w
                          klinice gdy przyjechaliśmy do domu teściów mąż pokazał rodzicom
                          wynik badania,teściowa powiedziała, że nie zna się na tym, teść
                          stwierdził że jak plemniki są to jest ok, mąż też tak teraz twierdzi
                          że jak tylko jeden jest potrzebny to jest dobrze i nie ważne, że za
                          mała ilość, zniekształcone prawie w 90 % i mało ruchliwe. W dodatku
                          przy rodzicach i swoim bracie powiedział wtedy,że to ja mam problem,
                          ja jestem chora, a on w porządku. Płakać mi się chciało gdy to
                          usłyszałam. Moi rodzice nigdy z nim nie poruszali tego tematu bo to
                          delikatne sprawy.
                        • ania7718 Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 10:23
                          Nie jezdziłam do rodziców gdy się pokłóciliśmy, poprostu albo ja
                          przepraszałam i wyciągałam rękę do zgody albo on i było znów ok.On
                          sam w naszej końcowej kłótni wystąpił z tym że powie moim rodzicom
                          jak on to wszystko widzi i że dziadkami nie będą.Swoim też to
                          powiedział.
                          Gdy w środę i czwartek rozmawialiśmy, gdy prosiłam by dał nam
                          ostatnią szansę, to mówił żebym nie zbliżała się do niego, 3 kroki
                          dalej i go nie dotykała. Jakby się mnie bał że go ugryzę.
                          • alfika Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 11:01
                            naprawdę takiego ojca chcesz zafundowac swoim dzieciom? miłosc
                            miłoscią, ale rozżalenie minie, naprawdę, a życie i robienie dzieci
                            ma byc radoscią, a nie jakąs masakryczną sytuacją bez wyjscia i
                            straszeniem się, Ty go pod ścianą, bo masz ciśnienie na dzieci i
                            kropka, on się wycofuje jak gówniarz - sorry, to nie jest atmosfera
                            dla dzieci

                            chyba, że masz zadatki na męczennicę?
                          • squirrel9 Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 11:15
                            Uważam,ze nie jesteś sama ze sobą szczera. Słowotokiem rozmywasz
                            sprawę i powtarzasz się jak zacięta płyta. Masz dużą łatwość
                            w "wyjeżdżaniu do rodziców by się wyciszyć" (przeczytaj sama co
                            napisałaś - pokłóciliście się wiec pojechałaś na 2 tyg. do rodziców,
                            teraz mąż wystąpił o rozwód, więc - zgadnijcie co? - pojechałaś do
                            rodziców i chcesz pisemnie na rozwód się nie zgodzić).
                            Przypuszczam,ze to twoje stałe zagranie ale już nie działa. A ty jak
                            dziecko nie rozumiesz. Do tej pory jak przedszkolak
                            mówiłaś "przepraszam" i było ok a tu ... przedszkole się skończyło.
                            Jak na mój gust to jesteś po prostu niedojrzała do związku, do
                            rozwiązywania dorosłych problemów. Chcesz dziecko bo wszyscy dookoła
                            mają, jak nie wychodzi to do mamy. Do tej pory facet dał się zdalnie
                            sterować a teraz już nie. Może płacze bo wie,ze to wszystko to
                            porażka, nie ma możliwości dogadania się z tobą jeśli ty tak
                            reagujesz na wszelkie problemy - do rodziców i czekanie aż on się
                            ugnie. On doszedł do ściany. Jeśli mówił ci,ze nie odcięłaś pępowiny
                            od rodziców to miał 100% racji.
                            Na twoim miejscu przemyślałabym to i jeśli rzeczywiście to rozumiesz
                            to powinnaś to przemyśleć tak byś byłą pewna co zrobiłaś źle w
                            waszym związku i powiedzieć to mężowi. To wy jesteście (jeszcze?)
                            rodziną i wasze problemy powinniście załatwiać ze sobą.
                            • ania7718 Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 11:21
                              Załatwialiśmy sprawy sami ze sobą i nie jezdziłam z każdym problemem
                              do rodziców.I nie chodzi o to że ja się na ten rozwód nie chcę
                              zgodzić. Dla mnie dzieje się to za szybko i tyle i nie jestem na
                              razie psychicznie na to przygotowana.Pojechałam z powrotem do
                              rodziców bo mąż stwierdził że jego uczucie do mnie wygasło i sam nie
                              wie kiedy a niedawno mnie zapewniał o swojej miłości. To mną
                              wstrząsneło, nie mogłam zostać na noc w naszym mieszkaniu. Ja jestem
                              bardzo wrażliwą osobą i słabą psychicznie niestety.
                              • squirrel9 Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 11:26
                                Dokładnie to co piszę - jesteś nidojrzała albo dosłownie -
                                gówniarska. I do tego nie chce ci się myśleć logicznie. Dla
                                ciebie "za szybko" to znaczy,ze jak ci dziś powiedział to za pół
                                roku będzie ok? Nie, dla ciebie to nic nie oznacza. Pojedziesz do
                                rodziców, poczekasz, moze się mężowi odwidzi. I będzie jak dawniej.
                                Ty powiesz przepraszam i będzie ok.
                                Dorośnij kobieto bo masz juz swoje lata!!! A zachowanie
                                przedszkolaka.

                                      • squirrel9 Re: Proszę o szacunek dla naszej koleżanki... 21.06.09, 12:05
                                        Czy ja ją obrażam? Dokładnie taki obraz sobą przedstawiła. Piszę co
                                        widzę i mam do tego na tym forum prawo. Moze to da jej do myślenia.
                                        Cackanie sie w przypadku faceta-maminsynka pewnie byście sobie
                                        odpuściły, bo facet "powinien być dorosły". A 32-letnia kobieta
                                        która na kłótnie czy problem reguje wyjazdem do rodziców
                                        jest "normalna"? To jest zachowanie które akceptowalibyście w
                                        dorsłym życiu? I na tym forum zastanawia się czy gdyby przyjechałą
                                        od rodziców tydzień, cztery dni, dzień wcześniej czy zmieniłoby to
                                        postawę jej męża! Czy przestał ją kochać 7-14 dnia w tym czsie i w
                                        którym dniu. Moim zdaniem tak nim manewrowała do tej pory i byłą
                                        jakaś graniczna cyfra, teraz przesunęła dp 2 tygodni i przegięła.
                                        Odlicza te dni męża na poligonie jakby to miało znaczenie. Jej
                                        postawy małej szantażystki nic nie zmieni. Po prostu dla faceta może
                                        to się już skończyło i to było ostatnie 14 dni takiego szantażu. On
                                        ma prawo by tak nie żyć. Kobieta powinna zrozumieć. Moze ma jeszcze
                                        szansę gdy powie mężowi,że od tej pory nikomu nie mówi o ich
                                        sprawach, nawet mamusi i NIE WYJEŻADŻA w razie problemów. NIGDY. Da
                                        mu to na piśmie!!!!
                                        Oby nie było za późno.
                                        • tricolour No dobrze... 21.06.09, 12:29
                                          ... to jeszcze tylko wyjaśnij dlaczego facet o rozwodzie powiedział kolegom, a
                                          nie powiedział żonie. No i dlaczego wiedząc, że ma problem z nasieniem unika
                                          leczenia twierdząc jednocześnie, że chce mieć dzieci. I dlaczego nie jest
                                          lojalny opowiadając o problemach z płodnością żony.
                                        • ania7718 Re: Proszę o szacunek dla naszej koleżanki... 21.06.09, 12:47
                                          W środę rozmawialiśmy i powiedziałam, żebyśmy dali sobie ostatnią
                                          szansę, nie jezdzili do rodziny, wyjechali gdzieś.Poza tym czytaj
                                          dokładnie gdzie ja napisałam że wyjechałam do rodziców bez rozmowy.
                                          Była rozmowa spokojna która przerodziła się w kłótnię, po czym mąż
                                          powiedział że on jedzie do rodziców i teściów, było już po 19 żeby
                                          poinformować ich że dzieci-wnuków nie będzie. Jeszcze do moich
                                          rodziców powiedział że i tak będziemy rodziną i możemy tak żyć jak
                                          do tej pory i miło będzie.I proszę mnie nie wyzywać od gówniarzy. Ja
                                          tu nikogo na tym forum nie obrażam i dziękuje za rady obiektywne.
                                          Dla mnie to wiele znaczy: spojrzenie na sprawę obcych ludzi. Nie
                                          czuję się tak samotna. I nie chcę z męża zrobić wariata bo nim nie
                                          jest, jako żołnierz który ma do czynienia z bronią i róznymi
                                          sytuacjami jest zrównoważony. Czytałam na necie o możliwości badań
                                          psychologicznych i stąd moje pytanie, dla mnie to pierwsza sprawa
                                          sądowa, nigdy z tym nie miałam do czynienia.
                        • jarkoni Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 10:53
                          squirrel9 napisała:

                          > A mnie interesuje ile razy w ciągu wspólnego życia gdy Ania miała
                          > problem z Markiem to wyjeżdżała do mamusi? Ile spraw które ma z
                          > mężem przegadała z mamusią? O badaniach też wiedziała mamusia? O
                          > problemach z nasieniem też? O terminach badań także?
                          > Qurka, gdyby mi mąż przy jakichkolwiek problemach wyjeżdżał do
                          > mamusi to to po trzecim takim razie złozyłabym pozew o rozwód bez
                          > ostrzezenia !

                          Dokładnie tak samo do tego podszedłem, cieszę się, że ktoś rozumuje podobnie.
                          Nawet stworzyłem grubo powyżej taką "hipotetyczną opowiastkę", opierającą się na
                          założeniu, że Ania została u rodziców, bez rozmowy, z pretensjami..
                  • jarkoni Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 10:49
                    kami_hope napisała:

                    > To nie mów mu o dziecku.
                    > Zapytaj o jego zdrowie. Jak się czuje? Okaż mu swoją troskę.
                    > Powiedz, że bardzo za nim tęsknisz. Ale wyraź przy tym zrozumienie
                    > dla jego decyzji, daj mu tyle czasu ile będzie potrzebował (powiedz
                    > to wyraźnie). Odezwie się jak coś wymyśli... A Ty cierpliwie czekaj.
                    > (no chyba, że "nie warto")

                    Bardzo dobry pomysł Kami..
                      • jarkoni Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 11:21
                        ania7718 napisała:

                        > Już mu nie mówię o dziecku. Powiedziałam że dajemy sobie na luz w
                        > tej sprawie. Że najpierw nasze wzajemne relacje się muszą poprawić.

                        Bardzo dobrze Aniu.. Może ty miałaś obsesję na punkcie dziecka, a on z czasem
                        zaczął mieć anty-obsesję.
                        A im większą mu wierciłaś dziurę w brzuchu, tym bardziej się czuł anty-facetem,
                        takim niepełnowartościowym.
                        Może dlatego nie pokazał wyników badań.
                        Może długo się sam tym dręczył.
                        Może, kochając Cię, rozpatrywał wiele opcji szczerej rozmowy.
                        Może bał się tej rozmowy, może bał się, ze odejdziesz kiedy się dowiesz.
                        Może czekał na odpowiedni moment.
                        Może ten pozew już miał gotowy, bo nie chciał Cię krzywdzić, skoro dla Ciebie
                        priorytetem było dziecko, a nie ON.
                        Może Twoje "grzebanie po kieszeniach" sprawiło, że postanowił uciec.
                        Może Cię ciągle kocha, czeka tylko na Twój gest.
                        Może za duzo tych "może"..
                        Ja bym nie odpuszczał bez szczerej rozmowy, takiej naprawdę SZCZEREJ.
                        Pozdrawiam i nie daj się, bo wiem, że nie jest Ci lekko...
                        • squirrel9 Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 11:30
                          Nie łódź się, Ania nie jest zdolna do szczerej rozmowy. To 32-letni
                          przedszkolak, Jak problem - rodzice. I poczeka moze facet
                          zmięknie.Najwyżej powie "przepraszam" z poczuciem,ze się poniża
                          (odbije sobie to potem). Musiałaby zacząć myśleć a to powyżej jej
                          możliwości. Ona nie musi myśleć, ona pojedzie do rodziców .... całe
                          życie pewnie wymuszała na rodzicach a tu ... mąż zmądrzał.
                          • jarkoni Re: Kryzys małżeński 21.06.09, 13:10
                            squirrel9 napisała:

                            > Nie łódź się, Ania nie jest zdolna do szczerej rozmowy. To 32-letni
                            > przedszkolak, Jak problem - rodzice.

                            Ja się starałem dociec przyczyny tego co się stało.
                            A Ty, wybacz, dogryzaniem i obrażaniem nie wiem co chcesz udowodnić.
                            Że jesteś niedowartościowany i masz własne kompleksy?
                            Ano pewnie masz..
    • ania7718 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 11:14
      Czy ktoś z Was wie jak to jest z psychologiem? Czy można wnioskować
      o badanie drugiej strony lub obu czy strony się muszą zgodzić, czy
      już w odpowiedzi na pozew mam o tym wnioskować, czy dopiero na 1
      rozprawie, czy Sędzia sam może z tym wystąpić?
      • squirrel9 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 11:47
        A co? Rodzice poradzili ci byś z męża zrobiła wariata ? Uważaj, bo
        to może się dla ciebie nienajlepiej zakończyć. Zbadają cię i ...
        wszytsko jasne. Jesteś czytelna nawet na zwykłym forum jak to.
      • kami_hope Re: Zrozpaczona 21.06.09, 12:04
        Ania, a co Ty chcesz badać?
        Ty masz problem ze swoim niespełnionym macierzyństwem. Tą sprawę
        musisz rozwiązać we własnym zakresie. Wspomniałam już, zacznij od
        uregulowania swojego podejścia do macierzyństwa. Ta ambicja, staje
        się chorobliwa (w Twoim przypadku).
        Jego problemy, zostaw jemu do rozwiązania.

        Jeśli chodzi o plemniki atypowe (90%?), to jest problem. Gdyby
        doszło do zapłodnienia z takiej komórki, płód się nie rozwinie
        prawidłowo (tj. w efekcie poronisz, ciąża pozamaciczna i in. możliwe
        patologie ciąży). W takiej sytuacji ja bym nie zdecydowała się na
        inseminacje. W tym wypadku większe szanse na poczęcie zdrowego
        dziecka jest w sposób naturalny. A dlaczego? Jeśli jest nawet
        znikomy procent zdrowych komórek, ale jest, to są one zdolne
        dotrzeć do komórki jajowej (i połączyć się z nią prawidłowo).
        Plemniki atypowe (np. z podwójnymi witkami, bez witek, itd.) mogą
        kręcić się w kółko, zboczyć z trasy i in. Jeśli zapłodnienie będzie
        wspomagane (inseminacja) istnieje ryzyko zapłodnienia atypową
        komórką. Ale ten temat odłóż na przyszłość. (i lepiej nie rozmawiaj
        z mężem o tym)
        • triss_merigold6 Że słucham? 21.06.09, 12:23
          Czytam i coraz bardziej się dziwię.
          Para uzgodniła decyzję o posiadaniu dzieci. Pan ma wadliwe
          plemniczki - zdarza się. Pan nie był łaskaw o wynikach badań
          poinformować żony. Nie jest również łaskaw sie leczyć. Pan uważa, że
          to żona ma problem z płodnością co radośnie komunikuje wszem i
          wobec. Pani ma lat 32 co pierwszą młodością nie jest i pan o tym
          znakomicie wie.
          Wniosek prosty - panu nie zależy na dzieciach z tą konkretną panią.
          Albowiem kłamał i stosował spychotechnikę co generalnie w poczęciu
          oraz rozwiązywaniu problemów małżeńskich nie pomaga. Na pani też mu
          nie zależy.
          Rada dla pani - opłakać bywsze małżeństwo i szybko znaleźć nowego
          chłopa. Takiego, który kocha i nie jest tchórzem.
          • kami_hope Re: Że słucham? 21.06.09, 13:59
            triss_merigold6 napisała:
            >Pan ma wadliwe
            > plemniczki
            Nie podoba mi się takie przedmiotowe podejście do
            człowieka. "Wadliwe plemniczki" - nie stanowią o jego wartości!
            Twój cały komentarz jest przepełniony ironicznymi uwagami,
            kąśliwością, a przede wszystkim - ignorancją.

            > Rada dla pani - opłakać bywsze małżeństwo i szybko znaleźć nowego
            > chłopa.
            Dobra rada dla kogoś, kto nawiązuje relacje z innymi ludźmi na
            podstawie interesu. Szczególnie gdy tym interesem jest prokreacja.
            Zawsze można wykorzystać "obce" nasienie. Po co ojciec?

            Ty myślisz, że tak "pstryk" i znajdzie się kochający chłop z którym
            migiem wytworzą się i umocnią więzi, do tego będzie okazem zdrowia z
            wysokiej jakości nasieniem? Moim zdaniem - kompletna bzdura!
            • triss_merigold6 Re: Że słucham? 21.06.09, 14:41
              Dobrze, ujmę to inaczej - obydwoje mają jakiś problem zdrowotny
              tylko pani podjęła leczenie a pan przez rok nie. Wadliwe plemniczki
              się zdarzają coraz częściej, podobnie jak PCOS u kobiet i nie jest
              to powód do wstydu tylko do brania stosownych przepisanych leków.

              Potrzeby macierzyństwa nie można zastąpić realizowaniem się w pracy,
              podróżami, seksem, sportem czy bujnym życiem towarzyskim. Związki
              opierają się na realizacji wzajemnych potrzeb, skoro pan odmawia
              współpracy na bardzo istotnym polu to znaczy, że potrzeby ma inne
              niż żona. Przynajmniej jeśli chodzi o posiadanie dzieci.

              Cóż, przyciśnięta biologią i przy braku odpowiedniego partnera
              pewnie zdecydowałabym się na wykorzystanie jakiegoś faceta w
              charakterze dawcy spermy. Ale ja jestem pragmatyczna i racjonalna.

              Nie wiem czy się znajdzie następny kochający chłop. Nigdy nie miałam
              problemów ze znalezieniem partnerów. Lepiej IMO zaryzykować niż
              tkwić na łasce i niełasce faceta, który najwyraźniej potrzeby ma
              odmienne. I kłamie.
    • nangaparbat3 Re: Zrozpaczona 21.06.09, 12:35
      Aniu, przeczytalam wszystkie Twoje (ale tylko Twoje) wypowiedzi, i najwazniejsze
      w nich wydaja mi sie informacje:
      - że mąż chcial dziecka
      - że w jego nasieniu jest mało plemnikow, a 90% tych ktore są - zdeformowanych
      - że jest zawodowym zolnierzem
      - że badania są dla niego hańbiące.
      Z tego wszystkie widac jasno, że Twój mąż przezywa potworne upokorzenie - nie
      sprawdzil sie jako męzczyzna, Ciebie zawiódł, okrył sie wstydem (cała rodzina
      wie o sytuacji).
      Własnie dlatego tak dotkliwie to wszystko przezywa, ze też chce dziecka.
      Myslę, ze jego emocje mozna by porownac do uczuc czlowieka, ktory zostal
      wykastrowany - tym bardziej, jesli sie weźmie pod uwagę srodowisko, w ktorym
      pracuje i żyje.
      Nie powiedzial Ci o wynikach badań, bo sie wstydzil. Moze po prostu potrzebowal
      czasu, by ten wstyd oswoic, by uporac sie z nim na tyle, żeby podjac rozmowe. Na
      pewno potrzebował czasu - stało sie tak, ze tego czasu nie było.
      Myślę, ze decyzje o wystapieniu o rozwód podjal pod wpływem bardzo silnych
      emocji - głownie wstydu i poczucia winy, tez strachu - co bedzie, jesli
      ewentualne leczenie nie pomoże? Ta obawa moze byc tak silna, ze uniemożliwia mu
      podjecie proby.Od tych strasznie trudnych emocji Twoj maż chcialby sie uwolnic.
      A uwolnienie sie od nich jest dla niego w tej chwili rownoznaczne z Waszym
      rozstaniem.
      Widzisz, kiedy on zobaczył tamte wyniki badań, potrzebowal wsparcia, milosci,
      pomocy w zaakceptowaniu tego, jak zapewne zrozumiał to, co mu powiedziano: nie
      jestes taki, jak sobie wyobrazaleś, nie jesteś w pełni meżczyzną. Kiedy człowiek
      dowiaduje sie nagle, ze nie jest w pełni sprawny, musi przejsc żalobę po tym
      "sobie", który jakby umarl. Dopiero potem bedzie w stanie podjac leczenie.

      Teraz, na Twoim miejscu, chcialabym odroczenia decyzji o rozwodzie.
      Ty tez potrzebujesz czasu - tez na to, by zaakceptowac fakt, ze dzieci mozna
      miec - a czasem nie. Że jednak duzo racji maja wierzacy, podkreslajac nasze -
      ludzkie - ograniczenia.
      Mam wrazenie, ze tak bardzo skoncentrowałas sie na swoich pragnieniach, ze
      przeoczyłaś, ze mąz też ma pragnienia, uczucia, wyzwania, którym jako mezczyzna
      musi sprostac. Bezwiednie, ale niesłychanie bolesnie go poraniłaś. jego pozew o
      rozwód to ucieczka rannego zwierzęcia w głąb jaskini.