miauciek
17.11.04, 17:22
Powiedzmy, ze facetowi imieniem Stefan podoba sie kobieta...
nazwijmy ja Jolka. Zaprasza ja do kina. Ona sie zgadza, spedzaja
razem mily wieczór. Kilka dni pózniej proponuje jej obiad w
restauracji i znów oboje sa zadowoleni. Zaczynaja sie spotykac
regularnie i zadne z nich nie widuje sie z nikim innym. Az
któregos wieczoru w samochodzie, Jolka zauwaza:
- A wiesz, ze dzis mija dokladnie szesc miesiecy odkad sie
spotykamy ?
W samochodzie zapada cisza. Dla Jolki wydaje sie ona strasznie
glosna.
Dziewczyna mysli: "Kurcze, moze nie powinnam byla tego mówic.
Moze on nie czuje sie dobrze w naszym zwiazku. Moze sadzi, ze
próbuje na nim wymusic jakies zobowiazania, których on nie chce,
albo na które nie jest jeszcze gotowy".
A Stefan mysli: "O rany. Szesc miesiecy".
Jolka mysli: "A tak w sumie to i ja sama nie jestem pewna, czy
chce takiego zwiazku. Czasami chcialabym miec wiecej
przestrzeni, wiecej czasu, zebym mogla przemyslec, co chce dalej
zrobic z tym zwiazkiem. Czy ja naprawde chce, zebysmy posuwali
sie dalej...? W zasadzie... do czego my dazymy? Czy tylko
bedziemy sie nadal spotykac na tym poziomie intymnosci? Czy moze
zmierzamy ku malzenstwu? Ku dzieciom ? Ku spedzeniu ze soba
calego zycia ? Czy ja jestem juz na to gotowa ? Czy ja go
wlasciwie w ogóle znam ?"
A Stefan mysli: "... czyli... to byl... zobaczmy... czerwiec,
kiedy zaczelismy sie umawiac, zaraz po tym, jak odebralem ten
samochód, a to znaczy... spójrzmy na licznik... Cholera, juz
dawno powinienem zmienic olej!"
A Jolka mysli: "Jest zmartwiony. Widze to po jego minie. Moze to
jest zupelnie inaczej ? Moze on oczekuje czegos wiecej -
wiekszej intymnosci, wiekszego zaangazowania... Moze on wyczul -
jeszcze zanim sama to sobie uswiadomilam - moja rezerwe. Tak, to
musi byc to. To dlatego on tak niechetnie mówi o swoich
uczuciach. Boi sie odrzucenia."
A Stefan mysli: "I musza jeszcze raz sprawdzic pasek klinowy.
Cokolwiek te barany z warsztatu mówia, on nadal nie dziala
dobrze. Zwalaja wine na mrozy. Jakie mrozy? Jest 8 stopni, a ten
silnik pracuje jak stara smieciara! A ja glupi jeszcze
zaplacilem tym niekompetentnym zlodziejom 6 stówek."
A Jolka mysli: "Jest zly. Nie winie go. Tez bym byla na jego
miejscu zla. No - to moja wina, kazac mu przez to przechodzic,
ale nic nie poradze na to, co czuje. Po prostu nie jestem
pewna..."
A Stefan mysli: "Pewnie powiedza, ze gwarancja tego nie
obejmuje. To wlasnie powiedza.... Chamy."
A Jolka mysli: "Moze jestem po prostu idealistka, czekajaca na
rycerza na bialym koniu, kiedy siedze obok wspanialego
mezczyzny, z którym lubie byc, na którym naprawde mi zalezy,
któremu chyba takze zalezy na mnie. Mezczyzny, który cierpi z
powodu mojej egoistycznej, dziecinnej, romantycznej fantazji."
A Stefan mysli: "Gwarancja! Ja im dam gwarancje! Powiem, zeby ja
sobie wsadzili w d...... Ja chce miec sprawny wóz"
- Stefan - odzywa sie Jolka.
- Co? - pyta Stefan, wyrwany niespodziewanie z zamyslenia.
- Nie drecz sie juz tak - kontynuuje Jolka, a jej oczy zaczynaja
napelniac sie lzami. Moze nigdy nie powinnam... Czuje sie tak...
(zalamuje sie i zaczyna szlochac)
- Ale co? - dopytuje sie Stefan
- Jestem taka glupia... Wiem, ze nie ma rycerza. Naprawde wiem.
To glupie. Nie ma rycerza i nie ma konia....
- Nie ma konia? - pyta zdziwiony Stefan
- Myslisz, ze jestem glupia, prawda ? - pyta Jolka.
- Nie! - odpowiada Stefan, szczesliwy, ze wreszcie zna
prawidlowa (chyba) odpowiedz na jej pytanie.
- Ja tylko... Ja tylko po prostu... Potrzebuje troche czasu...
(nastepuje 15-sekundowa cisza, podczas której Stefan, myslac
najszybciej jak potrafi, próbuje znalezc bezpieczna odpowiedz. W
koncu trafia na jedna, która wydaje mu sie niezla)
- Tak. - mówi.
Jolka, gleboko wzruszona, dotyka jego dloni.
- Och, Stefan, naprawde tak czujesz? - pyta.
- Jak? - odpowiada pytaniem Stefan.
- No, o tym czasie... - wyjasnia Jolka.
- Nnnoo... Tak.
(Jolka odwraca sie ku niemu i patrzy mu gleboko w oczy,
sprawiajac, ze Stefan zaczyna sie czuc bardzo nieswojo I
obawiac, co tez ona moze teraz powiedziec, zwlaszcza, jesli
dotyczy to konia.... W koncu Jolka przemawia)
- Dziekuje ci, Stefan.
- To ja dziekuje - odpowiada z ulga mezczyzna. Potem odwozi ja
do domu, gdzie rozdarta, umeczona dusza chlipie w poduszke az do
switu, podczas gdy Stefan wraca do siebie, otwiera paczke
chipsów, wlacza telewizor i natychmiast pochlania go powtórka
meczu tenisowego miedzy dwoma Szwedami, o których nigdy
wczesniej nie slyszal. Cichy glos w jego glowie podpowiada mu,
ze w samochodzie wydarzylo sie dzis cos waznego, ale Stefan jest
pewny, ze nigdy nie zrozumie co, wiec stwierdza, ze lepiej wcale
o tym nie myslec (te sama taktyke stosuje w stosunku do wielu
tematów - np. glodu na swiecie).
Nastepnego dnia Jolka zadzwoni do swej najblizszej przyjaciólki,
moze do dwóch i przez szesc godzin beda omawiac te sytuacje.
Drobiazgowo analizuja wszystko, co ona powiedziala i wszystko,
co on powiedzial, po raz pierwszy, drugi i n-ty, interpretujac
kazde slowo, kazda mine i kazdy gest, szukajac niuansów znaczen,
rozwazajac kazda mozliwosc... Beda o tym dyskutowac, przez
tygodnie, moze przez miesiace, nie osiagajac zadnej konkluzji,
ale takze wcale sie tym nie nudzac. W tym samym czasie, Stefan,
pijac piwo ze wspólnym przyjacielem jego i Jolki, zastanowi sie
i zapyta:
- Janusz, nie wiesz, czy Jolka miala kiedys konia?