mraw
28.04.05, 10:50
Myślę, że tak właśnie było - gadał dużo i chętnie podstawionemu agentowi, nie
podejrzewając go przez całe lata... inne wytłumaczenie odbiera sens całej
sprawie, bo ani nie dysponował jakimiś wiadomościami naprawdę ważnymi
operacyjnie ( podzielam pogląd bp Pieronka w tym względzie ), a całe lata
intensywnej pracy nie sprawiają wrażenia udawanego zaangażowania... a on sam
wygląda rzeczywiście na gadułę, brata-łatę, a nie agenta, człowieka o
podwójnej moralności...
chcę się nie mylić...