kenna
29.06.05, 22:43
Przyznam szczerze, zakładam wątek z pobudek egoistycznych - potrzebuję
motywacji.
Jeszcze jeden taki głupi wątek, że narkotyki nie uzależniają, ze marihuana
nie uzależnia, to komuś nakopię. Conajmniej wirtualnie.
Nic prostszego, jak przez ćpanie stracić faceta, z którym się było
trzy lata. Bo po pewnym czasie przestaje już działać, gdy taki ktoś
mówi: "nie zrobisz tego dla mnie? nie przestaniesz brać...?" można obiecać. A
potem płakać na d tym, że jednak gdzieś na boku, cośtam cośtam i znowu byłam
na haju. I można tak ciągnąć kilka tygodni, aż zaniepokojony facet zacznie
obdzwaniać znajomych,no bo w końcu znów się coś z kobietą dzieje niedobrego,
depresje, mówienie bez sensu, zero rozmowy, obowiązki leżą na łopatkach jak i
praca i nauka... i potem w koncu dowiaduje się, że jego kobieta znów na boku
okłamuje go. Kolejna awantura, groźby, prośby, płacz, proszenie o sto drugą
ostatnią szansę, bo przecież nie poświęcę związku dla narkotyków, nie nie
kochanie, jesteś dla mnie ważniejszy niż ćpanie... zgoda, ale pod warunkiem,
ze sie zmienię, (tak, tak, obiecuję, przecież cię kocham, mamy wspolne plany,
rzucam narkotyki, dla ciebie kochanie...). i tydzien spokoju, ale coraz
więcej natrętnych mysli w glowie i w koncu juz nie mysle: nie wezme, bo mu
obiecalam, tylko: wezme, ale tak, zeby sie nie dowiedzial, bo mu obiecalam...
i walka z sumieniem, a potem przegrana slodka jak nic i haj, odloty... potem
samopoczucie śmiecia, więc trzeba wziąźć znów, żeby jakos życ ze
świadomością, że znowu moje obietnice to szmaty, a potem ktoregos wieczoru
jego smutne oczy i pytanie: "kochanie, dla mnie nawet tego nie potrafilas
zrobic...?"
... nawet ...
... ale co to jest nawet... nawet może być tak trudne, że aż niemożliwe...
a w koncu powazna rozmowa: juz cie nie kocham, juz mnie wyleczylas, juz ci
nie ufam, juz nie potrafię, juz ci nie zalezy, juz się przekonalem... i
koniec.
... a potem zlota wolnosc... niczym nie krępowany odlot i gorzka radość (tak,
radość, po utracie kogoś, kogo się kocha tak do bólu) radość, bo weszcie
mogę... on był złym człowiekiem, nie pozwalał mi latać... a potem, jak
niepilnowane dziecko, łup, i nie ma pracy i nie ma nauki, nie ma nic zimny
prysznic ręka w nocniku
odwyk przerwa brak pomocy i natrętna myśl, jaka ja jestem głupia, pozwoliłam
mu odejść, a tak sie kochaliśmy... i jego nie ma, żeby mógł wrócić i patrzec
jak się zmieniam i wybaczyć, bo pojechał, wyjechał daleko, zeby nie patrzeć
jak się męczę i samemu się nie męczyć... zerwane kontakty, spalone mosty, o
jedno słowo na haju za dużo..
i dużo czasu
a teraz jest znów jasno. i mam kogoś, drugi rok, ale... znów zaczynam, i
poważne rozmowy i branie... nie chcę, ale... czasem jest coś silniejsze
radzę sobie
jeszcze
...