portunia
13.07.05, 13:39
Wracałam autobusem z pracy, po 16.00.
W centrum miasta (dobre 4 przystanki od plaży) wsiadła pani ok 35, mająca na
sobie
1. skąpą górę od kostiumu - miseczki + 2 sznurki
2. dół - obciskające gatki a la Bridget Jones, z tyłu podciągnięte do pół
pośladków
3. wypchany plecak
i cała, od stóp do głów, świeciła się jak latarnia morska w Rozewiu - od
emulsji do opalania.
Pewnie smażyła się w parku, więc nie miała się gdzie umyć, a nie chciała
pobrudzić SWOJEGO ubrania (w plecaku, jak się domyślam), więc wpakowała się
tak do autobusu. Na szczęście nie było tłoku, więc można było utworzyć
metrową strefę bezpieczeństwa.
Przedwczoraj na głównej ulicy, od plaży ze 3 kilometry, defilowało dziewczę w
bikini, pchające wózek z dzieckiem.
Czy przemawia przeze mnie tylko zazdrość tubylca bez urlopu, czy rzeczywiście
przekroczona została granica dobrego smaku?
PS. kolega, ktoremu to opowiedziałam, przemyśla, czy by nie odstawić na lato
samochodu i nie przesiąść się na autobus ;-)