aleksandra220
07.09.06, 13:01
Od dwoch lat jestem w stalym zwiazku. Moj partner jest 4 lata ode mnie
starszy, jest lekarzem. Ja studiuje na drugim kierunku, mieszkamy za granica,
on jest "tutejszy". Po kilku miesiacach dowiedzialam sie, ze K. przez jakis
czas bral srodki przeciwdepresyjne, mial klopoty na studiach, trzy razy
podchodzil do waznego egzaminu. Rodzina stala za nim murem, pomagala jak
mogla, nawet ojciec despota pokazal sie od tej "ludzkiej" strony. Leki
odstawil odkad spotyka sie ze mna. Znajomi i rodzina twierdza, ze dobrze na
niego wplywam, jestem osoba bardzo kontaktowa i jak to Polka, dobrze sobie
radze, jestem lubiana i akceptowana. Problem polega jednak na tym, ze K. od
czasu do czasu dopada podly nastroj, nie jest w stanie tego logicznie
wytlumaczyc, podac powodow - twierdzi, ze praca jest stresujaca, ze ma za duzo
obowiazkow (dodam ze mieszka z rodzicami, ma ugotowane, wyprane, wyprasowane,
nia ma zadnych domowych obowiazkow), wszystko jest dla niego bez sensu. K. ma
w zwyczaju niezalatwione sprawy i meczace, nuzace zadania przesuwac na potem,
na skutek czego dopada go "wszystko" na raz. Staram sie z nim rozmawiac, ale
zarzuca mi wscibstwo, jest zimny i zlosliwy. Twierdzi, ze w zwiazku on wiecej
z siebie daje i ze dla wszystkich jest za dobry, dlatego tak "zle" mu sie
wiedzie. Codziennosc jest dla niego nad wyraz meczaca. Potrafi cale popoludnie
po pracy przelezec na kanapie nie mowiac ani slowa. Twierdzi, ze powinnam sie
wtedy zachowywac normalnie, ale latwiej powiedziec niz uczynic. W przyszlym
roku chcemy sie pobrac, ale zastanawiam sie, czy ja sobie z tym poradze, bo
moge wychodzic z zalozenia, ze po slubie te stany nie zanikna, a co bedzie jak
przyjda dzieci, codziennosc, obowiazki i prawdziwe problemy?