iza1973
02.03.07, 21:13
Mam przyjaciela. Znamy się od 5 miesięcy. Od początku się zarzekał, że szuka
tylko przyjaźni. Ja szukałam czegoś więcej – miłości. Po jakimś czasie
zaczęło iskrzyć, i wydawało się że jesteśmy na dobrej drodze, żeby zbudować
głęboki, prawdziwy związek. Sporo nas łączy – lubimy aktywnie spędzać czas,
dużo rozmawiamy, dobrze się rozumiemy, i dobrze czujemy się w swoim
towarzystwie. Jest dużo troski, czułości. Ale iskrzyło tylko przez jakiś
czas. Gorzej niestety z namiętnością. Chwilami było super, ale tylko tyle.
To z czym mam problem: raz jesteśmy bardzo blisko, a potem nagle – jestem
odsuwana. I z głębokiej relacji przechodzimy do praktycznie niezobowiązującej
znajomości. Mój przyjaciel albo daje się do siebie zbliżyć, albo mnie
odpycha. Na mnie takie huśtawki działają okropnie. Nie wiem w którym miejscu
jesteśmy, i na co mogę liczyć, co dalej. Dwa tygodnie temu rozmawiamy o tym u
kogo będziemy mieszkać, a teraz się dowiedziałam, że on nie chce teraz
żadnego związku, że najpierw chciałby poznać wiele kobiet i dopiero potem
dobrze wybrać. No i nie wiem co z tym zrobić. Z jednej strony – pasujemy do
siebie, i byłoby nam dobrze razem. Namiętność chyba też by się pojawiła,
wszystko na to wskazuje. Z drugiej – te huśtawki mnie dużo kosztują – chyba
zbyt często „łapię doła” przez niego. A z trzeciej – szkoda mi stracić tego
co jest między nami. Z czwartej – mam wątpliwości czy mój przyjaciel w ogóle
jest zdolny do głębokiego, stabilnego związku. On ma 44 lata, ja 42, więc nie
jesteśmy dziećmi. Czy zakończyć tą znajomość? Co zrobić żeby dawała szczęście
a nie „doły”?