kot_behemot8
28.03.07, 10:11
Słowo „kompromis” zyskało nowe znaczenie. Marszałek Jurek zaproponował, jak
to on, z dobrotliwym uśmiechem na ustach (dusza-człowiek i prawdziwy
konserwatysta-ideowiec;) następujący kompromis: wy godzicie się na zapis w
konstytucji taki jak nam pasuje (i dający w przyszłości możliwość zaostrzenia
prawa aborcyjnego a nie dający możliwości jego liberalizacji) a w zamian
wszyscy podpisujemy zobowiązanie, że do końca kadencji nie będziemy zmieniali
wiadomej ustawy. Po upływie kadencji już wolno, tylko że (hi hi hi ale was
zrobiliśmy w konia) – wolno tylko nam, bo wam zabraniać będzie tego
konstytucja.
Bardzo mi się podoba idea takiego „kompromisu”.
To zupełnie tak, jakby bandzior który okradł mój dom podsunął mi jednocześnie
do podpisania następującą "umowę": on w przyszłości może mnie okradać do woli
(ale nie wcześniej niż po upływie 2 lat) natomiast mnie nigdy nie będzie
wolno zgłosić tego na policję… Zaś jeśli powiem, ze nie podpiszę tej "umowy",
to bandzior przyjdzie i okradnie mnie zaraz następnego dnia.
Bardzo interesująca ta konserwatywna ideowość w wykonaniu bandziora...