Gość: M. Kolbe
IP: 140.159.68.*
29.07.03, 05:48
Akcja katolicka i masoneria
Za obszerny jest ten temat, bym go mógł w tym referacie wszechstronnie
wyczerpać.
Pominę więc najważniejszy, chociaż niestety w naszych czasach niedoceniony
dział akcji katolickiej, tj., modlitwę i wielkie znaczenie zakonów
kontenplacyjnych. Opuszczę też działalność cierpienia i pokuty. Nawet o
dobrym przykładzie, chociaż "exempla właśnie trahunt", mówić tu nie
zamierzam. Ograniczę się do akcji słowa i to słowa drukowanego - prasy.
Boć doprawdy słusznie powiedział Napoleon, jeszcze przed laty stu, kiedy
niewielu jeszcze umiało czytać: "prasa jest piątą potęgą świata". Zrozumieli
to też zaraz żydzi i niech mi będzie wolno jaśniej powiedzieć masoni, którzy
z żelazną konsekwencją dążą do zrealizowania dewizy uchwalonej jeszcze w 1717
roku: "zniszczyć wszelką religię, a zwłaszcza chrześcijańską". Żyd francuski
Cremieux, założyciel wszechświatowego związku żydowskiego, na zjeździe
masonów nie wahał się jeszcze przed 60 laty mówić: "Miejcie sobie wszystko za
nic, za nic pieniądze, za nic poważanie, prasa jest wszystkim. Mając prasę,
będziemy mieli wszystko". A na międzynarodowym zjeździe rabinów w Krakowie w
roku 1848 rabin angielski Mojżesz Montefiore głosił: "Jak długo gazety świata
nie będą w naszych rękach, wszystko na nic się nie przyda. Bądźmy pomni
przykazania XI: "()".
W myśl tych haseł zebrali się oni intensywnie do pracy i, niestety, dokonali
już bardzo wiele. Znaczna część, jeżeli nie większość najpoczytniejszych
dzienników, znajduje się w ich rękach. Dość powiedzieć, że w
takiej "katolickiej" Austrii już w początku bieżącego stulecia w samym języku
niemieckim 360 czasopism walczyło przeciw Kościołowi, a 83 z nich wychodziło
nawet codziennie. Nakład złej prasy wynosił 2.000.000 egz., z czego 1.200.000
przypadało na dzienniki. O Niemczech pisał krytyk literacki Bartels, że 2/3 -
jeżeli nie 3/4 - pism i czasopism należy do żydów; na Węgrzech - na 1000
czasopism - 800 znajduje się w rękach żydów. Następnie opanowali oni prawie
wszystkie agencje telegraficzne i przez nie kierują innymi pismami. Sama
agencja Reutera w Londynie zaopatruje 5.000 dzienników; agencja Stefani w
Rzymie - wszystkie dzienniki włoskie: agencja Havasa w Paryżu - francuskie,
hiszpańskie i belgijskie; agencja Wolffa w Berlinie - wszystkie niemieckie, a
agencja "Stowarzyszenie Prasy" w Nowym Jorku - dzienniki amerykańskie.
Zgubny proces skutecznej działalności złej prasy podaje nam o. Abel -
jezuita, zwany apostołem Wiednia, w klasycznym tego przykładzie. Zawezwano go
raz do chorego. Umierający, ujrzawszy księdza pokazał mu cały stos gazet
złożonych w rogu pokoju i tak opowiada swą historię: "Patrz, ojcze, oto jest
największy wróg mojego życia. Byłem synem pobożnych rodziców, którzy mnie
dobrze wychowali, tak że jeszcze w czasach uniwersyteckich byłem dobrym
katolikiem. Z chwilą, gdy zostałem lekarzem, uważałem za stosowne zaabonować
tak zwane pismo dla inteligencji, a mianowicie jedno z żydowskich czasopism.
W pierwszych czternastu tygodniach gniewały mnie ciągłe napaści tego
dziennika na moją wiarę, potem jednak stałem się obojętnym, a w przeciągu
jednego roku zaprzestałem wszystkich praktyk religijnych i zostałem
niewierzącym, aż do tej właśnie chwili, w której Łaska Boża na powrót mi moją
wiarę przywraca". - Nie inaczej działa prasa i wśród ludu.
Słusznie też skarży się ludowy pisarz Wetzel: "Spojrzycie na dzisiejszy
świat, jak się w ostatnich dziesiątkach lat odmienił! Kto sieje niewiarę
między ludem? Kto odbiera mu nadzieję nieba i sprawia, że ten lud w
rozkoszach ziemskich i używaniu szuka swego szczęścia? Kto przytłumił
sumienie w sercach? Kto złamał prawo państwowe, zakłócił porządek publiczny,
tak że coraz częściej powtarzają się zbrodnie wszelkiego rodzaju?!
To wszystko dziełem wrogiej Kościołowi codziennej prasy. W kilku większych
miastach Europy cały szereg przepłaconych pismaków wylewa codziennie całą swą
żółć na wszystko, co katolickie. Setki gazet i dzienników powtarza to samo i
w ten sposób jad ten wciska się z dnia na dzień w setki tysięcy rodzin,
zatruwając miliony dusz. Tak pracuje olbrzymia maszyna codziennej prasy,
stojąca na usługach niewiary i złych obyczajów".
Lassalle, choć sam socjalista, patrząc na ogrom złego, które zdziałała prasa,
nie może się powstrzymać od jej potępienia: "W jej kłamliwości, podłości i
niemoralności - pisze on - przewyższa ją chyba tylko jej własna głupota.
Jeżeli nie nastąpi zmiana w naszej prasie, a ta prasa jeszcze dalej przez
jakie 50 lat w ten sposób szaleć będzie, to duch ludu zostanie w zupełności
zatruty. - To jest największa zbrodnia jaką ja znam".
Czas i czas najwyższy, by nastąpiła ta zmiana. Pierwszym jednak krokiem do
tej zmiany - to bezwzględne bojkotowanie złej prasy; następnie - popieranie
dobrej. Bolesne są słowa Wetzla w tym względzie: "bezbożna prasa nigdy by
była nie doszła do takiego rozwoju, gdyby miliony katolików nie popierało
wrogich Kościołowi i tzw., bezbarwnych pism i dzienników, czy to abonowaniem
czy też współpracą" a o. Kolbe na V zjeździe katolików w Austrii używa nawet
ostrych słów: "Cóż powiedzieć o narodzie, który płaci za własne poniżenie?
Nie znajduję na to nazwy! A ta hańba ciąży na katolikach, obrażanych ciągle
przez tysiące dzienników. Te pisma, które katolików bezwstydnie wyszydzają,
drukuje się dla nas, katolików! Nie posyła się ich jednakże anonimowo w
rodzaju paszkwilów, ale my sami je zamawiamy i za nie płacimy. Czyż można być
więcej ślepym wobec tak groźnego niebezpieczeństwa! A ta ślepota nasza staje
się wprost zbrodnią, skoro się nie tylko przeciw temu niebezpieczeństwu nie
bronimy, ale trzymając i czytając złe pisma, za obrazę i wyszydzanie wiary
płacimy! Zaprawdę na nas katolikach spełniają się słowa Proroka: "Szukaliśmy
ściany jako ślepi i jako bez oczu uderzaliśmy się. W południe potykaliśmy się
jakoby we mgle i jakoby umarli w zmroku" (Iz 59,10).
O tych mówi biskup Zwerger (1884): "Kto daje pieniądze na złą prasę, ten
prowadzi wojnę przeciwko Kościołowi i nie może zwać się prawdziwym
katolikiem", a biskup moguncki Ketteler posuwa się dalej i twierdzi, że kto
względem prasy jest obojętny, ten nie ma prawa zwać się wiernym synem
Kościoła.
Kardynał Nagl, 1911 rok, pisze: "Obowiązkiem każdego katolika jest występować
w obronie katolickiej prasy i popierać ją modlitwą, słowem i czynem".
Arcybiskup Saragossy na kongresie dziennikarzy katolickich w roku 1910 nie
wahał się mówić: "Dużo jest bogatych katolików, co swych bogactw używają na
to, by fundować nowe kościoły i klasztory, albo je przyozdabiać w obrazy
świętych. Bezsprzecznie bardzo to piękna rzecz! Ale, niestety, jeden
nieszczęśliwy wypadek może to wszystko zniszczyć, podczas gdy owoce dobrego
dziennika są wprost niezniszczalne. Czyżby zatem nie było lepszą rzeczą
zakładać wielkie dzienniki dla dobra ludu? Dziennik jest w dzisiejszych
czasach szybko strzelającym działem. Bóg tak chce!".
Nie inaczej zapatrują się na tę sprawę papieże.
Jeszcze Pius IX mówił: "Jest świętym obowiązkiem każdego katolika popierać
prasę i rozszerzać ją między ludem. Dobra prasa to najpożyteczniejsze dzieło,
które kładzie ogromne zasługi", a Leon XIII: "Zła prasa zgubiła
chrześcijańską społeczność, trzeba jej zatem przeciwstawiać dobrą prasę.
Katolicy nie powinni ustawać w pracy dla swojej dobrej prasy, pamiętając o
tym, że dobra prasa to nieustająca misja", a przemawiając (21 lutego 1879 r.)
do katolickich redaktorów mówił: "Jesteśmy przekonani, że nasze czasy
wymagają tych właśnie środków (katolickich pism) i energicznych obrońców
Mężowie przewrotu silili się na to, by rozrzucić między ludem cały szereg
dzienników, których głównym celem zaczepiać zasady prawd wiary, powtarzać
Kościół i wpajać w dusze zgubne przekonania Ponieważ zaś sposób wydawania
dzienników jest uznany za główny śr