Dodaj do ulubionych

"Mama, która nie pracuje, nie jest dla dziecka...

29.02.08, 19:44
...autorytetem" raczyla wyrazic poglad bojowniczka o postep Sroda.

Kajam sie. Do dzisiaj moja mama, ktora poswiecila sie wychowaniu
dzieci i nie pracowala zawodowo byla dla mnie autorytetem. Tyle lat
zylem w bledzie! Nareszcie bede zyl w zgodzie z postepem i jego
wytycznymi. Matko! Od dzisiaj przestaje sie liczyc z twoja (celowo z
malej) opinia.
Obserwuj wątek
    • elena4 Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 29.02.08, 19:51
      Łomatko. Ale mnie zdołowała. Pewnie chce mnie zastąpic w byciu
      autorytetem dla moich dzieci, hehehe.
    • kot_behemot8 Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 29.02.08, 20:36
      Dlaczego zakładasz dwa wątki na ten sam temat i w zadnym nie
      podajesz linka do rzekomo prawdziwej wypowiedzi którą tak zjadliwie
      komentujesz? Czyżby chodziło o to, zeby jeden z tych wątków usuneli
      jako spam co da ci pretekst do ogłoszenia się męczennikiem walki z
      cenzurą na portalu GW?
      Ach te styropianowe korony, jakie one są twarzowe;))
    • yoma Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 29.02.08, 20:49
      Załóż jeszcze 20 takich wątków, spamerze
      • jdbad Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 29.02.08, 20:51
        Tutaj założył tylko ten drugi, a tem mu z FK przerzucili:)
        Co nie zmienia faktu, ze rowniez domagam się całej wypowiedzi Środy.
        • trzymilionowy.post Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 29.02.08, 21:13
          jdbad napisała: Co nie zmienia faktu, ze rowniez domagam się całej
          wypowiedzi Środy.


          Zdanie jest prawdziwe tylko wyrwane z kontekstu
          Mogło brzmieć też, że "większym autorytetem dla pociech jest
          kobieta pracująca ze swoimi zawodowymi problemami i konfliktami".
          Akurat konfrontację
          Giertych - Środa widziałem.

          Podparła je badaniami naukowymi w tym kierunku lecz bez podania
          autorów, tylko sam wniosek.

          www.tvn24.pl/-1,1540703,wiadomosc.html
          Tutaj jest relacja ale nie ma akurat tej wypowiedzi.
          Ogólnie pani Środa argumentowała znacznie lepiej ale miała
          też o wiele więcej czasu dzięki Marciniakowi.Zwolenniczka
          równouprawnienia przeciwko temu jednak nie protestowała;)
          • dcio Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 29.02.08, 21:35
            Ta i w polsce kobiety sa bite przez katolikow, tez cytat z srody ,
            ciekawe , ze muzulmanie wg srody nie bija kobiet? Moze dlatego ze od
            razu je zabijaja jak w danii czy Niemczech???
            • jdbad Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 29.02.08, 21:38
              miasta.gazeta.pl/gorzow/1,36844,4840086.html
              serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3324454.html
              miasta.gazeta.pl/gorzow/1,36844,2567489.html
              miasta.gazeta.pl/zielonagora/1,35182,4480114.html
              • trzymilionowy.post Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 29.02.08, 21:45
                Zaznaczyć trzeba jednak, że coraz częście w Polsce panowie zgłaszają
                na policję dostanie w trąbę od swojej kobiety.
                • jdbad Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 29.02.08, 21:48
                  I dobrze:)
                  • trzymilionowy.post Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 29.02.08, 21:55
                    Myślę, że wcześniej też lały tylko większy wstyd było
                    facetowi coś takiego zgłosić:)))
                    • jdbad Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 29.02.08, 21:57
                      I też dobrze:)
                      • ariadna-enta Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 29.02.08, 22:04
                        kiedyś czytałam artykuł,że kobieta po latach robienie z niej worka
                        treningowegi i wielokrotnych pobytach w szpitalu
                        wynajęła kilku zbirów,żeby na właśnej skórze poczuł
                        jak to jest
                        no i poczuł.))

                        bardzo mi się to podobało.)
                        • jdbad Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 29.02.08, 22:05
                          Zemsta, zemsta, zemsta na wroga...
                • 33qq Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 29.02.08, 21:53
                  Ty ich nazywasz panami? :D
                  • trzymilionowy.post Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 29.02.08, 21:57
                    33qq napisał:

                    > Ty ich nazywasz panami? :D

                    A jak powinienem Twoim zdaniem?:-)
                    • 33qq Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 29.02.08, 22:09
                      Faktycznie ciężko znaleźć nieobraźliwe określenie, ale panowie to to na pewno
                      nie są.
                      • trzymilionowy.post Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 29.02.08, 22:45
                        Według mojego wyczucia panowie jeszcze tak ale faceci
                        z pewnością już nie.
          • xtrin Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 29.02.08, 22:21
            Jest to pewne uogólnienie, ale zwraca uwagę na całkiem ciekawy aspekt sprawy.
            Zwykle rozważając za i przeciw zostawania kobiety w domu uznaje się, że dla
            dzieci bezwzględnie lepszym jest mieć matkę w domu. A przecież matka to nie
            tylko opiekunka, praczka, sprzątaczka i kucharka. Czy dla dzieci, które -
            zapewne - będą w przyszłości pracować nie jest lepszym wzorcem matka pracująca?
            • Gość: ola Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.03.08, 23:40
              >Czy dla dzieci, które -
              > zapewne - będą w przyszłości pracować nie jest lepszym wzorcem matka pracująca?

              Racja. Ja zawsze zazdrościłam koleżankom, które miały pracujące mamy tego, że
              przekazywały im praktyczną wiedzę o życiu. Moja mama, całe życie w domu, była
              bezradna i naiwna, nie potrafiła dać mi żadnej sensownej rady i wychowywała na
              potulną ciamajdę...
              • hypatia69 Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 02.03.08, 23:59
                "Moja mama, całe życie w domu, była bezradna i naiwna, nie potrafiła
                dać mi żadnej sensownej rady i wychowywała na potulną ciamajdę..."
                Wyrazy współczucia. Ja siedzę w domu i nie jestem ani bezradna, ani
                naiwna. I co jak co, ale moje dzieci nie bedą cierpieć na
                niedorozwój życiowy...
                • xtrin Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 03.03.08, 00:13
                  Hypatio, rozumiem, że odnosisz to do siebie, ale spójrz na sprawę obiektywnie.
                  Oczywiście, są różne kobiety i różne przypadki, ale uogólniając kobieta, która
                  nigdy w życiu nie pracowała ma mniejsze doświadczenie życiowe niż taka, która
                  codziennie ma styczność ze światem w tym jego dziwnym przejawie, jakim jest
                  praca. "Siedzenie w domu" to życie pod kloszem, z dala od codziennych problemów
                  większości świata.
                  Idąc dalej - czy matka zajmująca się głównie gotowaniem, praniem i sprzątaniem
                  jest przekonująca choćby wtedy, gdy mówi córce, że warto się uczyć?
                  • hypatia69 Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 03.03.08, 00:32
                    Ha! I tu Ci podam przykład mojej poniekąd teściowej, kobiety
                    skadinąd sympatycznej [nie, zebym ją wielbiła]. Całe życie
                    pracowała. Księgowość ma w palcu małym. Ale jeśli chodzi o inne
                    aspekty życia, łącznie z nienabywaniem zielonej bryndzy i
                    załatwieniem jakiejkolwiek sprawy urzędowej to bez mapy, latarki i
                    psa-przewodnika kobitka dziury we własnym tyłku nie znajdzie. I co z
                    tego, ze pracowała? Swoim synom przekazała wiedzę żadną.
                    Moja mama pracowała zawsze, dzieki czemu też niewiele wiedzy
                    życiowej mogła mi przekazać, bo zwyczajnie nie miała na to czasu.
                    Ja *tylko siedzę w domu*, mam zatem na łbie załatwianie większości
                    spraw urzędowych, medycznych, edukacyjnych etc.
                    "Idąc dalej - czy matka zajmująca się głównie gotowaniem, praniem i
                    sprzątaniem jest przekonująca choćby wtedy, gdy mówi córce, że warto
                    się uczyć?"
                    Bzdurny argument. Babcia ma 7 klas podstawówki. Mając już trójke
                    dzieci skończyła chyba zawodówkę, czy kurs stosowny do zawodu, bo
                    pracodawca wymagał. Mama ma część technikum. Nie dlatego, ze babcia
                    pracowała. I nie dlatego, ze babcia zajmowała sie jednocześnie
                    domem. Ja mam maturę. Każdej chwili mogę iść na studia, ale na co mi
                    to? Potomstwo... Życie pokaże, ale trend jest na zdobywanie wiedzy,
                    zatem na studia prawie na pewno pójdzie. Nie dlatego, ze rozwijam
                    się zawodowo [bo wpisywany drzewiej w dowód zawód "przy mężu" już
                    wpisywany nie jest...:|]. Dlatego, ze wymogi postępu cywilizacji
                    takie są.
                    I nie ma znaczenia, ze ja sie zajmuję głównie domem, a teściowa była
                    głównie w pracy. Co innego jest ważne.
                    • xtrin Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 03.03.08, 00:48
                      To ja mogę Ci podać przykład mojej mamy, która pracując przekazała mi ogromną
                      wiedzę tak o świecie, pracy i wszelakich załatwianiach jak i o zajęciach
                      domowych, łącznie z szyciem, szydełkowaniem i naprawieniem kranów. I przykład
                      mamy mojej koleżanki, która całe życie nie pracując nie przekazała swoim córkom
                      totalnie nic, poza wianem w postaci ślicznie wyhaftowanych kompletów pościeli.
                      Tyle, że samodzielnie nawet ich wyprać nie potrafiły.

                      Tu dochodzimy do jeszcze jednego elementu tej układanki - kobieta na cały etat
                      zajmująca się domem dzieci zwyczajnie rozpieszcza robiąc wszystko koło nich.
                      Dzieci matki pracującej szybciej muszą zyskać samodzielność.
                      • hypatia69 Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 03.03.08, 01:02
                        "Tu dochodzimy do jeszcze jednego elementu tej układanki - kobieta
                        na cały etat zajmująca się domem dzieci zwyczajnie rozpieszcza
                        robiąc wszystko koło nich. Dzieci matki pracującej szybciej muszą
                        zyskać samodzielność."
                        Nie całkiem... Jeszcze kilka przykładów:
                        Babcia mojego samca nie pracowała, teściowa wyrosła na piczkę z
                        uszami. Ma dwóch synów. Jeden [ten mój] gotuje lepiej niż ja, piecze
                        ciasta, kładzie kafle, hydraulikę, elektrykę, stolarkę ma w małym
                        palcu. Przewijanie niemowląt to dla niego mięta z bubrem. Drugi to
                        cep, kończył [nieskutecznie] polonistykę i twierdzi, ze na filmie
                        się "zastrzeliwują", nie odróżnia kapusty od sałaty, jak spojrzy na
                        gwoździa to ów sie wygina. Obaj po tych samych rodzicach i
                        dziadkach.
                        Ja i moja siostra takoż. Siostra uzdolniona literacko i
                        gastronomicznie [dobrze gotuje chociaż nie lubi], manualnie [cudeńka
                        na szydełku wyczynia]. Ja się raczej do kładzenia gładzi nadaje,
                        gotuję też dobrze i w dodatku lubię. Intelektem moze nie grzeszę,
                        ale w ogonie stawki nie jestem. Jak mnie ktoś w wełnę wyposaży to
                        mogę narobić supełków. Za to z urzędami i papierkami w nich radzę
                        sobie 7 razy lepiej niż siostra. Prać umiemy obie. Nawet ręcznie.
                        Z czego wynikają różnice? Z wykształcenia rodziców? z Tego, że
                        pracowali? Nonsens.
                        • xtrin Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 03.03.08, 01:23
                          Długo chcesz się tak przykładami przerzucać? Bo mogę podać jeszcze z pól setki,
                          np. babcię, która dopiero na emeryturze się gotować nauczyła, bo pracując
                          zawodowo miała w domu gosposię. Ta gosposia moją mamę szyć nauczyła, ale ciotka
                          uczyć się nie chciała i nauczyła się sama po pięćdziesiątce, teraz pół rodziny
                          obszywa. Albo samotnie wychowywana przez pracującą od rana do nocy matkę
                          koleżanka, której po dziś dzień facet pralkę włącza. Inna koleżanka, której
                          ojciec zagranicą robił, matka nie pracowała i zajmowała się głównie strojeniem i
                          imprezami, a dziewczyna musiała dwójkę rodzeństwa wychowywać. Kolega z
                          niepracującą matką, który jak mama wyjechała to kupował nowe koszule, bo starych
                          wyprać nie umiał. Itd. itp.
                          Niewiele to wszystko jednak dowodzi.

                          Fakty natomiast są takie, że model kobiety w domu odchodzi do lamusa. Jest to
                          prosty efekt postępu technologicznego i kilku innych rewolucji poprzedniego wieku.
                          Kiedyś roboty w domu było więcej i to nie tylko dlatego, że więcej było dzieci.
                          Oprać wszystkich na tarze, nanieść wody ze studni, rozpalić w piecu, chleb
                          upiec, dzieciom ubrania poszyć i pocerować - to było roboty na etat czy dwa.
                          Gdyby te kobiety spojrzały na dzisiejsze warunki to pewnie uznałyby, że
                          najbardziej pracowita współczesna kura domowa to leń śmierdzący.
                          • hypatia69 Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 03.03.08, 07:46
                            "Albo samotnie wychowywana przez pracującą od rana do nocy matkę
                            koleżanka, której po dziś dzień facet pralkę włącza."
                            I to jest dowód na to, że matka pracująca jest w stanie lepiej
                            dziecko przygotować do życia? No, pewnie tak...
                            Możemy się przerzucać, ale faktycznie to niczego nie dowodzi.

                            "Fakty natomiast są takie, że model kobiety w domu odchodzi do
                            lamusa."
                            I co z tego wynika? Jak to się ma do głupawego stwierdzenia, że
                            matka niepracująca zawodowo nie jest godna [czy jest mniej godna]
                            szacunku? A może w związku z tym, że ten model odchodzi, to ja
                            powinnam koniecznie poszukać pracy, bo tylko w ten sposób udowodnie,
                            że jestem cywilizowana i należy mnie szanować, albowiem *tylko
                            siedząc w domu* nadaję się na śmietnik pięknie zapakowana w
                            płaszczyk w jodełkę?
                            • piwi77 Miłe panie, zaszłyście w rozważaniach w ślepy 03.03.08, 10:26
                              zaułek. Zastanawiacie co jest lepsze dla dzieci, kobieta pracująca
                              zawodowo i domowo, czy tylko domowo. A ja Wam powiem, że dla dzieci
                              nie ma to większego znaczenia, o wiele wieksze znaczenie ma to dla
                              kobiety, a ten aspekt własnie, choć obie kobietami jesteście, jakoś
                              pomijacie. Z moich obserwacji wynika jednoznacznie, że dla kobiety
                              lepiej jest gdy udziela się także zawodowo, nawet kosztem tego, że
                              mniej usługuje domownikom. Niestety dowiaduje się o tym najczęściej
                              wtedy, gdy na jakiekolwiek zmaiany jest już za późno.
                              • kot_behemot8 Re: Miłe panie, zaszłyście w rozważaniach w ślepy 03.03.08, 10:38
                                > zaułek. Zastanawiacie co jest lepsze dla dzieci, kobieta pracująca
                                > zawodowo i domowo, czy tylko domowo. A ja Wam powiem, że dla
                                dzieci
                                > nie ma to większego znaczenia, o wiele wieksze znaczenie ma to dla
                                > kobiety,


                                Dokładnie. Dla dziecka znaczenie ma to jakim człowiekiem jest matka
                                a nie to ile godzin przebywa w domu. Mądra i czuła pozostanie mądra
                                i czułą nawet jeśli bedzie mogła dziecku poswięcić tylko kilka
                                godzin dziennie. Głupia i wredna nie stanie sie madrą i czułą tylko
                                dlatego, ze przestanie pracowac zawodowo.
                                • hypatia69 Re: Miłe panie, zaszłyście w rozważaniach w ślepy 03.03.08, 11:57
                                  Zgadzam się. Ale to działa w obie strony. Tak samo głupia i wredna
                                  nie stanie się lepsza od samego pójścia do pracy. Zaś mądra i czuła
                                  przemocą wepchnięta w domowy kierat bez mozliwości spełniania sie
                                  zawodowego moze sie znarowić.
                                  Ale w dalszym ciągu nie sądzę, zeby to, czy matka pracuje czy nie
                                  miało mieć wpływ na to czy jest autorytetem. Nie od tego to zależy.
                                  • kot_behemot8 Re: Miłe panie, zaszłyście w rozważaniach w ślepy 03.03.08, 12:41
                                    hypatia69 napisała:

                                    > Zgadzam się. Ale to działa w obie strony. Tak samo głupia i wredna
                                    > nie stanie się lepsza od samego pójścia do pracy. Zaś mądra i
                                    czuła
                                    > przemocą wepchnięta w domowy kierat bez mozliwości spełniania sie
                                    > zawodowego moze sie znarowić.


                                    To jasne, ze działa w obie strony.


                                    > Ale w dalszym ciągu nie sądzę, zeby to, czy matka pracuje czy nie
                                    > miało mieć wpływ na to czy jest autorytetem. Nie od tego to zależy.


                                    W teorii masz rację. Ale jest jeszcze życiowa praktyka i zyciowe
                                    obserwacje które kazdy z nas ma. Ja znam _jedna_ kobietę gospodynię
                                    domową o której z czystym sumieniem moge powiedzieć, ze jest dla
                                    swoich dzieci autorytetem. Pozostałe to niestety zagubione w zyciu i
                                    dość niepewne siebie osoby, których dzieci, przykro to powiedzieć,
                                    odnoszą sie do matki lekceważąco biorąc zresztą przykład z ojca. Nie
                                    uogólniam, nie twierdzę, ze wszystkie takie są. Ale trudno być
                                    ślepym na zyciowe doświadczenia, nie sądzisz?
                                    • hypatia69 Re: Miłe panie, zaszłyście w rozważaniach w ślepy 03.03.08, 17:50
                                      Ale tu jest przykład ojca. Jeśli rodzice współdziałają w wychowaniu,
                                      jeśli ojciec matkę szanuje to i dzieci będą. Prawdopodobnie.
                              • hypatia69 Re: Miłe panie, zaszłyście w rozważaniach w ślepy 03.03.08, 12:03
                                "Z moich obserwacji wynika jednoznacznie, że dla kobiety
                                lepiej jest gdy udziela się także zawodowo, nawet kosztem tego, że
                                mniej usługuje domownikom. Niestety dowiaduje się o tym najczęściej
                                wtedy, gdy na jakiekolwiek zmaiany jest już za późno."
                                Ty po prostu uparłeś sie twierdzić, ze jak kobieta skończy 40 czy 50
                                lat a dzieci wyfruna z gniazda, to ona koniecznie i na pewno bedzie
                                się czuć jak zbedny rupieć wyłącznie z tej racji, ze nie pracowała
                                zawodowo. Owszem. Bywa tak. Ale to nie jest reguła.
                                I zajmowanie się domem z zamiłowania to *nie jest* "usługiwanie
                                domownikom".
                                • piwi77 Re: Miłe panie, zaszłyście w rozważaniach w ślepy 03.03.08, 12:24
                                  W porządku, ja widzę co innego, Ty widzisz co innego.
                                • kot_behemot8 Re: Miłe panie, zaszłyście w rozważaniach w ślepy 03.03.08, 12:43
                                  hypatia69 napisała:

                                  > I zajmowanie się domem z zamiłowania to *nie jest* "usługiwanie
                                  > domownikom".


                                  Jest. Ale jeśli sie to robi z zamiłowania, to i w usługiwaniu nie ma
                                  niczego złego. Ostatecznie prawnik czy lekarz któremu płacę, tez
                                  wykonuje dla mnie usługę, prawda? :)
                                  • sebyzbarma Pracujaca kobieta niepracujaca 03.03.08, 13:11
                                    Nie ma znaczenia czy kobieta pracuje, czy nie. By byc autorytetem
                                    dla dzieci nie starczy (nie)pracowac.

                                    > Pracuję otóż i to bardzo ciężko.
                                    Prasuję, gotuję, sprzatam, pamiętam o wszystkim, co jest do
                                    załatwienia, latam po lekarzach, urzędach, robię zakupy, piorę
                                    wieszam... A właśnie!

                                    Rozumiem, ze wszystkie czynnosci, ktore wymienilas powyzej "robia
                                    sie same" u kobiet pracujacych...?? One pracuja zawodowo i
                                    dodatkowo: " Prasuja, gotuja, sprzataja, pamiętaja o wszystkim, co
                                    jest do załatwienia, lataja po lekarzach, urzędach, robia zakupy,
                                    piora, wieszam".
                                    Ile razy dziennie/ tygodniowo biegasz po lekarzach,
                                    urzedach, "pierzesz" (W PRALCE!!!), wieszasz, prasujesz, ze tak Ci
                                    ciezko?
                                    Wybaczcie, zboczylam z tematu, ale smiac mi sie chce, gdy pani domu
                                    placze, ze ciezko pracuje...
                                    • piwi77 Re: Pracujaca kobieta niepracujaca 03.03.08, 14:49
                                      sebyzbarma napisała:

                                      > Wybaczcie, zboczylam z tematu, ale smiac mi sie chce, gdy pani
                                      > domu placze, ze ciezko pracuje...

                                      Pewnie zboczę z tematu jeszcze bardziej, ale dodam, że obie kobiety
                                      pracują mniej więcej równo, ta pracująca zawodowo i ta pracująca
                                      jedynie w domu. Po prostu ta pracująca zawodowo niektóre prace
                                      domowe sobie odpuszcza, te które mogą przejąć inni domownicy, albo
                                      te, które są po prostu zbyteczne (kura domowa nawet nie wie, że
                                      wiele z tego co robi mogłaby sobie po prostu darować).
                                      • sebyzbarma Re: Pracujaca kobieta niepracujaca 03.03.08, 15:05
                                        > Pewnie zboczę z tematu jeszcze bardziej, ale dodam, że obie
                                        kobiety
                                        pracują mniej więcej równo, ta pracująca zawodowo i ta pracująca
                                        jedynie w domu. Po prostu ta pracująca zawodowo niektóre prace
                                        domowe sobie odpuszcza, te które mogą przejąć inni domownicy, albo
                                        te, które są po prostu zbyteczne (kura domowa nawet nie wie, że
                                        wiele z tego co robi mogłaby sobie po prostu darować).

                                        Pomysl jakie prace kobieta ma do wykonania w domu CODZIENNIE.
                                        Naprawde za duzo nie przychodzi mi do glowy... Nawet gotowanie nie
                                        jest u wielu pan domu czynnoscia codzienna. A co to za prace, ktore
                                        pani domu robi, a nie wie, ze moze je sobie darowac? Podejrzewam, ze
                                        jesli takie sa to robi sie je z nudow, a nie z niewiedzy.
                                        • kot_behemot8 Re: Pracujaca kobieta niepracujaca 03.03.08, 17:28
                                          Przesadzasz. Albo nigdy nie prowadziłas naprawdę dużego domu z
                                          ogrodem plus dwójka dzieci. Prowadzenie domu to praca jak kazda inna
                                          i jak każdą inna mozna ja wykonywac na odwal (jak np wiekszość
                                          znanych mi urzędników) albo porządnie i dokładnie.
                                      • xtrin Re: Pracujaca kobieta niepracujaca 03.03.08, 18:55
                                        piwi77 napisał:
                                        > kura domowa nawet nie wie, że wiele z tego
                                        > co robi mogłaby sobie po prostu darować

                                        I tutaj wracamy do kwestii autorytetu. Czy poświęcanie życia zbędnym czynnościom
                                        nie jest lekko sprzeczne z byciem autorytetem?
                                    • hypatia69 Re: Pracujaca kobieta niepracujaca 03.03.08, 18:06
                                      "Rozumiem, ze wszystkie czynnosci, ktore wymienilas powyzej "robia
                                      sie same" u kobiet pracujacych...??"
                                      Gdzieś coś takiego zasugerowałam?
                                      "Ile razy dziennie/ tygodniowo" Rozmaicie. Nieraz załatwianie
                                      rozmaitych spraw urzędowych wiąże się z lataniem po rozmaitych
                                      instytucjach dzień w dzień dwa tygodnie z rzędu. Pranie najmarniej
                                      dwa razy w tygodniu, czyli wieszanie i prasowanie też. Piorę nie
                                      tylko w pralce. Są rzeczy, które trzeba wyprać ręcznie. Poza tym
                                      same do tej pralki nie wchodzą. I nie chodzi o to, żebym sie przy
                                      każdej wrzutce upociła jak ruda mysz. Ale jednak jakieś ruchy trzeba
                                      wykonać i czasu to wszystko też ileś zajmuje. Prasuję jak wyżej - w
                                      zależnosci od ilości prań.
                                      "Wybaczcie, zboczylam z tematu, ale smiac mi sie chce, gdy pani domu
                                      placze, ze ciezko pracuje..."
                                      No i dostałam niezasłużonego kopa. Po pierwsze nie płaczę. Po drugie
                                      jak zbierzesz wszystko do kupy, to jednak trochę tego jest. W
                                      dodatku jaką masz gwarancję, ze owa "pani domu" nie ma na przykład
                                      czwórki dzieci, w tym jednego, powiedzmy, niepełnosprawnego, nie
                                      opala mieszkania węglem [są takie jeszcze] i nie ma jeszcze kilku
                                      tego typu ułatwień? Rozpatrz taką sytuację, zanim się znowu ubawisz
                                      setnie.
                                      • xtrin Re: Pracujaca kobieta niepracujaca 03.03.08, 19:00
                                        hypatia69 napisała:
                                        > W dodatku jaką masz gwarancję, ze owa "pani domu" nie
                                        > ma na przykład czwórki dzieci, w tym jednego, powiedzmy,
                                        > niepełnosprawnego, nie opala mieszkania węglem [są takie
                                        > jeszcze] i nie ma jeszcze kilku tego typu ułatwień?
                                        > Rozpatrz taką sytuację, zanim się znowu ubawisz setnie.

                                        A co z takimi, co mają czwórkę dzieci, w tym niepełnosprawne, opalają mieszkanie
                                        węglem i brakuje im w domu sporo technologicznych ułatwień, a DODATKOWO jeszcze
                                        pracują zawodowo. Nie sądzisz, że jednak tym należy się większy szacunek?
                                        • hypatia69 Re: Pracujaca kobieta niepracujaca 03.03.08, 19:09
                                          "Nie sądzisz, że jednak tym należy się większy szacunek?"
                                          Wyłącznie za sam fakt pracy zawodowej? Nie sądzę.
                                          • xtrin Re: Pracujaca kobieta niepracujaca 03.03.08, 19:11
                                            hypatia69 napisała:
                                            > Wyłącznie za sam fakt pracy zawodowej? Nie sądzę.

                                            Za fakt, że daje sobie rady w jeszcze trudniejszej sytuacji.
                                            • hypatia69 Re: Pracujaca kobieta niepracujaca 03.03.08, 19:33
                                              Jeżeli jest dobrą matką, to obojętne, czy pracuje, czy nie - dzieci
                                              ją będą szanować i będzie dla nich autortetem, a to tutaj rozważamy.
                                              Kopanie kobiet niepracujących zawodowo to dyskryminacja.
                                              • xtrin Re: Pracujaca kobieta niepracujaca 03.03.08, 19:41
                                                hypatia69 napisała:
                                                > Jeżeli jest dobrą matką, to obojętne, czy pracuje,
                                                > czy nie - dzieci ją będą szanować i będzie dla
                                                > nich autortetem, a to tutaj rozważamy.

                                                Rozważamy tutaj wpływ tego jednego elementu na autorytet. I moim zdaniem ów
                                                wpływ istnienie. Niekoniecznie wielki, często neutralizowany innymi elementami,
                                                ale ogólnie może mieć to wpływ na to jak dziecko własną matkę odbiera.
                                                • hypatia69 Re: Pracujaca kobieta niepracujaca 03.03.08, 19:47
                                                  Moim zaś zdaniem niekoniecznie. Chyba, ze wszyscy dookoła krytykują
                                                  ten model i twierdzą, że poniechanie pracy zawodowej jest karygodne
                                                  i świadczy o zacofaniu jednostki rezygnującej. Wpływ całego
                                                  społeczeństwa na pewno odbije sie na tym, jak dziecie bedzie
                                                  odbierać matkę... I się jej wstydzić...
                                                  • xtrin Re: Pracujaca kobieta niepracujaca 03.03.08, 19:55
                                                    hypatia69 napisała:
                                                    > Moim zaś zdaniem niekoniecznie.

                                                    A czy ja twierdzę, że koniecznie?

                                                    > Chyba, ze wszyscy dookoła krytykują ten model i twierdzą,
                                                    > że poniechanie pracy zawodowej jest karygodne
                                                    > i świadczy o zacofaniu jednostki rezygnującej.
                                                    > Wpływ całego społeczeństwa na pewno odbije sie na tym,
                                                    > jak dziecie bedzie odbierać matkę... I się jej wstydzić...

                                                    Jako że sama ten aspekt wyciągnęłaś...
                                                    Tak, to też ma wpływ. Trudniej podziwiać matkę, którą społeczeństwo krytykuje. A
                                                    do owej krytyki ma prawo z wcześniej przeze mnie wymienionych względów.

                                                    Nie jestem zdania, że kobieta tylko "siedzi w domu i nic nie robi", wiem, że to
                                                    spora praca, że siedząc w domu kobieta może wykonać sporo rzeczy, których
                                                    normalnie nie byłaby w stanie (inna sprawa ile takich kobiet rzeczywiście to
                                                    robi). Ale powiedzmy sobie szczerze - całościowo jest to wygodniejsze,
                                                    przyjemniejsze i mniej absorbujące niż praca zawodowa. I zwykle mniej chwalebne.
                                                  • hypatia69 Re: Pracujaca kobieta niepracujaca 04.03.08, 15:55
                                                    "Ale powiedzmy sobie szczerze - całościowo jest to wygodniejsze,
                                                    przyjemniejsze i mniej absorbujące niż praca zawodowa."
                                                    Zgadza się.
                                                    "I zwykle mniej chwalebne."
                                                    A z tym się nie zgodzę. Mniej popularne i gorzej widziane to tak.
                                                    Ale mniej chwalebne, bo... co?
                                                  • xtrin Re: Pracujaca kobieta niepracujaca 04.03.08, 18:32
                                                    hypatia69 napisała:
                                                    > Ale mniej chwalebne, bo... co?

                                                    Z reguły to co prostsze jest także mniej chwalebne :).
                                                  • hypatia69 Re: Pracujaca kobieta niepracujaca 06.03.08, 11:17
                                                    To poczytaj "chwalebne" posty Dcia;) Albo "chwalebną" teorię
                                                    Polubu;)))
                                                    Nie przyswajam teorii, że mam się umartwiać wspinaczką wysokogórską,
                                                    nauką węgierskiego albo pracą zarobkową bo to "chwalebne"... No nie
                                                    rozumiem tego i już.
                                  • hypatia69 Re: Miłe panie, zaszłyście w rozważaniach w ślepy 03.03.08, 17:54
                                    Zgadza się.
                                    Tylko w przypadku kobiety "usługującej" rodzinie wydźwięk określenia
                                    jest z założenia negatywny. Czyli "usługuje - kura domowa - rupieć
                                    cywilizacyjny - won w kubeł". Tak schematycznie.
                                    :)
                              • xtrin Re: Miłe panie, zaszłyście w rozważaniach w ślepy 03.03.08, 18:51
                                Po pierwsze rozważamy tutaj właśnie wpływ takowej decyzji na dzieci, a nie na
                                samą kobietę. Taki jest temat wątku.
                                Po drugie osobiście uważam, że to ciekawszy aspekt tej sprawy niż wywałkowany
                                już z każdej strony problem jak lepiej samej kobiecie. Szczególnie, że głównym
                                argumentem za zostawaniem kobiety w domu jest właśnie dobro dzieci. Warto się
                                zastanowić czy to rzeczywiście argument za.

                                I to zaznaczywszy zauważę, że jeżeli dla samej kobiety lepiej iść do pracy to
                                lepiej wtedy i dzieciom. Matka zadowolona z życia jest lepsza niż taka, co czuje
                                się zepchnięta na margines.
                            • xtrin Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 03.03.08, 18:58
                              hypatia69 napisała:
                              > I to jest dowód na to, że matka pracująca jest w stanie
                              > lepiej dziecko przygotować do życia? No, pewnie tak...

                              Bynajmniej :). To dowód na to, że każdy ma różnorakie doświadczenia.
                              Ale jednostkowe przypadki niewiele do sprawy wnoszą.

                              > I co z tego wynika? Jak to się ma do głupawego
                              > stwierdzenia, że matka niepracująca zawodowo
                              > nie jest godna [czy jest mniej godna] szacunku?

                              To z tego, że kura domowa to przeżytek, spychany na margines społeczeństwa. Jako
                              taki nie jest najlepszym wzorcem dla dzieci, które zapewne kurami nie zostaną.
                              • hypatia69 Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 03.03.08, 19:23
                                "To z tego, że kura domowa to przeżytek, spychany na margines
                                społeczeństwa. Jak o taki nie jest najlepszym wzorcem dla dzieci,
                                które zapewne kurami nie zostaną."
                                Czyli nie ma, ze boli - albo idę do pracy, albo robię za muzealny
                                okaz, który póki żyje winien mieć poczucie winy i wyrzuty sumienia,
                                ze nie daje dzieciom dobrego przykładu, bo pewnie i tak skończę
                                w "domu pogodnej starości", na szacunek nie mam co liczyć.

                                Ehhhh...
                                • xtrin Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 03.03.08, 19:29
                                  Hypatio, zbyt personalnie do tego podchodzisz :).
                                  Nikt Cię ani do pracy ani do muzeum wypychać nie chce. Nikt też nie twierdzi, że
                                  Ty osobiście dobrego przykładu dzieciom nie dajesz. Chlubne wyjątki zawsze się
                                  zdarzają. Ale nie o wyjątkach mowa.
                                  • hypatia69 Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 03.03.08, 19:36
                                    Chcą, chcą... Dlatego mam manie prześladowczą nawet tutaj... I
                                    pewnie w końcu przegram tę nierówną walkę... :|
                                    ;)))
                                    • xtrin Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 03.03.08, 19:42
                                      hypatia69 napisała:
                                      > Chcą, chcą... Dlatego mam manie prześladowczą nawet tutaj...

                                      To sporo tłumaczy...
                                      Może wzorem wielu innych po prostu załóż, że wszyscy Ci zazdroszczą i stąd owa
                                      krytyka ;).
                                      • hypatia69 Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 03.03.08, 19:48
                                        "Może wzorem wielu innych po prostu załóż, że wszyscy Ci zazdroszczą
                                        i stąd owa krytyka ;)."
                                        Eeee... sie nie da. To zazwyczaj zyczliwe osoby i z dobroci serca
                                        zawracają... :|
                                        ;)
    • hypatia69 Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 03.03.08, 00:04
      Ja Cię rozumiem. Cieszę sie, ze moja matka pracowała. Od 8.00 do
      16.00, albo od 10.00 do 18.00. Dzieki temu nie miała szans mi
      przekazać zbyt wiele sensownych treści, bo ona była w pracy, a ja w
      świetlicy z kluczem na szyi. A jak wróciła już po pracy, to miała
      tyle zajeć, ze mogła spokojnie mi oszczędzić wspólnych chwil, które
      by mnie, broń Zeus, znarowiły...
      I mam wielkie poczucie winy, bo ja *tylko siedzę w domu* i pewnie
      moja osobista dziatwa uzna mnie za głąba i średniowieczna idiotkę, i
      będzie sie mnie musiała wstydzić...
      Przykro mi. Zachowuję sie jak g.ówniarz...
      • 10iwonka10 Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 03.03.08, 09:53
        Podchodzisz do tego dosc ekstremalnie- mozna tez pracowac na pol-
        etatu i miec zarowno czas dla dzieci jak i na prace zawodowa.

        Mnie sie wydaje ze gdy dzieci sa male to na pewno dobrym
        rozwiazaniem jest gdy matka zostaje w domu i ma dla nich czas ale
        problem w tym ze po latach wiele kobiet zaczyna tracic wiare w
        siebie,nie ma doswiadczenia jesli chodzi o prace zawodowa i boi sie
        jej nawet szukac.....i tak sie uwieszaja tej rodziny na sile staraja
        sie byc potrzebne a dzieci dorastaja ,juz nastolatki maja swoje
        zycie i nie maja az tak wielkiej potrzeby aby matka byla caly czas w
        domu.
        • jdbad Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 03.03.08, 10:02
          ozostaje jeszcze problem ojcow. oOni też są dzieciom potrzebni:)
        • hypatia69 Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 03.03.08, 12:22
          Celowo przerysowałam.

          Mnie sie wydaje, ze kobieta powinna sie spełniać tak, jak jej to
          pasuje. Chce pracować - daj jej Boże zdrowie. Chce sie spełniać jako
          kura domowa - proszę uprzejmie.
          Ale tak się nie da, bo być kobietą pracującą jest trendy i cool. A
          jak któraś chce sie zajmować tylko domem to słyszy "Nie pracujesz???
          To ty *tylko siedzisz w domu*???"
          O "tylko siedzeniu" to niedawno pisałam i mi sie nie chce o tym
          produkować, bo się wyrażać w końcu zaczne. Ale to "Nie pracujesz" to
          mnie też do rozpaczy doprowadza. Pracuję otóż i to bardzo ciężko.
          Prasuję, gotuję, sprzatam, pamiętam o wszystkim, co jest do
          załatwienia, latam po lekarzach, urzędach, robię zakupy, piorę
          wieszam... A właśnie!
          No to w czym jestem gorsza od kobiet pracujących zawodowo? Ze nie
          pragne sie użerać z szefem? Ani mieć podwładnych? Ja sie do tego nie
          nadaję. Z szefami się zawsze wykłócałam, po czym wylatywałam z
          hukiem za drzwi, jakomprzełożona byłąbym pewnikiem okropna. Po co
          siebie i ludzkość na to narażać?
          "i tak sie uwieszaja tej rodziny na sile staraja sie byc potrzebne a
          dzieci dorastaja ,juz nastolatki maja swoje zycie i nie maja az tak
          wielkiej potrzeby aby matka byla caly czas w domu."
          I tak wszystkie jedna w jedną? Znam trochę matek niepracujących i
          nie zauważyłam, zeby to jakaś zbiorowa mania była.
          A nastoletnie potomstwo guzik ma do gadania i może sobie życzyć albo
          nie życzyć, żeby matka była w domu. Ciekawe, czy byłoby szczęśliwe
          słysząc "Weź i idź sobie gdzieś, bo my z tatusiem chcieliśmy sobie
          sami pobyć";P
          ;)
          • xtrin Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 03.03.08, 19:03
            hypatia69 napisała:
            > Chce pracować - daj jej Boże zdrowie.
            > Chce sie spełniać jako kura domowa - proszę uprzejmie.

            Ależ oczywiście, nikt przecież nie chce kur domowych siłą do pracy zapędzać :).
            Jednakże warto pamiętać o tym, że ta decyzja - jak wszelkie inne - ciągnie za
            sobą pewne konsekwencje. Niekoniecznie pozytywne.
            • hypatia69 Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 03.03.08, 19:29
              "warto pamiętać o tym, że ta decyzja - jak wszelkie inne - ciągnie za
              sobą pewne konsekwencje. Niekoniecznie pozytywne."
              No, batem mnie nikt nie zapędza, ale postawa społeczeństwa wywołuje
              we mnie poczucie winy i depresję. W dodatku jest mi sugerowane, ze
              dzieci mnie szanować nie będą, bo nie stawiam sie w fabryce
              codziennie o 7.00.
              No i dobra: pójdę do tej pracy, będę miała 6 nerwic, bo sie spełniać
              nie będę; pracę zawodową podświadomie i z czystej niechęci bedę
              partaczyć, w domu będę upierdliwa, bo wykończona kołomyją w firmie,
              będę zrzędzić i odreagowywać na rodzinie, zamiast domowych obiadów
              rodzina będzie żreć mrożonki i wszyscy bedą szczęśliwi. Czyż nie?
              Same pozytywy...
              • xtrin Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 03.03.08, 19:31
                Ależ siedź sobie w domu jeżeli to Ci odpowiada.

                Choć może gdybyś stawiała się w tej fabryce codziennie o 7.00 to nie
                odmieniałabyś "ja" przez wszystkie przypadki w każdym poście :).
                • hypatia69 Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 03.03.08, 19:38
                  Kurdę, jak ja sie kocham;)))
    • piwi77 Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 03.03.08, 10:01
      Wyrwałeś pół zdania z kontekstu wypowiedzi prof. Środy i wymachujesz
      nam tu nim. Oczywiście kajać Ci się wolno.
      • 10iwonka10 Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 04.03.08, 09:36
        Tak naprawde to wszystko zalezy od osobowsci kobiety. Jesli jest
        otwarta, ma zdrowa samoocene, ma duze grono znajomych....to jest
        dobrze. Ale piszesz Hypatio ze oprocz prac domowych zalatwiasz
        wszystko w urzedach..to chyba jestes w mniejszosci z moich
        obserwcji wiele kobiet ktore zostaja w domu wlasnie tego nie robi bo
        traca one pewnosc siebie i czesto chyba traca "social skills". Inna
        rzecz ze to jest chyba zwiazane z wiekiem i jak dluzo kobieta
        zostaje w domu. Po 15-20 latach to juz chyba ciezko wrocic do
        jakiejkolwiek pracy zawodowej.
        • hypatia69 Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 04.03.08, 16:01
          ""Po 15-20 latach to juz chyba ciezko wrocic do jakiejkolwiek pracy
          zawodowej"
          Mniemam, że nawet po trzech czy pięciu to moze być problem. Wszystko
          idzie do przodu, zasady się zmieniają, wymagania pracodawców też.
          "oprocz prac domowych zalatwiasz wszystko w urzedach..to chyba
          jestes w mniejszosci z moich obserwcji wiele kobiet ktore zostaja w
          domu wlasnie tego nie robi bo traca one pewnosc siebie"
          Też to nieraz widzę. Ale moim zdaniem to głupie. Skoro to ja rano
          mam czas, zeby polatać z tymi papierkami po całym mieście itd, to
          trudno, zeby mój mężczyzna ekstra brał urlop i to załatwiał. Mi się
          ucho nie urwie, jeśli wejdę między ludzi, przeciwnie, nie zdziczeję
          na amen upchnięta w grono moherowych sąsiadek:)
          • xtrin Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 04.03.08, 18:33
            hypatia69 napisała:
            > Mi się ucho nie urwie, jeśli wejdę między ludzi, przeciwnie,
            > nie zdziczeję na amen upchnięta w grono moherowych sąsiadek:)

            Ano właśnie :).
            • hypatia69 Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck 06.03.08, 11:20
              "Ano właśnie :)."
              Ale to nie znaczy, że muszę pracować.
              ;P
          • Gość: Natasza Re: "Mama, która nie pracuje, nie jest dla dzieck IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.08, 18:57
            moja mama nie pracuje i całe dnie gapi się w tv i ona rzeczywiście
            nie jest dla mnie autorytetem, bo nic nie umie, nawet nie umie
            właczyć komputera, z nikim ise nie spotyka, dla mnie to wstyd, ze
            ona nie pracuje,bo jka mnie dowiedzają koleżanki to ona tylko
            podsłuchuje pod drzwiami o czym gadamy, zwyczjanie wstydze isę nawet
            jka moje koleznak ipytają co ona robi całe dnie, to co mam
            powiedzieć,że gapi się w tv?
    • ewik_75 pracować, nie pracować.... 05.03.08, 20:38
      Dziewczyny,

      rozumiem argumenty zarówno za jak i przeciwko pracy zawodowej matek.
      Zastanawiam się jednak - dlaczego nikt tutaj nie wspomniał o
      najwazniejszym aspekcie - o bezpieczeńśtwie finansowym i
      niezależności???

      Hypatio, czy nie boisz się, że mogałbyś sobie nie poradzić, gdyby
      Twój maż/partner zginął w nieszczęśliwym wypadku ??? Rozumiem, że od
      kilku już lat nie pracujesz i on was utrzymuje. Co będzie, jeśli go
      zabraknie? A co, jesli bedzie po wypadku sparalizowany i bedzie
      potrzebował opieki? Czy po tak dlugiej przerwie w pracy dalabys rade
      zarobić na utrzymanie siebie, meza, dzieci, jego opiekę i
      opiekunkę / przedszkole - dla dzieci ???

      Czy nie sadzisz, ze skoro zycie pisze najbardzije zawrotne
      scenariusze, to warto choc finansowo byc na to przygotowana?

      A gdyby - czego Ci nie zycze - zaczelo się w waszym zwiazku zle
      dziac? Chcialabys odejsc, ale nie moglabys sobie na to pozwolic - bo
      nie stac by Cie bylo na wynajecie/kupno odrebnego mieszkania i
      utrzymanie ???

      Dziewczyny, jak Wy to sobie wyobrazacie?

      Zakladajac, oczywiscie, ze nie jestes rentierka i na twoje konto nie
      splywa ot tak, bez zadnej pracy, odpowiednia sumka...
      • xtrin Re: pracować, nie pracować.... 05.03.08, 20:47
        ewik_75 napisała:
        > Zastanawiam się jednak - dlaczego nikt tutaj
        > nie wspomniał o najwazniejszym aspekcie -
        > o bezpieczeńśtwie finansowym i niezależności???

        Bo nie o tym temat traktuje.
        • ewik_75 Re: pracować, nie pracować.... 05.03.08, 23:48
          nie traktje również o tym, czy bycie w domu odmóżdża czy nie, a
          jednak o tym dyskutowałyscie i to dość długo...
          • xtrin Re: pracować, nie pracować.... 06.03.08, 00:02
            Nie przypominam sobie takich dłuższych rozważań tutaj, jedynie w aspekcie tego
            na ile odmóżdżona matka jest w stanie być dla dziecka autorytetem.
            • ewik_75 Re: pracować, nie pracować.... 06.03.08, 10:13
              A czy uważasz, ze takim autorytetem może byc matka, która np. nie
              podejmie decyzji o odejściu od nie szanującego jej, zdradzającego ją
              i pomiatającego nią faceta, bo nie ma środków, żeby samodzielnie
              utrzymać siebie i dziecko?

              Czy takim autorytetem może byc matka, która po ciężkim wypadku
              swojego partnera/męża nie może znaleźć pracy, która pozwalałaby im
              przynajmniej przeżyć jako tako ?

              Czy ktoś tak bezradny i całkowicie zależny może byc autorytetem?
              • hypatia69 Re: pracować, nie pracować.... 06.03.08, 11:26
                "autorytetem może byc matka, która np. nie podejmie decyzji o
                odejściu od nie szanującego jej, zdradzającego ją i pomiatającego
                nią faceta,"
                Jeśli się związała z cymbałem i sadystą, to znaczy, ze już wcześniej
                była odmóżdżona i praca zawodowa jej nie pomoże.
                "Czy takim autorytetem może byc matka, która po ciężkim wypadku
                swojego partnera/męża nie może znaleźć pracy, która pozwalałaby im
                przynajmniej przeżyć jako tako ?"
                Dramatyzujesz.
                • ewik_75 Re: pracować, nie pracować.... 06.03.08, 12:35
                  hypatia69 napisała:


                  > Jeśli się związała z cymbałem i sadystą, to znaczy, ze już
                  wcześniej
                  > była odmóżdżona i praca zawodowa jej nie pomoże.

                  Gucio.
                  Ludzie się zmieniają.
                  Gdyby tak nie było, nie byłoby rozwodów.

                  A praca zawodowa jak najbrdziej wtedy pomoże. Stałe dochody - na
                  odpowiednim poziomie - dadzą jej godny byt i możliwość rozpoczęcia
                  od nowa, a ludzie w pracy często bardzo dobrze się znają i stanowią
                  dla siebie oparcie, oderwanie od domowej codzienności.

                  > "Czy takim autorytetem może byc matka, która po ciężkim wypadku
                  > swojego partnera/męża nie może znaleźć pracy, która pozwalałaby im
                  > przynajmniej przeżyć jako tako ?"
                  > Dramatyzujesz.

                  A i owszem. Teraz - zanim to się potencjalnie stało. I zabezpieczam
                  się - dzięki dochodom z pracy. Jeśli to się nie wydarzy - tym
                  lepiej!

                  A jeśli się wydarzy? Wtedy będzie za późno.



                  • hypatia69 Re: pracować, nie pracować.... 06.03.08, 13:28
                    Taaa... Zmieniają sie. Tyle, ze nie z dnia na dzień. Nie ma tak, że
                    dzisiaj gruchamy jak gołąbki i jest cudnie-pięknie, a jutro facet
                    mnie wystawia za drzwi i ciaska za mną kapciami i szczoteczką do
                    zębów. Jeśli nie zauważasz, ze Ci sie od jakiegoś czasu zaczyna
                    chrzanić w związku, to nie ma siły - jesteś odmóżdżona. [Nie mam na
                    myśli Ciebie konkretnie. I oczywiście pierwsze symptomy można
                    przeoczyć; ale to max pół roku].
                    "A praca zawodowa jak najbrdziej wtedy pomoże."
                    Na odmóżdżenie?
                    • moccia1 Re: pracować, nie pracować.... 06.03.08, 22:56
                      Z dnia na dzien. Zdrada spada jak grom.. Pol tygodnia wczesniej
                      nawet jej nie znal.
                      Dzieci, szczotke i kapcie sama pakujesz. Jesli jestes niezalezna to
                      znacznie latwiej o taka decyzje. Jesli nie masz dochodow to sytuacja
                      sie komplikuje.
                      • hypatia69 Re: pracować, nie pracować.... 07.03.08, 07:51
                        Jeśli w domu jest wszystko OK to nie ma, kurna, takiej możliwości.
                        Nic się nie rozpada nagle. Mógł jej nie znać pół tygodnia wcześniej,
                        ale wolał zostawać po godzinach w pracy albo iść z kumplami na piwo
                        niż siedzieć w domu. Z jakichś przyczyn. I *nigdy* nie ma tak, ze
                        winna jest tylko jedna strona.
      • hypatia69 Re: pracować, nie pracować.... 06.03.08, 11:43
        Jak słusznie zauważyła Xtrin - nie o tym mowa.
        Ale skoro się upierasz...
        Nie boję się. Fakt, ze nie pracuję zawdodwo nie oznacza, ze nie
        wnoszę żadnych dochodów czy takowych nie posiadam. I nie muszę być w
        tym celu rentierką. Serio.
        Poza tym nie mieszkam na pustyni. Nie siedzę sama jak kół w domu i
        nie gapię się bezmyślnie w TV jak wspomniana wyzej mama Nataszy.
        "to warto choc finansowo byc na to przygotowana?"
        A nie przyszło Ci do głowy, ze mogę być zwyczajnie zabezpieczona na
        taką okoliczność? Że nie spadłam z obłoków i mam jakieś
        zabezpieczenie choćby na czas, który byłby mi potrzebny na
        znalezienie pracy? Że masz za mało danych na mój temat, zeby mi tu
        makabryczne wizje przyszłości w nedzy przedstawiać?
        "A gdyby - czego Ci nie zycze - zaczelo się w waszym zwiazku zle
        dziac?"
        Nie wiesz, jak sie dzieje w tej chwili. To tak z czystej przekory
        zauważę.
        "Chcialabys odejsc, ale nie moglabys sobie na to pozwolic - bo
        nie stac by Cie bylo na wynajecie/kupno odrebnego mieszkania i
        utrzymanie ???"
        Nie wiem co masz na myśli pod określeniem "źle dziać", ale
        rozwiązania wszelkich życiowych problemów nie szuka się w portfelu.
        Zwiazek dwojga ludzi, szczególnie posiadających dzieci [a o takim
        właśnie mówimy] nie opiera sie li tylko na wspólnych finansach. Nie
        wiem, czy masz/miałaś tego rodzaju problem, ze odstawiasz tu szopkę
        straszliwą próbując mnie wystraszyć na śmierć i tym sposobem zagnać
        do pracy, ale jakiekolwiek są przyczyny Twoich mrocznych wizji - nie
        boję się.
        "rentierka i na twoje konto nie splywa ot tak, bez zadnej pracy,
        odpowiednia sumka..."
        Wydźwięk zdania negatywny. A może właśnie jestem rentierką, bo,
        powiedzmy, kilka lat temu pojechałam sobie na Zachód, ciężko
        harowałam, a zarobione pieniądze odpowiednio zainwestowałam z czego
        teraz czerpię korzyść. Ergo: nie "spływa ot tak, bez żadnej pracy",
        tylko procentuje.
        • ewik_75 Re: pracować, nie pracować.... 06.03.08, 12:30
          Ha.

          Skoro posiadasz stałe dochody, to sytuacja automatycznie wygląda
          inaczej. Pytanie jeszcze - hipotetyczne, niekoniecznie do Ciebie -
          na ile by te dochody wystarczyły, gdyby okazały się być nagle
          potrzebne.
          To raz.

          Co do zabezpieczenia - rozsadnie. Ale jak sama napisałaś "na czas,
          potrzebny na znalezienie pracy". A potem? Ktoś, kto nie pracuje do
          lat kilku (lub więcej) dostanie na poczatek raczej niższą od
          średniej pensję... Czy ona wystarczy na utzrymanie rodziny? Może
          tak, może nie... Czy to nie bedzie wtedy jedynie egzystencja?

          Fakt, nie wiem, jak sie u Was dzieje teraz ale zakladam, ze skoro
          jestescie razem - to niezle. Czego Ci zreszta zycze.

          Roziwazania czesto nie ma - bo nie ma finansow. Moze nie u Ciebie -
          ale co do zasady? poza tym rozwiazań wszelakich mozna oczywiscie
          szukac, ale najpierw trzeba gdzies mieszkac i cos jesc. Prosta
          piramida potrzeb Masłowa. Ileż było już tego typu dramatow: On
          zarabial, potem żona mu się znudziła, wycofał jej dostep do konta,
          przestal szanowac, zaczal traktowac jak robot wieloczynnosciowy. A
          Ona? Nie miała dokad odejsc... Fajnie?

          Tak byc nie musi, ale MOŻE. Ludzie się zmieniają - wszysyc o tym
          dobrze wiemy. To, że On okazał się chamem po ślubie, czesto
          zaskakuje małżonki bo przecież "przed śłubem taki nie był"...Gdyby
          tak nie bylo, nie byloby rozwodow. A niepracująca kobieta jest wtedy
          mocno zagrożóna. Chyba, że jest jak Ty - odpowiednio zabezpieczona.

          Nie próbuję Cię nigdzie zagnać. Po co ? Po prostu nie rozumiem, jak
          można nie myśleć o swojej przyszłości i nie obawiać się zależności
          od kogoś...

          A rentierom po prostu zazdroszcze i tyle. W takiej sytuacji też bym
          nie pracowała. Zrobiłabym pewne za...biste studia... A co!

          Czy ja Cię straszę? Napisałam już - życie wymyśla lepsze scenariusze
          niż najbardziej zakręcony scenarzysta... Nie zawsze jest pięknie i
          różowo. Dorośli ludzie chyba powinni zdawać sobie z tego sprawę, nie
          sądzisz?
          • hypatia69 Re: pracować, nie pracować.... 06.03.08, 13:58
            "Ktoś, kto nie pracuje do lat kilku (lub więcej) dostanie na
            poczatek raczej niższą od średniej pensję... Czy ona wystarczy na
            utzrymanie rodziny? Może tak, może nie... "
            Zdajesz sobie sprawę ilu ludzi cały czas żyje na tak niskim
            poziomie?
            Jeśli nagle z ręką w nocniku budzi się pani żyjaca do tej pory w
            willi, latająca na codzień do solarium i kosmetyczki, a w sobotę do
            opery, z której i tak nic nie kuma, a dwa razy w tygodniu mająca
            sprzątaczke na przychodne, to owszem, leży. Jeśli nie jest to ktoś,
            kto sapdł ma mordę z luksusu, wie, ile kosztuje pół kilo karkówki i
            że korpusy z kurczaka są dużo tańsze to sobie poradzi. Opęka jakiś
            czas na nizszej pensji, a jeśli jest przytomna i jej zależy, to
            szybko dostanie podwyżkę.
            "Ileż było już tego typu dramatow: On zarabial, potem żona mu się
            znudziła, wycofał jej dostep do konta, przestal szanowac, zaczal
            traktowac jak robot wieloczynnosciowy. A Ona? Nie miała dokad
            odejsc... Fajnie?"
            Nie fajnie. W momencie, kiedy mają wspólny dochód pieniądze jej sie
            należą jak psu micha. A jeśli dostep do konta ma odebrany
            nieoczekiwanie, albo zauważa, że zaczyna być niestosownie traktowana
            to w tym momencie zaczyna szukać roboty, a nie siedzi jak ci.. w
            domu świadcząc usługi tumanowi. Dramatem jest bezmyślność i naiwność
            tych kobiet, które w takiej sytuacji liczą na to, ze jeszcze może
            sie zmienic w drugą stronę i dają sie sprowadzić do parteru.
            "To, że On okazał się chamem po ślubie, czesto zaskakuje małżonki bo
            przecież "przed śłubem taki nie był"..."
            Szczera prawda. Dlatego doceniam urok ślubów branych w dwa lata po
            poznaniu się, spotykaniu [choćby i codzinnie] na mieście, trzymaniu
            za rączki i wspólnych wyjazdach na wakacje. Nie da się poznać
            człowieka, jeśli się z nim "spotyka". Trzeba razem najmarniej ze dwa
            lata właśnie, a nie "wyrywać sie z domu" w dojrzałym wieku lat 23,
            żeby starzy nie zawracali gitary.
            Zgadza się, ludzie się zmieniają. I nie mam gwarancji, że mojemu
            samcowi nie odbije korba i nie zechce mnie wymienić na nowszy model.
            Ba! Nie mam gwarancji, ze ja nie zechcę czegoś takiego zrobić.
            Tylko, że ja o tym wiem:)
            "Po prostu nie rozumiem, jak można nie myśleć o swojej przyszłości i
            nie obawiać się zależności od kogoś..."
            Ja też nie rozumiem.
            "Dorośli ludzie chyba powinni zdawać sobie z tego sprawę, nie
            sądzisz?"
            Sądzę:)
          • 10iwonka10 Re: pracować, nie pracować.... 06.03.08, 14:20
            Mam wrazenie ze Hypatia nie jest chyba do konca dobrym przykladem. Z
            tego ci pisze pracowala ciezko za granica wiec ma pewno sensowne
            oszczednosci, ma niezalezna osobowosc, ......i odnosze wrazenie ze
            kiedys wroci do pracy a kiedy to bedzie to juz jej wybor.

            Natomiast sa kobiety bardzo ulegle, o slabej osobowosci takie troche
            jak pijawki ktore zotaja w domu i wlasciwie zostawiaja wszystkie
            decyzje plus zarabianie pieniedzy mezowi.Siostra mojego meza jest
            tego przykladem to troche jak polowanie na meza ktory ma ( czy
            rokuje) ze bedzie duzo zarabial wiec ona nie musi pracowac.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka