z.gdyni.anka
20.03.08, 13:58
Oczywiście pomijam tu przypadki oszustów którzy biorą z góry
zakładając że nie spłacą.
Ale czemu kredyty biorą ludzie którzy wiedzą że na pewno będą
musieli je spłacić?
Każdy kredyt (z wyjątkiem bardzo rzadkich rat 0% nie będących
manipulacją tylko faktycznymi ratami 0%) związany jest z określonymi
kosztami.
Jeżelli więc kupuję telewizor kosztujący 3000PLN na kredyt, który
będę spłacała w dziesięciu miesięcznych ratach po 360PLN to
przepłaciłam 600PLN. Tak naprawdę płacę więc aż 600 złotych za to,
że będę miała nowy telewizor zaledwie o osiem miesięcy szybciej.
Warto?
To jednak jeszcze nic w porównaniu z ludźmi, którzy jadą od kredytu
do kredytu, dla których spłacenie pożyczki jest momentem w którym z
radością mogą zaciągnąć pożyczkę na coś nowego - takie osoby po
prostu stale przepłacają za wszystkie swoje większe zakupy 10-20-30%
albo i więcej.
Szczególnie zaś dziwią mnie osoby naprawdę biedne, które też
pożyczają - a ponieważ mają słaby rating kredytowy pożyczają
najdrożej w różnych Providentach i tym podobnych. Im ktoś jest
biedniejszy tym bardziej nie stać go na kredyt!
Oczywiście grają tu rolę dwa podstawowe czynniki:
1. Przymus okoliczności. Są wydatki na prawdę niezbędne jak np.
koszty leczenia, wydatki powodowane różnymi zdażeniami losowymi itp.
i tu faktycznie środki po prostu muszą się znaleźć, jak się nie da
to w postaci kredytu. Są również wydatki prawie-że-przymusowe (np.
nowa pralka, lodówka, kuchenka gdy stara padnie na amen), bez
których można by się obejść teoretycznie ale trzeby by być mieć
osobowość psychopatyczną, dla normalnego człowieka obycie się bez
nich jest niemożliwe - i wówczas również pieniądze po prostu muszą
się znaleźć.
Jaka na to rada? Ano banalnie prosta - oszczędzać. Że co, że
biednego nie stać żeby oszczędzać? A na spłacanie kredytu to będzie
stać? Tak naprawdę to właśnie biednego nie stać na to żeby nie
oszczędzać! Choćby najdrobniejszą sumę. Nawet czteroosobowa rodzina,
która musi przeżyć miesięcznie za 2000 złotych może oszczędzić na
przykład 30 złotych miesięcznie. A to 30 złotych miesięcznie będzie
oznaczało że w dwa lata już będą zabezpieczeni przed awarią jednego
z urządzeń gospodarstwa domowego (i wpadnięciem z tego powodu w
długi a co za tym idzie ponoszeniem związanych z nimi kosztów).
2. Pęd do natychmiastowej konsumpcji. Zresztą umiejętnie podsycany
przez cały okołokredytowy biznes. Najnowsza nowość, musisz mieć już
teraz, teraz, teraz. Przez parę miesięcy pracowałam w banku
specjalizującym się w pożyczkach konsumpcyjnych i podstawowym
trikiem jakiego uczono nas na szkoleniach było skłonienie klienta
żeby poczuł przyjemność jaką może mieć już za chwilę z kupionej
rzeczy. "Proszę sobie wyobrazić, że już dziś mógłby pan/i oglądać
film na swoim nowym telewizorze, po co czekać?"
Ano po to, żeby nie przepłacić tych 10-20-30% - a więc w
perspektywie móc pozwolić sobie na więcej lepszych rzeczy.
Sprawa jest prosta - jeżeli kredyt kosztuje np. 20% to ktoś kto żyje
cały czas na kredyt będzie mógł sobie pozwolić w skali całego życia
na konsumpcję o powiedzmy 30% mniejszą od osoby która zarabia tyle
samo, ale na swoje wydatki oszczędza (bo oszczędzający nie tylko
uniknie kosztów kredytu ale jeszcze otrzyma zyski ze swoich
inwestycji).
Kredytujący będzie tylko miał większe natężenie konsumpcji w
początkowym okresie, a oszczędzający w późniejszym - ale per saldo
będzie zawsze do przodu (chyba że wpadnie pod samochód, albo będzie
III wojna światowa).
Jedynym wyjątkiem od zasady nie brania kredytów są moim zdaniem
kredyty mieszkaniowe - bo okres oszczędzania byłby zbyt długi z
powodu dużej wartości inwestycji i stosunkowo niskiego
oprocentowania kredytu. Bardziej sensowne jest spłacanie kredytu
przez 30 lat niż kupno mieszkania za gotówkę po 20 latach
gnieżdżenia się kątem u rodziców/teściów. Ale i tu absolutnie nie
warto "iść na maksa" i kupować najlepsze mieszkanie na jakie nas
stać. Czy na prawdę te 10m2 więcej jest warte 20lat fajnych wakacji
co roku, albo wyjścia do restauracji co miesiąc przez 20 lat, czy co
tam jeszcze sprawia nam przyjemność? Warto sobie odpowiedzieć na
takie pytanie.
Biorąc kredyt żeby coś kupić tracimy wielokrotnie, bo:
1. Ponosimy koszty kredytu.
2. Tracimy zyski z inwestowania naszych oszczędności w trakcie
zbierania na daną rzecz.
3. Kupujemy pod wpływem impulsu, podczas gdy kilka miesięcy do
namysłu zazwyczaj spowoduje iż decyzja o zakupie będzie bardziej
racjonalna.
4. Zajmujemy sobie część swojej zdolności kredytowej, co gdy zdarzy
się jakaś katastrofa (choroba, wypadek) i na prawdę będziemy
zmuszeni wziąć kredyt zdecydowanie pogarsza naszą sytuację (ten
przymusowy kredyt będzie przez to droższy, mniejszy, albo w ogóle go
nie dostaniemy).
No więc dlaczego ludzie biorą kredyty? Bo nie myślą, nawet w swoim
własnym interesie.